Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.
  • 02/11. Pojawiło się nowe ogłoszenie. Dotyczy zmian w regulaminie bilokacji oraz poszukiwań moderatorów. Zerknij.
  • 31/10. Zarzucono propozycją w dziale DOGS. Jak jesteś dobrym psiątkiem to wypowiedz się w temacie.
  • 31/10. Rozpoczęto dyskusję na temat eventów. Wrzuć swoje przemyślenia.

 :: Misje :: Retrospekcje


Go down

*później wstawię obrazeczek*

 Ostatnie dni mijały dość mozolnie. Porywcza natura Desperacji zdawała się uśpiona, przez co każdy najmniejszy szelest napinał wszystkie mięśnie w ciele Marshalla. Chłopak wiedział, że ten rozciągnięty na kilka dni spokój nie mógł zwiastować niczego dobrego; każdym lisim zmysłem wyczuwał nadchodzącą katastrofę. Problem leżał w tym, że nie miał pojęcia, kiedy się jej spodziewać, a żyjąc w zgodzie ze swoim pechem, był bardziej niż pewien, że wdepnie w jakieś nieszczęście w najmniej spodziewanym momencie. Jak. Zawsze.
 Los chciał, że stało się dokładnie tak, jak przypuszczał. Co za ironia.
 Jak gdyby nigdy nic przemierzał kolejne metry opustoszałego lasu. Drzewa pozbawione życia i chrupiące pod podeszwami wysuszone liście przypominały o powoli nadchodzącej zimie, lecz dzieciak nie wydawał się tym zbyt poruszony. Nie teraz, gdy bladą szyję otulał wciąż jeszcze miękki materiał niedawno zdobytej żółtej chusty. Mając za plecami cały gang wściekłych Psów, nie bał się szczypiącego w skórę zimna ani trudów kolejnego sezonu pełnego mrozów. A przynajmniej nie aż tak jak zwykle.
 Majtając przydługimi rękawami bluzy, nie zwracał nadzwyczajnej uwagi na otoczenie. Może właśnie dlatego to samo otoczenie postanowiło wziąć małą vendettę.
 Kierowany zapachem świeżej krwi nie od razu zauważył, że niedawno ubite zwierzę jest jedynie przynętą. Zbyt skupiony na ściskającym gardło głodzie przykucnął na ziemi, chcąc pozbawić martwą ofiarę resztek krwi. Postawione na sztorc czarne uszy co prawda wyłapały świst przecinanego powietrza, lecz przytępione zmysły nie zareagowały w porę. Wyciągnięte w kierunku posiłku ramię przeszywała na wylot strzała.
 Gdy kolejna przebiła mu bok, głos ugrzązł na dnie płuc wraz z zaczerpniętym naprędce oddechem.


No one can catch the fox. [Lazarus & Rhett]  Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
No one can catch the fox. [Lazarus & Rhett]  Q1-1528134252
No one can catch the fox. [Lazarus & Rhett]  Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

 Zima zbliżała się coraz szybciej i aktualne, ostatnie bezśnieżne dni były najlepszymi, by dopracować pułapki na nieostrożną zwierzynę. Lazarus nawet nie liczył na obfity łup. Tym razem gnany wyłącznie swoją wygodą i niechęcią do bezpodstawnego wystawiania nosa z wygrzanej kryjówki, musiał dopracować cały system informowania go o aktywowanej pułapce.
 Ostatnie szlify, rozwinięcie cienkiego zwoju drutu, by zaczepić go o kolejną część wymyślnej konstrukcji i nagły zryw wyszarpał zawiniątko z rąk Borisa, jednocześnie rozcinając mu skórę na dłoni zbyt szybkim ruchem. Przekleństwo zamarło na końcu języka, a sam łowca zdołał tylko wbić zmrużone ślepia w kierunku, w którym umieścił pułapkę. Był zbyt daleko, by zauważyć czy cokolwiek się złapało czy może to jego zbyt mała delikatność naruszyła jeden z mechanizmów. Wahał się tylko przez chwilę, kalkulując czy jest sens podnosić się z kolan i mimo wszystko ruszyć leniwy zad, ale w końcu ciekawość wygrała.
 Odpiął od pasa maczetę i ruszył między drzewa, dokładnie tam gdzie wcześniej porzucił na wpół wypatroszonego jelonka. Ta nieprzydatna kupa sierści dziwnym trafem ciągle krwawiła jak ledwo co zarżnięta i Lazarus zaczynał podejrzewać, że tak naprawdę durny wymordek wcale nie umarł i non stop próbuje się regenerować, by w końcu mu zwiać w podskokach. Pewnie dlatego dla pewności upierdolił mu nóżki.
 Azarow nie potrafił się skradać i wyglądało na to, że wcale się nie starał, by ukryć swoją obecność. Wojskowe buciory z hukiem porównywalnym do wystrzału rozchodzącego się w cichym lesie miażdżyły pozostałości gałęzi i suchych liści. Najpierw bardzo pewnie, ale w miarę zbliżania się do swojej ofiary coraz wolniej i spokojniej. W pewnym momencie łowca nawet zmienił obraną ścieżkę, by na pewno zajść przynętę i tego, kto się na nią połaszczył od tej bezpieczniejszej strony.
Ale nam się trafił malutki złodziej – warknął, gdy już znalazł się na tyle blisko, że mógł zobaczyć z czym w ogóle ma do czynienia.
 Zdecydowanym plusem był fakt, że nie miał przed sobą rozjuszonej pumy królewskiej, ale widok dzieciaka jakoś wybitnie go nie zadowolił. Powinien upewnić się, że strzały utkwiły wystarczająco głęboko w jego ciele, by uniemożliwić mu ewentualny atak, ale aktualnie jedynym na czym potrafił się skupić były te cholerne wilcze uszka.
 Posłużą jako wabik do kolejnych pułapek.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

 Czuł, jak ubranie przesiąka gorącą juchą; całe ramię i bok lepiły mu się do ubrania, ale był zbyt skupiony na promieniującym z tamtych miejscu bólem, żeby przejmować się byle dyskomfortem. Wpatrywał się w spadające na ziemię czerwone krople i już sam nie wiedział, czy był bardziej zawiedziony tym, jak łatwo dał się podejść, czy może tym, że właśnie marnowała się dobra krew.
 – Ale nam się trafił malutki złodziej.
 Zmarszczył brwi.
 – Wcale, że nie malutki! – cały rozeźlony od tej paskudnej obelgi nadął policzki, podnosząc spojrzenie różnobarwnych tęczówek na twarz mężczyzny. – Nawet bym ci udowodnił. Ale teraz nie mogę, bo wszystko mnie boli – burknął pod nosem; mimo obrażeń zachowywał się jak dziecko, któremu odmówiono posiedzenia jeszcze kilku minut po dobranocce. A przecież był już duży.
 Buntownicza postawa brała się głównie stąd, że niekomfortowe impulsy bijące od ramienia i boku dochodziły do niego jakby w spowolnionym tempie, lub zza jakiejś bariery otępienia; prawdopodobnie wciąż był w szoku po wpadnięciu w sidła. Dopiero po kilku długich sekundach ciemne uszy odchyliły się w tył, niemal niknąc między miękkimi kosmykami. Dotychczas ruchliwy ogon zamarł, przylepiając się bliżej uda, a ściśnięte w wąską linię usta oklapły do zbolałego wyrazu. Usiadł ciężko na ziemi, nie do końca nawet wiedząc, co powinien teraz zrobić. Wtedy też sobie przypomniał, że przecież miał towarzystwo.
 – To nie kradzież, skoro leżał tu sam! Jeśli jest twój, to mogłeś go lepiej pilnować, każdy mógł ci go podwinąć, a tak dostało mi się za nic – sam nie był pewien skąd siły na kłapanie jadaczką. Może to sprawka krążącej w żyłach adrenaliny?
 – Pomóż mi pozbyć się strzał, to ja ci pomogę złapać nowego jelenia. To sprawiedliwe – przytknął zdrową rękę do twarzy, czując pod palcami chłodną skórę. Krew już kilka chwil temu opuściła lico. Zachwiał się nieco, na razie jeszcze w porę opierając rękę o ziemię, by złapać równowagę.
 Świat wirował.


No one can catch the fox. [Lazarus & Rhett]  Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
No one can catch the fox. [Lazarus & Rhett]  Q1-1528134252
No one can catch the fox. [Lazarus & Rhett]  Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach