:: Desperacja :: Góry Shi :: Arteria

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Re: Szklarnia

Pisanie by Hiraeth on 24/2/2018, 11:54
 Przełknął równe rozczarowanie, skupiając się na składanym pocałunku. Zadbał, by nie przerodził się przypadkiem w deszcz muśnięć na całej jej skórze – czubku nosa, policzkach, kącikach ust, szyi… inaczej nigdy by stamtąd nie wyszedł, zbyt zaabsorbowany wielbieniem ciała anielicy i aksamitnego głosu.
 — Jak sobie życzysz, Älskling. — Usta mimowolnie uformowały szwedzkie słówko i zdawał sobie sprawę, że prawdopodobnie go nie zrozumie. Nie zamierzał teraz jej tego wyjaśniać. Pogładził kciukiem drobną dłoń, a później odwzajemnił z czułością uścisk, starając się jak najlepiej zapamiętać ten gest, by móc przywoływać go w myślach przez kolejny tydzień i napawać się płynącym z tego metafizycznym ciepłem.
 Później sięgnął po koszulę, przełożył ją przez głowę i naciągnął na brzuch. Wygładził materiał, upewnił się, że wygląda wystarczająco przyzwoicie mimo miernego stanu ubrania i zwrócił się ostatni raz w stronę anielicy.
 — Spotkanie z Tobą jak zwykle napełniło moje serce spokojem. Mam nadzieję, że kolejne nadejdzie zanim zdążę uschnąć z tęsknoty. — Uśmiechnął się tkliwie, skłonił się w pas i, rzucając jej przeciągłe spojrzenie, skierował się do wyjścia ze szklarni.
 Kiedy opuścił teren kościoła niesiony rozmyślaniami, uniósł dłoń do policzka. Oczami wyobraźni widział, jak jego skóra w tym miejscu nieznacznie pociemniała.
 Cholera, rumienił się.


[zt]



Carl wyczuwa kłamstwo rozmówcy.
avatar





Hiraeth
Najemnik    Opętany
GODNOŚĆ :
Funkcjonuje przede wszystkim jako Carl, nazwiskiem się nie posługuje, zaś imię Yngve znają nieliczni. Dla nielicznych Uszaty.


Powrót do góry Go down


Re: Szklarnia

Pisanie by Gość on 25/2/2018, 04:18
Chciała spytać o znaczenie słowa, którym się do niej zwrócił, ale zabrzmiało ono w jego ustach tak ciepło i uroczo, że wstrzymała się od zepsucia tego czarownego efektu drobnej tajemnicy. Pozwalało to zinterpretować je wedle własnego upodobania, nie skupiając się zanadto nad poprawnością własnego tłumaczenia.
Moment rozłączenia uścisku rąk uświadomił ją o bliskim końcu ich spotkania. Nie było tak, że po raz pierwszy żałowała jego odejścia. Zawsze odczuwała głęboki smutek, gdy mężczyzna odchodził, bo nigdy nie wiedziała kiedy wróci, w jakim w stanie i czy w ogóle. W tej chwili jej serce przejęły podobne lęki, ale teraz mogła się chwycić czegoś więcej niż tylko obietnicy. Teraz zabierał ze sobą jej serce, pozostawiał pustkę i tęsknotę, za które musiał wziąć odpowiedzialność, jeśli wierzyć temu, że jej miłość od tylu lat była tym, czego pragnął najbardziej.
Z różą silnie trzymaną między palcami, przyglądała się jak mężczyzna ubiera na siebie koszulkę, zabiera płaszcz i opuszcza szklarnię, posyłając jej jedno ze swoich powłóczystych, pamiętliwych wspomnień. Uśmiechała się lekko, wciąż zarumieniona, a gdy pozostała w pomieszczeniu całkiem sama, pozostała jeszcze przez chwilę w tym samym miejscu, nasłuchując ewentualnych powrotów, a potem… pozostało tylko wrócić do smutnej rzeczywistości. Zaczęła od poszukiwań flakonika, w którym mogłaby umieścić swój urokliwy podarek.

[zt]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Szklarnia

Pisanie by Rattenfänger on 30/3/2018, 14:03
Choć w Górach Shi zachodziły gwałtowne zmiany, czas mijał tu nad wyraz powoli. Zupełnie jakby każdy obawiał się, że głośniejsze słowo czy gwałtowniejszy ruch zmąci pozorny spokój utrzymany cudem po przejęciu władzy przez Aequalisa Tremorisa. Porażkę, o której w całym kościele krążyły plotki i legendy, Elyon odczuł najboleśniej ze wszystkich. Nie dość, że winą za klęskę obarczono w szczególności anioły służebne, których obecność w Górach miała „przynieść wszystkim zgubę i gniew Ao” i odseparowano go od wszystkich innych mieszkańców na następne tygodnie, to na dodatek nie wiedział co się działo z Alexandrem. Czy wrócił, czy w ogóle przeżył...

Anioł odchodził od zmysłów, zamknięty w pomieszczeniach piwnicznych, pozostawiony o samej wodzie, tak by mógł jak najdotkliwiej odczuć każdą przypisaną mu winę.
Całe dnie pogrążony w marazmie, spędzał czas na grze na flecie, w towarzystwie myszy.
Nic nie zapowiadało większych zmian, nawet gdy szczęknął zamek w drzwiach, a nieznany mu mężczyzna polecił udanie się za nim. Na górę.
- Ciesz się szczurze, twój Pan wrócił do zdrowia. Długo już tak nie pograsz, gdy połamie ci palce...- ciemnowłosy kapłan zacisnął z obrzydzeniem palce na nadgarstku Elyona, ciągnąc go w stronę wyjścia. Odpowiedziała mu jedynie cisza i nierozumiejące spojrzenie.
„Wrócił do zdrowia...?” … Pan...- Jego jasne źrenice rozszerzyły się gwałtownie, gdy w pierwszym odruchu spróbował wyszarpnąć dłoń z uścisku. Błąd.
Poczuł bolesne uderzenie w policzek, a flet poleciał na posadzkę, odbijając się parokrotnie, by zniknąć w ciemnym kącie pomieszczenia.
- Gdyby nie to, że polecono mi przyprowadzenie właśnie ciebie...
Zapewne coś tam jeszcze dopowiedział, jednak przyzwyczajony do gróźb umysł skrzydlatego całkowicie zignorował kapłana, poświęcając się tylko jednej myśli.
Oleander.
~ * ~

Elyon stanął na progu szklarni odnajdując wzrokiem wychudłą, zupełnie jakby jeszcze marniejszą postać Diakona. Z całej siły powstrzymał się przed zrobieniem kilku następnych kroków w jego stronę. Tresura wygrała nad wszelkimi słabościami, zatrzymując go w miejscu. Niczym laboratoryjny szczur oczekiwał jednego choćby słowa przyzwolenia.
- Alexan...- Zaczął, jednak zamilkł w pół słowa. Nie przyzwyczajaj ust swoich do wypowiadania przysięgi i nie przywykaj wzywać imienia Świętego. Anioł spuścił wzrok na swoje dłonie, czując jak trzymana w dłoniach taca drży.
Miał go chronić. Przyrzekał na wszystkie świętości, że ochroni kapłana przed wszelkimi niebezpieczeństwami... A nie mógł nic zrobić, gdy rzeczywiście przyszedł czas próby.
- Polecono mi przynieść napar uśmierzający ból...- Powiedział cicho, modląc się w duchu, aby to jedno małe kłamstwo, którego się dopuścił nie wyszło na jaw. Tak naprawdę wciśnięto mu w kielichu mleko makowe, z poleceniem dopilnowania diakona. Ale nie mógł... Nie potrafiłby zmusić go do wypicia kolejnej porcji tej przeklętej słodkawej cieczy. Dlatego też przepraszając w duchu i Ao i służącą, która zapewne bardzo się namęczyła przy tworzeniu odpowiednio dobranej porcji, wylał mleko do jednego z podziemnych jezior, a kielich uzupełnił herbacianym naparem o równie przeciwbólowym, lecz nie narkotycznym działaniu.
avatar





Rattenfänger
Anioł
GODNOŚĆ :
niegdyś znany jako Elyōn.


Powrót do góry Go down


Re: Szklarnia

Pisanie by Oleander on 30/3/2018, 22:16
Krucjata przyprawiła mu sporo kłopotów. Jego najkochańsza siostra Anais z bólem psychicznym i fizycznym dzielnie opatrzyła mu rany i nastawiła kończyny. Porozmawiał z nią jeszcze trochę o tym, co się wydarzyło, ale ciągle czuł niewyjaśniony ciężar na sercu. Coś go przygniatało i nawet on sam nie mógł zrozumieć, co to takiego było.
Gdy już potrafił wyczołgać się z łóżka, pierwsze swoje kroki skierował do szklarni. To był jego dom, jego oaza, jego szczęśliwe miejsce. To właśnie w tym własnoręcznie budowanym ogrodzie mógł wypocząć, odzyskać zmysły i poczuć się przynajmniej trochę bardziej żywy, niż zazwyczaj.
Było dość wcześnie. Drewniane drzwi dzielące szklarnię od arterii były jeszcze zimne, nie zdążyły się nagrzać pierwszymi promieniami słońca. Oleander otworzył je, chłonąc każdy najmniejszy stukot, jaki wywoływał klucz w zamku. Brakowało mu tego. Cholernie mu tego brakowało. Uderzyło go ostudzone, stęchłe powietrze zmieszane z dziką wonią kwiatów. Uśmiechnął się pod nosem. Szedł wolno, osłabiony bardziej psychicznie niż fizycznie, delikatnie dotykając liści napotkanych po drodze.
- Witajcie, moje kochane. Tak dawno mnie nie było... Tęskniłyście?
Odpowiedziała mu głucha cisza, ale on słyszał odpowiedź. Brzmiała mu w uszach i sercu, te ciepłe drgania mówiące tak, tęskniłyśmy, bracie Oleandrze. To takie piękne, że im na nim zależy.
Minął zakurzony stolik, postawiony w wazonie żonkil już dawno zwiędł. Nie zamierzał go dotykać, nie po to tu teraz przyszedł. Miał zachwycać się pięknem życia, a nie śmierci. Jego kroki stawały się coraz bardziej taneczne, było w nich coraz więcej gracji; tak jakby to pomieszczenie rzeczywiście przywracało go do zdrowia. Dopadł jedynej szyby, która nie zbielała ani nie popękała na przestrzeni lat. Miał stąd widok na Desperację, na tych biednych ludzi, na przesiąknięte zapachem śmierci piaski i kamienie pustyni. Dzisiaj mgła siedziała nisko, przez co nawet szczyty Gór Shi były w niej mistycznie zanurzone. Nie widział więc pogożeliska, na które z sadystyczną obojętnością tak uwielbiał patrzeć.
Nagle usłyszał drzwi, które zostały agresywnie otwarte przez jedną z wiernych. Była widocznie poddenerwowana. Biegła.
- Bracie Oleandrze!
Dziewczyna przemierzyła dzielący ich dystans. Alexander stał niewzruszony, niczym zainteresowany pies jedynie strzyżąc uszami i przekrzywiając głowę.
- Bracie Oleandrze! - powtórzyła, po czym schyliła się, by złapać oddech. - Przecież tak prosiłam brata, by nie chodził bez nadzoru!
- Maya - delikatnie położył jej dłoń na czole; mierzyła tylko 150 centymetrów wzrostu. - Nie jestem dzieckiem, a nie tylko koty chodzą własnymi ścieżkami.
Dziewczyna wyraźnie poirytowała się bardziej odpowiedzią, niż gestem diakona. Nie odtrąciła jego ręki.
- Ale to dla brata bezpieczeństwa. Jest brat jeszcze słaby, mógłby upaść gdzieś i nie znaleźć ratunku... Och, na najświętszego Ao, czy chce brat wpędzić mnie i wierną Elizę do lochów za zaniedbanie opieki nad bratem?
Odjął dłoń, przedtem wykonując gest błogosławieństwa na jej czole. Minę miał niewzruszoną, apatyczną, a nawet można by powiedzieć, że nieobecną. Lochy. W lochach trzymane są jednostki, które nie wypełniają swojej bożej posługi jak należy. Takie, jak anioły służebne. Przewertował w myślach listę podarowanych mu skrzydlaków. Nie wiedzieć czemu, nie mógł przez pierwszą chwilę przypisać imienia Elyona do jego twarzy. Czyżby naprawdę był aż tak okrutnym panem, by nie pamiętać swojego najwierniejszego służącego?
- Maya, nadal trochę boli mnie głowa. Mogłabyś poprosić kogoś, aby przygotował mi odrobinę mleka makowego?
Wierna patrzyła się na niego z niezrozumieniem. Kapłan kontynuował uśmiechając się lekko.
- I powiedz, że ma mi je przynieść Elyon.
Jego ton był przejmująco słodki i jednocześnie przepełniony jakimś niezdrowym, przerażającym wydźwiękiem. Maya bez słowa odwróciła się na pięcie i popędziła do drzwi, prawdopodobnie blada jak ściana. W jego uśmiechu było coś sztucznego, niebezpiecznego i nie chciała być z nim dłużej sama w jednym pomieszczeniu, a co dopiero mu się sprzeciwiać.

Odwrócił się od okna dopiero, gdy jego imię ugrzęzło aniołowi w gardle. Spojrzał z daleka na opuszczoną głowę służącego, zaczął stawiać w jego stronę powolne kroki. Było tak cicho, że słychać je było echem po całej szklarni, w akompaniamencie drżącej zastawy trzymanej przez skrzydlaka. Oleander obszedł go dookoła; przez władczą postawę Alexa i skuloną postać Elyona kapłan wydawał się wyższy, chociaż w rzeczywistości mają tyle samo centymetrów wzrostu. Zajrzał z zainteresowaniem w metalowy kielich, po czym bez ostrzeżenia wymierzył służącemu policzek.
Cisza. Kielich głucho potoczył się po kamiennej podłodze, rozlewając swoją zawartość. Alex ze znużeniem strzepał rękę, trochę ścierpła od ostatniego razu.
- Prosiłem o mleko makowe. To nie jest mleko makowe.
Im więcej było w nim emocji, tym jego głos stawał się coraz słodszy, a twarz i gesty obojętniały.




japoński #e18687 || francuski #af86e1 || omamy #eb88b9
> > v o i c e < <

(!!!) halucynacje słuchowe - doświadcza Oleander i telepaci
halucynacje wzrokowe i/lub somatyczne - doświadcza tylko Oleander (!!!)
avatar





Oleander
Diakon    Poziom E
GODNOŚĆ :
Alexander Subercaseux.


Powrót do góry Go down


Re: Szklarnia

Pisanie by Rattenfänger on 31/3/2018, 12:56
Stojąc w ciszy, wsłuchiwał się w kroki odbijające się od ścian pomieszczenia. Tak znajome, a jednak cały czas obce i oziębłe. Elyon przymknął powieki, gdy jego pan znalazł się wystarczająco blisko by słodki kwiatowy zapach dotarł do nozdrzy anioła.
Wrócił.
Czy to oznaczało, że nareszcie będzie mógł opuścić lodowate piwnice i wrócić do codziennej służby? Nie potrafił policzyć od jak wielu dni nie czuł na skórze światła słonecznego i nie oddychał powietrzem innym niż stęchłym, przesyconym zapachem krwi i zgnilizny. Może nawet pozwoli mu grać. Może tym razem będzie... inaczej?

Nie spodziewał się ciosu, zbyt ufny, że jego obecność i chęć pomocy choć w minimalnym stopniu ucieszy Oleandra.
Dlatego na obliczu skrzydlatego pojawiło się czyste zaskoczenie, nim nie skrył twarzy za dłonią, nie tylko starając się uchronić przed następnym, ewentualnym uderzeniem, ale też chłodnymi opuszkami palców załagodzić choć minimalnie ból.
No cóż... Nie było co ukrywać, że to po prostu zabolało. Jak diabli.
I choć cios pozostawił po sobie widoczny czerwony ślad na bladej, schorowanej skórze anioła, to o wiele mocniej ugodził w jego duszę, roztrzaskując resztki nadziei.
Znał ten ton, nie musiał się nawet odwracać by wiedzieć jaki grymas pojawił się na jasnym obliczu Oleandra.
Taca wypadła z dłoni Elyona, gdy ten próbował ze wszystkich sił uspokoić roztrzęsione ciało. Powinien, i czuł zresztą strach, za każdym razem, gdy głos kapłana stawał się z każdą chwilą słodszy, a jednak ta słodycz nie obejmowała jego martwych oczu, w których kryła się już tylko obojętność.
Mimo to w głębi duszy był szczęśliwy – plotki okazały się nieprawdziwe, a jego pan wciąż żył, choć wyraźnie osłabiony. To było najważniejsze, tylko tyle się liczyło.
- Wybacz...- Zacisnął palce lewej dłoni na prawym przedramieniu, w bezwiednym odruchu choć minimalnego odsunięcia się od zagrożenia. Przełknął ślinę kuląc ramiona jeszcze bardziej, gdy Oleander poruszył temat mleka makowego.
Więc to on nikt inny zapragnął narkotyku. Pomimo to w jego głowie wymordowany wciąż pozostawał ofiarą systemu, małym trybikiem w grzesznej, zakłamanej i pozbawionej miłości bożej organizacji. Służył mu tak długo wciąż wierząc, że jest w stanie go nawrócić jeśli nie od samego Ao, to choć uratować od oddania symbolowi, który zdobił jego kark.
Rat nie potrafił łgać. Był wszakże jedynie marnym aniołem, pozbawionym tej czysto ludzkiej zdolności. Fałszywe słowo nie splamiło nigdy jego warg, a każde, nawet to najbardziej niewinne kłamstwo innych osób odczuwał niczym szpilki w sercu. Aczkolwiek wiedział, że wyjawienie prawdy będzie gorsze, dlatego postanowił zachować milczenie.
Zezłościł go?
Dlaczego tak bardzo Oleander pragnął smakować tej niszczącej jego piękny umysł cieczy, której przepis sam diabeł musiał podszepnąć ludziom.
Elyon nie potrafił tego pojąć.
Przecież istniało tak wiele sposobów by ukrócić jego cierpienie, tak wiele ziół było w stanie zatrzymać ból.
Raz jeden zmuszono anioła do skosztowania mleka makowego i choć było to dziesiątki lat temu, do dziś pamiętał przerażającą pustkę, która obejmowała każdy zakamarek jego duszy, a potem głęboki lęk przed powrotem do rzeczywistości pełnej udręki.
Wpatrywał się jedynie w rozlany napar i potłuczony kielich. Kawałki szkła odbijały się w blasku świec i promieni wpadających przez okno.  Trzeba było się tym zająć nim wymordowanemu kapłanowi stanie się jakaś krzywda.
- Pozwól mi panie pójść po coś czym mógłbym to uprzątnąć.- Poprosił cicho, powoli podnosząc wzrok na różowowłosego, tak jednak by ten nie mógł odebrać jego spojrzenia jako wyrazu buntu czy braku szacunku. Po prostu musiał się upewnić, że to on, że go nie okłamano i nie zadrwiono sobie z marnego anioła po raz kolejny podstawiając jakiś falsyfikat, tylko ku pokrzepieniu dusz wiernych.
Mało razy już tak czyniono?
avatar





Rattenfänger
Anioł
GODNOŚĆ :
niegdyś znany jako Elyōn.


Powrót do góry Go down


Re: Szklarnia

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry