Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

Pisanie on 07.01.20 22:50  •  Zatopiona osada Empty Zatopiona osada
ZATOPIONA OSADA


Drewniane chaty, kryte przez desperackich konstruktorów kawałkami blachy, ambony, pomosty i ścieżki prowadzące ponad bagnami. Wszystko to skąpane w posępnej atmosferze gęstej mgły, która utrzymuje się ponad wodą przez większość dnia. Poruszanie się po zatopionej osadzie jest niebezpieczne, jeżeli nie potrafi się pływać, ale nawet z olimpijskim złotem w tej konkurencji łatwo zaczepić o wystające gałęzie, utknąć w mule albo uderzyć o kamieniste dno, bez szansy na bezpieczne dostanie się do brzegu.

Jeszcze kilka lat temu wioska ta służyła mieszkańcom Desperacji, którzy obudzili się pewnego dnia dostrzegając, że intensywne fale zalewają brzeg, a wdzierająca się na ląd woda pochłania dorobek ich życia. Ratując się musieli opuścić okolicę i chociaż wielokrotnie próbowali odebrać naturze swoją osadę, ich starania zawiodły. Wraz z cofającym się oceanem do suchego lasu, gdzie postawiono wszystkie domy, wpłynęły znajdujące się dotychczas gdzieś na dnie zbiornika wodnego, mające setki lat beczki z kwasem siarkowym, które uderzając o ląd rozpadły się zatruwając intensywnie całą okolicę. Zwierzęta w najbliższej okolicy padły, woda w strumieniach stała się toksyczna i jeszcze przez wiele tygodni wokół wioski unosiły się ciała martwych ryb i ptactwa, które próbowało konsumować darmową padlinę. Chociaż minęło parę lat i nie ma już bezpośredniego zagrożenia kwasem, który rozpuścił się i w większości ulotnił, ziemia nadal jest zakwaszona, nie rośnie tu żadna roślinność i nie jest w stanie długo przetrwać żadne stworzenie.


                                         
VIRUS
VIRUS
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.07.20 0:16  •  Zatopiona osada Empty Re: Zatopiona osada
Rytmiczny szum wypełnia jego uszy jak zapomniana kołysanka, zdając się spowalniać wszystko wokół. A może po prostu nie ma czego spowalniać. Jedynym żywym elementem otoczenia wydają się być odrapane szkielety chałupin, których drewniane kości jęczą nieznośnie pod najmniejszym podmuchem wiatrów, jakby w ostatnim agonalnym proteście. Liczna armia oblepionych mułem pali chwiejnie podtrzymuje całą konstrukcję na reumatycznych nogach, dzielnie trwając w bezruchu pośród poległych towarzyszy, zagryzione próchnicą, albo, stokroć bardziej niebezpiecznym - zębem czasu. Z łączących nadmorskie werandy pomostów ostała się nierównomierna szachownica palet, z których tylko część wspierana jakąkolwiek konstrukcją. Mgła sunie wśród wyszczerbionych kanionów uliczek niczym stęchły oddech chorego, łaskocząc skórę mężczyzny zimnym, wilgotnym jęzorem. Z każdym głębszym oddechem wydaje się wysysać kolor z otoczenia, malując go w bogatej gamie zielonkawej szarości. Żadnego szelestu liści, krzyku ptactwa, cykania owadów. Przed piskiem martwej ciszy ratuje go jedynie szum fal i skrzypienie desek. Krok staje się leniwy i ociężały, grzęznąc w błotnistym piasku i płytkich kałużach. Brak robactwa wydaje mu się najbardziej osobliwy. Nic nie ucieka przed podeszwą jego buta, nic nie płoszy się, kiedy jego obuwie mąci wodę. W ziemi nie widać żadnych otworów, w drewnie nie sposób dopatrzeć się dziur po kornikach. Jego instynkt nieustannie łaskocze mu włoski na karku, na granicy ospałości i rozbrykania. Coś w opustoszałej wiosce go jednocześnie usypia i stawia na baczność, jak każde cmentarzysko. Gniewa się na każde poruszenie w krzywych odłamkach szyb, mimo iż zawsze rozpoznaje w nim echo swoich gestów. Niepokoi go każdy chrzęst i stuknięcie, mimo, iż są to jego własne kroki. Nasłuchuje jednostajnego szeptu, mimo iż jest to jego własny oddech. Wykałaczka zgrzyta pod jego zębami, nawołując do swoich namokłych, nabrzmiałych solą koleżanek. Czasami nawet podeszwa zawyje jak ranny pies, kiedy śliskie drewno na moment pozbawia Łapę równowagi.
Zobaczywszy na własne oczy skalę zniszczeń, jego zapał maleje minuta za minutą. Lista potencjalnie przydatnych materiałów, które oparłyby się egzekucji zasolonej wilgoci, była irytująco krótka. Wszelkie drewno, materiał, metal skazane było na powolne, bolesne gnicie. Nawet on, po zaledwie kilku minutach, czuje się lepki, oślizgły, zdrętwiały. Nic dziwnego, że nawet sępy nie zagrzały tu miejsca. Nawet najgorsze szumowiny nie mogły czuć się bezpiecznie pośród ścian chwiejących się jak domki z kart.
Kiedy robi się odrobinę bardziej sucho, przyspiesza kroku, zaglądając do tych konstrukcji, w których jeszcze ostały się dachy. Przeszukuje każde zwłoki szafek, połamane żebra półek, pęknięte czaszki skrzyń oraz dziurawych beczek. Nic tylko grzyb, rdza i drobne kryształki soli. Nawet na języku czuje metaliczny posmak, przezwyciężając nieustanną pokusę, aby odchrząknąć i oczyścić gardło.
Musi tu coś być. Coś. Cokolwiek przydatnego. Ostatecznie może zgarnie sól jako przyprawę. Dla niego nie ma większego znaczenia, ale wie, że dla wielu będzie cenna. Tak... Tak chyba zrobi.


Zatopiona osada WFM0tU5
WHERE WILL YOU TAKE ME?

Zatopiona osada 20A5OLO
#414e48

                                         
Shinji
Pitbull     Poziom E
Shinji
Pitbull     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hirayama Shinji, Łapa


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.07.20 14:37  •  Zatopiona osada Empty Re: Zatopiona osada
Miała doskonały humor. Dzień wolny od pracy, pogoda nie na tyle paskudna, by nie chciało jej się ruszać z hotelowego pokoju i nikt jej niczym nie zawracał głowy. Idealne warunki na to, by urządzić sobie dłuższy spacer i poznać trochę większy kawałek świata. Choć do przeżycia na ogół wystarczało pozostawanie w Apogeum — a czasem trzymanie się go kurczowo wręcz zmniejszało prawdopodobieństwo zgonu — to jednak wraz z przyrostem przeżytych lat pojawiała się chęć ujrzenia czegoś więcej niż tylko własnego podwórka. Chiara co prawda i tak już zwiedziła dość istotny kawałek świata, ale uznała za rozsądne, by dowiedzieć się też nieco więcej o tutejszych okolicach. Nigdy nie wiadomo, kiedy pojawią się nowe okoliczności i trzeba będzie, ot choćby, wiać gdzieś gdzie nikt cię nie zna. Los był przecież nieprzewidywalny! Poza tym, jeśli za niedalekim pagórkiem miały się kryć piękne widoki postapokaliptycznego świata albo nieznane nikomu zagłębie żyźniejszej ziemi, warto było takie rzeczy wiedzieć.
 A przede wszystkim miło będzie rozprostować nogi w spacerze trochę dalszym niż wokół sali kasyna.
 Ruszała przygotowana. Z prowiantem w zarzuconej na ramię torbie i kataną przypiętą do paska spodni była w gruncie rzeczy gotowa na zwiedzanie. Przez sporą część drogi nie natrafiła na nic szczególnie ciekawego ani też nikogo wartego zaczepienia. Później otoczenie stało się coraz mniej znajome, aż wreszcie natrafiła na obszar, który całkiem ją zaintrygował. Stara osada, w którą morze wdarło się niegdyś bez litości i pozostawiło w ruinie wyglądała mało zachęcająco w kwestii dłuższego pobytu, jednak miała też w sobie coś hipnotyzującego. Znalazłszy w miarę solidny ganek jednego z domków, usiadła na krawędzi drewnianego podłoża. Nogi zwiesiwszy w dół nad szarą ziemią, zjadła w spokoju drugie śniadanie. Niezwykle podobało jej się takie spokojne wpatrywanie w wymarłą osadę. Wyobraźnia pomagała odtworzyć gwar codziennych zajęć, ludzi przekrzykujących do siebie z sąsiednich domków czy nieliczne dzieci przebiegające środkiem prymitywnego osiedla.
 Ale nie wszystko z tego było tylko wytworem wyobraźni. Jedno z czarnych uszu drgnęło, wyłapując z powietrza odgłos niespiesznych kroków. Gdzieś nieopodal skrzypnęły deski, tylko potwierdzając wcześniejsze podejrzenie Adrichówny. Nie była sama. Pytanie tylko, czy źródłem owych dźwięków była jakaś niebezpieczna dzika bestia, przypadkowe działanie wiatru... może potencjalna ofiara? Pospiesznie zebrała swoje rzeczy z powrotem do torby i z dłonią na rękojeści miecza zaczęła powoli przesuwać się w stronę nieznajomego zjawiska.
 W końcu zlokalizowała cel swojej obserwacji w jednym z rozpadających się domków. Stojąc na zewnętrznym tarasie mogła zajrzeć do środka przez otwór po niegdysiejszym oknie, nieznajomy tymczasem chyba przeszukiwał jakąś szafkę. Nie wyglądał jakby miał mieć agresywne zamiary, pewnie mogła oddalić się w spokoju i nie próbowałby jej gonić ani nic w tym stylu.
Weź go przestrasz, podpowiedziały w tym momencie myśli. Zobaczysz, fajnie będzie.
 — A kuku! — zawołała bez dalszych rozważań, zaglądając do wnętrza przez okienną ramę. Wciąż trzymała broń w pogotowiu, ale też wyszczerzyła się wesoło i pomachała do nieznajomego.
 Instynkt samozachowawczy? A co to takiego?


Zatopiona osada W99w8gN
                                         
Azeria
Opętana
Azeria
Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.07.20 15:31  •  Zatopiona osada Empty Re: Zatopiona osada
Po dłuższej chwili zmienia podejście o sto osiemdziesiąt stopni, zaniechując przeszukiwania zamkniętych, potencjalnie szczelnych pojemników na rzecz szczególnie wystawionych na działanie pogody elementów otoczenia, wypatrując grubszych osadów soli. Próbuje łowić okiem delikatne refleksy światła maleńkich kryształków, starając się nie pomylić ich z kupkami rozbitego, zmielonego na młóto szkła. Szczęście obdarza go największym uśmiechem na zrujnowanym molo, wśród zwojów rybackich sieci, tak zesztywniałych od skrzącego się pyłu, że upodobniły się wręcz do jakiegoś osobliwego drucianego ogrodzenia. Shinji wyjmuje z plecaka kawałek szmaty, zawijając ją na kształt prowizorycznej sakiewki, po czym troskliwie ściera palcami każdy rząd powykręcanych sznurków, powolutku wypełniając materiał słonym proszkiem.
Ciekawe, kto pierwszy na to wpadł. Może zupełnie przypadkiem? Ot, kawałek mięsa wysuwa się spomiędzy palców na zmineralizowaną skałę, zostaje podniesiony i wrzucony do ognia. A może faktycznie jakaś kreatywna dusza musnęła językiem własne opuszki, wilgotne od morskiej wody, i zobaczyła w tej dziwacznej smakowej sensacji jakiś potencjał. Ciekaw jest, jak oczywiste były czynności robione po raz pierwszy. Jak wyjątkowym, inno-myślącym trzeba było być. Czy przed solą używano innych przypraw? Czy zioła były pierwsze? Albo czy w ogóle można mówić o czynnościach pierwszych, kiedy tak wiele rzeczy działo się symultanicznie? Kto to określa?
Nie czytał w swoim życiu wiele książek. W szczególności tych papierowych. Większość opowieści słyszał od ojca i ludzi, którzy opuścili mury miast. Zawsze poddawał w wątpliwość, że świat mógł być kiedyś... taki wielki. Czasem poddaje w wątpliwość istnienie innych lądów, poza wyspami.
Pogrążony w myślach, wypełnia sakiewkę niemal do połowy, a potem kroczy dalej, przeszukując jeszcze kilka stabilniejszych konstrukcji. Raz nawet jego nadzieje rozpalają się żywszym płomieniem, kiedy znajduje lepiej zachowane meble  z zamkniętymi szczelnie skrzydłami, w dalszym ciągu na wszystkich zawiasach. Wyciąga nóż, podważając drzwi szafy, ale szybko okazuje się, że zawiasy są kompletnie zardzewiałe i pękają zaraz, prawie równo z drewnem, odsłaniając kolekcję kompletnie wyżartych przez rdzę narzędzi. Wydaje z siebie cichy pomruk rezygnacji i podnosi się, chcąc profilaktycznie zerknąć na stojący nieopodal kabinet, kiedy jego ucho łowi nowy szmer.
...Tym razem to nie wiatr. W pełnym skupieniu zaczyna nasłuchiwać, sunąc rękoma wzdłuż--
- "A kuku!"
Prostuje się jak sprężyna, jednym szybkim ruchem wyskakując z łuku. W jednej ręce już trzyma strzałę, a druga unosi broń. Łuk napina się, a grot wskazuje oskarżająco na wybite okno, niemalże głaszcząc nieznajomą po bujnej czuprynie i futrzastych uszach. Shinji mruży oczy na dziwaczne pozdrowienie. ...Kolejny czubek?
Nie spuszcza z kobiety podejrzliwego spojrzenia, taksując każdy jej skrawek widoczny zza ramy okiennej. Lisowata. Od razu przywodzi mu na myśl Marshalla. Twarz wygląda na zadbaną, nienaturalnie zadbaną. Na pewno nie jest stąd.
Stara się wyglądać groźnie, ale nie agresywnie, jego twarz wyraża niewiele ponad czujność i generalną nieufność. Ostrożnie wciąga nozdrzami powietrze, próbując wyłowić jej zapach. Przygląda jej się badawczo, wyczekująco, jakby oczekiwał usprawiedliwienia dla jej obecności w wiosce.


Zatopiona osada WFM0tU5
WHERE WILL YOU TAKE ME?

Zatopiona osada 20A5OLO
#414e48

                                         
Shinji
Pitbull     Poziom E
Shinji
Pitbull     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hirayama Shinji, Łapa


Powrót do góry Go down

Pisanie on 23.07.20 15:41  •  Zatopiona osada Empty Re: Zatopiona osada
 O mało nie podskoczyła, kiedy nieznajomy tak gwałtownie zareagował na jej powitanie. W gruncie rzeczy powinna była się tego spodziewać — i na dobrą sprawę faktycznie zakładała, że spotka się raczej z ostrożnością, może wręcz agresją. To jednak nie mogło zrazić Adrichówny, która jak gdyby nigdy nic nadal wpatrywała się w mężczyznę z rozbrajającym uśmiechem.
 Pozytywne zaskoczenie było takie, że strzała nie śmignęła natychmiast w kierunku wymordowanej, tylko nadal spoczywała na cięciwie. Chociaż wycelowana prosto w dziewczynę, na razie miała tylko trzymać ją na dystans, nie zlikwidować na miejscu. Pozostała więc zrelaksowana, z właściwą sobie nonszalancją na wpół oparta, na wpół przechylona przez starą okienna ramę. Zerknęła z zaciekawieniem na wnętrze pomieszczenia, jakby niewiele sobie robiąc z tego, iż nieznajomy nie spuszcza jej z oczu. W końcu mógł tylko czekać na moment jej nieuwagi, by wypuścić strzałę i raz a dobrze pozbyć się niechcianego towarzystwa.
 Aczkolwiek byłoby szkoda.
 — Wybacz, wybacz, nie powinnam była tak znienacka — odezwała się w końcu, przyjmując nieco skruszony ton. Bardziej jednak była rozbawiona całą sytuacją niżby faktycznie żałowała oderwania kogoś od poszukiwań. A, właśnie...
 — Może mogę jakoś pomóc? — Nie bardzo wiedziała w czym ani jak, podejrzewała za to, że bezpośrednie co tutaj robisz? mogłoby zostać odebrane jako zbyt nachalne wścibstwo. Tymczasem Azerię niezwykle ciekawiło, czy nieznajomy rozglądał się za czymś konkretnym czy też tylko wybrał się na poszukiwania czegokolwiek przydatnego. Obie opcje były mniej-więcej równo prawdopodobne.


Zatopiona osada W99w8gN
                                         
Azeria
Opętana
Azeria
Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.07.20 16:12  •  Zatopiona osada Empty Re: Zatopiona osada
Ostrożnie przenosi ciężar ciała, znajdując odrobinę stabilniejszą pozycję. Cała prezencja stojącej przed nim kobiety niepokoi go. Czysta, zadbana, pozbawiona strachu, ciekawska. Albo głupia, albo niebezpieczna. Sam stanowi w porównaniu dość wyrazistą kontrę w tych swoich obdartych ciuchach, zaniedbanym zaroście i rozczochranej czuprynie. I to on wygląda normalnie. Wtapia się w otoczenie. Ta tutaj... zbyt ułożona. To go zbija z pantałyku. Trochę drażni. Odrobinę ciekawi. Nigdy jednak nie zaufał uśmiechowi, przynajmniej nie przy pierwszym spotkaniu. Czy też dziesiątym. Twarz to taka sama broń jak każda inna, abstrahując nawet od zębów. Ile razy widział, jak prowadził kogoś na zgubę. Choć musi przyznać, coraz rzadszy to widok. Zwykle ma do czynienia z dużo bardziej prymitywnymi zachowaniami, przynajmniej na zewnątrz. Poza domem. W środku spodziewać się można jednocześnie wszystkiego i zupełnie niczego, zupełnie nowe melodie przeplatają się ze śpiewkami starymi jak świat. Wszyscy tacy sami i wciąż inni. Dlatego wciąż tam jest. Wspólnie się zmienia. Czy on się zmienia? Pytanie. Chyba tak? Chyba nie? Oba? Dziwna to maszyna, człowiek. Już nie człowiek. Nadal człowiek.
Niespiesznie wodzi wzrokiem po spojrzeniu złocistych oczu, czuły na najmniejszą zmarszczkę, najcichszą fałszywą nutę w ich wyrazie. Jednocześnie nadstawia uszu, bacząc, czy kobieta nie jest aby częścią większej zasadzki, która mogłaby w trakcie jego nieuwagi otoczyć budynek, pozostawiając go w sytuacji bez wyjścia. Póki co jednak nic nie dociera do jego uszu, jedynie to samo jednostajne wycie wiatru i szum fal. Mimo wszystko jednak przesuwa się powoli wzdłuż ściany w kierunku kolejnego wybitego okna, dając sobie większe pole do manewru i potencjalną trasę ucieczki, gdyby był do niej zmuszony. Kątem oka wygląda na zewnątrz, ale i tam nie było nikogo.
Uspokojony, wraca spojrzeniem do nieznajomej, ani na moment nie spuszczając broni.
- Nie - odpowiada oschle na propozycję. Równie podejrzaną, co zachowanie lisowatej.
- Twoje wtargnięcie było bardzo nierozsądne. Ktoś inny mógłby wystrzelić bez ostrzeżenia.
Gdyby była człowiekiem, byłaby martwa na miejscu. Gdyby była przeciętnym wymordowanym, byłaby martwa na miejscu. Być może nie jest. Być może ma na sobie jakąś barierę, twardą skórę, być może potrafi nawet odbić strzałę. Nadal potwornie ryzykowne. Ponadprzeciętnie tutaj. Nie wie czy bardziej ma nadzieję na naiwność nieznajomej, czy na jej zaradność. To chyba zależy od jej zamiarów. Mimo wszystko nie chciałby jej skrzywdzić. Choć nawet bardziej nie chciałby być zabitym.


Zatopiona osada WFM0tU5
WHERE WILL YOU TAKE ME?

Zatopiona osada 20A5OLO
#414e48

                                         
Shinji
Pitbull     Poziom E
Shinji
Pitbull     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hirayama Shinji, Łapa


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.07.20 20:01  •  Zatopiona osada Empty Re: Zatopiona osada
 — Nie.
 Wzruszyła beztrosko ramionami, nadal z nonszalanckim uśmiechem jak najszczerzej wypisanym na twarzy. Brak entuzjazmu u nieznajomego bynajmniej jej nie zrażał; w końcu gdyby naprawdę chciał jej zrobić krzywdę, prawdopodobnie już dawno by się za to zabrał. Wystarczyło tylko wypuścić strzałę. Wymordowana prawdopodobnie nie miała zbyt wielkich szans jej uniknąć, chyba że faktycznie dopisałoby jej dzikie szczęście. Co prawda od początku miała gdzieś z tyłu głowy myśl i możliwości nagłego ataku, jednak broń dalekiego zasięgu trochę zmniejszała jej szanse na uniknięcie przykrych konsekwencji. Co innego, gdyby zaskoczony jegomość rzucił się na nią z pięściami czy nożem. Pistolet też byłby kłopotliwy, aczkolwiek z tymi rozsądni ludzie zachowywali większą ostrożność — odgłos wystrzału sygnalizowała obecność człowieka z dalekich odległości, trzeba więc było mieć bardzo dobry powód do marnowania kul.
 — Ale ty nie wystrzeliłeś. Dlaczego? — zapytała, zupełnie jakby nie mówili o śmiercionośnej strzale tylko o kupnie mleka w supermarkecie. No taka dobra promocja była i nie wziąłeś? Ciekawa była, czy nieznajomy będzie skory kontynuować rozmowę. Czarny ogon zamachał za postacią dziewczyny, nadając jej coraz bardziej figlarnego wyrazu. Domyślała się, że mężczyzna nie będzie jej ufał. Na pewno nie na początku i bynajmniej nie jakoś bardzo, ale może z chwili na chwilę uda się go przekonać, że ze strony wymordowanej nie zagraża mu żadne niebezpieczeństwo. Nawet już zdjęła dłoń z rękojeści katany, obie ręce przewieszając teraz przez okienną ramę. Mógł zobaczyć wyraźnie jak bardzo dziewczyna nie próbuje żadnych podejrzanych sztuczek.
 Choć oczywiście na dzikiej Desperacji, gdzie każdy może mieć dodatkowe kończyny albo trzymetrowy ogon, żadnej opcji nie można wykluczyć.


Zatopiona osada W99w8gN
                                         
Azeria
Opętana
Azeria
Opętana
 
 
 

GODNOŚĆ :
Chiara Orietta Adrich


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach