Go down


No pain. No gain. [walka wręcz]

Pisanie by Arcanine on 30/6/2018, 18:00
INFORMACJE
— Nauczyciel: Arcanine.
— Uczniowie: Liam, Arthur.
— Umiejętność: walka wręcz.
— Kategoria: C.
— Minimalna ilość postów: 18-20 w dziale, 6-8 na fabule.


Las szumiał targany porywistym wiatrem. Ziemia, jeszcze zimna po nocy, dopiero nagrzewała się złocistymi promieniami słońca. Żadne zwierzęta nie odzywały się po polowaniach, nie słychać było ptactwa, owadów i ssaków; żadnych trzaśnięć gałęzi, szurnięć łap o ściółkę, ryków z głębi gardła. Świat milczał i czekał na rozwój wydarzeń.
  Niebo ledwo jaśniało, było pochmurne, choć jeszcze dalekie od deszczu. Wilczur stał oparty o wysoki do barków kamień, z ramionami skrzyżowanymi luźno na piersi i wzrokiem wbitym w widnokrąg; z tamtej strony powinny przybyć Psy.
  Spomiędzy spierzchniętych ust herszta wyrwało się krótkie westchnienie; biały obłok pary otulił jego twarz. Zaczynał się już denerwować, kiedy na horyzoncie zamajaczyły punkty.
  Cierpliwość była ostatnią cnotą jaką przypisano jego istnieniu, dlatego nie mógł czekać ani chwili dłużej. Odbił się od nierównej powierzchni kamienia i ruszył im naprzeciw, by stanąć na drodze dwójce rekrutów. Wskazał wtedy za siebie, na długi, półkulisty brzeg lasu. Korony drzew wyglądały jak wata targana przez wyjątkowo nerwowe palce; wydawały z siebie jesienny, niespokojny szmer przypominający tysiące szeptów. Prawie jak widownia, która mamrotem komentuje spektakl.
  Przywitał się skinieniem głowy, a potem poprowadził ich między dęby, buki, brzozy i klony. Weszli w plątaninę ususzonych, zszarzałych pni pełnych obgryzionej kory i wystających z gleby, kanciastych korzeni. Pod butami chrupały suche kawałki drewna, aż wreszcie kroki ucichły i Wilczur przeniósł wzrok z zapuszczonej łąki na swoich towarzyszy.
  — Zmierzcie się ze sobą, doświadczenie nie gra tu żadnej roli — zaczął zachrypnięcie, znów nakierowując spojrzenie na zapomniane przez ludzkość ziemie. Grunt był tutaj wystarczająco równy, aby trening nie zamienił się w kurs omijania przeszkód i choć trawa sięgała niemal bioder, po kilku stoczonych pojedynkach na pewno przylgnie do ziemi niejednokrotnie połamana przez czyjeś powalone ciało lub odpowiedni nacisk stopy; sami stworzą sobie arenę. — Chcę zobaczyć, czego nauczyła was Desperacja.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: No pain. No gain. [walka wręcz]

Pisanie by Arthur on 30/6/2018, 23:00
Ostatnio prawie nie spał. Wciskał się gdzieś w kąty pomieszczeń, unikał wszystkich żywych stworzeń, z martwymi też starając się nie zadawać. Czasem ktoś znajdował go zwisającego głową w dół, pogrążonego w półśnie, z upiornie otwartymi oczami osłoniętymi przed wysychaniem drugą parą przezroczystych „powiek”. Gdzieś w głębi siebie wiedział, że nie tędy droga, zwłaszcza jeśli miał stać się lepszy i naprawiać nienaprawialne błędy. Sytuacja zmusiła go do pokazania swojej paskudnej mordy światu, bo niestety nie byli w magicznym świecie, w którym wystarczyło podpiąć sobie gdzieś wtyczkę i załadować minutowy program szkoleniowy. Na szczęście to była Desperacja, wszystko trzeba było zdobywać samemu albo z czyjąś pomocą. Magię zostawmy aniołom. Choć nawet one pewnie musiały sobie brudzić te święte rączki zamiast zdobywać wszystko zwykłym mrugnięciem.
Poczekał na Liama, choć o wiele bardziej pragnął dotrzeć na miejsce samemu. Nie był w nastroju na spotykanie się z istotami rozumnymi, chociaż właściwie nie był w nastroju do robienia czegokolwiek. Równie dobrze mógłby dać się zakopać żywcem przez jeden z najmniej uczęszczanych tuneli Kryjówki, tak bezużyteczny i beznadziejny się czuł. Ukrywał to jednak tak dobrze, że na zewnątrz przypominał nic innego niż blade metr pięćdziesiąt obojętności.
Nie miał okularów, wybrał ostatnią parę soczewek, jakie miał skitrane gdzieś w pokoju. Do prania się po mordach lepiej było zmarnować coś, co kiedyś pożyczył na wieczne nieoddanie jakiemuś człowieczkowi. Ostatnio i tak musiał naprawiać rękę, z okularami był większy problem.
Nie odzywał się przez całą drogę, choć słuchał uważnie całej okolicy. Pod koniec wędrówki ziewnął, zadziwiająco szeroko rozwierając paszczę i ukazując światu wąskie, haczykowate kły, które na ten moment wysunęły się nieco bardziej. Podrapał lewą stronę szyi, zdrapując jedną z łusek. Mógłby przysiąc, że poprzedniego wieczoru jeszcze ich tam nie było. Jego umęczony wzrok padł na Wilczura, ale milczał nawet gdy ten się zbliżył. Na przywitanie tylko mrugnął zielonymi ślepiami.
Ciche, choć dość ciężkie westchnięcie poprzedziło nieco dziwne spojrzenie Arthura. Najpierw spojrzał na zarośla, a potem na Growa, zupełnie jakby nie był pewien czy to dobry pomysł. A) ich „do bioder” równało się z jego „do pasa”, b) przeciwnik był wyższy o prawie pół metra, c) Desperacja nauczyła go próbowania przeżyć za każdą cenę i nie oszczędzać nikogo. Nie sprzeciwił się jednak, bo mimo wszystko szanse były dość wyrównane. Umiał walczyć bronią białą, więc unikanie ciosów nie stanowiłoby większego wyzwania. To prawie to samo tylko bez trzymania czegoś w rękach. Chyba. Musiał tylko pamiętać, że ma mniejszy zasięg. Ostatecznie pozostanie taktyczne turlanie się jak w Dark Souls.
Zsunął bluzę z ramion, pozwalając jej wylądować na ziemi, w miejscu, gdzie łatwiej będzie jej nie zgubić. Nie lubił, kiedy coś ograniczało jego ruchy, a temperatury jako tako i tak nie odczuwał i nie miało to najmniejszego znaczenia. Podejrzewał, że i tak zaraz się rozgrzeje. Poruszył prawym ramieniem, nadgarstkiem, sprawdził czy mechanik nie skopał sprawy. Wlazł na trawiastą arenę, odwrócił się na pięcie, przechodząc tyłem jeszcze dwa kroki i przybrał postawę obronną, przenosząc ciężar ciała na lewą nogę. Bez broni nigdy nie atakował pierwszy, wbrew ogólnej postawy kamikadze jaką zwykle sobą reprezentował. Wolał zaczekać i zareagować w odpowiedniej chwili, próbować przewidzieć schematy i taktykę przeciwnika, znaleźć słabe punkty. Jedyne co umiał to walić jak popadnie, wykorzystując mechaniczne kończyny.


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
avatar





Arthur
Ratlerek     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: No pain. No gain. [walka wręcz]

Pisanie by Liam ♥ on 1/7/2018, 16:04
Raz kozie śmierć, pomyślał, ruszając swoje dupsko w umówione miejsce. Droga długa nie był, ale dalej poza kryjówką i Liam już nie ociekał taką pewnością siebie. Tym bardziej w lesie. Szanse na to, że coś mogło tu wyskoczyć były prawie pełne, a tylko brakowało tego, żeby przed nauką się poturbował. Naturalne środowisko, co? Splunął gdzieś na bok. Jakże to łaskawe ze strony Arthura. Jego sprawa. Nawet nie miał zamiary go zagadywać przez ten kawałek drogi, bo skoro nawet nie dostał słowa na dzień dobry, to znaczy jasno, że lepiej zawszyć swoją szanowną buźkę i się nawet nie dopytywać skąd taki paskudny humor.
No, ale pana i władcę tego stadka ciężko było... zignorować. Nie wkurwiaj nauczyciela swego, bo możesz mieć gorszego. A plotki jakie słyszał, sugerowały, że gorzej być nie mogło, ale Liam chciał się na własnej skórze przekonać. Nie znał go w żadnym stopniu. Takie widmo, będące na szczycie piedestału. Na świecie widział, ale to była chwila, moment. Tak samo podczas przyjęcia do grupy.
Nieznacznie się uśmiechnął, skinął głową i w zasadzie to by było na tyle. Cisza jak makiem zasiał, cisza przed burzą. No dobrze, uspokójmy się. Liam wstrząsnął ramionami i szedł z boku.
Nigdy nie walczył. A przynajmniej tak na serio, co prawda, wpierdol dostał parę razy, próbował się bronić, ale jego duma zamiast go pchnąć w próbę nauczenia się przynajmniej jak się obronić spełzły na na niczym, odrzucił w kąt, a o swoim braku umiejętności walki w zwarciu zapomniał, przemilczał i nigdy, nawet rzadko kiedy w myślach poruszał tę kwestię. To, że postanowił się upokorzyć tutaj i teraz wymagało niezwykłej odwagi z jego strony. Ostatnie co chciał zrobić, to pokazać się przed kimkolwiek z psów, że był pod tym względem bezużyteczny.
Miałeś niebywale błyskotliwy pomysł przypodobać się grupie pełnej zabijaków.
Pobieżnie, jeszcze w czasie tej przechadzki oceniał swojego nowego kumpla w treningu. Jak się domyślał, i słowa Wilczura to potwierdziły, nie ma żadnych ostrzeżeń od samego początku. Miał tylko nadzieję, że na samym początku nie postanowi się nagle włączyć.
Czego nauczyła go Desperacja? Unikać walki. A czego miał się przez cholerne 3 lata nauczyć, jeszcze w dodatku cierpiąc na amnezję?
Westchnął w duchu. Nie ma co narzekać. TO JEST KONTROLOWANA SYTUACJA. Chart zmarszczył brwi. Z jednym okiem będzie trochę trudniej, ale koniec końców ustawił się bez szemrania na wydzielonej przestrzeni. Warunki wręcz laboratoryjne. Sam też by poczekał na pierwszy ruch. POWINNO się raczej tak robić. Ale Liam nie miał najmniejszej ochoty spędzić całego dnia na "obserwacji ruchów przeciwnika". Tudzież stania jak kołek.
Ruszył z marszu prosto na kurduplowatego kumpla, bez przygotowania. W tych kontrolowanych warunkach przez zbyt wysoką trawę i tak nie miał jak zgadnąć, czy poruszy się w lewo, czy w prawo, a może spróbuje skoczyć w tył. Liam udał, że zamierza zaserwować pełny atak lewą pięścią prosto w jego twarz. Chciał by podniósł ręce. A jakby już tak zrobił, to złapałby go z lecącej pięści chociaż za jedną rękę, a potem pociągnął ja w górę i drugą ręką walnął w brzuch.
Miał nadzieję, że to dobry plan.



You know that you are not first.
But do you really care?




O krokodylach różańcowych l Głos

avatar





Liam ♥
Chart     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: No pain. No gain. [walka wręcz]

Pisanie by Arthur on 31/7/2018, 11:11
Aż dziw, że Wilczur w ogóle zgodził się ich uczyć. Nigdy nie wiadomo czy ktoś nie wykorzysta twoich własnych zdolności przeciwko tobie, zwłaszcza jeśli sam go tego uczyłeś. Chociaż właściwie Grow trochę się zabezpieczył przed odkryciem jego techniki, bo nie zamierzał sprać im mord samemu tylko zamierzał oglądać walkę zwierząt. Przynajmniej nie wsadził ich do klatki, choć tak dla kurdupla mogła wyglądać tymczasowa arena - wysoka trawa skutecznie mogła mu utrudnić życie. Ale nawet jeśli dostanie wpierdol, to będzie to wpierdol od kumpla i nie dostanie go na darmo tylko po to, żeby się czegoś nauczyć. Typowa Desperacja - zawsze kopała w tyłek, żeby się tylko wzmocnić i nie dać zabić.
Mogliby stać i pół dnia, Arthur był wyjątkowo cierpliwy. Czasem nawet w ten sposób zniechęcał przeciwników, posyłając ich w diabły swoją postawą "mam wywalone, atakuj sobie pierwszy". W tym momencie jednak gdyby Liam nie uderzył pierwszy, nauczyciel mógłby stracić chęć obserwowania ich jak ten kołek w polu i sam im przekopać zadki, żeby się łaskawie ruszyli. W końcu nie przyszli bić się na spojrzenia tylko na pięści, kopniaki i wszelkie inne elementy ciała. Nie zamierzał dać się złapać ani uderzyć. Ból miał głęboko gdzieś, w końcu i tak nie miał pojęcia co to jest. Obserwując ruchy przeciwnika, spróbował odskoczyć do tyłu, odrobinę na prawo, wyginając się w tył i próbując uniknąć ręki. Gdyby miał broń, zaraz spróbowałby doskoczyć i ciąć, ale nie miał, a oni się tu nie mieli pozabijać. Zaraz też spróbowałby jak najszybciej wyminąć Charta, znaleźć się za jego plecami i wymierzyć cios prawą ręką gdzieś na wysokości nerki. Miał nawet plan jak ułatwić sobie zdanie, ale najpierw musiał w odpowiedni sposób ustawić sobie kolegę. I najlepiej go trochę zmęczyć - obaj byli wymordowanymi, więc w teorii mieli tyle samo siły, a w praktyce... cóż, on był mimo wszystko mniejszy.
Ale istniała szansa, że nie zdołał uniknąć podstępnego ciosu. Wtedy po prostu starałby się wierzgać nogami jak popierdolony, starając się kopnąć Liama w twarz albo chociaż rękę, którą miał go walnąć. Bycie kurduplem też miało jakieś zalety.


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
avatar





Arthur
Ratlerek     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: No pain. No gain. [walka wręcz]

Pisanie by Liam ♥ on 19/9/2018, 23:36
/ Dobra, będę pisać trochę w dokonanym, bo grając na przypuszczenia to my tego w rok nie zrobimy lD

To była w zasadzie chwila, może nawet nie. Ułamek sekundy.
Liam z szeroko otwartym okiem mógł tylko patrzyć jak jego atak prawie, że spalił na panewce. Rozwarta dłoń, gotowa chwycić za jakąkolwiek część ciała swojego oponenta ślizgała się, ku rozgoryczeniu Charta, po fragmencie ciała czy też materiału jaki na sobie miał w tym momencie. Na jego twarzy już malowała się złość. Widział pusta przestrzeń przed sobą. Coś mu umknęło. Może był zbyt wolny? Zbyt przewidywalny? Nie przywykł do szybkich ruchów swojego ciała. W zwarciu walczył jak do tej pory tylko i wyłącznie w swojej gadziej postaci, która jednak mimo wszystko była powolna i nieskuteczna do atakowania przeciw szybkim celom. A tutaj może i był duży, ale nie miał swoich kilkuset kilogramów, które go ograniczały.
Wyrzucił większość swojego ciała przed siebie. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie ku temu by teraz dostać w bok, w plecy i prawdę mówiąc, nie za bardzo orientował się, której strony się chwycić. Nie mógł pozwolić na zajście się od prawej strony. Nie widząc na to oko był jeszcze bardziej pozbawiony możliwości zrobienia jakiegoś bardziej sensownego kontrataku.
W tej sytuacji, jeszcze lecąc w przód postanowił zamachnąć się łokciem tak, by w razie czego nie dać się od razu tak skutecznie powalić i w tym obrocie postanowił walnąć się na plecy i spróbować jeszcze raz z poziomu podłogi.



You know that you are not first.
But do you really care?




O krokodylach różańcowych l Głos

avatar





Liam ♥
Chart     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: No pain. No gain. [walka wręcz]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics