:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next   

Re: Ulica    Pisanie by Zero on Pon Wrz 28, 2015 6:31 pm
To nie jest miejsce dla ciebie.
Wykłady nie są mi teraz potrzebne.
Ten świat był zupełnie inny, choć po tych wszystkich latach Rajskie Miasto wyglądało dokładnie tak samo, jakim je zapamiętał. Czyste, zadbane, nienaruszone i nieskażone plagą, która rozprzestrzeniła się poza granicami Świętych Ogrodów. Chociaż dwubarwne tęczówki z błyskiem nienawiści przyglądały się otaczającym Lesliego pięknym widokom, wiedział, że niejeden uznałby, że tak mogłoby być wszędzie. Szkoda, że w tym momencie aż za bardzo zdawał sobie sprawę z tego, jak mylący był ten cały urok, kiedy spojrzenia mijanych aniołów połyskiwały tą fałszywą troską, gdy mijał ich zdecydowanie zbyt szybkim krokiem.
Ciężko dysząc, starł wierzchem ręki pod z czoła. Lotem udało mu się przedostać tu znacznie łatwiej, jednak zdawał sobie sprawę, że marnotrawił energię tylko po to, by móc wyminąć Strażnika Edenu i zapuścić się jak najbliżej Góry Babel. Widział ją dokładnie, chociaż musiało minąć jeszcze sporo czasu, by mógł trafić na sam szczyt. Oni na pewno już tam byli, chociaż przez poczucie, że Evendell zawiadomiła go od razu, miał tę znikomą nadzieję, że zdąży jeszcze przed tym ich jebanym sądem.
Ryzykujesz, Zero.
Był brudny i zmęczony. Kompletnie nie pasował do otoczenia wszystkich służebnych aniołów, które milczały, przyglądając się nieznajomemu blondynowi i – być może – tylko czekały na moment, w którym Zastęp wreszcie go zauważy. Nie interweniowały, bo nie stworzono ich do walki.
Nie powinno cię tu być ― jakiś ulotny głos zdawał się przemknąć koło jego ucha. Zbyt cichy, by mógł go słyszeć na tyle wyraźnie, gdyby wypowiadał go ktoś, kto znalazł się w jego pobliżu. Mimowolnie rozejrzał się na boki, nie przekręcając głowy. Nie odnalazł jednak nadawcy tego przekazu.
Sukinsyny ― warknął pod nosem, przyspieszając kroku i wmawiając sobie, że już niedaleko. Dzięki temu łatwiej było zignorować targające jego ciałem zmęczenie po tym, gdy nie zatrzymał się nawet na sen. Jak mógłby spać w tej sytuacji? Przez cały czas nie myślał o niczym innym, jak tylko o tym, ile czasu jeszcze mu zostało. Każda dłuższa przerwa była marnotrawstwem kolejnych minut, które mogły zadecydować o wszystkim. Ostrzegawcze kłucie pod żebrami tylko napędzało go do dalszego działania.
Są tutaj. Wracaj do siebie.
Słyszysz? Dobrze ci radzi. Patrz przed siebie.
Patrzył. Palce skrzydlatego mimowolnie uformowały się w pięść na widok znajdujących się w pobliżu aniołów, które jeszcze nie zdawały sobie sprawy z nadciągającego w ich stronę niebezpieczeństwa. Kompletnie zignorował głos rozsądku, który bez przerwy nakłaniał go do odwrotu, nawet jeśli teraz ciężko byłoby mu wtopić się w tłum. Nie do końca zastanawiał się nad konsekwencjami swojego planu.
Nie wpuszczą cię tam, Leslie.
Wiem.
Więc co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz?
Funduję sobie zaproszenie, sarknął, starając się obrócić to w chory żart. Niestety cała żartobliwość gdzieś uleciała, nie chcąc przeszkadzać negatywnym emocjom, które kłębiły się w nim i udzielały też innym dookoła. Za jego plecami ktoś krzyknął, jednak zanim choć jeden z aniołów zdążył zareagować, solidny cios pięścią został wymierzony prosto w jego twarz.
Że niby argumenty znajdziesz później?
Już je mam.

A gdzie kostka? Pies zjadł. Nie no. Od razu wybieram sobie napad aniołów zastępu na moją postać, także nie paraduję tu sobie bezkarnie. Możecie spać spokojnie.

_________________


WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.




Zero
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 4493

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Nathair on Sob Paź 03, 2015 2:52 am

Mógł czuć na sobie ich spojrzenia. Wszyscy jak jeden mąż przerywali swoje dotychczasowe zajęcia, by spojrzeć na przechodzącego miastem mężczyznę. Zapewne większość z nich wzięła go za… wymordowanego. Biednego uchodźcę z Desperacji, który pognał do Edenu z lichą nadzieją na lepsze życie. Albo chociaż na materialną pomoc, która pomogłaby przeżyć kolejne dni. A przecież wielkimi krokami zbliżała się zima. Trzeba się przygotować. Niektóre anioły szeptały coś między sobą, czasami wskazując palcami na Zero. A nawet jeśli nie wskazywały to i tak dało się odczuć, że aktualnie jest tematem numer jeden na ich językach.
Anioły wcale nie były takie święte, czyż nie? Stały się zbyt ludzkie.
Powietrze przecięło jedno uderzenie, któremu towarzyszył dźwięk gruchotania kości. Anioł wrzasnął łapią się za twarz, a spomiędzy jego palców cienkimi nićmi zaczęła spływać krew. Jakaś anielica momentalnie przykucnęła przed nim i zadarła głowę, spoglądając wprost w oczy Zero. W jej spojrzeniu kryło się jedynie przerażenie, zero krzty wściekłości czy też niemego oskarżenia. Najwidoczniej szok jeszcze nie minął. Nie rozumieli co się właściwie stało. Prawda była taka, że większość mieszkańców Rajskiego Miasta nigdy w życiu nie przekroczyła granicy Edenu. Dla nich jakakolwiek forma przemocy, nawet ta w najdelikatniejszej odsłonie była czymś zupełnie obcym.
Wzrok kobiety w końcu oderwał się od twarzy Zero i powędrował gdzieś za jego bok. Anielskie oblicze momentalnie wyraziło ulgę, a Zero mógł już wiedzieć.
Szybcy są, co?
Było ich trzech. Tylu wystarczyło na jednego, brudnego wym--
- Jesteś aniołem. – odezwał się przyjemny dla ucha, niemalże melodyjny, głos mężczyzny, który nie krył zaskoczenia. Momentalnie zmarszczył brwi, tym bardziej nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji. Pozostała dwójka położyła swoje dłonie na rękojeściach broni, które swobodnie zwisały u ich boku, w razie konieczności nagłej obrony, jednakże póki co nie miały wrogich zamiarów. Bogowie wiedzą co im w tamtym momencie chodziło po głowie.
- Dlaczego zaatakowałeś go? – wskazał brodą na podnoszącego się z ziemi poszkodowanego, który opierał się o wątłe ramie kobiety. Przemawiający anioł z pewnością należał do tych wyżej postawionych, o czym przemawiała wręcz bijąca od niego dostojność. Gładko zaczesane do tyłu blond włosy sprawiały wrażenie świetlistej aureoli a łagodne, niebieskie oczy z pewnością skrywały w sobie doświadczenie i mądrość tego świata.
Idealny anioł.
W końcu zmarszczka na jego czole wygładziła się, co sugerowało, że przestał głęboko zastanawiać się nad czymś.
- Leslie Cillian Vessare. – skomentował krótko i westchnął. Jego barki opadły a on momentalnie zdawał się być mniejszy.
- Co tu robisz? Z tego co mi wiadomo, już wiele lat temu jasno określiłeś swoje stanowisko. Byłem przekonany, że nigdy więcej nie zamierzasz postawić swojej stopy w Edenie. Skąd ta nagła zmiana? – przesunął wzrokiem po całej jego sylwetce, najwidoczniej oceniając jego ogólny stan, by wreszcie na powrót skupić się na twarzy. – Masz kłopoty?
Ciszę przerwał kobiecy pisk. Nim ktokolwiek mógł się zorientować, Zero poczuł jak czyjeś ramiona obejmują jego szyję i ściągają w dół. Delikatny zapach wiosennych kwiatów połaskotał jego zmysł a ciepło kobiecego ciała przemknął po odsłoniętej skórze.
-Leslie… – cichy szept wkradł się do umysłu anioła. Trwało to zaledwie parę sekund, kiedy kobieta odskoczyła od niego na pół kroku.
-A! Przepraszam! Zapomniałam, że tego nienawidzisz. Ale kiedy cię zobaczyłam to… to.. to nie mogłam w to uwierzyć i musiałam sprawdzić, że jesteś prawdziwy. – wyszeptała o wiele niższa dziewczyna i wytarła palcem nagromadzone łzy w niebieskich jak letnie niebo oczach. Jej czarne włosy opadające kaskadami na ramiona i owiewające szczupłą talię połyskiwały w promieniach jesiennego słońca.
- Leah… – zaczął anioł, ale dziewczyna odwróciła się do niego i spojrzała gniewnym wzrokiem, stając na linii Zero – a anioły zastępu.
- Zostawcie go, dobra? Jestem pewna, że ma powód, by się tutaj pojawić! – krzyknęła i podparła się pod boki, gotowa bronić swojego… właśnie? Kogo?
- Nie zamierzamy nic zrobić. Tylko porozmawiać póki co. Ale to nie jest odpowiednie miejsce. Udajmy się na posterunek, dobrze? – anioł uniósł wzrok i spojrzał na Zero wyczekując.
- Leslie… Proszę. – Leah również spojrzała na niego niemalże niemo błagając.


_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12163
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Zero on Pon Paź 05, 2015 12:35 am
Dwubarwne tęczówki z uwagą przyglądały się posłanemu na ziemię aniołowi. Nie poczuł wyrzutów sumienia na widok przerażonego spojrzenia. Zdawał sobie sprawę, że niejedna osoba w tej sytuacji obrałaby ścieżkę natychmiastowego odwetu, a brak gniewu był tu nie na miejscu. Powinien czuć się źle z racji tego, że zaatakował Bogu ducha winnego cywila, myląc go z aniołem zastępu, ale szczerze mówiąc, miał za złe każdemu skrzydlatemu to, co właśnie wyprawiało się dookoła. Żadne z nich nie zrobiło nic, by zapobiec masowej rzezi, której od lat się sprzeciwiali. Zachowywali się, jakby tymi ulicami wcale nie przeprowadzono masy wymordowanych, zaciągając ich na dobrowolny sąd. Pogarda w oczach blondyna była na tyle wyraźna, że tylko ślepy mógłby ją przeoczyć. Nie było wątpliwości co do tego, że potrafiłby zadać mu jeszcze jeden cios i kolejny. Doprowadzić go do jebanej nieprzytomności, a potem ruszyć na kolejnego sługę Bożego od siedmiu boleści. Teraz jednak miał wątpliwości co do tego, czyimi sługami się stali.
Bez poruszenia rozmasował obolałą dłoń, kątem oka dostrzegając, że ktoś zbliżał się ku centrum tego małego zamieszania, które jednak bez większego trudu wstrząsnęło mieszkańcami Edenu. Żyło im się tu za dobrze, by odpowiednio radzili sobie z zagrożeniami. Zwrócił twarz ku zbliżającej się trójce aniołów, hamując przy tym niesmak, który uparcie próbował wykrzywić jego usta, by dać im świadomość, jak bardzo gorszyła go ich obecność.
„Jesteś aniołem.”
Pojedyncze parsknięcie wyrwało się z ust Lesliego, jakby właśnie było mu dane wysłuchać nie na tyle dobrego żartu, by wybuchnąć gromkim śmiechem, ale jednak zawsze warto było z grzeczności wynagrodzić trud autora.
Nagle jestem dla nich aniołem.
Na pewno nadal mają cię za odmieńca. Widziałeś, jak na ciebie patrzyli.
Byłem ― uściślił, niechętnie przyznając się do tej marnej przeszłości. Ukradkiem przesunął spojrzeniem po dwójce pozostałych aniołów, jakby oceniał, jak szybko zdołają wyciągnąć broń i wymierzyć nią w jego stronę. ― Sprawdzałem jakość tutejszych służb specjalnych, mistrzu Yoda. Egzamin zdany na celujący ― sarknął, unosząc brew, która zniknęła pod roztrzepaną grzywką, jakby dziwił się, że drugi blondyn jeszcze ma ochotę z nim dyskutować.
Nawet nie byłeś na ich liście.
Możliwe. Złapaliby mnie od razu.
Wciąż możesz skłamać.
Nie to miał w planach. Już od samego początku wiedział, co zamierza zrobić i teraz ostatnią rzeczą, na jaką by wpadł byłoby zrezygnowanie z tego. Gdzieś tam czekał na niego Growlithe i choć na samą myśl serce w klatce piersiowej Vessare'go tłukło się mocniej ze zdenerwowania, nie było nawet o tym, by zaczął przed nimi grać, udając poszkodowanego i szukającego wsparcia. Niczego od nich nie chciał. Nie. Chciał, żeby mu go oddali.
Zero ― poprawił, gdy jego pełne nazwisko zostało wypowiedziane na głos. ― Zmiana? To ja powinienem spyt--
Pisk.
Ramiona Cilliana mimowolnie uniosły się wyżej, chcąc uchronić się przed nieprzyjemnym odgłosem. Zanim jednak zdołały wznieść się na odpowiednią odległość, skrzydlaty ugiął się pod nieznanym ciężarem, otwierając szerzej oczy. Pytanie ugrzęzło mu w gardle, stłumione przez nieznajomy i niechciany uścisk cudzych ramion. Zdołał dostrzec jedynie burzę czarnych włosów, poczuć zapach kwiatów. Wystarczyła mu dosłownie sekunda, by rysy twarzy widocznie stężały gdy zacisnął zęby, marszcząc przy tym brwi. Brakowało już tylko ostrzegawczych powarkiwań, by zaczął przypominać rozjuszonego kundla, zdolnego w każdej chwili rzucić się do gardła. Niechętnie ułożył dłoń na boku dziewczyny i naparł na niego, sugerując, by zostawiła go w spokoju. Na szczęście zrozumiała aluzję niemalże od razu, a stróż momentalnie wyprostował się, ścierając z karku i szyi niewidzialny brud, który musiał uczepić się też jego ubrań, o czym nie zapomniał, łypiąc nieprzyjaźnie na brunetkę.
Aha ― mruknął, gdy anielica zakończyła swój wywód, najwidoczniej nadal nie wiedząc, z kim miał do czynienia i nie rozumiejąc, dlaczego ten ktoś wypowiadał się o nim, jakby go znał. Nigdy nie był blisko z żadnym aniołem i nie przypominał sobie, by ktoś oprócz Ourella odważył się wyciągnąć do niego pomocną dłoń. ― Nie znam cię. Nigdy więcej mnie nie dotykaj ― rzucił sucho, ignorując to niezrozumiałe uwielbienie. Nawet jeśli znała go za czasów, gdy tu mieszkał, choćby z widzenia, minęło już ponad siedem wieków.
Z jakiegoś powodu jej zachowanie tylko wzmagało jego irytację. Szczególnie w momencie, gdy zdecydowała się na stanięcie w jego obronie. Zero wywrócił oczami, nie mogąc zapanować nad tym zrezygnowanym odruchem. Przeszkadzała.
Wracając ― zaczął, kompletnie ignorując przekomarzanki pozostałych aniołów. Zawiesił wzrok na przewodniczącym grupki Zastępu. ― Nie zmieniłem zdania. Powiedzmy, że poczułem się wręcz zaproszony, gdy dowiedziałem się, że urządzacie sobie bezkarne eskapady do Desperacji, by wyplenić grzeszników. Pomyślałem, że do najwyższy czas, by plugastwo przyszło do was.
Kwaśny uśmiech zagościł na jego ustach. Nie chodziło mu o pójście na posterunek i miłą pogawędkę. Żeby osiągnąć cel, musiał zostać potraktowany jak grzesznik, którego od razu wysłano by tam, gdzie całą resztę. Bez cienia wahania uniósł rękę, która zajęła się błękitno-fioletowym ogniem. Płomienie poruszały się niecierpliwie, jak wściekłe bestie, które tylko czekały na rzucenie im kawałka mięsa.
Posterunek? Chyba nie sądziłeś, że po prostu tam pójdę? ― Przechylił głowę na bok i zamachnął się ręką, celując w twarz jasnowłosego, jakby to wcale nie była zabawa. Jedno uderzenie jeszcze nikogo nie zabiło.

_________________


WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.




Zero
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 4493

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Nathair on Sro Paź 07, 2015 3:27 am
Spoiler:


Jasnowłosy westchnął ciężko a w jego oczach pojawiła się nuta rozczarowania wymieszania ze zmęczeniem. Mimo to pozwolił sobie na odrobinę kpiny, która ubarwiła jego usta, gdy te uniosły się nieco ku górze i wykrzywiły.
- Ach, no tak. Zapomniałem. Przecież jesteś tym cudownym dzieckiem, które za pomocą pstryknięcia palców może sobie zmienić rasę. – mruknął sarkastycznie, przechylając głowę nieco w bok a jasna grzywka rzuciła cień na jego twarz. W jednej sekundzie atmosfera dookoła nich stała się o wiele bardziej intensywna aniżeli parę chwil temu. Mężczyzna zacmokał cicho i pokręcił głową w geście dezaprobaty, rozkładając obie dłonie na boki. Leah odwróciła się nieco bokiem i spojrzała zaciekawiona na profil jasnowłosego. Jej drobne usteczka wydymały się nieco jak u małego dziecka. Brakowało jeszcze przytupu i pisku pełnego niezadowolenia. Na całe szczęście dziewczę powstrzymało swoje zapędy a jedynie skrzyżowała dłonie na drobnej klatce piersiowej.
- No to przecież powiedziałam. – rzuciła marudnie, po czym swoją uwagę ponownie skupiła na jasnowłosym i jego małej przybocznej armii.
- Och daj mu spokój. Czepiasz się go. Jestem pewna, że Lesl—że Zero ma konkretny powód, dla którego tutaj zawitał. Odpuście mu.
- Leah, nie ty tutaj jesteś od wydawania rozkazów. Odsuń się. – jasnowłosy warknął nieprzyjemnie, choć wciąż w jego głosie pobrzmiewała nuta typowa dla anielskiej dobroci. Dziewczyna opuściła raptownie ramiona i spuściła nieco głowę, a na jej blade policzki wtargnął rumieniec zawstydzenia.
- Ja tylko chciałam… – nie dokończyła jednak zdania, które zerwała w połowie i zrobiła krok w bok, odsłaniając Zero, którego do tej pory kryła swoim wątłym ciałkiem. Mimo to wciąż znajdowała się blisko, tak na wszelki wypadek.
- Po prostu potraktuj go łagodnie, dobrze? – mruknęła pod nosem i złapała za krawędź swojej sukienki, którą zaczęła miętosić w swoich nieco drżących dłoniach.
Jasnowłosy już nie spoglądał na dziewczynę, w pełni skupiony na nieproszonym gościu.
- Dobrze. Porozmawiamy po twojemu. - powiedział już nieco ostrzej. Zaczął nawet otwierać usta sugerujące, że zamierza pociągnąć ten monolog, jednakże jego gardło skutecznie zostało stłamszone przez niebieskie płomienie. Jednakże błękitne języki nawet nie musnęły alabastrowej skóry anioła, gdyż szybko zostały pożarte przez inne, czerwone. Anioł wydał z siebie cichy syk a w jasnych oczach zagościł dziwny kurwik.
- Jesteś niekonsekwentny w tym, co mówisz. – zaczął robiąc krok do przodu, co postawiło Leah na baczności. Jej ciało nieco zesztywniało a palce zacisnęły się jeszcze bardziej na sukience.
- Nazywasz siebie plugastwem, które samo pakuje się nam w łapy. Kiedy proponujemy ci posterunek, w końcu tego chcesz, to nagle zaczynasz stawiać opór. Myślisz, że mamy czas bawić się z kimś takim jak ty w kotka i myszkę? I będziemy uganiać się za tobą przez pół Edenu? – kąciki ust uniosły się ukazując perlisty uśmiech. – Znasz odpowiedź, Zero. Po prostu wyrzucimy cię z Edenu. Tak więc co zamierzasz? Albo po prostu powiedz czego chcesz? Albo zaciągniemy cię siłą na posterunek, albo poza tereny Edenu. – dodał robiąc jeszcze jeden krok, jednocześnie kładąc dłoń na rękojeści swojego miecza.
- Odpuść… proszę… – cichutki szept dziewczyny otulił zmysł słuchu Zero, kiedy Leah kierowała swoje słowa tym razem bezpośrednio w jego stronę.


_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12163
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Zero on Sob Paź 17, 2015 3:55 am
Całe szczęście, że sobie o tym przypomniałeś ― odparł kompletnie pozbawionym barwy głosem. Kpina drugiego anioła ani trochę go nie zraziła. Może paręset lat temu poczułby się dotknięty, dziś nie przejmował się opinią żadnego ze skrzydlatych. Wysnuwanie podobnych wniosków przez drugiego jasnowłosego było najczystszym pokazem hipokryzji, biorąc pod uwagę, że „cudownym dzieckiem” został właśnie dzięki nim. Z czasem zaczął być wdzięczny losowi za to, że brak czystości jego krwi był aż tak uderzający. Choć fizycznie stali ze sobą niemalże na równi, różnili się diametralnie.
Wywrócił mimowolnie oczami. Chociaż starał się nie patrzeć na broniącą go dziewczynę, sam fakt, że w ogóle się odzywała przyprawiał go o zrezygnowanie. Nie prosił o adwokata. Może gdzieś podświadomie czuł, że powinien docenić ten niecodzienny gest, ale to uczucie zostało zakopane na tyle głęboko, że nie wywarło na nim żadnego wpływu. Była niepotrzebnym dodatkiem do całości, który przeszkadzał mu w jego interesach i przedłużał czas dotarcia na miejsce. Odruchowo uciekł wzrokiem w bok, wspinając się wzdłuż Góry Babel, do momentu aż wiszące nad nimi chmury przysłoniły mu jej szczyt. Udanie się tam marszem byłoby samobójstwem, użycie jakiejkolwiek mocy byłoby marnotrawstwem energii, własne skrzydła były jego zgubą. Nie odczuł nawet najnędzniejszego ukłucia sumienia, kiedy potraktował szanowany w tych stronach Zastęp jako swój środek transportu, choć przez towarzystwo czarnowłosej rozważał udanie się tam na własną rękę.  
„Po prostu potraktuj go łagodnie, dobrze?”
Przełknął ślinę wraz z nieprzyjemnymi słowami, które nasuwały mu się na język. Tylko cudem powstrzymywał się od tego, by kazać jej, najprościej mówiąc, spierdalać. Z widocznym zniecierpliwieniem zahaczył zębami o dolną wargę i lekko ją przygryzł, powracając wzrokiem do blondyna, który koniec końców uporał się z jego fanką.
Kto normalny pamięta o kimś, z kim nawet nie zamienił słowa?
Czy to ważne? Lepiej się skup.
„Porozmawiamy po twojemu.”
Pięściami?
Taki rodzaj komunikacji najwyraźniej odpowiadał mu najbardziej, skoro posunął się do tak gwałtownego kroku. Zdawał sobie sprawę z obecności pozostałych członków armii, a mimo tego skupienie się na ich dowódcy wydało mu się najsensowniejszym rozwiązaniem. Nie spodziewał się, że chybi, ale rozczarowanie tym faktem nie zdążyło go dosięgnąć. Trzepnął ręką, jakby usiłował strzepnąć z niej nadmiar wody, ale dla odmiany to kolorowe płomienie zniknęły z jego skóry. Blondyn ze znużeniem przyjrzał się przeciwnikowi, który niekoniecznie podłapał aluzję, skoro nadal próbował negocjować. Głupotą ze strony Leslie'go byłoby przedstawienie pobudek, dla których się tu znalazł. Wątpił, by którekolwiek z nich było pozytywnie nastawione do wszelkich akcji ratunkowych. Vessare wolał też uniknąć ewentualnej możliwości oddzielenia go od Syona.
Ciche parsknięcie opuściło jego usta, kiedy zadarł głowę wyżej, spoglądając na anioła z góry. Niekonsekwentny, powtórzył w myślach z nutą rozbawienia. To nie on zaciągał tu niewiernych, by w imię Boga dokonywać masowej rzezi. Ojciec na pewno tego chciał.
Jesteś do niczego. ― Grunt to bezpośredniość. ― Innych też pytaliście o zdanie w tej kwestii? ― Uniósł brew, wyobrażając sobie, jak skrzydlata armia przepytuje grzeszników, czy mają ochotę pójść na posterunek, czy może bardziej odpowiada im zakaz wstępu do Edenu. ― Nie zamierzam uciekać, panie władzo. Od kiedy macie tu jebany posterunek?  
Bezceremonialnie zmierzył go spojrzeniem od stóp do głowy i poruszył się niespokojnie, zdradzając, że niewiele brakowało, by znów rzucił się do ataku. A raczej chcąc, by tak to odebrano.

_________________


WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.




Zero
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 4493

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Nathair on Sro Paź 28, 2015 2:06 am
Usta drgnęły i wykrzywiły się w krzywym uśmieszku, a gdzieś w oddali zaszczekał jakiś pies. Jasnowłosy przechylił głowę lekko w bok, przyglądając się Lesliemu z dziwnym spokojem, który malował się na jego obliczu. Trochę przerażające. A już na pewno niepokojące. W końcu westchnął i rozłożył obie ręce w zrezygnowanym geście.
- Ileż w tobie agresji, mój drogi. – powiedział spokojnie, wymuszając nawet ciche parsknięcie śmiechem. – Posterunki od zawsze były. Dziwi mnie, że ktoś tak wiekowy jak ty, nie ma o tym bladego pojęcia. Powiedz, jak mało wiesz o aniołach, co? A na jak wielkiego ważniaka się kreujesz? – zapytał cicho, na co pozostałe anioły poruszyły się niespokojnie, jakby spodziewały się lada moment nadejścia burzy.
-Laila? – zwrócił się do kobiety, ale nawet na nią nie spojrzał, nie chcąc najwyraźniej zrywać kontaktu wzrokowego z mężczyzną.
- Już powinno działać. – odparła dziewczyna i niemal tanecznym ruchem zrobiła obrót, by stanąć twarzą w twarz z Zero. Zadarła głowę wyżej i spojrzała na niego z dołu, a w jej spojrzeniu zamigotał dziwny błysk.
- Wybacz Leslie. Ale chcieliśmy się tylko dowiedzieć po co tutaj przyszedłeś. – dodała i zaśmiała się uroczo, kładąc obie ręce na wąskich biodrach. Dopiero teraz mógł poczuć dziwne, otępiające mrowienie, które ogarniało całe jego ciało. Ruchy stawały się coraz bardziej powolne, wręcz ociężałe. To była kwestia zaledwie paru sekund, kiedy mógł się zorientować, że dziewczyna coś mu zrobiła. W chwili, kiedy rzuciła się na niego obejmując go, kiedy jej dłonie miały styczność z jego skórą. Świat dookoła zaczął powoli się rozmazywać, a kształty wykrzywiać i wydłużać w groteskowy sposób. W głowie krew zaczęła dudnić, a powieki powoli opadać. Aż w końcu grawitacja zadziałała, ściągając go w dół, ku ziemi, wprost w otwarte ramiona ciemności.
- Właściwie to i tak nic się nie dowiedzieliśmy. – mruknęła Laila odrywając w końcu wzrok od nieprzytomnej twarzy anioła. Jakiś inny, mniejszy chłopak podbiegł do nich i wręczył rapier dziewczynie, która przewiązała sobie jego pasek dookoła talii.
- No niestety. Co zamierzasz z nim teraz zrobić, szefowo? – zapytał jasnowłosy anioł unosząc jedną brew ku górze w geście zapytania. Laila przykucnęła przy Zero i odgarnęła jego jasne włosy ze skroni, delikatnie gładząc jego skórę swoimi opuszkami.
- Skujemy go i zamkniemy na trochę. Niech Najwyższy zadecyduje. Leslie ma dość sporo na swoim sumieniu. Zastanawiam się czemu w ogóle ma jeszcze dostęp do Edenu. Swoja drogą, szkoda. Naprawdę ma ładną twarzyczkę. – zamruczała, by wreszcie się podnieść. Jeden z anioł podszedł z kajdankami i przekręciwszy Zero na plecy, skuł jego nadgarstki, uprzednio upewniając się, że aby na pewno jest nieprzytomny.
- Dobra panowie. Spieszymy się. Mamy dzisiaj trochę do załatwienia. – rzuciła kobieta i ruszyła przodem. Jej mała grupa podążyła w jej ślady, niosąc ze sobą pozbawionego przytomności anioła.

zt + Zero

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12163
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Shion on Nie Lis 29, 2015 2:24 am
Właściwie to był jego pierwszy wypad do Edenu. Nigdy przedtem nigdzie nie był. Jedynym miejscem, który zwiedzał była Desperacja. Skulił się nieco, czując naturalną potrzebę ucieczki. Nieznane oznaczało niebezpieczeństwo, a Shion był tchórzem. Wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić. Na jego barkach spoczywała ogromną odpowiedzialność zorientowania się w którym miejscu znajduje się Growlithe. Wiedział, że gdzieś na Górze Babel.
Wsunął palce na kark i podrapał się po bandażu, który okalał jego skórę. Rana, którą zadał mu Wilczur miała dopiero tydzień. Goiła się i nie babrała, ale wciąż bolała, a Matylda poraziła mu nosić nadal bandaż, by uchronić to miejsce przed nietypowym syfem. O nic nie pytała, kiedy Shion wreszcie zjawił się u jej drzwi po tygodniowej nieobecności. Wiedział, że zrobił źle, ale bał się stanąć twarzą w twarz z Growem. A teraz go szukał.
Oby nic mu nie było. Błagam. Tylko nie to.
Poprawił skórzaną torbę, w której miał dwie puste, plastikowe butelki i kawałek starego sera. Nic więcej. Żołądek zaczął się kurczyć i burczeć, oznajmiając, że chłopak nie miał niczego w ustach od praktycznie dwóch dni. Pociągnął lekko nosem i przetarł wierzchem dłoni po czole, czując dziwne dygotanie swojego ciała. Wyglądał jak siedem nieszczęść, co tylko mu pomoże. Nie wyglądał na kogoś, kto należy do gangu a jak ktoś, kto przyszedł do Edenu po jałmużnę. Idealny wygląd do takiego zadania. Parę kłamstw, łez, roztrzęsienia – i anioły powinny kupić jego bajeczkę. Oczywiście, jeśli zostanie przyuważony. Nie zamierzał też uciekać. Podchodził do tego w realny sposób. Ucieczka oznaczała winę w tym przypadku, a anioły bez problemu pochwyciłyby go. Shion nie mógł marnować więcej czasu. Musiał odnaleźć Growa jak najszybciej. Kolejne pociągnięcie nosa towarzyszyło przyspieszonemu krokowi chłopaka.

_________________


Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before



Shion
-----------
Kundel     Poziom E

avatar

Liczba postów : 1074
GODNOŚĆ : Shion.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Nie Lis 29, 2015 3:02 pm
Nadjeżdża MG:

Trzepot skrzydeł. Potężne, rozłożone skrzydła dwójki aniołów cięły powietrze z łatwością jakiej nie powstydziłby się naostrzony nóż rzeźnika. Szybko i precyzyjnie. Wdzięczni aniołowie z gracją zataczali kółka nad miastem, patrolując okolice. Ich szaty trzepotały na wietrze nie ukazując nawet kawałka ciała, a swoje ostrza hardo dzierżyli w dłoniach. Aniołowie Zastępu.
Anielskim oczom ukazała się mała istota sunąca po ulicy w pośpiechu. Ów osobnik nie posiadał skrzydeł, ani nie wykazywał żadnych oznak niebiańskiej przynależności. Aniołowie tedy kiwnęli sobie głowami, dając nieme sygnały i złożyli skrzydła. Dali nura w stronę Shiona.
Chłopak usłyszał, jak skrzydła Aniołów Zastępu rozkładają się, przyjmując na siebie siłę oporu powietrza. Zawiśli 2 metry nad ziemią, jakieś 10 metrów za Shionem.
-Zatrzymaj się przybyszu. Twa sylwetka nieznana zdaje się nam. Mówże kim jesteś i co sprowadza twe stopy do świętego miasta.- Odezwał się rosły Anioł A. Zarówno on jak i Anielica B. trzymali swe bronie, ale nie skierowali ich przeciwko chłopakowi.
Shion mógł ratować się ucieczką, skoro Aniołowie znajdywali się za jego plecami, ich postawa wskazywała jednak, że nie będą mieli zamiaru mu odpuścić.


Spoiler:
Anioł A.- 180cm. wzrostu, cacy, biała szata do kostek przewiązana złotym sznurem, luźne, długie blond włosy, halabarda dzierżona w prawej dłoni. Delikatne rysy twarzy. Dobrze zbudowany.
Anielica B.- Bliźniaczo podobna do Anioła A. 170cm. wzrostu. Ubrana tak samo, jak Anioł A. Blond włosy związane w kitek. Trójząb dzierżony w prawej dłoni. Również dobrze zbudowana, ale nie do przesady.


Ostatnio zmieniony przez Ford dnia Pon Gru 07, 2015 6:41 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Poprawka w niechlujnym kodzie.)



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Shion on Wto Gru 01, 2015 2:06 am
Kiedy tylko dosłyszał trzepot skrzydeł, momentalnie zatrzymał się, zaciskając mocniej palce na skórzanym pasku torby. Czyli został zauważony. Niedobrze. Bardzo niedobrze. Serce załomotało w drobnej klatce piersiowej a spojrzenie rozbiegło się na boki. Nie, nie miał szans na ucieczkę. Raz, że posiadali moce. Dwa, to silne anioły. Trzy, Shion w ogóle nie znał ego terenu. Nie wiedział, gdzie mógłby się schronić a wieść o uciekinierze z pewnością rozniosłaby się po Edenie w ekspresowym tempie. Nie pozostało mu nic innego jak konfrontacja z nimi. I odegranie roli poszkodowanego wymordowanego, który ucieka przed złem Desperacji. Odwrócił się powoli w ich stronę i wbił wystraszone spojrzenie w swoje rozpadające się buty. Pociągnął lekko nosem, kiedy do jego oczu napłynęły łzy.
- Ja… nie jadłem nic od dwóch dni. – to akurat była prawda I na samą myśl o jakimś posiłku, jego żołądek wydał zawodzący dźwięk. - Jestem z Desperacji. Słyszałem, że tutaj, w Edenie, znajdę pomoc. Jedzenie, coś ciepłego do ubrania, miejsce, gdzie mogę się porządnie wyspać bez obawy, że w nocy ktoś mnie zaatakuje. – znowu pociągnął lekko nosem przybierając postawę typowej ofiary. W końcu uniósł spojrzenie na nich.
- Pomożecie mi? Proszę… – nie powinny mu odmówić, to w końcu anioły. A anioły zawsze wszystkim pomagały.

_________________


Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before



Shion
-----------
Kundel     Poziom E

avatar

Liczba postów : 1074
GODNOŚĆ : Shion.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Gość on Sro Gru 02, 2015 6:37 pm
Anioły podleciały bliżej Shiona. Nie wylądowały jednak na ziemi, tylko nadal unosiły się jakiś metr nad gruntem. Anielica B. zmarszczyła lekko brwi słysząc wypowiedź głodnego chłopaka.
-To dlatego twa postawa, tak kruchą wydawać mi się musi?- zapytała się melodyjnym głosem, nie zdradzającym, żadnych uczuć.
-On nie wygłodniałym jest, tylko budowę męża ma taką. Nie daj się nabrać przyjaciółko.- skarcił ją rosły Anioł A. patrzący na Shiona nieufnie. Po chwili niebiańskie istoty spojrzały na siebie.
Nastąpiła między nimi niema rozmowa, patrząc na nich chłopak mógł się domyślić, że któryś anioł posiada moc telepatii, albo obydwoje, kto wie.
Anielica B. wylądowała wdzięcznie na ziemi, w odległości 5 m. od Shiona. Na twarzy Anioła B. odbił się cień triumfalnego uśmiechu i również wylądował, bliżej chłopaka. W odległości niecałych 3 m. Anielica B. odwróciła głowę lekko nadąsana.
-Wędrowcze, podjęliśmy decyzję, co zrobić z twym losem. Nie lękaj się, a euforia sama do Ciebie przyjdzie, pomagamy tym co zbawienia kiedyś swoim czynami dostąpią, taka nasza odwieczna rola.-mówiąc to zaczął się przybliżać do Shiona i wyciągnął rękę w stronę jego głowy, dłoń zabłysła lekko, pokryta nagle małymi, ale licznymi światełkami o kolorze wschodzącego słońca.

Czy Shion da się dotknąć Aniołowi A. czy nie to już jego rozterka, oby jednak nie rozgniewał temperamentnego anioła.

Anielica B.- Moc: Telepatia, użycie mocy: 1/1 0/2 przerwy.
Anioł A.- Moc: Nieznana, użycie mocy: 0/2.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Shion on Nie Gru 06, 2015 12:43 am
Spojrzał dość sceptycznie na anioła, który stwierdził, że nie jest wygłodniały. Aż chciał się złapać za poły materiału i unieść je, aby pokazać skrajne wychudzenie oraz wystające żebra. Ale konie końców zrezygnował z tego, dochodząc do wniosku, że nie ma sensu. Że też ze wszystkich niebezpieczeństw musiał trafić akurat na nich. Jakby nie mogła to być jakaś bestia, przed którą mógłby bardzo szybko uciec. W milczeniu przyglądał im się, zastanawiając, co teraz. Z drugiej strony jakby go pojmali, zawsze istniała szansa, że uda mu się trafić do Growa… Aczkolwiek wolał tego uniknąć. Musiał działać według planu…. Planu, którego nie miał. Kiedy anioł wyciągnął rękę w jego stronę, chłopak gwałtownie odskoczył do tyłu i zakrył się rękoma, tak, jak robią to ofiary przemocy, które ten gest kojarzą jedynie z agresją i biciem, jednocześnie kuląc się i drżąc ze strachu.
- P… przepraszam… – zająkał się cicho, czując, jak dolna warga zaczyna drżeć. - Ale jestem prostym wymordowanym i nie… nie znam… nie rozumiem waszego dziwnego języka. Co chcecie mi zrobić? Zbić? Zawsze wszyscy mnie biją… wy też chcecie? Przepraszam, jeśli zrobiłem coś złego! – uniósł niepewny wzrok i spojrzał na nich zaszklonymi oczami.

_________________


Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before



Shion
-----------
Kundel     Poziom E

avatar

Liczba postów : 1074
GODNOŚĆ : Shion.

Powrót do góry Go down

Re: Ulica    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: Rajskie miasto