Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 2 1, 2  Next   

Schody    Pisanie by Yury on Czw Paź 06, 2016 8:02 pm
Miejsce na szczegółowy opis. Tak piękny jak cała Smocza Góra razem wzięta. Chce go ktoś napisać?

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2746
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Gość on Czw Paź 06, 2016 8:41 pm
Wrócił na Smoczą Górę, chociaż jak zawsze nie zamierzał pozostać tutaj długo. Ostatnim czasy wolał otwartą przestrzeń, a do kryjówki Drug-onów wracał sporadycznie, by zorientować się w sytuacji tutaj i w razie czego załatwić zlecenia, które pozostawały wolne. Teraz zrobił tak samo, wpadł na parę godzin i już był gotów, aby ponownie zniknąć z oczu innym.
Mimo że bywał tutaj rzadko to znalezienie go przez kogokolwiek z grupy, nie było problematyczne, wystarczyło przejść się w ulubione miejsca Iliji bądź rozpuścić informację, że ktoś go szuka, a wtedy najczęściej zjawiał się sam. Prędzej czy później, ale był.
Poprawiając plecak, którego zawartość została zmieniona i uzupełniona o najpotrzebniejsze obecnie rzeczy, szedł korytarzem, nie rozglądając się zbyt uważnie po otoczeniu. Bardziej niż uważaniem, czy nikt nie pojawia się na jego drodze, był zajęty oglądaniem rękojeści jednego ze sztyletów, które wpadły mu w ręce niedawno. Podobało mu się to zdobienie, misterne, ale nie przesadne... anielskie zabawki zawsze miały swój specyficzny urok. Schował ostrze, skręcając w boczny korytarz zainteresowany nagle duszącym smrodem. Normalnie odrzuciłoby go to i zawróciłby od razu, jednak tym razem paskudna woń mieszała się ze znajomym zapachem, który często osiadał nawet na jego ubraniach, rzeczach czy ciele. Marszcząc nieco nos, powęszył w powietrzu, kierując się w odpowiednim kierunku, a dokładniej na schody. Zatrzymał się w końcu u szczytu stopni, trzymając nieco dystansu do biomecha, który pojawił się już w zasięgu wzroku. Mężczyzna szedł w dół na niższe piętro, przez co nie mógł go zobaczyć.
- Yury – odezwał się, zwracając na siebie uwagę tego popaprańca. Wsunął ręce do kieszeni spodni i oparł się barkiem o ścianę, zmierzył wzrokiem osobnika, który wzbudzał w nim mieszane odczucia... tak jak i połowa znajomych mu jednostek.
- Śmierdzisz śmiercią...trupem i chyba nie chcę wiedzieć, gdzie się szlajałeś – burknął, odwracając nieco głowę i znów marszcząc nos, co dodawało mu uroku, ale teraz Ilija się tym nie przejmował. Nie pytał o szczegóły oraz powód tego odoru, domyślał się skąd się to wzięło, ale nie wnikał w to, polegając na ograniczonych informacjach jakie miał na ten temat.
- Śpieszysz się gdzieś? - spytał po chwili milczenia, dawno się nie widzieli i miał chęć to zmienić. Zszedł kilka stopni niżej, zmniejszając dystans i zatrzymując się w połowie, te trzy czy cztery schodki wyżej od mężczyzny. Ten specyficzny osobnik, potrafił być cennym źródłem informacji, którymi dzielił się sam z siebie, bądź przy odpowiedniej zachęcie i to zamierzał wykorzystać Cavendish.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Yury on Czw Paź 06, 2016 10:40 pm
Szedł powoli, niepośpiesznie, w ślimaczym tempie pokonując stromą kondygnacje. Mechaniczna noga przy każdym zgięciu wywoływała ostry ból stawów, a raczej tego co z nich zostało. Skrzywił się, zaciskając dłonie na poręczy, ta sztuczna zazgrzytała złowieszczo. Miał szczęście, że to nie środek zimy, kiedy to cholerstwo było oblodzone. Upadek murowany.
Nie zareagował, gdy ktoś zawołał go po imieniu. Chciał wierzyć, że się przesłyszał, że ma jakieś cholerne urojenia, że to zwodniczy wiatr w zestawie ze zmęczeniem podjudza jego zmysły. W odwecie po raz kolejny zaciągnął się papierosem, walcząc z samym sobą. Chciał i jednocześnie nie chciał zainteresować się źródłem tego dźwięku. Zerknięcie przez ramię to znów nie taka zbrodnia, więc siłą rzeczy w końcu się przełamał i to zrobił, ale i tego mógł bez trudu mógł odgadnąć, kto jest właścicielem tego brzęczącego w uszach głosu.
Ten gnój żył i miał się dobrze. To pierwsza myśl, która ukształtowała się w jego głowie na widok Cavendisha.
To już wiesz, jak się czuję, gdy cię pieprzę — sarknął. Wiedział, że cuchnie. Smród rozkładających się zwłok był wszędzie. Na ubraniach, na rękach i nawet we włosach. Jebany nekrofil, ktoś mógłby pomyśleć i Yury miałby to tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Uroku dodawała mu jeszcze zaschnięta krew zwierza, którego musiał się pozbyć w ramach ratowania dupy rozkapryszonej pannicy.
Dmuchnął mu prosto w twarz śmierdzącym dymem. Nie tęsknił za nim. Właściwie miał nadzieje, że jasny szlag go trafił i w końcu będzie mieć pretekst, by komuś skopać tyłek i wyładować wszystkie te negatywne emocje, które nie mogły tak po prostu zniknąć. Prychnął w geście irytacji. Przecież nigdy nie potrzebował takowego powodu. Dlaczego teraz się go doszukiwał? Zwalił winę na nieprzyjemne zapachy, które musiały uderzyć mu do głowy.
Powiedzmy — odparł oschle. Chciał zmyć z siebie ten smród i przespać się przynajmniej parę godzin. Potrzebował tego jak cholera. Bardziej niż używki, która bezustannie mu towarzyszyła. — Tylko nie mów, że się stęskniłeś. — Dziś naprawdę nie miał ochoty na użeranie się z rozchwianym emocjonalnie dzieciakiem, który paradoksalnie był starszy od niego o parę ładnych dekad. Na seks zresztą też nie miał ochoty. Na nic nie miał ochoty. Był jak puste, zdewastowane pudełko.
Zmęczony wzrok sunął się po znajomej twarzy. Oblizał spierzchnięte wargi, gdy wreszcie spoczął na gardle.
Jeśli nie masz w swoim zaopatrzeniu wody i mydła, to spierdalaj, Ill, bo zaraz poderżnę ci gardło.
Nie żartował. W jego dłoni pojawił się nóż.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2746
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Gość on Pią Paź 07, 2016 6:49 pm
Kąciki jego ust zadrżały, lecz wcale nie powstrzymywał uśmiechu, a na jego twarz cisnął się grymas przepełniony zirytowaniem. Przez te parę lat nauczył się jednak ignorować Yuryego do pewnego stopnia, który całkowicie wystarczył, aby towarzystwo biomecha przestało być uciążliwe i jego sarkazm, nie wywoływał tak często agresji Wymordowanego. Bywały jednak dni, kiedy zamiar pozostania spokojnym trafiał szlag, wraz z chwilą, kiedy mężczyzna otwierał usta i padały pierwsze słowa. Tym razem jednak zachował opanowanie, wędrówka po Desperacji chyba za bardzo go zmęczyła, by okazywać złość lub zdradzać, że słowa jakkolwiek go ruszyły.
- Nikt ci nie każe mnie pieprzyć, a jeśli kręci cię nekrofilia to źle mierzysz... jestem jeszcze dość żywy – stwierdził sucho. Kiedy znalazł się bliżej, woń stała się bardziej nie znośna, przez co łapał raczej płytkie oddechy, nie chcąc drażnić czułego węchu.
Zmierzył go wzrokiem, ale tym razem nie pojawiła się zwyczajowa iskierka w ślepiach, tak zwane kurwiki, zwykle obecne w spojrzeniu ciemnowłosego. Warknął cicho, odsłaniając przy tym ostre kły, gdy Yury dmuchnął mu dymem w twarz. Zdecydowanie jego spokój łatwo było załamać i wejść na cienką granicę, której przekroczenie budziło wściekłość. Stojąc teraz i patrząc na niego, szczerze żałował, że skręcić z wytyczonej ścieżki, na której końcu znajdowało się wyjście ze Smoczej Góry. Teraz mógł być już na dworze i planować, gdzie tym razem zaszyć się na bliżej nieokreślony czas, póki nie znajdzie sobie zajęcia.
Parsknął cicho pod nosem, nie dopuszczając do siebie czegoś takiego jak tęsknota, zwłaszcza za osobą pokroju Kido.- Nie tęsknię za tobą, nigdy.- odparł stanowczo, coby rozwiać wszelkie wątpliwości i nie dać szansy biomechowi na żadne gdybanie jeszcze czy dopieprzanie mu w tej sprawie. Nie chciał się z nim pieprzyć, nie chciał od niego niczego poza rozmową, która może nabierze jeszcze trochę sensu, a dzięki czemu wpadną mu jakiekolwiek przydatne informacje.
Zacisnął szczęki widząc jak Yury obserwuje go, wiedział z doświadczenia, że w tej chwili ten kretyn wpada na jakiś głupi pomysł. Szybko też usłyszał, co mu chodzi po głowie i nie dał rady powstrzymać przewrócenia oczami.
- Poderżniesz? - prychnął, zbliżył się jeszcze do niego, powoli napierając na niego ciałem. Popchnął go w kierunku ściany, by ten nie spieprzył się ze schodów.- Pierdolisz głupoty, ciągle tym grozisz... i co, brak ci jaj, by zmienić groźbę w czyn? - spytał, sam nie wiedział czemu go prowokuje, ale chyba nudziło go już ciągłe słuchanie gróźb bez pokrycia.- Pomijając, że w tej chwili wyglądasz jak gówno, więc pewnie znów nic nie zrobisz – dodał, ale z przyzwyczajenia zachowywał ostrożność. Któż mógł wiedzieć, co zaraz wpadnie mężczyźnie do głowy, ale cokolwiek by zrobił, mogło skończyć się katastrofalnie dla obu. Złapał go nagle za nadgarstek dłoni, w której ten trzymał nóż, niwelując ponownie dystans między nimi.- I może mam wodę, ale czemu miałbym się podzielić? Sądzisz, że zasłużyłeś? - szepnął z kpiną, chcąc się z nim nieco podrażnić, ale kiedy jego nozdrza wypełniły się smrodem, jaki osiadł na ubraniach i skórze tego osobnika, szybko zrezygnował. Wycofał się, wchodząc parę schodków wyżej, by zaczerpnąć powietrza, wolnego od duszącego zapachu.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Yury on Sob Paź 08, 2016 2:19 am
Był zmęczony i rozdrażniony, więc nic dziwnego, że słowa Cavendisha w tym momencie zadziałały na niego jak przysłowiowa płachta na byka. Obnażył zęby w ponurym uśmiechu. Ten mały, pozbawiony piątej klepki gnojek nie posiadał czegoś takiego, jak instynkt samozachowawczy, co demonstrował niemal na każdym kroku. Gdyby go miał w swoim jakże ubogim asortymencie, nie zaczepiałby biomecha w takim stanie. Odszedłby z godnością na tych swoich wychudzonych nóżkach, o ile w jego słowniku istniało takie słowo, w co Smok szczerze wątpił. Illija był specjalistą w unikaniu Kido, a co więcej – ten nawyk wszedł mu już w krew. Robił to konsekwentnie od paru tygodni, z czego sam zainteresowany zdawał sobie doskonale sprawę.
Yury, by zamanifestować złość, która nim zawładnęła, złapał tego szczyla za kłaki i uniósł mu ten pusty łeb ku górze, wykrzesując z siebie tlące się w nim resztki siły.
Sam kopiesz sobie grób, idioto — wycharczał przez zaciśnięte zęby. Musiał wyładować na kimś zbierającą się w nim od powrotu na Smoczą Górę frustracje. Choć śmierć Siriona nie wywarła na nim w dużym stopniu wrażenia, syf w organizacji już tak. Sprawy zaszły za daleko, a ten dureń zachowywał się jak zawsze… Jakby nie orientował się w sytuacji i pewnie tak było.
Ugasił papierosa na szyi tego przychlasta. To nie powinno wyrwać na nim żadnego wrażenia. Robił mu w końcu gorsze rzeczy.
Lubisz ból, co?
Ochota na zabawę z nim dziś się nie pojawiła, a mimo to nie miał zamiaru puścić mu płazem tego, że zatruwa mu dupę w najmniej odpowiednim momencie. W jego oczach pojawił się błysk szaleństwa, co sugerowało tylko jedno - miarka się przebrała. Miał zamiar dać upust drzemiącej w nim wściekłości, a Illija spełniał się doskonale w roli worka treningowego. Przycisnął spragnione krwi ostrze do jego skóry.
Jeden trup więcej, co za różnica – burknął pod nosem. — Chcesz podzielić marny los Pradawnego, czy z łaski swojej stulisz dziób? — zapytał, wykonując płytkie nacięcie. Stróżka krwi popłynęła wzdłuż szyi chłopaka i zniknęła w zarzuconej na wątłe ramiona kurtce. — Potraktuj to jako motywacje do zejścia mi z drogi.
Nie zarejestrował momentu, kiedy biomechaniczna dłoń nawaliła. Włosy wymordowanego wymsknęły się z jego uścisku, a on sam wpadł na Yury’ego, niezdolny, by w takim krótkim odstępie czasu odzyskać utraconą równowagę.
Obaj runęli w dół w akompaniamencie przekleństw, co było dość komiczne w tej sytuacji. W innych warunkach najprawdopodobniej waga Illijego nie wywarłaby na byłym wojskowym żadnego wrażenia. Zmęczenie jednak robiło swoje. Był osłabiony i ociężały. Czuł się trochę jak popsuta zabawka. Jak strzec, potrzebujący laski do podparcia.
Upadek z piętra był bolesny. Przez chwilę miał wrażenie, że połamał żebra, które przebiły płuca, ale zdał sobie w porę sprawę, że przecież one też były mechaniczne. Pewnie tylko dzięki temu nie wyhodował sobie raka. Na szczęście wylądował na sztucznie wyprodukowanym ramieniu, który zamortyzował konfrontacje z zimnym kamieniem, choć rzecz jasna teraz tym bardziej będzie musiał iść na konsultacje z mechanikiem. Z medykiem zresztą też. Był cały obolały i chyba jednak uszkodził sobie te żebra.
Nóż wylądował obok niego, a Illija na nim. Huk, który się rozległ, gdy zjednoczył się z ziemią, był niewyobrażalny. Dudniło mu w uszach jeszcze przez chwilę i miał wrażenie, że fundamenty Smoczej Góry zadrżały.
Nawet nie miał siły, by zrzucić ze siebie przyjemny ciężar Wiwerna, który był pewnie nastawiony, że skończy jak worek ziemniaków.
W końcu to ty wylądowałeś na górze. Napawaj się tą chwilą, bo nie potrwa zbyt długo.
Yury'emu było już wszystko jedno. Mógłby nawet zasnąć na tej nieprzyjemnej podłodze i nie zauważyłby różnicy.
Zaśmiał się, bo nic innego mu nie pozostało.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2746
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Gość on Sob Paź 08, 2016 8:36 pm
Wiedział, że stąpa po niepewnym gruncie drażniąc Yuryego, który najwyraźniej był w złym humorze. Jednak nie było to jego winą, wpadł tu porozmawiać i nie planował doprowadzić do kłótni czy jawnej agresji, co i tak się właśnie działo. Kiedy został złapany za włosy, a zaraz przestawiony z miejsca, skrzywił się wyraźnie. Wbił gniewne spojrzenie w mężczyznę, zacisnął dłoń na jego koszuli i spróbował się wyszarpnąć, odpychając go trochę, jednak jedyny efekt, jaki osiągnął to taki, że poczuł ostry ból, gdy Kido wzmocnił tylko uścisk i pociągnął go za włosy mocniej. Na moment zaprzestał jakiegokolwiek ruchu, zaciskając mocno szczęki, przez co napięty mięsień na szczęce drgnął wyraźnie pod skórą.
- Mogę wykopać go tobie – wycedził, a jego głos wręcz ociekał jadem. Gdyby teraz się wyrwał, chętnie uświadomiłby biomecha, że naprawdę jest jadowity i z satysfakcją oglądałby skutki specyficznej toksyny jaką posiadał, a przynajmniej do czasu aż wściekłość by mu nie minęła. Czując papierosa gaszonego na szyi, zamknął na moment oczy, faktycznie nie ruszyło go to. Ten specyficzny ból, był mu już wyjątkowo znany i uodpornił się na niego. Spojrzał ponownie na swego prywatnego tyrana, ale nie odezwał się słowem. Nie zamierzał odpowiadać na to pytanie, nie widział powodu, aby odpowiadać na coś, czego ten gość był świadom i co nie raz wykorzystywał.
- Aż tak poruszyła cię śmierć Pradawnego? - zdziwiło go to nieco, ale nie oznaczało, że sam był całkiem obojętny na to, co się wydarzyło. Odczuwał jakiś cień smutku, ale była to kolejna ulotna emocja, która została zepchnięta na dalszy tor. Chciał zerknąć w dół, gdzie wiedział, że dostrzeże krew, ale nóż ciągle przyciśnięty do szyi, skutecznie zniechęcił go do tego.
- Puść mnie w końcu, kretynie – burknął, pieczenie, jakie czuł przy przecięciu, było drażniące w dziwny sposób i walczył z potrzebą, by zetrzeć szkarłat z szyi. Rozproszony nie zauważył i nie zareagował w porę na to, co się dzieje. Uścisk zniknął, a Ilija nie zdążył złapać równowagi. Zamachał panicznie rękoma, nie chcąc spieprzyć się ze schodów, bo obawiał się konsekwencji, ale nic to nie dało. Runął w dół, gdy Yury też nie utrzymał równowagi. Uderzając o kamienne stopnie, chował w ramionach głowę wiedząc, że nawet bycie Wymordowanym nie pomoże, gdy skręci kark lub roztrzaska łeb o schody. W końcu lot w dół się skończył, a on z impetem runął na ziemię... chociaż, gdy poczuł, że ziemia oddycha, skorygował swe przypuszczenia. Wymamrotał przekleństwo, chcąc się podnieść, ale paskudny ból w barku i mroczki przed oczami, zatrzymały go w miejscu. Uderzając o Yuryego, przyłożył skronią o jego obojczyk co dodatkowo spowodowało, że pociemniało mu przed oczami. Zamlaskał, przełykając krew, jaka zebrała mu się w ustach i przez to wiedział, że najpewniej przygryzł mocno język przy upadku.
- Bycie górą, boli – wymamrotał, próbując się jeszcze przesunąć, ale ponownie ból w ręce dał o sobie znać. Nie wiedział, czy złamał bark, czy jedynie go wybił, ale było źle i był to ból, który wcale mu się nie podobał. Wsparł się odrobinę na drugiej ręce, jednak zaraz zamarł i wykrzywił wargi w grymasie zdradzającym, że nie jest fajnie.- Nie śmiej się, masz teraz okropny śmiech – mruknął, ten dźwięk dudnił mu w uszach, sprawiając jeszcze więcej negatywnych odczuć. Westchnął na moment, opierając czoło o ramię mężczyzny, musiał się pozbierać w sobie, zanim zmusi ciało do podniesienia się.
- I pomyśleć, że chciałem jedynie pogadać – szepnął do siebie. Wiedział, że ostatnio ma problemy z egzystowaniem wśród innych, przestawał się dogadywać z ludźmi i Wymordowanymi, ale nie sądził, że przez taki mało istotny problem, wyniknie coś takiego.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Yury on Sob Paź 08, 2016 11:59 pm
Słowa Cavendisha podziałały na niego jak knebel. Usta zastygły bez ruchu, jednak opętańczy śmiech nadal wirował w powietrzu. Dzwonił w uszach biomecha, który niechętnie przyznałby racje swojej łamliwej, rozchwianej emocjonalnie zabawce. Był okropny. Pobrzmiewał przede wszystkim psychozą i histerią. Przybrał formę echa. Tułał się po labiryncie korytarzy w poszukiwaniu ucieczki od wilgoci i zapachu stęchlizny. Odbijał się od ścian, aż w końcu zniknął w czeluściach Smoczej Góry.
Yury otworzył usta, a potem je zamknął, niczym ryba wyciągnięta z wody. Pozwolił, by zapadła między nimi zbawienna cisza, czasem przerywana przez zabłąkany, miotający się między ścianami wiatr. Długo milczał, choć nie miało to nic wspólnego z tym, że zdarł sobie gardło. Jego struny głosowe od dawna były zdezelowane. Ciągła chrypa była tego wystarczającym dowodem. Może był to skutek częstego zaglądania do kieliszka, może znamię upływających lat – piętno starości, które zaczęło na nim ciążyć. Nie wiedział. Odrzucił te myśli na bok i zamknął oczy, wsłuchując się w ich przyśpieszone oddechy.
Adrenalina stopniowo opadała, a wraz z nią uspokajało się tętno i praca serca. Yury miał wrażenie, że czas stanął w miejscu i w końcu może odpocząć. Naprawdę mógłby usnąć na tej zimnej posadzce, nawet jeśli równać się to będzie z ochłodzeniem ciała, bądź innymi – mniejszymi lub większym – dolegliwościami. Cichy szept, który przeciął powietrze, skazał go jednak na wykrzesanie z siebie powoli obumierających funkcji życiowych. Poruszył się, by nie zapomnieć, jak to się robi, jednak nadal nie strącił z siebie ciężaru, który unosił się i upadł wraz z ruchami klatki piersiowej.
Więc porozmawiajmy — powiedział w końcu, by nie trzymać Cavendisha w niepewności. Głos miał wyjątkowo spokojny i opanowany. Oziębłość z niego wyparowała, więc zawładnęło nim pewne zawahanie. Nie miał bowiem pewności, czy był autorem tych słów.
Otworzył oczy - w jego przypadku jedno – i spojrzał na Wiwerna z tym samym chłodnym zdystansowaniem, co zawsze. Miał mroczki przed oczami. W końcu uderzył się w głowę, więc siłą rzeczy ucierpiał na tym również i sam wzrok. Widział niewyraźnie, ale to akurat była zasługa zaćmy, która widocznie postępowała. Odliczał w myślach dni, kiedy całkowicie zapanuje nad soczewką i skaże go na wieczną ciemność.
Ale najpierw ze mnie zejdź. Naciskasz na przeponę i nie mogę oddychać. Chyba strzeliło mi żebro albo zapadło się płuco — odparł, gdy zdał sobie z tego sprawę. Coś było nie tak, ale nie miał pewności co, bo przecież nie był lekarzem. Oczekiwał natomiast, że Illija wykaże się zrozumieniem i przestanie wykorzystywać go jako materac.
Nieuszkodzona ręką powędrowała do kieszeni. Zacisnął palce na paczce papierosów. Chciał zapalić, ale jednocześnie samo oddychanie sprawiało mu pewien problem, więc profilaktycznie się rozmyślił. W takim stanie mógłby co najwyżej udusić się dymem.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2746
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Gość on Nie Paź 09, 2016 8:51 pm
Cisza, jaka zapadła była przyjemna w tej chwili, przez upadek ciężko było się skupić na czymkolwiek, a wyduszenie z siebie słowa okazało się wyzwaniem. Dlatego też, po ostatnim co powiedział, ucichł zupełnie i jedynie leżał w bezruchu. Był świadom, że powinien zejść z biomecha, bo po takim upadku pewnie ciąży mu za bardzo, ale nie miał motywacji, aby to zrobić oraz ten się nie upominał o to, więc tym bardziej nie widział potrzeby. Dzięki ograniczeniu ruchu do minimum ból zaczął słabnąć i nie dawał aż tak brutalnie znać o sobie. W tej chwili Illija, jak nigdy poznał bodźce bólowe, które wcale nie sprawiały przyjemności, a zamiast tego, chciał się ich pozbyć jak najszybciej i zapomnieć, że to czuł. Drgnął ledwo wyczuwalnie, gdy usłyszał głos mężczyzny. Uniósł głowę, by spojrzeć na jego twarz i w tej chwili ich spojrzenia zetknęły się. Nie ruszał go chłód i dystans, jaki zobaczył w oczach biomecha, przywykł do tego. Natomiast nie spodziewał się, że ten wykaże chęci do rozmowy po tym, co wydarzyło się w ciągu paru minut.
- Jesteś... - umilkł, złość mu minęła, więc nie widział potrzeby, by go obrażać.-... dziwny – dodał wyraźnie ostrożnym tonem. Ponowił próbę zmiany położenia, akurat, kiedy Yury się o to upomniał. Wsparł się na ręce, która nie dawała mu w kość i dźwignął ciało, chociaż wymagało to dużo wysiłku. Uniósł się na tyle, by ześlizgnąć z Kido i wylądować obok na ziemi. Zasłonił na moment dłonią usta, dławiąc żałosny dźwięk, który prawie się wyrwał. Nie chciał, aby to usłyszał ten typ, nie mógł mieć aż tyle satysfakcji w jednym dniu. Zamknął oczy, zaciskając mocno powieki i złapał kilka płytkich oddechów, poprawiając się nieco. Leżał na plecach jeszcze chwilę, bo to było najwygodniejsze i najmniej powodowało dyskomfort. Później podniósł się do siadu i oparł się plecami o ścianę obok, ponownie dławiąc w sobie każdy dźwięk.
- Raczej złamałeś żebro albo kilka, słychać jak coś przemieszcza ci się w klatce piersiowej – odparł, bo słyszał to dzięki wyczulonemu słuchowi. Nie miał oczywiście pewności czy dobrze stawiał, że to żebra. Po takim locie po schodach to zawsze mogło być coś innego.
Korzystając z chwili ciszy, dotknął barku, który tak mu dokuczał i z ulgą ogarnął, że jest tylko wybity. Wystarczyło go nastawić i Ilija znów zyskiwał sprawność, pomijając całe obicie ciała.
Przyjrzał się Yuryemu, gdy ten leżał dalej w miejscu, na które spadł.
- Czemu miałeś taki parszywy humor? - spytał nagle. W końcu od tego zaczęło się to wszystko, a Ilija nadal nie wiedział, co spowodowało, że ze spokojnego zaczęcia rozmowy, przeszło do jawnej agresji ze strony mężczyzny.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Yury on Pon Paź 10, 2016 12:59 am
Powiedział ten normalny. — Parsknął. Obaj byli wybrakowani, pomyleni, a nawet zdrowo pojebani. Nie zaszkodziłaby im konsultacja z dobrym psychiatrą, ale takiego na Desperacji ze świeczką szukać. Musieli się pocieszyć nawzajem własnymi psychozami.
Wbił spojrzenie w sufit, choć widział tyle, co nic. Oko szwankowało. Widział podwójnie i rozmazanie. Może nie powinien się pozbywać tamtego, ale było już zdecydowanie za późno na żałowanie czegoś, co miało miejsce przeszło dwa lata temu. Jeśli pojawi się taka konieczność, to pozbędzie się też drugiego bez żadnych sentymentów.
Nie spałem przez parę cholernych dni. Nie czuję nóg. Cuchnę rozkładem. Wymieniać dalej, czy taka odpowiedź cię zadowala? — Nie chciał drążyć tego tematu. Czuł się paskudnie, a upadek ze schodów tylko umocnił go w tym przekonaniu i przybił jeszcze bardziej. Był wycieńczony na dwóch płaszczyznach - tej fizycznej, jak i zresztą psychicznej też. Najchętniej to dałby sobie kulką w łeb, choć z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że drugiej szansy na życie nie dostanie. Nie był uosobieniem dobroci, by obudzić się w skórze anioła, nie wierzył też w reinkarnacje, ani życie po życiu, czy inne religijne brednie. Jak umrze, to pożegna się z tym syfem na zawsze. Światło zgaśnie i zawładnie nim ciemność. Nie miał zamiaru złożyć takiej przysługi światu. Miał u niego dług do spłacenia.
Gdy tak leżał na tej przerażająco zimnej posadzce zmęczenie dopadło go jeszcze dotkliwej. Mógł spróbować się podnieść, ale po co? Naprawdę czuł, że z tymi żebrami było coś nie tak, jak leżał bezczynnie, to przynajmniej ból osłabł i stępiał.
Skąd ci się nagle zebrało na rozmowę? - zapytał sarkastycznie, nie rozumiejąc, dlaczego akurat teraz. Przez dobry miesiąc Illija traktował go jak powietrze i robił wszystko, by na niego nie wpaść, choć prawda w tym wypadku była dwustronna. Gdyby Kido chciał, to by go znalazł. Gad jak to gad, lubił wygrzewać się na słońcu. Znał też jego ulubione miejsca. Wiedział o nim naprawdę sporo i czasem nie wahał się tej wiedzy wykorzystać. — Dobrze ci szło unikanie mnie — skomplementował. W końcu coś ci wyszło, mruknął w myślach, której nie powiedział na głos.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2746
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Gość on Pon Paź 10, 2016 9:51 pm
Prychnął cicho, pozwalając sobie na uśmieszek, który jednak szybko zniknął z jego twarzy. Faktycznie nie był normalny, brakowało mu wiele do tego, ale po tylu latach tkwienia w rozchwianiu, już mu to nie przeszkadzało. Przymknął oczy, odpoczywając i zbierając siły by dźwignąć obolałe ciało do pionu. Kiedy Yury odezwał się, Ilija jedynie przekrzywił głowę, słuchając jednak nie patrząc na niego.
- Zadowala w pełni, bo pamiętam jak okropnie marudny jesteś bez kilku dniowego snu – odparł, o tak, pamiętał to i wiedział, jak ciężko wytrzymać z tym gościem, gdy nie mógł się zdrzemnąć.- Rozkładem to mało powiedziane – dodał, chociaż woń teraz mniej mu przeszkadzała niż z początku. Zdążył się tego nawąchać, gdy wylądował na biomechu po upadku.
Gdyby był innych, może współczuł by towarzyszowi, wiedząc jak dobijające jest, gdy wycieńczenie obejmuje nie tylko ciało, ale i umysł. Życie wtedy stawało się nieznośne, a egzystencja wśród ludzi skrajnie irytująca. Teraz może trochę lepiej rozumiał, podły humorek Yuryego i powody tak ostrej reakcji.
- Kaprys... chciałem z kimś pogadać, kto nie byłby Wymordowanym – odparł zgodnie z prawdą. Miał dość towarzystwa istot swego pokroju, rozmowy z nimi były czasami zbyt drażniące i męczące. Stąd też, prędzej czy później zjawiał się w otoczeniu znajomych ludzi, aby pogadać z kimś innym, kto nie miał tak spaczonego umysłu... chociaż w tej kwestii Kido był kiepskim wyborem i Illija był tego świadom, a jednak to do niego przyszedł.- a może faktycznie tęskniłem? - mruknął z cieniem rozbawienia w głosie. Unikanie biomecha było łatwe i zarazem trudne, mógł wybierać miejsca, gdzie wiedział, że go nie spotka. Jednak ten znając go nad wyraz dobrze, mógł szybciej niż inni dotrzeć do niego. W końcu wiedział gdzie wymordowany przesiaduje, gdy potrzebuje powygrzewać się w słońcu lub odpocząć na dłużej. Znali się zbyt dobrze.
- Bo nie szukałeś, wtedy było by to bardziej upierdliwe – stwierdził, zdając sobie z tego sprawę. Po kilku minutach siedzenia, zaczął w końcu kombinować by wstać i na tym urwać to krótkie spotkanie z nic nie zmieniającą rozmową. Nie był tylko pewny jak dźwignąć tyłek i nie syczeć przy tym.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Yury on Czw Paź 13, 2016 3:17 pm
Dźwignął się, opierając ciężar cielska na zdrowym ramieniu. W pozycji siedzącej bolało jak skurwysyn i nic nie wskazywało na zmianę tego stanu rzeczy. Syknął. Chyba faktycznie przemieściło mu się parę kości.
Wypuścił ze świstem powietrze z płuc.
Skoro to wiesz, w takim razie jesteś pierdolonym masochistą, Ill i zasłużyłeś sobie na to — wypomniał mu. Nawet nie wiedział, ile to już razy okrzyknął tego wymordowanego tym epitetem. Illiji w końcu non stop szukał guza i równie często go znajdywał.
Zerknął na niego z ukosa, by po chwili zgarnąć nóż z ziemi, który opadł tuż obok twarzy biomecha. Przyjrzał się inicjałom wyrytym na rękojeści i schował go tam, gdzie znajdował się zaraz po opuszczenie gabinetu Azizela.
Źle trafiłeś. Nie jestem w nastroju do rozmów. Jedynie o czym marzę to prysznic i sen. Niekoniecznie w tej kolejności.
Wyciągnął paczkę papierosów. Otworzył ją i zerknął do środka. Wiało pustką. Były w niej tylko dwie sztuki. Zabrał jednego z nich  i obrócił go w palcach. Wpatrywał się niego jak sroka w kość, jakby się zastanawiając, czy powinien zapalić, czy też nie. Decyzja nie zapadła. Westchnął ciężko.
Odzwyczaiłem się od twojej obecności — przyznał szczerze. Yury przestał w końcu czuć potrzebę bliskości z tym typem, choć niezaprzeczalnie był niegdyś najbliższą mu osobą na Desperacji. Oddalał się od niego jednak coraz bardziej. To tylko kwestia czasu, kiedy zniknie i nie wróci. Sam miał nieodparte wręcz wrażenie, że jego kariera Smoka zbliża się rychło ku końcowi. W ostatecznym rozrachunku odejście z szeregów Drug-on może się okazać dla niego jedyną słuszną opcją, choć rzecz jasna równie ryzykowną.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2746
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Schody    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 2 1, 2  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics