Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7   

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Wto Lis 14, 2017 12:56 am
„Mam ci obciągnąć?”
Yury uniósł brew w geście rozbawienia. Jego sparaliżowany przez alkohol umysł nie zakładał takiego scenariusza, a prymitywnie skonstruowane, nieprzyjemne myśli krążyły wokół dobrego pornosa z tanią, przesączoną seksem fabułą.
Przyglądał się Tsukiemu jak niesamowicie rzadkiemu zjawisku. Żaden sprzeciw nie padł z jego ust, jak prawie nieodczuwalny ciężar upadł na jego uda. Dopiero kiedy mała rączka ujęła gwoździa programu,  kolejny dreszcz zaatakował jego ciało, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Taka działalność nie była wystarczająca, by wprowadzić w stan emocjonalnego szczytu człowieka, którego życie seksualne stało się rutyną i jedyną z trzech możliwych przyjemność.
Podparł dłonie na podłodze, po tym jak chłopak zaczął smakować zębami i ustami szorstkiej skóry. Nawet nieznacznie odchylił szyję, by mu to ułatwić, a może nawet zachęcić do dalszych niewinnych igraszek. Nawet w ramach motywacji wyszeptał zdrobnienie jego nazwiska.
Podniecenie przyszło parę długich i ciężki chwil później. Była to chwila, w której biomech na parę sekund zapomniał, że ma do czynienia z kimś, kto fizycznie odbiegał od jego kanonu piękna i nawet w dwudziestu procent nie wpisywał się w jego definicję.
Ciche westchnienie wykradło się z pomiędzy jego zaciśniętych warg, kiedy wypełniła go fala ciepła, z taką zapalczywością, jak konsumowane przez języki ognia kawałki drewna w palenisku.
Spełnienie było tuż-tuż. Zajrzała mu prosto w oczy, kiedy ostatecznie jedna dłoń – tym razem ta człowiecza – wplątała się we włosy kaleczącego między jego nagim Wymordowanego, drugą zacisnął na swojej szczęce, by zakłócić wydawanie z siebie jakiekolwiek dźwięków.  
Spełnienie było blisko, ale zostało zwiotczane i nie przyszło na czas.
Warknął pod nosem przekleństwo po rosyjsku. Czar prysł jak tymczasowe zapomnienie.
Decyzja, którą podjął Tsuki była zła. Zadziałała na niego jak przysłowiowa płachta na byka.
Dlaczego nikt nie pomyślał, by sprzedać cię do burdelu? — warknął pełen frustracji, niedosytu. W zasadzie to miał wrażenie, że ktoś przycisnął mu rozgrzaną do czerwoności żelazko do twarzy i wyprasował ją paroma sprawnymi ruchami.
Złapał Wiwerna za kark, zmuszając, by ten padł przed nim na kolanach.
Twoje życzenie zaraz się spełni. Rozchyl nogi. — rozkazał w podobnym tonie, w jakim Kido Arata w swojej karierze szkoleniowca wymuszał na rekrutach trzydzieści okrążeń.
Nie czekał aż najemnik dostosuje się do tego polecenia. Otarł swoje stwardniałe przyrodzenie o krawędzi wejścia.
Tsubame.
Ostry szept, zakorzeniony w jego świadomości, rozległ się w jego głowie, przeobrażając się w maraton.
Tsubame. Tsubame. Tsubame. Tsubame. Tsubame.
Jego szept. Tłuk się po najgłębszych zakamarkach czaszki jak ciężkie opony auta terenowego o usłane kamieniami podłoże.
Wycofał się, jakby nagle się rozmyślił i popchnął Wymordowanego na ścianę, po czym sam wstał.
Ty chory chuju!.
Krzykliwy okrzyk. Jego natężenie można było porównać jedynie do wycia koguta na dachu radiowozu.
Gdybyś go przerżnął, nie byłbyś w cele lepszy od tego gnoja, którego zabiłeś własnym rękami.
Złożył dłoń w pięść, pozornie celując ją prosto w młodą twarz, ale w ostatniej chwili zmienił ruch nadgarstkach i kierunek ciosu. Uderzył w potylice.
STUL PYSK.
Dojdziesz w mokrych snach — zapewnił go chrapowatym głosem, kiedy podtrzymał nieprzytomne ciało Wymordowanego przez bolesnym skonfrontowaniem się z podłogą.
Obaj byli napierdoleni jak pks na dziurawych, polskich drogach M-6, więc jutro ani jeden, ani tym bardziej drugi nie będzie zapewne pamiętał, co zdarzyło się w przeciągu tych długich kilkunastu minut.
Yury zerknął w kierunku obnażającego zęby tygrysa.
Twój właściciel poszedł walczyć solo z chorymi fantazjami — sarknął, próbując opanować roztrzaskane na drobny mak nerwy.  Miał ochotę zabić tego małego gnojka i obetrzeć ze skóry tego pierdolonego futrzaka. Udekorowałby sobie jego sierścią krzywo wyrytą podłogę w swojej kwaterze w charakterze chodnika.
Sięgnął dłonią po swój problem, który drażnił go niesamowicie, uwierając jak drzazga wbita w piętę. Zacisnął dłoń na penisie, potocznie nazywanym klejnotem rodowym i, wykonując parę kulistych ruchów, doszedł w swojej dłoni z białą cieczą spływające po ręce. Towarzyszyło mu przy tym pojedyncze, miarowo stęknięcie - poczucie ulgi i spełnienia, które otarło się o seksualną frustracje. Po tym krótkim przedstawieniu wstał, nasunął na pośladki bieliznę, odstawił Tsukishimaru na pryczę z ledwością na chwiejących się nogach, kładąc go w bliskiej odległości od ściany. Narzucił na jego nagie ramiona swoją kurtkę, która przykryła go niemal całkowicie - od szyi w dół, po czm sam położył  się obok, czując jak świat przelatuje mu między oczami, przekształcając się w karuzelę barw.
Wtarł spermę z ręki w szmatę, która pełniła rolę prześcieradła i po chwili sam zasnął, pochrapując w najlepsze z cieknącą śliną w kąciku ust. A cichy głos wciąż powtarzał jedno imię — Tsubame.
Głos dogorywającego sumienia. Echo człowieczeństwa.
Podświadomie zgarnął w ramiona Tsukishimaru, opierając podbródek o zmierzwioną, niebieską czuprynę.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2405
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Tsukishimaru on Wto Lis 14, 2017 1:33 am
Deski cicho skrzypnęły pod niewielkim ciężarem, kiedy wszedł do pomieszczenia, wracając z dworu. Nie spał już od dobrej godziny, może i dłużej. Ubrany, a nawet umyty w deszczówce zebranej poprzedniej nocy. Zatrzymał się dopiero przed wciąż śpiącym biom echem, przyglądając mu się przez dłuższą chwilę w milczeniu. Wreszcie uniósł dłoń, w której trzymał plastikową butelkę pełną wody i przechylił ją, wylewając ponad połowę zawartości na głowę oraz twarz ciemnowłosego.
- Pobudka, menelu. – powiedział cicho, ale żeby jeszcze bardziej uskutecznić gwałtowną pobudkę, uderzył bokiem stopy w bok mężczyzny. Odczekał chwilę aż ten wreszcie zacznie dochodzić do siebie, bo inaczej rozmowa wyglądałaby jak walka z wiatrakami. Spoglądając na chłopaka nie dało się poznać po nim, że wczorajszego wieczoru w ogóle pił. Wyglądał normalnie, tak samo jak każdego innego dnia. Spokojny i wycofany, jedynie ten pogardliwy błysk w oku był czymś nowym.
- Wstawaj I weź się ogarnij. – przechylił głowę lekko w bok, wydając z siebie ciche “tsk” - Kretyn – dodał o wiele bardziej cicho, niż poprzednie kwestie, a w jego jasnych oczach zamigotało coś, czego z pewnością Yury nigdy nie uświadczył. I na pewno nigdy więcej nie uświadczy.
- Przegrałeś frajerze. Jak się z tym czujesz? Należysz teraz do mnie. Będziesz zlizywał błoto z ziemi. – dodał po chwili podchodząc do Sarutahiko. Przesunął palcami po miękkiej sierści zwierzęcia, nie spoglądając już na biomecha. Zapadła dziwna cisza, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność, a Tsuki niekoniecznie wychylał się przed szereg, aby to przerwać.
A jednak.
- Tu też zamierzasz stchórzyć? – zapytał przeciągając się, unosząc jedną rękę ku górze.
- A, zapomniałbym – zatrzymał się, sięgając po jeden ze swoich noży I cisnął nim prosto w ciemnowłosego. A raczej tuż obok, muskając nim jego policzek, wbijając się cicho w ścianę.
- Nigdy więcej tego nie rób. Następnym razem jak przyjdzie ci tak genialny pomysł, by pozbwaić mnie przytomności, wykastruję cię

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 162

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Wto Lis 14, 2017 11:20 pm
Nie poczuł, kiedy materac został zwolniony z małego ciężaru Wiwerna, bo sam zajmował jego większą powierzchnie. Wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem, po czym przewrócił się na drugi bok w akompaniamencie skrzypiącej pryczy, która zawyła żałośnie pod jego ciężkim cielskiem i zakrył twarz swoją porzuconą kurtę, by zniweczyć bestialskie plany wdzierającego się przez małe, przybrudzone okno poranka w postaci słonecznych promieni. Tak dawno nie zażył odpowiedniej dawki snu, że zdążył się zanim stęsknić, dlatego też nie miał najmniejszego zamiaru przerwać tego krótkotrwałego, acz pełnego namiętności romansu z objęciami Morfeusza. Dołożył w tym układzie wszelkich starań, aby rozciągnąć ten błogi stan nieświadomości jak najbardziej w czasie, jednakże najwidoczniej ta pierdolona suka w charakterze życia miała do zaoferowania Wiecznemu całkiem inne doznania i rozrywki, o czym przekonał się na własnej skórze, kiedy połowa zawartości butelki skonfrontowała się ze szorstką, przesuszoną przez uroki Desperacji skórą i przetłuszczonymi, sterczącymi na wszystkie strony, sięgających już ponad linię karku włosami.
Co, kurwa? — wycharczał pod nosem
Otworzył leniwie czynne oko, wbijając je wraz z pustym oczodołem (opaska sunęła się z twarzy podczas snu) wprost w chudą posturę, której kontury były zamazane i niewyraźne. Zamrugał powieką parę razy, aby odzyskać w miarę przyzwoitą ostrość obrazu i ziewnął leniwie
Ja pierdolę, mów pół tonu ciszej — syknął, dźwigającej się na łokciach, ale zaraz z powrotem opadł na twardy materac. Wyłażące z niego sprężyny wbiły się boleśnie do kręgosłupa, ale ten ból był nie porównywalny do tego, który, potęgowany przez szum w ustach, przechadzał się po jego głowie jak modelka po wybiegu na wysokich szpilkach.
Przełknął ślinę, by nawilżyć Saharę w gardle, a po chwili zabrał dzieciakowi butelkę i opróżnił ją do końca jednym haustem. Odetchnął z ulgą, przecierając zdrowym łokciem wilgoć z ust.
O czym ty pieprzysz? — zapytał, instynktownie łapiąc w między palce nóż, którego ostrze przeżyła spotkanie pierwszego stopnia z policzkiem, przecinając w tamtym miejscu skórę. Odłożył go ostrożnie na materac i sięgnął po kurtkę, aby poszperać jej kieszenie w poszukiwaniu fajek. Miał ochotę zapalić.
Widziałeś moje papierosy? — zapytał, kiedy jego palce ostatecznie nie natknęły się na wymiętą paczkę zbawianego nałogu.
Rozejrzał się w na boki. Podskórnie miał wrażenie, że ta libacja dała mu nieźle w kość.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2405
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Tsukishimaru on Sro Lis 15, 2017 12:02 am
Uniósł na moment oczy ku górze, wyglądając jak ktoś, kto musi odliczyć do przysłowiowych dziesięciu, by odnaleźć ostateczne pokłady cierpliwości. Wreszcie westchnął ciężko i ruszył w jego stronę, po drodze schylając się po zgubę w postaci papierosów, które leżały niedbale rzucone obok spodni ciemnowłosego. Podszedł do materacu i rzucił paczkę obok uda mężczyzny, samemu kucając przed nim, przyglądając się przez moment jego zmęczonej, w niektórych miejscach naznaczonej już zmarszczkami twarzy.
Bez jakiegokolwiek słowa sięgnął dłońmi w jego stronę i złapał za zsuniętą opaskę, przesuwając ją na jej pierwotne miejsce, ostatni raz obdarzając krótkim spojrzeniem pusty oczodół.
- Nie pamiętasz. – powiedział cicho, nie oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi czy też potwierdzenia jego słów.
Zabrał ręce i oparł łokcie o kolana, kucając przed nim przez chwilę, aż wreszcie dodał, z zupełnym spokojem w głosie.
- Zgwałciłeś mnie. – stoicki spokój wraz z wagą wypowiedzianych słów zdawał się nie tyle co niepokojący, ale wręcz abstrakcyjny. Ciężko było wyczytać z jego twarzy czy mówił prawdę, czy też kłamał. Zamknięty i wycofany chłopak powrócił, na powrót zakładając swoją codzienną maskę, przez którą nikogo nie przepuszczał. Zdawało się, że wczorajsze echo jego śmiechu było jedynie snem. Snem, który również powoli się zacierał, pozostawiając po sobie pustkę.
Uniósł dłoń i pstryknął palcami w czoło biomecha, a potem delikatnie przesunął opuszkami po mokrych, ciemnych pasmach włosów, walcząc przez chwilę sam ze sobą, by ich nie zmierzwić, jak robiło się to szczeniakom posyłając je do snu, aż ostatecznie całkowicie zerwał kontakt pomiędzy nimi.
- Żartowałem. – sięgnął po nóż, podnosząc się do pozycji siedzącej, spoglądając na niego z góry.
- Możesz tu zostać ile chcesz. Jeżeli będziesz w okolicy, możesz tu się zatrzymywać. Nie przyprowadzaj jednak nikogo obcego. O tym miejscu wiemy tylko my. Niech to pozostanie naszą tajemnicą. – zamilkł, choć w jego oczach pojawiły się kolejne słowa, których nie odważył się wypowiedzieć na głos.
- Trzymaj się. – nie czekał na jakieś jego słowa pożegnania. Nawet, jeżeli nie mieli już nigdy więcej się zobaczyć, wszakże Desperacja była cholernie niebezpieczna, i każdy dzień mógł być ich ostatnim.
Bez kolejnych zbędnych słów opuścił pomieszczenie, a w jego ślady podążył tygrys, pozostawiając Wiecznego samego.

zt x 2(?)

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 162

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics