Strona 1 z 12 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next

Go down


Granica.

Pisanie by Lentaros on Wto Gru 16, 2014 9:12 pm
Granica
Na swój sposób "naturalna" granica Desperacji, gdzie kończy się pustynia, a za nią... Właśnie.
A co jest na krańcu czerwonej pustyni? Las. Może się wydać dziwne, acz to faktyczny, najprawdziwszy las... Ale coś jest w nim nie tak. Majaczy na horyzoncie, a gdy się zbliżymy ku niemu, wydaje się nie mieć końca. Pozbawione liści i blasku, długie, szare, grube konary drzew pną się dumnie ku niebu, niczym kamienni strażnicy, których pozostawiono na wieczną służbę. Podchodząc ku temu, wydaje się mieć wrażenie że zarówno na boki, jak i do wewnątrz ten "las", choć szary i bez życia - wydaje się również bez końca, gęstniejąc z każdym krokiem do stopnia niepokojącej, wymarłej dżungli.
... Ale czy na pewno jest bez życia, skoro jeszcze nikt nie wrócił zza jego drzew? Zbliżając się już do majaczącego zarysu drzew ma się wybitne wrażenie bycia obserwowanym ze wszystkich stron. Spod ziemi, z boku, zza pleców, z nieba... A oczy płatają figle, ukazując szybko przemykające między kamienno-szarymi pniami, cieniste kształty.
Mieszkańcy Desperacji zwykli zwać ten las "granicą", gdyż wydaje się naturalnie okalać jej teren, a także w dalszym nakładzie M-3, wydając się mieć swój początek w bujnych ogrodach Edenu...
Ale kto wie co się kryje za granicą? Może nowy, lepszy świat?
... Albo jeszcze gorsze piekło, którego nikt nie powinien sięgnąć...


Dlaczego kierował się tam, aż za granice Desperacji, M-3 i Edenu? W poszukiwaniu swojego celu. Owszem - dał zgłoszenie na samego siebie, ale nie zmieniało to faktu że nie spodziewał się odnaleźć swojego celu tutaj, w tym świecie, stąd też...
System odnalazł jedyną, właściwą drogę. Opuścić ten świat. A biorąc pod uwagę że odpada droga przez tunele do innych super-miast... Pozostaje droga piechotą. Dosłownie. Był gotów na tą podróż - w praktyce nie potrzebował wiele ze sobą. Jego ciało jest nader samowystarczalne, a droga jaką musi pokonać najeżona wrogościami... Więc jest na nie gotów. Ostrze transformacji za pasem z tyłu pleców, wciąż nieokiełznane, darzyłoby z tyłu delikatnym blaskiem, stąd też ciemny płaszcz jaki włożył. Dłoń, oparta nadgarstkiem o rękojeść katany spokojnie utrzymywała się, lekko kołysząc wraz z każdym krokiem. Nie spieszył się. Nie było ku temu potrzeby. Spokojne, stanowcze kroki raz za razem zbliżały go do ciemnej, chłonącej wszelakie światło granicy świata, za którą wszystko się rozliczy. Znajdzie cel...
Albo zginie. Krople wody obijały się o czarny kaptur, niemal już będąc kojącą, spokojną melodią dla receptorów słuchowych androida.
Co raz bliżej. Co raz bardziej jego system analizował tą dziwną ciemność i poczucie braku życia w tej granicy. Nie mógł przebić się spojrzeniem dalej niż metry za pierwszymi, najgrubszymi pniami. To było dziwne... Analiza wszystkimi sposobami wskazywała, że zbliżał się prawdopodobnie do niepenetrowalnej ściany wszelakiego życia, granicy rzeczywistości, która niechętnie patrzy na tych, jacy chcą ją zatrzeć.
...
Nie podda się jednak. Wybrał ten cel, więc dopełni go i wyruszy tam, choćby za cenę swej egzystencji. Zginie - ale mając cel. Wtedy będzie zadowolony... I będzie mógł pozwolić sobie na odejście w odmęty niepamięci.
W końcu dotarł pod monstrualnych, nieprawdopodobnych wprost rozmiarów, monumentalnych pni, jakie wydawały się nie mieć końca ku niebiosom, a im dalej w ten las, tym było tylko gęściej, a wszystko ciemniało z każdą chwilą...
- To jest to... Ostatni przystanek... - Poprawił swój płaszcz, ściągając kaptur z głowy, po czym postawił kolejny, zdecydowany krok. Echo tąpnięcia niemal zadudniło mu w receptorach, choć mogło to być wrażenie nader subiektywne aniżeli faktyczne. Może to ta przestrzenność tego miasta? Jego monumentalizm zwiększał także każde wrażenie?
Kolejny krok. Jego ciało znalazło się na równi z pniem. Trzeci krok. Czwarty. Przeszedł przez pierwszą granicę drzew...
Ale przed nim było ich tylko więcej. Mrożąca krew w żyłach cisza była tylko i wyłącznie oznaką nadciągających kłopotów...
Kłopotów jakie przywita uśmiechem, jaki wykwitł na jego twarzy, gdy ponowił spokojny marsz wewnątrz granicy, ku nowemu światu, gdzieś daleko za tym lasem...
W końcu on musi mieć koniec, prawda?
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Gość on Pią Gru 19, 2014 4:43 pm
Nowe zlecenie. Ponowna okazja do poczucia tego dreszczu emocji, który przeszywał go zawsze, gdy na kogoś polował. A tym razem jego ofiarą miał zostać nieuchwytny android, którego ponoć poszukiwano już za czasów Luxferre. Podobno nikt, kto próbował go pojmać w walce wręcz, nie ukończył swego zadania. Czasami wspominano ich imiona, bo o martwych najemnikach czasami wypadałoby pamiętać, lecz one ulotniły się z jego pamięci, co nie powinno nikogo dziwić. Organizacja trochę podupadła, pozbywając się przy okazji zbędnego balastu wielu wspomnień. Pomimo tego, Daniel wciąż trzymał się ich, dla momentów takich jak ten: gdy ponownie czuł radość łowów, wiedząc, że nie musi przestrzegać żadnych zasad. Swoich nie miał zamiaru zabijać nigdy, a więc ta jedyna reguła nie wadziła mu w najmniejszym stopniu. Poza nią, mógł robić co mu się żywnie podobało. Nikt nie przejmował się zabójstwem wojskowego, łowcy, wymordowanego czy anioła, o ile zainkasował za ten akt odpowiednią sumę. Mając to w pamięci, przynosił swojej rodzinie zysk, a ona pozwalała mu mordować.
Teraz jednak chodziło o pojmanie. Najlepiej wciąż działającego androida. Nie miał pewności czy Cedna poskładałaby go na miejscu, w swoim warsztacie tak, by zleceniodawca był zadowolony ze swojego niewolnika. Musiał więc obezwładnić go w sposób nie uszkadzający niczego, poza przytomnością. Ogłoszenie napomykało o uszkadzaniu poprzez napięcie elektryczne. Ciekawe… Zatem mechaniczka z pewnością będzie miała coś, co pozwoli Sirionowi uzyskać przewagę.
Zakradł się po cichu do jej pracowni. Nie znalazł jej tam, więc bez przeszkód mógł pomyszkować wśród rupieci. Choć nie zdobył nic niezwykłego, znalazł wreszcie tłumik do swojej broni. Ucieszyło go to. Wreszcie będzie mógł dokonywać cichych ataków z zaskoczenia, które nie skończą się jak w przypadku tego różowowłosego skrzydlaka.
W starciu z twardym pancerzem androida potrzebował jednak broni większego kalibru, dlatego jego ekwipunek został uzupełniony szczyptą granatów i jednym pistoletem półautomatycznym. Nie chciał ryzykować. W razie problemów, będzie się później głowić nad tym, kto poskłada blaszaka.
Po chwili namysłu, wrócił się i zabrał jeszcze paralizator. Tak na wszelki wypadek. Może to wystarczy, by napięcie wyskoczyło ponad dopuszczalną granicę.
Zostawił jeszcze tylko notatkę dotyczącą jego obecności w warsztacie i wyszedł.
Hydra, pożyczyłem sobie kilka zabawek z twojej kolekcji. Mogą pomóc przy zleceniu. Wrócę na obiad. Przygotuj miejsce dla porwanego androida.
Długo zajęło mu ustalenie miejsca pobytu androida. Przez to, ofiara zdążyła zagłębić się w gęsty las. Chciało mu się śmiać. Gorzej bowiem nie mógł wybrać. W takim terenie schowanie się z jego zdolnością kamuflażu to pestka.
Pestka od moreli, która zawiera zabójczy cyjanek.
Ciekawe czy zbieg odczuje to tak samo.
Podążając tropem androida, próbował ustalić plan działania, jako iż nie był sam w tej chwili.
- Masz plan czy rozpoczynamy obławę od prewencyjnego wsadzenia mu granatu pod nogi?
Zwrócił się do Szakal, chcąc zapoznać się z jej opinią. Jeśli bowiem nie będą potrafili się zgrać, lepiej, by wyszło to przed walką.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Gość on Pon Gru 22, 2014 5:15 pm
Tak. Nowe zlecenie. Wręcz skakała z radości.
Nastroszyła sierść, otrzepując ją z kropelek wody. W końcu wyszła spod ciepłego prysznica, chwytając za sztylet, gruby sznur, pięć granatów, dwa różne pistolety i jeden tłumik. Całą broń schowała do torby, zamykając ja na dwa szczelne zamki i rzep. Do tego kawałki niedawno zdobytego mięsa i butelka wody - ot, mały prowiant. Założyła mini bagaż na chude ramiona, wracając do czworonożnej postawy i ruszyła w stronę umówionego miejsca. Była wypoczęta. Długi sen regeneracyjny miała za sobą - obudziła się jakieś siedem godzin temu. Jest więc w pełni sił a wrogów może rozwalać niczym ćmy!  
Niedługo później stała już, zwarta i gotowa, przy swoim współtowarzyszu. - O. - przywitała go leniwym ruchem długiego ogona i błyskiem w ślepiach. - Jak miło, że jedna z niewielu znajomych mi osób jest moim towarzyszem w tej misji, Sirionie. - nie chciała dodawać "lubianych" - nie będzie nikomu pochlebiać, bo to bardzo nie w jej stylu. Ale była ciekawa, czy ten poznał jej miłą, przyjazną mordkę. W sumie ona sama była zdziwiona, że przyjęli tak podejrzanie wyglądające stworzenie do organizacji. Może nie jest z nią tak źle, jak niektórzy wspominają.
Słuchała go uważnie. Nie miała zamiaru udawać wrednej, opryskliwej, ironicznej istoty, jaką często bywała. Tego tu człowieka akurat polubiła, więc może obdarzyć go szczyptą przyjaźni, zaufania i uwagi. - Prewencyjne wsadzenie granata pod nogi... - powtórzyła, szczerząc się tajemniczo. - Uh, czytasz mi w myślach! - ...co za ironia. To przecież jej fach!
Jen uśmieszek zdradzał wszystko. Pokazała mu zawartość torby, wyciągając delikatnie granat, po czym ponownie go schowała. - Najpierw trzeba go wytropić, znaleźć... a potem, cóż. Poradzimy sobie z tą kupą złomu. Miała nadzieję, że Sirion wiedział, że jest to jej pierwsza misja, a staż w organizacji miała bardzo króciutki. Ta cała wyprawa po androida była zapewne sprawdzeniem jej umiejętności. Cóż, najwyżej ją wywalą, a ona skończy w gangu DOGSów jako ratlerek, albo kotek, będzie obierać ziemniaki i sprzątać podłogi...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Lentaros on Pon Gru 22, 2014 7:15 pm
Wszyscy tacy zadowoleni że mają go na celowniku, że będzie zabawa, że będą się bić i w ogóle... Ciekawe jakby zareagowali, gdyby android poddał się bez walki, uznając że nie ma sensu w dalszym uszkadzaniu się i walce...
Lecz najpierw musi wiedzieć o tym, iż faktycznie jest już ścigany. Może wywieszanie tego ogłoszenia nie było najlepszym pomysłem...
Ale sha, cicho o tym. System wyraźnie "odczuwał" coś, co można określić "ciekawością" w kierunku tego, w jaki sposób Drug-On mogą zareagować na to, że tak naprawde to wszystko co tu będą robić, to porwanie go i walka z nim to sprawdzian zarówno ich, jak i jego samego. Oni sprawdzą czy się nada...
A on sprawdzi czy warto do nich przynależeć. Proste. Prawdą jednak jest iż stracił już po prawdzie zainteresowanie nimi, przez co faktycznie "olał" to, i postanowił przenieść się do "nowego świata", który z pewnością może być gdzieś tam, za granicą tego lasu. Wystarczy się tylko przebić... Niezależnie od tego co będzie na jego drodze. Mantykory, Lwy Nemejskie, Niebiańskie Niedźwiedzie, a nawet sami czterej jeźdźcy apokalipsy na ich koniach - pokona ich wszystkich jeśli będzie trzeba.
To nie pewność siebie. To postanowienie, cel. A cel potrafi sprawić że maszyna stanie się potężniejsza od jakiejkolwiek istoty na świecie, dzięki swej determinacji. Póki co jednak - cel skupiał się wokół tego, by w możliwie jak najmniej destrukcyjny dla swojego stanu przebić się przez ten, ciężki do określenia na długość i szerokość las, w którym już po chwili daje się zgubić całkowicie orientację w terenie. Na szczęście jednak - maszyna ma to do siebie, że umie bezbłędnie wytyczyć swój ruch i kierować się ciągle do przodu wbrew ludziom, którzy na jej miejscu by mogli zacząć kręcić się w kółko. Bezbłędny kierunek - prosto, omijając wszelakiego typu przeszkody w najmniej inwazyjne sposoby.
Jego oczy przebijały się przez mrok, analizując zarówno receptorami wzrokowymi, jak i dotyku oraz słuchu, a także zapachu wszystko co działo się wokół. Ciemność wydawała się gęstnieć nienaturalnie z każdym krokiem, lecz wciąż nie potrafił znaleźć właściwego zagrożenia. Zauważył dokładnie w tym momencie, że nie zabrał ze sobą żadnego źródła światła, co mogło się okazać problemem, gdyby musiał tu staczać walkę. Las gęstniał, wyraziście, a lawirowanie między kolejnymi, co raz ściślej i grubiej rosnącymi drzewami nie należało do przyjemnych. Przez chwilę nawet miał wrażenie, iż mijał już pewne miejsce, jakoby zaczął się kręcić w kółko...
Dlatego też przystaną, i zaczął się zastanawiać nad swoim dalszym ruchem. Rozejrzał się wokół, wciąż jednak choć jedną częścią ciała będąc skierowanym w stronę, w którą zmierzał. Hm... Wszystko wydawało się identyczne, nie potrafił odnaleźć różnicy, stąd też wpadł na pomysł, który powinien mu pomóc.
Znaki identyfikacyjne.
Ujął ten dziwny, promieniejący niebieską aurą sztylet(w sumie znalazł sobie źródło światła, heh), po czym drzewo po swojej lewej oznaczył wyraźnym krzyżykiem, wyciętym w korze kolorostyki brudnej stali, by następnie zrobić drugi taki na drzewie po prawej, z tym że tam ten symbol został dodatkowo ubarwiony o podłużną linię przechodzącą przez miejsce przecięcia cię linii. Gdy dokonał tych krótkich znaków rozpoznawczych, mógł schować sztylet z powrotem za płaszcz, z tyłu, po czym przejść przez własnoręcznie stworzoną "bramę" z tych dwóch drzew, kierując się dalej naprzód. Hm... Czy dojdzie w sumie gdziekolwiek?




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Gość on Czw Sty 01, 2015 10:28 am
Czy ją pamiętał? Oczywiście! Nie mógł zapomnieć tego sympatycznego, wilkopodobnego stworzenia, które uratowało mu życie, kiedy leżał przygnieciony kupą gruzu. Tak, nie był zbyt dobrym łowcą pustynnych robali, lecz stertę złomu maszerującą raźnie bez problemu powinni odnaleźć.
Uśmiechnął się do niej szeroko, zawierając w nim jednocześnie radość z ponownego spotkania, jak również niecierpliwe wyczekiwanie chwili, gdy wreszcie dopadną ich cel. Kiedy pokazała mu granat schowany w torbie, w jego oczach mogła dostrzec radosny błysk, jakby właśnie dostał pod choinkę wymarzony od dawna prezent.
- Chodźmy więc, obiecałem Cednie, że dostanie nową zabawkę przed obiadem.
Zaśmiał się głośno. Obserwując jego zachowanie można dojść do wniosku, że nie traktuje swojego przeciwnika poważnie. Ale jednak tak nie było. Daniel był na swój sposób bardzo poważny i zdecydowany. Po prostu śmiech był częścią jego osobowości i nawet rychła śmierć nie potrafiłaby go pozbawić tej odrobiny szaleńczego chichotu.
W drodze, wciąż obmyślał plan działania. Najlepiej byłoby polegać na zaskoczeniu, co dałoby im szansę zadania androidowi dużych strat, a potem trzymanie się na dystans. Choć jeszcze nie wiedział jak silny ich cel był, zdawał sobie sprawę z tego, że sto kilogramów stali i kompozytów walczące wręcz, bądź też bronią białą, pogruchocze jego słabe kości z łatwością. Musiał też uważać na Szakal, nawet jeśli była nowa, była teraz jedną z nich, a siostry ani brata nie powinno zostawiać się na pastwę żelaznej bestii.
Jego zwykle rozpogodzone oblicze z lekka zachmurzyło się, jednak po chwili powróciło do swego zwykłego stanu. Dadzą radę. W końcu nie są jakimiś Psami z najgorszej rudery Desperacji, ale Smokami.
Zbliżyli się do ściany drzew. Przepastna puszcza rozpościerająca się przed nimi sprawiała wrażenie, jakby nie posiadała drugiego końca. Można byłoby się w niej błąkać latami na obszarze jednego hektara i umrzeć z głodu. Dlatego był to idealny teren do walki z żywymi istotami.
Android nie mógł jednak wiedzieć, że jest ścigany. Dlaczego więc szedł w tym kierunku? Tam nie było nic… Cholera. Sirion warknął. Jeśli nie złapią zbiega szybko, zniknie im z zasięgu na zawsze. Już nigdy nie uda im się odnaleźć kupy żelaza pośród nieskończonej zieleni, a na domiar złego, on wciąż tam będzie i da radę wrócić w momencie, kiedy najmniej się tego będą spodziewali.
Nie pozwoli mu na ucieczkę.
Póki co, uśmiechnął się szeroko do swej towarzyszki, wyjmując nóż.
- Nie chciałbym się tutaj zgubić, szukając naszego androida. Będę zostawiał ślady na drzewach, bo wszystkie wyglądają tak samo.
Podszedł do drzewa, z zamiarem wykonania nacięcia, po czym zaczął się śmiać. Nie mógł tego powstrzymać. Na wpół obłąkany chichot wydobył się z jego gardła. Bez słów, wciąż zanosząc się śmiechem, wskazał towarzyszce korę rośliny, przy której się zatrzymał.
To drzewo zostało już wcześniej przez kogoś oznakowane.
- Zbliżamy się… - opanował już śmiech, a w jego głosie nie dało się usłyszeć niczego, poza narastającą niecierpliwością. – przygotuj broń. Te ślady są dość świeże…
Uwielbiał polowanie. Dzięki temu czuł się żywy. Dzięki temu jeszcze nie popadł w szaleństwo.
Uaktywnił kamuflaż i stopił się z tłem.

Jeśli w poście Szakal dotrą do Lentarosa, rzuci mu pod nogi jeden ze swoich granatów i wespnie się na drzewo, obserwując androida i badając jego słabe punkty.

Kamuflaż aktywny





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Gość on Sob Sty 03, 2015 7:04 pm
Wyczuwała od swojego towarzysza niezmiernie ogromny optymizm. Spojrzała na niego, jej umysł stał się jednym, wielkim odbiornikiem. Szybko otrząsnęła się i wróciła do świata żywych, odłączając na chwilę swoją telepatyczną połówkę. Postawiła uszy na sztorc, delikatnie strosząc sierść. - Cedna? - zapytała, przechylając łeb niczym ciekawski szczeniak. Domyśliła się szybko, że to jedna z drug-on'ów. Potrząsnęła pyskiem na znak, że nie wnosi sprzeciwu. Musi zdać się na niego, chociaż nie znosi tego uczucia, że ktoś, nawet w małym stopniu, stara się nad nią panować. Musiała teraz zrobić wyjątek. Miała nadzieję, że nie potraktuje jej jak nowego, głupiego gada w ich organizacji, a jako pełnoprawnego Bazyliszka, na których deficyt w tej organizacji cierpią - w głębi serca liczyła na pozytywne przyjęcie jej do rodziny najemników. Miała zamiar udowodnić im swoją wartość i to, że drugiego takiego szpiega nie znajdą NIGDZIE. Z początku zastanawiała się nad powiększeniem gangu DOGS, ale stwierdziła, że nie będzie pasować do kundli desperacji, a swój talent do cichego poruszania się, czytania innym w myślach czy dobrej dedukcji i pamięci musi w jakiś sposób wykorzystać. Pewnego pięknego dnia obudziła się z myślą: Dlaczego więc nie zostać najemnikiem?
Czas dłużył się niemiłosiernie. Wyczuwała lekkie zdenerwowanie Siriona, które próbował ukryć gromkim śmiechem. Jej także wydawała się dziwna ta sytuacja, a potem na myśl przyszedł ten straszny scenariusz, że android im ucieknie, a oni sami spieprzą misję. Świetnie, o ile Sirion jest przywódcą i posiada wielki autorytet wśród smoków, tak ona jest nowa i właśnie walczy o dobre pierwsze wrażenie i opinię. - Dobry pomysł. - powiedziała, obserwując jego oznaczanie drzewa dość tępym sztyletem. Z natury nie była zbyt rozmowna, ale nie o rozmowę w misjach chodziło. Kiwnęła głową, łapiąc odruchowo za torbę. - poczekaj - powiedziała szybko, podchodząc do niego i łapiąc go za rękę. Chwilę potem sama wtopiła się w tło, stając się ledwo widoczną. Ruszyła w stronę Siriona, starając się go nie zgubić.
---
Po chwili do jej uszu dobiegł stalowy dźwięk. Chwyciła Siriona za koszulę, kilka razy ciągnąc w swoją stronę. - Ej, słyszałeś? - cholera, Kaji! Masz lepszy słuch, wzrok i woń od niego. - On jest blisko. - dodała, gryząc się w dolną wargę. Ruszyła dalej, nie oddalając się jednak od Siriona. Jest! - wrzasnęła mu w myślach, celowo nie chcąc płoszyć ich ofiarę. - Wybacz... - dodała natychmiast, uśmiechając się z zakłopotaniem. Telepatia się przydaje, nie ma co. Szakal schowała się bezszelestnie w okolicznych, gęstych krzakach, obserwując androida z ukrycia.

Pobranie mocy - kamuflaż. 1/3





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Lentaros on Sob Sty 03, 2015 8:12 pm
Here we go!
Przez kilka chwil spaceru miał spokój, choć jego receptory dźwiękowe wykryły dźwięki nie należące do tego miejsca... Nawet jak na obiektywnie patrzącą maszynę jednak - ten las sprawiał iż dźwięki bywały wyraźnie zakrzywione i ciężkie do określenia, więc równie dobrze to co posłyszał, mogło nie być dźwiękiem jakiejkolwiek istoty, a wyjącego wiatru.
...
Ale od kiedy wyjący wiatr ma taką składnie? Nie, może jednak tego nie słyszał. Nie, z pewnością nie słyszał...
Prove him wrong! Yup, zdecydowanie dali mu dowód na to, jak błędnie przeanalizował dane, jakie jeszcze chwilę temu otrzymał. Nie były to ogromne dane, i były wprost zerową pomocą, ale byłby choć trochę bardziej świadomy tego...
Że już ktoś jest na jego tropie. Nawet pomimo bycia dość uważny, na tąpnięcie tuż obok jego stóp zareagował z nieodpowiednim opóźnieniem. Owszem - odskoczył, lecz nie zdążył oddalić się daleko od miejsca eksplozji, której siła pchnęła go w tył, szargając jego strojem i szarpiąc jego syntetyczną skórę. Wylądował kawałek dalej, lecz eksplozja zmusiła jego ciało do skorzenia się, a także straty równowagi, przez co na krótką chwilę upadł na kolano. Nie było to nic co by okazało się nader groźne dla maszyny, acz coś co mogło by się skończyć morderczo dla człowieka.
Stan: zniszczenia syntetycznej skóry, odłamki rozsiane po ciele, lecz nie powbijane w utrudniający działanie sposób. Ogólna ocena - dobry...
A skoro teraz wie że jest już atakowany, bo raczej granaty ni z gruchy ni z pietruchy nie lądują sobie pod innymi nogami... Podniósł się po sekundzie czy dwóch analizy swojego stanu i rozejrzał wokół, wpierw próbując doszukać swojego wroga. Nie spodziewał się co prawda go znaleźć - skoro używają na start granatu, wiedzą o tym że zwykła kulka w głowę by się conajwyżej odbiła od egzoczaszki. Stąd też, mając świadomość że jego wrogowie wiedzą o jego rasie spodziewał się, że ich nie znajdzie za pomocą samego wzroku. Musi ich wywabić z ukrycia...
A jak najlepiej to zrobić, jak nie zniknąć z widoku?
Po kolejnej sekundzie czy dwóch stania w zawieszeniu, gdzie android generował plan działania, jego dłoń pomknęła dość szybko pod płaszcz. Sam materiał zasłaniał co android czyni, i pozwolił mu bez możliwości ukazania co robi - wyjąć zawleczkę granatu oślepiającego kciukiem, wyciągając go zza pasa tuż przed tym. Granat ułamek sekundy potem wyleciał spod jego płaszcza nieco do góry, a android, z zamkniętymi powiekami uderzył w niego pięścią, uśmiechając się subtelnie.
- Złapcie mnie. - Rzucił tuż przed ciosem, imitując uderzenie granatu o ziemię, by zapalnik zbliżeniowy odpalił niemal natychmiastowo po tym, jak granat się pojawił. Eksplozja światła i rażącego dźwięku powinna wystarczyć, by obserwujący go osobnicy - jeśli nie odgadli jego zamysłów - stracili na kilka sekund zarówno narządy wzrokowe jak i słuchowe, pozwalając mu "zniknąć" z widoku. Zdarcia skóry na dłoniach nie były w tej chwili ważne - liczy się skutek, nie zasoby. Poza tym - zawsze może schować dłoń w rękawiczkę, prawda?
Nie uciekł daleko, nie chciał im pozwolić na to, by mogli go odnaleźć po dźwiękach. Miast tego, skorzystał z dość miło ułożonego drzewa o sporych korzeniach. Pień był nachylony, prawdopodobnie przez możliwe uderzenie błyskawicy, co wraz z bliskością innych drzew sprawiło, że android mógł się skryć w ciemnym punkcie, a zarazem dość trudnym do zostania oflankowanym czy otoczonym miejscu. Jeśli tu zostanie zaatakowany - będzie znał kierunek - przód. Jeśli zaś zostanie ominięty - zyska na czasie by przygotować strategię obronną, lub chociaż uda mu się wywabić ich w rzadsze rejony lasu, gdyż te dawały nie bywałą przewagę osobnikom kryjącym się lub unikającym kontaktu. Skulił się, by jeszcze mnie być rozpoznawalnym, obniżając energię wykorzystywaną na różne, imitujące ludzkie zachowania cechy, jak oddychanie, które mogło ich tu zwabić. Możliwe jednak że jako sprytne osoby przyjdą tu same...
Ale bez latarki lub naprawdę dobrego wzroku będą musieli rzucać w ciemno lub strzelać w ciemno, przy okazji się zdradzając. Są na to gotowi?

Zero mocy aktywowanych, he. Jeden granacik oślepiający za to poszedł.




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Gość on Nie Sty 11, 2015 6:51 pm
Tak. Dorwali go. Jedno błędne odczytanie danych może być niszczycielskie w swych skutkach dla ofiary. Albo dla myśliwego. Sirion wiedział, że w tej chwili ich arsenał nie jest najskuteczniejszą bronią przeciwko zabójczej maszynie, należało więc wykorzystać go w najlepszy dostępny sposób. Nacisnąć go, dopóki nie zacznie pękać. Wtedy uderzyć jeszcze raz. Podążając za tym planem, postanowił nie dać mu chwili wytchnienia, tak by ani przez moment nie czuł się bezpieczny. Niech wydaje mu się, że atakujących jest wielu, niech oprogramowanie go zwodzi. Gdy już nie będzie pewny, skąd nadejdzie kolejny cios, Sirion dopadnie go znienacka i zada decydujący cios. Paralizator powinien uszkodzić systemy androida, wystawiając go na łatwe zniszczenie.
Dlatego w momencie, gdy znajdował się już wysoko na drzewie, rzucił w kierunku ofiary kolejny granat, tym razem chcąc spowodować jego eksplozję w powietrzu, obok głowy celu. Jak? Zasypując go gradem ołowiu wypluwanego przez broń maszynową. Wiedział, że to może zdradzić jego pozycję, ale tej walki nie sposób było wygrać, zwyczajnie siedząc na drzewie i czekając, aż ofiara się zmęczy. W tym przypadku zmęczenie działało na ich wielką niekorzyść, bo tylko oni byli śmiertelnymi ciałami w tej walce.
Eksplozja musiała uszkodzić androida, co do tego nie miał wątpliwości. Problem pojawił się z określeniem zasięgu, gdy jego oczy zostały porażone nagłym rozbłyskiem światła. Zacisnął powieki z całych sił, ale wciąż widział latające czerwone plamki. Cholerne powidoki. Ale słyszał bieg. Nie uciekł daleko, ale zamarł w bezruchu, zanim wymordowany odzyskał wzrok.
Gdzie on może być? Ten cholerny blaszak…
Zszedł powoli z drzewa rozglądając się na wszystkie strony, próbując zlokalizować cel. Przybliżył się do miejsca, gdzie ostatni raz widział androida i przyjrzał się śladom. Nie był ekspertem, może je źle odczytać, ale stukilogramowa maszyna powinna zostawić ślady wyraźne jak na śniegu. Przykucnął. Był zły.
- Szakal, widziałaś, gdzie uciekł? Albo chociaż potrafisz go wywęszyć? Nie możemy go zgubić.
Nie chciał, by jego głos brzmiał napastliwie. To przecież nie jej wina. Tylko jego. Nie zauważył, że ten drań miał granat oślepiający, który eksplodował niemal równocześnie z Sirionowym. Tak więc, musieli się sprężyć i go złapać. Nie będą przecież palili całego lasu dla jednego androida, choć taki właśnie plan przeszedł mu przez myśl. Największą jego wadą było to, że nikt nie wie, jak wielka jest ta puszcza. Palenie jej może potrwać lata. A oni tyle czasu nie mają.
Skoro jednak miał teraz wolną chwilę, przeładował broń. Przezorny zawsze ubezpieczony, a on zdecydowanie wolał być uzbrojony na wypadek fortelu blaszaka.

/kolejny granat poszedł





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Gość on Sob Sty 24, 2015 11:38 pm
Miałem wam tu interweniować już dawno ale po cichu liczyłem, że Szakal dokończy kolejkę ;_;

Można było powiedzieć, że najemnikom udało się nie tylko wytropić cel, ale i związać go krótką walką. Nie była to wielka potyczka, lecz wymuszenie na androidzie znalezienie osłoniętej pozycji i powtórne przeanalizowanie zebranych odczytów, można było interpretować jako sukces.

Sirionowi gdy jeszcze znajdował się na drzewie, mogło wydawać się, że pomiędzy poskręcanymi koronami zbutwiałych drzew, przebija się jasne, białe światło. Jego mózg zignorował ten fakt, interpretując go jako efekt niedawnego oślepienia. Kolejny granat wymierzony w syntetyka, ten za którym pomiędzy drzewa poleciała seria pocisków, nieznacznie chybił celu.  Eksplodował zgodnie z oczekiwaniami, w powietrzu, jednak Lentaros zdołał ujść na czas z  zasięgu rażenia. Wybuch pokiereszował znacznie pobliskie drzewa, obierając je z kory i rozrzucając ją po najbliższej okolicy.
Poszkodowany został również konar, obrany przez androida za kryjówkę. Fala uderzeniowa wyrwała z objęć zbutwiałego drewna twardy sęk tkwiący tam od lat i cisnęła nim tuż ponad głową blaszaka, muskając czubek jego głowy i pozostawiając na jego skórze niewielki ślad w postaci długiej wąskiej rany. Kawał drewna uwalniając się z objęć martwego, drzewnego rodziciela poprzez rozpłatanie jego wyschłej już dawno kory, oprószył humanoida skrywającego się między korzeniami, chmurą cuchnącego pyłu, odłamków kory i żerujących w śród nich termitów.  
Zamieszanie spowodowane wybuchem ucichło, lecz w lesie nie zapanowała ponownie całkowita pochłaniająca każdy dźwięk cisza, o nie.
Z różnych kierunków zaczęło dobiegać ciche warczenie, rytmiczne, nie pasujące do tego miejsca postukiwanie mechanicznych silników, stające się z sekundy na sekundę głośniejsze, do tego stopnia, że nie mogło być efektem uszkodzenia słuchu poprzez zbytnią bliskość od epicentrum wybuchu.
Nim jednak niepokojące dźwięki stały się zbyt natarczywe by móc je ignorować, wymordowany zdołał w miarę dokładnie obejrzeć ślady pozostawione przez maszynę w grząskiej, pełnej robactwa ściółce.
Wyraźnie widać było miejsce, w którym skulił się w czasie detonacji pierwszego granatu, oraz głębokie ślady powstałe po biegu w kierunku jego teraźniejszego schronienia.
Kontemplacja tropów nie mogła jednak trwać dłużej, pomrukiwania pracujących pełną parą silników spalinowych stawały się nie do zniesienia. Dodatkowo w oddali z pomiędzy drzew prześwitywać zaczął szereg migających halogenowych reflektorów, oblewały wszystko białym światłem by później zniknąć na chwilę i pozostawić po sobie ciemność. Coś się zbliżało, a ktoś z bardziej wyczulonym powonieniem, mógłby wyczuć, że to coś nie brało kąpieli od bardzo dawna.




//Lentaros: Niegroźnie skaleczenie głowy. Pokryty zbutwiałymi trocinami i larwami termitów.

//Sirion: Twój wrażliwy wzrok został nadwyrężony, przez dwie kolejne kolejki widzisz nieznacznie gorzej, ale ma to wpływ na celność Twoich ewentualnych strzałów.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Gość on Wto Sty 27, 2015 4:51 pm
Błysk idealnie białych, perłowych kłów. Wściekły jazgot, niczym zdziczały kundel. Była zbyt blisko siły wybuchu granatu, która niosła za sobą skutki - na kilka sekund oślepła, wracając stopniowo do całkowitej widoczności dopiero po kilkunastu sekundach. Te chwile wydawały się być dla niej wieczne - w dodatku ogłuchła zaraz po tym, padając na ziemię i zasłaniając łapami uszy, starając się chronić jeden z najwrażliwszych zmysłów, jakie posiadała. Słyszała jedynie uparty, nieprzerwany pisk, podobny do dźwięku, jaki wydaje włączony telewizor nie łapiący sygnału. Chwilę potem następny granat został aktywowany, tym razem w kierunku androida, a więc Kaji nie była na niego już tak podatna, nie umknął jej jednak blask i dość silna fala, która momentalnie uderzyła ją w bok, nie powodując na szczęście chybnego, bolesnego upadku na glebę.  - Jasne. Tylko jak wywęszyć androida? Maszynę, która raczej zapachu nie posiada? - spytała, wstając powoli, odrywając przydatne wcześniej do przyszpilenia do ziemi pazury i przesuwając się bliżej do konarów drzew, na wypadek kolejnej eksplozji - Z chęcią to zrobię, tylko określ mi, jaki on może mieć zapach. Em... mam trochę inaczej skonstruowane powonienie. - Nie było jej jednak dane uspokoić się i przeczekać trudne chwile, gdy zmysły powoli wracały do normy. Długi, nieprzerwany pisk przybrał formę nienaturalnego odgłosu - przypominający warkot silnika. Szybko zauważyła te podejrzane, znikające co chwili światła gdzieś w głębi lasu, pomiędzy drzewami, w dodatku ten OKROPNY, odpychający zapach, który Szakal wyczuła już trochę wcześniej od dwójki. Skrzywiła się. Zbliżało się coś złego, coś, co może skutecznie przeszkodzić realizacji misji. - Wiedziałam, że ta misja nie przebiegnie ekspresowo. - powiedziała, wymownie spoglądając na Siriona, wskakując na pobliskie, niskie drzewo, poruszając się po nim z niebywałą zwinnością i gipkością, którą żadnemu psopodobnemu nie można byłoby dać - To jakieś stworzenie zamieszkujące te lasy? - te dziwne dźwięki i światła coraz bardziej ją niepokoiły. Może to jakieś maszyny, a może drapieżniki nieznanego gatunku, głodne i nie jedzące tego dnia obiadu?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Lentaros on Sro Sty 28, 2015 12:39 am
Z pewnością była to forma sukcesu. Walka krótko-dystansowa była czymś, w czym wyspecjalizowano maszynę, więc próby związania jakiejkolwiek konfrontacji z kimś używającym kamuflażu i uciekającego się do ataków z dystansu wymagała dokładniejszej analizy odczytów i przemodelowania strategii.
Udało mu się umknąć jakiś kawałek od nich, lecz odczuł, skryty w cieniu, iż uszkodzenia lasu trochę odbiły się w kwestii ataku na jego osobie. Czyżby nawet okolica była przeciw niemu? Na szczęście jednak, los postanowił być łaskawy i ciężki konar, który zapewne mógłby go przygnieść na kilka chwil jedynie otarł się o jego głowę, wywołując niegroźną w żaden sposób ranę. To ułatwiało...
Choć zostanie obsypanym przez pył, korę i termicie larwy nie był niczym przyjemnym, postanowił nie wykonywać żadnych ruchów i skupić się na działaniach wokół niego, oraz analizowaniu własnych możliwości względem jego... Może też podsłuchaniu?
Bo faktycznie jego "prześladowcy" nagle okazali się być nader niezbyt cisi, co wcześniej skutecznie pozwoliło im go zaskoczyć. Teraz jednak słyszał ich dokładnie, może przez fakt że nie oddalił się tak daleko. Jeden z nich wydał się być poirytowany faktem zgubienia tropu maszyny, druga osoba zaś wydawała się być kimś w rodzaju psa tropiącego, robiąc za główny "nos" w celu wyszukania androida. Niestety jednak, w tej chwili pobierając zapach tego co na nim leżało - czyli lasu, w praktyce wyeliminowany został węch jako narzędzie tropiące.
Nie nimi jednak się przejmował. Znał już niektóre z ich możliwości - niechęć do walki wręcz musiała ukazywać, iż fizycznie są słabsi od maszyny, a celność strzałów i rzutów oznaczała niemniej niewięcej iż jeden z nich (lub oboje, gdyż usłyszał dwa głosy) są celnymi strzelcami. Co więcej - prawdopodobnie wykryją go w chwili przemieszczania się, choćby poprzez słuch. Przez fakt iż nie mógł określić dokładnego miejsca z którego oddawali strzały musiał założyć, iż posiadają zdolności kamuflujące. Wiedział jednak że większość kamuflaży nadnaturalnych wymagają poboru energii, tudzież sił z ich ciał, więc nie mogą być utrzymywane wiecznie. Mógł czekać aż ich ujrzy i zaatakować...
Ale jak było wspomniane - nie oni byli teraz zagrożeniem, lecz nieznane. Maszyna zmieniła priorytety analityczne. W tej chwili zabawa w kotka i myszkę z, prawdopodobnie najemnikami okazywała się być trudna, jeśli do walki włączy się trzecia strona, z nieznanymi możliwościami. Jedyne co zdołał określić to fakt ostro migających świateł i warkot silników. Spalinowe, co oznaczało że lasy... Lub miejsce za nimi było zamieszkane przez istoty teoretycznie humanoidalne - praktycznie jednak umiejące chociażby posługiwać się technologią napędową. A jeśli potrafili posługiwać, prawdopodobnie w ich zakresie znajdowała się też walka...
Zaś nieznośny odor niemytych istot zbliżał się nieubłaganie. Do cholery, gorzej cuchnąc się nie dało? To tak jakby właśnie ktoś wyszedł z bunkra zrobionego z ludzkich zwłok, które w dodatku w wyniku śmierci nie powstrzymały procesów wydalniczych, a przy okazji jeszcze... Nie, mógłby wymieniać dalsze skojarzenia, lecz nie chciał tego. Fakt był jeden.
Nieznane jest większym zagrożeniem. A wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.
Uznając więc iż może odwlec tą zabawę z najemnikami na później, a zauważając że i tak chce zostać przez nich złapany, choć wizja rozczłonkowania mu średnio się widzi...
Wyszedł z kryjówki. Zwyczajnie z niej wyszedł, wydobył swoją katanę wraz z pochwą zza pasa i oparł o bark, wracając niemal po swoich śladach do miejsca, z którego przyszedł. Na podstawie głosów mógł określić, gdzie jeszcze chwilę temu dwójka się znajdowała... I tam ruszył. Do miejsca, z którego uciekł. I choć nie dostrzegał ich, będąc w pobliżu tego miejsca zaczął mówić.
- Wiem że tu jesteście. Drug-On jak mniemam, w celu złowienia mnie wedle zasad kontraktu jaki został wyznaczony za moją głowę? Jeśli tak - nie oddawajcie ognia w moją stronę. Poznałem już waszą taktykę i możliwości, choć z pewnością nie wszystkie. Szansa iż uda wam się mnie pokonać do stopnia w którym nie będę się mógł bronić wynosi 25%, statystycznie. Nie chcę jednak zostać dekapitowanym przez nieostrożnie rzucane ładunki wybuchowe, więc proponuje wam układ - zbliża się coś, czego priorytet zagrożenia nie jestem w stanie określić, lecz wiem że z pewnością jest niebezpieczne. Czy bardziej od was - nie określę. Mój układ to wspólna obrona przed tym nieznanym napastnikiem. W zamian za to oddam się waszej woli, lecz zauważam iż moje bronie białe zachowuje. Resztę możecie mi zabrać. Czy zgadzacie się? - Szedł na tyle powoli że nim skończył mówić, staną w miejscu z którego niedawno odbiegł. Gdyby nie fakt zatrzymania się, mógłby nawet zdeptać zamaskowanego Siriona, o ile ten się nie odsunął na bok.
Dlaczego tak zadziałał? Czysta matematyka i analiza. Znacznie mniej straci na tym układzie niż na partyzanckiej walce na dwa fronty...
No i tak czy tak chciał pójść z nimi. Więc w czym problem?

Nie spodziewaliście się, co? :3




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: Granica.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 12 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry