Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 23/01. Przeczytaj ogłoszenie dotyczące spisu chorób.
  • 07/01. Do 11 stycznia jest czas na zaktualizowanie poszukiwań w temacie "Tablica Ogłoszeń". Zgłoszenia bez poprawnej daty zostaną usunięte. Ewentualne pytania prosze kierować na PW do Rhetta.
  • 07/01. Wyjątkowo choroby losowano dwukrotnie. Upewnij się czy twoja postać jest wciąż zdrowa!
  • 05/01. Zerknij na najnowszą notkę od administracji.
  • 04/01. Zapoznaj się z ogłoszeniem dotyczącym przedmiotów specjalnych (talonów).

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Pisanie on 11.12.16 15:38  •  It's all about survival.. [walka wręcz] Empty It's all about survival.. [walka wręcz]
Główni bohaterowie: Dude & Angel
Miejsce: Desperacja
Umiejętność do zdobycia: Walka wręcz.


Wszystko zapowiadało się normalnie, pobudka, śniadanie i trening w sali. Szykowała się już od kilku tygodni na powrót Ciro, będą walczyć jak tylko się spotkają. Była w świetnej formie i wszystko by toczyło się jej normalną rutyną gdyby nie usłyszała o pewnym pewnej plotki. Czas stanął w miejscu. Złapała za szmaty łowcę który przechodził obok i szarpnęła go w swoją stronę. Chłopaka aż nieco zatkało z początku ale kolejne szarpnięcie sprawiło że oprzytomniał równie szybko. - No.. słyszałem że wpadł w tarapaty na misji poza murami miasta.. - od razu go puściła i ruszyła przed siebie. Musiała się dowiedzieć czy to prawda, może ktoś coś źle przekazał. On był dla niej jak młodszy brat, opiekowała się nim. Był pod jej ochroną, włos nie miał prawa mu spaść z głowy!
Dostała potwierdzenie że Spec porwali jej podopiecznego na desperacji i nie było obecnie w bazie nikogo kto by się tym zajął. Kazali czekać na Eltyara bo był najbardziej doświadczony w tego typu ratunkach z obecnie przebywających w bazie łowców. No chyba ich pojebało że Angel będzie marnowała czas! Tydzień to zbyt długo aby cierpliwie czekać. Do tego czasu mogli go pokroić i bóg jeden wiedział co jeszcze! Oznajmiła że się tym zajmie sama. Próbowali ją od tego odwieść? A i owszem, ale to jej nie powstrzyma! Przygotowała się do podróży. Wyciągnęła informacje siłą z jednego łowcy, dostała w przybliżeniu namiary lokacji gdzie przebywał oddział. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyła w stronę wyjścia.
Załatwiła sobie transport w okolicę zrujnowanego miasta, dobrze mieć kontakty. Wysiadła z pojazdu i naciągnęła na usta czarną arafatka zawiązaną na szyjce. Zapięła czarną skórzaną kurtkę pod szyję i poprawiła przypiętą do pasa katanę. Miała na sobie czarne bojówki i czarny podkoszulek pod kurtką. Do tego buty taktyczne i w lewej cholewie buta nóż myśliwski tak że rękojeść wystawała poza krawędź buta. Poprawiła na dłoniach czarne, skórzane rękawiczki bez palców. Na plecach miała plecak z potrzebnymi rzeczami. No i ruszyła. Jedyna informacja jaką miała to ten rejon. Nie wiedziała gdzie się dokładnie zabunkrowali. Ale to nie był problem, ruszyła z cichacza wąskimi uliczkami. Wdrapała się po ruinach jednego podniszczonego budynku na dach i podpełzła do krawędzi ostrożnie. Miała widok na teren z góry. Leżała tak przez dłuższy czas i obserwowała. Kiedy upewniła się że nie ma tu nikogo ruszyła dalej.Gdzieś po drodze zauważyła wychodzącego ze zniszczonego sklepu typa ubranego na czarno. Przypatrywała się mu i śledziła w odpowiednim odstępie aby jej nie zauważył. "Jak jest jeden to jest i cała banda tych skurwieli.." przeszło jej przez myśl. Cały dzień zleciało jej na dotarciu do celu. Stare, zniszczone kasyno. Z dachu obserwowała jak wartownicy się zmieniali. Dwóch od frontu i dwóch robiło obchód dookoła całego budynku w równych odstępach czasu. Musiała nieco odpocząć i nabrać sił po całym dniu wspinaczek. Robiła sobie krótkie drzemki do momentu aż była zregenerowana. Musiała obejść budynek większym dystansem żeby nie natchnąć się na nikogo, trzeba było znać wszelkie możliwe drogi ucieczki jak zrobi się gorąco. - Za 5 dni przyjadą po niego.. coś im wypadło.. - usłyszała jednego z delikwentów. "Więc mam 3-4 dni na to by go wyciągnąć.." przeszło jej przez myśl. Dwa dni spędziła na obserwowaniu budynku i tego co się działo wokół niego. Wiedziała kiedy warta się zmieniała i jakie mieli nawyki jej wrogowie. Mogła rzucić się na nich z miejsca, ale mogliby zrobić krzywdę pojmanemu.
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Chmury leniwie przesuwały się po niebie. Oczywiście słońca nie można było dojrzeć, bo szarawe, puchate obłoki skutecznie je zasłaniały. Żaden, nawet najmniejszy promień światła nie dał rady się przez nie przebić. Cała ta ponura pogoda bardzo pasowała do zniszczonego krajobrazu Desperacji.
Skrzydlaty rozejrzał się na boki, chowając ręce w kieszeniach swojej czarnej, zniszczonej bluzy. Westchnął dość głośno, skupiając wzrok na jakimś zniszczonym budynku, stojącym nieco dalej. Nie myślał o powodzie swojej podróży, bo go nie miał. Bardzo często wędrował po prostu z nudów. Czasami zdarzało mu się kręcić gdzieś w okolicach apogeum, gdzie liczył na to, że znajdzie jakieś przedmioty, które ułatwiłyby mu życie. Zazwyczaj poruszał się jakimiś bocznymi ścieżkami lub chował się za ruinami budynków. Dzisiejszego obrał inną trasę, nieco niebezpieczniejszą. Szedł wydeptaną dróżką, po środku pustkowia. Gdy tylko gdzieś w oddali udało mu się dostrzec jakieś poruszające się punkty natychmiast przyspieszał kroku, nie chcąc napotkać żadnych nieprzyjemności. Na otwartej przestrzeni stanowił bardzo łatwy cel, dlatego też czym prędzej próbował dotrzeć do tych poniszczonych domostw, które udało mu się namierzyć.
Nasunął na głowę kaptur, jakby chciał ukryć swoją twarz przed światem. Wzrok skierował w dół, na swoje nogi. Kroki stawiał duże i szybkie, obawiając się tego, że ktoś może go śledzić. W lewej ręce trzymał lekko poniszczony różaniec, który był dla niego w pewnym sensie amuletem przynoszącym szczęście. Nie modlił się przy jego pomocy, zwykle ściskał go w dłoniach, jakby chciał się w ten sposób odstresować. Dziwne, że wisior przez te kilkadziesiąt — a nawet kilkaset lat — nie rozpadł się całkowicie.
Po kilkunastu minutach dotarł do jakichś poniszczonych zabudowań. Nieco zwolnił, rozglądając się po budynkach. Postanowił wejść do jednego z nich, by się trochę ogrzać i ewentualnie rozejrzeć się za jakimiś cennymi przedmiotami. Nie spodziewał się raczej jakichś rarytasów, a miło by było znaleźć coś przydatnego. Chociażby jakiś większy kawałek materiału lub krzesiwo. Zajrzał ostrożnie do środka, chcąc upewnić się czy budynek jest pusty. Przesunął rozpadające się szczątki drzwi i wszedł do środku. Fioletowe ślepia rozejrzały się po pomieszczeniu, próbując namierzyć coś wartego uwagi.
Trzask. Coś trzasnęło. Coś lub ktoś.
Niemalże od razu odwrócił się do tyłu. W wejściu stał jakiś nieznajomy typ, który raczej nie miał pokojowych zamiarów. Od razu zaczął iść do przodu. Dudley wiedział, że w bezpośrednim starciu nie ma szans, zwłaszcza, że pomieszczenie, w którym się znajdował było niewielkich rozmiarów. Kątem oka dostrzegł dziurę w ścianie. To właśnie ona była jego jedyną drogą ucieczki. Bez większego zastanowienia rzucił się w stronę tej dziury. Wyskoczył z budynku, podkurczając nogi. Szczęśliwie wylądował obiema nogami na ziemi. — Łap go — charknął typ, który był jeszcze w środku ruiny.
Już był gotowy, by ruszyć dalej, ale coś go powstrzymało. Nie spojrzał w bok i nie usłyszał tego, że za ścianą czaił się drugi zbir, który tylko czekał na to, aż Dude wyskoczy przez tę cholerną szczelinę. Nie usłyszał go, bo akurat stał po lewej stronie, a na lewe ucho anioł był niemalże kompletnie głuchy.
Poczuł ból w obu łydkach. Dostał jakimś grubym kijem w nogi. Nieciężko domyślić się, że pod wpływem takiego uderzenia runął na ziemię. Zaczął się czołgać, pełznąć do przodu.
„Ci, którzy pełzną, nigdy się nie potykają.”
Próbował wstać, podpierając się ręką, ale ból łydek zwyciężył. Obrócił się na bok, jakby chciał zablokować ewentualny atak któregoś ze zbirów, ale zareagował za późno. Wystarczyło jedno uderzenie w głowę, by zaczęły mu latać mroczki przed oczami. Chwilę później leżał na trawie. Nieprzytomny.

***

Ocknął się, ale przed oczami miał ciemność. Od razu domyślił się, że ma na głowie jakiś worek, który uniemożliwiał mu zlokalizowanie swojego położenia. Próbował sobie przypomnieć co się stało, ale okropny ból głowy nie za bardzo mu na to pozwalał. Siedział na jakimś krześle, ręce miał z tyłu, najprawdopodobniej czymś związane, bo nie mógł nimi ruszać. W tym momencie część jego długiego, anielskiego życia przeleciała mu przed oczami. Czy w dzisiejszym dniu umrze? Możliwe, ale jakoś specjalnie długo nad tym nie rozmyślał. Zaczął szamotać się na krześle, próbując wydać z siebie jakiś dźwięk. Dopiero w tym momencie spostrzegł, że ma zakneblowane usta.
Czuł się bezradny. Gdzieś w oddali słyszał głosy zbirów, którzy go tak urządzili. Wspominali coś o tym, że czekają na jakiś transport. Kim byli? Nadal nie wiedział.
Zaschło mu w gardle, brzuch bolał go z głodu i nogi w okolicy łydek z pewnością miał opuchnięte. O obrażeniach głowy nie wiedział zbyt wiele. Cholernie go bolała, ale czy z rany leciała krew? Nie potrafił tego określić. Może miał guza? Tego też do końca nie wiedział.
Wyprostował się nieco, próbując się uwolnić. Nadal bez jakiegokolwiek skutku.
Czyżby to był mój rychły koniec?
Nie, idioto. Weź się w garść i wymyśl coś, masz jeszcze kilka rzeczy do załatwienia na tym świecie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Trzeci dzień i Angel już miała plan odbicia jeńca. Dystanse pomiędzy budowlami były wystarczające aby mogła w miarę swobodnie poruszać się po ruinach. Jej skill był cholernie przydatny w terenie zabudowanym. Czekała aż nadejdzie zmrok, widziała gęste chmury powoli zasłaniające niebo. Tej nocy mrok będzie jej sprzymierzeńcem. Z plecaka wyjęła kilka przydatnych dupereli i pochowała je po kieszeniach bojówek. Katanę odpięła z pasa przy biodrze i umocowała ją sobie na plecach. W ten sposób będzie jej się lepiej poruszać po terenie. Dwóch wartowników miało broń palną, ale u pozostałych widziała głównie noże i sztylety. Jedna postać miała nawet pejcza przy pasie. Gdy tylko zmrok zapadł ruszyła przed siebie. Oczywiście od góry, po dachach. Z jednego budynku miała możliwość przeskoczenia na krawędź dachu kasyna. Musiała tylko wyczekać momentu kiedy wartownik zrobił rundkę i obszedł pilnowany budynek. Wystartowała i wybiła się z krawędzi przeskakując na dach kasyna. A przynajmniej tak planowała. Dystans okazał się nieco większy aby miękko wylądować na nogach. Z ledwością 'dofrunęła' i ostatecznie uchwyciła się krawędzi lewą ręką. Aż nieco tynku się ukruszyło. - Słyszałeś to? - dotarł do niej głos jednego z mężczyzn. Przylgnęła do ściany starając się wkomponować w teren. Było ciemno więc miała trochę szczęścia. Wartownik zrobił dodatkowy obchód i kiedy skończył Fanel złapała się krawędzi filaru po swojej prawej stronie. Umiała się wspinać po każdej powierzchni o ile nie byłą gładka i śliska. Przecież nie była pająkiem. Podniszczony budynek kasyna był jak ścianka do wspinaczek dla początkujących. Zeszła po filarze w piętro w dół i zajrzała dyskretnie przez uchylone okno. Pusto. Idealnie. Ostrożnie przewędrowała na parapet i wyginając ciało w każdy możliwy sposób wczołgała się do środka pomieszczenia. W momencie kiedy postawiła obie stopy na drewnianych deskach, te oczywiście zaskrzypiały. Rozejrzała się po pomieszczeniu uważnie, dostrzegając uchylone drzwi. Ostrożnie z dłonią na rękojeści miecza zaczęła się kierować w tamtą stronę. - To nie sprawiedliwe że my tu musimy kwitnąć.. to marnowanie naszego czasu.. - usłyszała głos za drzwiami. Delikatnie złapała za klamkę przygotowując się do ataku. "Jebane wojsko.. myślą że wszystko im wolno.. takiego kurwa jak pozwolę im przewieźć jednego z naszych do ich pierdolonego laboratorium.." przeszło jej przez myśl. Gdy nagle szarpnęła gwałtownie za drzwi, jednym susem doskoczyła do pierwszego przeciwnika i ze świstem tnącym powietrze wydobyła katanę. - O ja pierdole! - warknął inny stojący po jej lewej stronie. Szybkie i precyzyjne cięcie skróciło jej pierwszego wroga o głowę. Z chwilą gdy cielsko poleciało na podłogę, drugi mężczyzna już miał w dłoniach sztylety. Bez chwili zastanowienia rzucił się na dziewczynę. - Zdechniesz w męczarniach bluźnierco..! - warknął machając ostrzami w powietrzu. Jedno z ostrzy zatrzymało się na mieczu a drugie tuż przed twarzą białowłosej. - Bluźnierco? - syknęła zaciskając dłoń na nadgarstku przeciwnika sprawiając mu na tyle bólu że wypuścił broń z ręki. Sparowała jego drugi sztylet i kopnęła go w kolano wyprostowanej nogi. Z ust wydobyłby się krzyk alarmujący pozostałych przeciwników w budynku, ale Angel złapała mężczyznę za usta ciskając nim o ścianę i spoglądając mu w oczy poderżnęła mu gardło. Krew siknęła w łowczynię i po chwili kolejne martwe zwłoki padły na ziemię. Rozejrzała się uważnie. Widząc że jest na korytarzu. Złapała za zwłoki obu typów i zataszczyła je do pomieszczenia z którego wypełzła. Po czym ostrożnie zaczęła przemierzać korytarz nasłuchując czy ktoś jest w pobliżu.
Nie zadawała pytań, jak kogoś napotkała to eliminowała z miejsca "Od kiedy Spec są takim łatwym celem.. myślałam że to będzie trudne.. jebane cioty na tej desperacji.." przeszło jej przez myśl gdy usłyszała męski głos za winklem. Zatrzymała się i wygrzebała lusterko z kieszeni. Dwóch typów stało pod uchylonymi drzwiami o czymś gadało. Z trudem ale dostrzegła przez uchylone drewniane drzwi fragment krzesła do którego ktoś był przywiązany. "Cel namierzony.." uśmiechnęła się w myślach. - Kurwa zapomniałem fajek ze sobą wziąć.. - warknął jeden. - Nie przesadzaj.. Rico zmieni cię za 2h to sobie zapalisz.. - burknął drugi. Wykorzystała ich chwilę pogawędki i schyliła się za winklem. wygrzebała z kieszeni zapalniczkę i posunęła ją po podłodze w trakcie rozmowy. Po czym wyprostowała się przy ścianie gotowa i ustawiła w pozycji do ataku. Kiedy drzwi się zamknęły, usłyszała kroki. Te ustały z chwilą gdy mężczyzna dostrzegł błyszczący przedmiot. - O ty kurwa.. znalezione nie kra.. - urwał w połowie schylając się po przedmiot. To ten moment kiedy jedno cięcie ostrza oddzieliło głowę od reszty ciała. Angel schyliła się po zakrwawioną zapalniczkę ale jej spojrzenie utkwiło w czymś co opadło na ziemię w momencie gdy pozbawiła typa głowy. Wisiorek. Schowała zapalniczkę i wygrzebała z posoki krwi metalowy przedmiot. Przyglądała się mu bardzo uważnie."Co to kurwa ma być..?" przeszło jej przez myśl gdy spojrzenie uniosła na drzwi. Ruszyła spokojnym, miękkim krokiem po drewnianej, skrzypiącej podłodze. Tuż przed drzwiami zapukała trzy razy dość normalnie. Typ będący z pomieszczeniu z Aniołem się nieco zdziwił i poszedł otworzyć. - A ty od kiedy tak dobrze wychowany? - padły słowa mężczyzny gdy drzwi się otworzyły na oścież. - Kim ty kurwa.. - warknął sięgając ręką za pas po rewolwer, kiedy poczuł coś go przeszywa na wylot. - .. jesteś.. - wybełkotał ostatnie słowo gdy dziewczyna przekręciła ostrze w jego wnętrzu. Pchnęła cielsko w bok i zamknęła za sobą drzwi pomieszczenia. Otarła ostrze katany o nogawkę spodni i schowała miecz. Po czym złapała za włosy umierającego i trzepnęła nim o drzwi tak aby je zabarykadować. Jej spojrzenie przykuł podobny wisior na szyi co znalazła przy zwłokach poprzednika. - To chyba jakiś kurwa żart.. - warknęła łapiąc za medalik i zrywając go z szyi. Obróciła się wpatrując w osobę przywiązaną do krzesła z workiem na głowie. Zaczęła iść powoli, podłoga skrzypiała pod jej butami. Aż była przy pojmanym. Postura i budowa ciała nie wskazywała osoby po którą przyszła. Wolną ręką złapała za skrawek worka i jednym szarpnięciem zdjęła materiał z głowy rannego chłopaka. Złotej barwy ślepia się wlepiły w twarz Dude'a. Stałą tak przez chwilę w milczeniu. - Kim ty jesteś do cholery..? - wymamrotała zbliżając twarz do jego twarzy. Złapała ostrożnie za knebel który miał w ustach i wyjęła go aby mógł dać jej odpowiedź. Rozejrzała się po pomieszczeniu jak by szukała czegoś. - Co tu się kurwa dzieje.. podali mi te namiary.. to nie ma sensu.. - warknęła niezadowolona. Podniosła wisiorek który trzymała za rzemień na wysokość oczu i przyglądała się mu przez chwilę. - 'A' w kółku.. to nie jest symbol S.Spec.. żaden z tych skurwieli nie miał nawet podstawowego wyposażenia wojskowego..- mruknęła spoglądając na martwe ciało jednego z oprawców Aniołka.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Nie dawał za wygraną. Cały czas próbował się uwolnić. Wciąż szamotał się na boki. Używał całej swojej siły, ale był już nieco osłabiony, bo dość długo tkwił w tej niewygodnej pozycji, krępującej jego ciało. Nogi miał przywiązane do nóżek krzesła, ręce wykręcone do tyłu i związane. Czuł również sznur zaciskający się na swoim brzuchu. Utrudniał mu oddychanie, nie wspominając już o tym worku na głowie.
Kolejne silne szarpnięcie nie przyniosło pożądanych efektów. Skrzydlaty poczuł tylko pieczenie w okolicy nadgarstków. Nic dziwnego, w końcu już tyle czasu próbował się uwolnić, a na chwilę obecną tylko coraz mocniej ocierał sobie skórę tymi szorstkimi więzami. Czuł też, że wszystkie przedmioty, które miał przy sobie wcześniej zostały mu odebrane. Kieszenie miał puste, więc nie było szans, by mógł sobie pomóc jakimś narzędziem, nawet gdyby jakimś cudem udało mu się je chwycić.
Przez cały ten czas dużo myślał. Wkrótce zaczęły mu się kończyć pomysły. Czuł się bezradnie. Nic nie wskazywało na to, by pojawił się ktoś, kto mógłby go uwolnić. Pogodził się z faktem, że sam nie zdoła przerwać grubego sznura, który tak skutecznie uniemożliwiał mu zrobienie czegokolwiek. Porywacze bardzo się postarali. Więzy były bardzo staranne. Żadnych niedociągnięć, żadnych pomyłek i niedopatrzeń. Możliwe, że nie był jedyną porwaną osobą... Właśnie!
Próbował krzyczeć, choć jedynym dźwiękiem, jaki udało mu się z siebie wydobyć był jakiś niezrozumiały bełkot. Ciężko jest mówić, mając w zakneblowaną mordę. Po serii swoich dzikich, stłumionych jęków odczekał chwilę. Nikt się nie odezwał. Teraz był niemalże pewny, że w pomieszczeniu był sam. Z jednej strony się cieszył, że nikt inny nie dał się złapać tak głupio jak on, ale z drugiej strony pocieszający byłby fakt, że nie tkwi w tym bagnie sam. Marne pocieszenie, ale zawsze jakieś.
Oddychał głęboko, jakby oszczędzał powietrze, które i tak łapał już z trudem. Nie dość, że musiał oddychać nosem to jeszcze nacisk, który wywierały na jego brzuch więzy wcale mu nie ułatwiał łapania powietrza. Czuł się źle. Jego ciało było znacznie osłabione, zarówno przez obrażenia jakie odniósł wcześniej, jak i przez te kilkugodzinne, bezowocne próby uwolnienia się. Czuł jak opuszczają go wszystkie siły. Szarpnął rękoma jeszcze kilka razy, próbując zignorować ból. Więzów nadal nie przerwał. Jego powieki stawały się coraz cięższe.
Usłyszał jakieś krzyki dochodzące z zewnątrz. Był tego niemalże pewny. W pierwszej chwili myślał, że ma jakieś omamy słuchowe, ale po chwili znów usłyszał głosy. Próbował się na chwilę skupić, zrozumieć słowa, które wykrzykiwał prawdopodobnie jeden z tych typów, którzy go złapali.
„Zdechniesz (...) bluźnierco...”
Niemalże natychmiastowo się otrząsnął. Pomachał głową na boki, jakby chciał się rozbudzić. Wciąż nie był pewny, czy przypadkiem się nie przesłyszał. Ale nie, potem do jego uszu, a raczej do jego zdrowego ucha dobiegła masa innych dźwięków. Kolejne niezrozumiałe okrzyki i charakterystyczny świst, który skądś znał. Skoncentrował się i po chwili uznał, że słyszał cięcia jakiegoś ostrza. Był tego niemalże pewny.
Ktoś przyszedł go uratować?
Wciąż w to wątpił.
Usłyszał głos. Wyraźny, kobiecy głos. Miał wrażenie, że dobiegał z naprzeciwka. Nie, tym razem się nie mylił, naprawdę słyszał jakąś dziewczynę. Od razu zaczął jęczeć i wydobywać z siebie dziwne dźwięki, jakby chciał zwrócić na siebie jej uwagę. Musiała go uwolnić.
Słyszał jej kroki. Przybliżała się, drewniana podłoga przeraźliwie pod nią skrzypiała... co oczywiście nie oznaczało, że dziewczyna była gruba, po prostu panele były bardzo poniszczone! Ale najważniejsze, że się zbliżała. Dosłownie chwilę później zdjęła worek z głowy Dude'a. Włosy chłopaka były w jeszcze większym nieładzie niż zwykle. Oczy miał przekrwione i podkrążone. Mrugnął nimi kilkukrotnie, rozglądając się na boki. Widok ciał nie zrobił na nim wrażenia, więc od razu skupił się na swojej wybawicielce. Nieznajoma pozbyła się knebla, który uniemożliwiał skrzydlatemu mówienie.
Kim jestem... Nikim ważnym. — wychrypiał, po czym przełknął ślinę. Przyjrzał jej się nieco uważniej, a potem odetchnął ciężko kilka razy. Nareszcie mógł oddychać ustami, nareszcie nie czuł się tak beznadziejnie. Chociaż trochę wstyd, że musiała go ratować dziewczyna. — Gdybym wiedział, że uratuje mnie taka laska to starałbym się wcześniej nie padać na ryj — dodał po krótkiej chwili, nie siląc się nawet na uśmiech. — Byłbym wdzięczny, gdybyś użyła swojego mieczyka i przecięła sznur, który więzi moje ręce. Z resztą sobie poradzę. — specjalnie, niemalże aktorsko zmienił swój ton głosu na nieco bardziej błagalny. Do pełni szczęścia potrzebował właśnie wolnych rąk. Jego głos zaczynał brzmieć już o niebo lepiej, chociaż wciąż miał lekką chrypę. — To nie byli przedstawiciele S.SPEC, z pewnością. Tych sukinsynów wyczułbym na kilometr. Obstawiałem KNW, skoro rzucili się na... — już prawie zdradził nieznajomej to, kim jest. Na szczęście w porę nabrał wody w usta. — ... mnie.
Zerknął na nią ponownie, zdmuchując sobie grzywkę na bok. Przynajmniej sama nie była SPEC-em, tego był pewny. Żółtej chusty też u niej nie dostrzegł, więc nie była też jednym z kundli. Odchrząknął cicho, odwracając twarz w bok. — Uwolnij mnie, a wszystko Ci powiem — bardziej stwierdził niż poprosił. — Nie jestem groźny.  — ale to już wiedziała, bo nawet mówienie sprawiało mu problemy. Poza tym... nie miał zamiaru atakować osoby, która była jego ostatnią deską ratunku.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Stała dosłownie nieopodal niego analizując wypowiedź. Miała nadzieje że nieznajomy powie jej nieci więcej niż sama próbowała z tego wyciągnąć. Ale była pewna że S.SPEC to to nie byli. Może jakiś gang tutejszych tubylców? Na Desperacji było wszystko możliwe. Pojmanemu troszkę zajęło rozeznanie się w sytuacji, obserwowała go uważnie swymi błyszczącymi, złotej barwy ślepiami. Widok zwłok go nie ruszył, nawet się nie wzdrygnął widząc że Angel jest srogo ubabrana w krwi jego wrogów. Uniosła brew na pierwszą wypowiedź ale nie przerywała mężczyźnie. Obserwowała mimikę ciała, każdy jego najdrobniejszy gest. Wsłuchiwała się w zmieniającą się barwę głosu. Błagalny ton wywarł na niej wrażenie ale nie dała tego po sobie poznać, jeszcze nie teraz. Sam fakt że psioczył na wojskowych upewnił ją że choć nie jest łowcą to przynajmniej mają podobne nastawienie do władzy. Buntownik! Takich się ceni. Brew drgnęła gdy usłyszała o jedno słowo, a raczej zlepek trzech spółgłoskach. Zrobiła kilka kroków w jego stronę i pochyliła się w jego stronę. Oparła dłonie na jego kolanach i zbliżyła twarz nieco bliżej wymęczonego aniołka. - Chcesz mi powiedzieć że zamiast wojskowych, wybiłam ponad połowę pieprzonych sekciarzy gnieżdżących się w tym kasynie.. i zamiast pojmanego łowcy.. dostałam Ciebie w nagrodę? - mówiła bardzo powoli ani na chwilę nie spuszczając go z oczu. - Coś mi jednak nie styka.. jak sam przed chwilą wywnioskowałeś to musi być KNW skoro to Ty jesteś celem.. a rzekomo jesteś "Nikim".. - wyszeptała bardzo spokojnie jak na osobę która pojawiła się w złym miejscu o złej porze i w dodatku nie potrzebnie. Możliwe że dalej by mu zadawała pytania ale oboje usłyszeli potężne trzepnięcie w drzwi. Gdyby nie zwłoki jednego z wyznawców, drzwi pewnie by wyleciały z zawiasów. A tak jedynie uchyliły się na tyle na ile trup pozwalał. Angel od razu spojrzała w bok, przez szparę wtargnęło dwóch typów. Jeden z mieczem a drugi z pistoletem. - To ta zdzira pomordowała naszych? - warknął blondyn wyciągając z pochwy katanę. - Odsuń się od skrzydlatego szmato.. i ręce do góry bo odstrzelę ci łeb.. - warknął drugi. Białowłosa spojrzała na Dude'a - Poważnie..? - mruknęła jedynie i powoli odchyliła się od niego unosząc ręce nieco wyżej. Zaczęła iść w stronę uzbrojonego w rewolwer faceta. - Stój kurwa! - warknął, ale ona się nie zatrzymała. Była w połowie drogi, widziała jak lufa zmieniła trajektorię i teraz typ mierzył w głowę przywiązanego do krzesła anioła. - Zastrzelę go! - warknął ale Angel opuściła jedną dłoń łapiąc za rękojeść katany. Szybko uskok w bok w tym samym monecie kiedy pociągnął za spust. Huk wystrzelonej broni rozniósł się po pomieszczeniu. Wyznawca Ao trafił w cel! Choć nie ten który sam planował, łowczyni wskoczyła na linię ognia łapiąc kulkę. Pochyliła tors do przodu i wyskoczyła w stronę strzelca, dobywając katanę w chwili gdy byłą przy nim. Wymierzył teraz już w nią ale kolejny strzał nie padł, za to okrzyk bólu rozniósł się po pomieszczeniu gdy ostrze jej miecza ujebało kończynę przy łokciu. Obrót i kolejny świst miecza w powietrzu. Głowa sama się powoli osunęła i poleciała na podłogę. Łowczyni już stała w pozycji do ataku zwrócona w stronę ostatniego wierzącego. Katana w jego dłoniach aż dygotała, widocznie jakiś nowicjusz. - Chyba nie chcesz tracić życia w tak młodym wieku.. ile masz lat.. 17-18.. cała wieczność przed tobą u boku ukochanego Ao jeśli nie rzucisz miecza i znikniesz mi z oczu.. - warknęła zimnym tonem. Młody nie zastanawiał się wcale długo, wypuścił ostrze i potykając się o zwłoki jednego z wyznawców wyjebał się próbując uciec. Szybko pozbierał się na czworaka i tyle go było widać. Westchnęła powoli odwracając się w stronę Dude'a. - Mhm.. 'nikt ważny'.. z pewnością.. - mruknęła podchodząc bliżej. Obeszła go i stanęła za nim klękając. Wyjęła z buta nóż i rozcięła sznury na nadgarstkach. Po czym rozcięła te pętające jego brzuch i klatkę piersiową. - Jesteś w stanie chodzić czy mam cię nieść? - dodała po chwili zerkając na niego gdy podeszła do niego od przodu i klękając rozcięła sznury na nogach. O ile był spostrzegawczy i przyjrzał się jej uważnie, mógł dostrzec dziurę po kulce tuż pod prawym obojczykiem przy ramieniu. W końcu zgarnęła za niego pocisk. Ale była tak ubrudzona krwią wyznawców Ao że nie wiadomo gdzie była jeszcze cudza krew a gdzie już jej własna. Wyprostowała się i podała mu rękę żeby pomóc wstać, wyglądał na słabego.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Usta wciąż miał ułożone w poziomą kreskę. Wyraz jego twarzy wciąż był tak samo obojętny jak wcześniej. Tylko w jego głosie można było doszukiwać się jakichkolwiek drobnych zawahań, które mogłyby świadczyć o zmianach zachowania. Wzrokiem znowu przeleciał po jej sylwetce. Szybko. Od góry do dołu. Ostatecznie jednak ich spojrzenia się skrzyżowały. Przekręcił głowę delikatnie w bok i zamrugał oczami. Wciąż zastanawiał się kim była jego nieznajoma wybawczyni. Słysząc jej słowa wywnioskował, że nie ma wobec niego złych zamiarów. Oby nie miała. Dzisiejszego dnia miał stanowczo dość, ale nie ma co mu się dziwić, prawda?
Oderwał od niej wzrok, by móc rozejrzeć się na boki. Gdzieś po swojej prawej stronie dostrzegł stół, na którym leżały jego przedmioty. Co prawda zbiry po ograbieniu skrzydlatego nie mogły liczyć na zbyt cenne łupy, bo wcześniej miał tylko przy sobie broń i różaniec. Odetchnął głośniej, jakby z ulgą, a potem ponownie przeniósł wzrok na dziewczynę, która wciąż przed nim stała i zapewne oczekiwała odpowiedzi na kilka kwestii. A on oczywiście nie za bardzo chciał opowiadać o tym jak to głupio dał się podejść. Już fakt, że to płeć przeciwna musiała go uratować był dla niego niemalże nie do zniesienia.
Dokładnie to chciałem powiedzieć. — gdzieś w głębi nawet się ucieszył, że nie musiał jej wszystkiego dokładnie tłumaczyć. Grzeczna dziewczyna, wszystkiego domyśliła się sama. Punkt dla niej. — Nie narzekaj, lepsza taka nagroda niż żadna. Wiesz, ja też wolałbym Cię spotkać w innych okolicznościach, ale wyszło jak wyszło. Co zrobisz... — gdyby czuł się nieco pewniej to pewnie rzuciłby jakimś świńskim żarcikiem i gdyby tylko mógł przyjąłby bardziej korzystną pozę, by trochę wyeksponować swoje atuty. Ale wciąż był ostrożny, w końcu to ona stała nad nim z ostrzem w dłoni. Nie chciał testować jej nerwów, bo z łatwością mogłaby skrócić go o głowę. Mimo wszystko zdecydował się posłać jej uśmiech. Krótki, delikatny, ale uśmiech. Nieczęsto zdarzało mu się szczerzyć do nowo poznanych osób, więc łowczyni mogła czuć się zaszczycona. Chwilę później jego mimika wróciła do normy. — Pojawiłem się w złym miejscu i czasie, musieli mnie z kimś pomylić, pomyłki się zdarzają. Ja naprawdę nie jestem nikim ważnym. — kłamstwo przeszło mu przez gardło z zaskakującą łatwością. Nie miał zamiaru mówić jej kim jest. I tak wiedziała już dużo. Poza tym... czy to było takie ważne? Raczej nie.
Nagle rozległo się głośne trzaśnięcie. Oboje natychmiastowo skierowali wzrok w stronę drzwi. Im oczom ukazało się dwóch uzbrojonych typów. Dudley zaczął się szarpać, jakby zapomniał, że wciąż jest przywiązany do krzesła. I tak faktycznie było, kompletnie o tym zapomniał. Już chciał rzucić się w wir walki, ale niestety więzy skutecznie go powstrzymały. Mógł jedynie patrzeć.
Przymknął na chwilę oczy, słysząc okrzyki zbirów.
„Odsuń się od skrzydlatego (...)”
No kurwa — wycedził przez zęby. Nie wiedział, że wyznawcy mają tak długie języki. Powinno się im je skracać, zdecydowanie. Nie chciał się chwalić tym, że jest aniołem, to oczywiście musiał pojawić się ktoś, kto pochwalił się tym za niego.
Potem rozległ się strzał. Dude widział lufę skierowaną w jego kierunku. Zamknął oczy w obronnym geście, a otworzył je dopiero po chwili. Sam nie wiedział co się właściwie stało. Widok, który zastał wcale go nie zdziwił. Pojawiło się jedno nowe ciało, a drugiego dziewczyna puściła wolno.
Jaka pobłażliwa.
Nie moja wina, że przyjebali się do aniołów. Ja naprawdę nie jestem nikim ważnym, oni musieli mnie śledzić już od jakiegoś czasu. Bo niby skąd mogli wiedzieć... — próbował się usprawiedliwić, zerkając na jej twarz. Szczęście, że dziewczyna dość szybko przecięła sznury na nadgarstkach i brzuchu. Nietrudno domyślić się, że skrzydlaty od razu zaczął masować przetartą skórę. No i nareszcie mógł normalnie oddychać. No i zaraz po tym był wolny. Poruszył obolałymi nogami, przypominając sobie o wystrzale. — Jesteś ranna, opuśćmy to miejsce to Cię opatrzę — zaproponował, mrużąc trochę oczy. — Nie potrzebuję pomocy — dodał, próbując wstać. Podparł się ręką, by było mu łatwiej. Stanął na obu nogach, pochylając sylwetkę nieco do przodu. Zachwiał się. Zrobił dwa ostrożne kroki. Nie wywrócił się. Schylił się i złapał za nogawkę prawej nogi. Uniósł ją nieco do góry. Nogi miał posiniaczone, bolały go, ale dał radę iść.
Ruszył w stronę stołu i zgarnął z niego swoje rzeczy. Schował różaniec i pazury, a potem odwrócił się w stronę Angie. Podszedł do niej, wzdychając przy tym.
Dude — rzucił tylko, przyglądając się trupom porozrzucanym po pomieszczeniu. Pomrugał trochę oczami, a potem wskazał palcem na drzwi. Powinni się stąd zwijać. W trybie natychmiastowym.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Skinęła głową lekko w bok na wzmiankę o tym jak musieli go dopaść. Cóż może i faktycznie nie jego wina że stał się celem Kościoła tyle musiała mu przyznać. A skoro już tu się znalazła to przecież nie zostawi go na pastwę losu, może nie było tego po niej widać ale miała trochę dobroci w sercu. Pomijając już fakt że szlag ją trafiał jak ktoś się znęcał nad bezbronną osobą. "Jeden dobry uczynek jeszcze nikogo nie zabił.." przeszło jej przez myśl. Kiedy skomentował jej stan zdrowia, jedynie parsknęła. - Ja ranna? Nie rozśmieszaj mnie.. to nic takiego, jedna kulka w tą czy w tamtą różnicy nie zrobi. Mierzył ci w głowę.. Ty byś z tego nie wyszedł.. dla mnie to tylko draśnięcie.. - oczywiście że dała mu do zrozumienia że jest twarda. Że nie potrzebuje pomocy od nikogo! Prędzej sobie język odgryzłaby, niż poprosiła obcego o pomoc. Miała swoją dumę i ewidentnie nie była jedyną osobą w tym pomieszczeniu pod tym kątem. Obserwowała Anioła bardzo uważnie, wyciągnęła w jego stronę rękę aby mu pomóc. Ah ta męska duma, oczywiście że pogardził pomocą. Na ustach pojawił się lekki uśmiech, ale tego Dude już nie mógł zobaczyć, ponieważ miała naciągniętą czarną arafatkę na prawie całą twarz. Jedynie złotej barwy ślepia wystawały spoza czarnego materiału. Spojrzeniem egzaminowała jego stan. Zerknęła w stronę okna, skakanie raczej nie wchodziło w grę, w końcu mogła w chwili obecnej polegać tylko na lewej ręce. Poruszyła prawym ramieniem z sykiem, czuła cholerny dyskomfort, kulka musiała utknąć w ciele. Czekała w spokoju aż Anioł zabrał swoje szpargały ze stołu. Jak widział wcześniej posługiwała się prawą ręką gdy machała mieczem. Zerknęła na niego ze spokojem - Mam się do Ciebie tak zwracać? - spytała ale nie liczyła na wykład odnośnie pochodzenia tej ksywy. - Angel.. - mruknęła do niego po chwili milczenia. Powoli odpięła pas z biodra do którego miała przymocowany miecz i spinając klamrę przewiesiła go sobie przez bark. - Trzymaj się blisko.. i za mną.. nie chcesz wejść w zasięg mojego miecza.. - mruknęła powoli idąc w stronę wyjścia. Oczywiście dostosowywała swoje tempo do jego żeby w razie potrzeby pomóc mu iść. Przy winklach gestem dłoni kazała mu zostać i sprawdzała teren. Kiedy było czysto, nawoływała go ręką. Kasyno wydawało się opustoszałe, zeszli powoli po schodach w dół na parter. Tam też się trochę rozglądała ale cisza i spokój. Widocznie ocalały dobrze poinformował swoich pozostałych przy życiu pobratymców. Nie zmieniało to faktu że mogli się gdzieś czaić za rogiem. Zaczęła się cofać i szturchnęła Anioła w bark lekko wskazując mu kierunek poruszania się. Wyjdą tyłem, tak na wszelki wypadek. Poza tym miała obmyślony plan ewakuacji już wcześniej. Otworzyła metalowe drzwi i powoli wyściubiła nosek. Pierwsza wyszła a kiedy upewniła się że nikogo nie ma to dała gestem dłoni sygnał żeby Dude szedł za nią. Ruszyła w kierunku ruin pomagając mu przy pokonywaniu większych przeszkód, zrobili ładne półkole aż znaleźli się na trzecim piętrze innego budynku gdzie Angel od kilku dni koczowała obserwując kasyno. Jakiś poniszczony, opustoszały biurowiec. W jednym z pokoi z idealnym widokiem na przód kasyna miała swoje rzeczy. Weszła do pokoju gdzie była wytarta, zniszczona kanapa i fotel. Mały, drewniany stolik obok kanapy i jakieś biurko pod oknem. Od razu schyliła się przy wersalce i wyciągnęła zza niej plecak. Zerknęła na Anioła i wskazała mu miejsce. - Siadaj.. nie jestem lekarzem ale te obtarcia trzeba zdezynfekować.. jeszcze Ci się jakieś zakażenie wda.. - mruknęła siadając na stoliku naprzeciwko chłopaka. Oczy po chwili zmieniły barwę ze złotej na czerwoną. Potrząsnęła głową lekko i wyjęła jakieś bandaże, małą metalową piersiówkę i waciki. Pogrzebała trochę po plecaku, wyjmując z niego po chwili butelkę z wodą. Złapała za materiał arafatki i zsunęła ją sobie z twarzy. Zrobiła kilka łyków i podała Aniołowi butelkę. - Masz.. uszy bolą od tej chrypy, której się nabawiłeś.. - powiedziała ze spokojem w głosie i wzięła do ręki jedne z gazików czekając aż ten będzie gotowy do opatrzenia, jej zdaniem był w gorszym stanie niż łowczyni.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

„Ja, ranna? Nie rozśmieszaj mnie...”
Uniósł do góry brew, przyglądając się uważniej jej twarzy. Dosłownie chwilę później przeniósł swój wzrok na jej obojczyk, odszukując ranę, której nabawiła się przez niego. Nie wyglądała fatalnie, Dudley widywał dużo gorsze. Ale to nie oznaczało przecież, że można było ją całkowicie zignorować. Jego zdaniem należało jak najszybciej wyjąć kulę i jakoś ogarnąć tę ranę. Nie miał jednak zamiaru drążyć tego tematu, bo uznał, że jeśli jednak dziewczyna będzie potrzebowała jego pomocy to po prostu o nią poprosi.
Nie powinnaś lekceważyć rany postrzałowej — odparł, cmokając przy tym. I nawet pomachał głową na boki. Nie martwił się o nią, po tych kilkunastu minutach znajomości wiedział, że jest twardą babką. Nie życzył jej źle, dlatego też odezwała się w nim ta chwilowa troska o jej stan. — To chociaż spróbuj poruszyć tą ręką, żeby mieć pewność, że żaden ważny mięsień nie został dotkliwie zraniony — zaproponował i odruchowo sam rozruszał swoją rękę. Złapał się za ramię i zaczął je delikatnie rozmasowywać. — A właśnie, dzięki za wszystko — dodał, bo uznał, że w sumie to dziewczyna ma rację. Ten typ celował w jego głowę, a tego strzału Dude na pewno by nie przeżył. Zwykle nie dziękował innych, no chyba że faktycznie zasłużyli na podziękowania. Zdecydowanie powinien jej okazać wdzięczność. Mimo tego, że praktycznie wcale się nie znali to ona jednak mu pomogła. Co prawda wszystko mogło skończyć się dla skrzydlatego dużo gorzej, gdyby nie doszło do tej dziwnej pomyłki.
Ech, głupi zawsze ma szczęście, prawda?
Jak chcesz. Tak naprawdę nazywam się Dudley, ale zwykle wołają na mnie Dude... no i jakoś się tak przyjęło — wyjaśnił pokrótce. Nazwiska to w ogóle jej nie podał, bo uznał, że nie jest jej potrzebne. Najprawdopodobniej i tak więcej się nie spotkają, bo ich drogi zwyczajnie się rozejdą. Przynajmniej z takiego założenia wychodził Dude. Gdy dziewczyna również się przedstawiła parsknął, próbując w porę zasłonić twarz, by tego nie zauważyła i nie usłyszała. Ale nie udało mu się. Spojrzał na nią tylko, nieco rozbawiony. — Angel? I co, może jesteś anielicą, co? — zapytał, momentalnie poważniejąc. Bo w sumie teraz to zaczął się nad tym zastanawiać. Kim ona właściwie była? Gdyby go nie uratowała to na pewno by się tym nie interesował. Poczekał pewnie na jej odpowiedź, a potem ruszyli w drogę.
Oczywiście od razu jej posłuchał i dał jej prowadzić, chociaż cały czas miał ją na oku, tak na wszelki wypadek. Kto wie, czy gdzieś za rogiem nie czaiło się jakieś kolejne niebezpieczeństwo. W każdym razie był gotowy jej bronić, doskonale wiedział, że została ranna w ramię prawej ręki. Rozglądał się na boki podobnie jak ona. Kroki stawiał powoli i ostrożnie. Zdrowym uchem nasłuchiwał ewentualnych niepokojących dźwięków. Ale w budynku panowała cisza. I całe szczęście. Dość sprawnie udało im się wyjść z budynku bez jakichkolwiek przykrych niespodzianek.
Po chwili doszli do jakiegoś innego, opuszczonego budynku. Gdy tylko zobaczył, że w pokoju są rzeczy Angel zagwizdał.
Planowała tę akcję od jakiegoś czasu.
Jestem pod wrażeniem. Musiałaś ich długo obserwować. — rozejrzał się po pomieszczeniu, by potem wyjrzeć przez okno. Wspaniały widok na kasyno, w którym był więziony. Na chwilę się zamyślał. Z "transu" wyrwał go głos dziewczyny. — No chyba żartujesz — prychnął jakby z wyrzutem. — Ja też nie jestem lekarzem, ale rozsądek podpowiada mi, że to jednak Twoje obrażenia są poważniejsze. Najpierw zajmij się kulą, a ja sam mogę zająć się swoimi otarciami. — mimo wszystko usiadł na miejscu, które mu wskazała, bo nogi nadal go bolały. Ale ten ból był do wytrzymania. A dzięki rozmowie ze swoją wybawczynią niemalże całkowicie zignorował to, że jeszcze niedawno kręciło mu się w głowie. Dopiero teraz sobie o tym przypomniał. — Myślałem, że pod tą chustą kryje się jakiś odrażający widok. — przyjrzał się jej dokładniej, przechylając głowę na bok. — Hm... Na szczęście się myliłem. Ryjek to Ty masz całkiem wyjściowy — obdarzył ją komplementem, a kąciki jego ust drgnęły ku górze.
Wodę oczywiście wziął. Skinął tylko głową w geście podziękowania, a następnie spojrzał na Angel, unosząc prawą brew.
Tak? A ja myślałem, że ta chrypa sprawiła, że mam bardziej seksowny głos. — skrzywił się nieznacznie, choć po chwili doszedł do wniosku, że słuchanie jego charczenia nie należy do najprzyjemniejszych czynności. Odkręcił butelkę i wziął kilka łyków wody. Nawilżył suche usta, a potem zakręcił butlę i oddał ją właścicielce.
To jak, dasz sobie pomóc? Najpierw Ty, później ja. — spojrzał na nią pytającym wzrokiem. Anielskie odruchy zwyciężyły. Wiedział, że dziewczyna go potrzebuje, tylko próbuje udawać twardą. I po co? Przecież i tak nikomu nie wygada.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Kompletnie zignorowała jego komentarz odnośnie lekceważenia rany, wcale tak nie było. To że dawała mu takie odczucie to już inna sprawa, przecież ona nikomu nie pokaże że cierpi. To oznaka słabości a nikt nie ma prawa znać jej od tej strony. Kolejny komentarz odnośnie rany i Angel posłała mu spojrzenie sugerujące aby się zamknął odnośnie tego tematu. Głupia nie byłą przecież a to też nie była jej pierwsza rana postrzałowa. Szczypce, mocny alkohol i sobie poradzi z problemem jak będą już bezpieczni. Znowu nic nie odpowiedziała na jego podziękowanie, przecież nic takiego nie zrobiła. W progu obserwując teren spojrzała na Anioła jak tłumaczył pochodzenie swojej ciekawej ksywki. Wszystko było by spoko gdyby cwaniak nie parsknął bezczelnie na wzmiankę o jej imieniu. Powoli obróciła twarz w jego stronę, zerkając przez ramię na parskającego chłopaka. Uniosła brew w skrajnej irytacji odnośnie komentarza. - Ulżyłeś sobie..? Gdybym była anielicą to pewnie skończyłabym jak ty.. Na twoje szczęście nie jestem z twojego gatunku.. inaczej już byś się witał ze Stwórcą.. - mruknęła w odpowiedzi na jego lepszy humor.
Aż tak dużo gratów przy sobie też nie miała w swojej tymczasowej miejscówce. Spojrzała na chłopaka nieco zdziwiona. - Dwa dni obserwacji.. i trzeci dzień dopracowania szczegółów.. nie byli jakoś wybitnie zorganizowani.. ale przecież to wojsko nie było.. - mruknęła z obojętnością. Czekała w spokoju aż posłucha jej wskazówek i oczywiście musiał zacząć się mądrzyć. Obserwowała go jak kuśtykał do wersalki i uwalił się na niej w końcu. Zerknęła na miejsce postrzału i po chwili westchnęła. Odłożyła gazik i złapała za suwak kurtki. Powoli pociągnęła zamek w dół i ostrożnie zaczęła zdejmować ubranie. Starała się nie poruszać ręką przy ranie żeby nie pogorszyć stanu rany. Trochę jej to zajęło ale w końcu akcja zakończyła się sukcesem. Złapała za ramiączko i zsunęła z ramienia nieco aby ułatwić sobie dostęp do rany. Ucisnęła palcami w okolicy rany z cichym sykiem, tym samym nieco krwi wypłynęło z dziurki. - Nie jest głęboko.. w tej czarnej torbie znajdziesz szczypce.. podaj.. jeśli możesz.. - mruknęła. Sama złapała za metalową piersiówkę i otworzyła ją zębami. Spojrzenie przeniosło się na twarz Anioła gdy padł komplement z jego ust. Wyglądała na nieco zdziwioną, a przynajmniej się nie spodziewała podobnych słów. - Też najgorzej nie wyglądasz.. biorąc pod uwagę że warunki w jakim przebywałeś.. - mruknęła bardziej spokojnym głosem. Zrobiła łyka krzywiąc się niemalże od razu. - Ohydne.. - mruknęła zatykając piersiówkę i odkładając na bok. Dobrze się znieczulić choć odrobinę przed taką operacją. Zepchnęła niepotrzebne graty z pozostałej części blatu i zmieniła pozycję. Położyła się plecami na twardym blacie i wyciągnęła dłoń w jego stronę czekając aż poda jej szczypce. - Jak byś mógł złapać mnie za bark przy ranie i docisnąć mocno do blatu żeby unieruchomić nieco tą partię mojego ciała to byłabym wdzięczna.. będzie mi łatwiej wygrzebać pocisk.. - powiedziała oczekując jego reakcji. Przecież mógł ją olać, wcale by się nie zdziwiła. Wtedy by się nieco bardziej męczyła ale no skoro już tam z nią był to czemu go nie wykorzystać do czegoś pożytecznego?! Nie skomentowała jego 'seksownego głosu' bo przecież nie mierzyła go pod tym kątem. Miała wrażenie że chłopak nie będzie żebrał o picie, a domyśliła się że jest spragniony. No i przecież spierzchnięte usta mówiły same za siebie, w końcu był w rękach kościoła! Kto wie jak długo tam siedział bez wody i jedzenia. Przecież był w niewoli a nie na wakacjach w pięciogwiazdkowym hotelu.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Gdy tylko dostrzegł te jej spojrzenie natychmiast zamilkł. Nie miał zamiaru dalej ciągnąć tematu jej rany, skoro tego nie chciała. Wciąż pozostawała tą twardą babką, która wyciągnęła go z tarapatów i jak na razie nie miała zamiaru pokazywać swojego innego oblicza. Ale Dude również nie miał zamiaru ciągnąć jej za język. To nie było w jego stylu, on zwykle nie interesował się innymi aż tak. Tym razem może nieco się zapędził, bo mimo wszystko chciał się dowiedzieć o Angel czegokolwiek, w końcu gdyby nie ona nie wiadomo co mogłoby się z nim teraz dziać. Tak, wiem, powtarzam się.
Luzuj, po prostu nigdy nie spotkałem osoby z takim wyjątkowym imieniem. Nie musisz się złościć. — uniósł dłonie w obronnym geście, robiąc krok w tył. Nie przemyślał tego co powiedział. Nie powinien naśmiewać się z jej imienia. Ale to Dudley, on zawsze najpierw mówił, a myślał dopiero, gdy zwróciło mu się uwagę. Nieraz słyszał coś w stylu: "Ludzie, którzy nigdy się nie zastanawiają i nie rozmawiają o tym, co chcą zrobić, często popełniają głupoty." Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że nieumyślnie mógł ją urazić. — Wybacz, nie chciałem Cię urazić. — nie silił się na jakieś wyrafinowane przeprosiny, ale najważniejsze, że dostrzegł swój błąd. Lepiej późno niż wcale. Ktoś inny nigdy nie doczekałby się przeprosin z jego ust.
Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybym nie dał się głupio podejść. Bo wiesz, ja sam bym ich poskładał, gdyby nie to, że zaatakowali mnie od tyłu. W bezpośrednim starciu nie mieliby szans — zaczął pewnie, bo nie ulegało wątpliwości, że gdyby doszło do walki na pięści Dude miały dużo większe szanse na wygraną. — Chodziłem po ruinach, gdy nie w porę spostrzegłem, że ktoś zatarasował mi wyjście z zniszczonego budynku, w którym się znajdowałem. Wyskoczyłem przez dziurę w ścianie, ale nie zauważyłem drugiego typa, który zaatakował mnie od tyłu. Gdyby nie to, że jestem niemalże głuchy na jedno ucho to wszystko miałoby całkowicie inny finał. Gorszy dla nich — dokończył, przekonany o tym, że gdyby jednak słyszał na to nieszczęsne ucho tak dobrze jak słyszy na drugie to w mig rozprawiłby się z napastnikami. I oczywiście specjalnie nie powiedział, o które ucho dokładnie chodzi. Nie ufał jej aż tak, ale jak na razie wszystko szło w dobrym kierunku. Ku temu, by zaufał jej nieco bardziej i by ona zaufała mu.
Zaczął ją obserwować, znowu. Gdy zaczęła zdejmować ubranie na usta cisnął mu się jakiś niestosowny komentarz, ale w porę udało mu się ugryźć w język. Patrzył tylko jak dziewczyna pozbywa się kurtki, nie rzucił się do pomocy, bo by jeszcze go za to zbluzgała. Podniósł się dopiero gdy z rany wydobyła się strużka krwi. — Jasne — rzucił tylko, by następnie namierzyć tę czarną torbę, o której mówiła. Podszedł do niej dość szybko, a przynajmniej na tyle szybko, na ile pozwalały mu obite, bolące nogi. Kucnął, powstrzymując grymas bólu, który właśnie chciał ukazać się na jego licu. Szczypce znalazł prawie od razu. Wziął je do ręki, wstał i odwrócił się w stronę Angie, do której właśnie zmierzał. — Dzięki — odparł gdy tylko usłyszał, że ona również sprawiła mu komplement. Wciąż na nią patrzył, a gdy położyła się na blacie zmarszczył brwi. Oczywiście niemalże od razu podszedł do niej i podał jej szczypce. W końcu to właśnie ich potrzebowała do pozbycia się kuli.
Dobra, ale nie będę delikatny — mruknął tylko, podchodząc do niej jeszcze bliżej. Czekał tylko na jej sygnał, a wtedy to już bez problemu docisnąłby jej rękę tak, aby łatwiej było jej pozbyć się pocisku.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Obserwowała go uważnie kiedy grzebał za torbą i wyciągnął instrument który był jej potrzebny. Czekała cierpliwie i gdy dostała do ręki to o co prosił, wlepiła czerwone oczy w twarz anioła. - Liczę na to.. - skomentowała jego ostatnią wypowiedź. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego że mogło to mieć zaczepny wydźwięk. Kiwnęła mu głową aby mógł spełnić jej prośbę. Obserwowała go gdy zbliżał się i kładł dłoń na jej barku. Syknęła czując jak ten mocno docisnął jej bark do blatu, aż się uśmiechnęła zadowolona. Może nie wyglądała ale miała bardzo wysoki próg bólu. Obróciła szczypce w słoni i zbliżyła je do rany, napięła mięśnie próbując za pomocą bólu zlokalizować to gdzie tkwiła kulka. Zbliżyła metalowy przedmiot do rany i ostrożnie zaczęła go w nim zagłębiać. Ostrożnie operowała co jakiś czas posykując, na twarzy miała grymas poirytowania pomieszany z bólem. Trochę majstrowała zerkając kątem oka na to jak sobie radzi. - Psia jego mać.. - warknęła nieco rozjuszona i wyjęła szczypce z rany zerkając na twarz anioła. - Nie jestem w stanie sama wyciągnąć.. - mruknęła dość niechętnie. Podając mu przyrząd. Potrzebowała pomocy i tym bardziej się irytowała że nie umie sama sobie poradzić. Nie chciała być zależna od nikogo, ale tak to jest jak się łapie za kogoś niepotrzebnie kulkę. Czekała aż weźmie od niej przyrząd czując nieco zażenowanie sytuacją. Urwała kontakt wzrokowy odwracając od niego twarz. - Pomóż.. proszę.. - wymamrotała ciszej, nieco się przy tym rumieniąc ze wstydu. Z trudem chowała dumę do kieszeni zwłaszcza przy obcym typie. Nawet jeśli był głuchy to powinien usłyszeć jej mamrotanie pod nosem. Pomoże czy może oleje ją? W końcu najmilsza dla niego nie była z początku.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach