Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

Pisanie on 27.03.18 17:06  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty A taste of your own medicine [G & Yū]
A taste of your own medicine [G & Yū] 0NMhzmD

UCZESTNICY: Yū & G + NPC pacjentów i guess.
CEL: Umiejętność - medycyna
KAT. & WYMAGANIA: C, 16-20 postów pobocznych + 6-8 na fabule
CZAS: Od około trzech lat wstecz do dat obecnych.
MIEJSCE: Podziemny szpital i okolice.
DODATKOWE: Yū na ten moment posiada podstawowe umiejętności w tej dziedzinie, dlatego polegać to będzie bardziej na doszlifowywaniu obecnych umiejętności, by dało się je określić 'medycyną'. Przede wszystkim dlatego czas nie jest aż taki długi, jak byłby gdyby chodziło o naukę od podstaw.

_____

Wieża z kartonów piętrzyła się na środku obszernej sali. Czyste zazwyczaj pomieszczenie teraz było ciasne i zagracone. W powietrzu panował lekki zaduch, kurz unosił się dookoła, a łóżka okryto folią. Utrzymanie czystości pod ziemią nie było najłatwiejszym zadaniem, a szczególnie kiedy chodziło o szpital, porządki należało robić częściej i dokładniej. Rąk do pracy nigdy nie było za wiele.
- Kiedyś częściej nas odwiedzałaś. - czarnowłosy mężczyzna poprawił loki opadające na oczy, ugładził je i związał w malutki czubek z tyłu głowy. Odłożył niesione w ramionach pudełka i złapał się za biodra, żeby wygiąć plecy i dać im trochę odpocząć.
Kolejna czarna czupryna wyłoniła się zza rzędów szafek i ułożonego na nim sprzętu. Jednooka odgięła maseczkę zasłaniającą usta i spojrzała za siebie na mężczyznę, którego głos przerwał na moment ciszę.
- Kiedyś częściej miałam wolny czas. - odparła i sięgnęła po miotłę opartą o ścianę. - Ale z tym też trzeba się uporać przed wieczorem. Chciałeś, żeby leczeni wrócili do siebie przed dziewiętnastą?
Spojrzał na zegarek kątem oka. Wskazówki zbliżały się powoli do godziny osiemnastej, a praca zdawała się tkwić w martwym punkcie od rana. Chociaż przy sprzątaniu szpitala pracowało kilkanaście osób, rzeczy porozwalane dookoła sprawiały wrażenie bałaganu.
- Tak byłoby najlepiej. Co prawda nie mamy aktualnie bardzo wymagających przypadków, ale kiedy w grę wchodzi zdrowie nie można ryzykować. - mężczyzna pchnął pod jedno z łóżek niewielką szafkę i przetarł jej wierzch wilgotną szmatką. - Co mi przypomina, że kiedyś chciałaś zostać tu z nami na stałe?
- Historia. - odparła Kami uderzając czubkiem miotły o szafkę nieco zbyt mocno. - Jeżeli mogę wykorzystać swoje umiejętności na polu walki, to jestem zdecydowana pomagać tam, a nie tu. W szpitalu ginie mniej osób.
Wykrzywiła usta w smutnym uśmiechu. Kiedyś faktycznie wiązała swoje plany z tym miejscem, ale nie potrafiła sobie poradzić z naciskiem i wszechobecną śmiercią. Wtedy była nieco inna, zmieniła się, ale nie chciała wracać.
- Poza tym, nie rajcuje mnie już rola twojej pielęgniarki. - Śmieci znikały z podłogi z każdym machnięciem kija. Teraz sprowadzona nagle do roli sprzątaczki jednooka dawała siebie tyle samo, co podczas każdego innego zajęcia. Zdążyła dobitnie przekonać się, jak ważna dla leczenia jest higiena. Poza tym Adam, czyli człowiek z którym teraz rozmawiała był jej przyjacielem, a kiedyś mentorem. Pomógł jej niejako wydostać się z kopuły pod którą żyła wiele lat temu i pokazał nowe możliwości. Lubiła go.
- Domyślam się. Ale powszechna wiedza jest przydatna, nawet tam, gdzie ty działasz. Myślę, że z twoimi doświadczeniami wystarczyłaby odrobina praktyki. - wzruszył ramionami. - Ktoś z pracowników mógłby Cię podszkolić. Sam mógłbym, ale wiesz ile jest pracy przy zarządzaniu.
- Jasne. - kiwnęła głową, ale nie wiedziała ja zareagować na taką propozycję. Nie była głupia, chociaż sama miała problemy z wyszukiwaniem czasu.
- Vettori, a twoja latorośl? - czarnowłosy wyprostował się i oparł łokieć o wnękę w kredensie.
Przez moment trwała cisza, a potem gdzieś zza pudeł wyłonił się jeszcze jeden z pracujących w ciszy. Jasne oczy zza okularów wyrażały nienawiść do osoby Adama, która śmiała się przy nim wspomnieć coś o życiu prywatnym strzelca.
- Są dorośli, nich sami sobie załatwiają takie rzeczy. - odburknął i wrócił za pudła.
- Ktoś tu jest nie w humorze. - zagwizdał Adam i wyszczerzył białe zęby. - Myślę, że jak go poprosisz, to Ci nie odmówi. Mam na myśli... zawsze możesz wydać rozkaz, prawda Kami?
- Może po prostu zapytam. - westchnęła.

Takim jednak sposobem, kilka dni po zakończeniu prac w szpitalu Kami znalazła chwilę by pomyśleć poważnie nad tą propozycją. Ceniła swoje umiejętności, chociaż wiedziała jednocześnie, że są ubogie. Pole walki nie było szpitalem i nigdy nie da się tam w równie skuteczny sposób pomagać, ale bywały momenty, kiedy brakowało jej, mogłoby się wydawać, podstawowej wiedzy. Z tym pomysłem kręciła się kilka długich dni, ale w końcu zwróciła się z prośbą do Vettoriego o kontakt z jego, jak to nazwał Adam, latoroślą.



A taste of your own medicine [G & Yū] GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.03.18 21:01  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
Jako student medycyny miał całkiem sporo roboty. Kaito ciągle siedział w książkach, starając się otrzymywać najlepsze stopnie. Wiedza to potęga. A i tak jego ojciec zawsze znajdował jakieś ale, coś co mogłoby mu wychodzić lepiej. Nie chwalił go za nic, a jedynie wymagał. Chłopak nie darzył go zbytnią sympatią. Ciężko jest tu mówić o jakiejkolwiek miłości rodzicielskiej, zwłaszcza, że matki nigdy nie poznał albo też nie pamiętał. Vettori na jakiś swój dziwaczny sposób się starał, ale jak zawsze G widział to kompletnie inaczej. Dlatego też trzymał się na uboczu i z nikim zbytnio nie zadawał. Małomówny mruk otrzymał jednak naprawdę trudne zadanie.
Pewnego wieczora odwiedził go ojciec, który poinformował syna o tym, że następnego dnia z samego rana ma się stawić w podziemnym szpitalu. Dopiero później raczył dodać, że ma zająć ''edukacją'' z zakresu medycyny pewnej kobiety. Yu, przywódczyni łowców nie była mu obca. Kaito wydawał się ją kojarzyć jak był jeszcze dzieckiem, ale były to mgliste wspomnienia. Z czasem jej odwiedziny stawały się coraz rzadsze, aż pewnego dnia już się nie pojawiła. W końcu miała dużo na głowie, a jej czas był zbyt cenny. Dzieciak wyrósł, prawdopodobnie mogła go nawet nie poznać. Dwukolorowe oczęta nie wyrażały jednak radości, wszakże Vettori ostrzegł go, że ma wypaść dobrze. A co jeśli zrobi błąd? Przecież nie miał tak rozległej wiedzy, jego ojciec mógł polecić kogoś innego. Chłopak stresował się i pół nocy nie spał, siedząc w książkach. Miał ją nauczyć.. ale czego? Vetorri nie raczył mu niczego wyjaśnić. Każdy inaczej przyjmował wiedzę, ale jak ma ją przekazać tak ważnej osobie? Medycyna, niby coś prostego.. a jednak był to naprawdę rozległy temat. Chłopak będzie musiał wypytać co dokładnie ją interesuje, przecież nie zamierzał robić jej nie wiadomo jakich wykładów. Niemożliwe też było przekazanie wszystkiego co ważne w ciągu kilku dni. Nauka z pewnością potrwa, ale wszystko zależało też od tego co przywódczyni potrafiła zrobić.
Jego ojciec trzymał go w ukryciu przez długi czas. O łowcach dowiedział się więcej od pewnych znajomych niźli od niego samego. W końcu nie chciał aby syn poszedł w jego ślady, obawiał się, że chłopak nie da sobie rady. Kaito nie odznaczał się jakąś szczególną zręcznością czy siłą. Przypominał gołębia, który chce dorównać orłowi.
Kiedy nastał ten ważny poranek, szarowłosy nie wyglądał zbyt dobrze. Podkrążone oczy wskazywało na to, że naprawdę niewiele spał. Ręce odrobinę mu drżały, ale prawdopodobnie ze stresu. Ubrał białą koszulę i czarne spodnie, chciał wyglądać elegancko. W końcu to on miał być nauczycielem, aż ciężko w to uwierzyć.
Zjawił się dużo przed wyznaczonym czasem. Nie pojawił się w podziemnym szpitalu, a jednak czekał na zewnątrz. Nie był łowcą, a jedynie latoroślą jednego z nich. Czy coś w ogóle znaczył?
Spojrzał do swojej torby, w której trzymał kilka książek. A tak na wszelki wypadek, ale wątpił iż będzie jej coś z nich tłumaczył. Raczej przejdą do praktyki, przywódczyni jakieś podstawy znać musiała. Ale jak będzie wyglądała cała nauka? Szczerze to nie miał pojęcia, ale potrafił szybko wymyślać rozwiązanie, niemalże jak Vettori. Zawsze jednak będzie się znajdował w jego cieniu i nie zapowiadało się też na to, aby miał kiedykolwiek z niego wyjść.
Wypatrywał jej, mając nadzieję, że przez przypadek nie napotka się na własnego ojca. Mężczyzna na pewno będzie chciał wiedzieć jak syn sobie poradzi i czy nie zrobi z siebie idioty. Zapowiadał się naprawdę ciężki dzień i student już nie wiedział co było gorsze. Czuł narastające zdenerwowanie i nieprzyjemny ból w okolicach kręgosłupa. Miał ochotę uciec do swojej nory i się w niej zamknąć. Na dobre.
Z jednej strony była to wielka szansa, a z drugiej test. Nie wiedział jakie przywódczyni mogła mieć o nim zdanie, ale musiało ono być dobre. Jeśli coś się nie uda, Vettori szybko da o tym znać, a tego Kaito wolał uniknąć. Uniósł oczy, a potem wbił je ziemię. Miał ochotę stąd odejść, aby uniknąć tego cyrku. Dlaczego akurat on? Było mnóstwo, lepszych od niego ludzi. Ojciec za pewne też nie za bardzo się cieszył z tego, że jego syn zajmie się nauczaniem Yu. W końcu tak bardzo chciał uniknąć jego powiązania z łowcami, ale jak widać nie za bardzo mu to wyjdzie. Student chciał do nich dołączyć, chociażby z czystej złośliwości jaką chciał wyrządzić ojcu.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.03.18 18:36  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
Wielu ludzi miało na jej temat bardzo mylne wyobrażenia, w końcu jak to, przywódca miałby być średnią wzrostem kobietą o wyglądzie dwudziestolatki? Fałszywe pogłoski wypuszczane na wiatr były krzywdzące dla obu stron. Dla niej, bo nie prezentowała się z taką potęgą jaką się od niej wymagało i dla strony drugiej, która nie potrafiła przetrawić prawdy, zrozumieć, że siła nie wynika z czysto fizycznych aspektów. Kami była liderem, ale także człowiekiem, albo zwykłym łowcą, mówiąc dokładniej.
Jeżeli ktoś myśli, że osiągnął perfekcję i nigdy więcej nie musi się niczego uczyć, z góry jest przegranym. Każdy zdobywa wiedzę i doświadczenie przez cały swój żywot, a im więcej danych pochłonie, im bardziej rozszerzy swoje horyzonty tym bliżej będzie ideałom, ale ich samych nigdy nie osiągnie. I chociaż jednookiej brakowało bardzo wiele, by nawet skrawkiem ciała otrzeć się o wzór, robiła wszystko co w swojej mocy, by jako osoba dawać dobry przykład innym. Nie liczyło się to, że dużo starsza i wyżej postawiona osoba miała pobierać nauki u... no właśnie, dzieciaka, który swoją styczność z łowcami miał prawie zerową?
Do dzisiaj nie rozumiała postępowania Vettori'ego. W sekrecie podejrzewała, że mężczyzna nie może się po prostu pogodzić ze spłodzeniem potomka, zawsze starał się wyglądać czysto. Jakby nic nigdy nie było w stanie go ruszyć, poświęcony swoim obowiązkom udawał, że nie ma syna, trzymał go z dala od betonowej pułapki. Mógł go też po prostu chronić przed losem, którego objawy widział codziennie. Łowcy nie mieli łatwego życia.
- Niech zgadnę, Kaito? - jej głos dobył się z pewnej odległości. Przyszła bocznym tunelem, jednym z tych, który wił się jak wąż, zakręcał często i był oświetlony tylko połowicznie. Kiedy więc wyłoniła się zza rogu, przed jej oczami od razu stanęło wejście do szpitala i chłopak. W ciszy oceniła jego wiek na bliski swojemu, wizualnemu oczywiście. - Więc Vettori'emu udało się Cię przekonać. Mam nadzieję, że nie był zbyt szorstki.
- Oho, więc pan okularnik nie zjawi się dzisiaj w szpitalu? - obok jednookiej szedł jeszcze jeden człowiek, mężczyzna z pofalowanymi włosami zaczesanymi do tyłu. Mimo to, kilka kosmyków opadało na jego uśmiechniętą twarz. Adam, zarządca szpitala. Nie mogło go tutaj zabraknąć, skoro chodziło o jego ukochaną dziedzinę.
- Zdaje się, że nie. - odparła jeszcze raz kobieta, a potem zatrzymała się przed studentem. Wyciągnęła rękę w jego stronę. - Yū Kami. Doszły mnie słuchy, że mógłbyś mnie podszkolić w dziedzinach medycznych. Jakieś przygotowanie już mam, ale nie miałam takiej okazji jak ty, żeby studiować.
Uśmiechała się oszczędnie, ale nie było wokół niej tej aury niedostępności, o którą ktoś mógłby oskarżać jej osobę. Zachowywała się raczej swobodnie, chociaż spokój obecny w jej ruchach był oznaką ostrożności.
- Adam powiedział, że możemy skorzystać z jego prywatnych zbiorów i gabinetu. Póki nie ma nic do roboty, myślę że to najlepsze miejsce do pracy. Myślę, że nie ma po co tracić czasu. - kiwnęła głowę i skierowała się ku drzwiom szpitalnej sali i do kolejnych, ukrytych wewnątrz, prowadzących ku niewielkiemu pomieszczeniu zarządcy.



A taste of your own medicine [G & Yū] GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.03.18 23:34  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
To prawda. Wyglądała tak nienaturalnie młodo, że wielu z pewnością było zaskoczonych. Przywódca kojarzy się z kimś majestatycznym, silnym.. oczywiście nie chodzi o to, że Yu taka nie była. Po prostu po pierwsze, była kobietą. Po drugie, wyglądała zbyt młodo, a po trzecie.. można tak wymieniać i wymieniać. Ale prawda była inna. Świetnie dawała sobie radę, była doskonałym liderem o wielu zaletach. Cechowała się rozsądkiem, dzięki niej Łowcy naprawdę mogli osiągnąć jeszcze więcej. To normalne, że Kaito stresował się przed spotkaniem z nią.
I tutaj przyszły medyk mógłby się z nią zgodzić. Wiedział, że Vettori nie był z niego dumny. Był hańbą na jego jakże poukładanym wizerunku. Dlaczego więc w takim razie gdzieś go nie zostawił? Albo chociażby oddał matce? W sumie dobre pytanie. Co z nią? Czemu nigdy nie usłyszał o niej chociażby słowa? Tak wiele pytań, żadnych odpowiedzi. A mówi się, że na wszystko przyjdzie czas.. więc i może wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane?
Z drugiej chronił go, starał sie odciągnąć od zbyt trudnego życia. Ale dzieciak tak tego nie widział. Między nimi brakowało normalnej rozmowy jak powinna być między ojcem, a synem.
Odwrócił głowę w stronę przybyłej kobiety i uśmiechnął się delikatnie, ledwo zauważalnie. Pamiętała jego imię?
- Witam.  - Trochę zbyt oficjalnie? Zestresował się. Nawet nie drgnął, tylko uważnie ją obserwował. Nic się nie zmieniła, dlaczego jednak czuł jakiś dziwny niepokój? Przechylił głowę w jej stronę i postąpił krok do przodu, uściskając jej dłoń. Nie zbyt mocno ani za lekko.
- Nie musiał mnie przekonywać. - Mrugnął wesoło, starając się nieco rozluźnić atmosferę. W końcu taka osoba jak on, nikt, widział się z najważniejszą osobistością wśród łowców. Zerknął na mężczyznę, który się pojawił i wyciągnął do niego dłoń, również w celu przywitania się. Oh, czyżby było mu przykro z powodu braku obecności Vettoriego?
- Prawdopodobnie. - Mruknął, nieco spuszczając głowę. Czuł się obserwowany. Obydwoje z pewnością byli ciekawi tajemniczej latorośli tak ułożonego i szorstkiego człowieka. Czy byli podobni? Kaito również nosił okulary, lecz jego włosy były szare, a oczy dwukolorowe. Czyżby po matce? Ale postura niemal taka sama.
Podciągnął rękawy koszuli.
- Miło mi Cię poznać i jestem zaszczycony, że akurat to mnie wybrano. - Znowu był zbyt oficjalny, ale wciąż nie potrafił się pozbyć swojego zdenerwowania. Dopiero ożywił się na wzmiankę o medycynie, chyba nawet nieco go to rozluźniło. Zerknął na Adama, a potem przeniósł wzrok na kobietę.
Świetnie, czyli wszystko już było umówione.
- Doskonale. Ruszajmy. - Rzekł, przepuszczając ją i idąc tuż obok ku pomieszczeniu zarządcy. W międzyczasie rozglądał się, jakby obawiał się tego, że zaraz zza rogu pojawi się chłodna twarz ojca. Kątem oka zerknął na liderkę, będąc ciekaw co ją skłoniło do podjęcia się nauki u studenta.
- Nie będę Cię zanudzać żadnymi wykładami. Czymś konkretnie się interesujesz? Już o tym myślałaś? - Medycyna była rozległa. Od leczeniem ran, po choroby i wytwarzanie lekarstw. Liczył, iż Yu interesuje coś w szczególności. Wtedy od razu się na tym skupią. Kiedy tylko dotarli na miejsce, odłożył rzeczy na stół i odwrócił się w jej stronę. Nie chciał być zbyt oficjalny, najważniejsze aby obydwoje czuli rozluźnienie.
- Czy mogę Cię prosić o podanie ręki? - Jakże dziwna i nietypowa prośba. Dwukolorowe oczęta studenta nie odrywały się od przywódczyni. Przed nimi długa droga, ale jakoś sobie poradzą. Skutecznie, skoro później chłopak wyląduje pośród łowców.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.03.18 11:45  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
Prawdopodobnie nie istniała szansa, by pamiętała imienia każdego łowcy, było ich setki... tysiące. Miasto było rozległe, a podziemna kryjówka nie ustępowała mu obszarem. Mniej zaludniona, ale ciągle wielka sieć tuneli wychowywała bardzo wielu członków organizacji, dzieciaków i dorosłych, bo nawet im należało niekiedy wskazać kierunek, albo chociaż zapewnić opiekę. Kaito nie był wyjątkiem, znajomość jego personaliów zawdzięczała tylko bliskiej znajomości z Vettorim, ale to mogło pozostać nieodkrytą tajemnicą.
- Oh, mam nadzieje, że poczułeś się w obowiązku, jak podczas wykonywania rozkazu. To zwykła prośba, moja mała ambicja by rozwijać te umiejętności. Prawda jest jednak taka, że zdolności pracowników szpitala mało kiedy wychodzą poza praktyczne. Ludzie po prostu wiedzą co robić, bo tak robi się od zawsze. Póki ranny przeżyje, nie zastanawiają się dlaczego. - westchnęła lekko. Nigdy nie chciałaby formułować zdań tak, by odbierać zasługi medykom i lekarzom, ale jednocześnie czuła się w obowiązku mówić szczerze o ich sytuacji. Osób zdolnych przekazywać swoją wiedzę dalej było niewielu i zazwyczaj zajmowali się ludźmi, którzy swoją przyszłość wiązali ze szpitalem. Chociaż mogła być przywódcą, nie miała zamiaru odbierać innym tej szansy, przez własne zachcianki. - Vettori stwierdził, że to będzie również dobra praktyka dla Ciebie. W szpitalu zawsze jest ktoś, kto wymaga fachowej wiedzy.
Szpitalna sala była ponura, pomimo usilnych starań by utrzymać tu dobre warunki, światła niemal zawsze świeciły się wyłącznie do połowy, za zasłonkami stały łóżka, a na nich ludzie, łowcy, wymordowani, cała hałastra składająca się na bandę rebeliantów. Gdzieś obok jakaś kobieta z bandażami na twarzy przechyliła głowę i utkwiła spojrzenie w przechodzącej obok trójce. Nie odezwała się, przekręciła na bok i nakryła ramiona pościelą. Było tu względnie cicho, rozmowy prowadzono szeptem, kilka osób w kitlach siedziało przy jedynej ściance mebli na przeciw wejścia.
Ale głosy ucichły całkowicie kiedy znaleźli się za zamkniętymi drzwiami. Adam ruszył do swojego kredensu z książkami, a Kami zajęła miejsce na stołku, drugie wskazując studentowi.
- Tak, medycyna jest obszerna, ale nie widziałabym siebie w roli lekarza. Medyk, to był mój pierwszy cel, gdy tutaj trafiłam. Przede wszystkim wiedza użyteczna na misjach, poza kryjówką. Praktyka, ekstremalne warunki? Jak nie dać komuś umrzeć, zanim dostarczy się go w odpowiednie ręce? Zazwyczaj prowadzę oddziały szturmowe, mamy mało sprzętu i wielu rannych. - odchyliła się lekko na siedzeniu bez oparcia. Nie wyglądało na to, by siliła się na powagę i sztywność w słowach, mówiła rozluźniona, nawet na tak poważne tematy.
Adam prześlizgnął się obok nich i rzucił na blat sporą piramidkę książek, wszystkie opatrzone tak pospolitymi tytułami jak "Podstawy...", "Użycie w praktyce...", "Kongres lekarzy i jego wnioski".
- Mogę zostawić wam praktyki, ale w wolnej chwili powinnaś się i z tym zapoznać, Kami. - mężczyzna poklepał okładkę ułożonej na wierzchu lektury i wrócił do grzebania na półkach. Jednooka przytaknęła bez słowa i wróciła wzrokiem do Kaito.
Prośba, którą wysunął w jej kierunku była interesująca. Nie zwlekała w zastanowieniu, tylko wyciągnęła przed siebie lewą dłoń. Wybór strony był całkiem przypadkowy, kobieta była oburęczna więc szuflowała pomiędzy używaniem jednej i drugiej. Obie kończyny pokrywała niemal identyczna ilość blizn i otarć, te nigdy nie schodziły z jej skóry, niektóre były już po prostu trwałe.



A taste of your own medicine [G & Yū] GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 05.04.18 18:50  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
To prawda, zapamiętanie imion tak wielu osób nie należało do najprostszych zadań.. zwłaszcza, że Kaito w ogóle nie miał do tego głowy. Był więc mile zaskoczony iż przywódczyni go ''poznała'', na jego twarzy pojawił się drobny uśmiech. Pokiwał głową na słowa Yū.
- Jeżeli mogę się przydać, to nie zamierzam odmawiać. Nie często spotykam się z takimi sytuacjami. - Rozszerzył na moment uśmiech, aby znowu spoważnieć. Wielu ludzi robiło to co było słuszne, ale czasami to nie wystarczy. Trzeba wiedzieć gdzie zatamować krew, co podać, a czego unikać.. Kaito liczył iż wiedza którą posiada zaspokoi Kami, zwłaszcza iż został przez nią wybrany. Nie może zawieść, po prostu nie może.
Wielu ''szybkich'' lekarzy miało również niewielką wiedzę, on jako dobry student znał się.. ale czy potrafił wykorzystać swoje umiejętności w praktyce? Prawdopodobnie tak. Pokiwał nieco głową na dalsze jej słowa, a w oczach szarowłosego dostrzec można było zdziwienie.
- Tak stwierdził? - Nie sądził, że Vettori przejmował się czymkolwiek z nim związane, a tym bardziej mówił, że jest coś dla niego dobre. Zawsze wiedział lepiej, ale nie rozmawiali zbyt dużo. Poruszył się nieznacznie, a potem znaleźli się w szpitalu. Szedł, przypatrując się nie do końca działającym oświetleniom i trochę ponurej atmosferze. Na moment zatrzymał wzrok na kobiecie, która chyba wolała, żeby stąd zniknęli. Kaito nie dziwił się jej, nikt nie lubił przebywać w takich miejscach.. co więc skłaniało lekarzy do pracy tutaj?
Usiadł na wskazanym miejscu i spojrzał na Adama, kiedy słuchał odpowiedzi przywódczyni.
- Tak myślałem. - Skomentował, w końcu nie było trudno na to wpaść. Wróci wzrokiem do kobiety, przechylając się w jej stronę. Spojrzał na stertę książek, rzuconych przez starszego mężczyznę. Uśmiechnął się kąśliwie, przypominając sobie jak wiele nocy spędził na czytanie tego. Niestety wiele z nich było bzdurami, czymś co ciężko zastosować w praktyce. Kami nie potrzebowała aż takiej wiedzy, potrzebowała myślenia i szybkiego działania, które pozwoli jej kogoś uratować nim będzie za późno.
- Dziękujemy. - Odparł do niego uprzejmie, po czym spojrzał na wyciągniętą przez Yū lewą rękę. Skąd mógł wiedzieć iż tak sprawnie włada obiema? Uśmiechnie się lekko, a potem wyciągnie swoją. Zero blizn czy otarć, tak zabawnie to wyglądało.
- Po co nam zajmować się wiedzą, której nie przełożysz na praktykę? Jesteś przywódczynią, masz zbyt dużo na głowie. Postaram się nauczyć Ciebie tego co najważniejsze, pomijając to czym katowano mnie. - Stwierdził, a przez chwilę jego wzrok wydawał się zamyślony. Zdenerwowanie już przeszło, wydawał się całkiem dobrze czuć w tym ponurym miejscu.
- Zadam Ci parę pytań, dzięki którym będę mógł odpowiednio się Tobą zająć. Staraj się krótko na nie odpowiadać. - Wyjaśnił, patrząc na jej rękę po czym skierował wzrok na jej oczy. Bez tego ani rusz, musiał ją sprawdzić. Skoro na początku chciała zostać medykiem coś to musiało oznaczać, prawda?
- Co zrobisz w przypadku uszkodzonej tętnicy szyjnej ostrzem, gdzie samo cięcie nie jest zbyt głębokie, ale krwawienie i tak jest spore? A co postanowisz gdy jeden Twój człowiek przestanie oddychać? Jak się do tego zabierzesz? A co z amputacją? Jak byś wykonała ten skomplikowany proces w niezbyt sprzyjających warunkach? Mam na myśli deszcz, wilgotną powierzchnię, niezbyt ostry nóż i kilka bandaży. Jeżeli wyraziłem się niejasno to śmiało, pytaj. - Zakończył ten skomplikowany wywód, mrużąc dwubarwne tęczówki.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 05.04.18 20:21  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
Kiwnęła powoli głową.
- Jestem dobrym człowiekiem, ale chyba nie miał szansy zasmakować ojcostwa samemu. - odparła. Tyle chociażby była w stanie wywnioskować z obserwacji swojej prawej ręki. Czasami zachowywał się gburowato, ale wierzyła w jego dobre intencje. Działał z ukrycia, pomagał każdemu, komu mógł i nigdy się otwarcie do tego nie przyznawał.
To był jednak całkiem osobny temat do rozmowy. Skoro nadeszła w końcu okazja by poznać latorośl tego człowieka, to zamierzała z niej skorzystać. Poza tym na pierwszy plan wychodziła nauka, to po to w ogóle się spotkali. Przede wszystkim właśnie po to. W jednej chwili jej wzrok skupił się na człowieku siedzącym po przeciwnej stronie. Obecność Adama nie przeszkadzała jej w skierowaniu myśli na właściwy tor. Zarządza z resztą wymsknął się w końcu po cichu do sali szpitalnej. Obowiązki wzywały.
Skóra ciemna od niewielkich zadrapań, miejscami szorstka, ze zgrubieniami i śladami po wielokrotnie zarastających się ranach. Chociaż Yu na pierwszy rzut oka wyglądała młodo, detale zdradzały jej prawdziwy wiek. W porównaniu do jasnej ręki studenta było to widoczne jeszcze wyraźniej. Różnice dzielące wierzch z podziemiami, prawie jak te wyciągnięte obok siebie dłonie. Mimowolnie zgięła palce kilkakrotnie.
- Doskonałe podejście. Właśnie na to liczyłam. - Przyznała otwarcie. Nie miała problemu z czytaniem i nauką praktyczną, ale o to mogła zadbać we własnym zakresie. Nie po to ściągałaby korepetytora, by dyktował jej definicje z podręczników. Uniosła lekko kąciki ust. - Jasne.
Najpierw pozwoliła mu do końca zadać wszystkie pytania, a dopiero potem skupiła się na odpowiedzi. Było od razu widoczne, kiedy myślała. Odchyliła się na stołku, skrzyżowała ręce na piersi i utkwiła wzrok w jednym punkcie na suficie. Wykrzywiła usta na jedną stronę.
Zadziałałaby instynktownie, oczywiście. Zawsze tak robiła, ale gdyby ktoś zapytał w jaki sposób podjęła taki, a nie inny wybór, nie umiałaby tego wyjaśnić. Właśnie o to chodziło teraz, zamiast działać, musiała poprowadzić kogoś swoim skomplikowanym systemem związków i skojarzeń.
- Jeżeli cięcie nie jest głębokie, najpewniej chodzi o tętnicę zewnętrzną. Mniejszy problem, niż w przypadku wewnętrznej. Obawiam się, że w przypadku warunków polowych należałoby ograniczyć się jedynie do zatamowania krwawienia. Chociażby ze względu na niefortunne miejsce obrażenia, opatrunek uciskowy raczej się nie zda. - Mówiła powoli, ale i tak miła wrażenie, że powiedziała zbyt mało. Większość z tego było domysłami, bo uszkodzenie tętnicy zawsze wiąże się z obfitym krwawieniem, nie musi to wcale wskazywać na rozległość rany. Mimo to powiedziała dokładnie tyle, ile w tym momencie przyszło jej na myśl. Poza tym były jeszcze inne pytania. - RKO. - odparła krótko przy drugiej sytuacji. To była najkrótsza odpowiedź, ale jeżeli chciał opisu konkretnych działań, to i za to się zabrała. - Bezpieczeństwo własne, sprawdzenie otoczenia, sprawdzenie bezpieczeństwa rannego, próba określenia czynników mających wpływ na brak oddechu. Zakładając, że nie jest to spowodowane otrzymaniem uderzenia w większości przypadków chodzi o zator w drogach oddechowych. - oparła łokieć na kolanie i podbródek na dłoni. - Pozycja bezpieczna, płaska, na twardej powierzchni. Odchylenie głowy, udrożnienie dróg oddechowych. W zależności od okoliczności, pięć wdechów, albo trzydzieści uciśnięć. Potem dwa dechy. Cały czas zakładam, że to zwyczajny przypadek. - mówiła niemal ciągiem, częściej wykonywała te czynności w praktyce, dlatego wymienienie ich nagle w pewnej kolejności nie było wcale takie łatwe. Niemal na pewno mogła wspomnieć o czymś jeszcze.
Dosyć ekstremalny przekrój przykładów. Przez moment zrobiło się nawet miło, a potem nagle doszli do amputacji.
- W takich warunkach przede wszystkim sprawdziłabym, czy amputacja jest jedyną możliwością. Tępym nożem można gorzej uszkodzić zdrową cześć ciała, przy deszczu, wilgoci i mało sprzyjających warunkach łatwiej wdałoby się zakażenia. Jeżeli istniałaby możliwość, przeznaczoną do amputacji część ciała lepiej byłoby zabezpieczyć i wykonać operację w innym otoczeniu. To wariant optymistyczny. Z drugiej strony, jeżeli byłaby to konieczność, raczej nie liczyłabym na próbę odzyskania amputowanej kończyny. Cięcie wykonałabym nieco niżej ostatecznie planowanego, tak, by tkanka mogła obumierać, ale nie uszkadzać możliwej do uratowania pozostałości. Myślę, że wtedy również byłoby łatwiej zadbać o krwawienie, nawet z mniejsza ilością sprzętu.
Łatwiej jest coś sobie zaplanować, ale gorzej wykonać. Skończyła jednak odpowiadać i czekała na ocenę swojego nauczyciela.



A taste of your own medicine [G & Yū] GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.04.18 22:48  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
Na moment zmrużył oczy, jakby zastanawiał się nad jej słowami. Nie chciał jednak, aby przejmowała się sprawami, które nie dotyczyły lekcji. Nie widział ojca tak, jak widziała go przywódczni. Nie odpowiedział więc nic na jej słowa, więc Yu mogała się domyślić, że ich stosunki nie były najlepsze. Ale rzeczywiście, to był temant na kompletnie inny czas. Lepiej nie wywoływać wilka z lasu.
Spojrzał na jej rękę, na której widoczne były ślady po wszelkich ranach różnego rodzaju. Owszem, na pierwszy rzut oka wydawała się być bardzo młodą osobą, lecz im bardziej jej się przypatrywało, im więcej analizowało.. to niektóre ślady wskazywały na coś kompletnie innego. Nie przyszedł tu jednak odgadywać jej prawdziwego wieku, miał ją nauczyć czegoś trudnego, ale kobieta sprawiała wrażenie, jakby i tak wszystko wiedziała. W czym więc tkwił problem?
Posłał jej lekki uśmiech. To było oczywiste, że nie będzie jej kazał przeczytać jakiś zakurzonych ksiąg. To że on miał ciężko nie znaczyło, że zamierzał utrudniać pracę Yu.
Musiał ją pomęczyć tymi pytaniami, ale tylko po to aby samemu zorientować się na jakim poziomie wiedzy jest ciemnowłosa. Wielu mogłoby się jąkać lub po prosu zbyt bardzo chcieliby kombinować, a na ogół pytania wydawały się takie proste. Ale tylko wydawały.
Nieco odchylił się do tyłu, siedząc na krześle. Skrzyżował ręce i patrzył w dół, uważnie słuchając jej odpowiedzi. Uśmiechnął się lekko i pokiwał głową, wypuszczając powietrze z ust.
- Dobre myślenie. Tętnica zewnętrzna jest uszkodzeniem, ale nie tak poważnym jak w przypadku tętnicy wewnętrznej. Czasami można próbować zszyć ranę, ale często utrudnia ten zabieg silne krwawienie. Warto jest też monitorować stan rannego, bo gdy zaczyna mdleć to nie świadczy nam to niczego dobrego. - Krzywy uśmiech, ale większość rzeczy zależało odo otoczenia, tego co się miało i ludzi. Istniało wiele rozwiązań, więc nie tylko jedno było dobre. Nie chciał jej zbyt bardzo zamęczać szczegółami. Prowadzili w miarę luźną rozmowę, której celem było sprawdzenie jej wiedzy. Przywódczyni podjęła się zadania natychmiastowo, nie popełniając żadnego błędu. Odpowiedź na drugie pytanie spotkała się z jeszcze większym uśmiechem studenta.
- Doskonale, bez zastrzeżeń. - Rzekł, przenosząc na nią wzrok. Ostatnie pytanie wymagało nieco więcej pomyślunku. Amputacja nigdy nie była czymś prostym, ale jednak czasami ten zabieg był konieczny do wykonania. Kaito co prawda jeszcze nie miał styczności z pocięciem kogoś, ale wierzył, iż dałby sobie radę w takiej sytuacji.
Starał się być opanowany, a poza tym zajmował się tym co lubił. Poruszył nieznacznie głową, a jego dwukolorowe spojrzenie na moment zatrzymało się na książkach pozostawionych przez Adama.
- Bardzo dobrze. Zawsze należy się upewnić czy amputacja jest jedynym wyjściem, chociaż wiadomo.. ocena nie zawsze jest taka łatwa. - Na moment przerwał, strzelając palcami.
- Dobre myślenie, ale trzeba też wziąć pod uwagę stan naszego pacjenta. Jeżeli byłby przytomny to wiadomo, mógłby stawiać opór. Może zabrzmi to okrutnie, ale trzeba byłoby go unieruchomić.. w jakiś sposób. W końcu nie da się kogoś przekonać do obcięcia nogi w kilka minut. - Stwierdził z namysłem, przekręcając się na krześle bardziej w stronę przywódczyni. Świetnie sobie radziła, nie miał żadnych zastrzeżeń. Dobre myślenie to podstawa, reszta jakoś się uzupełni.
- Dobrze, cięcie nieco niżej.. ale pamiętaj też aby ucisnąć czymś zdrowy obszar, jakimś paskiem bądź sznurem. Ale rzadko kiedy ktoś decyduje się na coś takiego, zwłaszcza iż ranny może się po prostu wykrwawić. Niektórzy też tego nie wytrzymują.. ale to inna sprawa. - Sapnął. Można by mówić i mówić, a przecież nie chciał nikogo zanudzać.  Medyk nagle pochylił się do torby i wyciągnął niebieskie rękawiczki, ubierając je, a potem coś, co na pewno zaskoczy łowczynię. Był to mały, brązowy ptak, oczywiście martwy. Puste spojrzenie odbijało twarz kobiety, kiedy został położony na stole. Potem do zestawu dołączył mały skalpel, para rękawiczek i igła z nicią. O co w tym wszystko chodziło?
- Znalazłem go martwego. - Zaczął powoli. W końcu nie chciał aby pomyślała, że zamordował jakieś ptaszysko dla nauki. Nie był chory.. pod tym względem. Ale jego zachowanie było dziwne.
- Chcę abyś wykonała cięcie w dowolnej części brzucha, a następnie je zszyła. - Spojrzał na nią uważnie, mogła się opierać więc zająłby się tym Kaito. Miał jednak nadzieję, że przywódczyni zabierze się za to kontrowersyjne zadanie. Chciał sprawdzić jej ruchy, opanowanie, a także jak sobie z tym wszystkim poradzi. W końcu mówił, że nie będzie jej zanudzał definicjami.. ani też nie ostrzegł, że będą kroili ptaka. Cóż, trochę nabrudzą Adamowi. Ale w imię nauki!
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.05.18 20:40  •  A taste of your own medicine [G & Yū] Empty Re: A taste of your own medicine [G & Yū]
Kiwała głową ze zrozumieniem. W leczeniu nie było uniwersalnych czynności, wiele zależało od człowieka, który trafiał na stół. Czynników było tak wiele jak odpowiedzi, dobrych i złych jednocześnie. Człowiek uczył się przede wszystkim jak nie szkodzić bardziej i ile może zrobić bez ryzyka posłania drugiej osoby pod ziemię. Medycyna również bazowała próbach i błędach, w teorii wiele rzeczy brzmiało dobrze, ale dopiero praktyka ujawniała najważniejsze.
- W wielu przypadkach uznałabym omdlenie za korzystny czynnik. Łatwiej jest zająć się człowiekiem, który sam sobie nie może bardziej zaszkodzić. - westchnęła i odpłynęła na moment myślami. Jak wiele razy w terenie ranne osoby w skrajnym stanie psychicznym pogarszały swój stan pozornie pomocnymi czynnościami? Jeszcze gorzej było, gdy poszkodowany uznawał, że czuje się dobrze i nic mu nie będzie. Tacy są najgorsi.
Jej twarz nie wyrażała wielu emocji. Chociaż była tutaj jako uczeń, bezbarwna mimika przypominała surowość nauczyciela. Nie było jednak potrzeby cieszyć się z każdą poprawną odpowiedzią, szczególnie że nadal błądzili po kategorii skrajnie łatwej. Gdyby nie umiała odpowiedzieć od razu, dopiero wtedy miałaby powody do odczuwania wyraźnie jednego - wstydu.
- Ocena musi być przede wszystkim szybka i trafna. - odpowiedziała z przedstawieniem własnej perspektywy. Tego jednak nie dało się tak łatwo nauczyć, w wielu przypadkach to był czysty instynkt, dryg który opanowywała bardzo mała część lekarskiego grona. Osobiście mogła by oskarżyć chyba tylko Adama, wręcz urodzonego do pełnionej przez siebie roli. Był nie tylko dobrze zorganizowany, ale także piekielnie skuteczny, gdy dochodziło do skrajności, tylko on mógł opanować rozprzestrzeniającą się falę paniki. Nienawidził jednak walki, szpital był jego jedynym, ale najcenniejszym domem.
- Obawiam się, że z unieruchomieniem nie miała bym problemu. - uśmiechnęła się bokiem ust. - Gorzej byłoby postawić potem takiego delikwenta na nogi. No, ale tego właśnie chce się douczyć.
Pozwoliła sobie na krótką chwilę rozluźnienia, ale skupienie przyszło równie płynnie. Nie mieli na tyle czasu, by poświęcić się zabijaniu go. Kaito był jednak zdolny wywołać w niej ciepłe uczucie szacunku. W zaskakująco prosty sposób zebrał całą jej uwagę na sobie, a dokładniej na rękach, które trzymały truchło niewielkiego pierzastego stworzenia. Nie zabrała głosu od razu, pozwoliła mu się wytłumaczyć i wskazać nowe zadanie.
- Jestem pod wrażeniem. - wyszeptała bardziej do siebie, kiedy obserwowała jak przygotowuje przestrzeń na jednym z blatów. Oczywiście, że nie mogli testować na łowcach, nawet jeżeli ich odporność na ból i regeneracja przewyższały ludzką, żaden nie zgodziłby się na zostanie treningowym kawałem miecha, nawet dla przywódczyni. Użycie martwego ptaka była jednocześnie genialne, ale i smutne. Sama natura śmierci zawsze wprawiała jednooką w nostalgiczne milczenie.
Podstawowego sprzętu mieli do dyspozycji wystarczająco dużo, by bez skąpstwa sięgnęła po parę rękawiczek dla siebie. Higiena to podstawa wszelkich podstaw. Dopiero gdy miejsce zostało odpowiednio przystosowane do następnej czynności, skupiła całą swoją uwagę na zwierzęciu.
Przez pierwszą minutę oglądała delikatnie zwierzę. Chociaż było już nieżywe obchodziła się z nim delikatnie. Głównie dlatego, że truchło mogło być już pożerane przez insekty. Zapach sugerował, że ciało nie zaczęło jeszcze gnić, ale zdążyło już stężeć.
Wykonała ostrożne, lekko łukowate cięcie na podbrzuszu, dwa-trzy centymetry powyżej kupra ptaka gdy leżał na plecach. Wyczuła, że tam skóra była najmiększa, dzięki czemu łatwiej będzie potem złapać jej krawędzie i przysunąć do siebie przy szyciu. Dodatkowo nie chciała uszkodzić wnętrzności, by oboje nie potruli się paskudnymi gnilnymi oparami z nieoczyszczonych kiszek. Anatomia ptaków była dla niej tajemnicą, dlaczego chociaż z wielkimi chęciami była pewna, że zrobi coś nie do końca poprawnie. Weterynaria to nie medycyna, chodziło wyłącznie o praktykę.
Ręce lekko jej drgały, a połowiczna ślepota nie ułatwiała zadania. Kilka razy podczas zakładania szwów wbiła igłę zbyt głęboko albo za bardzo oddaloną od cięcia. Leniwie płynącej krwi pozbywała się na bieżąco kawałkiem gazy. Ptasie ciało było jednak na tyle niewielkie, że wystarczyło kilka minut skupienia, by zakończyć.



A taste of your own medicine [G & Yū] GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach