gry online



Go down


Torii

Pisanie by Arcanine on 17/1/2019, 21:55

Torii, dawniej czerwone jak wozy strażackie bramy, obecnie spróchniałe, szare konstrukcje bliskie zawalenia ― wiele z nich już teraz, w konfrontacji z wiatrem, walkami lub z powodu wieku, obaliło się i zniknęło pod tumanami kurzu i piachu.
Według japońskich wierzeń poprzedniego millenium torii symbolizuje przejście między dwoma światami ― człowieczym, ludzkim, które kończy się śmiercią i światem nieskończonym, będącym krainą kami, bogów. Obecnie nikt nie wie, dokąd prowadzi tych kilkanaście poprzechylanych w różne strony bram. W okolicy próżno szukać chramów i innych świętych miejsc shintou.

Torii są jednym z charakterystycznych punktów zdradzanych nowym członkom gangu. Na północny-wschód od nich, w odległości 4-5 kilometrów, znajduje się siedziba DOGS.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Arcanine on 17/1/2019, 22:45
Wiatr bezlitośnie szarpał za ubrania i włosy, te Lysane rozwiewając jak białą flagę. Ale wątpliwe, by chciała się poddać bez walki. Miała w sobie za dużo charakteru ― jak w przeciwnym razie wytłumaczyć funkcję, którą dostała od Kościoła? Początkowo nie chciał zawierzać, że w ogóle potrafiła wybić się poza zmanipulowaną, szarą masę, ale z czasem zaczął przyznawać ― w zasadzie tylko przed samym sobą ― że gdyby się postarała, wspięłaby się wyżej.
  Zdawał sobie sprawę, że zabierając ją do kryjówki, popełnia niewyobrażalny błąd. Kiedy Evendell przyprowadziła do siedziby Lesliego, najlepszy przyjaciel Growa omal nie przypłacił tego życiem ― a przecież wcześniej uratował Ev, jedyne stworzenie, dla którego Wilczur zrównałby psią górę z ziemią. Lysane na swoim koncie miała mniej brawurowe uczynki. Zakładała, że po ułożeniu się wygodnie w tronie pani generał starała się przede wszystkim odsuwać najazdy na jego Psy. Gdy była możliwość, odwlekała w czasie wszelakie inkwizycje lub całkowicie rezygnowała z ich realizacji, a już na pewno bezpośrednio w nich nie uczestniczyła. Nie zmieniało to jednak faktu, że dowodami nie dysponowała, a on właśnie kierował się wraz z wrogiem w stronę DOGS.
  Słońce wisiało już wysoko na niebie, ale przykrywały je kłęby ciemnoszarych, deszczowych chmur. Pora roku wymuszała na nich szybki krok, a Grow, który wcześniej tak skrupulatnie interesował się obrażeniami kobiety, tym razem nie pozwolił ani sobie, ani jej na przystanki. Jeżeli chcieli znaleźć jakiekolwiek schronienie przed nadciągającą, zimną ulewą ― i nocą, noce na Desperacji są najgorsze ― musieli się pospieszyć. Nie było sensu udawać, że mają czas.
  Nigdy go nie mieli.
  Przedzierając się przez (jeszcze) suche kilometry piachu, Wilczur jednocześnie uważnie oglądał okolicę. Zwykle, gdy chciał przejść niezauważenie, trafiał na swoich wartowników lub pustynnych bandytów, którzy za bardzo oddalili się od Apogeum. Tym razem, chociaż nie krył się ze swoją obecnością, nie mógł wypatrzyć nikogo. Tracił już nadzieję (a im mniej jej posiadał, tym więcej miał w sobie irytacji), gdy niedaleko punktu charakterystycznego, starych bram torii, ujrzał znajomą sylwetkę snajpera.
  Wsunął wtedy palce między wargi i gwizdnął głośno, ponad szalejącym wiatrem, mając nadzieję, że mimo dzielącej ich odległości, Jericho zwróci uwagę na nadciągającego herszta i towarzyszącą mu Lysane.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Lysane on 18/1/2019, 11:50
Szła uparcie, choć tempo dla zranionej nogi nie było zbyt miłe. Zaciskała zęby z każdym krokiem wykonanym przez lewą nogę. Nie okazywać słabości, to był jej ostatni życiowy cel, którego trzymała się z całych sił, choćby te uciekały w popłochu. Starała się wspierać na drepczącym obok feniksie, który nadal wyraźnie się bał. Ogniście pomarańczowy łeb poruszał się na boki, wypatrując zagrożeń, czujnie czekając na moment, w którym znowu spróbuje ucieczki przed wrogiem wzbijając się w szalejące powietrze. Mogła wykorzystać zdolności Valli, ale nie chciała jej zmuszać do produkcji cennych łez. Wyrywanie jej piór też nie wchodziło w grę. Poza tym, miała cel w byciu nie w pełni sprawną.
Nie korzystała ze wzroku. Upiorne, pozbawione koloru oczy były teraz ukryte za opuszczonymi powiekami. Mogła wyglądać jak lunatyk lub inna zmora, boso przedzierając się przez zimny piasek, łopocząc włosami niczym chorągwią, lżejsze elementy sukni długimi wstęgami powiewały w tył prawie jak delikatne, półprzezroczyste skrzydła. Ciemność przypominała kolejne zjawy z przeszłości, wiatr wrzeszczał imiona kolejnych zabitych, przypominając jej czym się stała i przed czym próbowała uciec. Były wśród nich kobiety, dzieci, dzielni mężczyźni, zezwierzęcone osoby, dziesiątki aniołów. Gdzieś przewinęła się żółta chusta, potem następna. Było ich mało w porównaniu z innymi zabitymi, ale wciąż tkwiły tam, szydząc i niematerialnie plując na zagubioną Lysane. Za kogo się uważała, włażąc z butami między kły i pazury? Bo co, bo czasem nakierowała inkwizycję w inne miejsce niż znajdował się gang, uznając ich za “marny cel”? Nie mieli za co być jej wdzięczni. Ich przyjaciele i tak ginęli.
Ciekawe czy wielu z nich plątało się poprzedniego dnia po Górze, roznosząc ją na strzępy od środka.
Potknęła się, kiedy noga strzeliła ją kolejną porcją bólu. Zachwiała się, ale ani myślała upadać. Odzyskała szybko równowagę, lekko zaciskając palce na grzbiecie bestii. Valla zareagowała od razu, szturchając ją lekko łbem. Dobrze wytrenowała ją do roli przewodnika, ale coraz bardziej miała wrażenie, że powinna być jej bardziej wdzięczna za to, co robiła. Nazywała ją tchórzem, cykorem, wciskała najgorsze epitety, kiedy ta przejawiała naturalne dla niej emocje. Pewnie nie zachowywałaby się lepiej, gdyby za dzieciaka ktoś próbował ją zeżreć.
Przystanęła, słysząc gwizd. Liczyła, że nikogo nie spotkają, że któryś z bogów, którykolwiek, który jednak by istniał, zerknie na nią łaskawie i oszczędzi ten marny żywot. Zacisnęła wargi, serce zaczęło łomotać w piersi. Ogarnęła ją niepewność czy przetrwa następne minuty. Nabrała powietrza w płuca, wyprostowała się, choć zimno smagało niezbyt ubraną sylwetkę, uniosła dumnie głowę, ruszając znowu przed siebie. Drżała. Z zimna, z gorączki, ze strachu.
Czy tak będzie wyglądał mój koniec?


Głos Słowa #856d54 MG #7c7b34



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
Lysane





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Jericho on 25/1/2019, 17:22
Jericho nie był osobą, która dobrze czuła się w ciasnych pomieszczeniach, zwłaszcza jeśli były one pod ziemią. Owszem, obecnie siedziba DOGS była jego domem, ale od czasu do czasu po prostu musiał stamtąd wyjść i przewietrzyć się, chociaż wiedział, że samotne chodzenie po Desperacji było raczej niebezpieczne. Z drugiej jednak strony, nie mógł ciągle przejmować się tym, że coś go zaatakuje. Myśląc w ten sposób, równie dobrze mógł się zamknąć w pokoju i tam spędzić resztę swojego życia.
Niczym w więzieniu.
Chcąc przeciwdziałać takiemu durnemu myśleniu, zabrał swój pistolet, paczkę fajek, zapalniczkę i ruszył przed siebie. Nogi same go zaniosły do miejsca zwanego Torii. Miejsce to było jednym z pierwszych jakie widział, gdy dołączył do gangu. Dosyć charakterystyczne bramy były widziane z wielu metrów i służyły jako punkt orientacyjny. Były dosyć daleko od kryjówki, dlatego też dotarcie w to miejsce zajęło mu nieco czasu.
Ten czas poświęcił na rozmyślania. Ostatnio gang jakby się uspokoił, przycichł. Nie były  prowadzone jakieś większe akcje, chociaż herszt wiecznie był pokiereszowany. Ale to u niego było akurat normą. Czym to było spowodowane? Czy była to jedynie cisza przed burzą, czy może faktycznie nastały  spokojniejsze czasy? Tego nie wiedział i w zasadzie uznał, że nie potrzebnie poruszył w swojej głowie ten temat. Jeśli Jericho będzie potrzebny, to ktoś po niego pewnie przyjdzie, a jeśli będzie ogłoszona jakaś akcja, to pewnie sam się do niej zgłosi.
Trapiło go  jednak coś innego.
Już dłuższy czas nie widział się z synem. Ze trzy miesiące będą. Tęsknił za swoją małą kopią, ale musiał się uzbroić w cierpliwość, gdyż ostatnio, gdy zakradł się do M-3 został niemalże złapany. Cudem wymknął się pogoni i chyba tylko to, że ktoś go rozpoznał z jego dawnych przyjaciół uratowało go. Jak on się nazywał? Ryutaro? Nie. Ryuk? Też nie. Zresztą, nie było to istotne w tym momencie. Istotne było to, że kiedy go ścigał, czy to celowo, czy też niechcący, skierował pogoń w inną stronę. Niemniej jednak, musiał się przyczaić, poczekać.
Oparł się o bramę, wyciągnął papierosa z paczki i odpalił go. Wedle wierzeń, takimi bramami kiedyś przekraczano granicę pomiędzy światem żywych, a światem umarłych. Czyżby wszystkie dusze dopiero co zmarłych ludzi zbierały się tutaj, by iść ku zbawieniu lub też potępieniu? Upiorna myśl została jednak szybko wyparta z umysłu mężczyzny, gdyż ten usłyszał odległy gwizd. W zasadzie mógł to uznać za wiatr, który płatał mu figla, ale Mokugawa nauczył się, by w Desperacji nie ignorować niczego. Ignorancja prowadziła tutaj do śmierci. Rozejrzał się więc dookoła i w oddali dostrzegł dwie sylwetki. Przypatrzył się uważniej wytężając wzrok i rozpoznał w  jednej z tych osób Growa. Snajper gwizdnął na znak, iż usłyszał  przywódcę, po czym ruszył im na spotkanie. Po dłuższej chwili dołączył  do dwójki. Arcanine wydawał się zmęczony, ale jego towarzyszka była ranna i to było widać na pierwszy rzut oka. Dodatkowo, miała zamknięte oczy. Spała? Nie, to nie mogło być realne. Może zatem była niewidoma?
- Szefie, wolno wiedzieć kim jest ta...urocza niewiasta?  - zapytał. Przyjrzał się kobiecie próbując ją rozpoznać, ale nadaremno. Nigdy wcześniej jej nie widział, zatem raczej nie należała do gangu. Kim zatem była i dokąd ją prowadzono?
Jericho





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Arcanine on 26/1/2019, 21:55
Urocza niewiasta?
   Kąciki ust go zamrowiły, prawie się na to uśmiechnął. Nigdy nie patrzył na Lysane jak na "uroczą niewiastę". Czy taka była w oczach innych? Słodka? Niegroźna? Grow potarł szczękę, jakby sprawdzał, czy nie musi się już ogolić. Kątem oka zerknął wtedy na stojącą tuż obok kobietę. Długie, białe włosy. Uniesiona broda. Zamknięte powieki. Wyprostowana sylwetka, mimo ran, które niejednego zmusiłyby do ciągłego kulenia się. Sam jej stan alarmował o tym, jak wiele musiała przejść, aby się tutaj dostać. Dostrzegał w niej tylko silną wolę i przyrzeczenie, że wbrew przeciwnościom przeżyje. Jak będzie tym razem?
   ― Lysane. Invidia. ― Mówiąc to, wbił czujny wzrok w Hana. Spodziewał się, że któreś z tych imion wywołają reakcję snajpera. Na nieszczęście ― Desperacja była ogromnym obszarem i spamiętanie wszystkich jednostek, nawet tych najistotniejszych, nie każdemu się udawało. Tym bardziej, że artykuły piśmiennicze w DOGS były mocne ograniczone. Rzadko kiedy zachowywano na nich ważne wiadomości na temat okolicznych frakcji, większość kartek starano się zresztą przeznaczyć na listy, aby i tak mocno utrudniony przekaz informacji stał się choć odrobinę płynniejszy.
   Poza tym w DOGS było ciemno.
   Żyli pod ziemią, więc korzystanie z ognia zabierało im tlen. Lamp i latarek mieli mało, baterii do nich ― jeszcze mniej. Wszystko przeszkadzało w tym, aby rozeznać się w sytuacji i gdyby w oczach Mokugawy dostrzegł niezrozumienie, nie miałby o to pretensji.
   Grow postanowił, że nie podłoży miny. Tym razem zdał się na Jericho, bez względu na jego wyszkolenie w sprawach czysto informacyjnych.
   ― Chce dołączyć do DOGS ― dodał po chwili przerwy, wreszcie obracając głowę w kierunku Lysane. ― Ma szereg umiejętności, które już dawno sprawdziłem. Poza tym to istna skarbnica wiedzy. Rzecz w tym, że...
   Zastanawiał się czasami, czy jakkolwiek mógł jej pomóc. Obejść system, który sam wymyślił, wciągnąć ją w społeczność, która pokochałaby ją i walczyła za nią do ostatniej kropli krwi. Kilka razy, leżąc w półmrokach nory, układał scenariusze, ale żaden nie był dostatecznie dobry.
   Nie było już jednak odwrotu i teraz, kiedy przyglądał się Lysane, miał wrażenie, że dotarł do etapu, w którym ― przy każdym ze scenariuszy ― nie miał już dalszych pomysłów.
   ― ... to była generał Kościoła Nowej Wiary. Jej losy zależą od ciebie.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Lysane on 27/1/2019, 01:45
Urocza...
Lysane nagle roześmiała się perliście, pokazując rząd jasnych zębów odcinających się barwą od ciemnych warg. Takie sprawiała wrażenie? Uroczej, słodkiej, niewinnej damy, która najlepiej siedziałaby w wieży czekając na księcia z bajki, który musiał koniecznie przyjechać na białym rumaku? Zaraz jednak na powrót spoważniała, choć kąciki ust wciąż były uniesione. Bok dźgnął bólem, przypominając o istnieniu niewyleczonej rany, która gryzła nieznośnie co jakiś czas. Miała tylko nadzieję, że zasklepiona przez noc nie otworzy się nagle, plamiąc jej jedną z lepszych sukienek. Pal licho, że zielona. I tak nie widziała kolorów. Materiał pochodził jednak z M3, taktycznie podpierdzielony kiedyś z jakiegoś magazynu, potem ktoś inny poskładał to dla niej nićmi. Może i przypominało o Kościele, ale było wygodne i znacznie lepsze niż zwyczajna nagość.
Słuchała słów Wilczura nie odzywając się ani też nie przeszkadzając. Niech zaprezentuje suczysko, które postanowiło zwlec dupę z wygodnego tronu, bo jakoś zachciało jej się przestać wydawać rozkazy mordowania kogo popadnie. Skoro nieznajomy nie rozpoznał jej z wyglądu, to możliwe, że pozna po imieniu bądź pseudonimie, którym się obwołała porzucając prawdziwą godność. Powrót do prawdziwej nazwy był dla niej dziwny, czuła się wręcz obco, kiedy Growlithe to wymawiał. Tak, jakby to nie było o niej, a jednocześnie jednak w jakimś stopniu jej dotyczyło. Co jednak, jeśli i w ten sposób nie będzie wiedział z kim ma do czynienia? Jeśli ani Lysane ani też Invidia nie zadzwonią w dzwon żadnego kościółka w pobliżu? Mogłaby się czuć bezpieczna? Nie, jeszcze nie. Może nie bywał po burdelach, w których jednocześnie mieszano jej osobę z błotem za wyjątkową puszczalskość i to "darmową", a z innej strony aż chcieli mieć ją w swoich usługach.
Doszło do wypowiedzenia jej niezbyt chlubnego byłego już stanowiska. Gdyby tylko mogła pozbyć się tatuażu z nadgarstka. Tego paskudnego piętna w postaci czarnego symbolu. Na jej skórze nie był aż tak wyraźnie dostrzegalny, ale wciąż tam tkwił, ślad rzucał się w oczy i wołał "jestem twoim wrogiem, jestem wrogiem wszystkich żywych istot". Delikatnie zgarnęła trochę materiału sukienki i wykonała lekko ułomne dygnięcie. Skrzywiła się odrobinę z bólu, a noga nie pozwalała na wykonanie tego poprawnie. Może przekona swojego kata, że naprawdę było w niej trochę prawdziwego uroku? Wcale nie chciała umierać. Ani zostać zgwałcona (nie tak na pustyni, kiedy wiało). Właściwie to najchętniej rzuciłaby się gdzieś w kąt i poszła spać dalej, otulona trzema warstwami z koców i na dodatek ogrzewana przez Vallę. Słabo czuła już stopy i dłonie, uszy do połowy jej zdrętwiały i pociemniały, jakby były zaczerwienione. Nie ze wstydu jednak. Naprawdę chciała mieć za sobą ten osąd, jak by się nie skończył.


Głos Słowa #856d54 MG #7c7b34



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
Lysane





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Jericho on 29/1/2019, 12:09
Kobieta była ranna, ale stała dumnie wyprostowana, chociaż było widać, że sprawia jej to wyraźną trudność i nie mały ból. Gdy Grow przedstawił kobietę, to Han od razu spojrzał na nią jeszcze raz. Inaczej. Słyszał o niej, o bezwzględnej kreaturze, która nie wahała się przed wydaniem wyroku śmierci na kogokolwiek. Miała opinię osoby, która skazałaby na śmierć własną matkę, gdyby mogła dostać się kolejny stołek w Kościele wyżej. Dodatkowo, ponoć, nie miała oporów przed tym, by wskoczyć do łóżka komu popadnie, ale ile było w tym prawdy, nie wiadomo. Uważnie przyglądał się kobiecie, a kolejne słowa dowódcy były w zasadzie zbędne, dlatego też Mokugawa je przetwarzał, ale nie przykładał  do nich wielkiej wartości.
To wszystko już sam wiedział.
Jednakże, co na powrót zmusiło snajpera do spojrzenia na przywódcę? To, że wspomniał, że jej los leży w jego rękach.
Podszedł do Lysane, chwycił ją delikatnie za nadgarstek i spojrzał na tatuaż. Był tam, nie było mowy zatem o pomyłce.
Mokugawa nie był w tym momencie odpowiednią osobą do wydawania wyroków. W  końcu sam nie był święty. Był jednym z najmłodszych poruczników S.SPEC. Cechował  się wyjątkową bezwzględnością, a na rozkaz przełożonego strzelał do każdej osoby. Sam zabijał i lubił to robić. Niektórzy uważali go za wyjątkowo brutalnego i oddanego i chociaż nie doszedł przed dezercją na tyle wysoko, by w innych kręgach o nim słyszano, to jednak ci, którzy słyszeli o jego dokonaniach szanowali i...bali się go. W wojsku cechował go tak wielki upór, że gdy miał kogoś załatwić, to tropił osobę jak pies, do momentu, w którym ją znalazł i rzucił  jej się z zębami do gardła.
Wątpliwe  jednak, by jego dokonania, jakkolwiek on sam uważał, iż były skromne, dotarły do uszu samej Generał Lysane. Nie, on był tylko pionkiem w grze dowództwa S.SPEC i boleśnie się o tym później przekonał.  Dlatego też był ostatnią osobą, która w tym momencie powinna wydawać na kogoś wyrok. Zresztą, zmienił się od tamtego czasu. Z grzecznego i lojalnego żołnierzyka stał się osobą o własnej hierarchii wartości, o własnym kręgosłupie moralnym, często odbiegającym od ogólnie przyjętych norm społecznych.
- Cóż, zatem witamy w Desperacji. - rzekł po kilku nieznośnie długich chwilach ciszy. - Nazywam się Han Mokugawa, ale wszyscy wołają na mnie Jericho. - przedstawił się swoim głębokim, potężnym głosem, od którego zresztą wzięło się jego przezwisko.
Ciekawiło go tylko, jaką pozycję na samym początku będzie w hierarchii piastować ta Wymordowana. Zwykłego kundla, jak każdy początkujący, czy też wskoczy od razu wyżej? Zresztą, nie on o tym decydował. Grow z pewnością obsadzi ją na takim stanowisku, jakie będzie dla niej najlepsze.
I tu rodzi się  pytanie. Czy najlepszym stanowiskiem dla Jericho jest bycie zwykłym, szarym, szeregowym Kundlem?
Jericho





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Arcanine on 31/1/2019, 17:15
W trakcie wielogodzinnej przeprawy przez piaski zastanawiał się, na kogo natrafią. Insomnię, którą z dziecięcym śmiechem przyjęłaby Invidię jak równą sobie? Ryana, od którego nie mogłaby oczekiwać litości? Arthura, Chrisa, Uriela? She, z którą tak wiele ją łączyło? Kartkował setki twarzy i charakterów, starając się przygotować do każdego scenariusza. Han Mokugawa plasował gdzieś na szarym końcu jego przypuszczeń, ale kiedy na rozedrganym od powietrza tle Grow ujrzał sylwetkę snajpera, był pewien, że los się do niego uśmiechnął.
  Jeżeli miał wybierać kogoś na „kata”, on wydawał się z tego grona najlepszy. Plotki o jego nawykach dotarły na Desperację w bardzo marnych szczątkach. Zresztą, poza murami M3 ludzie drastycznie się zmieniali. Nie mając dookoła siebie kamiennych murów, protekcji wojska i technologii, która tak ułatwiała życie, nawet najwięksi twardziele zapadali się w sobie i skomleli o życie. Jericho miał w sobie jakiś agresywny i dumny pierwiastek, mimo którego zachowywał zimną krew.
  Grow zakładał, że Mokugawa będzie wiedział najlepiej jak to jest mordować w imię zasad, w które święcie się wierzyło. Będzie znał uczucie wbijania noża w plecy przyjaciela zarażonego wirusem X. Zrozumie, że nie ma czegoś takiego jak „czarny” i „biały”, jest tylko cały gradient szarości i błędy, które popełnia się z braku innych opcji.
Wilczur nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiał, ale czy mężczyzna, którego wcielił w swoje szeregi, dawniej mordował Psy? Może miał z Lysane o wiele więcej wspólnego niż się wydawało.
  Pozostał spokojny, gdy strzelec ujął ręce białowłosej. Kątem oka wychwycił ciemny znak Kościoła Nowej Wiary i od razu uderzyła go myśl, że będą musieli się go pozbyć. Wypalą to lub wytną, ale na pewno nie zostawią. Witamy w Desperacji.
  Wpatrzył się w Mokugawę.
  ― Zostawiam ją tobie — zaznaczył jeszcze raz, dobitniej, i dopiero teraz przez ton jego głosu przedarło się zmęczenie. Miał jeszcze do odhaczenia dziesiątki spraw — od zdobycia dokładnych informacji na temat pożaru w Górach Shi, aż po sprawdzenie plotek na północnych częściach Desperacji. Nawet gdyby chciał osobiście dopilnować Lysane, nie starczyłoby mu na to doby.
  Ostre spojrzenie zabłysło, gdy jeden z niewielu ostatnich promieni słońca odbił się w przymrużonych ślepiach Wilczura. Ciekawiło go, czy snajper rzeczywiście wprowadzi eks generał do kryjówki, czy jednak zastawi na nią pułapkę i tuż przed ujawnieniem wejścia poderżnie gardło.
  Jej stan i tak był marny. Trzymała się wyprostowana, ale obrażenia znaczące jej ciało i drżenie mięśni były jak neonowy napis „RANNA” na środku brudnej deszczowej ulicy. Czegokolwiek nie postanowi Han, z pewnością mu się uda.
  Zerwał się zimny wiatr, kiedy Grow ruszył się z miejsca. Pożegnał się z nimi tylko spojrzeniem.
  Tutaj jego rola się skończyła.

zt




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Lysane on 5/2/2019, 10:28
Była z początku zdziwiona zachowaniem nieznajomego, spodziewała się raczej silnego ciosu w dowolny element ciała i sprowadzenia jej do parteru kolejnymi brutalnymi atakami. Starała się nie zdradzać swoich odczuć, ani też nie protestować przeciwko dowolnemu dotykowi skierowanymi w jej zmęczoną, zziębniętą postać. Symbol plugastwa znaczył jej nadgarstek dość wyraźnie, nie dziwiła się więc, że na niego patrzy. Sama chciałaby się go w tym momencie pozbyć zamiast być naznaczoną jak jakieś bydło. Znaczek na skórze był teraz jedynie przeszkodą, wspomnieniem niezbyt chlubnej przeszłości, z którą zamierzała się rozstać.
- Cześć, Han - skłoniła lekko głowę, mrucząc powitanie swoim typowym głosem. Wcale nie chciała do niego zarywać czy zacząć kusić, po prostu tak brzmiała na co dzień. Teraz brzmiała dodatkowo na wyczerpaną, ale wciąż twardą. Powieki uniosły się, odsłaniając upiorne białe oczy pozbawione tęczówek i źrenic. Uśmiechnęła się ciepło, słysząc jak Wilczur odchodzi. Feniks nadal tkwił przy jej nogach, zerkając za mężczyzną. Nie był jednak pewien czy prowadzić swoją panią za nim, czy też tkwić nadal w tym miejscu, gdzie rozmawiała z Jericho. Białowłosa poruszyła nosem, wdychając powietrze. Wraz z wiatrem dotarł do niej zapach nowo poznanego członka DOGS. Człowiek. Nawet gdyby chciał ją zlać, to jego ciosy nie byłyby zbyt potężne. Nadal jednak mógł jej zrobić krzywdę.
- Zamierzasz wymierzyć sprawiedliwość w imieniu wszystkich, których skrzywdziłam? - zapytała nagle.
Było jej cholernie zimno. I chciała mieć wszystko za sobą.


Głos Słowa #856d54 MG #7c7b34



I will learn if I make my own mistakes
I don't care if you don't understand it
I will learn if you let me find my way
Lysane





Lysane
Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Jericho on 13/2/2019, 20:34
Jericho zobaczył delikatny uśmiech na twarzy Lysane, po czym ta uniosła powieki. Te oczy były niepokojące. Bez źrenic, tęczówek, niczego. Zupełnie tak, jakby ktoś je wywrócił na drugą stronę, źrenicami do środka czaszki.  Laika mogły te oczy przerażać, ale Mokugawa widziała w swoim życiu tylko przeróżnych dziwnych rzeczy, że jego nie tak łatwo było nastraszyć. Ruszył w stronę kryjówki pilnując tylko, by kobieta szła obok niego. W razie gdyby się potknęła, to był gotów ją złapać i podtrzymać, chociaż zdawał sobie sprawę, że niektórzy sami by jej nogę podłożyli, a potem żywcem zakopali. Cóż, na jej szczęście nie był tak uprzedzony do niej. Owszem, zdawał sobie sprawę z tego, miała taką opinię, jaką miała, ale Grow jej chyba potrzebował, zamiast zatłuc na miejscu. Może była szpiegiem DOGS i grunt jej się zaczął palić pod nogami w Kościele? A może znudziło ją dostatnie i wygodne życie, gdzie w zasadzie była u szczytu władzy? Może chciała zmian? A może była po prostu jebnięta?
- Wymierzać sprawiedliwość? - zapytał usłyszawszy jej pytanie. - Nie jestem odpowiednią osobą, by wymierzać sprawiedliwość. Poza tym, skoro Grow nie zatłukł cię własnymi rękami, tylko prowadził do nas, to widocznie jesteś mu potrzebna. Nie zamierzam ingerować w jego decyzje. Zbyt mało znaczę. - powiedział do niej. Mogła się przy nim czuć bezpieczna. A przynajmniej do momentu, w którym dotrą do kryjówki, bo tam już nie mógł nic obiecać. Z pewnością znajdą się osoby, które ją rozpoznają i część z pewnością będzie chciała wymierzyć karę. Ale to tym powinniśmy się martwić, najpewniej, dopiero za kilka godzin. Han nie spodziewał się bowiem nadzwyczajnego tempa po ślepej, rannej kobiecie.
Wyciągnął papierosa z paczki i odpalił go od zapalniczki. Zaciągnął się mocno dymem tytoniowym, po czym wypuścił dym z płuc. Wiedział bowiem, że będzie musiał wstawić za Lysane i spróbować obronić ją przed innymi. A przynajmniej dopóki nie wróci herszt tej pożal się Boże rodzinki.
Jericho





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Torii

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry