Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down


Re: Schody

Pisanie by Yury on Pon Wrz 10, 2018 1:34 am
Tyrell mi to... przepowiedział.
  Śmiech potoczył się po niskim, kamiennym sklepieniu i rozniósł się echem, przekazując światu dobrą nowinę. Oto Wieczny zrezygnował ze swojego stylu bycia na rzecz autentycznego rozbawienia, które nie było naturalnym zjawiskiem występującym w przyrodzie.
  — Jesteś pewny, że nie nałykał się tych prochów, co ostatnio? — zapytał i znów się roześmiał. Śmiał się tak długo dopóki, dopóty nie rozbolał go brzuch i wtedy musiał przestać. Po policzku potoczyła się nawet pojedyncza łza. Wytarł ją szorstkimi palcami, gdy śmiech ucichł, ale jeszcze trochę to utrwało zanim zebrał się w sobie i doszedł do porozumienia ze swoim stanem ducha. Wciągnął do płuc powietrze. — Kurwa, co on ćpa? — wysapał, ale nie powiedział już nic więcej - ani o dziewczynę, ani o Pradawnym w roli ojca.
  Skupił się nad tym, co znajdowało się przed nim, a przed nim znajdowały się pajęczyny, kurz i porozrzucane po ziemi zwłoki małych żyjątek. Nadepnął na szczątki jednego z nich, gdy przemieszczał się, aby wyłapać jak najwięcej szczegółów i zlokalizować tym samym schronienie właściciela tego syfu.
  — Szkoda. Znacznie trudniej unieszkodliwić małe skurwysyństwo — ocenił, ale po chwili słowa Shane'a się potwierdził. Oto mały twórca hałasu wylazł ze swojego ukrycia i teraz spoglądał z góry na dwóch intruzów.  Dopiero wtedy Yury zwrócił uwagę na kokony, których wcześniej nie dostrzegł przez marne predyspozycje tkwiące w oczodole. — Zebrałeś ładną kolekcję, co nie, mały sukinsynu?
  Nie rozważając w głowie żadnych negatywnych skutków swojej decyzji, podszedł do jego pożywiania i szturchnął jedno z nich łokciem, a pająkowi poświecił zapalniczką prosto w kilka par ślepi. Chociaż nie był ładny, nie wzbudzał w Wiecznym lęku. Ot, chciał go sprowokować do ataku. Nie zabrał ze sobą żadnej broni. Nie pomyślał o tym, wychodząc ze swojej kwatery w środku nocy, więc siła umieszczona w protezach musiała wystarczyć, by go namówić do kopnięcia w kalendarz.
  — Złaź, pokurwiu, bo ci je rozwalę i zostaniesz z pustą spiżarnią.
   Kopnął jeden z większych kokonów, w ogóle się przy tym nie wysilając, ale mimo to w akompaniamencie szelestu skonfrontował się z podłożem. Coś, co znajdowało się w utkanym przy pomocy pajęczej sieci pojemniku, poruszyło się, dostrzegając cień szansy na ucieczkę.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Shane on Sro Wrz 12, 2018 2:10 pm
 Yury go wkurwił. Cholernie. Pieprzona puszka sardynek rechotała jak głupia, kiedy on mówił całkowicie poważnie, a zdobycie się na tak debilne słowa wcale nie należało do najprostszych.
Zmrużył niebezpiecznie oczy i pstryknął palcami, a wówczas delikatna acz odczuwalna wiązka elektryczna trafiła w mechaniczną nogę Wiecznego. Dosadny, ale nie na tyle niebezpieczny pstryczek w nos w ramach durnego zachowania.
Był wówczas całkiem wiarygodny.
I najgorsze, że ja także byłem trzeźwy. O zgrozo.
Nie wiem co ćpa, ale odkąd jest w Górze prąd, on zniknął mi z pola widzenia. Nie wiem czy do końca to normalne...
Oczywiście, że nie. Anioł totalnie już ześwirował.
 Szybko jednak temat jego przybranej córki i początkującego ćpuna zszedł na dalszy tor. Mieli gorszy problem, który wymagał szybkiej reakcji, podjęcia szybkich decyzji.
Kątem oka zauważył jak Yury wyciąga zapalniczkę. Nie zdążył zareagować, gdyż ten kretyn wyrwał się do przodu i macał kokony niczym cycki jakiś nastolatek.
Przestań, nie świeć mu w oczy, idioto. Rozjuszysz go.
Warknął w stronę Wiecznego, mając nadzieję, że chociaż jeden raz usłucha się.
Spojrzał na pająka i dopiero teraz to dostrzegł.
 Bał się.
To młode, jeszcze niezbyt zdziczałe. Nierób niczego co mogłoby go spłoszyć.
Mruknął cicho, wolno zbliżając się. Wykonywał wolne ruchy, tak jak kiedyś kiedy ktoś pobił psa, a ten bał się zbliżyć do ludzi. Wówczas także musiał ostrożnie i wręcz nienerwowo się zachowywać.







Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Nathair on Nie Wrz 16, 2018 11:16 pm
Ostre światło na moment oślepiło pająka, który wydał z siebie ciche, acz skrzekliwe pisknięcie, wbijając się odwłokiem jeszcze bardziej w ścianę. Jak na tacy było widać, że jest rozdarty. Z jednej strony chciał uciec i skryć się w jakimś ciemnym zakamarku, z dala od wzroku dwóch nieznajomych drapieżników, z drugiej zaś strony kokony skrywające wciąż zywe istoty trzymały go w miejscu.
W jednej chwili, dość nagle się poruszył, doskakując do jednego z nich, największego, i przyciągnął bliżej siebie długimi odnóżami, skrywając go pod swoimi odwłokiem. A potem na powrót zamarł, wpatrując się czterema parami paciorkowatych oczu w Pradawnego, który postanowił się zbliżyć. Nie ruszał się aż do momentu, kiedy mężczyzna znajdował się w odległości tak bliskiej, że wystarczyło wyciągnąć dłoń, aby dotknąć stworzenia.
Pająk pochylił się nieco, niemal dotykając odwłokiem ziemi, a jego szczękoczułki poruszyły się, wydając klekotanie. Był mały, ale widać było, że to kwestia może roku, kiedy osiągnie swoje normalne rozmiary. Ciałko, zwłaszcza odwłok był pokryty małymi i szorstkimi włoskami, odnóża były chudziutkie, ale jednocześnie giętkie. Pająk był barwy czarnej, ale w niektórych miejscach pobłyskiwał czerwienią. Z odwłoka wystawał mały kolec jadowy. Teraz z pewnością nie przebije ciała na wylot, choć patrząc po jego ostrości na pewno przebije skórę, by wprowadzić jad.
Z kokona pod pająkiem wydobył się stłumiony, rozpaczliwy pisk.
Pająk zaklekotał ponownie, przebierając odnóżami, jakby dalej nie wiedząc co zrobić. Uciekać i zostawić zdobycz, czy zostać i ryzykować....?

Termin: 23.09




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Yury on Pon Wrz 17, 2018 1:03 am
Na ustach Yury'ego uformował się paskudny grymas, gdy pająk ruszył swoim włochatym cielskiem i przemieścił się w jego stronę.
  — Cześć, skurwielu. Poszedłeś po rozum do głowy? — zakpił, chociaż wiedział, że przemawianie do zwierzęcia jego pokroju było bezcelowym marnowaniem gardła, bo i tak nie usłyszy w zamian odpowiedzi.
  Dosięgną dłonią cielska stwora i przejechał placami po jego grzbiecie, by dać mu jasno do zrozumienia, że nie obleciał go tchórz. Przez chwilę miał ochotę zwalić go z siebie, ale zwierzę wyczuło zagrożenie, gdyż czmychnęło przed jego dotykiem.
  — Urwałeś się z choinki?  — Spojrzał w kierunku Shane'a. W tonie jego głosu dało się wyczuć zalążek zdenerwowania. Ręka w ramach odruchu bezwarunkowego mimowolnie zanurkowała do kieszeni. Zaplątał palce w kartonowe pudełko na jej dnie, ale nie wyjął z niego papierosa. —  Nie przemknęło ci przez głowę, że w jednym z tych kokonów dusi się twoja córka? — Szturchnął buciorem kokon. Coś, co się w nim znajdowało, wykrzesało z siebie nieco więcej energii i pisnęło przeraźliwe, ale najprawdopodobniej była to relacja ofiary na bliskość oprawcy. Otóż w tym samym momencie - może pod wpływem rozmowy - pająk zesunął się na ziemię z gracją baletnicy i stanął między nimi. —  Był tutaj taki jeden gówniarz. Dwa lub trzy lata temu. Chudy jak szkapa. Blady jak ściana z martwymi, rybimi oczami. I przepadł z dnia na dzień jak kamień w wodę. Niektórzy twierdzą, że słyszą od czasu do czasu jego odbijające się echem po korytarzu krzyki, ale to wyssane z palca bzdury. Był niemową. Wiesz, co mam na myśli, nie?
  Spojrzał na czarne, włochate bydle, które jeszcze niedawno zetknęło swoje odnóża z jego skórę. Nie czuł obrzydzania, czy też strachu. Po prostu wiedział, że jeśli go nie zlikwidują, to on pewnego dnia zakradnie się do ich łóżek i załatwi sprawy po swojemu. Wieczny nie miał najmniejszego zamiaru skończyć w roli pokarmu dla wielonoga, stąd też nie rozumiał, dlaczego w Pradawnym pojawiło się nagle tyle empatii.
  — Zabijmy go. — Propozycja padła z jego ust z prędkością pocisku z pistoletu. Żywił się parszywą nadzieją, że Shane rozumiał, jakie zagrożenie niosło pozostawienie przy życiu pajęczaka.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Shane on Sro Wrz 19, 2018 10:32 am
 Faktycznie chyba urwał się z choinki, gdyż w głowie Pradawnego uroiła się szansa. Szansa na tyle nikła i niepewna, że chciał ją mocno chwycić w dłoń i ścisnąć. Dlaczego mają być bezbronni, dlaczego nie mają mieć strażników?
Pierdolenie.
Spojrzał na Wiecznego, a potem na kokon.
Wiem, że tam nie byłoby jej, bo nigdy nie dopuściłbym do tego. Pierdoli mnie jakiś tępy gówniarz, który nawet nie poradził sobie z niewielkim pająkiem. Najwidoczniej miano Smoka nie było dla niego.
Prychnął w stronę Yury'ego, którego nagle zaczął obchodzić los jakiś dzieciaków albo kogokolwiek poza nim samym.
Oczywiście rozumiał jego obawy i wcale ich nie podważał, jednak co mieli do stracenia? Nic. Ostatecznie mogli pajęczaka zabić, gdyby idealny plan rudzielca nagle się nie powiódł.
Nie.
Odparł spokojnie, zbliżając się jeszcze bardziej do pająka. Ten nagle zaklekotał, a Pradawny zatrzymał się w pół kroku.
 Tylko spokojnie. Spokojnie.
Nigdy nie miał ręki do zwierząt, a raczej to one nie przepadały za nim, dlatego też z precyzją chirurga podchodził do pajęczaka, bacznie obserwując jego kolec. Mógł w każdej chwili zaatakować, a frywolność Shane'a skończyć tragedią.
Zaufaj mi, Yury.
Mruknął, chociaż wątpił, aby ten jakkolwiek mu ufał. Zwłaszcza w kwestii swojego życia.
Pradawny podszedł najbliżej jak się dało, wyciągnął rękę i dotknął jego łba, ile ten mu na to pozwolił. Przesunął ręką, zastanawiając się co te szkaradztwa jedzą.
Zajmij się tymi piskami, sprawdź co tam jest.
Osłaniam cię.
Nie dodał już wcale. To było oczywiste.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Nathair on Wto Wrz 25, 2018 11:14 pm
Kiedy dłoń biomecha opadła na grzbiet pająka, od razu wyczuł pod opuszkami szorstkie włosie, które niemalże wbijały się w jego skórę. Bestia momentalnie cofnęła się, wydając z siebie ostrzegawcza syczenie, i uniosło przednie odnogi do góry, odsłaniając tym samym aparat gębowy i dwa kły, które choć prezentowały się teraz marnie, w przyszłości z pewnością bez problemu zdoła zrobić krzywdę wymordowanym oraz ludziom. Trwało to jednak zaledwie parę sekund, kiedy opadł na podłożę i błyskawicznie zaczął wspinać się po ścianie, na moment znikając wam z pola widzenia.
Ciemność pokryła jego czarne ciało, dlatego też na jego korzyść był atak z zaskoczenia, jakiego dokonał na Yurego, spluwając w jego stronę gęstą i lepką pajęczyną, celując wprost w jego głowę. Co prawda było jej zbyt mało, żeby zrobić jakąkolwiek krzywdę, ale z pewnością była na tyle upierdliwa, że przez kolejną godzinę będzie zmuszony pozbyć się jej z włosów.
Po czasie kolejnych uderzeń serca, znów wyłonił się z ciemności, choć teraz zdecydowanie mniej pewniej i bardziej z lewej strony od rudowłosego wymordowanego. Poruszył przednimi pazurami, wpatrując się paciorkowatym spojrzeniem w niego, chociaż nadal był niespokojny w towarzystwie biomecha, jednakże widocznie uznając go za osobnika, którym niekoniecznie jest zainteresowany, woląc poświęć swoją uwagę drugiej osobie. Jednakże jeżeli Yury postanowiłby znów do niego podejść, pająk zapewne ponownie spróbowałby go zaatakować swoją pajęczyną. Na tę chwilę pozostawał w bezruchu skąpany w połowie mrokiem.

Termin: 30.09




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Yury on Sro Wrz 26, 2018 11:48 am
Zapewne, gdyby pod jego ręka znajdował się pistolet, to by wyszarpał go z kabury, wymierzył w skąpanego w mroku pająka i nacisnął na spust, ale zamiast tego próbował pozbyć się pajęczyny z włosów. Nie powiodła mu się ta sztuka. Jego próby były tak marne, że sieć przykleiła mu się do palców i musiał chwilowo skapitulować, by nie wyjść z siebie i stanąć obok.
  Wypuścił ze świstem powietrze i rozejrzał się za pająkiem.
  — Ok. Masz swoje pięć minut Shane. Nie spierdol tego, bo czuje w kościach, że obaj możemy tego pożałować — wycedził przez zęby, chociaż nie zaufał Pradawnemu, po prostu przez okres paru minut postanowił się w to nie mieszać, chociaż wiedział że na dłuższą metę to nie wypali.
  Przykucnął przy kokonie. Znajdujące się w nim żyjątko nadal się w nim poruszało, ale robiło to z coraz mniejszym przekonaniem. Zapewne za sprawą braku tlenu traciło siły, ale Yury nie wziął pod uwagę takiej możliwości. Zacisnął na strukturze kokonu ludzkie palce, próbując go rozerwać, ale znów poczuł rozgoryczenie, bo ta sztuka mu się nie powiodło. Postanowił więc do tego celu użyć protezy, by przedostać się do środka siłą. I jednocześnie pluł sobie w brodę, że zapomniał zabrać chociaż jednego noża. Miał do dyspozycji tylko artefakt w postaci zapalniczki, ale obawiał się, że materiał w postaci pajęczyny mógłby okazać się łatwopalny. Nie chciał spalić się żywcem na skutek własnych decyzji.
  — Masz nóż? — zapytał w końcu, nie wytrzymując. Stworzenie w kokonie ledwo co poruszało i zaraz nie będzie mieć powodu, by zaglądać do środka i cała frustracje wyładuje na pajęczaku. Dawno nie ogarnęła go taka bezsilność.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Shane on Czw Wrz 27, 2018 12:36 pm
Nadszedł nagły atak na Yury'ego i w pierwszej chwili chciał wyciągnąć broń, gdyby nie fakt, że nie wziął jej z pokoju. Nie sądził, że spotka Wiecznego i wraz z nim uda się na spacer prosto do jamy pająka. Był praktycznie półnagi, w samych spodniach i w dodatku na boso. Posiadał jedynie ze sobą artefakty, jednak czy były one już potrzebne?
Pająk zniknął z pola widzenia przez co rudzielec miał ochotę syknąć kąśliwie jakieś przekleństwo. W głowie już słyszał uwagi Yury'ego, który mamrocze: a nie mówiłem!, jednak szybko je zignorował, oglądając się przez ramię na kompana. Pajęczyna nie wydawała się groźna, dlatego też zajął się lokalizowaniem pająka.
Nie zbliżaj się. Najwidoczniej w każdym budzisz niesmak.
Uśmiechnął się nikle, doskonale zdając sobie sprawę, że Yury załapie sens.
Kątem oka dostrzegł ruch po swojej lewej stronie. Sam stał nieruchomo, nie wiedząc czego się spodziewać. Durny uśmiech zszedł z jego ust, szykując się na atak, który... nie nadszedł.
Pająk wydawał się być dziwnie zaintrygowanym Pradawnym, czego sam zainteresowany nie rozumiał. Chociaż spoglądając na nich dwóch — Yury'ego czy Shane'a — to ten drugi wydawał się być bardziej skory do jakichkolwiek negocjacji niżeli jego kolega.
Nie mam nic.
Rzucił ochryple, wolno odwracając się przodem do bestii. Zbliżył się o jeden krok w jej stronę.
Jak się, kurwa, oswaja pająki? Znasz jakieś domowe sposoby?
Zagadnął dla rozluźnienia atmosfery, jednak prawdę mówiąc, kompletnie nie wiedział co robić. Nie miał ręki do zwierząt czy roślin. Kot, którego dostał na Mikołajki dawno wyprowadził się z jego pokoju, pokazując środkowy pazur i zaszył się w norze Tyrella.
Jeśli mi odgryzie rękę, masz mi załatwić taką metalową jak ty masz, jasne?
Mruknął, ponownie wyciągając dłoń w jego stronę. Dotknął odwłoka, o ile pająk mu na to pozwolił i wolno przesunął po grzbiecie w uspokajającym geście. Drugą rękę podsunął pod pysk, chcąc dotknąć jego boku.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Nathair on Pon Paź 08, 2018 1:14 am
Zdawać się mogło, że zarówno obecność jak i dotyk Pradawnego działał w pewnym stopniu uspokajająco na stworzenie. Nawet nie drgnął, gdy ten do niego podszedł i dotknął jego grzbietu. Zupełne przeciwieństwo do tego, co zaprezentował chwilę wcześniej, kiedy to biomech próbował swojego szczęścia. Pająk poruszył swoimi długimi pazurami przy otworze gębowym. Nagle gwałtownie się odsunął, wciskając odwłokiem w ścianę, sprawiając wrażenie, że na powrót coś go spłoszyło i ponownie zleje się z ciemnością panującą w większej części pomieszczenia. Na całe szczęście (a może i nie...?), poruszył się niczym cień doskakując do jednego z największych kokonów, które się poruszały. Bez jakiekolwiek zahamowania wbił kolec jadowy w nie, a stworzenie, które znajdowało się w środku przez moment poruszyło się w agonii, aż wreszcie znieruchomiało. Całość trwała zaledwie parę ulotnych sekund, chociaż wydawać się mogło, że brutalnie ciągnie się długimi minutami. Pająk pochwycił w pazury gębowe swoją ofiarę, przytrzymując przednimi, krótszymi odnóżami, które służyły do chwytania, a następnie zawrócił podchodząc bliżej rudowłosego i zrzucił kokon, który podturlał się niemalże pod jego stopy. Bestia cofnęła się na bezpieczną odległość, wlepiając swoje paciorkowate spojrzenie w rudowłosego, najwyraźniej na coś oczekując. Tymczasem drugi z trzech kokonów, jeden z najmniejszych, znajdujących się przy Yurym, poruszył się nieśmiało, jakby czuł co się dzieje z jego sąsiadem, a śmierć niebezpiecznie zaglądała do jego oczu i syczała wprost na jego kark. Stworzenie albo i człowiek skryty pod lepką pajęczyną powoli wypuszczał nadzieję i swoje życie, oczekując na koniec. Koniec, który niewątpliwie niebawem nastapi.

Termin: 15.10




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Yury on Pon Paź 08, 2018 6:09 pm
Taki mój urok. — Wzruszył ramionami.
  Nigdy nie miał aspiracji, by oswoić wielonożne stworzenie, które też nie mogło poszczycić się urokiem osobistym. Pająka był niemal tak paskudny, jak on sam i nie zrozumiał zamiarów przełożonego, który zaparł się przy swoim. Negocjacje z istotą nie potrafiąc operować ludzką mową nie wróżyły im rychły sukces. Czarne stworzenie zaraz straci do nich cierpliwości, potraktuje ich swoim jadem i zamknie w podobnych, utkanych z sieci pojemnikach, z którym siłował się biomech, mimo iż widział, że to nie czas, by demonstrować swoją siłę. Tutaj trzeba było użyć sprytu, znaleźć sposób, ale myślenie o tego typu kwestiach nie było jego mocną stronę.
  Ani słowem się nie odezwał, gdy został  zapytany o metodę oswojenia płochliwego zwierzęcia. Pradawny znał jego stanowisko w tej sprawie, a takowe nie uległo przekształceniu na przełomie tych paru minionych minut. Zamiast jakikolwiek porad, spojrzał na niego pogardliwie i wycharczał krótkie:
  — Zapomnij. Taka porządna proteza kosztuje kupę forsy. Nie stać cię.
  Biomech miał to szczęście za zapłacił za nią z kieszeni Kido Arata, który - niegdyś - nie należał do najbiedniejszych. Miał pokaźną sumę ulokowaną na koncie, ale teraz zapewne została mu odebrana przez fakt rzekomej śmierci i zainwestowana w dziurawe drogi w samym centrum znienawidzonego M-3.
  Znieruchomiał, wyczuwając ruch w swoimi najbliższym otoczeniu, ale nie zaatakował pająka. Czekał grzecznie aż ten sobie stamtąd pójdzie i dopiero wtedy się poruszył.
  — Co ta kreatura ma w paszczy? – zapytał, gdyż powoli ulatniały się z niego chęci odkrycia, co znajduje się w środku kokonu. Cokolwiek tam się poruszało, i tak prędzej czy później umrze. Wszystkich czekał ten sam, marny los. Nieuchronny koniec.
  Przestał walczyć z siecią. Wyprostował się i patrzył z bezpiecznej odległości na poczynania Pradawnego. Chyba nie wszystko szło po jego myśli, ale przynajmniej włochate stworzenie nie odgryzło mu ręki.
  — Możesz to wpisać do listy swoich prywatnych sukcesów — podsunął, ledwo słyszalnie. Podejrzewał, że hałas nie pomoże Shane'owi w przekonaniu pajęczaka do swojej osoby. On sam omiótł spojrzeniem komnatę, chcąc odnaleźć w niej coś, co przynajmniej na chwilę zwalczyłoby znużenie. Jeszcze chwila i weźmie sprawy w swoje ręce.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Shane on Pią Paź 12, 2018 10:17 am
 Shane w pierwszym odruchu pomyślał, że miał farta. Pajęczak najwidoczniej był nim zaintrygowany i nawet polubił jego psowatą aurę, kiedy nagle wcisnął się w ścianę i zniknął z jego pola widzenia. Spiął się odruchowo, ale nagle dostrzegł, że ten doskoczył do kokonów. Myślał, że chciał zaatakować Yury'ego, który grzebał się pośród nich — wyciągnął dłoń, chcąc porazić go prądem, kiedy zauważył, że stworzenie zabija największy kokon i rusza w jego stronę.
 Opuścił dłoń, mając z tyłu głowy różne programy telewizyjne, w których widział podobne obrazki. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek przyjdzie mu być ich głównym bohaterem podczas apokalipsy.
Skąd mam to wiedzieć, zapytaj go. Pewnie się dogadacie.
Rzucił w odpowiedzi. Najwidoczniej Yury tracił cierpliwość, a jego pośpieszanie wcale nie pomagało w sytuacji.
 Pakunek poturlał się pod jego nogi.
 Przykucnął przy kokonie, domyślając się czego pajęczak od niego oczekuje. Przełknął ślinę, pamiętając jakie obrzydlistwa jadał, jednak nie wiedział czego spodziewać się po małym pakunku. Żałował, że pająk nie wybrał do oswajania Yury'ego, który do tego zadania idealnie się wpisał. I nie, kompletnie, nie zarzucał Wiecznemu bycia bardziej obrzydliwym niż on. No skąd.
Rozrywał z trudem kokon, oczekując na to co się w nim znajduje.
Yury, nie rób niczego głupiego.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry

- Similar topics