Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on Pią 7 Gru - 21:18



Dawna fabryka samochodów osobowych to miejsce niezbyt zachęcające, zarówno z zewnątrz jak i od wewnątrz. Stalowe siatki chroniące obiekt zostały już dawno stratowane przez wymordowanych i zwierzęta, więc próżno szukać tu jakiejkolwiek nienaruszonej przestrzeni. Sam kompleks fabryczny składa się z kilku różnych budynków oraz hal magazynowych, z których tylko niektóre nie wyglądają jakby miały się zaraz zawalić. Za obiektami przemysłowymi znajduje się ogromny parking oraz niewielkie osiedle dla dawnych pracowników. We wnętrzach panuje wszechobecna wilgoć i unoszący się w powietrzu zapach stęchlizny, które doskonale współgrają z panującym tu półmrokiem.

Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on Pią 7 Gru - 21:19
 Pośród wszystkich zgromadzonych na parkingu motoryzacyjnych trupów buggy wyglądało niemal jak jeden z nich. Niemal, bowiem Lazarus z łezką wzruszenia uznał, że to sprawka doskonałego kamuflażu - nie przyjmując do wiadomości, że jego auto to zwykły złom. Ostatni raz rzucił okiem na ukochaną i przywołał swojego psa cichym gwizdem, na co ten niechętnie zwlókł się z siedzenia pasażera i potruchtał za właścicielem prosto w kierunku bloków osiedlowych.
 Łowca nie liczył na znalezienie tam żarcia, ale zawsze istniał cień szansy, że poprzedni właściciele tego lokum zdążyli zdechnąć na tyle szybko, że nie zużyli innych przydatnych rzeczy. Odkąd zdezerterował nie potrafił precyzyjnie określić ile czasu przebywał już na Desperacji, ale coraz niższe temperatury podpowiadały mu, że jeszcze chwila i spadnie śnieg. Trzeba było wcześniej zatroszczyć się o zabezpieczenie przed nim kryjówki i upewnienie się, że trzęsący się z zimna Wandal nie wprowadzi w budynku takich drgań, że ten ich cały kurwidołek zwyczajnie się zawali.
 Dookoła panowała względna cisza, nic nie wskazywało na to, że łowca nie był tu sam. Metodą wyliczanki został wybrany jeden z bloków, a następnie jedno z mieszkań na parterze. Nie trzeba było się spieszyć, łowca miał cały dzień na szabrowanie. Nic więc dziwnego, że dokładnie przeliczał w myślach wartość każdego przedmiotu. Co nadaje się do ewentualnej wymiany z handlarzami, co będzie dobrą podpałką, co jeszcze się może przydać. Łowca podrapał się po policzku pod maską i rzucił pytające spojrzenie psu, który najwyraźniej powinien być jego czujką, ale w tym momencie ważniejsze było dla niego wciąganie nosem jakiejś pełznącej po ścianie glizdy.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on Sob 8 Gru - 15:09
Nie liczyła już nawet ile zajęły jej poszukiwania, ale mieściło się to w granicach prawie trzech tygodni. Nie było się co oszukiwać, Desperacja nie była małą piaskownicą jakby się mogło wydawać mieszkańcom wewnątrz murów miasta. To zadupie rozciągało się wzdłuż i wszerz, a horyzont zdawał się nie mieć końca. Podróż samemu bez umiejętności tropienia czy kontaktów z tutejszymi szumowinami była istnym samobójstwem a już nie wspominając o stracie czasu. Fanel zdając sobie z tego sprawę postanowiła szarpnąć się na wynajem przewodnika/tropiciela. I chodź nie wyglądał na takowego, młody Kito był całkiem ogarniętym siedmiolatkiem. A przynajmniej na tyle wyglądał. Za kilka komiksów i słodkości z miasta był bardzo przydatnym kompanem. Wiedział których miejsc unikać, znał odpowiednie osoby żeby zaczerpnąć informacji. A fakt że był dzieckiem sprawiał że niektórzy z litości czy tam dobroci serca rzucali mu jakieś ochłapy informacji. - Masz w sumie szczęście że ten twój znajomy jest specyficzną osobą.. - powiedział dzieciak wychodząc z jednej ze spelun poprawiając kaptur zdecydowanie zbyt dużej, nieco poniszczonej kurtki. - Dowiedziałeś się czegoś? - spytała oparta o ścianę ze splecionymi dłońmi pod piersiami. - Wiem w jakiej okolicy go ostatnio kilka osób widziało.. to dobry trop. Jeździ jakimś złomem, więc znalezienie go to jedno.. ale sama rozumiesz.. - powiedział nieco zrezygnowanym głosem drapiąc się po policzku. Białowłosa się jedynie uśmiechnęła po jego słowach. - Znajdę go choćbym miała przekopać całą Desperację.. poza tym, paliwo kiedyś mu się skończy.. - skwitowała odpychając się od ściany i idąc z młodym ramię w ramię przed siebie.

Jeden trop prowadził do kolejnego, szukanie trochę zajęło, Angel zdołała się w sumie zadłużyć u dzieciaka za tak długie poszukiwania. Będzie musiała mu nosić słodycze i komiksy przed dłuuuugi czas. Upór łowczyni został jednak opłacony, w końcu dotarli do miejsca gdzie młody zwęszył trop Azarova. Podkoszulek który Angel wzięła ze sobą ze swojej kwatery się teraz bardzo przydał. Młody przyjął swoją psią formę i zaczął węszyć. Podziw że miał taki dobry węch jako wymordowany. Ba, wywęszył nawet złom Lazarusa na parkingu. Obwąchując furę z każdej strony aż stanął na dwóch łapach i podrapał drzwi kierowcy. Dziewczyna zmrużyła ślepia i pogłaskała szczeniaka po łbie. - Poczekam tutaj, spróbuj go wywęszyć z dystansu.. nie musisz podchodzić do niego za blisko, nie musi wiedzieć że ktoś go szuka. - powiedziała ze spokojem w głosie, rozglądając się po okolicy. Psiak kiwnął głowę na znak że rozumie polecenie. Po czym przykleił nos do podłoża i ruszył tropem. Angel w między czasie znalazła jakiś złom i schowała się w jego wnętrzu, kładąc się na tylnym siedzeniu mając na widoku własność Laza. Przemknęło jej przez myśl by przekuć mu opony żeby jej nie spierdolił, ale zostawiła to jako ostateczność. Najpierw po dobroci, a jak to do niego nie będzie przemawiać to siłą.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on Sob 8 Gru - 22:15
 Nie można powiedzieć by dzisiejsze łowy były udane. Pomieszczenia było ogołocone do cna, ale Lazarus nie miał zamiaru się tak szybko poddawać. Do przeszukania miał cały blok, mieszkanie po mieszkaniu, pomieszczenie za pomieszczeniem. Znalezionym na ziemi kamieniem rysował przy wejściu do każdego odwiedzonego pomieszczenia dwie sporych rozmiarów ukośne kreski, które układały się w znak zwycięstwa.
 Oboje znajdowali się właśnie na klatce schodowej, gdy Bury podniósł gwałtownie łeb, wpatrując się jak zahipnotyzowany w stronę z której przyszli, a resztki sierści na jego wyliniałym karku podniosły się. Łowca odwrócił się, ale nie słyszał jednak żadnych dźwięków świadczących o czyimś pojawieniu się ani tym bardziej nic niepokojącego nie zauważył. Już miał zrzucić winę na psią paranoję, gdy uświadomił sobie, że tym razem mogą nie mieć do czynienia z kolejnym bezmyślnym wymordowanym, a kimś, kto się zwyczajnie próbuje na nich zaczaić.
- Kolacja - szepnął do psa, ledwo powstrzymując napływającą do ust ślinę, która pojawiła się na samą myśl o pieczonym mięsie, choćby miał to być jedynie zabłąkany szczur.
 Drzwi kolejnego mieszkania były już dawno wyważone i leżały na ziemi wewnątrz pomieszczenia. Obskurny przedpokój niczym nie zachęcał i łowca dałby sobie nawet spokój, przyjmując, że po tak brutalnym wejściu z pewnością wszystko w środku zostało rozkradzione, ale jego wzrok padł na przeciwległe pozbawione szyby okno.
 Schody przeciwpożarowe. Droga ewentualnej ucieczki.
- Chodź Bubuś, nic tam nie ma, to pewnie jakieś myszy - cmoknął na psa, na tyle głośno by ewentualny szpieg również to usłyszał.
 Gruz chrzęścił pod buciorami dezertera doskonale zdradzając jego pozycję, ale skoro miał być przynętą na ich dzisiejszą kolację to nie mógł udawać zbyt niedostępnego. To należało zostawić dla innych jednostek. Sięgnął po maczetę i nonszalancko przerzucił ją przez ramię, zyskując zawczasu ułamki sekund na ewentualny atak.
 Skręcił do przeżartej przez zapach pleśni i rozkładającego się mięsa kuchni i zatrzymał się tuż za rogiem, przy samym wejściu. Cokolwiek postanowi wkroczyć do pomieszczenia zostanie pozbawione głowy najnowszym uczestnikiem Kuchennych Rewolucji.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on Nie 9 Gru - 12:32
Kito w psiej formie tropił za zapachem Lazarusa od parkingu aż do budynku w którym obecnie się szwendał. Zapach był dość świeży, tyle mógł stwierdzić dzieciak. Obleciał budynek dookoła sprawdzając czy ścigany czasem się z niego jeszcze nie ruszył. Wszedł nawet do środka i nasłuchiwał na progu. Jego uszy wyłapały coś, plus minus mógł określić dystans. Posadził tyłek i uniósł łeb wyżej. Wyczuł zapach innego psa szwendającego się z Azarovem. Trochę odczekał ale nie miał pewności czy ten kieruje się w górę czy w dół. Ostrożnie się wycofał i ruszył żeby zaraportować czego się dowiedział.
Angel przez ten czas leżała rozmyślając nad ich ostatnim spotkaniem. Krzyki, pretensje, oskarżenia powoli podnosiły jej poziom adrenaliny. Jak mógł jej po tym całym czasie nadal nie ufać? Dłoń sama się zacisnęła na pochwie miecza który trzymała na kolanach.  Z zamyślania wyrwał ją Kito który właśnie do niej dobiegł. Czerwone ślepia wbiły się w wymordowanego jak ten zmieniał formę z psiej na ludzką. Jedynie uszy mu zostały i spod za dużej kurtki wystawał puchaty ogonek lekko merdający na boki. Młody przetarł nosek rękawem kurtki. - Jest w tamtym budynku.. ale nie wiem jak długo jeszcze tam będzie.. ma ze sobą psa więc się nie zakradniesz.. - poinformował patrząc na dziewczynę strzygąc uszami przez chwilę. Angel wyjęła sztylet i podała go małemu. - Jak zobaczysz że wraca sam to przebij mu obie opony.. ale tylko wtedy.. nie po to go tyle ścigałam żeby teraz mi spierdolił.. - powiedziała zarzucając kaptur na głowę i przypinając katanę do pasa od spodni. Chłopak wziął sztylet do ręki i schował się przy złomie Laza. Angel ruszyła w stronę budynku który pokazał jej Kito.
W głowie miała już rysujący się scenariusz i wiedziała doskonale co ma zamiar zrobić. U stóp budynku obeszła go sprawdzając ewentualne drogi ucieczki. Były schody przeciwpożarowe kończące się na pierwszym piętrze. Stamtąd była wysuwana drabina prowadząca do parteru, jednak naderwana z jednej strony. Mogła się urwać w każdej chwili, więc wolała nie ryzykować wdrapywaniem się tą stroną. Po drodze zebrała trzy stare puszki z ziemi i oparła się o framugę wejścia do budynku. Nasłuchiwała przez chwilę i rzuciła jedną z nich na ziemię przy schodach czekając na reakcję. Przez krótką chwilkę milczała. - Azarov..! - krzyknęła za nim. - Wiem że tu jesteś.. - dodała po chwili nadal się opierając o framugę.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on Nie 9 Gru - 18:42
 Sam nie wiedział ile już tak czyhał przy wejściu do pomieszczenia. Kilka sekund? Kilka minut? Ręka z uniesioną maczetą zdążyła ścierpnąć mu już na tyle, że się poddał i ją opuścił. Od samego początku nie usłyszał, by cokolwiek zbliżało się w jego stronę. Może to faktycznie były jakieś szczury, które jednak nie kwapiły się do tego, by ich zaatakować.
- Buba, jakby ciebie wysłać po śmierć to bym żył wiecznie - warknął zrezygnowany do psa, a ten skulił uszka w poczuciu winy.
 Szybkie spojrzenie na korytarz, na którym nie było ani żywej ani martwej duszy tylko upewniło szabrującą tu dwójkę w poczuciu, że jednak żadnej kolacji ze szpiega nie będzie. Pies nie wytrzymał kolejnego spojrzenia Lazarusa oskarżającego go o całe zło tego świata i by okazać skruchę powęszył w powietrzu i poprowadził ich do kolejnego pomieszczenia, do którego tym razem dało się przejść przez sporą wyrwę w ścianie. Kolejne pomieszczenie również okazało się totalnie ogołocone. Najciekawszą rzeczą był jakiś rozpadający się w dłoniach magazyn wędkarski. Lazarus podniósł go ostrożnie i otworzył, niemal natychmiast powodując, że z środka wysunęła się rozkładówka z kuszącym szczupakiem, na widok którego nie jednemu wędkarzowi drgnęłaby wędka.
 Borisowi jednak drgnęła tylko brew w nerwowym tiku, gdy dobiegł go z parteru głos, którego raczej wolałby już nigdy nie słyszeć. Odrzucił gazetę z powrotem na stół i przez chwilę zastanawiał się czy zwyczajnie nie wymknąć się z bloku i iść w cholerę. Ale skoro łowczyni jakimś cudem go namierzyła to nie było chyba sensu się ukrywać.
- No, drzyj się głośniej to zaraz wszyscy inni też się dowiedzą - odpowiedział jej niczym niezrażony znajomy głos - Czegokolwiek chcesz - nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Wpadnij po świętach.
 Łowca wiedział, że Angie była zbyt uparta by odpuścić, więc nie miał zamiaru szykować się na szybkie odzyskanie spokoju. Chwycił leżącą na podłodze skrzynkę z narzędziami, zważył ją w dłoni i przywołując gestem psa przeszedł do kolejnego pomieszczenia. Przymknął drzwi, na ich szczycie postawił skrzynkę i powoli wycofał się w głąb pokoju podziwiając swoją prowizoryczną pułapkę. Nie pozostało teraz nic innego niż poczekać, rozsiadając się uprzednio wygodnie w fotelu, na niespodziewanych gości. Podparł maskę i policzek pięścią, a łokieć oparł na oparciu fotela, wbijając znudzone spojrzenie w drzwi. On ma czas, a jak jej spadnie coś na łeb to może przestanie mieć durne pomysły szlajania się za nim. Nie ucieka się po to, by zostać znalezionym. Nie tym razem.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on Pon 10 Gru - 16:19
Nie musiała czekać specjalnie długo na jego odzew. Choć brała pod uwagę fakt że będzie chciał przed nią spierdolić. Pożarli się ostro ostatnio i kiedy wróciła po niespełna 3 dniach do ścieków jego już nie było. Nie wiedziała czy ulotnił się od razu po awanturze czy zajęło mu trochę przeanalizowanie sytuacji w jakiej był. Minął chyba jakiś miesiąc odkąd wyruszyła na poszukiwania. Odgrywała ten scenariusz z nim niezliczone razy w swojej głowie, to jak to mogło się potoczyć. Mogła tam zostać z nim w kwaterze i na spokojnie wyjaśnić sobie wiele rzeczy, mogła ale tego nie zrobiła. Laz zawsze się zachowywał jak rozpieszczony bachor a gdy nie poświęcała mu dostatecznie czasu to mu odpierdalało.
Na ustach pojawił się lekki uśmiech gdy ruszyła przed siebie w stronę schodów. Trzymając się przy ścianie obserwowała górę. Słyszała skąd dobiegał głos mężczyzny więc mniej więcej była w stanie zlokalizować jego położenie. Im bliżej piętra na którym się szlajał tym zwalniała kroku. Skrzypienie przegniłej podłogi i tym bardziej schodów zdradzało obojgu położenie. Nie to żeby próbowała się skradać, ale nie spieszyła się aż tak. Słyszała jak mocno biło jej serce na myśl że łajdaka znowu zobaczy. Nie wiadomo czy z radości czy też z buzującej adrenaliny. Cieszyła się w jakimś stopniu. Głos miał taki jak pamiętała, z trudem powstrzymywała się od uśmiechu. Ot dziwna reakcja jak na osobę która powinna być na niego wkurwiona za te wszystkie obelgi jakie od niego usłyszała. Wzięła wdech i wstrzymała go nasłuchiwała. Jedne drzwi były zamknięte, inne lekko uchylona a ostatnie otwarte na oścież. Już się miała zamiar kierować w stronę otwartego mieszkania kiedy usłyszała dziwny dźwięk obok. Spojrzenie przeniosło się na lekko uchylone drzwi i aż się uśmiechnęła radośnie. Zrobiła krok w przód, skrzypnięcie pod stopą zasygnalizowało że Angel stoi przed drzwiami które były specjalnie przygotowane na jej przybycie. Położyła dłoń na drzwiach i chciała je delikatnie pchnąć. Poczuła opór pod palcami i zmarszczyła lekko brwi. Napięła mięśnie lewej ręki pchnęła mocniej słysząc jakiś dziwny odgłos nad głową. Od razu spojrzała w górę i dosłownie w ostatniej chwili zasłoniła się prawym przedramieniem żeby nie zwaliło jej się na łeb ciężkie metalowe żelastwo. Zacisnęła szczęki z całej siły i wydała z siebie głośne jak na nią głośnie warknięcie sygnalizujące ból. Od razu zacisnęła dłoń rannej ręki w pięść i uderzyła tą o framugę. - Ty wredny kurwiu! - syknęła otwierając zaciśnięte wcześniej powieki. Czerwone ślepia wyszukały szybko siedzącego wygodnie Lazarusa i sapnęła głośniej. Lewa dłoń zacisnęła się mimowolnie na rękojeści katany która była przypięta przy lewym boku. Ta łowczyni była oburęczna, nie miało dla niej znaczenia w której ręce trzymała broń, władała nią z wprawą. Nie wyciągnęła jeszcze miecza. Docisnęła prawą rękę do piersi z kolejnym sykiem, paskudne pulsowanie i rwący mięśnie ból szybko promieniował w kierunku łokcia i wyżej. Stała patrząc na Lazarusa. - Tęskniłeś.. Boris? - warknęła z sadystycznym uśmieszkiem samoistnie malującym się na jej ustach. Kątem oka widząc jego psa, dłoń mocniej się zacisnęła na rękojeści miecza, była gotowa zajebać mu tego psa jeśli by się na nią rzucił.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on Pon 10 Gru - 17:02
 Moment, w którym jego pułapka zadziałała, powitał salwą tryumfalnego śmiechu. Zupełnie jakby całkowicie nie przejmował się, że jego uroczy żarcik, przy odrobinie nieszczęścia mógł spokojnie kogoś zabić. Jakby to nie skrzynka z narzędziami, a niewinny balon z wodą miał przed chwilą spaść Angie na głowę. Nazwanie go kurwiem spowodowało, że śmiech nadal nie ustawał. Dzięki masce wilczego pyska nie było widać żadnych emocji Azarowa, ale w pewnym momencie przetarł maskę dłonią, jakby próbował wytrzeć łzy z oczu.
- Aaaaaahahahah, ale się dałaś złapać. Zaorana jak małe bobo - rżał rozbawiony, jakby poprzednie ostrzeżenia o byciu cicho całkowicie poszły w jego niepamięć.
 Ich głosy i huk spadającej metalowej skrzynki i tak były już czymś, czego nie dało się zakamuflować czy zrzucić na przypadkowe odgłosy starego budynku.
 Trudno było powiedzieć czy rozkoszował się faktem, że dziewczynie stała się krzywda czy może jednak powolutku zaczynał tego żałować. Trwał nadal na swoim wygodnym miejscu, obserwując dziewczynę uważnie. Książę Desperacji i łowcze pazie przybyłe na audiencję, tak to od zawsze powinno wyglądać. Uwadze dezertera nie uszło spojrzenie rzucone na jego psa i również spojrzał w jego kierunku. Bubuś wyczuwając atencję podniósł łeb i wlepił w oboje swoje kaprawe ślepka, jednocześnie wciągając pyszczkiem jakiegoś robala jak najznamienitsze spaghetti. Lazarus spojrzał na niego zazdrośnie i przełknął łakomie ślinę. Makaron z robaczków z dodatkiem szczurzych kawałeczków mięsa brzmiał jak nawet całkiem dobra kolacja. Ciekawe czy połykane na żywca jeszcze wiły się w żołądku.
- Za czym miałem niby tęsknić? - spytał, powracając wzrokiem do dziewczyny i przechylając łeb w bok, jak nie rozumiejące nic psisko.
 Oboje doskonale wiedzieli, że Boris miał na końcu języka całą listę uwag, błędów i kpin, którymi z chęcią rzuciłby w tym momencie, ale z jakiegoś powodu się jednak powstrzymał. Nie uszło uwadze mężczyzny ani zwrócenie się do niego imieniem, co jednak mu się spodobało, ani dłoń położona na jej szabelce, co już mniej przypadło mu do gustu.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on Pon 10 Gru - 17:36
Jego rozbawienie i niepohamowany rechot jedynie podnosiły jej ciśnienie. Jak bardzo musiała się powstrzymywać żeby się na niego nie rzucić w tej chwili to aż szok że stała w miejscu przed nim. Gorąc roznoszący się po przedramieniu robił się coraz bardziej uporczywy, najchętniej wsadziła by kończynę w wodę z lodem i tam trzymała dla złagodzenia bólu. Ale w tych warunkach mogła tylko pomarzyć o takim rozwiązaniu. Czekała cierpliwie aż Laz przestanie się brechtać z niej. To był wielki postęp z jej strony. Zrobiła krok w przód, kolejny, powoli idąc w jego stronę. Wściekłość powoli acz skutecznie się ulatniała im bliżej niego stała. Dzielił ich może już krok gdy padło jego pytanie. Zmrużyła czerwone ślepia i puściła rękojeść miecza. Powoli sięgnęła lewą dłonią do jego maski. Rozdziawiła usta jakby chciała coś powiedzieć ale było widać że bije się z myślami czy brnąć w konwersacje czy zmienić jednak temat. Jeśli nic nie zrobił to położyła dłoń na jego masce, łapiąc ją w taki sposób jakby zaraz chciała mu ją zdjąć. - Za mną.. - poruszyła ustami, szepcząc te ostatnie słowo tak cicho jakby wypowiadała je przez przypadek na głos. Choć znała odpowiedź na zadane pytanie. Gdzieś w podświadomości wiedziała od zawsze że nie znaczy w jego życiu absolutnie nic, była tylko kolejną przystanią na jego drodze. Uśmiechnęła się do niego ciepło, cała złość zdołała z niej zejść. Jeśli nie stawiał oporu to próbowała mu zdjąć maskę z ryja żeby spojrzeć w jego łowcze ślepia. - Nasza ostatnia rozmowa.. nie należała do najprzyjemniejszych.. to pewnie moja wina.. - szeptała wyciągając zranioną rękę w jego stronę i jeśli się nie odsunął to wplotła palce w jego czarne włosy lekko go głaszcząc po głowie.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Lazarus on Pon 10 Gru - 18:45
 Trybiki w głowie dezertera uparcie próbowały przemielić całą aktualną sytuację na łatwą do przyswojenia papkę. Jeszcze przed chwilą był niemal pewny, że dziewczyna - niemal zgodnie z tradycją - rzuci mu się do gardła. Z drugiej strony w próbie zbliżenia się do niego również doszukiwał się sposobów na ułatwienie jej ataku. Nawet jeżeli przez chwilę nie podejrzewał jej o jakiekolwiek siłowe zagrywki to i tak w jakichkolwiek miłych gestach odnajdował tysiące psychologicznych haczyków, na które według niej powinien się złapać.
 Dawna nieufność wcale nie zniknęła, nawet pomimo upływu czasu. Lazarus nawet nie potrafił dokładnie stwierdzić ile się nie widzieli, mimo że nie mógł odnotować, by dziewczyna jakoś się zmieniła.
 Łowca pokręcił przecząco głową, choć trudno było jednoznacznie stwierdzić czy była to odpowiedź czy zwykła próba opędzenia się od zdjęcia mu maski. A może obie na raz.
- To nie była twoja wina - odparł powoli i już mogłoby się wydawać, że wszystko powoli wróci na normalne tory, ale głos łowcy zszedł natychmiast do niskiego warkotu - To był twój wybór. Po co za mną łazisz? Już jest nagroda za mój łeb? W takim razie wybacz, ale ja sobie poczekam na Zirro, a nie na ciebie.
 Naprawdę nie widział innego powodu dla którego ktokolwiek miałby go szukać, a ten jeden od razu przyszedł mu do głowy. Co prawda nie podejrzewał żeby ewentualna nagroda za jego łeb wynosiła więcej niż trzy połamane papierosy, o ile w ogóle ktokolwiek zauważył w ściekach jego zniknięcie.
 Lazarus odsunął również głowę spod dłoni łowczyni, by uniknąć jakiegokolwiek bliższego kontaktu fizycznego. Ręka, którą dotychczas podpierał policzek teraz leżała na podłokietniku, w który pies wpatrywał się jak zahipnotyzowany, wyraźnie czekając na jakiś znak. Najwidoczniej oba psie pyski, w przypadku jakiekolwiek zagrożenia ze strony dziewczyny, nie miały zamiaru poddać się bez walki.
- Jak już usilnie chcesz mnie dotykać to mi chociaż za to zapłać - burknął w końcu, choć trudno było określić czy w jego głosie przeważała czysta złośliwość czy zwykła pazerność.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
- #3C5862 -
Lazarus





Lazarus
Dezerter
GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Angel on Pon 10 Gru - 20:44
Ostatni raz krzyki nie pomogły, więc próbowała łagodnie się z nim obchodzić. Próbowała to było dobre słowo bo się w niej gotowało w odpowiedzi na jego opór a pyskówki jedynie dolewały oliwy do ognia. I kiedy padły pierwsze słowa z jego ust aż nie mogła uwierzyć w to co słyszy. I powinna się już nauczyć po tych wszystkich kłótniach że to nie koniec odpowiedzi.. istne "wait for it... and here it is kurwa!" Dojebał mocno, byłby z tego ładny liść na poliku gdyby jego słowa miały moc materializowania się. Wzięła głębszy wdech licząc do dziesięciu, co oczywiście nie pomogło. Gniew na nowo wzbierał w niej, nie była zła strikte na Laza, ale ta jego głupota działała na nią jak płachta na byka.
Nie dał sobie zdjąć maski żeby mogła się przyjrzeć jego specyficznej mordzie. Nie dał się nawet po głaskać. Miała wrażenie że on nadal nie pojmował o co tu chodziło. Dlaczego się tak bardzo forsowała żeby go znaleźć po tych wszystkich przykrych słowach jakie usłyszała z jego ust. - Naprawdę jesteś tak upośledzony..? - głos przybrał na groźnej barwie. Widać ciężko było jej teraz kontrolować emocje. - Tak trudno ci to wszystko pojąć..?! - uniosła głos na niego biorąc głębszy wdech żeby chociaż spróbować się uspokoić. Czując powoli lekki dyskomfort w klatce piersiowej zaczęła brać nieco mniejsze oddechy. - Po cholerę za tobą chodzę?! A nie przeszło ci przez ten mały móżdżek że mogłam się o Ciebie martwić?! - warknęła już rozzłoszczona nagle odruchowo łapiąc prawą dłonią za bluzę, zaciskając na materiale dłoń tuż pod jego szyją. Mając na uwadze bydle siedzące na podłodze, gotowa była sprzedać mu buta prosto w pysk jak postanowi się na nią rzucić. Nie miała już litość dla zwierząt które były w stanie jej zrobić krzywdę z jakiegoś powodu. Prawie przypłaciła dobroć życiem, nigdy więcej.
Nie potrzebowała wiele żeby stracić kompletną kontrolę nad sobą, ale to było widoczne. - To ja cię kurwiu szukam po całej desperacji.. bałam się że wpadłeś w jakieś gówno po uszy, że już więcej nie zobaczę tej twojej krzywej mordy.. a ty mi tu jakieś pułapki rozstawiasz i jeszcze masz czelność mi pyskować?! - warknęła wściekła. Pociągnęła go w górę z sykiem bólu i pchnęła nim szybko na fotel na którym siedział cały czas. "Po chuj ja się o niego martwię?! Po chuj mi to wszystko?! Aż taką pierdolniętą masochistką jestem?!" warczała na siebie w myślach robiąc kilka kroków w tył i zdjęła z ramion plecak ostrożnie kładąc go przy stopach. Pochyliła się nad nim i zdrową ręką wygrzebała zapakowane w przezroczystą folię miękką, słodką bułeczkę z nadzieniem czekoladowym. Uniosła spojrzenie na Lazarusa i rzuciła smakołykiem w niego, znał ten przysmak bardzo dobrze, często mu je przynosiła do ścieków jak bywała na powierzchni. - Masz.. kurwa.. za próbę molestowania.. - syknęła zarzucając plecak na ramię i wyszła z pomieszczenia. Stanęła na krawędzi schodów prowadzących w dół. Westchnęła ciężko i usiadła na nich łapiąc za kaptur i naciągając go mocno, spuściła przy tym głowę w dół. - Debil.. - warknęła pod nosem starając się jakoś uspokoić. Nieprzyjemne kłucie w okolicy mostka było nie do zniesienia, musiała się uspokoić najpierw. A potem zobaczy co dalej. Spojrzenie wbiła w plecak leżący między jej nogami. Miała tam coś co pomogłoby jej szybo uspokoić nerwy i w sumie zastanawiała się czy by sobie nie zaaplikować procentowej dawki leku prosto ze składzika Senseia.


Mowa: #0099ff
Angel





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Kompleks fabryczny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry