Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Go down


(S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 26/6/2017, 20:59


UWAGA! TEREN SKAŻONY WIRUSEM X!

Bujna, toksyczna roślinność do złudzenia przypominająca edeńską już dawno wzięła sobie we władanie ten niewielki kawałek Czerwonej Pustyni, czekając na nieostrożnych wędrowców, którzy postanowią zapuścić się w te rejony. Z zewnątrz nie wygląda to zbyt imponująco poprzez ściany roślinności, które wytworzyły swoistą ochronę przed wyniszczającym słońcem i z daleka przypominają teraz zwykłe piaszczyste wzniesienie tworząc w swoim środku tunel. W środku znajdują się dwie pary torów kolejowych ułożonych w ostry zakręt oraz kilka wagonów bez lokomotywy, a to wszystko oplecione przez wiecznie rozrastające się zmutowane, ogromne rośliny. Zbyt długie stanie w jednym miejscu może nie być dobrym pomysłem z uwagi na leżące na ziemi pnącza, które tylko z pozoru wyglądają niegroźnie.


--------------


To miejsce było popieprzone, ale właśnie z tego powodu było idealne do polowania - wystarczyło tylko zaczaić się na ofiarę na zewnątrz tunelu tak jak to zrobił łowca. Jeszcze przed chwilą całkiem sporych rozmiarów króliczysko rozglądało się zaniepokojone po okolicy by po chwili skończyć swój żywot z pięciocentymetrową dziurą we łbie. A przynajmniej powinno go skończyć bo najwidoczniej Boris nie docenił woli przeżycia wymordowanego, który dziwnym trafem zdołał jeszcze odskoczyć w pobliski krzak, znikając mu z oczu.
- Jebana kupa futra - warknął niezadowolony, podniósł się z poprzedniej pozycji i z opuszczoną snajperką bez wahania wkroczył do tunelu.
Miejsce pokazała mu kiedyś inna wymordowana, więc już wiedział czego można się po nim spodziewać, ale mimo to zachował pełną ostrożność. Szedł powoli, barkiem niemal szorując po boku mijanego wagonu, starając się nie nastąpić na żadne pnącza. Nigdzie nie słyszał swojego szaraka, choć wydawało mu się, że dobiegł go jakiś szelest po drugiej stronie pociągu, ale gdy kucnął by przez szczelinę pod podwoziem zbadać teren - nie zauważył nic podejrzanego.
- Wyłaź kurwiu bo nie wierzę, że już zdechłeś - rzucił w przestrzeń gdy tylko akumulator w jego broni naładował się do kolejnego strzału.
Jeżeli ta cholera, gdziekolwiek była, zmieniła się w człowieka i dopiero zdechła to chyba postara się by gnój zmartwychwstał i jeszcze raz go zabije. Przecież nie będzie piekł ludzkiego mięsa. Wymordowani mieli właśnie tę najgorszą wadę, po przemianie zupełnie zmieniali smak!
Energicznym ruchem ramienia poprawił plecak i dźgnął lufą karabinu krzaki przy których ostatni raz widział swoją kolację, ale ta natrafiła tylko na jedno z pnącz, które zwinęło się jak wąż i odpełzło kawałek dalej by ponownie znieruchomieć.
Mimo, że mężczyzna miał zasłoniętą połowę twarzy czarną chustą i tak dało się zauważyć rosnącą w nim irytację. Gdyby naprawdę umiał polować to zwyczajnie by uszatego wytropił, a tak będzie musiał przeczesać całą tą mini-dżunglę i jeszcze liczyć na to, że te chwasty nie postanowią szaraka zabrać. W końcu to dzięki nim było to najlepsze miejsce by pozbyć się zwłok.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 12:39
Ostatnio dużo wędrowała, aż za dużo. Jednakże cóż innego miała robić? Przecież była zaklętym koniem, a one tak sobie hasają po łąkach i cieszą się życiem. Podobno. Ona raczej nie była zbytnio szczęśliwa swym żywotem, aczkolwiek w depresje też nie popadała. Po prostu jako koń nie widziała sensu zastanawiania się nad sensem życia, co daje szczęście, a co nie. To tak naprawdę nie miało żadnego znaczenia. To była domena ludzi żeby zastanawiać się nad takimi dziwnymi rzeczami.
Ta okolica była bardzo osobliwa. Na pustyni zwykle jest pusto jeśli zgadywać po nazwie, a ona odnalazła swoista "oazę". Czy bardziej tunel. Dostrzegła to miejsce z góry, bo akurat tak się złożyło, że latała sobie w formie zombie-jednorożca. To co najbardziej ją tu interesowało to tutejsza roślinność bo była roślinożercą i... Miała ochotę ją po prostu zjeść. Szybowała nad tym miejscem jeszcze chwile niczym sęp nad padliną by ostatecznie wylądować u wylotu tunelu. Potrząsnęła łbem, doprowadzając nieco do ładu swoją przerzedzoną grzywę. Zbliżyła się powoli do wejście tunelu, niepewnie rozglądając się wokoło. Okolica zdawała się być spokojna i opustoszała, ale pozory zawsze mylą, zwłaszcza w tym okrutnym świecie.
W końcu wkroczyła do środka, przyzwyczajając się do panującego tu zmroku. Dopiero po chwili zauważyła, że są tu tory na których także znajdywały się stare wagony. Czy w ogóle wiedziała do czego one kiedyś były używane? Jako koń teoretycznie nie powinna tego wiedzieć, ale wszak nie była koniec od urodzenia... Ona jednak o tym nie wiedziała. Przyglądała się z niemałą fascynacją zardzewiałym wagonom, nie zbliżała się jednak do nich zanadto. Przybyła tutaj wszak po to by zjeść zieleninę a nie zlizywać rdzę. Pochyliła więc w końcu swój łeb w stronę paru pnączy, aby znienacka zaatakować je swoim na wpół szczerbatym pyskiem. Na szczęście miała tam jeszcze kilka zębów, którymi mogła zmiażdżyć zieloną masę i się pożywić. W czasie konsumpcji strasznie mlaskała, bo nikt nie nauczył jej manier!
Po chwili żucia zieleniny doszły ją jednak jakieś szmery. Zastrzygła uszami, próbując namierzyć źródło tajemniczych szmerów. Ktoś chyba tu jednak był i przeciskał się przez zielony gąszcz. Podniosła gwałtownie łeb ku górze, wytężając wzrok. Nic tam nie widziała, ale podążając dalej za słuchem w końcu gdzieś w cieniu zaczął majaczyć jakiś kształt. Ludzki na domiar złego. Ludzi wielokrotnie już widziała i póki co nie miała o nich wyrobionego zdania, aczkolwiek nadal nie ufała im dostatecznie. Zmrużyła ślepia i podeszła jeszcze bliżej, dzieliły ją od Lazarusa jakieś 3 metry, stała za jego plecami. Pochyliła nieco łeb, aby przyjrzeć mu się jeszcze bardziej... Wtedy dostrzegła, że coś trzyma w rękach. Takie coś długiego, wyglądało trochę jak sztywny wąż. Nigdy czegoś takiego nie widziała. Miała ochotę podejść jeszcze bliżej, ale nagle jej nogi odmówiły posłuszeństwa. Zdradzieckie pnącza postanowiły się zemścić na zielożercy i oplotły się wokół jej kostek, dosyć mocno ograniczając jej ruchy. Gdy poczuła, że coś oślizgłego pnie się po jej nogach stanęła jak wryta by po chwili...
...Wydać z siebie dzikie rżenie. Stanęła dęba, zrywając z przednich nóg pnącza, i po chwili skoczyła przed siebie, chcąc zerwać więzy także z tylnych. Akurat tak się złożyło, że przez ten sus znalazła się tuż za plecami człeka, jednakże nie stratowała go. Chociaż przed chwilą była bardzo ciekawa tego co trzyma w ręce to jednak ciekawość teraz przerodziła się w strach. Szybko nie ustała za nim i po prostu dała nogi za pas, uciekając zza pobliski wagon.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 14:57
Dźgnął lufą kolejną kępkę wysokiej trawy, a później następną i tę zaraz obok również. W żadnej nie było jego szaraka z odstrzeloną połową łba ani nawet śladów krwi po których mógłby znaleźć swoją zdobycz. Mruknął pod nosem niezbyt zrozumiałe przekleństwo. Pieprzone zombiaki, robią mu na złość.
Gdzieś za jego plecami rozległ się jakiś niezidentyfikowany osobliwy hałas, na który Lazarus niemal od razu zerknął przez ramię, ale nie namierzył niczego. Jego pierwszym skojarzeniem było mlaskanie, ale równie dobrze ta ranna cholera mogła właśnie pełznąć po ziemi wydając podobne agonalne odgłosy. Łowca skrzywił się z niesmakiem. Wybitnie ktoś tu mu chce odebrać całą ochotę na króliczą kolację. Kolejny ruch, tym razem przed nim. Czujne czerwone ślepia natychmiast powiodły za sunącym powoli pnączem, ale nie wyłapały by zielony wąż ciągnął za sobą jego własność. Instynktownie postąpił krok w bok byle nie dać roślinkom szansy na spełnianie się w roli dusicielskich chwastów i dokładnie w tym momencie usłyszał rżenie.
Blisko.
Zdecydowanie za blisko.
Odwrócił się gwałtownie w kierunku źródła, nie zwiastującego nic dobrego, hałasu podnosząc jednocześnie broń i wtem jego oczom ukazała się bestia. Dla Lazarusa wszystko co dziwniejsze na pustkowiach było bestią, potworem, zagrożeniem do natychmiastowej eliminacji. Serce zabiło mu mocniej ze strachu, gdy jego oczy napotkały ogromne zwierzę tuż za sobą, choć tak naprawdę nie wiadomo, które z nich przestraszyło się bardziej. Cofnął się do tyłu, wprawnym ruchem włączając celownik laserowy i już miał nacisnąć spust licząc, że zwierzak nie ma jakiegoś dziwnego pancerza na sobie, gdy ten po prostu uciekł. Już w pierwszym momencie, w którym łowca zauważył, że zmutowany koń chce dokonać taktycznego odwrotu postanowił nie oddawać strzału.
- O ja pierdole, co to było - wymruczał cicho, opierając lufę karabinu o ziemię, a wolną rękę pocierając bluzę po stronie serca - Zawału dostanę.
W tym momencie jedno z pnączy postanowiło owinąć się dookoła karabinu, ale dostało ostrzegawczego kopa i Lazarus wyrywając chwastom swoją broń postąpił kilka kroków do przodu, w kierunku wagonów. Pochylił się lekko i zajrzał pod podwozie składu. Zwierzak nadal stał za wagonem.
- Powinieneś stąd zwiać zanim cię zastrzelę - warknął ostrzegawczo, już znacznie pewniej.
Nie będzie jadł koniny, bo jeszcze miejskie żarcie nie wyżarło mu kubków smakowych do tego stopnia żeby smakowało mu wszystko, ale zawsze lepiej nie mieć wroga w pobliżu niż go mieć. Jeszcze mu zabierze jego zaginionego królika. Cholera wie co jedzą zmutowane konie. Pewnie właśnie króliki.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 15:23
Siedziała cicho za wagonem z nadzieją, że ten jej nie namierzy. To co trzymał w łapach musiało być prawdopodobnie bronią, skoro celował tym w nią przez ten ułamek sekundy swego bliskiego kontaktu. Strach złapał ją za gardło, nie mogła nawet złapać głębszego oddechu - zresztą gdyby zaczęła sapać to ten bez problemu by ją wykrył. Nie przypuszczała jednak, że cwany człek i tak ja odnajdzie, chociażby po zwykłym schyleniu się i zobaczeniu gdzie znajdują się jej kościste nogi. Czuła na sobie jego wzrok, coś ją podkusiło by samej pochylić łeb i spojrzeć pod wagon. I wtedy ich spojrzenia się spotkały. Jej jadowicie zielone ślepia wpatrywały się nieruchomo w jego oczy. Były puste, ale nie pozbawione zupełnie emocji - było widać w nich strach.
Nie była pewna co ma teraz zrobić, bała się podnieść łeb aby nie dostać kulką chociażby po nogach. Musiała jednak to w końcu zrobić bo spojrzenie mężczyzny nie było dla niej ani trochę przyjemne. Zaczęła się powoli wycofywać, oddalać od wagona za którym stała. Chciała skorzystać z jego propozycji. Kiedy tak się jednak cofała, nie dostrzegła, że za nią skrywają się znowu te zdradzieckie rośliny, które już przyszykowały dla niej kolejnego psikusa. Po chwili rozległ się głuchy huk bo "majestatyczny" koń po prostu potknął się i wyrżnął grzbietem o podłoże.
Na tym jednak problemy wcale się nie skończyły. Gdy się już pozbierała z ziemi, okazało się, że przeinaczyła się w dziewczynkę. Mimowolnie. Widząc to wydała z siebie pisk, jednakże szybko zakryła usta delikatnymi dłońmi, z obawami spoglądając w stronę wagonu. Bała się, że ON zaraz zza niego wyjdzie i będzie przysłowiowe game over! Całe szczęście nie była ona naga lecz przywdziana w delikatną, poszarpaną seledynową suknię. Była jednak bosa, a jej delikatne stópki nie znalazły wspólnego języka z wrednymi pnączami, które znowu zaczęły się owijać wokół niej. W tej kruchej postaci nawet głupie roślinki były dla niej wyzwaniem, więc zaczęła się z nimi szarpać jakby co najmniej walczyła z boa dusicielem. Tak ją to zaabsorbowało, że zapomniała o tamtym facecie i jego broni...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 16:18
Nie dało się ukryć, że reakcja zwierzaka z powtórzeniem jego manewru zerknięcia pod wagonem znacznie go rozbawiła. Co prawda nie pozwolił sobie na parsknięcie śmiechem, ale lekkiego uśmiechu już nie mógł sobie odmówić - tego w końcu nie usłyszą ewentualni wrogowie.
Dopiero teraz zauważył, że koń się wyraźnie boi, i wyglądało na to, że boi się właśnie jego. Dla pewności rzucił za siebie niepewne spojrzenie żeby nie okazało się, że napawa się dumą bycia strasznym i groźnym, a za nim czai się stado sarghali. Wyglądało jednak na to, że to rzeczywiście on jest źródłem strachu zwierzęcia. Rzecz niespotykana na pustkowiach. Z reguły to mniejsze stworzenie musiało obawiać się większego. Schlebiało mu to.
Kucnął, dając w końcu odpocząć kontuzjowanemu kolanu, które przez niewygodną pozycję zaczynało dawać o sobie znać i nadal wpatrywał się w zwierzaka, obserwując jego wycofywanie się. Da mu jeszcze chwilę, upewni się, że poszedł i wróci do poszukiwań swojego szaraka.
Już miał się podnieść i wrócić do swoich zajęć, gdy koń tak po prostu się przewrócił.
- Co za pierdoła - zdążył skomentować Lazarus, dosłownie chwilę przed jego przemianą.
A raczej jej, jak się okazało, na co wcześniej łowca totalnie by nie wpadł bo automatycznie przypisywał wszelkim zwierzakom rolę samca. Samica powinna siedzieć w norze i wychowywać młode, a nie się szlajać.
Chociaż trzeba przyznać, że był dość pozytywnie zaskoczony tą przemianą. Po raz pierwszy w jego marnym, niezbyt długim żywocie wymordowany nie świecił mu przed oczami gołym tyłkiem, a nawet i gołym przodkiem. Powinien być raczej zawiedziony skoro tym razem była to samica, ale naoglądał się tego tyle na pustyni, że każdy miałby dość, nawet on.
Koszmary dziewczyny najwyraźniej przybrały ludzki kształt bo po chwili łowca rzeczywiście wyszedł zza wagonu i tym razem nie dzieliła ich już żadna przeszkoda, choć nie wymierzył w nią broni, a oparł się bokiem o chłodną zardzewiałą stal pojazdu i chowając dłonie do kieszeni spodni obserwował jak biedactwo próbuje wyswobodzić się z pnączy.
To było niepokojąco absorbujące. Zupełnie jak oglądanie przez szybkę w terrarium węża, który zaraz pożre nieświadomą mysz. Niby okrutne, niby szkoda tej myszy, niby wiadomo co się stanie, ale i tak trudno przerwać wpatrywanie się.
- Taki ładny konik, a zdechnie przez takie brzydkie roślinki - westchnął z udawanym żalem, na tyle głośno by mieć pewność, że go usłyszy.
A czy zrozumie to już inna sprawa.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 20:06
To siłowanie się z wrednym bluszczem strasznie ją wykończyło, a ten ani myślał odpuścić! W sumie jakby była teraz koniem to pewnie by to zeżarła i tyle, no ale niefortunnie przestała nim być. I to jeszcze w takim momencie! Tarmosiła pnącza-ludożerców do chwili, kiedy człowiek nie dał o sobie znać i to w dość zgryźliwy sposób. Zamarła w bezruchu niczym porażona i powoli podniosła łeb aby zobaczyć przed sobą, jak dla niej, masywnego i wysokiego mężczyznę. Zamrugała kilka razy swoimi dużymi oczętami jakby zgrywając niewiniątko. Pnącza w tym czasie wcale nie pożarły jej żywcem jak mogło się jej wydawać. Wyszła na totalną idiotkę, ale to nowość jakaś była?
Zacisnęła wargi w grymasie niezadowolenia i wstała powoli, otrzepując się z kurzu i zieleniny. Jeszcze parę pnączy ciągle się do niej przyczepiało, dlatego wymachiwała nóżkami niczym mokry kot. Potem jednak znowu skupiła się na dużym-złym-człowieku, który nawet nie chciał jej pomóc! Co za chamidło.
- Emm... Cześć. - Pokiwała mu delikatnie paluszkami, nie za bardzo wiedząc jak zareagować na całą tą sytuacje. Pewnie miał ją za potwora, a tu teraz stała przed nim jakaś wychudzona, ledwo stojąca na nogach dziewczynka, co nie miała jedynek i dwójek, przez co sepleniła. W sumie on nadal miał broń, nadal mógł jej zrobić krzywdę, ale chyba na razie darował jej życie. Musi jednak zachować ostrożność bo z twarzy nie wygląda ani trochę sympatycznie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 20:55
Brwi mężczyzny powędrowały w górę okazując zdziwienie, co i tak było jedną z niewielu wyrazistych emocji, które dało się odczytać z jego zasłoniętej do połowy twarzy. Miał nadzieję, że dziewczyna go zrozumie, ale gdzieś w głębi duszy nawet spodziewał się, że będzie zupełnie odwrotnie. Całkiem miła niespodzianka.
- No cześć zwierzaku - odparł bez chwili wahania jakby niezobowiązujące pogawędki ze zmutowanymi pół-ludźmi były dla niego czymś całkowicie normalnym.
Zresztą nie ma się co oszukiwać. Za każdym razem gdy wychodził z miasta miał wrażenie, że trafia do jakiejś popieprzonej krainy czarów. Szkoda tylko, że wszystkie koty z chershire próbowały go zeżreć, a kapelusznicy zamiast herbatki oferowali darmowy wpierdol. Pewnie dlatego przestraszona dziewczyna była przyjemną odmianą.
Fakt, że sama wyswobodziła się z roślinnej pułapki trochę psuł mu plany. Postąpił więc krok naprzód licząc, że bestyjka się przed nim cofnie i w końcu wpadnie w tak gęstą zasadzkę, że nie da rady już z niej wyjść.
- Jakim cudem taka oferma tyle przeżyła na pustyni? Jesteś groźne? - spytał z większą ciekawością niż niechęcią w głosie.
Broń wisiała na pasku przerzuconym przez jego ramię - odbezpieczona i gotowa by w każdej chwili po nią sięgnąć, choć nie była jedyną dla niego możliwością obrony, choć pewnie według dziewczyny - raczej ataku.
- A może jesteś jeszcze małe i głupiutkie, co?
Kolejny krok postawiony w jej kierunku. Starał się patrzeć na nią, a nie na kolejne pnącza, w które postanowił ją zagonić. Może któreś zdoła owinąć się jej dookoła szyi.
- Masz śmieszną mordkę. Znajdź mi królika, a nic ci nie zrobię - powiedział w końcu, nie rezygnując jednak ze swoich wcześniejszych zamiarów - No szukaj, szukaj.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 21:25
Nie zastrzelił jej jeszcze, to chyba dobry znak. Niemniej ciągle nie znała jego dogłębnych intencji, a częściowo zasłonięta twarz ani trochę jej w tym nie pomagała. Normalni ludzie, o ile tacy jeszcze istnieją, chyba nie szlajają się po takich miejscach, czyż nie? Przybył tu w jakimś konkretnym celu, był uzbrojony i wyjątkowo pewny siebie. Właściwie jak na siebie zaczęła zadziwiająco dużo rozmyślać, co wcale jej nie pomagało. W tym czasie mężczyzna zbliżył się do niej, najwyraźniej chcąc ja zdominować. I trzeba przyznać, że szło mu to naprawdę świetnie!
Nie komentowała jego słów, nie miała jak je skomentować - wydawały się być tylko docinkami w jej stronę. Czy czuła się przez to obrażona? Raczej nie, bo jako koń nie odczuwała tego typu emocji. Nie robiło to na niej po prostu wrażenia, były to tylko puste słowa. Niestety za tymi słowami szły także i czyny, niepukające czyny... Człek zbliżał się do niej coraz bardziej a ona nie chciała być tak blisko niego więc wycofywała się, kierując się prosto w pułapkę pnączy. Chyba jednak wietrzyła pismo nosem, bo gdy usłyszała już konkretne polecenie, a nie wyśmiewanie się, w magiczny sposób odzyskała swoją "prawdziwą" formę i znowu przeistoczyła się w konia-zombie. Czy bardziej jednorożco-pegaza. Parsknęła tylko, teraz to ona była wyższa od niego, ale nie czuła się przez to ani trochę silniejsza. Obeszła mężczyznę półłukiem i ruszyła w stronę wagonów, nastawiając uszy.
Psem tropiącym to ona raczej nie jest, dlatego głównie opierała się na zmyśle słuchu, jednakże węch też był istotny. Padlina wszak wyjątkowo śmierdzi, więc nawet ktoś z przytępionym węchem powinien to czuć, jednakże jeśli jego cel nadal żył to właśnie słuchem można było go namierzyć. Chwile pokręciła się po okolicy, mając nieco zniżony łeb, tak łatwiej jej było węszyć a także nasłuchiwać. Pozaglądała w kilka zakamarków i ostatecznie wróciła do Lazarusa z jego celem - ustrzelonym wcześniej królikiem. Tarmosiła go za uszy, nie mogąc dobrze go chwycić ze względu na brak przednich zębów w pysku. Ostatecznie jednak ten znalazł się pod nogami łowcy. Patrzyła na niego bez większych emocji, nie wiedząc czego ten sobie jeszcze zażyczy. W ogóle posmak futrzaka siedział teraz jej w pysku, parsknęła z tego powodu nieco niezadowolona bo była weganką i nie cierpiała takich rzeczy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 27/6/2017, 22:53
Nie odezwała się więcej, szkoda. Może potrafiła się jedynie przywitać? Ale przecież go zrozumiała. Chyba.
Jej ponowna przemiana spowodowała, że tym razem to on się cofnął. Profilaktycznie. Jakoś wcześniej nie miał zbyt wiele do czynienia z takimi zwierzętami, ale podejrzewał, że oberwanie w łeb kopytem nie będzie należało do rzeczy wyjątkowo przyjemnych. A zostanie znowu rannym na tych pustkowiach również nie było za dobrą opcją. Przesunął się dodatkowo w bok gdy klacz i tak minęła go w bezpiecznej odległości i powiódł za nią wzrokiem, samemu w końcu również się ruszając za zwierzakiem by przypilnować co kombinuje.
Posłuszeństwo obcych, nawet a może i zwłaszcza wymordowanych, to raczej coś nietypowego. Może podstęp, cholera wie. Lepiej być przygotowanym.
- Tylko nic nie kombinuj - ostrzegł ją na wszelki wypadek.
Uważnie obserwował wszelkie miejsca, które koń przeszukiwał jakby próbował porównać jak sam wcześniej był daleko od swojego celu. Przez chwilę nawet pojawiła się u niego myśl, że ten zwierzak zwyczajnie się pasł mając go już totalnie w tyle, a on tu czeka jak dureń i się zachwyca koniem tropiącym. Na szczęście spotkało go miłe rozczarowanie.
Widok martwego futrzaka w jej pysku wyraźnie poprawił mu humor, a gdy truchełko zostało mu rzucone pod nogi gwizdnął z podziwem. Jedno z pnączy w mgnieniu oka pochwyciło królika, ale Lazarus nie miał zamiaru ponownie stracić swojej kolacji. Złapał zwłoki wymordowanego i szarpnął je w górę sprawiając, że te straciły tylko jedno uszko, które roślina zaraz porwała w krzaczory.
Odsunął się kilka kroków od konia i przerzucił plecak na jedno ramię by przesunąć go przed siebie i po rozpięciu zamka odszukać smycz dla swojego nowego pupila. Wbrew pozorom nie dla niej, a dla zającowatego. Wytargał jakiś czerwony kawałek materiału, który kiedyś najpewniej był krawatem, zacisnął go na szyi króliczka i przywiązał sobie takiego słodkiego wisielca do plecaka. Teraz żadne chwasty mu go nie zabiorą.
Zarzucając torbę z powrotem na ramiona posłał zwierzęciu nieco zaskoczone spojrzenie. Nadal tu stało i czekało. Nie wiedział tylko na co. Gdyby się odezwała byłoby łatwiej.
- Nie mówisz bo coś ci się stało w mordkę? - spytał patrząc na jej szczerbaty pyszczek i jakby dalej nie mając stuprocentowej pewności czy aby na pewno go rozumie wskazał na swoją maskę, gdzieś na wysokości zębów.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 28/6/2017, 21:13
Spełniła jego prośbę bo... Bo tak. Może się bała, a może była to jej dobra wola? Cholera ją wie, zresztą na to pytanie chyba sama nie znała odpowiedzi. Przynajmniej tak to teraz wyglądało, kiedy tak stała przy Lazarusie, nie wiadomo na co czekając. Na nagrodę? Jakąś pochwałę? Bacznie obserwowała jego poczynania z królikiem, którego traktował dosyć brutalnie - był jednak martwy więc chyba nie robiło mu to zbyt dużej różnicy. Nie wiedziała po co mu on właściwie był potrzebny, miał zamiar go jeść? Chyba nie, brzydziła się mięsem, fe.
Gdy ten biedaka uwiązywał przy swoim plecaku, co było jak dla niej trochę dziwnym zachowaniem, właśnie owy plecak przykuł jej uwagę. W plecakach zawsze coś jest i zwykle to coś jest do jedzenia. Przynajmniej ona miała o nich takie mniemanie, w sumie nie wiadomo skąd bo w swym końskim życiu chyba plecaków za wiele nie spotkała. W każdym jednak razie zbliżyła swój pysk do niego, obwąchując go dokładnie. Zapomniała chyba, że właściciel może być nieco niezadowolony z grzebania w jego osobistym plecaku. Jej chrapy były całkiem zręczne i szybko uporały się z ewentualnym zamknięciem, jakie broniłoby zawartość plecaka przed ciekawskim zmutowanym koniem.
Ze względu na zmianę celu zainteresowania z człeka na plecak, nie odpowiedziała na jego zapytanie związane z tym czy umie mówić. Właściwie i tak by na nie nie odpowiedziała w sposób zrozumiały - jej koński pysk nie był przystosowany ani wyćwiczony do mówienia ludzkim językiem. Przez tyle lat z nikim tak naprawdę nie rozmawiała, więc nic dziwnego, że mowę tą nie miała opanowaną do perfekcji - również w ludzkiej postaci, co także zapewne łowca już zauważył.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Gość on 28/6/2017, 22:03
Jeszcze mu tego brakowało. Natrętnego zwierzaka. Nic dziwnego, że wybitnie nie przypadło mu do gustu interesowanie się jego plecakiem. Nie raz i nie dwa potrafił dla tego zielonkawego kawałka szmaty narażać swoje życie. Korzystając z tego, że miał go ciągle na ramionach, obrócił się szybko byle tylko ten znalazł się poza zasięgiem konia i warknął ostrzegawczo.
Nic a nic nie znał się na takich zwierzakach, więc totalnie nie wiedział jak szkapę w miarę neutralny sposób przegonić. Pożałował, że nie ma ze sobą normalnej broni. Huk wystrzału z pewnością wystraszyłby wymordowaną, a laser jego karabinu mógł co najwyżej zrobić jej krzywdę, a nie wywołać jakikolwiek groźniejszy dźwięk. Najwyżej odstrzeli jej ucho.
Starając się pokonać całą hodowaną przez lata niechęć do dotykania innych zmusił się do położenia ręki na pysku zwierzaka by ten pod siłą jego nacisku zniżył łeb tak, by zrównali się wzrokiem.
- N i e! - warknął, starając się to wymówić jak najspokojniej i najwyraźniej, choć dało się wyczuć tę nutę rosnącego zdenerwowania - Nie wolno! Zły koń!
Nie zabrał dłoni, a nałożone rękawiczki nieco stłumiły nieprzyjemne uczucie jakim był kontakt z czymś żywym. Odwrócił łeb konia w stronę wylotu z tunelu jakby próbował skusić go wizją opuszczenia tego miejsca. Cóż, nie znał się na koniach, ale miał nadzieję, że psie sposoby też zdadzą tutaj egzamin.
- Nie mam nic dla ciebie. Idź sobie! - mruknął, kładąc wolną rękę na karabinie i odsuwając się krok w tył, najwyraźniej gotowy sam opuścić to miejsce, chociaż raczej drugą stroną tunelu.
Miał to po co przyszedł, a wymordowana raczej nie była puchatym kotkiem, którego chciałoby się zabierać ze sobą. Chytrość zajmująca całe parchate dno serduszka Lazarusa oczywiście odpowiednio wcześniej wzięła pod uwagę opcję przygarnięcia takiego zwierzęcia, ale w końcowym rozrachunku wyszło więcej minusów niż plusów.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Wykolejone Wagony

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry