Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 2 1, 2  Next   

Balkony    Pisanie by Gość on Pią Kwi 10, 2015 10:50 pm
Płytkie groty otaczające grotę ofiarną z dwóch stron. Zostały wydrążone przez wiernych, gdy pojawiło się ich więcej i zaczęło braknąć miejsca podczas obrzędów. Cienkie balustrady zrobione są z drobnych kamyków połączonych zaprawą. Wszystkie balkony połączone są tunelem, który otacza z zewnątrz grotę ofiarną i wychodzi na arterie w okolicy cel mieszkalnych.
Na każdym takim miejscu (w którym mieszczą się nie więcej jak trzy osoby) poukładane zostały stare poduszki do siedzenia. W dodatku akustyka tego miejsca jest tak dobra, że słychać nawet najcichsze szepty rozmów z groty poniżej.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Pią Paź 30, 2015 4:53 pm
Wszystkie emocje i przemyślenia zaatakowały anielicę dopiero pod koniec jej wędrówki do świątyni.  Ostatnio działo się dosyć sporo rzeczy, a ona nie miała nawet chwili, aby zastanowić się nad tym wszystkim. Spotkanie z Lentarosem, ucieczka z Edenu, kasyno... To wszystko zwaliło jej się na głowę właśnie w tym momencie, wywołując zmęczenie i ból głowy.
Dawno już nie czuła takiej potrzeby zastanowienia się, czy to, co robi, na pewno było dobre. Nie wiedziała nawet, dlaczego nagle coś zaczęło ją męczyć. Stare sumienie, które zdecydowało się wrócić w tym samym momencie, kiedy opuściła Eden? Możliwe. Jednak starała się odrzucić te myśli, chcąc oddać sobie nieco spokoju. Jednak to nie odchodziło. W wejściu do świątyni nagle przypomniała sobie cały początek - skradanie się do Aonistów, składanie ofiary z anielicy, która była jej własną przyjaciółką. Wszystko, co było wieki temu.
Dlaczego akurat teraz?
Czasem brakowało jej czasów, gdzie siedziała na Edenie z innymi anielskimi przyjaciółmi i nawracała pokojowo innych, a przynajmniej próbowała to robić. Myśląc o tym wszystkim nawet nie zauważyła, kiedy doszła do groty ofiarnej. Benio przekrzywił delikatnie łeb i rozejrzał się po nieznanym mu pomieszczeniu, co nieco rozbawiło Abigail. To miejsce miało swój urok. Nie należało do przyjemnych, jednak aura tajemniczości była bardzo przyjemna. Zdecydowała się ruszyć w stronę balkonów. Przejechała delikatnie dłonią po karku zwierzęcia, a następnie zachęciła do tego, aby szedł dalej za nią. Lew mruknął cicho i powoli ruszył za nią. W końcu doszli do jednego z balkonów. Abi zgarnęła dwie poduszki na bok, dając nieco miejsca swojemu towarzyszowi. Jeszcze się słodziak mieścił, w końcu sporo brakowało mu do takiego dużego, dorosłego lwa. Kiedy tylko się ułożył, anielica usiadła obok niego na jednej z poduszek, a następnie ułożyła delikatnie swoją głowę na tułowiu zwierzęcia. Benio spojrzał na nią i chciał najpewniej nieco ją zrzucić z siebie, ale anielica uśmiechnęła się i zaczęła gładzić łapę lwa. Ten zadowolony ponownie mruknął.
- Dziękuję ci, Benio. - szepnęła, przymykając oczy - Cieszę się, że jesteś ze mną. Tobie na pewno mogę zaufać.
Była zmęczona. Chciała jednak posiedzieć chwilę tutaj, zanim ruszy do swojej celi. Uwielbiała tutaj siedzieć i zastanawiać się nad ważniejszymi sprawami. To pewnie przez klimat, jaki panował. Zaraz zaczęła nucić znaną sobie piosenkę, oddając się swoim przemyśleniom.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Czw Lis 12, 2015 11:00 pm
Właśnie kończył pracę. Wyjątkowo cieszył się z tego faktu, ponieważ nie miał więcej sił, aby robić cokolwiek. Chciał się wyciszyć, pragnął w tym momencie spokoju. Świętego spokoju. Odrobiny ciszy, żeby pobyć z własnymi myślami. Sam na sam, nikt więcej. Chociaż? Tak, jego pies będzie mu towarzyszyć. Z każdym dniem było z nim coraz gorzej, a William zastanawiał się, jak długo jeszcze pociągnie. Będzie miał tak silną wolę, aby przezwyciężyć wirusa? A kiedy on się nim zarazi? A może już jest zarażony?
Powróciwszy do Kościoła, odwiedził swoją celę. Tam złapał oddech, pozbierał myśli, trochę się zdrzemną. Kiedy się wybudził, poczuł skurcz żołądka. W gardle mu zaschło, gdzie organizm sugerował mu, że jest właśnie odwodniony. I głodny. Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji będzie sięgnięcie do swojej kochanej szafeczki, gdzie zawsze uda mu się znaleźć najtańsze wino jakie może tylko istnieć. Chwycił butelkę, a po jego odkorkowaniu, upił duszkiem parę łyków, a stróżka trunku spłynęła mu po brodzie. Wytarł ją dłonią, zlizując alkohol z wierzchu dłoni. Przecież nie może zmarnować się ani kropelka. Po wypiciu wina, a trwało to naprawdę krótko, zgarnął swojego schorowanego psa i udał się z nim na mały spacer po tunelach kościoła. Szedł sobie spokojnie, czasem pod nosem podgwizdując jakąś melodię, kiedy nagle zauważył, że jego pies zaczął dziwnie się zachowywać. Miał obawy przed kolejnym jego atakiem, a gdy tylko jego pies pobiegł w stronę balkonów, od razu szybkim truchtem udał się za nim. Dostrzegł tam kobietę, której akurat nie chciał spotykać, nie dzisiaj bynajmniej. O tyle dobrze, że ona spała. Gorzej było z jej zwierzęciem. Williama pies, nie hamując się przed niczym, zaczął szczekać na bestie Abigail. Co z tego, że ta bestia mogła rozszarpać go w drobny mak. On przecież musiał się teraz wyszczekać, bo tak chciał, ignorując słowa Pana, który kazał mu się uspokoić. Przecież nie chciał, aby Panienka się wybudziła. Chociaż na to już zdecydowanie za późno.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Nie Lis 29, 2015 9:12 pm
Spało jej się dobrze.
Aż za dobrze.
I tak się jej przysnęło, że kiedy się obudziła, to nic się nie zmieniło. Ale Benio był poddenerwowany. Zdziwiona anielica rozejrzała się po grocie, ale nikogo tutaj nie było. Może aż tak mocno spała? No nic. Powoli się podniosła i zachęciła lwa, aby skierował się ponownie za nią gdzieś tam.

[z/t]



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Pon Sty 18, 2016 1:18 am
To wręcz zaskakujące w jak ciekawe miejsca mogły ponieść nogi. Szczególnie w momencie, gdy jest się zamkniętym w podziemnych korytarzach i według wszelkich pozorów nie powinno się mieć aż tak dużego pola do manewrowania. A jednak miało. I wciąż prowadziło w inne, nowsze, ciekawsze, inniejsze miejsca. Fascynujące, doprawdy fascynujące. Szczególnie w momencie gdy chciało się coś samemu przemyśleć było to pomocne. Słowik co prawda nie miał większego kłopotu w znajdowaniu samotności, ale zdecydowanie nie lubił przyzwyczajać się do jednego miejsca posiedzenia, więc spodobało mu się to, co zastał tutaj.
Miejsce stare, ale zadbane - jak chyba wszystko w KNW. Zabawna organizacja. Fajna wiara. W ogóle dość ciekawe istoty. Dalej nie wierzył, że jest jednym z nich. A gdzieś w zakamarkach głowy cieszył się, że odnalazł coś, co by go mogło inaczej zdefiniować. Kłopot w tym, że jeszcze nie do końca odnalazł swoją wiarę. Ale odnalazł to miejsce! Proszę państwa, dziesięć punktów dla DOGS za umiejętności poszukiwawcze. I minus pięć tysięcy za zgubienie pamięci, khe.
Uśmiechnął się do siebie, przeciągając się jakby dopiero co wstał. Ładny widoczek miał z balkonu, poduszka pod stopami wydawała się być miękka i tylko lampa marnie świeciła. Ale nie potrzebował w tym momencie za dużo światła.
Usiadł na owej poduszce, oparł się o ścianę, ściągnął maskę pod którą regularnie ukrywał swoją brzydotę. Wolał nie stać się w tym miejscu rozpoznawalny przez wygląd. Przez głos już go mogli kojarzyć, ale to tam może przejść. Poza tym mieli serio fajne pieśni religijne. Lubił śpiewać to wszystko, lubił słowa, lubił melodie, a i lubił, gdy podobało się innym gdy śpiewa. Czyli wszystko na swoim miejscu. No i jak tu nie lubić tego miejsca?
Z odruchu aż zaczął nucić którąś z spokojniejszych pieśni. Zmniejszył jeszcze światło z lampy, zostawiając tylko delikatną poświatę wokół samego siebie, po czym odszukał w myślach powód, dlaczego właściwie szukał nowego miejsca. Ah, tak. Musi przemyśleć... Właściwie wszystko na nowo. "Wszystko" czyli to co zabrać i gdzie iść, jak sobie przypomnieć, co robić, dlaczego właściwie to wszystko robi i dlaczego go tak ciągnie by do DOGS wracać. Dlaczego są tak wyraźni w jego myślach podczas gdy wszystko inne... Bytuje gdzieś obok? Zabawna sprawa. Musiał ich faktycznie lubić. To lubić. Być lubianym? Bo raczej nie chodziło o czyste korzyści. Korzyści można znaleźć wszędzie, jeśli tylko umie się szukać. On był przekonany, że umiał. Więc? Doskonałe pytanie. I nie znajdzie na nie odpowiedzi do póki nie pozna na nowo tamtejszych ludzi. Fajnie, fajnie, fajnie...
Czyli jedną patową sytuację mamy przemyślaną. Teraz tylko... Umm... Cała reszta! To szykuje się dużo myślenia. I baaaardzo dużo nucenia. Mógł wziąć sobie przekąskę.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Nie Sty 24, 2016 8:26 pm
Delikatnie badała fakturę podłogi, powoli stawiając kroczki. Można ją nazwać dziwakiem ale lubiła poszukiwać nowe rzeczy. Lubiła rozdrabniać się nad małymi, niezauważalnymi rzeczami. Nad szorstkością cegieł, miękkością dywanów, gładkością posadzki. Taka natura ciekawskiego człowieka.
Szła korytarzem, tuląc do piersi ukochane skrzypce i zastanawiając się, w który balkon wstąpić. Dlaczego tam szła? Cóż, dlatego, że miała trochę czasu dla siebie, a nie chciała jeszcze wychodzić na dwór. Wiatr hulał w najlepsze, więc zanim wyruszy na zwiady, chciała korzystać z ciepła kaplicy. Tak, przynajmniej do obiadu.
Nie śpieszyła się krocząc po poplątanych korytarzach, niszcząc tylko czasami ciszę cichutkimi plasknięciami bosej stopy o posadzkę. O dość gładką posadzkę, warto nadmienić. I dość zimną.
Jakież jednak jest z Wisienki mądre dziecię! Zaopatrzyła się ona bowiem w skarpetki które miała w malutkiej torebce. Bo zdaje się, tak nazywa się ten rażąco różowy, włochaty wytwór służący do ubierania na stopy. Czuła się lekko podekscytowana że będzie mogła je wypróbować.  
Tak. To stworzenie nie spotkało jeszcze możliwości ubrania skarpetek. Różowych, włochatych skarpetek, warto dodać. Normalnie niektóre kobiety nie ubrałyby ich ze względu na kolor, a raczej- na niedopasowanie do ubioru. Ale Wiśnia w swoich białych szatach miała to w głębokim poważaniu.  
Chciała już skręcać w najbliższy balkonik, gdy usłyszała... nucenie. Nucenie znanej jej melodii, w końcu była to jedna z pieśni Kościoła Nowej Wiary. Głos nucący ową był melodyjny, zdaje się że męski. Na jej twarzy automatycznie zagościł uśmiech. Cicho dołączyła do nucenia- nie tylko głosem, cicho nucąc drugi głos, ale też i grą- ujęła pewnie skrzypce, przyłożyła smyczek do strun i w dogodnym dla siebie momencie zaczęła grać, komponując się z nuceniem.
Miała ciche nadzieje. Nie tylko na usłyszenie śpiewu obcego i ewentualnego duetu, ale też na spotkanie go. Uwielbiała poznawać ludzi. Dlatego szła za nuceniem chwilę, próbując namierzyć jego źródło.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Nie Sty 24, 2016 10:53 pm
...alejaktoskrzypce?
Ciąg myślowy został przerwany. Ba, nie wiedział o czym myślał przez ostatnią chwilę, a miał dziwne przeczucie, że to dość ważne były. Cholera. A tak dobrze mu szło! Co z tego, że nie wiedział, co mu szło, ważne, że szło! No ale nie wyszło. Bo skrzypce. WTF ktokolwiek toś uczynił.
Nie przerwał nucenia. Nawet mu głos nie drgnął pomimo nagłego skołowania. Wręcz zapomniał, że nuci. Zupełnie jakby ciało działało zupełnie bez ingerencji umysłu. W sumie to całkiem prawdopodobne. Znaczy z drugiej strony nie do końca, ale to Słowik i muzyka, więc wszystko może się zdarzyć. Albo choć bardzo dużo.
Zamrugał niepewnie. Miał takie wrażenie, że zgubił bardzo dużo rzeczy. Że zapomniał o czymś istotnym w tej chwili.
A, maska.
Skrzypek się zbliżał, ewidentnie szedł za jego głosem, a Słowik nie miał nic przeciwko temu. Znaczy byłoby fajniej, gdyby jednak ten ktoś nie pojawiał się tak nagle i dał mu dokończyć ciąg myślowy, no ale co się stało to się nie odstanie. Odszuka myśli później. Jak zwykle. A teraz, zamiast tego, płynnie przeszedł z nucenia w śpiew. Delikatny, czysty, płynny i wypełniony jakże zabawnym tekstem piosenki. Znaczy Słowika śmieszyła. Dla KNW była... Dość zwyczajna. Najważniejsze, że odpowiednio melodyjna, dobra do śpiewania, w ogóle kościół miał niesamowicie dobre muzycznie pieśni. Ciekawe, kto je układał?
Nieśpiesznie przyłożył czarną, materiałową maskę do twarzy, zawiązał rzemyki z tyłu głosy, zwiększył nieco światło lampki. Tak, tutaj jestem! Śmiało przychodź, gotówm na twe przybycie!
Kąciki ust unosiły się nieco pomimo śpiewu. Nawet nie wiedział czemu ta sytuacja zdążyła go rozbawić. A może ucieszyć? Cóż, niezbyt ważne. A może jednak...? No już mniejsza. Ważniejsze, co mogła ujrzeć Wiśnia, gdy już uda jej się w końcu nadejść.
Dalej siedział oparty o ścianę, z jedną nogą podciągniętą do piersi, na której opierał rękę. Czarno-czarne ubranie wisiało na nim jak na kołku nawet gdy siedział. Tylko maska przylegała do twarzy, zasłaniając jej górną część, opadając na policzki i tylko usta i oczy zostawiając dla świata. Całkiem ładną tą maskę znalazł, trzeba przyznać. Nie była tak po prostu czarna i materiałowa, o nie - była z materiału bardzo przyjemnego, nie bawełny ale czegoś podobnego, do której doszyto odrobinę jaśniejszą koronkę o wzorze bardzo ładnym i bardzo nieogarniętym, czytaj nie miał pojęcia co on niby przedstawia, ale zdecydowanie mu się podobało. Wciąż dumał nad tym skąd mogła się wziąć w takim miejscu taka maska i do kogo należała, ale, no cóż, nawet jeśli ostatecznie wyszłoby na to, że ją ukradł to nie bardzo o to dbał. Teraz była jego i już.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sro Sty 27, 2016 3:36 pm
W jednym z oddalonych grot zauważyła światło. Uśmiechnęła się pod nosem i przyśpieszyła kroku, kierując się w jej stronę. To tam, według mniemania Wisienki, znajdował się właściciel głosu. Na szczęście, nie tylko jej mniemanie ją tam prowadziło. Głos, który płynnie z nucenia przeszedł w śpiew dobiegał właśnie z tamtych okolic.
To niesamowite jak w jednej chwili puste i smutno ciche miejsce wypełniło się muzyką. Kościół Nowej Wiary opierał się na przekonaniu, że życie powinniśmy przeżyć radośnie, tak, aby dawało nam szczęście, dlatego dziwiła się dlaczego w niektórych miejscach świątyni było tak ciemno, pusto i smutno.
Gdzie światełka?
Gdzie muzyka?
Gdzie ludzie swoim szczęściem składający chwałę Panu?
Cóż, może małymi krokami należy to zmienić?
Szła przed siebie, kierując swoje zmarznięte nóżki w stronę jaśniejącej groty. Mimo że sama tak naprawdę zaczęła, to trochę się bała. Może nie powinna przeszkadzać? A może się wprasza i powinna zostać tam gdzie była? Jak na młodą, a raczej starą ze sposobem myślenia młodej, anielicę, głowę jej zaprzątały różne pytania i obawy. Ale ostatecznie nie dała się im i dołączyła do śpiewu nieznanej sobie osoby, śpiewając ciszej drugi głos.
W przeciągu kilku minut znalazła się u wejścia do groty. Nie przestając grać delikatnie wychyliła się zza ściany, zerkając kto tam przebywał. Skinęła mu delikatnie głową, nieśmiało się przy tym uśmiechając.
Jegomość był nieco tajemniczy. Chudy, poobijany, z ...maską na twarzy? Cóż, nie jej oceniać. Może ktoś z Odratowanych?
Ponieważ pieśń powoli dobiegała ku końcowi, spokojnie zakończyła grę w odpowiednim dla tego momencie. Następnie ściągnęła instrument z ramienia, chwyciła go wygodniej i dodała nieśmiało:
- M-ma pan śliczny głos.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sro Sty 27, 2016 10:15 pm
Pan.
Aż się zaśmiał usłyszawszy ten przydomek. To ktoś się jeszcze tutaj zwraca do kogokolwiek z takim szacunkiem? Rzecz jasna pewne człowieki piastowały pewne urzędy, które z racji swojego bytu wymagały jakiegoś szacunku... Ale niekoniecznie w formie takiego słowa. Dokładnie tego słowa. Tego słowa użytego w kierunku Słowika. Równie dobrze od razu mogła go wziąć pod kawałowy ostrzał, ale najwyraźniej wolała zacząć od lekkiego kalibru.
Ciekawe czy zdawała sobie sprawę z tego, jak brzmi.
Popatrzył na nią radośnie roziskrzonymi oczami. Wręcz z odruchu chciał pochłonąć cały jej obraz za jednym zamachem, poznać jakie piękno kryje w sobie ta istota. Poznać jej czarne włosy, subtelną sylwetkę, ukrytą pod workowatym ubraniem, jej kształt twarzy, jej oczy tak podobne... Do czegoś, co już znał. Hm. Zastanawiające. Jakoś nikt kogo do tej pory spotkał nie wydawał mu się znajomy choćby w niewielkim stopniu. A tu proszę, wpada jakiś random i na wstępie wywołuje sprzeczne uczucia!  
Aż mu włosy stanęły na karku, a tych kilka piór na plecach i piersi uniosło nieznacznie. Hmm. To nie strach. Więc co? Doskonałe pytanie, warto odnotować.
- A panienka doskonale gra na skrzypcach! - odparł podkreślając ten idiotyczny tytuł. - Proszę, Słowik jestem - dodał, przekrzywiając przy tym nieznacznie głowę.
Patrzył na nią intensywnie, uśmiechnięty, ale zdecydowanie nie chciało mu się podnosić. Nie bardzo było po co. On czuł się dość komfortowo, nawet jeśli patrzył na dziewczynkę z dołu. Za to wręcz czuł, że to całkiem możliwe, że ona nie będzie się dobrze czuła stojąc nad nim. W końcu i tak usiądzie, czy jej o tym wspomni czy nie. Więc po co się nadwyrężać i wstawać by zaraz znów usiąść? Medyk kazał się jeszcze nadto nie nadwyrężać, parę rzeczy wciąż nie było po staremu. No chyba, że po staremu właśnie tak były i nie mają zamiaru się zagoić. Ah, te przykrości związane z czarną dziurą pamięci. Czasami zabawne, czasami przerażające, a czasami pocieszne. Pocieszny był ten aspekt, który mu mówił, że jak tylko wróci do piesków to będzie lepiej. Miał tylko niemą nadzieję, że nie uroił sobie czegoś, co wpakuje go prosto w kłopoty.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Sob Sty 30, 2016 10:48 am
Słowo panienka nie robiło na niej wielkiego wrażenia. W słowie pan też nie słyszała nic dziwnego. Znaczy, w zależności od kontekstu, wiadomo. Słowo pan może być mówione różnie, a wystarczy zmienić jego kolejność w zdaniu lub formę samego słowa i już ma inne znaczenie! Jest różnica między ,,dobrze panu'' a ,,dobrze, panie''. A jeśli do tego dojdzie wielka litera...
Ugh, nie ważne!
Na słowa komplementu nie odpowiedziała nic. Tylko się uśmiechnęła i spuściła lekko wzrok, bo nawet nie wiedziała co mogłaby powiedzieć.
Po prostu drobnymi kroczkami i z radosnym uśmiechem podeszłą bliżej i usiadła obok. Nie całkiem obok, bliżej określenia tej pozycji było ,,naprzeciw'' lecz jakimś cudem nadal było to ,,Obok''.
Ważne jednak że siedziała po turecku, nie opierając się o żadną ścianę, niedaleko. Na tyle niedaleko, że była w stanie wyciągnąć w jego stronę rękę.
- A ja jestem Wiśnia. Miło mi pana poznać - odpowiedziała z uśmiechem i czekała z wyciągniętą ręką, aż Słowik wykona ten specyficzny ruch ręką zwany powitaniem.
Gdy już się przywitali, odłożyła skrzypce, które trzymała w drugiej ręce, obok siebie i poprawiła torebkę.
- Nie widziałam tu pana wcześniej. Jest pan tu od niedawna czy po prostu jeszcze wszystkich nie spotkałam? - zapytała niepewnie, jednocześnie bojąc się, czy jej pytanie nie będzie zbyt wścibskie. Z drugiej jednak strony chciała zapytać się dlaczego nosi maskę, ale to dopiero byłoby wścibskie!



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Gość on Nie Sty 31, 2016 3:20 pm
A ta dalej swoje! Geez, nie po to człowiek się przedstawia by dalej mówiono do niego per pan. Ale w sumie zabawne. Skoro chce, to on może spokojnie kontynuować swoją grę i w dalszym ciągu mówić do niej per panienko. Panienko Wisienko. Tak. Oto plan człowieka sukcesu! Hahaha, nie.
Dalej mu stały włosy na karku przez jej obecność. Pióra oklapły i całe szczęście, bo to niewygodne były siedzieć opartym i czuć jak coś chce się wyprostować, a nie może. I to zdecydowanie nie była też reakcja na jej urodę, ani nic w tym stylu. To było... Coś czającego się na skraju umysłu. Coś co chciało przybyć, ale było za grubą ścianą. A jako broń przeciw tak twardemu przeciwnikowi wręczono mu łyżeczkę. Zanim się dokopie do faktu może minąć bardzo, bardzo długo... Lub przypadkiem trafi na słaby punkt. Pytanie brzmi: czy on na pewno chce na ten punkt trafić?
Wisienka usiadła naprzeciw ale obok. Ah, magia niewielkich pomieszczeń. Czasami wygodne, no chyba, że akurat ktoś chce cie zabić. Na morderstwa się nie zapowiadało, w sumie na nic się nie zapowiadało, a jakimś sposobem miał ochotę się odsunąć. Trochę. Odrobinkę.
Chuja z waflem, siedź normalnie, nic się do kurwy nędzy nie dzieje.
Jeszcze.
Haha.
Powinien odwiedzić dzisiaj medyka.
- Raczej spędzam większość czasu u medyka. No, i jednak jestem bardziej postacią z tła niż z pierwszego planu, więc nic dziwnego, że mnie nie widziałaś. Za to dziwne jest, że ja ciebie nie widziałem. Raczej powinnaś się z tłumu wyróżniać, z tak niebanalną urodą. - Ah, komplementy, komplementy. Zawsze i wszędzie, pchają się na język bez jego chęci czy udziału. Na szczęście powiedział to wszystko lekko, z naturalnością jaką zawsze i wszędzie się odznaczał. Podejrzewał, że to lata praktyki i czuł, że się nie myli. No bo ej, sypie tymi komplementami tak bardzo i często i wszędzie i zawsze, że w sumie wypadałoby zacząć je bardziej kontrolować niźli ćwiczyć naturalność.
Przekrzywił nieco głowę czekając na jej odpowiedź. Tłuste kosmyki opadły mu na twarz, kolejne piórko wychyliło się spomiędzy włosów. Efekt ten nadał mu jeszcze bardziej ptasiego wyglądu i wręcz pozbawiał złudzeń - miała do czynienia z specyficznym rodzajem ptaka zamkniętego w ludzkiej skórze.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Balkony    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 2 1, 2  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry