Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by VIRUS on 31.01.19 23:10
The member 'Yū ✿' has done the following action : Dices roll


'Kostka' : 40
VIRUS





VIRUS

Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on 01.02.19 0:33
 Zimne powietrze wkradało się do wnętrza przez niewielkie prześwity zabitego deskami okna, przy którym aktualnie znajdował się Lazarus. Gęsia skórka zawitała na jego przedramionach sprawiając, że wizja ponownego zaśnięcia nie wydawała się już na tyle kusząca. Przynajmniej nie w tej chwili. Powoli i bez pośpiechu delektował się papierosem. Odkąd pozostawał na Desperacji miał do nich coraz mniejszy dostęp, więc każdy zdawał się smakować o wiele lepiej niż zazwyczaj.
 - Doskonale. Więc reszta tej lury jest oficjalnie moja - stwierdził z zadowoleniem, gdy do głosu doszedł jego wewnętrzny pasożyt.
 Nie żeby pozostałego w termosie alkoholu było jakoś wybitnie dużo. Zdecydowanie za mało jak na potrzeby ruska, chociaż zawsze lepsze to niż nic. On przynajmniej nie miał zamiaru upić się w tak mało sprzyjających warunkach. Czuł, że jej wczorajszy wybryk będzie kiedyś doskonały do wypominania jej każdego dnia. Może powinien zacząć być idealny od dziś skoro dziewczyna nie była w stanie podnieść na niego głosu? Miła odmiana, którą Boris skwitował uśmiechem szczerego rozbawienia.
 - No tak, każdy normalny człowiek cieszyłby się, gdyby mógł się zwyczajnie wyspać, ale nie Angie... bo Angie się stęskniła do tego stopnia, że wolałaby spać na największej chujni byle ze swoim kundlem - parsknął śmiechem i już wyglądało na to, że jego paskudny charakterek wrócił na swoje miejsce, gdyby nie dodane już spokojniejszym głosem - Bałem się, że zabiorę ci koc, a nie znalazłem drugiego... Co prawda chciałem iść poszukać innego, ale ktoś łaził po korytarzu. Więc sama rozumiesz...
 Rozumiała. Musiała zrozumieć po tych wszystkich tarapatach, w które się tak bezczelnie pakował. Nie wychylił nosa z bezpiecznej kryjówki, bo nie miał żadnej pewności, że nie spotka tam kogoś słabszego, kogo będzie mógł zamęczyć jak spasły kocur mysz. W dodatku dziewczyna była zupełnie wykluczona z tej gry, więc tym bardziej się nie wychylał. W końcu gdyby nieznajomy przetrzepałby mu skórę to nie mógłby z piskiem schować się za Angel, by podburzać ją do bronienia jego wyliniałego grzbietu.
 Wzruszył jedynie ramionami i rozłożył bezradnie ręce w odpowiedzi na jej ostatnie pytanie. Wiedział, że cokolwiek powie, zabrzmi źle, ale nie byłby sobą, gdyby jakimś cudem udało mu się utrzymać gębę zamkniętą na kłódkę.
 - A bo ja wiem? Może przestały ci się podobać? Może wolisz być bez nich?
 Durny uśmiech Borisa, który - o dziwo - bydle starało się jakoś ukryć, zarówno pod nieudolnym przybraniem maski obojętności jak i zajęciem się dokańczania papierosa, mógł śmiało rozwiać wszelkie wątpliwości dziewczyny co do tego jak daleko posunęła się w pozbywaniu się swoich ubrań. A Lazarus nie był osobą, która ot tak potrafi przepuścić nadarzającą się okazję.
 - To co, skoro nie aż tak źle się czujesz to robisz śniadanie martwemu dezerterowi? - rzucił jakby to był aktualnie najważniejszy temat jaki trzeba było omówić, a nie jakiś striptiz w wykonaniu panny de Fanel - Bo pamiętasz chyba co masz powiedzieć jak wrócisz do reszty szczurów?
 Dopalony aż do filtra papieros został wciśnięty w ramę okna, by tam dokonać swojego żywota, a Boris w ramach podpowiedzi przejechał sobie wyimaginowanym nożem po gardle. Biedny jeszcze nie wiedział w jakie piekło się wpakował.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on 01.02.19 2:52
Z wielką chęcią odda mu całą resztę tego paskudztwa co to ją tak urządziło. Skrajne opowiastki Lazarusa powoli rysowały jakiś obraz tego co mogło się stać. Choć pewne informacje wcale jej się nie podobały, chociażby to że się przed nim na sam koniec rozbierała. Cała chwała że Lazarus był w porządku co do niej i się nią ładnie zaopiekował. Wiedziała co prawda już wcześniej że może na niego pod tym względem liczyć. Owszem kłócili się notorycznie, głównie dlatego że Boris uwielbiał wkurwiać Angel, a ta się łatwo dawała akurat jemu wytrącić z równowagi. Jednak wskoczyłaby za nim w ogień krzyżowy byleby draniowi pomóc i czuła gdzieś w środku że nie zrobiły jej krzywdy. - Jest twoje.. bierz i rób z tym co chcesz.. - wymamrotała wzdrygając się na samą myśl o cieczy potępionych, bo jak inaczej nazwać to cholerstwo?!
Tylko czekała kiedy wypełznie z niego ten rasowy skurwiel, kiedy zacznie pluć jadem i dogryzać. I już prawie go zobaczyła. Prawie, bo jego komentarz wcale nie był jakiś wyrachowany, nawet nie był bliski standardom Lazarusa. Uśmiechnęła się do niego delikatnie i skinęła głową lekko na potwierdzenie jego słów. - Zasłaniasz się brakiem drugiego koca? Urocze.. zwłaszcza jak na ciebie Boris.. - skomentowała lekko rozbawiona i po chwili pożałowała tego bo poczuła jak ból głowy się przez chwilę nasilił. Pieprzony kac.
Słysząc wzmiankę o śniadaniu powoli zaczęła się poruszać pod kocem. Dość nieudolnie ubierając się w jego bluzę. Trochę to potrwało zanim odkryła się z koca i poprawiając nieco spodnie które były dziwnie poluzowane. Cholerny guzik się musiał rozpiąć jak się kręciła po wersalce.
Widząc jego gest jedynie przechyliła lekko głowę w bok drepcząc w stronę plecaka obok którego stał. - Pamiętam przecież że jakieś dzikie zwierzęta miały twoje flaki po desperacji rozwlec.. - zaczęła ze spokojem przegrzebując swój do połowy wypatroszony plecak. - Jak i to że czekałeś na mnie.. - to już powiedziała z perfidnym uśmieszkiem wymalowanym na ustach zerkając na niego kątem oka. - To słodkie że tęskniłeś.. - dodała z wyczuwalnym zadowoleniem w głosie. Ewidentnie ich rozczulająca rozmowa głęboko zapadła jej w pamięć. Kto wie, może parę innych rzeczy wróci jak kac minie. - I serio.. co ja mam ci zrobić do jedzenia jak wybebeszyłeś cały plecak.. plus z nas dwoje to ty umiesz przetrwać na Desperackiej kuchni.. więc to ty powinieneś mi coś zrobić.. - dodała po chwili nie zdając sobie nawet sprawy z tego że Boris już wystarczająco dużo jej zrobił. Poczynając od poznaczonej malinkami i miejscami poranionej do krwi szyi, nadgryzionej wardze i kij wie co jeszcze znajdzie na ciele jak będzie chciała się wykąpać.. - Więc.. co robimy teraz? Ty chyba masz kogoś komu musisz pomóc.. a mi kamień spadł z serca że jesteś cały i zdrowy.. - kontynuowała wygrzebując z ukrytej kieszeni jakieś po batoniku i dała jednego Borisowi. Sama usiadła obok niego otwierając swojego - Chyba będziesz musiał mi zdradzić swoją miejscówkę żebym wiedziała gdzie cię szukać.. coś tam mówiłeś żebym ci jakiś rzeczy z miasta przynios.... - urwała patrząc nagle na Lazarusa. - Tak mówiłeś, prawda? Miałam ci coś z miasta przynieść! Pamiętam.. ! - wskazała na niego palec i się zawiesiła na kilka sekund jakby nie będąc pewną. - Tak mi się wydaje.. że tak mi mówiłeś.. na schodach.. i... iii.. - widać jakieś ochłapy wspomnień zaczęły wracać ale ewidentnie była jeszcze w czarnej dupie żeby to wszystko ułożyć w całość.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on 01.02.19 19:01
 Boris pokiwał łbem zadowolony, że dziewczyna pamięta. Miał tylko nadzieję, że będzie dość przekonywująca dla innych łowców i jej uwierzą. Musiał chronić swoją skórę, nawet za cenę sfingowania swojej śmierci w tak marnych okolicznościach. Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że bardziej wiarygodnym końcem byłoby odstrzelenie sobie łba, ale szybko odpędził od siebie ten pomysł. Owszem, byłoby ale wyłącznie dla niego. Raczej współbracia nie wiedzieli o jego samobójczych zapędach.
 - W porządku... więc oficjalnie moja maska jest twoja - podkreślił, jakby wcześniejsze zabranie jej przez Angel nie było wcale takie oczywiste.
 Za bardzo cenił sobie swoją własność, by pozwalać jej bez wyraźnego pozwolenia wyślizgnąć się z jego łap. To samo dotyczyło zresztą również dziewczyny, czy tego chciała czy nie. Mogła się bronić i mogła zaprzeczać ile tylko była w stanie. To wszystko i tak na nic. Kundel miał na nią swoje sposoby.
 - Zawsze na ciebie czekałem - westchnął ciężko, zupełnie na przekór temu jej żmijowatemu uśmieszkowi - I chyba jestem na tyle durny, że zawsze będę czekał.
 Azarow widząc, że dziewczyna bierze się do przeszukiwania plecaka, natychmiast przysiadł obok przenosząc wyczekujące spojrzenie z jej bagażu na jej twarz zupełnie jakby nie rozumiejąc, że z niczego nie jest w stanie wyczarować mu śniadania. Łowca przełknął głośno napływającą do ust ślinę.
 Batonik zupełnie nie przypadł mu do gustu.
 - Żywisz się samymi słodyczami jak jakiś dzieciak.
 Mimo swojego wybrzydzania podarowanego mu słodycza nie miał zamiaru oddać. Da go młodej jeżeli będzie miała jakiekolwiek obiekcje co do jego nocnej nieobecności, a raczej dwóch, bo i kolejną noc miał zamiar spędzić poza własną kryjówką. W końcu nieubłaganie zbliżał się czas przejazdu wojskowego konwoju przez pustkowia, a kto jak kto, ale Boris nie miał zamiaru przegapić takiej okazji.
 - Krzywdę mogę ci zrobić - odwarknął na jej propozycję, choć tym razem nie pojawiła się żadna groźba ponownego pogryzienia z jego strony, a wyjaśnienia znowu przyszły szybciej niż mogłaby się ucieszyć z powrotu jego dawnego zachowania - Coś pojebanego dzieje się ze zwierzętami na pustyni... z ludźmi też. Nie można ich jeść. Mięso jest zatrute. Nie zaryzykowałbym żeby ci coś upolować.
 Dezercja, życie na całkowitych pustkowiach, widmo skażonego jedzenia, a ten oszust nadal trzymał się nieźle. Może nawet lepiej niż gdy żył w miejskich murach.
 - Ale! Za mniej niż dwadzieścia cztery godziny zostanę najbogatszym łowcą na caaaaałej Desperacji - pochwalił się swoimi planami, mrużąc dumnie ślepia, jakby oczekiwał pochwały - Dostaliśmy cynk na tak pewny interes, że wkrótce wszyscy wymordowani będą pełzać dookoła mnie jak marne robactwo, którym zresztą są i błagać o litość i ochłapy żarcia. Będę miał miejskiego jedzonka na całe miesiące, pospłacam długi, w końcu będę mógł wejść normalnie do kasyna...
 Nie wróżyło to nic dobrego. Bydle znowu wpakowało się w jakieś szemrane akcje i jeszcze zdawało się być z tego piekielnie dumne. Dziewczyna miała to szczęście, że nie zdążyła nasłuchać się o innych jego wybrykach. O beztroskim łamaniu sojuszu, o współpracowaniu z wojskowymi, o Szczurorybie. Może choć połowę z tych pomysłów zdołałaby wybić mu z głowy. Ale skoro pytała o jego kryjówkę to może zdąży zrobić to kolejnym razem.
 - Na zachód stąd, jakieś osiem kilometrów, są ruiny... Przy takiej wielkiej kamiennej żabie. Widać ją z dachu - stwierdził, coś zbyt łatwo wyjawiając swoją kryjówkę - Więc zgodnie ze szczurzą tradycją podziemia należą do mnie.
 Pokiwał ochoczo łbem, gdy zaczęła sobie przypominać wydarzenia ostatniego wieczora, mając nadzieję, że jedyne co przyjdzie jej na myśl to jego zamówienie. Jego obiecane papierosy, ubrania i cholerna latarka z zapasem baterii.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on 12.02.19 3:54
Słysząc że oddaje jej swoją ukochaną wilczą maskę, aż się uśmiechnęła zadowolona. I tak wolała go bez tego cholerstwa na mordzie. - Skoro jest moja to będzie trzeba ją nieco ochlapać krwią.. wiesz dla wiarygodności, jest zbyt czysta i zadbana. może twój pies mógłby ją trochę podrapać pazurami.. - zaproponowała. Cieszyło ją też to co powiedział, nie spierał się z nią nawet. Nie wymigiwał się i nie marudził że coś źle zrozumiała z ich rozmowy. - Cieszę się.. że mi ufasz tak samo jak ja tobie Boris.. mogłabym się tylko w jednym przypadku nie pojawić.. jak bym była martwa.. a oboje wiemy że ciężej mnie zajebać niż karalucha.. - zaśmiała się dość optymistycznie podchodząc do kwestii swojej śmierci. Szybko jednak pożałowała tego bo aż ją mocniej zabolało w skroniach od śmiechu. - Atatatata.. jak już wiem jak to jest nabawić się kaca.. to nie jestem już w stanie zrozumieć tego czemu ludzie wciąż piją to paskudztwo skoro mają takie powikłania następnego dnia.. - wymamrotała mrużąc nieco ślepia.
Otwierając batona przy nim, tyle że nie był pokryty czekoladą. Przypominał to zdrowe cholerstwo co sportowcy wpierdalali między treningami żeby zabić pierwszy głód. Były w nim jakieś orzechy, kawałki suszonych owoców. - Nie musisz mi wytykać jeszcze bardziej tego że nie umiem gotować.. a doskonale wiesz że jak coś zrobię to prędzej wyciągniesz nogi niż zabijesz głód.. - przyznała bez bicia z istnym bólem serca. Po pijaku nawet kiedyś jej zarzucił że nigdy męża nie znajdzie i umrze w samotności ze swoją pordzewiałą kataną w rękach. W sumie nie był tak daleki od prawdy wtedy i póki co, nadal było w tym sporo racji. - Może jak wrócę do miasta to znajdę jakiegoś frajera co będzie miał wystarczająco cierpliwości żeby mnie jakiś podstaw nauczyć.. - dodała po chwili pałaszując przekąskę.
Uniosła brew słysząc pogróżkę z jego ust. Prawie się zadławiła tym co miała w buzi, bardziej z rozbawienia niż ze strachu. - Ty mi krzywdę.. błagam cię.. zostaw te swoje fantazje na tryb nocny.. - skomentowała jedynie dając mu jasno do zrozumienia że w to nie wierzy. - Nigdy nawet na mnie ręki nie podniosłeś.. co prawda próbowałeś mnie zastrzelić jak się poznaliśmy.. ale pamiętasz jak to się skończyło.. - przypomniała mu jak go wtedy skatowała. Rannego prawie wpędziła do grobu, prawie bo jednak się opamiętała w ostatniej chwili. Ale kiedy to miało miejsce?! Często się kłócili i często nim sponiewierała jak szmacianą lalką a on nawet się nie bronił. Miała nawet przebłyski i domyślała się że Boris jest masochistą.
Trochę ją zaskoczył tą informacją. "Zwierzęta i ludzie chorują..?" zmrużyła nieco ślepia słysząc tą informację od niego. - Kochany jesteś że nie chcesz mnie narażać.. - skomentowała z lekkim uśmiechem na ustach. I powiedziała to szczerze prosto z serca. Rozsiadła się nieco wygodnie przecierając pyszczek dłonią. Słuchała tego jak się chwalił najnowszym planem na zarobek. - Mam w takim razie nadzieje że wszystko pójdzie po twojej myśli.. po spłacie długów przynajmniej będziesz bezpieczniejszy.. ale to kasyno to se odpuść.. Oboje wiemy że jedynie skończysz z większymi długami niż masz teraz.. nie masz ty szczęścia w kartach chyba.. - wyjaśniła. Oczywiście że musiała mu to odradzać, był od niej starszy i jak zdecydowanie głupszy pod wieloma względami. - Skup się na swoich priorytetach.. zajmij się tą osobą co mi mówiłeś.. jak będziesz potrzebował pomocy to dam ci namiary na takiego dzieciaka z Desperacji. On mi da znać jakby coś się działo i będzie trzymał gębę na kłódkę w sprawie twojego statusu.. wiesz.. żywy/martwy.. - wyjaśniła ze spokojem w głosie. Będzie musiała skombinować o wiele więcej komiksów i słodyczy żeby sama nie popaść w długi. - Zgodnie ze szczurzą tradycją? - powtórzyła i przyłożyła dłoń do jego czoła sprawdzając temperaturę łowcy. - Ty chyba masz gorączkę.. może się połóż i trochę odpocznij wyglądasz jakbyś całą noc nie spał.. sorry że byłam takim kłopotem po pijaku.. - dodała po chwili spuszczając głowę lekko zażenowana.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on 12.02.19 18:02
 Czy ta dziewczyna nie miała żadnych świętości? Na samą myśl o tym, że miałby jakkolwiek przyczynić się do uszkodzenia maski, poczuł dziwny ucisk w żołądku. To nie przypadek sprawiał, że maska była czysta i zadbana, przynajmniej jak na warunki panujące na Desperacji. Pomysł zachęcania własnego psa do zaatakowania czegokolwiek wyglądającego jak morda właściciela brzmiał jeszcze absurdalniej, ale ten chyba trzeba było łowczyni wybaczyć. W końcu co ona wiedziała o psiątkach, skoro jej jedynym towarzystwem było to zapchlone, pasiaste bydle.
 - Jest twoja, ale jest do zwrotu, więc nie rozpędzaj się tak bardzo ze swoimi kreatywnymi pomysłami.
 Naprawdę musiał się powstrzymywać, by nie zacząć jej wszystkiego tłumaczyć jak małemu dziecku. Jednak pradawne alkoholowe bóstwa postanowiły ukarać Angie znacznie lepiej niż mógłby to zrobić Boris, zsyłając na nią kolejną dawkę kacowych dolegliwości. Lazarus powitał to radosnym wyszczerzeniem zębów.
 - Wystarczy nie trzeźwieć przez kilka dni - rzucił tylko dobrą radą, najwidoczniej opartą na doświadczeniu - Następnym razem cię nauczę jak należy pić.
 W ogólnym rozrachunku kac czasem był o wiele mniej nieprzyjemnym uczuciem niż życie, z którym trzeba było zmierzyć się na trzeźwo. Wszelkie złe decyzje, gryzące wyrzuty sumienia, rzeczy na które nie miało się wpływu, choć tak bardzo by się chciało i wszystko czego nie udało się naprawić na czas potrafiło boleć znacznie mocniej i dłużej niż ten jeden dzień po wytrzeźwieniu. Łowca jednak nie uznał za stosowne, by podzielić się tym z dziewczyną. Jedna z niewielu chwil, gdy potrafił trzymać mordę na kłódkę.
 - Nie pamiętam - odparł krótko, wzruszając ramionami.
 Kłamał. Może początkowo faktycznie nie wszystko układało mu się w logiczną całość, ale z biegiem czasu wspomnienia wracały, a wizja tamtego dnia zaczynała być coraz klarowniejsza. Kilkudniowy pościg zorganizowany przez wynajętych najemników, który w końcu go dopadł oraz Angel, która niemal wpadła na gotowe i zwyczajnie skopała umierającego. Przez myśl przeszło mu, że pewnych sytuacji lepiej byłoby nie pamiętać. Ale skoro jednak Angel tego potrzebowała, by podbudować swoje ego, to kim był by jej tego zabraniać?
 Boris zmrużył ślepia, a na jego pysk wpełzł pełen niezadowolenia grymas. Jego plan nie dość, że w ogóle nie został pochwalony to jeszcze zakopany pod zwracaniem mu uwagi i wytykaniem innych potknięć. Prychnął nie wiedząc czy bardziej z irytacji czy rozczarowania. Nie pytał o żadne rady.
 - Po co mi jakieś dziecko z Desperacji? Mówiłem, przecież że nie można nikogo jeść... Nie wierzę w żadne trzymanie gęby na kłódkę przez twoją mleczną mafię. Jeżeli komukolwiek powiesz, że żyję to wydasz na niego wyrok. Umarłem. Dla wszystkich.
 Nie będzie ryzykował życia swojego i osób, za które jest odpowiedzialny dla jakichś durnych pomysłów ze szczeniakami. Lazarus mógł się założyć, że wystarczyłoby pomachać bronią przed nosem dzieciaka żeby ten wypaplał wszystko co tylko wie, nawet nie zapytany o cokolwiek. Wymordowane ścierwa.
 Ostatecznym punktem zamanifestowania swojego niezadowolenia było odsunięcie się, gdy dłoń dziewczyny miała dotknąć jego czoła. Co z tego, że miała rację? Czuł się zmęczony, niewyspany i wcale by się nie zdziwił jakby dodatkowo się okazało, że będzie chory. Spanie na podłodze, w dodatku bez żadnego koca, niekoniecznie było dobrym pomysłem.
 - Prześpię się u wspólnika, nie będę ryzykował, że zaśpię na akcję. Jak już będziesz pewna, że nie zarzygasz mi samochodu to mogę cię podrzucić do Apogeum.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on 28.02.19 0:35
Udała oczywiście że nie słyszy padających z jego ust słów: 'do zwrotu'. W końcu miała teraz coś co należało do Laza, a Angel była sentymentalną istotą. Tak jak nie rozstawała się z kataną, którą dostała od Ciro, tak i z maską się nie rozstanie.
Wzmianka o tym że powinna zabić kaca jeszcze większą ilością alkoholu wcale jej się nie uśmiechało. Aż się skrzywiła na te słowa, czując jak nieprzyjemne dreszcze przebiegły po całym, nieco obolałym ciele łowczyni. Uniosła za to brew na propozycję nauki picia. Przechyliła lekko łeb w bok autentycznie zastanawiając się nad jego propozycją. Dobrze byłoby nie mieć żadnych słabości, nawet takich śmiesznych jak słaba głowa do alkoholu. "Strach pomyśleć do czego jestem zdolna w takim stanie.. od jaskółek na poręczy szóstego piętra się zaczyna a bóg jeden wie na czym kończy.." ta myśl sprawiła że jedynie zbladła w lekkim przerażeniu. - Nie mam nic przeciwko nauce.. ale błagam.. coś co da się przełknąć bez wykrzywiania mordy. - skomentowała z rozbrajającym uśmiechem niewiniątka na pyszczku. Kto by pomyślał że mogła przy nim opuścić swoją gardę choć raz bez żałowania. To było cholernie miłe uczucie, po prostu siedzieć w jednym pokoju i na ludzie rozmawiać. Chyba tego jej brakowało w jakimś stopniu. Ale przecież ona się do tego nie przyzna, przed nikim.
No i powoli zaczął pokazywać swoje uparte oblicze. Od razu z pretensjami w głosie tylko dlatego że mu coś proponowała czy odradzała. "I jak tu takiego gnoja utrzymać przy życiu bez wiecznego pilnowania.." przemknęło jej przez myśl. Nawet brała pod uwagę nokaut Borisa i zataszczenie go siłą na powrót do ścieków. Westchnęła jednak zrezygnowana, wiedziała że to jedynie na nowo pogorszy ich relację. Znalazła go! Całego i zdrowego! Z pojebanym planem na życie, jak zawsze. To jej powinno wystarczyć przecież. Ba! Nawet dostała namiary na jego legowisko, a to był już cud sam w sobie że nie musiała go dociskać do ściany i siłą wyrywać z niego tych cennych informacji.
Gdy tylko odsunął się od jej dłoni w akcje swoistego buntu jedynie zmrużyła nieco ślepia, nadal się na niego gapiąc. Poderwała się nagle ze skrzypiącej podłogi i jednym zwinnym ruchem złapała go za łeb. Pożałuje tego gwałtownego ruchu mocniejszym łupnięciem w skroniach ale było przecież warto. Nie dała mu nawet chwili na reakcję dociskając mu mordę na wysokości swojego obojczyka. - Umarłeś dla wszystkich.. ale nie dla mnie.. pamiętaj o tym wykonując każdą swoją następną akcję Boris.. - szepnęła mu na ucho zamykając ślepia przez nasilający się ból głowy. Obróciła lekko głowę w bok przykładając obolałe usta do jego skroni. Puściła go zaraz po tym drobnym geście, spodziewała się że by się próbował wyrwać. Odchyliła się od niego podpierając dłoń na jakimś meblu. - Potrzebuję tylko chwili.. żeby ten łeb mnie przestał napierdalać.. pewnym jest że wymiotować nie będę.. tyle mogę obiecać.. - dodała padając na i tak już rozgruchotaną wersalkę plackiem. - Swoją drogą.. nie mów nikomu o jaskółkach na poręczy i moim kocim wyciu.. - wymamrotała wbijając spojrzenie w brudną podłogę. To musiało być dopiero kompromitujące przeżycie, nie wiedziała czy się cieszyć że tego nie pamięta czy żałować że nie wie jak bardzo się zbłaźniła przed Azarowem.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on 01.03.19 21:57
 Szarpnął się gwałtownie, węsząc w nagłym zmniejszeniu dzielącej ich odległości atak zamiast czegokolwiek niegroźnego. Nie był zbytnio przyzwyczajony do sytuacji, w których to ktoś inny lgnął do jego osoby. Zwykle to on był tym, który radośnie naruszał czyjąś przestrzeń osobistą. Kiedy jednak słowa łowczyni całkowicie zaprzeczyły jakimkolwiek chęciom skręcenia mu karku, łaskawie zezwolił na kontynuowanie działań. Zawsze był łasy na wszelkie czułości, nawet tak mało subtelne, więc trwał w bezruchu. Pozorna obojętność z jaką potrafił przyjmować większość z nich pozwalała na unikanie niezbyt mile widzianych komentarzy. Powinien być wilkiem, który gotowy jest rzucić się innym do gardła bez chwili zawahania, a nie kundlem wygłodniałym dotyku kogokolwiek, kto tylko wystawi rękę w jego kierunku. Wszelkie słabości należało starannie ukrywać, nawet przed stadem. A może zwłaszcza przed stadem.
 - Dobrze, będę pamiętał - zgodził się zbyt potulnie, a to było niemal oczywistym znakiem, że będzie próbował jej dogryźć - ... żeby to nadrobić i żebyś nie czuła się poszkodowana.
 Powinien oprzeć na jej ramieniu ciężar swojego ciała i powalić ją na zakurzone deski, podkreślając tym samym swoje całkowite zwycięstwo, ale niestety. Dziewczyna wstała, skutecznie uniemożliwiając mu wykonanie planu. W takiej sytuacji nie mógł nawet w pełni cieszyć się ze swojej prowokacyjnej odpowiedzi, bo przecież mimo wszystko ucieszyły go jej słowa. Może i były w dużej mierze zbyt krępujące, by w ogóle śmiał się jakkolwiek do nich szczerze odnieść, ale były też miłe.
 - Takiej chwili, co potrwa kilka godzin - stwierdził już normalnym tonem, patrząc sceptycznie jak Angie pada na kanapę.
 Niech go lepiej nie prowokuje.
 Odpalił ostatniego papierosa i zaciągnął się nim mocno. Gryzący w gardło dym choć na chwilę potrafił oszukać pusty żołądek. Boris wstał w końcu i bez pośpiechu znalazł się tuż przy kanapie, patrząc na łowcze zwłoki z góry.
 - Podnoś to zacne dupsko, ściemniaczu. Masz pięć sekund albo oficjalnie uznamy, że to nie ból głowy tylko rozpacz na samą myśl, że będziemy musieli się rozstać. Pięć... cztery... trzy...
 Może i nie powinien tak mielić ozorem przy paleniu, ale Azarow wykazywał niesłychane wręcz umiejętności utrzymywania papierosa w pysku, nawet pomimo tego, że ten praktycznie ani na moment się nie zamykał. Może dlatego wszelkie filtry, które rozrzucał dookoła zawsze były pogryzione.
 - Ale o innych rzeczach, które się działy mogę mówić? - spytał podejrzliwie, ze zbyt pewnym siebie uśmiechem malującym się na pysku i wybitnie większym zainteresowaniem, skoro tak szybko porzucił poprzedni temat - Zresztą to nie są tanie rzeczy. Ja nie wiem czy ciebie stać na to żeby kupić moje milczenie.
 Wsunął dłonie do kieszeni spodni, odnajdując w jednej z nich spłaszczonego, ale nadal niepołamanego papierosa. O, pradawni bogowie, już wy wiecie jak zadbać o szczęście niegodnych ziemskich psotników.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on 16.03.19 10:46
Sposób w jaki się zachowywał jasno sugerował Angel że ich relacja jakoś dziwnie ewoluowała przez noc. I pomyśleć że potrzebna była kilku tygodniowa rozłąka, nieco alkoholu i szczerość wobec siebie żeby załatać jebaną przepaść, która rosła między nimi od dłuższego czasu. Jak by wiedziała że tylko tyle trzeba to pewnie odpierdalałaby te jaskółki po alkoholu już dawno temu!
- Takiej chwili żeby nie spaść ze schodów w drodze w dół.. - odpowiedziała mu niemalże od razu. - No chyba że koniecznie chcesz mnie zanieść na rękach do auta.. - dodała po chwili lekko chichocząc pod nosem na ten komentarz skierowany w jego stronę. To raczej była ostatnia rzecz na jaką mogła liczyć z jego strony po tym co mogła odpierdalać w nocy.
Złapała za skrawki koca i docisnęła do nich twarz, kręcąc głową na boki jak niesforne dziecko odmawiające wstania z łóżka żeby iść do szkoły. - Jeszcze pięć minut mamoooo! - odpowiedziała po chwili na jego marudzenie. - A tak serio.. - nie minęła chwila a podniosła się się na przedramionach na tyle żeby zaczerpnąć powietrza i zerknąć przez ramię na Laza z rozbrajającym uśmiechem wyrytym na buzi. - ..to będę tęsknić.. za twoim miałczeniem, pyskowaniem i pierdoleniem.. - przyznała mu rację jak mało kiedy.
Uniosła brew słysząc jego pytanie a po chwili jego podsumowanie. - Ty chyba kpisz! Było coś więcej poza tym o czym mówiłeś?! - w nie dało się ukryć zaskoczenia. Ale zanim zdołał jej odpowiedzieć na to pytanie wyciągnęła przed siebie rękę w kierunku jego twarzy. - Nie! Nie chcę wiedzieć! - szybko go zastopowała, ale manewr z ręką sprawił że straciła równowagę i wyjebała się na brzuch ponownie dociskając twarz do wersalki. Przekręciła się na bok a po chwili na plecy wpatrując się nadal w Borisa. - Mnie akurat stać! I ty już o tym bardzo dobrze wiesz Boris! - w głosie w końcu po raz kolejny dało się słyszeć tą jej przesadną pewność siebie. - To jak.. zanosisz mnie do auta na rękach czy kładziesz się jeszcze na chwilę obok żeby odpocząć? Jesteś kierowcą.. więc radziłabym się choć na chwilę zdrzemnąć.. - zaproponowała i po chwili poklepała miejsce obok siebie na rozklekotanej wersalce! - noooo choooodź.. wiem że chcesz! - zaczepiła go puszczając mu oczko i pożałowała tego niemalże od razu bo w skroniach ponownie odezwał się paskudny ból zmuszający ją by zacisnęła powieki z mruknięciem sugerującym ból.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on 19.03.19 0:03
 Gdyby to był ktokolwiek inny to właśnie takim zachowaniem rozjuszyłby łowcę jak byka, któremu pomachano przed mordą czerwoną płachtą. Mimo że jego ślepia wyrażały ciągle tą samą ponurą irytację to na ustach pojawił się cień uśmiechu. Boris nawet odwrócił wzrok na moment, by nie patrzeć na tarzającą się na kanapie dziewczynę i się nie roześmiać. Skoro ktoś zachowywał się jak rozkapryszone dziecko to ktoś inny musiał przyjąć bardziej stanowczą postawę, a o taką trudno, gdy jednak rży się jak przeżarty cukrem koń.
 - Skoro twierdzisz, że cię stać... - rzucił prowokacyjnie - Możesz wtedy kupić wszystko. Moje milczenie, informacje, zniesienie cię na dół. Och, od razu zapłacić za zawiezienie cię do Apogeum. Może nawet kupić potarzanie się z tobą na tej wersalce, skoro tak bardzo ci na tym zależy. Co tylko zechcesz.
 To sugestywne mrugnięcie z jej strony nie uszło jego uwadze i natychmiast zostało powitane podejrzliwym zmrużeniem oczu. Nie pasowało do wizji absolutnie urwanego filmu, którą przed nim roztaczała.
 - Zbieraj się... i popraw w końcu te spodnie, bo zaraz ci zlecą.
 Wybór byłby prosty, gdyby tylko zależał od niego. Zostałby z nią. Nie tylko na tę chwilę. Zostałby znacznie dłużej.
 Pozornie stracił zainteresowanie dziewczyną i skupił się na plecaku. Powrzucał do niego wszystkie rzeczy, jakie zdążył z niego wybebeszyć w nocy. Z przyzwyczajenia dorzucił tam nawet ośliniony kawałek drewna podany mu przez ucieszonego zapowiedzią pójścia na spacer Bubusia.
 - Powiedziałem ci gdzie będziesz mogła mnie spotkać nie żeby się pochwalić, że jakąś norę zdążyłem znaleźć tylko po to żebyś mnie znalazła jak już uporasz się ze swoimi sprawami, więc jak tylko zatęsknisz za moim pyskowaniem to wiesz...
 Problem polegał na tym, że sam nie wiedział. To co? To może przyjść? To powinna przyjść? To musi przyjść, bo zdechnie z samotności i poczucia beznadziei w jakiej się znalazł? Nagle plecak stał się tak intrygująco ciekawą rzeczą, że Boris wlepiał w niego spojrzenie tak długo, jakby ten miał mu zdradzić wszelkie sekrety tego świata. W końcu prychnął pogardliwie i poderwał się na równe nogi, zarzucając sobie plecak na ramiona. Podszedł do stojącej pod zablokowanymi drzwiami komody i z głośnym trzaskiem poddającego się jego sile drewna przesunął mebel.
 - Bierz tę swoją szabelkę, zaniosę cię jak tak bardzo chcesz - stwierdził w końcu, z pewną rezygnacją w głosie uznając, że to może być niewielka cena za zachęcenie dziewczyny, by jednak ruszyła się z łóżka.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on 23.03.19 18:56
Może powinna się zdziwić gdy zaczął jej wszystko proponować, ale to był Laz! Żeby zarobić byłby w stanie zrobić chyba wszystko, wystarczyło że zwęszył interes i koniec! Zachlapałby cały cyrograf swoją krwią żeby tylko dostać to czego chce. To nie tak że Angel znosiła złote jajka ale jak była w stanie zdobyć wszystko, nie było przecież wyzwania przed którym by spierdoliła. To była chyba jej najgorsza wada, przesadna wiara we własne siły i upór którego pozazdrościłby jej przysłowiowy osioł.
Przez chwilę się zastanawiała nad złożeniem mu propozycji ale zanim się namyśliła Laz zaczął ją poganiać żeby się w końcu ruszyła z wersalki. Zerknęła na swoje nieco zsunięte z bioder spodnie i łapiąc za krawędzie podciągnęła je wyżej, zapinając. Nawet nie zauważyła tego drobnego szczegółu. Spojrzała na Laza lekko zmieszana "Od kiedy to on mnie upomina o ubiór?" ta myśl jednak została bardzo szybko zepchnięta na dalszy plan.
Wpatrywała się w łowcę pakującego wszystko do plecaka, mrużąc nieco ślepia. Dziwne to było uczucie, ten błogi spokój we wnętrzu kiedy wszystko się układało między nimi. Nie kłócili się o pierdoły, nie darli na siebie ryja i nie szarpali się za szmaty. Przygryzła lekko dolną wargę i cicho syknęła przypominając sobie że jeszcze się nie zagoiła. Na ustach po chwili pojawił się delikatny uśmiech. - Przecież wiesz że się pojawię.. tak łatwo się nie uwolnisz ode mnie.. - dodała zaraz po jego wypowiedzi. Nie musiał się zastanawiać nawet nad tym, choć wolała mu to powiedzieć na głos. Niech wie że nigdy nie będą sobie obcy, nie ważne jak bardzo ją wkurwi, zawsze mu wybaczy i przyjdzie z pomocą. Może miała w sobie coś z masochistki?! To by tłumaczyło bliską relację z Azarovem i osobnikami z wrogiej frakcji. Już nie wspominając o dobrowolnym poddaniu się opiece Ciro w młodości.
Przekręciła się w bok i z trudem wygrzebała katanę opartą o ścianę, tuż przy rozklekotanej wersalce wydając przy tym jakieś ciche odgłosy. Łapiąc za pochwę miecza, pociągnęła go do siebie. Uniosła biodra, przeciągając pod nimi skórzany pas, do którego byłą przymocowana katana. Zapięła go dobrze i zerknęła na Laza. Wyciągnęła łapki w kierunku łowcy jak stwierdził że ją zaniesie do auta. To była nowość! On oferujący.. i Angel zgadzająca się bez szemrania! Normalnie by warknęła że sama sobie poradzi. Obcego typa by prędzej zdzieliła w łeb niż pozwoliła się nosić jak jakąś słabą istotę. Ten przywilej był zarezerwowany dla zaufanych osobników i tylko w bardzo nielicznych sytuacjach!


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry