Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Sro Paź 11, 2017 11:50 pm
Poruszył parę razy mechanicznymi palcami, jakby chciał odzyskać w nich czucie, ale przecież montaż działał bez wyrzutu. Nawet nie dawno uległy rekonstrukcji i poprawek. Nie miały prawa się zepsuć w tak krótkim czasie. Nie miały, właśnie, ale Yury odczuwał, że jednak ich żywotność nie jest tak długoterminowa jak zapewnił go ich twórca. Bo, choć na przestrzeni pięciu lat zdążył się przyzwyczaić do przywileju jakim były napady bólu, które sporadycznie na parę minut atakował, a nawet czasem paraliżowały układ nerwowy, by po tym zniknąć bez śladu, ten był w pewnym momencie nie do zniesienia. Jakby ktoś, kawałek po kawałku zdzierał z nich skórę, mimo iż dla zabiegu estetycznego były pokryte metalową, gładką powierzchnią, z paroma zagłębiami, które miała jedno zadanie - chronić przewody przed deszczem, piaskiem oraz innymi czynnikami z zewnątrz i nic im nie mógł w tej materii zarzucić. Były wydajne i wyjątkowo odporne na warunki atmosferyczne.
Poruszył nim jeszcze parę razy, ale ich sprawność nie podległa żadnym reklamacją - reagowały szybko na wysłane do mózgu sygnały.
Czując na sobie uścisk w postaci obcego spojrzenia, złapał z Tsukim krótkotrwały kontakt wzrokowy i wykrzywił usta w podłym uśmiechu, demonstrując po raz kolejny z rzędu swój krzywy zgryz. Ten grymas powiększył się, kiedy padła kolejna złośliwość z ust chłopca.
Podziwiaj— zademonstrował teatralnie swoje bogate wyposażone w mięśnie ciało, które było efektem długoletniej pracy na siłowni podczas szkoleń wojskowych, a także tutaj, rozwijane w bardziej prymitywny, ale również skuteczny sposób — ten zaszczyt rzadko kogokolwiek dotyka — parsknął z wyraźnym rozbawieniem.
Złapal w palce zdrowej ręki rzuconą przez krasnale piersiówkę i pociągnął z niej spory łyk. Wzdrygnął się, kiedy Putinka zapiekła go w przyjemnie w gardło i mimowolnie z jego warg wydobył się cichy pomruk zadowolenia. W jego przypadku miała właściwości melisy na skołatane nerwy.
Zabrał od Wiwerna ofiarowaną fajkę i zaciągnął się, zaraz się krztusząc tym świństwem.
Paskudztwo — skomentował, a na jego twarzy pojawił się wyraz niezadowolenia. Zmysł smaku Tuski miał fatalny. Tytoń w fajce smakował jej gówno, ale to była tylko subiektywna ocena typa, który nienawidził zielstwa pod czystą postacią.
Wychlał ostatnie parę łyków rosyjskiej gorzały, by zmyć ten nieprzyjemny posmak z ust i wstał niechętnie, by pomóc dzieciakowi z szafą. Mebel ten nie stanowił dla niego żadnego realnego wyzwania. Przesunął go z charakterystycznym zgrzytem i zagwizdał na widok klapy w podłodze.
Za bardzo lubię swoje gardło — rzucił, kiedy najemnik zdążył już zniknąć pod posadzką małego domku, choć zdecydowanie nie przejął się groźbą młodszego ciałem osobnika, ale może powinien. Dziś przynajmniej trzydzieści razy Tsukishimaru miał doskonałą okazję, aby uciąć mu łeb u samej szyi, a potem do niego naszczać z okrzykiem „masz za swoje, chuju”.
Yury zgarnął pod pachę wszystkie butelki dostarczone przez osiemnastolatka, złapał też te dwie przez chwilę lewitujące w powietrzu puszki. Postawił je koło paleniska i wrócił, by pochwycić ostatni, najbardziej cenny dla niego łup w postaci paczki fajek. Od razu wyciągnął jednego i włożył go sobie do ust.
Masz to jak w banku — zapewnił, bo wolał zerować swoje zadłużenia, jeśli tylko miał takową okazje. W swoim syfie, aktualnie zamkniętym na cztery pusty, powinno być jeszcze przynajmniej pięć paczek papierosów, pod warunkiem, że żaden kleptoman ich nie dołapał, a jeśli nawet – biochem dowie się, kto miał tyle odwagi i w nagrodę za nią nogi z dupy pourywa złodziejaszkowi.
No młody, imponujesz mi coraz bardziej. — W ramach czystej złośliwości, jego wielkie łapsko powędrowało do niebieskiej czupryny. Zmierzwił ją palcami, szczerząc się jak debil do trunków, po czym zasunął szafę na swoje miejscu.
Usiadł na swoim poprzednim, zaszczytnym miejscu i zgarnął jedną z butelek, by przyjrzeć się zdartej niemal w całości etykiecie. Gówno z niej zrozumiał – była w nieznanym dla niego języku, ale te czterdzieści jeden procent wzięte w kółko było bardziej niż zachęcające.
Mam nóż – o tam — wskazał na leżący na podłodze pasek, o który był zahaczony ówże przedmiot. — Weź mi go przynieść, dzieciaku, bo przeciwieństwie do mnie jeszcze stoisz.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2138
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Tsukishimaru on Czw Paź 12, 2017 12:34 am
Na słowo “paskudztwo” jedynie prychnął. Jego tytoń przynajmniej nie cuchnął, a z pewnością tak samo relaksował jak poranny papieros. Nie zamierzał jednak sprzeczać się o coś tak trywialnego. Każdy lubił palić to, co lubił. Przynajmniej biomech nie wypali jego zapasów. Jakiś plus.
Bez żadnego słowa zająknięcia skierował swoje kroki w stronę porzuconego na podłodze paska. Przykucnął przy nim, bez problemu lokalizując nóż, który wysunął. Przez moment przyglądał się jego zabrudzonemu ostrzu, co tylko świadczyło o doświadczeniu broni. A to było jedynie niemą pochwałą dla ciemnowłosego.
Po chwili większą uwagę skupił na skórzanym pasku. Wziął go do rąk i spojrzał przez ramię na siedzącego przy kominku biomecha.
- Mocny I stabilny. Bądź dziś w nocy grzecznym chłopcem, Yury, to nie będę musiał go użyć. – powiedział cicho, powoli podnosząc się na równego nogi i wrócił do niego. Nim jednak oddał nóż, nachylił się nieco i wyciągnął dłoń w jego stronę, tym razem w odwecie w ironiczny sposób kładąc ją na brązowych kłakach mężczyzny i czule go czochrając.
- Bo jesteś grzecznym chłopcem, prawda? – przyglądał mu się przez moment, wreszcie oddając mu nóż i zabierając z jego dłoni butelkę, z której się napił. Nie powstrzymywał skrzywienia, kiedy ostry alkohol zalał jego skroń.
- Okropieństwo. – skomentował krótko I po chwili ponownie się napił, oddając mu trunek.
- Tylko nie upij się zbyt szybko, bo nie będę miał żadnej frajdy jak zezgonujesz. – dodał po chwili i poklepał go lekko po policzku.
- Ptaki są gotowe. – wyprostował się gwałtownie, by kucnąć przy kominku. Najpierw zdjął pierwszego ptaka i wyciągnął z niego patyk, po czym rzucił mięso w stronę bestii.
- Saru. – tygrys uniósł łeb I pochwycił od razu ciepłego ptaka, którego od razu zaczął zajadać, wbijając swoje zębiska w białe mięso. Drugie ptaszysko na patyku podał Yuremu, a trzecim zajął się sam, siadając po turecku naprzeciwko mężczyzny.
- Zabawmy się. – odezwał się po chwili, wsuwając pomiędzy usta kawałek mięsa.
- W wyzwania. No chyba że się boisz? – uniósł brew i przechylił lekko głowę w bok.

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 116

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Czw Paź 12, 2017 10:52 pm
Yury znów wbił wzrok w liżące drewno języki ognia, ale tym razem nie wywarły na nim już żadnego nieodpowiedniego wrażenia. Przypatrywał się nim z drwiącym uśmiechem na ustach, słysząc szmery z drugiego końca pokoju, kiedy chłopak wyjątkowo posłusznie poszedł po nóż umocowany przy pasku. Oparł głowę o twardą ścianę domku, słysząc również jak deszcz zacina o jego konstrukcje. Alkohol poluzował napięte mięśni i rozprowadził systematycznie zmęczenie po jego ciele, choć zdecydowanie za mało wlał go sobie do gardła, by poczuć jego skutek. Był tylko zmęczony. CHOLERNIE zmęczony, a ciepło ulatniające się z paleniska tylko je pogłębiało. Zresztą tak samo jak cisza, która zaoponowała. Wsunął ręce pod głowę, by uformować z nich prowizoryczną poduszkę i zasnąć chociaż na parę godzin. I prawie mu się to udało. PRAWIE. Nawet na chwilę zapomniał gdzie i z kim się znajduje. NA CHWILĘ.
Cisza została przerwana.
Wzdrygnął się ledwo dostrzegalnie i zwrócił głowę w kierunku Tsukiego, zaciskając zęby na papierosie.
Zanim odpowiedział, zgarnął w palce pet, ziewnął potężnie i rozciągnął się leniwie jak kot,  potem zerknął na niedziałający od dwóch lat zegarek, który z czystego przyzwyczajenia nadal zdobił jego nadgarstek.
Jest co najwyżej dziewiąta rano, Tsuki — skwitował krótko. — [color:abfb= #3B414A]To jeszcze nie czas, by być niegrzecznym chłopcem — dorzucił z wyraźnym rozbawieniem i otrącił czochrającą jego włosy dłoń Wiwerna. — Grozisz mi? — zainteresował się, unosząc jedną z brwi ku górze. Bruzda na czole przekształciła w zmarszczkę, gdy go zmarszczył, a po chwili się roześmiał. Ten kaleczący uszy dźwięk odbił się od ścian mieszkania, zawisł na chwilę w powietrzu i zniknął, zagłuszony przez trzask drewna w kominku. — Jak myślisz, Tsuki, jestem grzecznym chłopcem? — zapytał, niby to poważnie, bo tym razem w tonie jego głosu nie pobrzmiewała żadna zdradzającego jego stan emocjonalny nuta, był tylko tradycyjnie obleczony w chrypę, ale tak naprawdę dławił w sobie śmiech.
Pet wylądował w kominku, a on sam podciągnął ku sobie mechaniczną nogę, włócząc ją po drewnianej posadzkę. Oparł na jej gładkiej powierzchni podbródek, czując przyjemny chłód metalowej konstrukcji.  
Spróbuj mnie upić, szczeniaku. — Uśmiechnął się drapieżnie.
Rzadko, kiedy był pijany w cztery dupy i jeszcze rzadziej lądował w swoich rzygach, nie pamiętając jak się nazywa. Zahartowała go rosyjska dzielnica i notoryczne spożywanie Putinki, która zdecydowanie nie należała do lżejszych alkoholi. Była mocno jak uścisk mechanicznej dłoni.
Odebrał od Tsukiego swoje śniadanie i przełknął łapczywie kawałek dobrze upieczonego mięsa, który na chwilę utknął mu w przełyku. Złożył więc zdrową ręką w pieść i uderzył się w przeponę, by naprawić ten błąd. Zakaszlał parę razy, by pozbyć się drażliwego wrażenia.
Czego mam się bać? Ciebie, pchło? — zapytał po chwili, kiedy doprowadził się do porządku. — Wchodzę w to.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2138
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Tsukishimaru on Pią Paź 13, 2017 12:17 am
Usłyszeć śmiech Yurka to prawie jak wygrać na loterii. Trafić do miejsca wypełnionego po sam sufit jedzeniem. Tsukishimaru musiał przyznać, że na moment zaniemówił, będąc świadkiem takiego ewenementu. Gdyby prowadził pamiętnik, z pewnością zanotowałby tę dziwną anomalię. I choć śmiech biomecha szarpał i drapał jego zmysł słuchu, to w tych zdrapanych nutach dało się wyczuć coś przyjemnego, coś, co zapewne normalnie pociągnęłoby kąciki ust ku górze. Gdyby tylko nie było się taką bezuczuciową amebą, jak był Tsuki.
- Nie muszę ci grozić. – odparł, wgryzając się w ptaka I wyrwał spory płat mięsa.
- Póki co jesteś bardzo grzecznym chłopcem. Ciekawe kiedy przestaniesz i będę zmuszony cię ukarać. – odchylił głowę lekko w bok, uparcie wpatrując się w niego. Na resztę spożywanie zdobycznego mięsa zamilkł, nie chcąc skończyć tak samo jak Yury, który z łapczywości zaczął się krztusić. Co było dość… zabawnym widokiem, które po prostu nie dało się nie skomentować.
- Co, proteza zębów przeszkadza? Ach, tak, to już ten wiek… Spokojnie, bo jeszcze się spocisz i zmęczysz. – mruknął, podnosząc się z miejsca i podchodząc do bestii, któremu oddał resztki kości. Jasne, wiadomo, na Desperacji nie można wzgardzać niczym, co jest do zjedzenia, ale żeby pogryźć te kości, Tsuki musiałby przeistoczyć się w swoją zwierzęcą formę. A nie robił tego od lat w obecności innej osoby. I wolał, by tak pozostało.
- Spróbuję. – odparł wprost, bez żadnych ogródek, po czym odwrócił się i podszedł do niego. Uniósł stopę i położył ją na klatce piersiowej, zgarniając butelkę z alkoholem, jednocześnie wciskając plecy ciemnowłosego w ścianę chatki.
- Oczy ci błyszczą. Czyżby alkohol już zaczynał działać? – pochylił się opierając łokciem o szczupłe kolano nogi, która nadal znajdowała się na jego klatce piersiowej.
- No to pierwsze zadanie. Zmuś mnie do zabrania nogi. Bez używania siły.



_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 116

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Pią Paź 13, 2017 1:15 am
Pochłonął ptaka w rekordowym czasie. Co prawda nie należał do szczególnie apetycznych, ale nie był na pozycji, by gardzić mięsem. Oblizał usta, szczątki w postaci paru kostek, oblizanych do białości, odkładając na bok. Był głodny jak wilk. Teraz trochę mniej, ale nadal nie zaspokoił go w stu procentach, ale na całe szczęście żołądek już dawno do tego przywykł.
Uważaj, bo jeszcze karzę ci wyczyścić te sztuczne zęby — zakpił, bo podobne insynuacje ze strony chłopaka już dawno przestały go drażnić. Przywykł do nich i całkowicie się na nie uodpornił, traktując je z przymrużeniem oka, jak żart.
Nie zaprotestował, kiedy drobna stopa wyładowała na jego klatce piersiowej, choć w pierwszej chwili chciał ją strzepnąć, jak wcześniej dłoń dzieciaka ze swojej głowie, na której i bez takich zabiegów panował bałagan.
—   Bez używania siły, mówisz? —  dopytał, jakby chciał się upewnić, czy wyraźnie usłyszał słowa Tsukishimaru, ale wyczekujące spojrzenie szczeniaka odpowiedziało za swojego właściciela. Ja pierdolę. Chyba go pojebało, to była pierwsza myśli, która przyszła biomechowi do głowy, kiedy jego oko zatrzymało się w końcu na dociskającej się do jego torsu nodze, co w znacznym stopniu utrudniało mu oddychanie.
Yury wszystko rozwiązywał siłą. Żadna inna metoda w jego przypadku nie była praktykowana, a teraz wystarczyło tylko zacisnąć palce wokół drobnej kostki, by ją zmiażdżyć. Najprostsze z możliwych rozwiązań dla kogoś jego pokroju, nie prawdaż?
Westchnął w myślach. Jak poradziłby sobie z takim problemem Kido Arata, który przecież posiadał doświadczenie w kwestii wychowawczej?
Przewertował wspomnienia oficera, by odnaleźć odpowiedź na te pytanie. Musiał dokopać się naprawdę daleko, żeby w końcu odnaleźć te interesujące go, z okresu szkoły średniej, kiedy to Kido Arata niańczył swojego młodszego o dziesięć lat brata. Łaskotki. No tak, łaskotki. Tsubame zawsze przed nim uciekał, zdzierając sobie ze śmiechu gardło, kiedy jednak palce spotykały się z wrażliwą na ich uroki skórką.
Sunął dłonią wzdłuż kolana dzieciaka, by ostatecznie złapać go za piętę. Palcami połaskotał jej grzbiet.
Tsukishimaru się nie zaśmiał, więc nie uciekał też nogą kierowany odruchem bezwarunkowym. Nadal był tym samym, pozbawionym emocji krasnalem.
Moje zadanie. Zabierz nogę. —  powiedział więc, skoro tamta metoda nie poskutkowała.  Sięgnął po butelkę, która nadal znajdowała się w dłoni dzieciaka. —   Twoje zdrowie — pożyczył mu i zacisnął wargi na szyjce, nabierając do ust spory łyk. Przełknął go. — Nienajgorsze — ocenił, kiedy trunek podrażnił mu gardło.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2138
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Tsukishimaru on Sob Paź 14, 2017 12:13 am
Westchnął cicho I zabrał ostatecznie stopę z jego klatki piersiowej, wzruszając przy tym ramionami.
- Jesteś beznadziejny, wiesz? – mruknął cicho, siadając lekko tuż obok niego. Zabrał od niego butelkę i pociągnął spory łyk, po czym odkaszlnął cicho, wycierając usta wierzchem dłoni.
- Nie umiesz inaczej rozwiązywać spraw, co nie? Tylko siłą. Czystą, brutalną, pierwotną. – powiedział cicho, odwracając głowę w jego stronę i przez moment przyglądając się z niemą uwagą jego profilowi. W kominku ogień wesoło trzaskał, co na moment pozwalało zapomnieć o złych czasach, w jakich przyszło im żyć, a przywodziło na myśl normalność, wyjazd gdzieś na wczasy, nad jezioro, bez obawy, że w każdej chwili ktoś może rzucić się do twojego gardła.
- Czasami musisz spróbować użyć też mózgu. – dodał w zamyśleniu I wyciągnął dłoń w jego stronę, po czym pstryknął go lekko w czole. - Jeden zero. Może jesteś za mało zmotywowany. Jeżeli przegrasz to, hm, przez tydzień będziesz mi usługiwał i wykonywał bez zająknięcia każde moje słowo. Wystarczająco czujesz się zmotywowany? – zapytał wreszcie odwracając spojrzenie i podniósł się z ziemi, podchodząc do porzuconej puszki z brzoskwiniami. Usiadł po turecku, wsuwając ją sobie między uda, by przytrzymać metalowe cholerstwo, po czym zaczął powoli otwierać ją za pomocą noża od Yurka.
- A, teraz moja kolej. Zacznijmy od czegoś łatwego. – uniósł wzrok, zastanawiając się co może mu rozkazać. Na razie mężczyzna zdawał się dość spięty, ale może alkohol wkrótce go rozkręci, dzięki temu nie będzie takim starym sztywniakiem.
- Zdejmij opaskę. – polecił krótko I gwałtownie syknął. Spoglądanie w stronę biomecha przy jednoczesnym otwieraniu puszki poskutkowało rozcięciem wskazującego palca. Ciepła krew powoli zaczęła barwić resztę dłoni i leniwie skapywać na deski podłogi. Wsunął palec między wargi, jednocześnie podsuwając puszkę z nożem do połowy otwartą w jego stronę, niemo sugerując, by otwierał dalej.

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 116

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Sob Paź 14, 2017 12:54 am
„Jesteś beznadziejny, wiesz?”
Wiedział, więc miał to potraktować jak komplement?
Uśmiechnął się zdawkowo w ramach odpowiedzi, wyjątkowo powstrzymując się od komentarza, który w malowniczy sposób, niczym krew rozbryzgana na ścianie, kształtowała się na jego szorstkich wargach.
Umysł Yury'ego nie był złożonym system, posiadał prostą konstrukcje, więc on sam kierował się mało skomplikowanym sposobem myślenia, które częściej zostawało wyprzedzane przez czyny. I owszem, siła była jego jedyną kartą przetargową i atutem zarazem. Nie krył się z tym specjalnie, zresztą subtelność buldożera, którą posiadał, nie pozwalała mu na to w żadnym stopniu.
To nie kwestia motywacji, ale predyspozycji, pchło — stwierdził po chwili, zapalając kolejnego papierosa. Zaciągnął się nim po woli, tym samym akceptując warunki umowy z Tsukishimaru bez użycia słów.
Po chwili palce biomecha zacisnęły się na czarnym materiale, pełniący funkcje opaski. Przesunął je wzdłuż szwów, nie śpiesząc się z pozbyciem się jej, aż w końcu pociągnął ją w dół, by odkryć jej pełen mroku i grozy sekret.
Materiał ukrywał pustkę. Jedną z wielu dziur w głowie biomecha. Oczodół  pozbawiony swojego lokatora -oka.
Nachylił się nad Tsukim, by złapać z nim kontakt wzrokowy.
Widzisz, to pewnie nią wypłynął mój mózg  — rzucił cicho, enigmatycznie, szepcząc te słowa i zaśmiał się krótko, chrapliwie. — Zademonstruj mi swój piękny uśmiech, Tsuki, ale już — ponaglił chłopaka, tym samym rzucając mu swoje wyzwania.
Zabrał puszkę, nieświadomie muskając nieprzyjemnymi w dotyku, pożółkłymi palcami brzeg dłoni szczeniaka. Wbił nóż w wieko i pozbył się go jednym szarpnięciem, po czym złapał w palce jeden z kawałków brzoskwini i i włożył go sobie do ust, resztą zwartości puszki zasłaniając ręką.
Przełknął cząsteczkę owocu i zaciągnął się po raz kolejny, czując przyjemne łaskotanie w gardle.
Zjesz resztę brzoskwiń w ramach nagrody — zdecydował.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2138
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Tsukishimaru on Sob Paź 14, 2017 1:15 am
Jego dłoń momentalnie powędrowała w stronę puszki, gdy tylko wieczko zostało zdjęte, ale zawisła w powietrzu, kiedy usłyszał wyzwanie mężczyzny.
Uśmiech…? Poważnie?
Prawdę powiedziawszy, gdyby nie walka o zadania i o zwycięstwo, prędzej postukałby się palcem w skroń sugerując co myśli o tym wszystkim, niż się uśmiechnął. To było absurdalne. Kiedy ostatni raz się uśmiechał?
Pamiętał jak przez mgłę. Wspomnienia były niewyraźne i odległe. Kiedy to było? Ach, tak. Pamiętał. Jeszcze jak żył. Jak był człowiekiem, zwykłym dzieciakiem, którego największym problemem była reprymenda brata za to, że zaspał i nie pomógł przy kurach albo w polu. Wtedy się śmiał. Pamiętał. Często, każdego dnia. Zawsze znalazł się powód… zresztą, wtedy nawet nie potrzebował powodów. A teraz? Teraz zdawało mu się, że jego twarz zastygła w kamiennym wyrazie. Niezdolna do wyrażania takich emocji, jakim była radość czy po prostu uśmiech.
Nie zrobił tego. A przynajmniej nie od razu. Zamiast tego podniósł się i podszedł do mężczyzny, pochylając się nad nim i wsuwając zakrwawioną dłoń na jego policzek, tuż pod miejscem, gdzie brakowało oka.
- Fascynujące – powiedział cicho, przesuwając opuszkami palców wyżej, delikatnie muskając krawędź. - Odczuwasz jeszcze ból? – zapytał, wreszcie siadając na jego nogach pod kolanami, łapiąc za puszkę.
- A, no tak. – westchnął unosząc spojrzenie I przez moment mając minę wielce cierpiętniczą, że jest zmuszony do czegoś takiego. A potem kąciki ust uniosły się w delikatnym uśmiechu, aż wreszcie wyszczerzył się w szerokim, nieco rozbawionym uśmiechu.
- Dobra, koniec tego dobrego. – odparł przyciągając do siebie puszkę, skąd od razu wygrzebał kawałek brzoskwini I od razu zapakował ją sobie do buzi.
- Ubrudziłem cię krwią. Wytrzyj się. A, co do zadania – przechylił głowę, a spojrzenie padło na butelkę. - Wypij na raz resztę. – w jasnym spojrzeniu pojawił się błysk. Alkoholu było nieco mniej niż połowa. Tak, zdecydowanie zamierzało upić. A potem wykorzystać

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 116

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Sob Paź 14, 2017 2:00 am
To tylko brak oka. — Biomech nie podzielał zachwytu szczeniaka. Widział w swojej karierze Desperata o wiele ciekawsze zjawiska niż ten, który na ich tle blednął. Kalek jego kalibru było miliony na świecie. — Nie odczuwam — zaprzeczył zgodnie z prawdą.
Prawe oko było dla niego balastem, kiedy jaskra znacząco się w nim rozwinęła, dlatego z ulgą się go pozbył. Nie potrzebował ograniczeń typu zwężone pole widzenia.
Powiedziałem: piękny, Tsuki — przeliterował przed ostatnie słowo, choć przecież każdy miał swoją wizję piękna. Niektórzy woleli brunetki, inni blondynki, a jeszcze inni szatynki.
Złapał w palce podbródek dzieciaka. Biomech zdecydowanie nie był wybredny, lubił każdą z tych trzech kategorii, o ile posiadała zgrabny tyłek i ładną twarz.
Ten uśmiech nie był piękny. Był karykaturalny — upomniał go i zaraz zwolnił uścisk, po czym parsknął — ale na pewno wyglądał lepiej niż ten mój — rzucił, bo nie miał zamiaru się czepiać szczegółów. To nie było w jego stylu. Uśmiech jak uśmiech.
Sięgnął po butelkę i przyjrzał się jej zawartości.
Nie upijesz mnie tym, pchło. Próbuj dalej — rzucił mu wyzwanie, by zaraz złapać w usta szyjkę butelki i wypić 1/4 zawartości butelki duszkiem, a potem resztę jej zawartości - stopniowo, by faktycznie nie odlecieć. Pić też trzeba było umieć, a Yury już dawno poznał swoje limity w tym zakresie. Miał mocną głowę, pod warunkiem, że nie aplikował sobie całej zawartości flaszki na raz.
Ty mnie ubrudziłeś, ty wytrzyj krew.
Kolejne wyzwanie, które tym razem nie wymagała od dzieciaka wysiłku.
Bez użycia rąk — dodał, podwyższając jego stopień trudności.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2138
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Tsukishimaru on Sob Paź 14, 2017 6:18 pm
Może I był to tylko brak oka, ale Tsukishimaru odczuwał wręcz chorą fascynację ubytkami w ciele. Potrafił godzinami przyglądać się ciału, które było poprzecinane głębokimi bliznami, badać je opuszkami palców czy też studiować kikuty. I chociaż przeżył tyle lat, trzeba przyznać, że pierwszy raz mógł z bliska obserwować brak oka. Tak więc to nie było takie proste „tylko”. Nie dla niego.
Odsunął się nieznacznie wsuwając palce w swoje włosy i rozczochrał je nieznacznie.
- To BYŁ piękny uśmiech, Yury. Zapamiętaj go dobrze, bo innego nigdy nie uświadczysz. – powiedział szczerze i nie dlatego, by jakoś szczególnie mu teraz dogryźć, o dziwo, a po prostu znał siebie na tyle, by to wiedzieć. No chyba że będzie tak pijany, że urwie mu się film. Taka możliwość w końcu też istniała.
- Zobaczymy. Póki co świetnie mi idzie. – przechylił łeb na bok niczym jakieś zwierzę, a w jasnych tęczówkach zamigotało światło pełne ekscytacji.
Omal nie parsknął, kiedy usłyszał jego zadanie. Serio? Ty tak na poważnie?
Ale nie zamierzał przegrać. Nie było takiej opcji, zwłaszcza, że miał już przewagę nad biom echem. Niech będzie.
Przysunął się jeszcze bliżej mężczyzny, na tyle, że ich wzajemne ciepło było wyczuwalne, a oddech jasnowłosego drażnił skórę policzka ciemnowłosego, kiedy usta praktycznie dotykały go. Wysunął leniwie koniuszek języka, by zmazać resztki krwi w chyba najbardziej banalny sposób. Właśnie, banalny. Zamarł w bezruchu, a potem gwałtownie się podniósł, schodząc tym samym z nóg biomecha.
- Zbyt prosto. – powiedział cicho, a potem uniósł lewą nogę i przysunął bok stopy do jego policzka, wbijając tym samym wystającą kość w miękką skórę. Wystarczyły dwa, może trzy machnięcia, by na bladej i zmęczonej piaskiem Desperacji skórze nie pozostało nawet drobnego śladu po krwi.
- Gotowe. – postawił pewnie stopę na skrzypiącej podłodze, po czym odskoczył z gracją kota na bok, łapiąc za kolejną butelkę.
- Mam nadzieję, że masz dobre zęby i że ci nie wypadną. Otwórz ją nimi. – rzucił butelkę w jego stronę wierząc, że ją złapie i że nie będą musieli zlizywać rozlanej wódki z podłogi.
- Jak straciłeś oko? – zagadnął sięgając po swoją fajkę.

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 116

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Yury on Nie Paź 15, 2017 1:56 am
Specyficzne okaleczenia na ciele nie wywierały na Yury’m żadnego wrażanie, był w stosunku do nich całkowicie obojętny. Zresztą sam posiadał ich kilkanaście sztuk, do których zaliczał się przede wszystkim brak nogi, ręki i oka, dwóch pierwszych kręgów szyjnych, pary płuc i serca, a także szpetna szrama po oparzeniu, czy sieć blizn rozsypanych po całej długości jego ciała, głównie plecach. Przywyknął do podobnego typu widoków, sam powodując trwałe szkody na skórze osób, które nacisnęły mu na odcisk albo po prostu wlazły w drogę, kiedy akurat był pod wpływem swoich destrukcyjnych możliwości.
Daję ci fory — odgryzł się mu i zaśmiał krótko, by nagrodzić kreatywność szczeniaka, kiedy mała stopa skonfrontowała się z twarzą Wiecznego.
Nie znał aktualnego stanu swojego uzębienia, bo dawno nie konsultował się w tej sprawie z dentystą, ale nie narzekał, mimo że ich zewnętrzna prezentacja nie była szczególnie atrakcyjna i brakowało ich paru przez mordobicia, w które wdawał się z pasją i oddaniem.
Złapał rzuconą przez szczeniaka butelkę w sprawną rękę i zacisnął zęby na kapslu, szarpnął go nimi pary razy, po czym wypluł go, kiedy ten został mu w ustach.
Jej cała zawartość jest twoja, pchło — zdecydował, podsuwając flaszkę gorzały pod sam nos Tuskishimaru. W zasadzie to był ciekawy jak dzieciak zachowuje się w stanie upojenia alkoholowego. Markotniał jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle było możliwe w jego obecnym stanie marazmu emocjonalnego? A może stawał się nagle komunikatywny? Uzewnętrzniał się? Gadał jak najęty? Szczerzył się jak wariat? Śmiał się do łez? Szukał atencji? Biomech był ciekawy tego niewystępującego zbyt często w przyrodzie zjawiska, choć zapewne w innych okolicznościach nie zmuszałby smarkacza do picia. Z nieletnią wizualizacją nie do twarzy było mu z procentami.
Po chwili przejechał dłonią po pustym oczodole, by ostatecznie znów zasłonić ten ubytek kawałkiem materiału.
Wydłubałem go — powiedział w ramach odpowiedzi i potarł nasadę nosa, kiedy ziołowy napar wydobywający się z fajki Wiwerna do niego doleciał.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2138
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Las w okolicy kamiennej wieży    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics