Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Re: Schody

Pisanie by Yury on 10/9/2018, 01:34
Tyrell mi to... przepowiedział.
  Śmiech potoczył się po niskim, kamiennym sklepieniu i rozniósł się echem, przekazując światu dobrą nowinę. Oto Wieczny zrezygnował ze swojego stylu bycia na rzecz autentycznego rozbawienia, które nie było naturalnym zjawiskiem występującym w przyrodzie.
  — Jesteś pewny, że nie nałykał się tych prochów, co ostatnio? — zapytał i znów się roześmiał. Śmiał się tak długo dopóki, dopóty nie rozbolał go brzuch i wtedy musiał przestać. Po policzku potoczyła się nawet pojedyncza łza. Wytarł ją szorstkimi palcami, gdy śmiech ucichł, ale jeszcze trochę to utrwało zanim zebrał się w sobie i doszedł do porozumienia ze swoim stanem ducha. Wciągnął do płuc powietrze. — Kurwa, co on ćpa? — wysapał, ale nie powiedział już nic więcej - ani o dziewczynę, ani o Pradawnym w roli ojca.
  Skupił się nad tym, co znajdowało się przed nim, a przed nim znajdowały się pajęczyny, kurz i porozrzucane po ziemi zwłoki małych żyjątek. Nadepnął na szczątki jednego z nich, gdy przemieszczał się, aby wyłapać jak najwięcej szczegółów i zlokalizować tym samym schronienie właściciela tego syfu.
  — Szkoda. Znacznie trudniej unieszkodliwić małe skurwysyństwo — ocenił, ale po chwili słowa Shane'a się potwierdził. Oto mały twórca hałasu wylazł ze swojego ukrycia i teraz spoglądał z góry na dwóch intruzów.  Dopiero wtedy Yury zwrócił uwagę na kokony, których wcześniej nie dostrzegł przez marne predyspozycje tkwiące w oczodole. — Zebrałeś ładną kolekcję, co nie, mały sukinsynu?
  Nie rozważając w głowie żadnych negatywnych skutków swojej decyzji, podszedł do jego pożywiania i szturchnął jedno z nich łokciem, a pająkowi poświecił zapalniczką prosto w kilka par ślepi. Chociaż nie był ładny, nie wzbudzał w Wiecznym lęku. Ot, chciał go sprowokować do ataku. Nie zabrał ze sobą żadnej broni. Nie pomyślał o tym, wychodząc ze swojej kwatery w środku nocy, więc siła umieszczona w protezach musiała wystarczyć, by go namówić do kopnięcia w kalendarz.
  — Złaź, pokurwiu, bo ci je rozwalę i zostaniesz z pustą spiżarnią.
   Kopnął jeden z większych kokonów, w ogóle się przy tym nie wysilając, ale mimo to w akompaniamencie szelestu skonfrontował się z podłożem. Coś, co znajdowało się w utkanym przy pomocy pajęczej sieci pojemniku, poruszyło się, dostrzegając cień szansy na ucieczkę.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Shane on 12/9/2018, 14:10
 Yury go wkurwił. Cholernie. Pieprzona puszka sardynek rechotała jak głupia, kiedy on mówił całkowicie poważnie, a zdobycie się na tak debilne słowa wcale nie należało do najprostszych.
Zmrużył niebezpiecznie oczy i pstryknął palcami, a wówczas delikatna acz odczuwalna wiązka elektryczna trafiła w mechaniczną nogę Wiecznego. Dosadny, ale nie na tyle niebezpieczny pstryczek w nos w ramach durnego zachowania.
Był wówczas całkiem wiarygodny.
I najgorsze, że ja także byłem trzeźwy. O zgrozo.
Nie wiem co ćpa, ale odkąd jest w Górze prąd, on zniknął mi z pola widzenia. Nie wiem czy do końca to normalne...
Oczywiście, że nie. Anioł totalnie już ześwirował.
 Szybko jednak temat jego przybranej córki i początkującego ćpuna zszedł na dalszy tor. Mieli gorszy problem, który wymagał szybkiej reakcji, podjęcia szybkich decyzji.
Kątem oka zauważył jak Yury wyciąga zapalniczkę. Nie zdążył zareagować, gdyż ten kretyn wyrwał się do przodu i macał kokony niczym cycki jakiś nastolatek.
Przestań, nie świeć mu w oczy, idioto. Rozjuszysz go.
Warknął w stronę Wiecznego, mając nadzieję, że chociaż jeden raz usłucha się.
Spojrzał na pająka i dopiero teraz to dostrzegł.
 Bał się.
To młode, jeszcze niezbyt zdziczałe. Nierób niczego co mogłoby go spłoszyć.
Mruknął cicho, wolno zbliżając się. Wykonywał wolne ruchy, tak jak kiedyś kiedy ktoś pobił psa, a ten bał się zbliżyć do ludzi. Wówczas także musiał ostrożnie i wręcz nienerwowo się zachowywać.







Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Nathair on 16/9/2018, 23:16
Ostre światło na moment oślepiło pająka, który wydał z siebie ciche, acz skrzekliwe pisknięcie, wbijając się odwłokiem jeszcze bardziej w ścianę. Jak na tacy było widać, że jest rozdarty. Z jednej strony chciał uciec i skryć się w jakimś ciemnym zakamarku, z dala od wzroku dwóch nieznajomych drapieżników, z drugiej zaś strony kokony skrywające wciąż zywe istoty trzymały go w miejscu.
W jednej chwili, dość nagle się poruszył, doskakując do jednego z nich, największego, i przyciągnął bliżej siebie długimi odnóżami, skrywając go pod swoimi odwłokiem. A potem na powrót zamarł, wpatrując się czterema parami paciorkowatych oczu w Pradawnego, który postanowił się zbliżyć. Nie ruszał się aż do momentu, kiedy mężczyzna znajdował się w odległości tak bliskiej, że wystarczyło wyciągnąć dłoń, aby dotknąć stworzenia.
Pająk pochylił się nieco, niemal dotykając odwłokiem ziemi, a jego szczękoczułki poruszyły się, wydając klekotanie. Był mały, ale widać było, że to kwestia może roku, kiedy osiągnie swoje normalne rozmiary. Ciałko, zwłaszcza odwłok był pokryty małymi i szorstkimi włoskami, odnóża były chudziutkie, ale jednocześnie giętkie. Pająk był barwy czarnej, ale w niektórych miejscach pobłyskiwał czerwienią. Z odwłoka wystawał mały kolec jadowy. Teraz z pewnością nie przebije ciała na wylot, choć patrząc po jego ostrości na pewno przebije skórę, by wprowadzić jad.
Z kokona pod pająkiem wydobył się stłumiony, rozpaczliwy pisk.
Pająk zaklekotał ponownie, przebierając odnóżami, jakby dalej nie wiedząc co zrobić. Uciekać i zostawić zdobycz, czy zostać i ryzykować....?

Termin: 23.09




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Yury on 17/9/2018, 01:03
Na ustach Yury'ego uformował się paskudny grymas, gdy pająk ruszył swoim włochatym cielskiem i przemieścił się w jego stronę.
  — Cześć, skurwielu. Poszedłeś po rozum do głowy? — zakpił, chociaż wiedział, że przemawianie do zwierzęcia jego pokroju było bezcelowym marnowaniem gardła, bo i tak nie usłyszy w zamian odpowiedzi.
  Dosięgną dłonią cielska stwora i przejechał placami po jego grzbiecie, by dać mu jasno do zrozumienia, że nie obleciał go tchórz. Przez chwilę miał ochotę zwalić go z siebie, ale zwierzę wyczuło zagrożenie, gdyż czmychnęło przed jego dotykiem.
  — Urwałeś się z choinki?  — Spojrzał w kierunku Shane'a. W tonie jego głosu dało się wyczuć zalążek zdenerwowania. Ręka w ramach odruchu bezwarunkowego mimowolnie zanurkowała do kieszeni. Zaplątał palce w kartonowe pudełko na jej dnie, ale nie wyjął z niego papierosa. —  Nie przemknęło ci przez głowę, że w jednym z tych kokonów dusi się twoja córka? — Szturchnął buciorem kokon. Coś, co się w nim znajdowało, wykrzesało z siebie nieco więcej energii i pisnęło przeraźliwe, ale najprawdopodobniej była to relacja ofiary na bliskość oprawcy. Otóż w tym samym momencie - może pod wpływem rozmowy - pająk zesunął się na ziemię z gracją baletnicy i stanął między nimi. —  Był tutaj taki jeden gówniarz. Dwa lub trzy lata temu. Chudy jak szkapa. Blady jak ściana z martwymi, rybimi oczami. I przepadł z dnia na dzień jak kamień w wodę. Niektórzy twierdzą, że słyszą od czasu do czasu jego odbijające się echem po korytarzu krzyki, ale to wyssane z palca bzdury. Był niemową. Wiesz, co mam na myśli, nie?
  Spojrzał na czarne, włochate bydle, które jeszcze niedawno zetknęło swoje odnóża z jego skórę. Nie czuł obrzydzania, czy też strachu. Po prostu wiedział, że jeśli go nie zlikwidują, to on pewnego dnia zakradnie się do ich łóżek i załatwi sprawy po swojemu. Wieczny nie miał najmniejszego zamiaru skończyć w roli pokarmu dla wielonoga, stąd też nie rozumiał, dlaczego w Pradawnym pojawiło się nagle tyle empatii.
  — Zabijmy go. — Propozycja padła z jego ust z prędkością pocisku z pistoletu. Żywił się parszywą nadzieją, że Shane rozumiał, jakie zagrożenie niosło pozostawienie przy życiu pajęczaka.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Shane Yesterday at 10:32
 Faktycznie chyba urwał się z choinki, gdyż w głowie Pradawnego uroiła się szansa. Szansa na tyle nikła i niepewna, że chciał ją mocno chwycić w dłoń i ścisnąć. Dlaczego mają być bezbronni, dlaczego nie mają mieć strażników?
Pierdolenie.
Spojrzał na Wiecznego, a potem na kokon.
Wiem, że tam nie byłoby jej, bo nigdy nie dopuściłbym do tego. Pierdoli mnie jakiś tępy gówniarz, który nawet nie poradził sobie z niewielkim pająkiem. Najwidoczniej miano Smoka nie było dla niego.
Prychnął w stronę Yury'ego, którego nagle zaczął obchodzić los jakiś dzieciaków albo kogokolwiek poza nim samym.
Oczywiście rozumiał jego obawy i wcale ich nie podważał, jednak co mieli do stracenia? Nic. Ostatecznie mogli pajęczaka zabić, gdyby idealny plan rudzielca nagle się nie powiódł.
Nie.
Odparł spokojnie, zbliżając się jeszcze bardziej do pająka. Ten nagle zaklekotał, a Pradawny zatrzymał się w pół kroku.
 Tylko spokojnie. Spokojnie.
Nigdy nie miał ręki do zwierząt, a raczej to one nie przepadały za nim, dlatego też z precyzją chirurga podchodził do pajęczaka, bacznie obserwując jego kolec. Mógł w każdej chwili zaatakować, a frywolność Shane'a skończyć tragedią.
Zaufaj mi, Yury.
Mruknął, chociaż wątpił, aby ten jakkolwiek mu ufał. Zwłaszcza w kwestii swojego życia.
Pradawny podszedł najbliżej jak się dało, wyciągnął rękę i dotknął jego łba, ile ten mu na to pozwolił. Przesunął ręką, zastanawiając się co te szkaradztwa jedzą.
Zajmij się tymi piskami, sprawdź co tam jest.
Osłaniam cię.
Nie dodał już wcale. To było oczywiste.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Schody

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry

- Similar topics