Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Reszty rzeczy i tego co DOGS do niego mówił niespecjalnie zakodował. Był zbyt zmęczony, zbyt by myśleć, mówić czy słuchać.

Mijały dni za dniami... dniami pełnymi wszelakich niemoralnych i chorych eksperymentów jakich podjął się Jekyll na prośbę samego anioła. Igła penetrowała jego ciało raz za razem, a ślady nakłuć obejmowały prawie każdy centymetr jego ciała.
Asmodeus miał cel, którego się podjął, a nieważne jak brutalne zabiegi przeprowadzał Bernardyn - pozwalały mu one stawiać krok do zrozumienia swojego celowego życia.
Niekiedy granica bólu anioła zostawała przekraczana, a on powoli odchodził od zmysłów, popadał w obłęd i rzucał się po całym łóżku, a to prowadziło iż doktor w zastraszającym tempie tracił zapasy leków uspokajających.
Jednak transfuzje przechodziły najgwałtowniej, sam Jekyll pewnie był też z nich zadowolony. Anioł niekiedy przestawał panować nad mocami - skrzydła materializowały się pojedynczo niekiedy nie w pełni, zdeformowane lub nienaturalnie wielkie, a czasem podwójnie. Często tez smugi dymu ogarniały całe pomieszczenie zmuszając DOGSa do opuszczenia celi Asmodeusa.
Wymioty i niekontrolowane krwotoki z nosa i oczodołów były także dość częste, a niekiedy smolista krew wymordowanego i samego anioła zbierała się w jego gałkach ocznych, co powodowało potrzebę jej spuszczania przez Halliwell'a.
Jednak te cały ból pozwalał Asmodeuszowi zrozumieć siebie i wmówić sobie nowy cel w życiu.

Nawiedzany przez wizję i własne osobowości prawie każdego dnia Asmodeus zaczął je odróżniać, a także nazywać.
Lecz najbardziej absurdalną rzeczą jaką Anioł stwierdził było - "By się odrodzić muszę się zniszczyć - tak jak Ojciec postanowił zniszczyć ten świat by i on mógł się odrodzić".
W tej chorej wizji Asmodeus zawarł także jedną tezę - by zniszczyć wszystko co ludzkie i ludziom podobne.

Trzy miesiące, tyle trwało katowanie i niszczenie swojej starej osobowości przez Asmodeusa. Przez ten czas zamknięty w swoich paranoicznych i psychopatycznych wizjach własnych osobowości.
Po tylu miesiącach pozwolił sobie na ponowne odczuwanie rzeczywistości.
Poczuł jak palce Jekylla spoczywają mu na powiekach, a następnie ostre światło zaczyna razić go w oczy.
Zachrypnięty głos, delikatnie świszczący, wydobył się z anioła:
- On już nie żyje, anioł którego tu przywlokłeś jest już martwy- Jekyll. Ty pozwoliłeś odrodzić się czemuś gorszemu dla tego żałosnego świata.
Głos anioła był straszliwie nieprzyjemny dla ucha.



Spoiler:


hehe:

Kiedy Grow szczuje Cię swoimi Pieskami:

---Deus---Eus---
avatar





Asmodeus
Anioł
GODNOŚĆ :
Asmodeus - Anioł Rozpaczy


Powrót do góry Go down


Zgodnie z oczekiwaniem i wyświetlanymi na monitorze parametrami mężczyzna odzyskał po paru sekundach, może minucie przytomność. Jego wzrok był nieobecny i zamglony. Na wąskich ustach Bernardyna pojawił się cień uśmiechu, choć z perspektywy osób postronnych, nieznających go, ten wyraz twarzy był nic znaczącym grymasem. Uważnie obserwował reakcje pacjenta, by ostatecznie wywrócić oczami, gdy ten miał cywilną odwagę się odezwać. Jego słowa można było potraktować jego groźbę, której lekarz nie miał najmniejszego zamiaru w żaden sposób respektować. Był też niewzruszony na tonację głosu Asmodeusza. W swoim życiu widział już wielu psychopatów; pod pewnym względem przecież sam nie był. Nadal zatem stał na tym ścierwem, z jedną różnicą. Wyłączył wreszcie latarkę i schował ją do kieszeni kitla.
 Leczę organizm, nie schorowany umysł. Nie odpowiadam za twoje problemy na tle psychicznym i urojenia z tym związane. Interesuje mnie w tym wypadku tylko jedno - dotrzymanie warunków umowy — uświadomił cierpliwie ten wybryk natury. Nie wprowadził do jego organizmu żadnych trwałych modyfikacji, które mogłyby ewentualnie odpowiadać za deformacje w jego organach czy też wyglądzie zewnętrznym, zatem pod kątem biologicznym - oprócz przyspieszonej regeneracji komórek, świadomie przez Bernardyna wywołanych - nie zaszły takowe, a Jekyll za pomocą monitorowania jego stanu i danych obserwacji takowych również się nie doszukał. Postawienie w tym wypadku diagnozy było rzeczą bezwysiłkową - najprawdopodobniej anioł nie doszedł jeszcze do siebie po zaserwowanej mu kuracji (znaczna poprawa pojawi się za parę dni), a więc przez wycieńczenie miał zdarzające się w tym przypadku stosunkowo często urojenia. — Masz dwa dni, by zwlec swoje dupsko z tej pryczy, pozbierać swoje zabawki i iść precz. W przeciwnym wypadku wylądujesz w żołądku stróżujących na zewnątrz kundli. Kiedy będę mieć na to wyraźną ochotę skontaktuje się z tobą i dostaniesz nowe instrukcje. Dotarło to do tego twojego pustego łba? — zapytał z wyraźnie dominującą kpiną w tonie głosu. Nie miał najmniejszego zamiaru się rozrabiać, albo tym bardziej udzielać aniołowi dalszej pomocy medycznej. Jego interwencja w tym zakresie się skończyła. Anioł musiał sobie teraz radzić sam. Jekyll życzył mu powodzenia. Sam miał teraz zamiar wrócić do kryjówki DOGS, którą zresztą sporadycznie odwiedzał, kiedy anioł nie dobierał żadnych bodźców ze środowiska, by wykonać powierzone mu obowiązki, do których się zobowiązał wraz z przyjęciem żółtej chusty z wizerunkiem bernardyna, aktualnie przywiązanej do szlufek u spodni. — I jeszcze jedno - zamknij za sobą drzwi, gdy będziesz wychodził.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Dźwignął się z łóżka przy akompaniamencie strzykania, zarówno wymęczonej pryczy jak i jego stawów.
Anioł spojrzał na swoje dłonie i powoli zaczął ruszać każdym palcem z osobna, czuł jak powoli zaczyna mu wracać czucie w każdym z nich, a efekt mrowienia zanika.
- Warunki umowy... to co zlikwiduje trafia do Ciebie.
Westchnął cicho pod nosem, a następnie spojrzał na ten parszywy ryj, który przyglądał się jego ciału, kiedy ten wędrował w odmętach swojej świadomości. Wiele wspaniałych wizji przeleciało aniołowi przez głowę, jakże pięknych i pełnych rozlewu czarnej brei jaką była krew wymordowanego, lecz nie czuł potrzeby jej dokonania jak było kiedyś, wystarczyła mu sama myśl...
Powoli dźwignął się z łóżka - jeśli tym można nazwać zdezelowaną pryczę - i stanął przed Jekyllem. Spojrzał na jego patykowatą posturę, a następnie na swoje kończyny... zdawały mu się zbyt podobne do siebie i tak zresztą było - Asmodeus składał się teraz jedynie ze skóry i kości, mięśnie zaczynały zanikać w wyniku letargu i niedożywienia, była to cena jaką dane było mu zapłacić za tą "wspaniałą" kurację.
Położył dłoń na ramieniu wymordowanego, a następnie przesunął go na bok i przeszedł parę kroków w kierunku drzwi jego celi - parę cholernie bolesnych kroków.
- Gdzie masz moje rzeczy?
Nie czekał specjalnie na odpowiedź i opierając się framugi, a następnie ścian zaczął poruszać się dalej wgłąb przybytku, które Jekyll nazywał swoim laboratorium.

Mijał celę za celą, brnąc dalej przez pusty korytarz. W końcu dotarł do czegoś co można było nazwać gabinetem doktora... chyba. Stos papierków i innego syfu dawał pewną dozę nadziei, że to właśnie to pomieszczenie. Cóż ,może gdyby wymordowany dbał o porządek, to aniołowi byłoby trudniej znaleźć swoje rzeczy, lecz znany mu strój leżał walnięty w dość widocznej skrzyni, zapewne nieruszany od czasu kiedy popaprany doktor go tu przywlekł.
Powoli i z delikatnymi oporami udało mu się założyć swoje zakurzone ubranie, jednocześnie pozwolił sobie na zabranie Jekyllowi jakiegoś kawałka pręta, w sumie chuj wie od czego on był. Ukradł także manierkę z wodą, która zapewne była używana przez wymordowanego raz na dwa dni... i tak to była woda.
Po całej tej zabawie zmierzył do drzwi, nie mówiąc do  DOGSa nic... ni pocałuj mnie w dupę, ni chuj ci w dupę.  A Jekyll tyle go widział... na co najmniej kilkanaście miesięcy.

[z/t]
+ Jekyll to leniwa cipa dupa, więc też [z/t]



Spoiler:


hehe:

Kiedy Grow szczuje Cię swoimi Pieskami:

---Deus---Eus---
avatar





Asmodeus
Anioł
GODNOŚĆ :
Asmodeus - Anioł Rozpaczy


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics