Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

…….Kitō zmrużyła oczy, studiując uważnie informacje na temat rekruta, który miał trafić w jej ręce. Kyōryū Rūka. Młody, prawidłowo przeszedł testy psychologiczne, wzorowo sprawnościowe; nie wykazywał też żadnych specjalnych nieprawidłowości w czasie szkolenia. Opis dotychczasowych zajęć, przyznane kategorie. Czyli klasycznie dostała pewne fakty, sztywny profil zrobiony przez wojskowego psychologa. Niewielka wiedza w zakresie wewnętrznych wartości, sposobu myślenia, drogi, jaką kierował się w trakcie procesu decyzyjnego. Nic nowego.
Pewnych rzeczy można było się dowiedzieć dopiero w czasie spotkania „twarzą w twarz”, a zdecydowanej większości dopiero po dłuższym czasie przebywania z kimś. Centrala i tak szła jej na rękę, skoro pozwalała jej od czasu do czasu podkradać młodych do indywidualnych szkoleń. W zależności jak toczyły się spotkania, część brała pod swoją całkowitą protekcję i szykowała pod swój oddział, a część wysyłała dalej, bądź sugerowała im, w jakim kierunku powinni się rozwijać.
Cóż, rzecz jasna rekruci nigdy nie wiedzieli, co tak naprawdę sprawdzała. Góra zresztą też nie. W zamian za wzorową służbę miała długą smycz i dowolność działań. Dobre statystyki to dobre statystyki, skoro jej taktyka działała, nie zamierzali specjalnie się jej czepiać. Dopóki nie zaniedbywała swoich obowiązków, w zakres których wchodziły też grupowe szkolenia, nikt nawet nie myślał o tym, żeby ingerować w jej „pracoholizm”.
Nie była ubrana w mundur. Sportowy podkoszulek na ramiączkach podkreślał nieco rozbudowane poza klasyczny kobiecy standard mięśnie naramienne, specyficzne legginsy treningowe były robione na zamówienie i nadruk na nich przedstawiał, jakie kości znajdują się w poszczególnych miejscach. Nic specjalnego, jednak, co istotne – była boso.
Ciche skrzypnięcie sprawiło, że zamknęła przepustkę i uniosła głowę. Szare oczy spokojnie przyjrzały się nowoprzybyłemu, sporą uwagę poświęcając również odzieży, jaką założył. Zapewne nikt mu nie napisał, co dokładnie będzie robił, a jedynie dostał wiadomość, że ma stawić się na treningu.
Skinęła krótko głową w jednej stronie, a następnie uśmiechnęła się nieznacznie.
Kyōryū Rūka, prawda? Jestem generał Kitō Natsumi, będę cię szkolić w zakresie walki wręcz. Specjalizuję się w aikido, nieobca mi też krav maga, ale ogólnie skupiam się na technikach, które pomagają w walkach z osobami wyższymi, cięższymi, bądź silniejszymi. To w takim znacznym skrócie. Na razie będziemy pracować indywidualnie, potem zaproszę kilka dodatkowych osób – zaczęła, schodząc z maty na chłodne podłoże. – Zanim zaczniemy, możesz mi przybliżyć, jak wyglądało dotychczas twoje szkolenie? Własnymi słowami. Chodzi mi zarówno o wiedzę, jak i umiejętności.


Spotkasz mnie na polu bitwy nawet i w najciemniejszą NOC
Będę twoim mieczem i tarczą, będę strzegła każdy twój krok,
Dla Ciebie wykrwawiam się, obnażam skórę, liczę swoje grzechy
Spadam w dół, już nie krzyczę, czekam na szydercze uśmiechy

Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] OmW5KmE

Wspomnienia krwawią, rozerwij mnie na kawałki, skórę i kości
Depczę po szkle, czy swym poświęceniem dostarczę Ci radości?
SPRAWDŹ mnie, zaskocz, nim do reszty w kłamstwach zatonę
Spróbuj popchnąć mnie za daleko, zobacz moją ciemną STRONĘ
                                         
Kraska
Generał
Kraska
Generał
 
 
 

GODNOŚĆ :
Natsumi Kitō


Powrót do góry Go down

  Prawda — przełożeni bywali zbyt małostkowi w takich sprawach. Zamiast podać więcej niż dwa szczegóły na krzyż, postanowili ograniczyć się do beznadziejnego minimum: „młody, o 16 trening w bocznym kampusie”. Domyślał się, że na wojnie nie ma czasu, aby rozwlekle rozrysowywać sytuację — stąd tak lakoniczne dialogi i wytyczne od wojskowych, którzy go otaczali. Sam częściowo był jednak „dzieciakiem”; potrzebował towarzystwa, rozmów i bodźców równie mocno co każdy inny mieszkaniec Miasta-3.
  Mimo tego za piętnaście czwarta przekraczał linię oddzielającą hol od sali szkoleniowej. Ciemne, niemal czarne spojrzenie zetknęło się z jaśniejszym, choć równie oszczędnym w barwach. Wzrok Kitō nic mu nie mówił. Była zadowolona? Zmęczona? Zirytowana?
  — Kyōryū Rūka, prawda?
  — Tak jest — przytaknął machinalnie, stając niecały metr od starszej, choć wiele niższej kobiety. Jeżeli miał jakiekolwiek wątpliwości co do jej „bojowych atutów”, to najbliższe słowa trenerki skutecznie je rozwiały. Krav maga? Aikido? Szeroka wiedza na temat tego, jak powalić przeciwnika cięższego i wyższego? Rūka nie potrafił sobie wyobrazić sytuacji, w której pani generał chwyta go za ubrania i przerzuca sobie przez bark, nie wyrządzając krzywdy własnemu, słabszemu organizmowi — ale nie wątpił, że było to możliwe.
  W przeciągu ostatnich paru tygodni doświadczał bardziej absurdalnych scenariuszy.
  — Jak? — powtórzył za nią, przymrużając powieki w dziwnym, niemalże oskarżycielskim wyrazie. Miał opowiedzieć własnymi słowami jak przeprowadzano mu szkolenia? Jak to dokładnie wyglądało od strony technicznej? Ile razy wyłożył się podczas treningów sprawnościowych, jak często buntował się przeciwko nauczycielom? Pod zwykłym, czarnym t-shirtem mięśnie zaczęły się naprężać, jakby schodząca z maty Kitō miała zamiar zaatakować go tu i teraz, bez żadnych dodatkowych wyjaśnień. W zasadzie wcale by się temu nie dziwił.
  — Jeżeli jest opcja, pani generał, wolałbym zacząć od podstaw. Możemy uznać, że moja wiedza jest zerowa. Lub minimalna. — Odetchnął głośniej, aż kilka nowych fałd zarysowało się na jego gładkiej, nijakiej koszulce, gdy klatka piersiowa opadła. — Nie jest taka. Jest większa. Ale w obliczu ostatnich... mało profesjonalnych szkoleń, które na mnie nałożono, odmawiam konkretyzowania. Możemy zacząć od początku — jakby uczyła pani całkowicie nowego rekruta — a jeśli okaże się, że mój poziom jest za wysoki jak na podstawy, zawsze można go zwiększyć już w trakcie. Jestem pewien, że odnajdziemy wspólny rytm.


Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] FeJ60nA
Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] Anigif2gi_qwqpwqp
yeah
i'm ready
                                         
Kyōryū
Ochotnik
Kyōryū
Ochotnik
 
 
 

GODNOŚĆ :
きょうりゅう るうか (Kyōryū Rūka)


Powrót do góry Go down

........Stojąc bezpośrednio przed rekrutem musiała nieznacznie unieść podbródek w górę, co podkreśliło różnicę wzrostu między nimi. Nie przejmowała się tym w najmniejszym stopniu, żadna nowość w jej życiu, poza tym w aktualnym momencie niczego to nie utrudniało. Z drugiej strony – jak patrzyła się na jego nagłe spięcie – może to i lepiej, że nie była dwumetrowym trenerem z górą mięśni. Miała ochotę powiedzieć, że nie gryzie, ale na tego typu stwierdzenia jeszcze było za wcześnie.
Hm, ciekawa odpowiedź, bardzo bezpieczna – rzuciła, cicho odkaszlnęła na koniec, jakby próbowała zamaskować rozbawienie. – W porządku. Po pierwsze, gdy jesteśmy sami, podaruj sobie tytulaturę, zrezygnuj z per pani. Z tego co zdążyłam zauważyć, to trudne, ale do przyzwyczajenia. Wystarczy samo Kitō, bądź Natsumi, aczkolwiek po imieniu rzadko rekruci decydują się do mnie zwracać.
Cofnęła się, wracając stopami na matę i zerknęła na nogi chłopaka.
Po drugie, zdejmij buty. Skarpety możesz zostawić, możesz zdjąć, chcę po prostu widzieć, jak pracujesz na stopach. To zresztą wyjaśnię później. – Spojrzała się na godzinę wyświetlaną na przepustce, po czym znowu na chłopaka. – Treningi będą nam zajmować od godziny do dwóch przez względy na wplecione kwestie teoretyczne. Od razu ostrzegam, że często będę podchodzić bliżej i korygować twoją postawę, a to wymaga dotyku. Tak na zaś, żebyś mnie o molestowanie nie posądził.
Kącik warg drgnął jej lekko w górę, chociaż wątpiła, by ciemnowłosy był w tym momencie rozbawiony. Indywidualne zajęcia zawsze wyglądały inaczej, niż grupowe. Nie dość więc, że każdy wojskowy szkoleniowiec miał swoje własne metody, to jeszcze dzieliły się one pod względem ilości trenowanych osób.
W porządku, zanim cokolwiek zaczniemy, to poruszę pewnie już doskonale znany ci temat. Jak będzie zbyt dużo z tego, co już wiesz, to mi powiedz. Nie wiem, czy będziesz stacjonował w Mieście, czy na Desperacji, to zależy, jak rozwinie się twoja kariera, jednak i tak musisz posiadać wiedzę, jak walczyć z wymordowanym, to podstawowa umiejętność. Tudzież inaczej, jak przetrwać, gdy dojdzie z takowym do walki na pięści. Główna zasada brzmi: nie dopuścić do sytuacji, gdzie nie masz żadnej broni, ale jak wiemy, życie lubi płatać figle. Niezależnie od tego, ile będziesz ćwiczył, oni w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach są silniejsi, szybsi, bardziej sprawni. Bardziej czujni. Tak czy owak, jeśli chodzi o wymordowanych, tutaj również masz podział. Możesz walczyć z jednostkami zwanymi zdziczałymi albo jednostkami, które zachowują mniejszą lub większą kontrolę nad sobą. Ci drudzy to zdecydowana mniejszość, o wiele częściej spotkasz tych pierwszych – Szurnęła stopą o matę, myśląc jednocześnie nad dzisiejszą rozgrzewką. – Mimo to odstawmy na razie zdziczałych, skupmy się na drugiej kategorii, czyli tych z kontrolą. Statystycznie takie jednostki są już znacznie starsze od przeciętnego człowieka, chociaż nie zawsze, jednak niezmiennie zakładamy gorszy scenariusz. Pomijając więc atuty fizyczne, mają też więcej doświadczenia. Żeby przeżyć poza Miastem, nie wystarczy szczęście. Desperacja to okrutna, przeraźliwie skuteczna selekcja naturalna. Długo żyją jednostki, które albo potrafią dobrze, lub przynajmniej przyzwoicie współpracować z grupą, albo mają wysokie atuty fizyczne i biokinetyczne, bądź też, chociaż to rzadziej, są w wyższym niż przeciętny stopnień inteligentne, mają wykształcenie ponad pewną normą, gdy mówimy o naprawdę starych wymordowanych. Ewentualnie łączą dwie z tych cech, rzadziej wszystkie trzy na raz, ale to też się zdarza. O cechach charakteru w takich sprawach kiedy indziej. Chcę jednak zwrócić teraz na coś uwagę. Dużo mówi się o ich sile, o szybkości, sprawności, zwierzęcych atrybutach, tudzież kontroli w samej sobie. Rzadziej o inteligencji i o instynkcie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie chodzi mi o instynkt w kategorii samej dzikości. Chodzi mi  o walkę. O naturalną zdolność do przewidywania, co zrobi przeciwnik, ofiara. Zwierzęta są wybitne, jeśli chodzi o umiejętność czytania komunikacji niewerbalnej.  Zdradzamy się ruchem, oddechem, zapachem. A one to wychwytują, jedną z tych rzeczy, wszystkie; świadomie, bądź też bardzo często w pewnych kwestiach nieświadomie, naturalnie, odruchowo. Tak samo jest z wymordowanymi. To, do czego zmierzam… hm, jak to wytłumaczyć? Potrzebujesz wyryć sobie technikę w pamięci mięśniowej, a jednocześnie kontrolować swoje ciało, by nauczyło się zwodzić gestami, markować, kłamać. To trudne. Nawet bardzo trudne. Najpierw trzeba nauczyć się pewnych schematów, z kolei potem wybić je ze swojej głowy. Prawda jest taka, że w walce wręcz z wymordowanym i tak jesteś na przegranej pozycji i paradoksalnie to jedyna rzecz, która czasem może cię uratować, jeśli będziesz zmuszony do starcia – jak z góry zostaniesz oceniony na słabego, jest szansa, że przeciwnik po prostu cię nie doceni. Mimo to zasada numer jeden walk z wymordowanymi brzmi: nie dążyć do starcia sam na sam. To ostateczność. Dość przykra zresztą.
Przesunęła jedno ramiączko na prawe ramię i naciągnęła koszulę, prezentując poszarpaną bliznę ciągnącą się przez część barku do obojczyka, stanowiącą bliznę po ugryzieniu. Nie była specjalnie estetyczna, nad wygląd Kraska przełożyła dojście do pełnej sprawności, chociaż co chirurdzy się naklęli, to ich.
 Główny problem jest taki, że musimy unikać kontaktu z ich płynami ustrojowymi, głównie chodzi do krew, aczkolwiek ugryzienie i tak jest problematyczne. Krótko mówiąc, z ogólnego punktu widzenia są, prawie że niepokonani. Nie jakąś „magią”, a instynktem przewidują ruchy, a w zakresie fizyczności możemy ich co najwyżej cmoknąć. Zdziczali nie myślą, a przynajmniej nie w kategoriach abstrakcyjnych i to głównie z nimi się stykamy, ale ci drudzy są podwójnie problematyczni. Mimo to, jest możliwe wygranie starcia z nimi bez broni. Zabicie to dość wątpliwa kwestia, ale zapewnienie sobie czasu na ucieczkę, czy przybycie wsparcia – jak najbardziej. Z reguły chcę, by moi rekruci sami posiedli ten sam instynkt, co osoby po drugiej stronie muru. Do tego jednak długa droga, więc kończąc ten przydługi wstęp, zaczynami od rozgrzewki. – Klasnęła w dłonie i gestem ręki wskazała mu kierunek. – Dziesięć kółek, biegnij blisko ścian. Normalne tempo, poprzeplataj sobie wszystko z wymachami rąk, czy innymi drobnymi urozmaiceniami, które znasz. Właściwa rozgrzewka i tak będzie na macie, na razie chcę zobaczyć, jak się ruszasz. A, co najważniejsze – pytaj o co chcesz. Nieważne, czy odnosić się to będzie to moich wywodów, czy coś ci wpadnie do głowy. Zaczynaj.
Na razie zamierzała obserwować. Chwilę. Potem dopiero zacznie faktyczny wstęp, również poprzeplatany z anatomią. Zobaczy przy okazji, jak wygląda jego skupienie, gdy różnego rodzaju ruchy musi łączyć ze słuchaniem i odpowiadaniem.


Spotkasz mnie na polu bitwy nawet i w najciemniejszą NOC
Będę twoim mieczem i tarczą, będę strzegła każdy twój krok,
Dla Ciebie wykrwawiam się, obnażam skórę, liczę swoje grzechy
Spadam w dół, już nie krzyczę, czekam na szydercze uśmiechy

Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] OmW5KmE

Wspomnienia krwawią, rozerwij mnie na kawałki, skórę i kości
Depczę po szkle, czy swym poświęceniem dostarczę Ci radości?
SPRAWDŹ mnie, zaskocz, nim do reszty w kłamstwach zatonę
Spróbuj popchnąć mnie za daleko, zobacz moją ciemną STRONĘ
                                         
Kraska
Generał
Kraska
Generał
 
 
 

GODNOŚĆ :
Natsumi Kitō


Powrót do góry Go down

Rozchylił usta. To wyglądało, jakby ktoś do połowy wysunął bolec z zawiasów jego szczęki; żuchwa opadła samoistnie, wyrażając zaskoczenie. Spodziewał się z pewnością wielu tragicznych zwrotów akcji... ale tego, by zwracać się do niej bez tytułu... to mu nawet nie przeszło przez myśl. Potrzebował dodatkowych kilku sekund, aby zacisnąć wargi, gniotąc wszystkie protesty, które nazbierały się na języku. W głowie powtarzał jej nazwisko: Kitō, Kitō, Kitō, imienia nie biorąc nawet pod uwagę. Forma ochronnej bariery, jaką sobie wytyczył, właśnie została zadraśnięta. Nie tyle potrafił się bić, co po prostu urodził się z dobrymi do tego predyspozycjami — umysł także miał świeży i, przede wszystkim, przygotowany na to, że może otrzymać cios. I że ten cios zaboli, a być może na zawsze zmieni jego dotychczasowe życie. Jednak atak ze strony kobiety był zupełnie innego kalibru. Okazał się mentalnym policzkiem dla o połowę młodszego od generał rekruta. W oczach chłopaka pojawiła się widoczna chęć zaprzeczenia, niemal prośby, aby wrócić do służbowych sfer, ale powstrzymał się przed skomleniem. Nie potrafił dogadać się z żadnym kolegą po fachu, utrzymywał zerowe stosunki z rówieśnikami — możliwe, że Kitō zdawała sobie z tego sprawę i to było głównym powodem, dla którego został wezwany, a teraz również sprowadzony do miana „towarzysza”, a nie — dosłownie — niższego szczeblem wojskowego.
Rūka bez słowa zsunął buty, a potem pozbył się skarpet. Bose stopy miał dziwnie blade, ale nawet tego nie zauważył. Nie miał na to czasu — Kitō wymierzyła następny sierpowy. Czarne oczy chłopaka od razu poderwały się do góry i skierowały ku twarzy kobiety. Żartowała? Molestowanie?
Nie ma sprawy — wymamrotał, na wszelkie sposoby omijając nie tylko tytulaturę, która wręcz siłą przeciskała się przez jego gardło, ale nawet swobodniejszą opcję w postaci nazwiska pani generał. Nie chodziło zresztą o samo wpojenie tego, aby zwracał się do starszych stażem z szacunkiem. W swojej niedługiej karierze już kilkakrotnie okrążał boisko tylko dlatego, że przeciwstawił się metodom któregoś z trenerów. Kitō emanowała jednak inną aurą, która w pewien widoczny sposób odpychała od siebie Rūkę. Chłopak miał nieodparte wrażenie, że wchodzi w sferę jeszcze dla niego niedostępną; uderza w mur, po którym będą mu krwawić knykcie, od którego oszaleje, tak mocno będzie chciał się przebić przez twardą fakturę.
Kobieta szybko udowodniła, że instynkt go nie zawiódł. Słowa, które wypowiadała, rekrut wchłaniał z należytym, niemal obsesyjnym zainteresowaniem. Jego ściągnięta w poważnym — „sztywniackim” — wyrazie twarz przeczyła zachłannemu spojrzeniu, którym lustrował generał od góry do dołu, jakby mówiła nie tylko ustami, ale całym swoim ciałem. Niemal zaczynał rozumieć, że nie było już odwrotu.
Początkowa ostrożność, którą eksponował, zamieniała się w coś innego, jakąś formę niepoprawnej drapieżności, jakby przestroił się ze zlęknionej łani na wilka tylko dlatego, że wreszcie zwęszył w tym swój interes.
Być może to było „to”? Może rzeczywiście starł się nagle z osobą, która zaimponowała swoją postawą i doświadczeniem?
Przebiegając, wedle życzenia, blisko ściany, przemknęło mu przez myśl, że to może się udać. Kątem oka, co kilka pokonanych metrów, zerkał ku Natsumi, zastanawiając się, czy jej wstęp był naprawdę jedynie czubkiem góry lodowej? Gdyby tak było...
Rozgrzewka trwała niedługo — oddech rekruta był unormowany. Zbyt często chodził po stromiznach górskich zbocz, aby dziesięć rundek wywołało zadyszkę. W międzyczasie skupił się na ramionach, rozciągając je, zakładając za kark lub robiąc wymachy. Rozluźnił szyję i nadgarstki, łącząc ze sobą obie dłonie. Kiedy po prostu biegł trzymał łokcie blisko boków; tak miał od kiedy sięgał pamięcią, jakby przygotowywał się na to, aby ochronić sylwetkę przed atakiem z tych stron.
Wracając do Kitō, potarł twarz ręką, ale kiedy wplótł palce we włosy, mogła dostrzec żarliwe spojrzenie, które podchwyciło jej wzrok z zaskakującą łatwością.
Zacznijmy trening jak najszybciej — poprosił, choć ton jego tonu nawet przypadkiem nie zahaczał o usłużne nuty. Ramiona miał już rozluźnione i być może dlatego skupił się teraz na dolnych partiach ciała; zwłaszcza na kostkach, którymi zakręcał młynki, nie odrywając stopy od maty. To dało mu pełne pole manewru, jeśli chodzi o dłonie; jedną z nich zjechał z włosów na kark i zaraz po tym westchnął dając za wygraną. — Mam problem z odróżnianiem ich... od ludzi. — Mówiąc to wydawało się, jakby podjął wątek kompletnie z niczego, jednak jego zagryziona warga wydawała się potwierdzać fakt, że próbował ująć to w jak najlepsze słowa. — Wielu z nich wygląda aż zbyt ludzko. Rozmawiałem z jednym, generale. Jak miałbym zabić kogoś, kto odpowiadał na moje pytania samemu będąc bezbronnym jak pies? Co jeżeli otworzę ogień na kogoś, kto dawniej był wojskowym, ale zgubił się podczas jednej z ekspansji i nagle trafił na mnie podczas kolejnej? Co jeśli zginie ktoś, kogo wezmę za wroga, choć absolutnie nim nie jest?


Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] FeJ60nA
Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] Anigif2gi_qwqpwqp
yeah
i'm ready
                                         
Kyōryū
Ochotnik
Kyōryū
Ochotnik
 
 
 

GODNOŚĆ :
きょうりゅう るうか (Kyōryū Rūka)


Powrót do góry Go down

…….Zdawała sobie sprawę, że tak nagłe przełamanie granicy musiało w pewien sposób wpłynąć na rekruta. Ta sytuacja powtarzała się za każdym razem, gdy już miała okazję ćwiczyć ze znacznie młodszymi, czy niższymi stopniem wojskowymi – gwałtowne przejście na per „ty” wywoływało w nich niepokój. O tyle, o ile nie zwracali uwagi na to, jak ona się do nich odnosi, tak w momencie, gdy mieli nagle zaprzestać całej tej tytulatury wobec jej osoby, zaczynali przejawiać całą mnogość objawu dyskomfortu. W przeważanej większości, bo nie zawsze, rzecz jasna. Zdarzały się w końcu i dość, hm, nonszalanckie jednostki.
Więc owszem, zdecydowanie i z całą pewnością robiła to specjalnie. Czasem jedna drobna rzecz potrafiła skutecznie zapoczątkować efekt domina, a koniec końców o to właśnie jej chodziło. Może i z jednego spotkania nie wyniesie nie wiadomo czego, ale przecież proces poznawania drugiej osoby rozpoczął się jeszcze zanim Kyōryū wszedł do sali. Niewątpliwie jej poprzedni zawód wciąż mocno wpływał na obecny, a przecież taki szmat czas już minął, a przynajmniej według klasycznej ludzkiej miary.
Dlatego była również świadoma tego, że wybija się swoim zachowaniem poza statystyczną większość wyższych rangą wojskowych, co również często bywało deprymujące. Chociaż, w gruncie rzeczy przecież właśnie do tego wszystkich przyzwyczajała, stopniowo, powoli, ale sukcesywnie. Dzięki temu doskonale wiedziała, że na pewne po prostu potrzeba więcej czasu. Miała przez to wątpliwość, czy uda jej się osiągnąć wszystkie wyznaczone cele, ale właśnie po to otaczała się osobami o elastycznych schematach poznawczych.
Przesunęła wzrokiem po sylwetce biegnącego chłopaka. Czy również będzie kiedyś przynależał do jej osobistego oddziału, tudzież pokrewnego? Cóż, to się pewnie dopiero okaże. Kto wie, czym dokładnie w kwestii wojskowej kariery będzie interesował się ten rekrut. Predyspozycje fizyczne do tego zawodu z całą pewnością miał, ale jak będzie reagowała jego psychika? Testy psychometryczne potrafiły dużo pokazać, ale były wykonywane w warunkach laboratoryjnych, poza tym też nie stanowiły nieomylnej skali.
„Zacznijmy trening jak najszybciej”.
Przekrzywiła głowę nieznacznie na lewo, a także subtelnie uniosła lewą brew, zupełnie, jakby faktycznie gdzieś tutaj przeczuwała drugie dno. Strzyknęła prawym nadgarstkiem, pozwalając sobie jednocześnie na krótką chwilę milczenia, którą przerwał sam chłopak.
Tak. Tutaj jest pies pogrzebany.
Łatwo jest zabijać, jeśli całkowicie odrzemy kogoś z człowieczeństwa, uznamy za podgatunek, maszynę zdolną tylko do mordowania, czy zwierzę kierujące się najniższymi, brutalnymi pragnieniami – zaczęła, decydując się jeszcze na chwilę rozmowy bez ćwiczeń. – To w gruncie rzeczy podstawowy mechanizm obronny w tych czasach. Strzelam, bo przecież na drugim końcu lufy nie znajduje się osoba posiadająca własne myśli, uczucia, czy pragnienia, a jedynie kreatura, która  p r a g n i e  zabić wszystkich, na których mi zależy. Strzelam, bo to słuszne, oczyszczam świat z mutacji, która blokuje rozwój cywilizacji. Niektórzy przechodzą przez całe życie kurczowo trzymając się tej świadomości i w ten sam sposób broniąc się przed ewentualnymi wyrzutami sumienia. Strzelamy ze strachu, z konieczności, w ramach samoobrony, na rozkaz, by chronić, bądź aby zaspokoić jakieś wewnętrzne potrzeby. To wszystko jest prostsze, gdy myślisz, że to nie są ludzie.
Westchnęła cicho, wyginając jednocześnie mocno stopę, prezentując w ten sposób mocne jej rozciągnięcie.
Odpowiadając już bardziej bezpośrednio, choć pewnie nie pocieszy cię to specjalnie, w tym świecie nic nie jest zero jedynkowe. Wszyscy jesteśmy tak samo moralni, jak i niemoralni, choć to nie jest zbyt popularny pogląd. Na Desperacji szybka ocena sytuacji jest niezbędna, posługiwanie się schematem ułatwia życie. Nie należy zapominać, że od naszej decyzji zależy życie nie tylko własne, ale też całego oddziału, bez względu na to, jaką funkcję pełnimy. Jeśli jesteś czujką, a zignorujesz pałętającego się dzieciaka, możesz doprowadzić do katastrofy, jeśli przyprowadzi swoich kolegów albo sam posiada umiejętności, które ciężko sobie wyobrazić. Z drugiej strony, to równie dobrze może być zwykły człowiek, ale jakie są na to szanse? Co, jeśli „bezbronny jak pies” wymordowany w rzeczywistości tylko udaje, bo w praktyce potrafi jednym ugryzieniem wstrzyknąć truciznę do żył, wydzielać otępiające feromony, lub cokolwiek innego? Z drugiej strony co, jeśli w praktyce rzeczywiście jest niewinny? Nie dostaniesz tutaj łatwej odpowiedzi. Czegokolwiek nie zrobisz, twój wybór może być tak samo dobry, jak i zły. Dużo zależy, do jakiego oddziału trafisz i jak on postrzega zagrożenie. Chociaż nie jest to oficjalna metoda, niejeden dowódca ma swoje uszy na Desperacji, zawiązuje umowy, które są tak samo niebezpieczne dla jednej i drugiej strony. Są pewne… okoliczności, w których łatwiej określić, kiedy zagrożenie jest teoretycznie nieznaczne, bądź mniejsze, ale oberwę po uszach, jeśli teraz zacznę ci to tłumaczyć. Jako rekrut zaczynasz od jednego. Zabijasz, jak dostaniesz rozkaz. Młodych przeważnie nie pakuje się w sytuacje „strzelaj do wszystkiego, co się rusza”, bo robi się wtedy niezła zadyma. – Przerwała, by wziąć głębszy wdech. – Przechodząc do meritum… ach, tak. Myślenie, że każdy na Desperacji to potwór na dłuższą metę jest bardzo niekorzystne, prędzej, czy później wywołuje zamęt w głowie. Jeśli nie jesteś się w stanie pogodzić z myślą, że BYĆ MOŻE właśnie zabijasz człowieka, już niezależnie, czy mówimy o genach, wyglądzie, czy czymkolwiek innym, to długo nie wytrzymasz. Ludzie od zawsze toczyli wojny z innymi ludźmi i to wbrew pozorom wcale aż tak bardzo się nie zmieniło. Jednak pamiętaj, że częściej na Desperacji będziesz widział zdziczałych wymordowanych, których z pewnością nie pomylisz z niczym innych. Zmutowane zwierzęta, nienaturalne stworzenia, dla nich nic nie jesteś w stanie zrobić. Kończąc powoli, co istotne, pieczę nad nowymi ma dowódca i starsi rangą, chociaż wiadomo, wszystko zależy, do jakiego oddziału trafisz. Każdy ma swoje zasady i są one tłumaczone na samym początku, pomagając się odnaleźć. Z czasem sam zaczniesz rozróżniać pewne sytuacje. A teraz ostatnia rzecz, Kyōryū. Statystycznie znaczna większość z nich chce cię zabić. Z różnych powodów, ale jednak. Odsetek wymordowanych, czy nawet ludzi, wojskowych będących na Desperacji, którzy nie będą ci chcieli nic zrobić, bądź dadzą się przekonać do tego, by zostawić cię w spokoju, jest zatrważająco niski na tle całości. Jeśli będziesz się skupiał na tej jednej możliwości, zginiesz, bądź doprowadzisz do śmierci wielu osób. Żyjesz w czasach, w których trzeba się z tym pogodzić. Z możliwością, że strzelasz do osoby, która ma swoje uczucia i emocje, ale w tym przypadku jest po prostu zagrożeniem.  Cóż, a przynajmniej to mój stosunek, sam będziesz musiał zdecydować się na własny. Z czym łatwiej będzie ci żyć.
Klasnęła w dłonie i potrząsnęła głową.
Przejdźmy do właściwej kwestii. Nasze treningi będą składały się z trzech głównych partii. Rozgrzewki, rozciągania i nauki walki wręcz. Wiem, że duża część osób pomija rozciąganie, kojarząc je z koniecznością robienia szpagatu, ale nie o to w tym chodzi. Mięśnie, które są regularnie nie tylko rozgrzewane, ale też rozciągane, rzadziej ulegają kontuzjom. Musisz przyzwyczaić ciało, że często znajdzie się w niewygodnych, nienaturalnych pozycjach, a  nieprzygotowane do tego ścięgna, przyczepy, bardzo łatwo mogę się naderwać, bądź w jakikolwiek inny sposób uszkodzić. Poza tym przy rozciąganiu uczysz się właściwego oddychania, kontrolowania własnych emocji… oraz przyzwyczaja do dyskomfortu. W kwestii walki wręcz, najpierw będę cię przyuczać podstawowego wyprowadzania ciosów, zasłaniania, a także pokażę, co robić, jeśli ktoś cię złapie w duszeniu. Dopiero później przejdziemy do bardziej zaawansowanych kwestii. – Przeczesała dłonią włosy, a następnie westchnęła cicho. – Za dużo gadam, a za mało tobie pozwalam mówić. No nic, to się jeszcze zmieni. Na razie po prostu mnie naśladuj, kontynuujemy rozgrzewkę.
Zaczęła pierwszą partię. Przy wykonywaniu każdego ćwiczenia, tłumaczyła je też na głos, z zaznaczeniem, co w danym momencie się rozgrzewa. Głowa, ramiona, kręgosłup, biodra, pachwiny, kolana, stopy. W skład wchodziła zarówno po prostu kręcenie daną częścią ciała, ściąganie łopatek, napinanie i rozluźnianie, ale także wszelkiego rodzaju przysiady, brzuszki, pompki. W gruncie rzeczy rozgrzewka służyła nie tylko rozruszaniu mięśni, ale też ich wzmocnieniu. Przy okazji mogła zobaczyć stopień wytrzymałości rekruta, chociaż jak wiedziała – ten był przyzwoity. Pytanie tylko, czy mięśnie miał w ciągłym napięciu, czy też potrafił je rozluźnić.
Przesunęła się do tyłu, by zrobić więcej miejsca na macie.
W porządku, przejdźmy do kolejnego etapu. Podstawowa zasada, rozluźniasz i pogłębiasz rozciągnięcie przy wydechu. Oddychanie jest najbardziej istotne przy tego typu ćwiczeniach, druga kwestia, to dolegliwości bólowe. Rozciąganie ma to do siebie, że musi boleć, ale nie ma być to dolegliwość nie do wytrzymania, bo to z kolei prosta droga do kontuzji. Chodzi o wyczucie pewnego progu, do którego jesteś w stanie się dotrzeć, następnie lekko go pogłębiasz. Wszystko będę tłumaczyć, ale dla pewności… wolisz z muzyką, czy bez nie? – Gestem nakazała mu usiąść, samej robiąc to samo.[/color]


Spotkasz mnie na polu bitwy nawet i w najciemniejszą NOC
Będę twoim mieczem i tarczą, będę strzegła każdy twój krok,
Dla Ciebie wykrwawiam się, obnażam skórę, liczę swoje grzechy
Spadam w dół, już nie krzyczę, czekam na szydercze uśmiechy

Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] OmW5KmE

Wspomnienia krwawią, rozerwij mnie na kawałki, skórę i kości
Depczę po szkle, czy swym poświęceniem dostarczę Ci radości?
SPRAWDŹ mnie, zaskocz, nim do reszty w kłamstwach zatonę
Spróbuj popchnąć mnie za daleko, zobacz moją ciemną STRONĘ
                                         
Kraska
Generał
Kraska
Generał
 
 
 

GODNOŚĆ :
Natsumi Kitō


Powrót do góry Go down

Nie potrzebowała z pewnością słownych zapewnień co do tego, że w pełni się na niej skupił. Reprezentował niewielkie grono słuchaczy, którzy w pełni oddawali się naukom, nawet jeśli te przechodziły z krótkiego monologu w prawdziwy słowotok przepakowany informacjami po brzegi. Nie rozglądał się na boki, nie wiercił, nie ziewał. Sprawiał wrażenie rzeczywiście zaintrygowanego jej poglądem, choć twarz miał nieruchomą, zastygniętą w jednym i niezmiennym wyrazie; pozornie obdartą z emocji. Kalkulował swoje możliwości, odcedzał z natłoku zdań te, które wydawały się możliwie jak najprzydatniejsze – i to wszystko widać było w oczach. W przymrużonych nonszalancko powiekach, w rozszerzonych źrenicach i skrzących się przy świetle tęczówkach. W tym, jak podążał za każdym jej ruchem, którym starała się podkreślić podetknięty pod nos wariant, jak studiował gestykulację nadającą wyrazom materialnej formy. Nawet kiedy zamilkła, nie stracił na czujności, najwidoczniej spodziewając się dalszej części wykładu.
Teorii brakowało mu najbardziej.
Szkoła tylko utwierdziła go w przekonaniu, że ciało można wyuczyć odruchów. Bo ciało postępowało według przyjętych kiedyś norm, szlifowanych latami, utwardzonych do stopnia, w którym nagła chęć ich zmiany nie przynosi żadnych efektów. Potrafił grać w koszykówkę z zamkniętymi oczami, bo to nie umysł znał zasady gry, tylko organizm. Każdy mięsień, żyły z buzującą krwią, stawy. Oddawał się rozgrywce, niemal całkowicie wyłączając swoją świadomość. Mechaniczne ataki, balansowanie wagą z jednej nogi na drugą, łapanie równowagi w najmniej oczekiwanych momentach – między innymi to doprowadziło go na szczyt hierarchii w drużynie.
Wojsko było jednak inne.
Nie potrafił się tutaj wyciszyć. Wyłączyć tak, jak robił to podczas meczów. Nie umiał po prostu wybuchnąć śmiechem, przybić piątki, a potem nagle zamrugać, wsłuchując się w wiwaty i gwizdy rozbrzmiewające gdzieś między końcowym ogłoszeniem wyniku. Lekcje przeżywał aż do przesady. Rozciągały się niemiłosiernie w czasie, a po nich miał tylko więcej pytań niż odpowiedzi.
Jeżeli tym razem także łapały go jakieś wątpliwości, to zachował je dla siebie.
Posłusznie podporządkował się trybowi narzuconemu przez Kraskę. Nie wyglądało też na to, aby sam proces rozciągania wywoływał w nim dyskomfort. Unosił ramiona i odchylał je do tyłu, kręcił kostkami młynki, rozprostowywał palce u dłoni. Do przesady wiernie odwzorowywał jej manewry.
Nie zauważył momentu, w którym przerwała i dopiero wilgoć na karku, skroniach i żuchwie uświadomiła mu, że się zmęczył. Odetchnął głębiej, odgarniając z czoła lekko mokre kosmyki.
Jeżeli nie jest to jakaś relaksacyjna nuta to nie ma problemu, proszę pani. – Usiadł we wskazanym miejscu, koncentrując się przede wszystkim na unormowaniu oddechu.
Generał sprzedała mu plan, ale jeszcze nie rozumiał ceny, jaką zaoferował się spłacić.

/ Przepraszam za jakość tego posta, ale trochę wybiłem się z rytmu.
Następne będą lepsze.


Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] FeJ60nA
Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli [Kyōryū – walka wręcz] Anigif2gi_qwqpwqp
yeah
i'm ready
                                         
Kyōryū
Ochotnik
Kyōryū
Ochotnik
 
 
 

GODNOŚĆ :
きょうりゅう るうか (Kyōryū Rūka)


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach