Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sob Lut 06, 2016 7:36 pm
Ruchy Wiśni były dość... dziecięce. Nie mogła usiedzieć w miejscu. Delikatnie bowiem bujała się na boki, słuchając słów Słowika. Przestała jednak gdy wspomniał o jej urodzie.
Cóż, ona miała wady i zalety. Przyciągała wzrok, to fakt, ale z tego mogły wyniknąć dobre i złe rzeczy, prawda?
- Um, em, no. Dziękuję - powiedziała, na chwilkę spuszczając wzrok, ale za chwilę znów wlepiła swe oczy w Słowika i kontynuowała bujanie się.
- Znaczy, tu na wygląd, zdaje się, nie zwraca się aż takiej uwagi... prędzej kojarzą mnie bo jestem kapłanką. I latam często po okolicy. Nom, tak. - dodała po chwili, szukając czegoś w torbie. Po chwilowych poszukiwaniach znalazła to, czego chciała- różowe, flufiaste skarpetki, które, oczywiście, od razu nadarła na bose stopy!
Długo patrzyła na swoje odnóża pokryte różowym, włochatym materiałem. Dziwne uczucie.
Wracając jednak do tematu, a raczej osoby z którą się rozmawia!
Cały czas gryzła ją ochota zapytania o maskę. Chciała zobaczyć twarz osoby z którą rozmawia, to przecież oczywiste! Ale jednocześnie nie chciała odstraszyć nowo poznanego...dlatego patrzenie się na niego na pewno będzie w porządku!
Chciała się dowiedzieć jak najwięcej. Jak się tu znalazł, czy jest głodny, jakiej jest rasy, czy jest głodny... czy to piórko?
- Um, przepraszam, ale ma pan wplątane we włosy piórko... - powiedziała, przechylając głowę, bacznie patrząc na piórko. Oczywiście, próbowała odgadnąć czyje, i nawet jakim trafem tam się znalazło! Dlatego zadumała się na chwilkę, oczekując. A w między czasie zapytała:
- Ce pan batonika?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sob Lut 06, 2016 11:53 pm
Bo w sumie to Wiśnia była na prawdę bardzo, bardzo ładna. Słowik doceniał jej urodę i czuł się jak nieudany eksperyment. Przy niej, w sensie. Znaczy w sumie to przy każdym mógłby się tak czuć, ale dopiero przy niej pojawiło się takie porównanie, więc pewnie coś jest na rzeczy.
Eksperyment, eksperyment... Z czym ci się kojarzy eksperyment? Z... Badaniem. Tworzeniem. Tworzeniem? To słowo...
Jest bez sensu. No mniejsza. Czy nie gapił się zbyt ekspansywnie? Znowu mniejsza - ona zawsze gapi się zbyt ekspansywnie! Już jeden komplement poleciał, a miał ochotę zasypać ją większą ich ilością, tak jakby... Jakby mówienie o jej wyglądzie miało mu pomóc w uświadomieniu sobie o czym to do cholery powinien pamiętać a nie pamięta. Jakieś obrazy, jakieś cuda, dziwy, może i wianki. Wianki. Ładnie by jej było w wianku. Takim z dużą ilością liści drzewa wiśniowego i dojrzałych, czerwonych, soczystych wisienek. Czy ktoś już wcześniej wpadł na ten pomysł? Może powinien to zasugerować? Zasugerować, by zamiast workowatych worków ubrała workowatą suknię i dodała do niej soczyście zielone i czerwone ozdobniki? To by było piękne. Niesamowicie piękne. Dlaczego ludzie nie wykorzystują potencjału swojego piękna gdy mają do tego okazję? Słowik by z chęcią wykorzystał, ale tak trochę jego potencjał piękna był UJEMNY. Hah. Serio był nieudanym eksperymentem, nie ważne jaki bóg przesiaduje w tym pieprzonym niebie. Żądam zwrotu kosztów bytowania i ładniejszej gęby, proszę dziękuję, więcej nie trzeba.
Prócz bycia piękną Wisienka była urocza. Dziecięca, słodka - niczym owa wiśnia. Nie, czekaj, czy wiśnie nie są zazwyczaj kwaśne? To taki... Dodatek do zbyt słodkich tortów, by słodycz choć trochę zmalała. Tak? Czy może się myli? Czekaj. O, jak fajnie, nowa rzecz którą... Pamięta? Kojarzy? Wyczytał gdzieś dawno temu w książce, usłyszał od zapomnianego znajomego? Nie, nie, nie, nie myśl o tym. Twoją myślą przewodnią jest Wiśnia - kiwająca się w tył i w przód, niewinna w swym uśmiechu, prosta w spojrzeniu, niezwykle... Przepełniona szacunkiem, jakby chciała go nadrobić za cały okrutny i bezczelny świat.
O proszę, zawstydziła się! Zawstydziła się prostego komplementu. Powinna zareagować całkiem inaczej. Powinna... A, nie, czekaj, niektórych wstydliwość kręci... Może... Nieee, gdzieżby znowu. Wydawała się na to zbyt prosta. Choć może to była maska maski. Przykryta maską. Zawoalowana kolejną maską.
Pośpiewałbym po francusku.
Kapłanka latająca często po okolicy. Radosna, dziecięca kapłanka. To Słowik ma spaczone poczucie humoru czy to faktycznie było takie zabawne? Sam nie wiedział.
Parsknął śmiechem. W sumie ciężko stwierdzić z którego konkretnie powodu. Wszystko było cudownie absurdalne. Dwójka nieznajomych siedząca w ciepłym świetle niewielkiej latarni, a poza nimi ciemność. Cienie na twarzy Wiśni zmieniały się z każdym jej drobnym poruszeniem, wydobywając każdy szczegół jej rysów na powierzchnię, by zaraz go ukryć i podkreślić inny. Maska Słowika nie zdradzała niczego - nieruchoma, z jasnej strony oświetlona, a z drugiej przykryta najgłębszą ciemnością. Jakby się miało do czynienia tylko z połową istoty. Gdzie się podziała druga połowa? Zabawne, bowiem zniknęło zdecydowanie więcej niż połowa jego istnienia. Ah, ta gra symboli.
- Zawsze i wszędzie zwracają uwagę na urodę, uwierz mi - mówił jak znawca choć czuł się jak heretyk i osoba pozbawiona prawa do głoszenia takich twierdzeń, co tylko jeszcze bardziej go bawiło. Wykonał delikatny gest ręką, jakby chciał wskazać całą sylwetkę Wiśni po czym dodał: - A ty powinnaś zwrócić uwagę na to, że oni zwracają uwagę na ciebie. - Słowa te były raczej dość gorzkie, kącik ust pomknął ku dołowi, choć drugi pozostał w górze, co dało obraz smutnego, tudzież kpiącego uśmiechu. Zależy jak to interpretować. Słowik zdecydowanie czuł obie rzeczy.
A później... Skarpety. Puchate, fluffiaste, RÓŻOWE JAK PUPKA NIEMOWLACZKA skarpety. Nie, może to jednak był inny kolor. W tym świetle to bardziej wpadało w... Magenta, wow, niezły odcień proszę pani, gdzie pani wytrzasnęła takie barwniki i dlaczego nie zastosowała ich na jakichś innych częściach ubrania tylko na SKARPETACH? W ogóle wtf te skarpety. Co one tutaj, dlaczego one tutaj, o co jej chodzi?
Dobra, przyznajmy sobie szczerze - nie zauważył, że dziewczyna jest boso. A powinien. Choć może nieco inaczej - nie dotarło w pełni do niego co to znaczy. Sam był przyzwyczajony do swoich ciężkich, cudownych butów znoszących każdą niedogodność i nigdy nie będących niedogodnymi. Ale co to znaczy chodzić na boso po kamiennych korytarzach? I nagle sprawa skarpet stawała się jaśniejsza! Choć to wcale nie tłumaczyło ich koloru.Ani faktu, że sam właśnie w takowych siedzę. XDD
Patrzył na całą sytuację z uniesioną jedną brwią. Pod maską, więc większość zdziwienia pozostawała niedostrzeżona. Zamrugał, nieco zbity z tropu. Poczuł przemożną chęć przeczesania włosów ręką, która jednak została wyeliminowana z planów przez niechęć do zmieniania ułożenia ciała. Już mu tak wygodnie było. Nawet zbyt wygodnie. Pewnie gdyby Wiśnia nie przyszła to by tutaj usnął.
A gdy został spytany o piórko jednak się poruszył i przeczesał te włosy. Kurwa, czy on właśnie nie wykluczył możliwości zrobienia tego z najbliższego planu? Kurwa.
- No tak, mam. - Dobra, a teraz myśl szybko, to było widoczne, bardzo widoczne pytanie o to co to piórko tam do cholerny robi. Nie, nie miał ochoty tłumaczyć, że jest wymordowanym który zmienia się w ptoszka, ale zmiana w człeka nie zawsze wychodzi tak dobrze jak wychodzić powinna. Cóż... Eee... Too... Było... Nagłe olśnienie. Uśmiechnął się przyjaźnie, zmieniając pozycję siedzenia na turecką, podobną do dziewczyny. - Wiesz, noszę je bo to pióro z skrzydeł mojego dobrego kumpla. Taka przypominajka o nim i naszych przeżyciach. Szkoda, że... - EJJJJ. NIE. SUGERUJ. ŻE. UMARŁ. Ale się zaciąłeś. Sugestia poszła w świat. No to teraz do kompletu drgnięcie ust, chwilowa utrata uśmiechu, odwrócenie wzroku... Tadam, obraz osoby zasmuconej ale nie chcącej dopuścić do siebie tych uczuć gotowy. Teraz powróć wzrokiem na Wiśnie, wzrusz ramionami... Włala. Przygotuj się na dozę zakłopotania i współczucia. Będzie zabawnie.
Na pytanie o baton tylko pokręcił głową, tak jakby łzawa gula utknęła mu w gardle. Nie, batonom dziękujemy, trzymam linię. Właściwie to linia trzyma mi się sama, ale z drugiej strony nie chcę się przyzwyczajać do jakichś zbytnich dobrodziejstw w postaci jedzenia. Żyjemy w świecie, gdzie bycie tak pewnym siebie egoistą prowadzi w pierwszej kolejności do śmierci, a później do rzeczy jeszcze gorszych.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Nie Lut 07, 2016 8:35 pm
Fakt, sytuacja w której się znajdowali była w swego rodzaju komiczna. Ale czyż nie dla takich specyficznych chwili warto się jeszcze tułać po tej Depresji?
W myślach Wiśnia zganiła się zaraz po tym jak zdała sobie sprawę że znów przekręciła nazwę miejsca w którym jest. Po roku mogłaby się w końcu przyzwyczaić że to Desperacja. Nie Depresja i nie Dezercja.
Choć w sumie jakby na to nie patrzeć to atmosfera ta sama.
Wracając jednak do tematu nowo poznanej osoby. Dlaczego czuła taką lekkość w rozmowie z nim? Nie zna go przecież nawet godziny a czuje się jakby była z nim przynajmniej na dwóch popijawach herbacianych.
O właśnie, ciekawe czy lubi herbatę?
Na słowa mężczyzny westchnęła cicho
- Niestety. Trochę trudno mi się przyzwyczaić do tego - powiedziała, kiwając głową - i wcale mi się to nie podoba - dodała po chwili.
Cóż, w Edenie nie była ,,Piękna''. Jak można być pięknym gdy wszyscy tam są piękni? Cóż, wśród aniołów wyróżniała się może odrobinę- przez geny matki była małym anielskim azjatą wśród pięknych, wysokich aniołów czy pełnych gracji anielicach. Ale nie można jej było nazwać piękną nad schemat.
A teraz znalazła się tutaj. Mały azjatycki aniołek wśród głodnych I umierających. i wszyscy na nią patrzą.
Nie wie co było gorsze.
Na zmianę pozycji i odpowiedź mężczyzny zareagowała...cóż, poniekąd tak jak przewidział. Uciekła na chwilę wzrokiem, obwiniając się w myśli że poruszyła nieprzyjemny temat.
WYBRNIJ, WIŚ.
- Um, przepraszam! Wie pan, wolałam powiedzieć! Oczywiście, mogła to być ozdoba która specjalnie się tam znalazła, ale też mogło spaść na głowę! Na przykład na spacerze! Idzie pan sobie parkiem i nad panem Fruuu leci ptak i gubi piórko. Lepiej piórko niż co innego, ale! Wie pan, jak liść czasami, taki suchy z drzewa! Zaplącze się, nawet człowiek nie wie to wolę powiedzieć! - a mówiła to wszystko tak szybko, gestykulując rękami jak rodowity włoch, nie omieszkając włożyć całego swego serca w onomatopeje.
Następnie znów spojrzała na piórko. Traw fakty.
- No ładne. Ale skoro ze skrzydła przyjaciela...hm, anielskie piórko to nie jest, bardziej takie ptasie... nie spotkałam jeszcze wymarłego z ptasimi skrzydełkami! - dodała po chwili, znów się bujając.
Wiś, uspokój się. Wybrnęłaś nawet. Dałaś radę. Good job.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Pią Lut 12, 2016 5:33 pm
Zwróćmy szczególną uwagę na słowa-klucze w wypowiedzi Wiśni. "Przyzwyczaić" było pierwszym. Co oznaczało? Że zdecydowanie... Zdecydowanie! Zdecydowanie nie jest stąd. Gdzie mogłaby być kimś kto wcale nie jest uznawany za pięknego? Słowiku, skoncentruj się... Skoncentruj... Przecież to wiesz. Jest tuż obok, na końcu języka, w tej... A może wypchnął to razem z tymi wszystkimi niepotrzebnymi myślami? Gdyby tak wyjrzeć za drzwi i sprawdzić... Ee... To brzmi jak jeden z najgłupszych pomysłów tego tygodnia. Wchodzenie w tamto miejsce, w tej chwili budziło olbrzymie NOPE.
Na mentalnych drzwiach powiesił mentalną tabliczkę z wielkimi czerwonymi literami. Szkoda, że obok już od jakiegoś czasu stał neon a jego wciąż tam kusiło.
Chyba zgubił myśl przewodnią. Pokiwał głową, niby to ze zrozumieniem, gdy w końcu dostał OLŚNIENIA. Anioł. Jakie ładne, proste słowo. Takie... Odpowiednie. Pasowało mu do sytuacji, choć chyba dalej gubił sporo słów. Ale gdyby widział o co mu chodzi to umiałby to nazwać. Czyli... Skoro widzi Wiśnię to nazywa ją Wiśnią, skoro widzi anioła to myśli o nim jako o aniele. Pasowało. Ślicznotka, urocza, młodo wygląda choć kapłanka... Czy można uznać, że to podpada pod bycie aniołem? Huhuhu, to teraz... Duużo pytań. Fajnie!
- Ale tu się nie ma co przyzwyczajać! No ej, Wisienko, nawet nie wiesz, jak to fajnie jest być ładnym! Znaczy ty powinnaś wiedzieć, w przeciwieństwie do mnie. Na mnie wszyscy zwracają uwagę bo jestem taki brzydki. Z dwojga złego już wolałbym być piękny!
To wręcz niesamowite jaki entuzjazm brzmiał w słowach które powinny być tak gorzkie. To niesamowite jak bardzo się uśmiechnął do Wiśni starając się dodać jej swoistej pewności siebie. No bo tej to Słowik miał bardzo, bardzo dużo, bez względu na to jak ludzie na niego patrzyli. Więc czemu miałby się nie podzielić? Szczególnie, gdy...
Czemu ta dziewczyna budziła w nim tak dziwne uczucia? Obrazy... Obrazy?
Oj. Obrazy.
Choleracholeracholeracholera. To ja już się wolę dalej wypierać.
No dobra, NIEWAŻNE. Ok? Ok. Drzwi, drzwi... Ee... Nie, to nie. Klatka? Nie. Po prostu odłóżmy to na bok. Tam w kącik i przykryjmy kocem. Później się to przeanalizuje.
Wracając bardziej do rzeczywistości ogarnął, że zrobił dokładnie to czego nie chciał. Ups. No samo mu tak jakoś wyszło, ale z drugiej strony dobrze wiedzieć, że się nie pomylił z oceną dziewczynki. Dziewczynki. Wisienki. Przestań. Jakby nie chciał robić z siebie totalnego pojeba to by się właśnie spoliczkował.
Uśmiechając się tak smutno słuchał z rosnącym rozbawieniem jak Wiśnia stara się z tego wszystkiego wybrnąć. Ba, nawet roześmiał się szczerze rozbawiony. Niby racja, co tam mówiła, ale podała to w takiej formie, że jakby ktoś się nie roześmiał można by u niego podejrzewać dramatyczną chorobę - brak poczucia humoru.
- Naprawdę? Ja znam takich kilku. Całkiem fajna sprawa. No, poza byciem wymarłym, rzecz jasna - odparł w śmieszkowym stylu.
Coraz bardziej mu się to wszystko podobało. Poza tym, że coraz bardziej mu się pewne sprawy nie podobały. Potrzebował... Gruntownych porządków w umyśle. Zdecydowanie musi to zrobić zanim zabierze się do wybierania i powracania do piesków. Tia... Czy on po coś takiego tutaj nie przyszedł? Chyba tak. Przykre.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Pią Lut 12, 2016 6:30 pm
Bujania jej drobnego ciałka przybrały na sile i zmieniły formę- teraz wykonywała koliste ruchy nie spuszczając z obiektu rozmowy wzroku.
Tak. Bardzo fajnie.
- To ma wady i zalety. Zalety są takie że uwagę którą przykuwasz możesz w dobry sposób przekuć. W moim przypadku jest to, wiadomo, nawracanie, głoszenie słowa Szarej Eminencji i tym podobne. Ale ludzie potrafią mnie wyzywać i nienawidzić za to że wyglądam trochę lepiej od nich. Nie brać poważnie bo wyglądam na szesnaście lat. Fakt, momentami mam zachowania dziecięce, jak...jak na przykład to bujanie się - w tym momencie przestała - ale branie mnie za głupią bo jestem ,,młodziutka'' jest delikatnie rzecz ujmując, denerwujące.
Widać że lekko się poddenerwowała. Cóż, miała z tym lekkie problemy. Dochodziło do różnych incydentów spowodowanych jej wyglądem. I czuła się z tym dziwnie, niemniej jednak uznawała że skoro taka była wola Szaren Eminencji, to znaczy że jej wygląd na coś jeszcze posłuży.
- Ale najwyraźniej tak musi być - dodała, niemal powtarzając to co przed chwileczką pomyślała w myślach i uśmiechnęła się uroczo. Następnie znów zaczęła badać wygląd, a raczej dopasowywać to co widzi do słów które wypowiedział.
- To...dlatego nosi pan maskę, tak...? - powiedziała, po chwili jednak żałując. Oczywiście, musiała zapytać! Do jasnej cholery, Dorotko!
Żeby zagryźć stres chwyciła batonika i wgryzła się w jego wafelkowy torsik, żując wściekle jak męski mężczyzna pszczoły.
Gdy już się uspokoiła, wsadziła papierek do torebki i wytarła usta.
-Znaczy, ja też znam kilku. Mama nawet była wymarłym, ale w sumie nie widziałam takiego ptakowatego, nuu. powiedziała, szukając w międzyczasie bukłaka z wodą.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sro Lut 17, 2016 12:08 am
Urocze istoty są urocze a śliczne są śliczne. Co jak istoty są i śliczne i urocze? To powstaje na przykład taka Wisienka, która coraz bardziej przywodziła Słowikowi na myśl jedno słowo: matka. Kłopot w tym, że to słowo było bardzo mocno niekompatybilne z określeniami takimi jak "urocza" czy "śliczna". Co najmniej takie miał przekonanie. To musiała być ciekawa sprawa biorąc pod uwagę mieszaninę dziwnych uczuć związanych z tym słowem.
Ktoś go ewidentnie nienawidził. I najprawdopodobniej była to właśnie jego matka.
Zastanawiające.
Patrzył na Wiśnię, chłonął wzrokiem każdą linię jej twarzy. Można by odnieść wrażenie, że już powinien się napatrzeć z pięć razy i znać twarz nowopoznanej na pamięć. A jednak nie! Jednak dalej były tam szczegóły do odkrycia i do doskonałego przeanalizowania. I jak się okazywało z pamięci wydobywał mu się coraz jaśniejszy obraz bardzo, bardzo odległej istoty. Ile on to już jej nie widział? Z kilka... dziesięcioleci, zapewne. To bardzo... Ładna liczba. Chyba. Pomijając nieścisłość przy istnieniu liczb w ich życiu, to pewnie tak. Właściwie to nawet nie bardzo wiedział ile matka mogła mieć lat. Swoje szacował... Jej nie miał pojęcia.
Ale to co ważne - doskonale rozpoznawał jej rysy w rysach Wiśni. Rzecz jasne Wisienka miała twarz wyidealizowaną - oczywiście, że była aniołem. Teraz, właśnie porównując te dwa obrazy doskonale widział o ile doskonalsza Wiśnia od zwykłego człowieka jest. Wyrównania, podciągnięta, domalowana.
Skoro puściwszy się z aniołem wyszło jej takie cudo to z kim się puściła, że wyszedł jej Słowik...?
Boże, jesteś skurwysynem.
Ale na szczęście jest też Ao, o którym złych słów można powiedzieć mniej! A co najmniej takie wrażenie się odnosiło po obcowaniu z Wisienką. Jaka ona była... Nakierowana na to by mu służyć. Patrzyła na świat przez pryzmat tego, co może zrobić dla Kościoła Nowej Wiary? Matuleńko, najwyraźniej tak. Jakie to... Przykre.
Pomyślał ten, który właściwie wszystko by zrobił dla DOGS. Ale z drugiej strony DOGS to całkiem coś innego. Słowik czuł, że nie wypada mu porównywać KNW z pieskami na żadnym poziomie. Żadnym.
- Ciebie przynajmniej nikt w pierwszym odruchu nie próbuje dobić myśląc, że jesteś już przypadkiem nie do odratowania... - mruknął samemu się dziwiąc co to wyszło z jego ust. Serio ktoś to zrobił? Cóż... To całkiem prawdopodobne... Sam niekiedy potrafił się przestraszyć własnego odbicia, a przecież był na nie niejako przygotowany. Uznajmy, że kiedyś mu się to przytrafiło. Nie raz. Ani nie dwa. Możliwe, że to częsty początek jego znajomości. No dobra, może przesadzam, ale to nie mógł być jednorazowy incydent. Nie mógł.
- Ci co biorą cię za głupią dlatego że wyglądasz na młodą sami zapewne są głupcami, którymi nie ma co się przejmować - dodał już o wiele głośniej, wyraźniej i dobitniej. No bo ej, tak się nie godzi. Serio, to idiotyczne, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że osoba wyglądająca na mniej niż dwadzieścia będzie mieć więcej niż osoba wyglądająca na osiemdziesiąt. Dobra, "spore" to może jednak za duże słowo, no ale jednak! Żyjemy przecież w Desperacji, gdzie wymordowani i anioły to chleb powszedni.
Nieco bawiło go jej zdenerwowanie. Była na prawdę uroczą istotą. I gdy już zorientował się dlaczego czuje się tak a nie inaczej w jej towarzystwie te wszystkie dziwaczne uczucia zaczęły uchodzić. Pióra pod ubraniem oklapły całkiem, niepewność, zmieszanie, usilne poszukiwanie odeszły precz. Dopiero teraz czuł się przy niej w pełni swobodny. Tak swobodny jak tylko Słowik potrafi być przy całkowicie sobie obcej osobie.
Pokiwał głową na jej pytanie, jakby to była smutna prawda, ale jednak dalej się uśmiechał. Szeroko, radośnie, pewnie siebie. No, był brzydki. No, czasami chcieli go zabić tylko dlatego, że miał szkaradną mordę. No, jego wizerunkiem można było straszyć niegrzeczne dzieci. Fajnie, no nie? Co najmniej był oryginalny!
Tak zwana postawa typu "tonący brzytwy się chwyta", ale ciii, nikt nie musi wiedzieć, że to właśnie tak jest.
A chwilę później usłyszał potwierdzenie tego co już wiedział. No, fajnie, miał siostrę. Jakby jeszcze pamiętał... Czekaj, co miałby pamiętać? Chyba zgubił własny wątek. Znowu. Nieważne.
- No to teraz już znasz. No, i jak ci się taka znajomość podoba? - zagadnął uśmiechając się zawadiacko.
Poruszył się nieznacznie czując, jak pustka w brzuchu domaga się wypełnienia. Oh, zbliża się pora obiadu. Oh, ale go ten kościół rozpieścił. Tyle jedzenia, tyle jedzenia...! Ale mają jeszcze czas, spokojnie. Zdążą podyskutować, dotrzeć do bardziej zamieszkałych części jaskiń i podyskutować jeszcze więcej, jeśli tylko zechcą.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sob Mar 26, 2016 10:38 pm
Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- ...Serio. Brzydota brzydotą, ale zabijać bo jest brzydkim... ugh, nie pojmuję istot tutaj... - westchnęła z rezygnacją przeczesując włosy. Ten świat swoimi pokrętnymi ideami i schematami postępowania wiele razy doprowadzał ją do zawrotu głowy i emocjonalnych załamań nad przyszłością swoją i najbliższego otoczenia.
Tak samo było i z ocenianiem. Ona przez rok nauczyła się nie oceniać w tym mieście istot po pozorach. Niektórzy ludzie tu żyją od początku i nadal tego nie przyswoili.
Ponieważ po słodyczach tej małej skrzydlatej chciało się pić niemiłosiernie, z triumfem na twarzy wyciągnęła bukłak i wypiła z niego trochę letniej wody. Zamlaskała i wyciągnęła w stronę Słowika
- Chcesz trochę?
Zganiła się w myślach że najpierw pomyślała o sobie, ale nie chciała przerywać mu, bo mówił wtedy. A jego słowa były na samym początku nieco zadziwiające, ale jednocześnie układały wszystko w jedną całość.
- Ha! Czyli jednak jesteś ptakowatym! Wiedziałam!- krzyknęła triumfalnie, szczerząc białe i równe, niczym nagrobki amerykańskiego cmentarza militarnego, ząbki.
- Chciałabym kiedyś zobaczyć twoje skrzydła! Może kiedyś nawet się przelecieć z tobą! A...ale nie za wysoko - powiedziała, a jej mina lekko zrzedła. Ale tylko troszkę, bo zaraz podniosła głowę i podciągnęła nosem.
Chwilę patrzyła w pustą przestrzeń drzwi, co jakiś czas nosem podciągając aż w końcu powoli odwróciła w jego stronę głowę i z pełną powagą wypowiedziała
- Pora obiadu.
Po czym zerwała się na równe nogi, chwyciła Słowika za rękę i raźnie oboje ruszyli napełnić żołądki.

{zt x2}



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Czw Maj 19, 2016 9:55 pm
Ostatnio w Kościele coś było nie tak. A może to nie z nimi był problem?
Abi ostatnio źle się tutaj czuła. Korytarze opustoszały, wiernych liczyła na palcach u jednej dłoni, w dodatku rozmowy na temat Ao nabierały dziwnych podejrzeń. Czyżby znowu zmieniała się polityka Nowej Wiary?
Anielica szła powoli wraz ze swoim lwem, zastanawiając się nad wieloma rzeczami. Ostatnio chyba naprawdę miała załamanie związane z własną wiarą. Czy Ao był naprawdę prawdziwy? Czy dobrze zrobiła kilka lat temu, poświęcając tak wiele dla tych ludzi? Jeszcze niedawno była w stanie sobie powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, jednak z każdym kolejnym dniem coś w niej zaczynało pękać. Nagle pojawiły się obawy i dziwne myśli. Jakby nagle ktoś przypomniał jej o wszystkich przewinieniach i chciał, aby poważnie się nad nimi po raz pierwszy od kilkuset lat zastanowiła.
Ojcze, to Ty? A może to Ao? Kim jesteś, nieznajomy?
Widać było, że Abigail nie była w humorze. Wyglądała na nieobecną; szła cały czas wraz z Beniem, nie zauważając innych wiernych. Minęła dłuższa chwila, zanim zauważyła, gdzie ponownie zaszła. Balkony. Grota ofiarna w okolicy. Przypadek, czy może złośliwość losu?
Anielica westchnęła głęboko i przysiadła na ziemi, czekając, aż Benio zrobi to samo - aby wykorzystać go jako swojego rodzaju poduszkę, w którą może się wtulić, otrzymując nieco więcej ciepełka. Lew, ku jej radości, nie narzekał na nic i pozwolił, aby jego właścicielka, nie ukrywajmy, ułożyła się na nim i czekała wręcz na jakieś głaskanie po głowie. Szkoda tylko, że tego lew się nie domyślił.
Po jakimś czasie zaczęła nucić melodię, która wpadła jej do głowy. Nauczyła jej tego pewna anielica, jeszcze w Edenie. Jak na złość, to jej musiało się przypomnieć. Jednak nuciła to bez żadnych komentarzy, dalej zastanawiając się nad swoimi problemami.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sro Maj 25, 2016 10:43 pm
Długie fałdy białego materiału sukienki unosiły się nad ziemią. Szła cicho, nie było słychać odgłosu jej bosych stóp, stawianych na chłodnej posadzce katedry. Długie, czarne jak smoła włosy delikatnie falowały, kiedy się poruszała, a robiła to z lekkością, jakby płynęła, a nie chodziła.
Ostatnimi czasy odczuwała w kościele jakąś dziwną, niepokojącą aurę. Męczyło ją jakieś przeczucie, że coś się zmienia. Że coś idzie nie tak. A przynajmniej nie tak jak wcześniej. Nie było tutaj zbyt wiele osób, w zasadzie to nie widziała nikogo. No właśnie, może to był ten problem. Mało wierzących? Mało poszkodowanych? Mało istniejących? W jej głowie co i rusz pojawiały się nowe pytania, na które chyba nikt nie zamierzał jej odpowiadać. Kapłani zapewne wiedzą co się dzieje, ale jej, zwykłej wiernej, nikt nic nie tłumaczył.
Chiyoko splotła ze sobą długie palce, składając dłonie w geście modlitwy. Wsparła na nich podbródek i odruchowo zamknęła oczy. Ao...Ao, co należy zrobić? Jak się zachować? Pytać? Nie pytać? Uniosła twarz w górę, chociaż zamiast błękitu nieba widziała tylko chłodny sufit katedry. Chociaż nie trwało to długo. Po paru krokach zaczął wyłaniać się jej świat. I wpatrywałaby się w to wyłaniające się zza ścian sklepienie, gdyby nie mała przeszkoda na jej drodze.
Potknęła się o lwa leżącego na wprost, z niemałym rozmachem upadając przed niego i dziewczynę. Uderzyła ręką o cienką balustradę, próbując się jej złapać. Nijak to jednak wyszło, obiła sobie łokieć i z pewnością biodro, którym uderzyła o posadzkę. Z jej ust wydarł się tylko niegłośny jęk bólu, w końcu nie było to nic przyjemnego.
Uniosła wzrok i zdezorientowana utkwiła spojrzenie w anielicy.
- A-Ah...p-proszę o wybaczenie. - zmieszała się próbując jednocześnie wstać.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry