:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next   

Ulica    Pisanie by Alicja on Pią Lut 20, 2015 10:14 pm
Najzwyklejsza ulica Edenu. Nie ma w niej nic niezwykłego, jest taka sama jak każda inna.

~*~


Nie było aż tak zimno, jak się spodziewała.
Na ziemi było trochę śniegu, a wiatr chłostał nieprzyjemnymi dreszczami zimna odsłoniętą twarz Alicji, ale wbrew pozorom mogło być gorzej. Co prawda w M3 pogoda była wspaniała, zawsze idealna, jednak jak się ostatnio dowiedziała, na świecie istnieje bardzo dużo miejsc, które nie są ani trochę przyjemne. Tak jak ta Desperacja, do której anielica jeszcze nie miała okazji się wybrać.
Anielica.
To słowo w ustach dziewczyny nadal brzmiało trochę dziwnie. Trudno jest uwierzyć, że po śmierci stajesz się niebiańską istotą, a Bóg z całą pewnością, niezaprzeczalnie istniał. Ali jednak uwierzyła, bo było to dla niej najłatwiejsze wyjście. Naprawdę, ale to naprawdę nie chciała, żeby to był sen. Ponownie obudzić się w zwykłym łóżku, w zwykłym mieszkaniu po przeżyciu czegoś takiego? Bo dla młodoej dziewczyny żyjącej od zawsze jedynie pod kopułą nawet sam widok Edenu jest magiczny. Dlatego stracić w jednej chwili, w jednym brzmieniu okrutnego budzika wszystko, co zdobyła przez te kilka dni słodkiego życia...
Nie.
Jeżeli to sen, to niech trwa jak najdłużej. Jeżeli to śpiączka, to niech nigdy się z niej nie wybudzi.
Dobra, koniec tych smętnych rozmyślań. To prawdziwe życie i nikt nie może tego zakwestionować. To, że jest zbyt piękne... no cóż. Zazwyczaj jest tak, że jak coś jest zbyt wspaniałe, to po chwili się zepsuje. Miejmy jednak nadzieję, że tym razem tak nie będzie.
Alicja wyszła z domu, bo miała już dość ćwiczeń. Cały ranek i południe ćwiczyła kontrolowanie ziemi. Mało jej z tego przyszło, bo żadna roślinka jak na razie nie chce wykonywywać jej rozkazów. Trzeba być cierpliwym, kiedyś się uda. Na próbę skupiła wzrok na przykrytej śniegiem uliczce i skupiła się. Wyobraziła sobie, jak spod białego puchu wystrzela zielona łodyżka. Przedostaje się przez zmrożoną ziemię i...
I nic.
Kiedyś się uda.
Rozejrzała się po wyludnionej uliczce. Gdzieś tam majaczyła jakaś sylwetka, ale była za daleko, żeby panna Wieczorek miała się nią przejmować. Więc była sama. Lubiła samotność. Wtedy czuła się bardzo spokojna, mogła głęboko odetchnąć i przestać utrzymywać na twarzy trochę sztuczny uśmiech. Ależ oczywiście to nie jest tak, że Ali nie lubi ludzi. Wręcz przeciwnie, z chęcią spędzałaby z nimi ogromne ilości czasu, ale... no właśnie. Stres przy tym był jeszcze zbyt silny, by mogła swobodnie rozmawiać z większą grupą osób.
Spojrzała w górę, wyszukując w powietrzu Susła. Powinien gdzieś tu być, wszakże leciał za nią. No nic, znajdzie się w końcu. Feniks często sam wylatuje na samotne wyprawy, ale zawsze się znajduje. Alicja stała tak na środku uliczki Rajskiego Miasta i wpatrywała się usilnie w niebo, szukając swojego kolegi.



Alicja
-----------
Odrodzona

avatar

Liczba postów : 163
GODNOŚĆ : Alicja Wieczorek.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Sob Lut 21, 2015 10:33 am
Zimno.
Pogoda w Desperacji niczym nie przypominała ciepłej i słonecznej pośród murów miasta. Zdążył tak do niej przywyknąć, że prawie zapomniał jak wygląda śnieg, którego było wszędzie pełno. Kurczowo w rękach trzymał Tenshi, którego dodatkowo owinął ciepłym szalikiem przypominającym bardziej starą szmatę niż część ubrania. Jednak Seishin nie miał czasu by znaleźć coś lepszego, a to wystarczało by utrzymać ciepło.
Łowca spieszył się by dostarczyć swojego przyjaciela do najlepszych medyków jakich znał - samych aniołów. Kiedyś podsłuchał przypadkowych ludzi jak wspominali, że gdzieś daleko za murami jest kraina zamieszkiwana przez niebiańskie istoty, zwana Edenem. Przypomniał sobie o tym, gdy odchodził z miejsca walki. Wprawdzie znał kilku sprawnych medyków w organizacji, jednak tu chodziło o życie jego orła, a w końcu anioły są pozaziemskimi istotami i z pewnością mają moc większą od każdego człowieka czy też łowcy. Seishin chciał mieć pewność, że odda Tenshi w dobre i odpowiedzialne ręce. Nawet o swoje życie nie dbał tak jak o swojego orła.
Spodziewał się, że drogę mu przerwie paru zwierzęcych mutantów, czy jakieś inne wrogo nastawione do obcych istoty, ale tak się nie stało. Sam był zdziwiony, gdy po jakimś czasie zauważył na horyzoncie budowle. Było zbyt spokojnie, zbyt łatwo. Nie mógł powiedzieć, że to nie było podejrzane, lecz nie zamierzał narzekać i przyspieszył kroku.
Szedł wzdłuż ulicy rozglądając się. Szczerze myślał, że to miejsce będzie wyglądało inaczej niż zwykłe miasto. Spodziewał się ujrzeć unoszące się budynki, latające istoty. Coś w czym można było poczuć magię i moc nieprzypominającą żadnej z tych na ziemi, chodź Seishin skłamałby gdyby powiedział, że nie poczuł czegoś kojącego wchodząc na teren miasta. Jednak przede wszystkim anioły, odkąd przyszedł do miasta nie widział ani jednego z nich. Eden wyglądał jakby żadna żywa istota tu nie mieszkała.
Zaczynał się zastanawiać czy tu na pewno tu mieszkają anioły kiedy w oddali dostrzegł sylwetkę dziewczyny. Anioł. Nie miał co do tego wątpliwości. Przyspieszył chód, a po chwili zaczął biec.
- Hej ty!
Nareszcie kogoś znalazł, a już tracił nadzieję że znajdzie tutaj pomoc. Nie obchodziło go to kim była ta osoba, mogła być nawet złodziejem czy mordercą, byleby potrafiła naprawić skrzydło ptaka.
W stanie euforii zapomniał o tym, że został postrzelony kilka razy i nie wiedział czy kule nie są nadal w jego ciele, z czego dwa razy oberwał w nogę. Mimo, że był łowcą i jego ciało regenerowało się szybciej niż u zwykłego człowieka, to gdy był zaledwie dwa metry od potencjalnej anielicy zraniona noga dała o sobie znać, a Zekami wyłożył się jak długi na chodniku. Stało się to tak szybko, że tylko pomyślał o tym, by nie zgnieść swoim ciałem Tenshi.
Gdyby tak bardzo nie potrzebował pomocy medycznej pomyślałby, że to wyglądało komicznie, lecz w tej sytuacji nie był skory do żartów.
Nie ufał na razie swojemu ciału i nie próbował się podnosić, tylko spojrzał z dołu na długowłosą blondynkę.
- Potrzebuję pomocy.
Tenshi potwierdził pisknięciem.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Alicja on Sob Lut 21, 2015 4:42 pm
Gdzie jest ten feniks? Powinien gdzieś tu być, a jak na razie na niebie nie widziała choćby i skrawka czerwieni. Polubiła towarzystwo tego ptaka. Był on jedną z pierwszych istot w całym jej życiu, z którymi nie obawiała się przebywać. Nie można się więc dziwić, że Alicji zależy na Suśle.
„Hej, Ty!”
... co.
Kto? Ale że Ali?
Dziewczyna przestała patrzeć się w niebo i zwróciła się w stronę, skąd dobiegał głos. Ku niej pędził czarnowłosy chłopak z czymś w ręce, czego panna Wieczorek dojrzeć nie mogła. Zamrugała i mimowolnie cofnęła się o krok. Spojrzała jeszcze w lewo i prawo, ale nikogo innego poza nią nie było. Gdzie się te wszystkie anioły podziały? Z drugiej strony to nie była główna ulica, więc mogła być teraz wyludniona.
Głuche uderzenie o ziemię spowodowało, że dziewczyna znów spojrzała na nieznajomego. Teraz ten, dla odmiany, leżał na ziemi.
„Potrzebuję pomocy.”
Serio? A mi się wydawało, że chcesz mi sprzedać rewelacyjną roladę mięsną. ... musiałam. Pomocy? Ale przecież Alicja to zwykła dziewczyna, co ona miałaby... ach, właśnie. Przecież jest aniołem. Jest aniołem, a owy chłopak to jej pierwsze, ważne zadanie. Także, Alicjo, weź się proszę w garść i zrób cokolwiek.
Dziewczyna kiwnęła głową i uklękła przy brunecie. Dopiero teraz zauważyła, że ten trzyma w dłoniach rannego ptaka. Trochę jej drżały ręce, ale próbowała wyglądać poważnie i profesjonalnie. Tak, jakby zajmowała się takimi rzeczami na co dzień.
... hej, ale przecież Ty nic nie potrafisz.
Alicja jednak wyrzuciła tą myśl z głowy i skupiła się na tym, by pomóc temu, który owej pomocy potrzebował. Wygląda na to, że blondynka jest wreszcie potrzebna. Czuła się odpowiedzialna teraz za tego chłopaka i jego ptaka. Hehe dwuznacznie.
- Co mu jest? – wydusiła z siebie wreszcie, delikatnie odgarniając stary szalik.
Zwierzak z pewnością miał coś ze skrzydłem. Obrażenia tej kończyny dla ptaków na wolności są śmiertelne, jednak w takie sytuacji uda się jeszcze uratować ptaka. Zagryzła wargi i zamyśliła się na chwilę. Lecznica była za daleko, a sama Ali nie da rady cokolwiek z tym zrobić. Jedynym ratunkiem może być więc...
- SUSEŁ! – krzyknęła głośno, wpatrując się w niebo. Gdzie on jest?  - T-to mój feniks. Mam nadzieję, że zaraz przyleci... – dodała uspokajającym tonem, w którym jednak pobrzmiewała nuta strachu.
Przez dwie minuty się nie odzywała. Patrzyła tylko w niebo, niepewnie co jakiś czas zerkając na nieznajomego. Czemu on nie wstanie? Może też coś mu jest? Ale nie, na razie Ali nie zapyta, bo może się jeszcze chłopak wkurzy, że martwi się o niego młoda dziewczyna. Wreszcie w powietrzu pojawiła się czerwona kropka, która zwiększała się z każdą chwilą. Alicja jak najciszej odetchnęła z ulgą. Suseł wylądował obok niej i pozwolił się dotknąć dziewczynie. I tutaj należy powiedzieć słów kilka o tej ognistej istotce. Bo feniksy to nie są małe ptaki. Wręcz przeciwnie, są dużo większe od przeciętnego człowieka. Zwierzak więc przewyższał dziewczynę o dobre pół metra. Bez problemu mogłyby na nim usiąść dwie osoby. A do tego z pewnością nie można poskąpić mu urody. Co jak co, ale Suseł to naprawdę okazały osobnik. Upierzenie mieniło się złotem i pomarańczem, gdzie nie gdzie można było uchwycić nawet delikatny, pomarańczowy odcień. Pióra w dotyku były mięciutkie, ale feniks sam w sobie delikatny z pewnością nie był.
- Um... To Suseł. Ja mam na imię Alicja. – w jego obecności czuła się pewniej i nie bała się już tak odezwać. – Możemy na nim polecieć do lekarza, albo... – przerwała, bo ptak pochylił się już nad zwierzakiem bruneta. Trącił go pyskiem. – Leczące łzy. Mógłbyś go położyć na ziemi? – miała oczywiście na myśli mniejszego ze skrzydlatych. – Co się stało? – zapytała jeszcze, zanim zdążyła się powstrzymać.



Alicja
-----------
Odrodzona

avatar

Liczba postów : 163
GODNOŚĆ : Alicja Wieczorek.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Sob Lut 21, 2015 8:05 pm
Podniósł się do pozycji siedzącej i oparł się o ścianę najbliższego budynku upewniając się, że orzeł nie ucierpiał przez jego wypadek. Czuł pulsujący ból w swojej lewej nodze, która była zabarwiona w kolorze świeżej krwi wypływającej z miejsc po strzałach. Pewnie rany się otworzyły na skutek zbytniego nadwyrężania nogi. Świetnie, teraz jeszcze zaczynał myśleć jak jakiś medyk, tylko tego brakowało, żeby Seishin zachowywał się rozważnie. Ha! Jeszcze czego. Jeżeli nawet on zdecydował się siedzieć spokojnie zamiast biegać skakać i robić salta, to znaczyło że jest naprawdę źle.
Kiedy anielica sięgnęła po szalik łowca odruchowo przybliżył go do siebie jakby spodziewał się, że dziewczyna chce go dobić. Ogarnij się, przecież musi go dotknąć, żeby go wyleczyć. Skarcił sam siebie w myślach i pozwolił jej dokończyć czynność.
Reakcja własnego ciała zaskoczyła go. Widocznie po tej walce coś się stało z jego psychiką i stał się bardziej opiekuńczy w stosunku do swojego ptasiego kompana. Nie, powodem nie była sama walka. Powodem jego uszczerbku na zdrowiu psychicznym był Ash. Przysięgnął sobie, że go dorwie w swoje ręce, ale nie zabije go od razu, nie. Najpierw będzie torturował go, może zabije najbliższe mu osoby na jego oczach. Zanim do tego dojdzie Zekami będzie musiał jednak wyleczyć swoje i orła obrażenia, a widok ran sugerował, że to potrwa jakiś czas.
Seishin zatracony w własnych rozmyślaniach zupełnie nie spodziewał się głośnego krzyku anielicy. Tenshi wydał okrzyk bojowy, a łowca podskoczył w miejscu i odsunął się jakiś dystans od dziewczyny. Pierwszy anioł, na którego natrafił w Edenie i to jest wariatka. Nie no, miał farta do takich osób.
''T-to mój feniks. Mam nadzieję, że zaraz przyleci...''
Feniks. Ta, jasne.
Nigdy nie widział żadnej z tych istot, dla niego pojawienie się jednego z nich było równie prawdopodobne co różowego jednorożca zostawiającego za sobą tęczę. Rozejrzał się w dwie strony szykając jakichkolwiek aniołów, którzy mogliby go zabrać od tej dziwnej dziewczyny. Niestety bez skutku. Był skazany na towarzystwo anielicy. Westchnął i przetarł dłonią twarz. Najpierw walka i postrzelony Tenshi, a teraz ona. Już myślał, że to będzie koniec wydarzeń na ten dzień. Nie, los jest dla niego wredny.
Spojrzał na nią, lepiej obserwować zachowanie ludzi jej pokroju, takie osoby są nieprzewidywalne i nim się obejrzysz odkroją ci rękę, bo stwierdzą że będzie pasować im nad kominek. Obserwowała niebo, pewnie spodziewając się, że nagle przyleci ten jej feniks. Przyglądał się jej twarzy. Brzydka nie była i gdyby spotkali się w innych warunkach, czytaj melinie, pewnie i by nawet ją zaczepił, czytaj... no wiadomo o co chodzi. Ale na pewno nie miał zamiaru robić żadnych rzeczy z tą stukniętą kobietą, aż tak zdesperowany nie był.
Minęło już parę minut, Zekami zaczął się powoli denerwować. Oni tu sobie stoją i czekają na coś co się nie wydarzy. a Tenshi w jego ramionach cierpiał, nie mówiąc już o swoich ranach.
- Przestań się tak gapić. Nic tu nie zamierza przylecieć, bo Tenshi ma rozwalone skrzydło. Wiedziałabyś o tym, gdybyś nie był tak zajęta wypatrywaniem czegoś co nie istnieje.
Może był trochę zbyt szorstki dla niej, no ale jak zareagować gdy potrzebujesz nagłej pomocy medycznej a ktoś zwyczajnie cię ignoruje?
Widok jego twarzy, gdy owa zmyślona istota wylądowała obok owej wariatki był bezcenny. Jego wzrost był większy niż jakikolwiek inny ptak, a nawet przewyższał anielicę. Tenshi zapewne musiał się czuć strasznie mały, gdyż z reguły to on dominował wielkością nad innymi ptakami. Jego oczy napawały się widokiem majestatycznego zwierzęcia, a on sam jakby zapomniał o otaczającym go świecie. Zastanawiał się czy mógłby na nim jeździć, ale feniks pewnie by mu nie pozwolił. Wolał nie zadzierać z tym olbrzymem.
- Seishin. - Powiedział nie odwracając wzroku od Susła, co to w ogóle za imię? Jednak gdy Alicja wspomniała o możliwości lotu na feniksie cała uwaga łowcy momentalnie spoczęła na niej.
Tenshi przestraszony rozmiarem ognistego ptaka pisnął cicho, gdy ten się do niego zbliżył, lecz odpowiedział na trącenie pyskiem. Zdawał się być nim zaintrygowany.
- Erm, jasne.
Zekami nadal nie do końca ufał anielicy, ale zmiana głosu w jej tonie przekonała go do spełnienia jej polecenia. Orzeł posłusznie leżał dając się przenieść, tylko raz pisnął dla zasady.
''Co się stało?''
- Skurwiel ze S.SPEC go postrzelił w skrzydło. - Syknął przez zęby. - Z taką jedną próbowaliśmy uświadomić ludzi, ale grupa żołnierzy nas złapała. Zabiłem trzech z nich, zaliczając przy tym strzały w nogę i barki. Yuu skończyła z rozerwanym bokiem, a Tenshi... chyba sama potrafisz zobaczyć.
Powiedział wszystko zgodnie z prawdą darując sobie szczegóły, pewnie i tak nie chciała ich słuchać. Sama dobrze wie jak zła jest władza, nie musiał jej tego tłumaczyć.
Chodź może nie powinien się wyrażać w świętym miejscu zamieszkiwanym przez sługi Boga, ale nie bardzo się tym przejmował. Nie był zbyt religijny, twierdził że Stwórcy nie ma, a nawet jeśli istnieje to i tak Seishin jest zdany na siebie. Ale mógł tym urazić tą dziewczyną i tym samym zaprzepaści szansę na to, że uleczy Tenshi. W tym wypadku musiałby znaleźć innego anioła, lecz domyślał się że nie każdy będzie przyjaźnie nastawiony do niego, a co dopiero skory do pomocy jak ta blondwłosa.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Alicja on Nie Lut 22, 2015 9:23 pm
Alicja czuła się lekko zdenerwowana. To była jej pierwsza taka prawdziwa misja i dziewczyna czuła dużą odpowiedzialność. To w końcu od niej zależy, czy ten ptak przeżyje. Jest aniołem i musi pomóc. Jeżeli zawiedzie, to z pewnością trochę straci zapał do tego całego anielstwa, a tego panna Wieczorek bardzo nie chce.
Drgnęła, gdy usłyszała pełne złości słowa bruneta. Zagryzła wargi i nic nie odpowiedziała, choć teraz nie mogła się skupić na wypatrywaniu Susła.
Dobra, spokój.
Ten chłopak przecież nie wiedział. Sama była zdziwiona, widząc cały ten anielski świat i żyjąc po raz drugi. On nie chciał źle, po prostu martwi się o swojego zwierzaka. Na jego miejscu Ali też z pewnością denerwowałaby się i nie panowała nad tym, co mówi.
Wreszcie jednak Suseł przyleciał i Alicja nie mogła zaprzeczyć, że zaskoczenie nieznajomego sprawiło jej przyjemność. Widziała, że brunet jest naprawdę zachwycony feniksem. Ale kto by nie był? W końcu nie często spotyka się aż tak wielkiego i pięknego ptaka. Kiwnęła głową, gdy ten się przedstawił.
- Twoje imię coś oznacza? - zapytała, wyginając sobie palce lewej dłoni. Uznała, że powinna być miła. A do tego głupio jej było siedzieć w niezręcznej ciszy. Mimowolnie pocierała skomplikowane tatuaże na rękach. Były jeszcze świeże  i dziewczynie trudno było się przyzwyczaić do ich widoku. Mimo to nie była zła, że zrobiła sobie tak mocno widoczne znaki na całe życie. Wydawało jej się, że czuje się z nimi minimalnie pewniejsza. A to już jest jakiś sukces. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka, prawda?
Jeszcze nigdy nie widziała, jak Suseł kogoś leczył, także przybliżyła się, gdy ten pochylił się nad mniejszym ptakiem. Patrzyła na to w ciszy i z uwagą, podczas gdy feniks niepewnie przestępował z nogi na nogę. Widocznie on także pierwszy raz komuś w ten sposób pomagał i był troszkę podekscytowany. Wreszcie przymknął oko, a spod powieki potoczyła się łza i skapnęła na pióra zwierzaka bruneta. Potem druga i trzecia. Tenshi mógł wreszcie poczuć, że może poruszyć skrzydłem. Zapewne u człowieka złamanie kończyny byłoby trudniejsze do wyleczenia, jednak to był zwykły ptak. Suseł odszedł kilka kroków i wyłożył się na ziemi. Alicja podeszła do niego i włożyła palce w miękkie pióra.
- Dziękuję. - mruknęła cicho. Bez feniksa sama by sobie nie poradziła, nie ma szans.
Ali zdała sobie sprawę z tego, jak życie jest kruche. Gdyby ten ptak żył na wolności, z pewnością już by nie żył. Jak mało potrzeba, by jakąś istotę zabić... tak samo człowieka. Ona sama przecież miała śmieszną śmierć. Bo cóż to za skończenie życia pod kołami samochodu? Do niej jednak los się uśmiechnął i dostała drugie życie, jednak i to mogła szybko stracić. Spojrzała na swoje dłonie, zanurzone w czerwieni i złocie Susła. Przecież... bycie anielicą wcale nie sprawiło, że stała się nieśmiertelna. Wręcz przeciwnie. Teraz jej życie miało polegać na pomocy innym, a więc zapuszczanie się na tereny Desperacji. A mieszkańcy tej krainy z pewnością nie przywitają jej z otwartymi ramionami, choćby i miała ze sobą tonę jedzenia. Alicja jednak naprawdę łaknęła teraz życia, więc nie zamierza tak łatwo go tracić. Nie podda się i będzie żyła jak najdłużej dla samej radości ze swojej egzystencji. Zmiana w anioła obróciła jej życie o 180 stopni, i to dużo na lepsze.
Zamrugała ze zdziwieniem, słysząc słowa Seishina.
- Jesteś łowcą, czy wymordowanym?  - zapytała, obracając głowę. - Władza na pewno miała jakiś dobry powód, żeby Cię zaatakować. Przecież oni chronią nas... znaczy ludzi. Mówili, że jesteście źli. - powiedziała. Z drugiej strony, to po co próbowaliby zabić niewinne zwierzę? To tylko ptak. A ten chłopak też nie wyglądał na pragnącego krwi mordercę, przecież jej nie zabił. Lub nie szantażował, żądając pomocy. Jednak przecież władza mówiła, że się ukrywają i kłamią.
Och, za dużo tego.
Alicja czuła się skołowana. Miał to być zwykły spacer, a skończył się rozmową z łowcą. Lub, co gorsza, wymordowanym. Hej, Ali, Ali. Stop. Nie możesz tak myśleć, jesteś aniołem. Być może...
Co, jeśli wszystko wygląda dużo inaczej, niż jej mówili? W końcu przez siedemnaście lat słowem nie usłyszała o skrzydlatych. Ponownie spojrzała na Seishina, jednak teraz jej wzrok nie był chłodny. Ali wpatrywała się w bruneta z zaciekawieniem. Chciała wiedzieć, co ten ma do powiedzenia.
- Z Bogiem. Wszystko dobrze? - prawie podskoczyła, gdy przechodzący obok anioł ją pozdrowił.
- T-tak! - odparła trochę zbyt szybko. Uśmiechnęła się jednak dość przekonująco, więc mężczyzna poszedł dalej, oglądając się jeszcze na czwórkę nieznanych mu ludzi.
Ali jeszcze chwilę temu chciała jak najszybciej stąd teraz uciec i zaszyć się w swoim domu. Usiąść w stosie poduszek z kubkiem czekolady i wymiętym romansidłem. Teraz jednak pragnęła wiedzy. I to bardzo.



Alicja
-----------
Odrodzona

avatar

Liczba postów : 163
GODNOŚĆ : Alicja Wieczorek.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Pon Lut 23, 2015 10:03 pm
Seishin zastanawiał się jak ten wielki feniks miał zamiar  pomóc wyleczyć rany jego orła. Jedyne co ich łączyło było to, że oboje byli ptakami, ale to raczej nie pomagało i nie miało z pomocą nic wspólnego. Pomyślałby, że poleciałby z Alicją na nim do jakiegoś medyka, ptak w końcu był na tyle wielki, że z pewnością udźwignąłby dwie osoby, lecz anielica wspomniała coś o leczących łzach. Że niby płakanie miało zlepić otwarte rany? Łowca jakoś średnio w to wierzył, ale jeszcze przed chwilą uważał feniksy za mityczne stworzenia a teraz jeden z tego gatunku stał przed nim. Kto by pomyślał, że po tylu latach coś może go jeszcze zaskoczyć.
Jego rozmyślania przerwała dziewczyna, wtedy zauważył że przez cały czas opierał swoją głowę na ręce chodź nawet wtedy nie zmienił swojej pozycji. Czy jego imię coś oznacza? Nigdy się nad tym nie zastanawiał, chociaż było ono pochodzenia języka japońskiego, którym płynnie mówił, a gdy odnalazł znaczenie swojego imienia wręcz uśmiechnął się krzywo.
- Seishin oznacza duszę. Gdyby tylko moja matka widziała jaki jestem uduchowiony - zaśmiał się. Tak bardzo to do niego nie pasowało, że chciało mu się śmiać. Zekami nie miał prawie nic wspólnego z duchowym światem, nie modlił się do Boga, ani nie wierzył w niego, a także nie uznawałby aniołów jako realnych bytów, gdyby żadnego z nich nie spotkał w swoim życiu. Był z natury sceptyczną osobą i uważał za prawdę tylko to co zobaczył na własne oczy, coś czego był pewien, że nie jest zmyśloną bajką. Lepiej wątpić w coś co istnieje niż uznawać kłamstwa za prawdę. Dzięki temu nie można było mu czegoś wmówić. Tak funkcjonował, a to go zadowalało.
Wreszcie nastał moment, kiedy Suseł miał wyleczyć rany Tenshi'ego, czerwonooki pochylił się z zafascynowaniem, był ciekawy jak to miało wyglądać i jak szybko pozbędzie się tych obrażeń. Nerwowe ruchy ognistego ptaka nie pocieszały Seishina, wyglądał to jakby feniks nie wiedział co robić. Miał wątpliwości co do tego, które jednak znikły kiedy zobaczył jak rany na skrzydle zamykają się pod warstwą krwi. Tenshi chyba też poczuł zmianę i zamachnął się skrzydłami raz, a potem drugi aż w końcu wzbił się w powietrze i zataczał koła wokół łowcy, anielicy i Susła. Zekamiego tak ucieszył ten widok, po tym wszystkim co przeszli myślał że go stracił. Gdyby tak się stało z pewnością nie wytrzymałby tego psychicznie, kto wie czy by nawet nie próbował siłą się dostać do siedziby S.SPEC i mordować każdego na swojej drodze aż znajdzie Asha. Patrząc na fruwającego z krzykiem orła cała nienawiść prawie go opuściła. Prawie. Wciąż pałał chęcią zemsty, ale teraz powodem nie musiała być śmierć jego przyjaciela, a jedynie odegranie się za zadane rany. Nie wątpił, że głównodowodzący też nie pałał radością po tej walce i zacznie robić jakieś plany w stosunku do niego. Z tym akurat Seishin nie miał problemów, będzie z przyjemnością czekał aż pół android przyleci po do niego po kopa w dupę.
Mmm, uśmiechnął się do obrazów swojej wyobraźni, był ciekaw czy gdyby poprosił Alicję o pomoc czy by się zgodziła. I tak pewnie nie ma żadnych umiejętności bojowych sądząc po jej budowie ciała, ale nie zaszkodzi się spytać. Już chciał zadać ją zagadnąć, kiedy to ona go zaskoczyła swoim pytaniem.
- To ty o niczym nie wiesz? Przecież jesteś aniołem, a wy wiecie o-. - Spojrzał teraz na nią pod zupełnie innym kątem. Oni nas chronią. Oni. S.SPEC. Czyli nie była aniołem od początku. Pewnie stała się nim niedawno i jeszcze umarła nie więdząc co kryje się za propagandą władz. Wstał, żeby chociaż trochę się zrównać z Alicją. Trochę, bo była sporo niższa od niego, aż musiał schylić głowę. - Powiedzieli wam, że łowcy są źli, a nawet nie uwzględnili jak można ich rozpoznać. - Pokazał na swoją twarz. - Normalny człowiek nie ma takich czerwonych oczu, tylko łowcy takie mają. Oczywiście w organizacji są także zwykli ludzie oraz anioły, ale większość z członków stanowią właśnie łowcy. Władza wmawia mieszkańcom kłamstwa, nie mówi wam o mutantach za murem, że mordują nawet ich dzieci, bo zabijają dla przyjemności, a prawda jest taka, że tylko nieliczni tacy są,. Większość z nich wygląda jak zwykli ludzie i zachowuje się normalnie, mimo swojej ''przypadłości'' próbują żyć normalnie. W końcu nie prosili się o to by przemienić się w jedną z tych bestii, a stali się nią poprzez zarażeniem wirusem x. - Domyślił się, że o tym Alicja też nie wie, S.SPEC jej raczej o tym nie powiedział. - Ludzie nim skażeni po jakimś czasie umierają i stają się pół zwierzakami, ty się nie stałaś jednym z nich po śmierci, bo żyłaś sobie spokojnie w odizolowanym mieście. Szczerze nie mam nic przeciwko takiemu życiu, gdyby władza nie bawiła się w boga i nie manipulowała wszystkimi. I właśnie po to jesteśmy my - wskazał na siebie - łowcy. Próbujemy przemówić do rozsądku ludziom takim jak wy - wskazał na nią. - Ale oni wolą sobie wierzyć w kłamstwa dyktatora niż w prawdę i z reguły zawiadamiają straż. - Westchnął teatralnie. - A potem albo znikamy, albo walczymy w zależności od humoru.
Dotychczas patrzył w przestrzeń obok anielicy podczas swojego wywodu, ale teraz spojrzał na nią. Zastanawiał się, czy dziewczyna poradzi sobe z przyswojeniem tyle informacji na raz. Znał z życia, że trudno oswoić się z wiedzą, że ktoś kto miał cię chronić tak naprawdę cały czas kłamał, a do tego wymordował całe setki niewinnych ludzi. Zmierzył wzrokiem przechodzącego przedstawiciela aniołów, nie chciał żeby ktoś się teraz wmieszał w ich rozmowę, w szczególności jeden z jej ''braci'' czy jak ich tam nazywa. Lepiej, żeby nie wiedzieli o tym co teraz opowiadał anielicy i że ona nie zdaje sobie sprawy kto tak naprawdę kieruje M-3.
W sumie mógł teraz się zwijać skoro Tenshi już został wyleczony, po to tu tylko przyszedł, nic więcej. Jednak mimo to został w miejscu i czekał na reakcję dziewczyny, jakby miał być jej poduszką do pocieszenia. Nie podobała mu się ta wizja, ale cóż. Nie chciał być też wrednym skurwielem, a dziewczyna zasłużyła sobie na jego uznanie i miał wobec niej dług.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Alicja on Czw Lut 26, 2015 9:08 pm
Seishin, dusza.
Rzeczywiście. Dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Jakoś wcześniej to słowo wypadło jej z głowy. Chyba naprawdę nie pasowało do tego bruneta. Wydawał się być bardziej... porywczy. Nie melancholijny czy zajmujący się duchowymi sprawami. Świadczyła o tym jego niecierpliwość. Kompletne przeciwieństwo Alicji, która była romantyczką. Rzecz jasna, nie przyznawała się do tego nikomu, jeszcze by ją wyśmiali. Ale w głębi swojego cichego serduszka zawsze marzyła o przyjaciołach. Chciałaby mieć taką dwójkę czy choćby i jedną osobę, której może zaufać. A o to trudno, bo panna Wieczorek to istota nadzwyczaj zamknięta w sobie. Może to i trochę głupie dla osoby patrzącej na Alicję z "zewnątrz". Cicha, potulna i strachliwa, taka jakaś dziwna.
Jak łatwo jest oceniać ludzi, nie wiedząc nic o nich.
Dlatego też Ali skinęła tylko głową i powróciła do wyłamywania sobie palców, byleby się na czymś skupić.
Pióra Susła były naprawdę miękkie. Alicja mogłaby tak stać całymi godzinami, miziając tylko swojego feniksa. A temu chyba się to podobało, bo zwierzaj nie próbował się wyrwać. Leżał tylko sobie spokojnie na ziemi, pozwalając anielicy na zachwyty. Naprawdę niesamowite stworzenia.
Jasne, że o niczym nie wie. Chwila.
Chwila, chwila, chwila.
Że o czym nie wie? Przecież wszystko wie. S.SPEC ich broni i tyle, nie? Wszyscy są zadowoleni. Nawet ostatnio głowa miasta wypowiedziała się na ten temat. Że... istnieją wymordowani, którzy chcą zabijać ludzi i tylko to robić. Że nie mają uczuć, że to potworne bestie prosto z horrorów.
Obróciła się w stronę Seishina. Patrzyła na chłopaka... nie da się tego określić. Mieszanka niedowierzania, zrozumienia, strachu... Zacisnęła drobne dłonie pokryte tatuażami w pięści i  dalej gapiła się na bruneta.
Czyli, że... wszystko to było kłamstwem? Całe życie w tym cholernym M3 było jedną, wielką iluzją? S.SPEC to mordercy?
Duże ilości szoku naraz.
Siedemnaście lat, siedemnaście pieprzonych lat spędziła w niewiedzy. Wszystko pasowała. Nie pozwalali im odwiedzać budynków wojska, nie pozwalali wychodzić poza mur, nie pozwalali... na nic. Ali zdała sobie sprawę, że jej uwaga była skierowana tylko na miasto. Książki, bieganie, książki. W M3 jest tyle zajęć, że ludzie nie mają czasu skupić się porządnie na tym, co jest za kopułą. Tu im się żyje idealnie.
To chore. To naprawdę chore. Okłamują ich, żeby utrzymać władzę. Bo dlaczegoż by inaczej? Przecież mogliby razem żyć z tymi... innymi ludźmi. Bo wymordowany to też człowiek, nie jakaś bestia. A zamiast tego, to mordują z obojętnością żyjące istoty i nie mają wyrzutów sumienia. Bo gdyby mieli, to oszaleliby z tego wszystkiego. Nie poradziliby sobie z tymi wszystkimi emocjami. Hektolitrami krwi i ogromną ilością naboi. To nie ludzie żyjący poza murami są bestiami. Prawdziwe zło żyje w ukryciu i codziennie się do mieszkańców fałszywie uśmiecha.  Ludzie powinni się tego dowiedzieć. Alicja poczuła również ukłucie poczucia winy. Zawsze sądziła, że to tylko władza jest dobra i ich chroni. A okazuje się, że tak naprawdę buntownicy i ludzie żyjący poza M3 są bardziej ludzcy niż oni. Miasto usłyszy. Ale czy uwierzy? Ale czy on mówi prawdę? Właśnie. Skąd może wiedzieć, że to Seishin nie kłamie? Stop, przecież wszystko się zgadza. Bo inaczej rodzice opowiedzieli jej o swoich ba...
daniach.
Jej mama jest naukowcem w S.SPEC, ojciec również. Oni też zabijają. Chyba, że...
Ali szybko podeszła do chłopaka i stanęła pół metra przed nim. Wpatrywała się w jego oczy z zaciętą miną.
- Czym zajmują się naukowcy? - zapytała spokojnie, niemalże bezbarwnie. Jednocześnie można było wyczuć w jej głosie niemal niesłyszalne napięcia, a w oczach zobaczyć cień nadziei.
Na pewno ratują ludzi.
I tylko to. Wokół anielicy nagle spod ziemi zaczęły wyrastać małe, żółte kwiatki. Wyrastały spod śniegu jak gdyby nigdy nic i po chwili więdły. Ziemia wokół Alicji usłana była martwymi roślinkami, a sama dziewczyna zdawała się tego nie widzieć.



Alicja
-----------
Odrodzona

avatar

Liczba postów : 163
GODNOŚĆ : Alicja Wieczorek.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Sob Lut 28, 2015 6:47 pm
Obserwował jak na twarzy anielicy rośnie zdumienie i niedowierzenie z każdym następnym słowem wypowiedzianym przez jego samego. Wyglądało na to, że lada moment Alicja albo się rozpłacze, albo wkurzy tak, że zacznie używać swoich mocy do zniszczenia wszystkiego wokół siebie. Seishin oceniając ją przez ten cały czas stwierdził w głowie, że dziewczyna nie jest typem wojowniczki, lecz całkowitym jej przeciwieństwiem. Pewnie była nieśmiała i trudno jej przychodziło rozmawianie z obcymi ludźmi. Skąd nasunął mu się ten wniosek? A chociażby z jej wyłamywania palców, które było oznaką zdenerwowania, a których dźwięki drażnił uszy łowcy. Jednak jej tego nie wypomniał, to nie był odpowiedni moment na takie błahostki, z resztą i tak przez jego komentarz anielica pewnie by bardziej się zdenerwowała.
Atmosfera wyraźnie zgęstniała od wyleczenia orła, w momencie którym brakowało im tylko ciasteczek i kawy, żeby mogli zacząć pogaduszki i poplotkować o tym jaki tamty anioł kupił sobie dywan. Zekami nie jedyny to poczuł, zwierzęta nie muszą rozumieć słów by wyczuć gniew lub smutek. Toteż Tenshi zniżył lot i wylądował na ziemi tuż przed blondwłosą. Seishin nie musiał być w posiadaniu wykrywacza kłamstw by być pewien, że ktoś mówi prawdę, od takich rzeczy miał swojego orła, który nie dość że był bardzo nieufny wobec obcych osób i sceptycznie do nich nastawiony, to jeszcze potrafił niemalże przewidzieć ich zamiary. Tak również było z Alicją, gdyby stanowiła bezpieczeństwo dla łowcy ptak z pewnością by ją zaatakował, ale ten tylko otarł się o jej nogę z cichym piskiem, jakby chciał ją wesprzeć w trudnych dla niej chwilach. Seishin zorientował się, że Tenshi nie tylko ufał tej anielicy, ale także ją polubił. Tego nawet nie czuł do Yuu, przywódcy organizacji, miał do niej szacunek, ale nic ponadto. Coś było innego w tej dziewczynie. Czerwonooki był ciekawy, co jego orzeł takiego w niej zobaczył.
Kiedy Alicja zaczęła iść ku niemu trochę zbyt szybko jakby zamierzała go zamordować. Gdyby to był ktoś inny niż anielica, odebrałby to jako ostrzeżenie przed atakiem i wyciągnąłby broń. Prawdę mówiąc nie miał pewności co miała zamiar zrobić. Wydawało mu się, że już się poznał na niej i jej charakterze, ale pozory mogą mylić.
Mimo tych wszystkich wahań, nie ruszył się z miejsca, a nawet nie drgnął i postanowił stawić czoła temu, cokolwiek blondynka chciała zrobić.
''Czym zajmują się naukowcy?''
To pytanie uderzyło w Seishina jak cios. Widział to w jej oczach i chęci poznania prawdy, że ktoś z jej bliskich pełnił tą funkcję, a on miał zaraz powiedzieć jej prawdę, przez którą dowiedziałaby się, że ten ktoś jest mordercą. To mogło być jej brat, siostra, albo i nawet rodzice. Pewnie myślała, że robią wszystko co w ich mocy, by pomóc ludzkości, że robią wszystko co dobre, a ich pacjenci nigdy nie umierają, a później zapraszają ich na ciasteczka. Ah, aż nie mógł uwierzyć jacy ludzie są naiwni i potrafią uwierzyć we wszystko co im się powie. Zaśmiałby się, gdyby to on nie był osobą, która ma uświadomić tą dziewczynę, a na pewno nie zamierzał jej mydlić oczu.
- Na pewno nie szukają lekarstwa, które by sprawiło, że ludzie przestaliby umierać. A nawet jeśli, to korzystałoby z niego tylko wojsko, zwykli mieszkańcy nadal będą umierać. Otóż ci dobrzy naukowcy za jakich ich mają takie osoby jak wy, wykorzystują miejszości społeczne, takie jak sieroty, starcy, albo osoby chore umysłowo lub niezdatne do jakiejkolwiek pracy do przeprowadzania na nich badań. Pewnie słyszałaś o tym, że osoby niesprawne do normalnego życia są zabierane do specjalnych instytucji, to też było kłamstwem. Wszyscy są królikami doświadczalnymi przeznaczonymi do niewiadomo jakich celów. W każdym razie, naukowcy to zło godne dyktatorów, jedyne co ich różni od nich, to to że są poddani rozkazom ich przywódcy. Nawet jeśli ktoś wśród naukowców działa przeciw własnej woli, to i tak robi to co reszta inaczej skończy za murami miasta. Zwykły człowiek w przeciwieństwie do wymordowanego, łowcy czy anioła nie przeżyje w Desperacji dłużej niż godzinę, o ile przed tym nie zostanie zarażony wirusem.
Nie zdziwiłby się, gdyby po tej ''przemowie'' dostałby liścia na twarz, albo zostałby potraktowany z pioruna, czy jaką tam moc anielica posiada. Sam nie zamierzał tu zostać dłużej niż to było potrzebne. Skoro wyleczyła już jego orła, a on powiedział jej prawdę o tym świecie to nic go więcej tu nie trzymało. Zagwizdał na Tenshi dając mu znak, by się zbierał, ale on nie oderwał się od jej nogi. Seishin nie wierzył w to co widział, rzadko widział by Tenshi nie słuchał się go, tylko się przyglądał stopom anielicy jak w transie. Zirytowany zagwizdał jeszcze raz, a orzeł spojrzał na niego dziwnie i wydał z siebie odgłos jak gdyby chciał uciszyć łowcę.
Zekami wkurzył się i miał zamiar zabrać orła nawet siłą, gdyby musiał. Wtedy zauważył na co tak się patrzył orzeł. Dookoła anielicy zaczęły wyrastać z ziemi żółte kwiaty, które po chwili więdły tak szybko jak się pojawiały. Nie wiedział co się dzieje, na ulicy nie było nikogo kto mógłby powodować to zjawisko. Seishin odsunął się parę kroków do tyło, cokolwiek to było wolał nie stać zbyt blisko i zorientował się, że te rośliny tworzą coś w rodzaju koła wokół dziewczyny. To ona musiała być przyczyną, ale sądząc po jej minie nie zdawała sobie sprawy z tego co się dzieje. No tak! O mało się nie walnął w głowę z własnej głupoty. Przecież ona była od niedawna aniołem i nie odkryła jeszcze swojej mocy, co dopiero mówić o jej kontrolowaniu. Silne emocje uwolniły jej moc, nad którą nie potrafi panować. Jeżeli jednak tego nie zrobi, mogłaby zabić łowcę, albo i nawet zniszczyć cały Eden jeśli jej moc ziemi była wyjątkowo silna.
- Ja rozumiem, że to może być zbyt wiele informacji jak na jedną rozmowę i domyślam się jak się czujesz. Miałem podobną sytuację. - Na chwilę się zapomniał. - W każdym razie powinienem już dawno nie żyć i wierz mi, nie mam nic przeciwko zabicia przez ładną blondynkę - uśmiechnął ni to krzywo ni to szarmancko. - ale śmierć zadana przez kwiatki jakoś do mnie nie przemawia.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Alicja on Pon Mar 02, 2015 8:37 pm
Och.
Nawet nie zauważyła tego, że Tenshi przytulił się do jej nogi. Nie miała teraz do tego głowy. Jakie to wszystko jest chore i popsute, naprawdę. Jej rodzice to mordercy. Ile ludzi zabili, podczas gdy Ali bezpiecznie siedziała w domu i czytała? To jest przecież niesprawiedliwe. Dlaczego gdy ona żyła, inni umierali w męczarniach? Też chcieli żyć, tak samo jak Alicja teraz. To nie ich wina, że wirus namieszał w życiu właśnie im. Muszą zabijać, by przeżyć każdy kolejny dzień. S.SPEC morduje dla samej frajdy odbierania innym życia. To jest naprawdę niesprawiedliwe, a sama Ali dużo z tym nie zrobi. Do kogo miałaby się zwrócić? Miała tylko swoich rodziców. A ci okazali się zabójcami.
Opadła na kolana, zaciskając dłonie w pięści. Stłumiła szloch, ale łez nie mogła powstrzymać. Schyliła głowę tak, żeby Seishin nie mógł zobaczyć wilgotnych policzków. Kątem oka zarejestrowała mniejszego z ptaków. Doceniła jego starania, ale teraz naprawdę nie miała siły mu podziękować. Zrobi to później, bo miała zamiar jeszcze się z tą dwójką spotkać.
Miała zamiar odwiedzić wszystkich, z wyjątkiem rządu.
Porozmawia z ludźmi żyjącymi poza murem i z łowcami. Razem uda im się coś wymyślić, to nie może dłużej tak trwać. Mury muszą runąć, a Alicja się do tego przyczyni. Po co rząd tak bardzo chce się od innych oddzielić?

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat

Może to i niemożliwe, żeby wszyscy żyli razem. Może i zajmie to lata, może i wieki. Ale to nieważne. Ali teraz miała wyznaczony cel. Jeżeli uda jej się zmienić życie choćby i jednego mieszkańca Desperacji, to będzie szczęśliwa. Od tego właśnie trzeba zacząć. Wytarła błękitne oczy z łez i zagryzła wargę. Wstała, próbując powstrzymać drżenie dłoni, nadal zaciśniętych w pięści.
- Muszę iść. Odezwę się jeszcze. Łowcy, tak? - nawet nie czekała na odpowiedź.
Podeszła do Susła, a ten wstał i pochylił się przed anielicą. Dziewczyna zręcznie wsiadła na niego. Feniks rozpostarł skrzydła i zamachał nimi na próbę. Alicja jeszcze raz obrzuciła wzrokiem osobę, która ją uświadomiła i cicho nakazała swojemu ognistemu przyjacielowi lecieć. Ten wzbił się wysoko w powietrze. Ali czuła na całym ciele przenikliwe zimno, ale lot działał na nią uspokajająco. Czuła, że ma już świeższy umysł i łatwo jej będzie podejmować decyzje. A do przemyślenia było naprawdę wiele, w końcu blondynka ma zamiar zmienić świat. Zacznie jednak od jednej osoby, ważne, żeby była dość znana w Desperacji. Wtedy będzie łatwiej wszystko zrobić. Z drugiej jednak strony dla Ali oznacza to wyjście w świat, co będzie dla niej szalenie trudne. Ale da radę, ona nie da rady? Feniks wylądował przed drewnianą chatką, a Alicja pogłaskała go raz jeszcze po piórach. Weszła szybko do domku i zrobiła sobie kolację. Usiadła potem na kanapie ze stosem maskotek i zabrała się za książkę z biblioteki. Jutro pójdzie do Desperacji, musi się tylko dobrze przygotować.
Bardzo dobrze.
[z.t]

_________________
xXx
And if we should die tonight,
then we should all die together


     



Alicja
-----------
Odrodzona

avatar

Liczba postów : 163
GODNOŚĆ : Alicja Wieczorek.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Sob Lip 25, 2015 12:49 pm
Szczek.
Szczeniak wyskoczył do przodu machając dziko ogonem i uderzył łapami w wyrastającą z ziemi roślinę, by zaraz zacisnąć na niej swoje rosnące kły, szarpiąc na wszystkie strony w jakiejś dziwnej zabawie. Mimo, że kończył parę miesięcy, sięgał mu już ponad kolano, co zdecydowanie nie było mu na rękę.
Na chóry anielskie, niech to boskie stworzenie przestanie rosnąć, albo wszystkie owoce Edenu go nie wykarmią.
Naciągnął mocniej kaptur płaszcza na włosy, skrywając twarz w kompletnym mroku i pogrążył się w myślach.
Hope nigdy nie miał w zwyczaju odwracania się w tył. Niemniej, gdy przed oczami mimowolnie stanęła mu spotkana postać nieznajomego mężczyzny po raz pierwszy od dawna miał niewielką ochotę, by to zrobić. Zombie. Dziwne imię.
Zwiastun śmierci.
Prędzej rozkładu.
Dziwny osobnik. Przyciąga kłopoty.
To nie nasza sprawa.
Co nie zmienia faktu, że wtargnął na nasz teren. Powinniśmy mu dać nauczkę, Hope. Nie powinieneś był go tak po prostu zostawiać.
Tereny aniołów zawsze były i pozostaną otwarte dla wszystkich, Wilku. Tak nauczali nas od początku i taką zasadę będę wyznawać. Jeśli chcą mieć swoje ruszenia, niech przeprowadzają je bez nas.
Ale i tak go ostrzegłeś, głupi aniele. Stanąłeś po jego stronie.
Milcz. Powtórzę to jeszcze raz. Tereny były otwarte dla innych i takie pozostaną, a my będziemy tymi, którzy będą ową zasadę wyznawać do samego końca. Nie zapominaj kim jesteśmy i dlaczego zostaliśmy stworzeni.
Ale Bóg odszedł. Zostawił nas.
To nie anuluje naszych obowiązków.
Wypowiadasz wzniosłe słowa, jednocześnie skrywając się w mroku.
Przeszedł kolejnych parę kroków i zatrzymał się, rozglądając dookoła w milczeniu. Mimo, że celowo wybrał jedną z pobocznych uliczek, nie spodziewał się że będzie ona na tyle opustoszona. Od czasu do czasu gdzieś w oddali mignęła mu pojedyncza sylwetka, nie przywiązywał do niej jednak większej uwagi, niezdolny nawet do rozpoznania twarzy. Czy rozpoznanie zmieniłoby cokolwiek w jego podejściu?
Prawdopodobnie nie.
Zawsze stronił od towarzystwa, zupełnie jakby potwierdzał ledwo co wypowiedziane przez Kruka słowa, jednocześnie zaprzeczając swoim własnym.
Powinniśmy być zwierzęciem stadnym... ale nie jesteśmy, Hope. Próba zmiany byłaby niczym ingerencja w twoją naturę, a tego nie zdzierży żadna istota. Rozumiemy to. Ale jednak często walczysz ze sobą, by ich chronić. Dlaczego?
Takie nadano nam zadanie. Zadanie, które i tak mocno omijamy, pozostawiając ten ciężar na ramionach innych. Kto nadał nam imię nadziei? Nadziei, której nie potrafimy już sprowadzić? Pozostanie jedynie ból i rozpacz. Takim właśnie uczynił nas świat.
One płyną z głębi twojej duszy, aniele. Sami wybieramy, którego wilka chcemy karmić. Lecz ty pozostajesz zawieszony pomiędzy nimi, nie wiedząc w którą stronę się zwrócić. Chęć odcięcia się przeplatająca się z obowiązkiem pomocy. Niesienie dobra, a pozostawienie ich samym sobie, mimo że wiesz że to ich zrujnuje. Obojętność i niemożność podjęcia decyzji, potrafi być gorsza niż opowiedzenie się po jednej ze stron, Hope. Dlatego inni nie wiedzą jak do ciebie podchodzić.
Wybierasz sobie ciężkie tematy, Wilku. A twój język ostatnimi czasy zaczyna się uspokajać. Dzika i nieokiełznana bestia, która doprowadziła do upadku... staje się tą, której słowa przemawiają do mnie trafiając w samo sedno.
A jednak to nadal zbyt mało, byś mógł mi zaufać.
Myślą Hope'a targnęło dziwne uczucie. Rozbawienie? Niedowierzanie? Sam nie potrafił nazwać danej emocji. Lecz nie mógłby tego zrobić za niego nikt inny. W końcu jego twarz skryta w czeluściach wytworzonego przez niego samego mroku, nadal pozostawała niewzruszona, a oczy mające być zwierciadłem duszy, straciły blask już dawno temu.
Szczeniak, biegający nieustannie dookoła i węszący przy każdym domu, znalazł się znikąd przy jego boku, wciskając mu mokry nos w dłoń. Odsunął się od niego, unikając kontaktu fizycznego i odwrócił głowę w bok. Palce jego prawej dłoni ogarnął chłód, przy zgromadzony wokół nich cień zaczął gęstnieć. Anioł uniósł dłoń i zacisnął ją w pięść, momentalnie i bez większego problemu rozpraszając moc.
Cisza.
Cisza zarówno dookoła, jak i w jego umyśle. Zerknął kątem oka na psa, który podkulił ogon przyglądając mu się nieufnie. Nie był dobrym kompanem. I nie potrafił zrozumieć dlaczego ta psia kępka futra nieustannie za nim chodziła, mimo że wyczuwał czający się w jej sercu lęk. Jednocześnie w ciągu sekundy potrafił momentalnie zniknąć, zastąpiony bezgraniczną wiarą. Tak jak teraz.
Wpatrywał się w obijający się o tylne łapy ogon i zrobił krok w jego stronę. Wyciągnął dłoń w jego stronę, przejeżdżając krótko dwoma palcami za jego uchem. Mimo że ta niezdarna pieszczota nie trwała dłużej niż sekundę, szczeniak wprawił ogon w namiętny taniec, wystrzeliwując do przodu i zniknął za jednym z budynków, by kontynuować poszukiwania szczęścia.
Tą krótką sielankę przerwał ponownie mrukliwy głos Wilka.
Jesteśmy z dala od miejsca, gdzie moglibyśmy spotkać ludzi, Hope.
Wiedział dlaczego o tym wspomniał. Nie odezwał się jednak ani słowem, nadal stojąc w miejscu. Rozejrzał się dookoła i ściągnął kosę z pleców, przejeżdżając powoli palcami po chłodnej końcówce ostrza z wyraźnym zamyśleniem.
Hope... nie zawiedliśmy cię, prawda?
Milczał. Powędrował wzrokiem na niebo i przymknął powieki. Mimo że słońce powoli kryło się za horyzontem zwiastując nadejście nocy, jego blask nadal pozostawiał nieprzyjemne uczucie na bladej skórze anioła. Chciał by już zniknęło.
Sięgnął dłonią w tył, drapiąc się po łopatce.
Sen.
Charakterystyczny dźwięk rozrywanego materiału wypełnił ogarniętą ciszą uliczkę. Śnieżnobiałe pióra przeplecione miętowymi nitkami, błysnęły w ostatnich promieniach słońca, muskając krańcami ścianę jednego z pobliskich domów. Pióro, które zetknęło się z jego ścianą posłało łaskoczące mrowienie ku łopatce anioła, zmuszając go do zrobienia kroku w prawo, by uniknąć przeszkody. Zaraz ugiął nieznacznie kolana i wybił się z ziemi, wznosząc z łatwością w powietrze. Płaszcz załopotał głośno, zwijając się w rulon pomiędzy skrzydłami, które raz po raz przecinały powietrze, unosząc Hope'a coraz wyżej i wyżej, aż w końcu jego stopy dotknęły cegieł komina, zdobiącego jeden z dachów. Podczas lata nikt nie odczuwał potrzeby korzystania z paleniska, a odpoczynek na wysokościach zawsze pogłębiał jego spokój i poczucie wewnętrznej równowagi.
Usiadł powoli, składając skrzydła na plecach i ściągnął, zalegający pomiędzy nimi płaszcz, odsłaniając przy tym idealnie pasujące do nich miętowe włosy. Powiódł wzrokiem w bok i dotknął opuszkami palca jednej z cegieł obok swojego uda. Cienka stróżka cienia zgęstniała wokół jego rękawa spływając po dłoni niczym woda, by w ostateczności rozdzielić się na dwoje, tworząc obok niego te same sylwetki, które towarzyszyły mu od wielu stuleci. Migoczące kształty jego jaźni poruszyły się nieznacznie, zupełnie jakby rozprostowywały zastałe kości, których nie mogły przecież posiadać. Wilk zeskoczył z komina na dach, nie wydając przy tym żadnego dźwięku i przeszedł na sam skraj dachu, wyraźnie obserwując coś w oddali. Kruk, zazwyczaj robiący za powietrznego strażnika i zwiastuna nieszczęścia, tym razem zasiadł spokojnie na kominie obok niego, trzepocząc co jakiś czas skrzydłami.
Miłe uczucie.
Ciesz się czasem, który nam pozostał, szczekaczu.
Cienisty wilk odwrócił łeb w stronę kruka i pochylił się wyraźnie, gdy umysł Hope'a wypełnił głośny warkot.
Cisza.
Anioł przymknął powieki wsłuchując się w dźwięki otoczenia. Kosa, którą do tej pory trzymał w dłoniach, spoczęła na jego kolanach wraz z płaszczem, a dłonie miętowowłosego ponownie przesunęły się po jej rękojeści ku ostrzu, pokrywając je cieniutką warstwą szronu.
A gdzieś w oddali rozległo się pojedyncze szczeknięcie psa, który widocznie znalazł coś interesującego.


Ostatnio zmieniony przez Hope dnia Czw Lip 30, 2015 9:40 pm, w całości zmieniany 1 raz



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Wto Lip 28, 2015 3:42 am
Posłuchaj. Wytłumaczę ci to ostatni raz, rozumiemy się?
Pewnie pokiwałby głową, gdyby tylko nóż nie stykał się tak mocno z jego gardłem. Pojawiło się już nawet podłużne zaczerwienienie, jako znak ostrzegawczy dla agresora, że jeszcze milimetr, a zrobi cięcie. Nie rób tego, nie rób tego, nie rób tego... Od dobrej minuty stał przybity do jakiejś sosny, z rękoma uniesionymi na wysokości ramion w jak najbardziej poddańczym geście. Chciał jej powiedzieć, że nie miał zamiaru robić jej kłopotów, a że spadł na nią z drzewa...
Goni mnie banda narwanych dzikusów, z twojej, kurwa, bandy ─ syknęła, przybliżając twarz do jego twarzy. Poczuł słodki zapach i zacisnął usta zażenowany. ─ Jeśli mnie okłamujesz, to wsadzę ci ten nóż w dupę i przekręcę, aż się zdziwisz. Kapujesz?
Odepchnęła się od niego i wsunęła ostrze do pochwy przy pasku jednym, zgrabnym ruchem. Miała szczupłe, ale nie chude ciało, długie, falowane, rude włosy i tak niebieskie spojrzenie, że niebo mogło schować manatki i zniknąć. Właśnie poprawiła niesforny kosmyk odgarniając go na bok, po czym wbiła w niego wzrok ostrzejszy od noszonego przy biodrze noża.
No i co nic nie mówisz, palancie?
Ja... ─ zaczął niepewnie, wsuwając drżącą dłoń na szyję. Nadal czuł powiew niebezpieczeństwa, który targał lekko jego ciałem, zdradzając zdenerwowanie. ─ Nie okłamuję cię. Naprawdę nie wiedziałem, że coś takiego się stało. Dlaczego cię gonią? Tak bez powodu?
Łżesz, ale niech będzie. I ehe. Bez powodu. Sfiksowali. Chcą mnie zarżnąć jak świnię
Nie wyglądasz jak świnia.
(Dzięki.) I latają za mną od paru godzin. Karo ledwo trzyma się na nogach. Pomożesz mi?
Nie chciał mieć kłopotów, ale jeszcze bardziej nie miał zamiaru zostawiać jej w potrzasku. Tym bardziej, że uwierzył jej na słowo. Co prawda wielu uwierzyłoby komuś na słowo, gdyby inny efekt równał się poderżnięciem gardła, ale tym razem Łasica naprawdę czuł, że zrobiła to, bo nie miała innego wyboru. Kiwnął więc niepewnie głową w ramach potwierdzenia.
Oczywiście, że pomogę.
Umiesz ty w ogóle walczyć? ─ Splunęła w bok i chwyciła swojego konia za uzdę. Ogier parsknął zarzucając łbem, po czym przylgnął chrapami do jej nagiego ramienia. Pogłaskała go po pysku z czułością, o której anioł mógł co najwyżej pomarzyć. ─ Masz miecz tylko na pokaz, co?
N-nie. To znaczy... ─ Ściął się niezręcznie. Jej spojrzenie wywoływało na nim tak dużą presję, że czuł, jakby sięgał jej do kostek. ─ Wolałbym, żeby nikt nie musiał go oglądać.
A co? Taki tępy? ─ Kobieta poklepała ogiera po szyi i poprawiła koszulkę. Dopiero, gdy przedłużyła się cisza, ponownie spojrzała na swojego „rozmówcę” i uniosła brwi. ─ No?
Łasica potrząsnął głową, przestając się w nią wgapiać.
Jest ostry.
Jak brzytwa?
To miecz.
Kobieta uniosła brew wyżej.
Wiesz, że to tylko taka metafora?
Jasne. ─ Wyszczerzył się, pokazując białe, równe zęby. Po chwili jednak mina mu zrzedła, a głowa opadła lekko na bok. ─ Co to metafora?
Przenośnia?
Co to przenośnia?
No wiesz... Na przykład jak mówisz do kogoś, że ma się z tobą bić na gołe klaty, a tak naprawdę chodzi ci o to, żeby po prostu walczyć. W ubraniu.
Głowa opadła mu bardziej na bok.
Ja pierdolę. Dobra, chodź tu do mnie, przyjemniaczku. ─ Przygarnęła go do siebie ramieniem, a że była niska, musiał mocno zgiąć się wpół. ─ Udajesz takiego głupiego czy to jakaś choroba?
Słucham?
Mam wrażenie, że próbujesz zrobić ze mnie idiotkę.
Wyrwał się jakby jej ciało zaczęło go parzyć. Od razu podniósł ręce i zaczął nimi wymachiwać, wyglądając, jakby za moment miał zacząć tańczyć macarenę.
N-nie! Coś ty!
To dobrz-- Uważaj! ─ warknęła nagle, wyciągając miecz. W sekundę skrzyżowała ostrze z kataną rosłego mężczyzny, który pojawił się dosłownie znikąd, wymierzając precyzyjny atak. Ramiona jej zadrżały, ale odepchnęła go, dokańczając gest mocnym uderzeniem obcasa w miejsce, od którego nawet Łasica się skrzywił. Mężczyzna stęknął cicho, opadając lędźwiami na drzewo, by chwilę potem poczuć ostry zygzak bólu, który uśpił jego ciało. Osunął się i ległby nieprzytomny na glebie, gdyby Łasica w ostatnim momencie go nie chwycił. Nawet jeśli ugięły się pod nim kolana, to jednak zamortyzował upadek i położył członka gwardii delikatnie na ziemi.
Kobieta schowała miecz i uniosła ponownie brew, aż ta zniknęła za falą niesfornej grzywki.
Nieźle. Jak to robisz?
Łasica powoli podniósł się z kucek i odwrócił ku niej twarz.
Co takiego?
No podleciałeś do niego, a nie widzisz, nie?
Widzę. Trochę inaczej niż wy, ale widzę. ─ Postukał palcem w powietrzu na wysokości swojej opaski. ─ Po prostu nie-
Kurwa!
Uuu, Bóg się pogniewa, że mnie przezywasz.
Nie ty! ─ syknęła, chwytając za siodło. W jednej sekundzie się wybiła, a w drugiej już siedziała na grzbiecie wierzchowca. Podała Łasicy dłoń. ─ Wskakuj! Leci ich tu więcej! Zaraz nas okrążą!
Ale... ─ Poczuł się nagle bardzo zmęczony. Kompletnie nie wiedział co się dzieje. ─ Nie umiem jeździć konno.
Ja prowadzę. Dalej, albo pomyślę, że jednak jesteś jednym z nich.
Co miał niby zrobić? Wsunął dłoń w jej rękę i z pomocą ulokował się za nią.  
Chyba spadnę. ─ Czuł się w obowiązku, żeby ją o tym poinformować. Rudowłosa chwyciła za lejce.
Chwyć się mnie.
Zrobił to.
Niżej...
Oh. Okej.
Zsunął dłonie na jej brzuch.
Nie obmacuje się dziewczyny, nie znając nawet jej imienia.
Co to obmacuje?
Westchnęła, ściągając mocniej wodze. Ogier parsknął.
Alvaro.
Łasi- - „ca” praktycznie krzyknął, gdy koń ruszył, jakby strzelono mu z bata w zad.

*

Przytulił się do jej pleców, co z perspektywy osoby trzeciej musiało wyglądać dość dziwnie, skoro przewyższał ją o co najmniej głowę. Alvaro szarpnęła za lejce, koń przyspieszył i wpadł w gwałtowny zakręt, omal nie tracąc równowagi. Cały świat i jedzenie w żołądku wywróciły się Łasicy do góry nogami, więc zacisnął mocniej powieki i wsunął nos w rude, rozwiane kosmyki kobiety.
Prędko zresztą skończył im się las. Wbiegli na anielską ulicę, a sama Alvaro przeklęła tak siarczyście, że Łasica aż otworzył usta, żeby przywołać ją do porządku i kazać odmówić zdrowaśkę. Może nawet słowa opuściłyby jego gardło, gdyby nagle nie podniósł głowy i nie poczuł jak w środek czoła uderza go jedno z drzew. Syknął, chwytając się za obolałe miejsce.
Plan jest taki ─ warknęła Alvaro, lekko odwracając głowę na bok, by ją usłyszał. ─ Dzielimy się wrogami po połowie.
Nie można dzielić zera ─ jęknął żałośnie, bo poczuł na brzuchu ból po kuksańcu. Praktycznie w kącikach oczu pojawiły się łzy. ─ Bolało...
Karo, dawaj. ─ Alvaro uderzyła piętami w boki zwierzęcia. Wierzchowiec przyspieszył, kierując się prosto na wóz, na który jakieś kobiety próbowały załadować soczyste owoce. Łasica ścisnął mocniej rudowłosą i zaprotestował, ale jego słowa nie przyniosły żadnego efektu. Karo nadal biegł prosto na przeszkodę. Pięć metrów. Cztery. Trzy.
Łasica skulił się, odwracając głowę i zamykając oczy.
Usłyszał jeszcze stukot uderzanych o drewno powozu kopyt, okrzyki wzburzonych i zaskoczonych kobiet, a potem nagły podmuch, który rozwiał mu włosy i poderwał materiał brudnej koszulki. Sam wciągnął powietrze do płuc. Potrzebował paru sekund, które przeciągnęły się do długości minut, nim uchylił powieki pod materiałem chusty i ─ zamiast domków i pni drzew ─ ujrzał dachy i korony lasu. Przyglądał się temu z niemym zaskoczeniem, aż w końcu przypomniał sobie, że wciąż nie oddycha. Wypuścił nerwowo tlen z płuc i wyprostował nieco. Koń uderzył skrzydłami, wzbijając się jeszcze bardziej w górę.
Plan jest taki ─ powtórzyła Alvaro, tym razem kierując na niego swoje niebieskie spojrzenie. ─ Zrzucę cię, ty przelecisz do pierwszej grupy i zrobisz z nimi porządek, jasne? Później po ciebie wrócę.
Ale ja nie mogę lat-
Tylko weź bądź straszniejszy, a nie taki pizduś plastuś. Weź ich przezwij jakoś... Przeklnij. Wiesz... Kurwa! Kolejny sobie siedzi. Zmiana planów. Ten.jest.twój. ─ Poczuł jeszcze szarpnięcie (ten.) pchnięcie (jest.) i uderzenie (twój!). Alvaro chwyciła go za ramię i pchnęła, a potem z rozmachu wykopała, praktycznie wrzucając w ramiona siedzącego na kominie mężczyzny. Ostatnim co pamiętał to ból wbijającej się w jego biodro podeszwy, a potem już huknął w sylwetkę wysokiego anioła strącając ich obu z komina prosto na dach.
Nie chciał walczyć. Ta świadomość dobijała się do niego ze wszystkich stron, przez cały czas, od kiedy galopował razem z ─ w gruncie rzeczy ─ nieznajomą dziewczyną, aż do teraz, gdy z jękiem starał się wyprostować na drżących rękach.
Prz ─ zaczął nieporadnie, dotykając palcami obolałej szczęki. ─ Przepraszam. Naprawdę, przepraszam.
Zgramolił się, stając na nogach. Trzęsły mu się, a on sam miał wrażenie, że wypchano je watą, nie mięśniami. Mimo to trzymał się w pionie, nadal rozmasowując żuchwę. Druga dłoń padła na rękojeść miecza w chwili, gdy zwrócił twarz ku drugiemu aniołowi.
Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? WALCZ NA GOŁE KLATY ─ syknął władczo, a potem zniżył ton praktycznie do konspiracyjnego szeptu. Przytknął też do ust wyprostowaną dłoń, żeby nikt inny tego nie usłyszał. ─ Spokojnie. To tylko metafora. Nie musisz się rozbierać. ─ Wyprostował się i przybrał bardziej wyzywającą minę. ─ Stań i stocz ze mną godny pojedynek!Bo obiecałem... Rzucił wyzwanie donioślejszym tonem, stając w lekkim rozkroju i wycelował w Hope'a wskazującym palcem.
Zacisnął nagle usta w wąską linię.
„Weź ich przezwij jakoś. Przeklnij!”
Przełknął ślinę.
Ty... ty zła istoto!
Boże, wybacz mi, że tak klnę...



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: Rajskie miasto