Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Shane on Nie Lut 11, 2018 4:34 pm


GRACZ: CHASHKA || CEL:  REGENERACJA || POZIOM: ŚREDNI LUB TRUDNY


— Ilya! Ilya! Pośpiesz się, Borisowi oderwało nogę!
Krzyknął ktoś z oddali, po głosie można było rozpoznać, że należał do Connora.
— Morozov! Kurwa! Krwawię, pomóż----AGHRR!
Kolejny wrzask, jednak tym razem zduszony w połowie zdania. Ucichnął, jednak w uszach Chashki nadal pobrzmiewał niczym kościelny dzwon. Dudnił w czaszce, podobnie co wystrzały z broni palnej. Obojętnie, gdzie się nie rozejrzał leżały ciała.
Stos ciał, ułożonych jedno na drugim, a on brodził butami w morzu krwi. Pole walki zmieniło się w rzeź — w zwykłą masakrę. Pomiędzy uzbrojonymi żołnierzami, biegały rozwścieczone bestie — Wymordowani, którzy pomimo braku jakiejkolwiek broni palnej nie byli bezbronni. Zaopatrzeni w długie pazury i ostre zęby, rozrywali raz po raz wojskowych, którzy w obliczu ich szaleństwa, pozostawali bezbronni. Kompani Chashki ginęli jeden po drugim. W pewnym momencie, kiedy lekarz wojskowy dobiegł do jednego z nich, aby w kocu móc dobrze wykonać swoją pracę, Wymordowany przegryzł leżącemu na ziemi Vladowi tętnicę szyjną. Krew trysnęła na jasne oblicze lekarza.
Bestia podniosła złote ślepia wprost na Ilyę.
Śmierć była blisko. Zaledwie centymetrów przed twarzą.
W powietrzu unosił się zapach krwi i strachu.
Nadszedł mrok.

Czuł otępienie i ostry ból w prawej skroni, z której wolno spływała krew. Kiedy uchylił oczy, obrazy stały się niezwykle ostre, a światło sprawiało ból. Lekarz na nowo musiał zamknąć oczy, aby chociaż przez ułamek sekundy pozbierać rozszalałe myśli. Nic jednak nie układało się w logiczny sens. Niewiele pamiętał. Nie wiedział gdzie jest, ani tym bardziej jak znalazł się w pomieszczeniu, w którym śmierdziało sterylnością i czymś dziwnym; jakimś specyfikiem.
Kiedy doszedł już mniej więcej do siebie, mógł dostrzec, że znajduję się zamkniętym pomieszczeniu, w którym nie było okien, a jedynym wyjściem były metalowe drzwi zabezpieczone kodem dostępu. Leżał na łóżku szpitalnym podłączony do jakiejś dziwnej aparatury, jednak nie przypominającej żadnej z M3 do badań medycznych. Na widełkach wisiała jakaś torebka z bezbarwnym płynem, z której była wyprowadzona rurka z zakończoną igłą, prosto do jego żyły.
Tuż obok niego leżał przywiązany młody mężczyzna z genami rekina. Miał ostre zęby, skrzela na policzkach, ostry, spiczasty nos. Był nieprzytomny. Ręce miał zabezpieczone pasami do szyn łóżka, w przeciwieństwie do lekarza.

Za każdym razem, kiedy Rosjanin zamykał oczy, czuł niesamowity ból w skroniach. Świat kręcił się, jak gdyby był pod wpływem alkoholu.
— Ilya!  Uciekaj! Uciekaj!
Czaszkę mu rozsadzały głosy.
Upiorów.
Wspomnień.



------------------------------------------------------------------
Dopisek:
[x] Niestety nie masz możliwości posiadania żadnego ekwipunku. Jesteś zdany na siebie. ¯_(ツ)_/¯ Ale spokojnie, wszystko co znajdziesz po drodze, możesz zabrać do obrony.
[x] Obrażenia: Rozcięta prawa skroń. Otępiony, rozkojarzony.
[x] Termin: 18-02


Pomieszczenie posiada sztuczne światła, jarzeniówki. Nie ma okien, a jedynym wyjściem są zabezpieczone na szyfr metalowe drzwi.


Ostatnio zmieniony przez Shane dnia Czw Lut 15, 2018 12:18 pm, w całości zmieniany 1 raz





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Gość on Pon Lut 12, 2018 11:30 pm
To nie był pierwszy raz, kiedy wymordowani rozbili oddział, lecz zaskoczenie było równie duże, podobnie mierzone oddechami, uderzeniami serca i wyzwoleniem adrenaliny w organizmie. Nie miało znaczenia ile lat było się wojskowym — w tej profesji śmierć to poniekąd ryzyko zawodowe, swoista codzienność, do której to z czasem się przyzwyczaja, lecz obrazów umierających towarzyszy w efekcie krwawej jatki każdorazowo trudno pozbyć się z pamięci. Pierwsze wspomnienia tego typu wiązały się jeszcze z M-6, zwłaszcza to pamiętne wyjście za mur, po którym wróciła ledwie garstka po masowym zaatakowaniu i wybiciu większości spośród grupy żołnierzy. Wiązało się to z niebezpiecznym w całej swej naturze kłamstwem, które połączyło go zmową milczenia z Mironem Yanovychem i nigdy niesłabnącą obawą przed odkryciem prawdy. Nie oznaczało to jednak, że każde kolejne wyjście poza którekolwiek mury odrodzonych miast i utrata towarzyszy przychodziła z łatwością. Swoiste marzenie ściętej głowy, ale Ilya Antonowicz Morozov nauczył się innej iście przydatnej, mocno znieczulającej techniki — nie trzymania się z nikim bliżej niż konieczność zawodowa tego wymagała. Wyjątek od reguły stanowiło kilka osób, które Rosjanin zliczyłby na palcach jednej ręki.
Największą zaletą pracy w terenie i lądowanie w środku ognia akcji w roli lekarza wojskowego okazywało się przyzwyczajenie do pracy w stresie, ale i spoglądanie na otwarte rany czy oderwane kończyny bez większych emocji, tylko przejście do pozbawionego przemyśleń działania. Problem polegał tylko na tym, że zwykle persona medyczna, w tym wypadku — on, był tylko jeden na resztę oddziału, gdzie nie ma szansy, aby się rozdwoił. Krzyki towarzyszy odbijają się echem w czaszce, presja szybuje do góry z prędkością niemalże wystrzelonej z łuku strzały, a wyzwolona adrenalina to zdecydowanie za mała pomoc w przeskoczeniu fizycznych możliwości ciała, zwłaszcza gdy wrogowie cieszą się o wiele większą tężyzną cielsk i szybkością. Wszystko dzieje się w iście ekspresowym tempie, w trakcie, których słychać jedynie krzyki nieco zagłuszane przez wzmożony szum w uszach, masowo oddawane strzały, dźwięki zablokowanej broni oraz salwa przekleństw w międzyczasie lub najbardziej przerażająca pustka w magazynku. Istny piekielny kocioł z tysiącem bodźców na raz, w którym dzieje się wszystko i jego obrazy utrwalają się przez to na długo, a krew konających lub wylewająca się posoka ze stygnących już znanych ciał, to jasny znak sygnalizujący nadchodzącą nieuchronnie przegraną. Wiedział to, po prostu to wiedział, jakby zimny realizm Ilyi Antonowicza Morozova poddał ich faktyczne szanse lodowatej ocenie jakiś czas temu, jeszcze nim spojrzenie intensywnie niebieskich tęczówek lekarza wojskowego skonfrontowało się ze złotymi ślepiami bestii. Finalnie zostało to zwieńczone egipską, nieprzeniknioną ciemnością.
Ciemnością, która ustąpiła nieoczekiwanie miejsca ostremu światłu, które oślepiło go z taką łatwością, jakby ktoś świecił mu nim prosto w źrenice przyzwyczajone do życia w podziemnym tunelu. Momentalnie je zamknął, odruchowo. Lekarz wojskowy podjął parę ostrożnych prób otworzenia powiek, by z zadowoleniem móc pozostawić je zmrużone — oczy potrzebowały dłuższej chwili, by przyzwyczaić się do natężenia światła. Rosjanin nie miał żadnych wątpliwości — musiał obudzić go równie mocny, kłujący ból prawej skroni, ale trzymające go mocno otępienie nie pozwalało na racjonalną, zadowalającą analizę, co świadczyło nie tylko o zmęczeniu fizycznym, głównie wynikającym z jego bezsenności, pozwalającej mu zwyczajowo spać maksymalnie do trzech godzin z kilkoma przerwami na przebudzenie, ale i psychicznym. Do tego dezorientacja; nie miał zielonego pojęcia gdzie jest, a rzekomy szpital, którym śmiało nazwałby tak sterylne miejsce jak to, nie wydawał się w żadnym stopniu znajomy, a widok delikwenta przytwierdzonego do łóżka tylko go w tym utwierdził. Może trafił w ręce naukowców S.SPEC? Gorzej jeśli jakiegoś innego cholerstwa…
Kiedy zdecydował się podnieść powoli do siadu, dopiero wtedy odczuł wzmożenie zawrotów głowy i wcale niesłabnący ból w skroniach. Wbił zmrużone oczy w przezroczysty płyn, który był mu dożylnie podawany, nie miał chyba dokładnego napisu co to takiego, a przynajmniej Rosjanin jej nie zauważył. Do tego te obrazy wylewające się wprost z ran psychicznych, jakby na wzór pazurów bestii, z którą swego czasu wymienił spojrzenie. Wspomnienia wyłażące na światło dzienne jak lęki spod łóżka dziecka tuż po zgaszeniu światła.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Shane on Czw Lut 15, 2018 11:56 am
Podawany dożylnie płyn spływał leniwie przez gumowy przewód doprowadzający, zakończony na końcu cieniutką igłą, niknąc pod jego jasną skórą.
Chashka będący pod wpływem silnego otumanienia i otępienia zmysłów, pozostawał całkiem świadomy niż pacjent obok. Kiedy zdecydował się powierzchownie przyjrzeć własnemu ciało, zauważył opaskę identyfikacyjną na lewym nadgarstku.
C404.
Nic więcej. Na łóżkach nie wisiały karty pacjentów, jak w normalnych szpitalach. Pozostawał anonimowy, a jedyną jego godnością był numerek na jego nadgarstku.
Pacjent C404.
Wspomnienia na chwilę dały mu spokój. Przestając nękać jego obolałą głowę. Świat unormował się w jednej płaszczyźnie, przestając z nim tańczyć.
Dochodząc do siebie, mógł usłyszeć jakieś chrząknięcie. Wymordowany tuż obok niego obudził się. Ziemista skóra błyszczała od potu. A może były to łzy?
Odwrócił głowę w stronę jasnowłosego, nie spodziewając się, że ten tak szybko odzyskał świadomość. Wyglądał na zdziwionego, ale co się dziwić skoro poza nimi w pomieszczeniu nikogo nie było, a gruby metal drzwi nie przepuszczał dźwięków z zewnątrz. Panowała grobowa, nieludzka cisza.
Uchylił popękane usta, a spomiędzy nich wystawały ostre ząbki. Przymknął przemęczone, przekrwione ślepia i zawiesił głos w niedopowiedzianej ciszy.
Zebrał się w sobie.
— Po-moż mm-mi.
Wymamrotał niemrawo. Wyglądał źle. Stan fizyczny wskazywał na wyczerpanie, jednak rany m.in cięte, nie wskazywały na zwykłe przemęczenie.
— Musimy uciekać. Odwiąż mnie. Pospiesz się. Oni zaraz wrócą.
Słowotok popłynął, a on najwidoczniej popadł w jakąś dziwną histerię. Niezdrowo się ożywił, jakby płyn z kroplówki — którą miał również podłączoną — nagle przestał na chwilę działać. Wytrzeszczył na niego rybie ślepia i szarpnął się.
— Pośpiesz się! Słyszę ich!
Głos się załamał, a wyraz jego twarzy obrazował prawdziwe przerażenie.
Nic jednak nie wskazywało na zbliżające się niebezpieczeństwo. Jednak czy warto było się kłócić z Wymordowanym, który posiadał wyostrzone zmysły?



------------------------------------------------------------------
Dopisek:
[x] Niestety nie masz możliwości posiadania żadnego ekwipunku. Jesteś zdany na siebie. ¯_(ツ)_/¯ Ale spokojnie, wszystko co znajdziesz po drodze, możesz zabrać do obrony.
[x] Obrażenia: Rozcięta prawa skroń. Otępiony, rozkojarzony.
[x] Termin: 22-02


Pomieszczenie posiada sztuczne światła, jarzeniówki. Nie ma okien, a jedynym wyjściem są zabezpieczone na szyfr metalowe drzwi.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Gość on Czw Lut 15, 2018 10:29 pm
Oznaczenie, które dostrzegł na nadgarstku na białym pasku kontrastującym na tle monochromatycznych tatuaży Rosjanina, nie okazało się w żaden sposób znajome — to jako pierwsze zapaliło czerwoną, ostrzegawczą lampkę w jego przyćmionym przez ból umyśle. Ponownie omiótł wzrokiem sterylne pomieszczenie, ale to nie dało mu jakiejkolwiek podpowiedzi, dlatego kierowany odruchową nieufnością wobec podawanego mu specyfiku dożylnie, zdecydował się na oddzielenie kroplówki od zewnętrznej części kaniuli dożylnej. Kiedy miał już pozbyć się z wprawą wenflonu z żyły, przez ciszę potoczyła się prośba wymówiona po japońsku, przez co Ilya Antonowicz Morozov momentalnie wbił wzrok w rekiniastego człowieka przytwierdzonego do łóżka szpitalnego. Zmrużył oczy, przebiegając po nim badawczym spojrzeniem, jakby wydawał wstępny werdykt.
O czym ty bredzisz? — rzucił jasnowłosy nieufnie, a w wypowiedzianych słowach przemknęło obce akcentowanie. Zrzucił z siebie okrycie szpitalne i ostrożnie spróbował stanąć na swoich nogach, tylko z tego względu, by gwałtownym wykonaniem czynności nie wzmocnić bólu w palącej skroni. — Kim są ci oni i co to za miejsce? Co tu robimy? — dopytał jednak niemal od razu, wyczuwając, że skoro jego zmutowany towarzysz był świadomy i wpadał w histerię, to wiedział co tu się odbywa, a co za tym szło – w jakim położeniu obydwaj, chcąc nie chcąc, się znaleźli.
Ilya Antonowicz Morozov zbliżył się ostrożnie do zapiętego pasami wymordowanego, jakby sprawdzał na ile może sobie pozwolić i czy nie zostanie zaatakowany przy pierwszej lepszej okazji. Jego zaufanie wobec posiadaczy wirusa X w najczystszej jego postaci wiązało się z naturalną nieufnością, a ich nieludzkie możliwości miał stale z tyłu głowy. Jako lekarz wojskowy czynnie biorący udział w akcjach wojska M-6 i M-3 oglądał krwawe masakry, otwarte rany i oderwane kończyny niemal stale. Mimo to po pokonaniu dzielącej ich odległości, wziął się za rozpinanie pasów obezwładniających przerażonego wymordowanego, chcąc się przekonać, czy jego dystans był uzasadniony. Ponadto nie od dziś wiadome było, że Rosjanin jest skrajnym przeciwnikiem eksperymentów przeprowadzanych nawet na potrzeby S.SPEC, co uwidoczniło się w momencie, gdy jasnowłosy otrzymał na wychowanie jeden z królików doświadczalnych, jak poniżająco ich określano. Miał jednak realną obawę, że ten numer na pasku wokół lewego przegubu nie zwiastował niczego dobrego.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Shane on Sob Lut 17, 2018 9:53 pm
Rekinowaty spojrzał na niego przerażonym wzrokiem. Usta mu zaschły, a on mimowolnie przesunął po nich wilgotnym językiem. Starał się coś powiedzieć, wytłumaczyć Morozovowi, że nie mają czasu na tłumaczenia, ale on najwidoczniej nie słuchał. Wymordowany na chwilę zamknął oczy, starając się ustabilizować oddech.
— Nie teraz. Rozwiąż mnie.
Na szczęście mężczyzna nie dał się długo namawiać. Pasy z wolna zaczęły się luzować, a nieznajomy wraz z nimi czuł większy spokój. Zerwał się do siadu, praktycznie zderzając czołami z lekarzem.
— Nie wiem, która już jest godzina, ale musimy uciekać. Jedynym wyjściem są drzwi, ale słyszałem jak ostatnio rozmawiali ze sobą, że system popsuł się, a cały kod jest odwrócony do góry nogami. Nie jestem wstanie tego zrobić. Mają moje odciski palców, musisz to zrobić ty. Tylko pospieś-ś się!
Ponaglił go. Wstał również z łóżka, odłączając kroplówkę. Syknął jakieś przekleństwo pod nosem, a potem przyjrzał się Rosjaninowi. Tatuaże zdobiące go skórę na chwilę zahipnotyzowały go.
— Nie wiem kim jesteś, ani co masz w sobie takiego, że się tobą zainteresowali, ale-e poś-śpies się.
Zbliżył się do panelu otwierającego metalowe drzwi, na którym po lewej stronie ułożone były w pionowej kresce strzałki. Świeciły się na neonowoniebiesko, migając prosto w oczy jasnowłosego. W pomieszczeniu nad nimi ktoś zaszurał ciężkim przedmiotem po ziemi, zajęczał głośno, a jęk ten przerodził się w krzyk, aż w końcu ucichł.
Rekin słysząc zawodzenie, spiął się, a panika na nowo zagościła w jego oczach.
— Nie zostanę tu ani chwilę dłużej!
Zaczął krążyć po pomieszczeniu, przeszukując szafki, jak gdyby one miałyby być magicznym przedmiotem, który pomoże mu się wydostać z klaustrofobicznego pokoju.



------------------------------------------------------------------
Dopisek:
[x] Niestety nie masz możliwości posiadania żadnego ekwipunku. Jesteś zdany na siebie. ¯_(ツ)_/¯ Ale spokojnie, wszystko co znajdziesz po drodze, możesz zabrać do obrony.
[x] Obrażenia: Rozcięta prawa skroń. Otępiony, rozkojarzony.
[x] Termin: 24-02


Pomieszczenie posiada sztuczne światła, jarzeniówki. Nie ma okien, a jedynym wyjściem są zabezpieczone na szyfr metalowe drzwi.


Wskazówka: Wciśnij odpowiednio strzałki, aby wyjść z pomieszczenia, a następnie przyłóż kciuk do czytnika.
Obrazek panelu: xxx





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Gość on Wto Lut 20, 2018 6:09 pm
Narastająca histeria ze strony świeżo wyzwolonego z pasów przy szpitalnego łóżka ryboludzia zaczynała ciągnąć za struny jego nerwów, o czym mógł poświadczać niezadowolony grymas odciskający się na twarzy Rosjanina. Brak jakichkolwiek informacji nie pozwalał mu dostosować się do nowej sytuacji — byli zamknięci w sterylnym pomieszczeniu bez okien, ale za to z metalowymi drzwiami, a ten przerażony pajac zachowywał się tak, jakby miał zaraz zejść tuż obok. Ilya Antonowicz Morozov musiał oprzeć się pokusie wywołanej przez gwałtowny, szybki ruch tegoż osobnika i zapanować nad przysposobionymi odruchami, zwłaszcza, gdy odległość między nimi znacząco się zmniejszyła i prawie zderzyli się czołami. Mimo to obawiał się, że ma do czynienia z osobą, którą nafaszerowano przypadkiem zbyt dużą dawką leków lub kropel pobudzających, których naczelnym zadaniem było przyspieszenie akcji serca.
Odsunął się od niego, nie bacząc na to, czy ten przygląda się jego tatuażom, czy też nie, robiąc kilka kroków w głąb pomieszczenia, przebiegając po nim wzrokiem, by w końcu zatrzymać go na drzwiach, o których mówił. Podszedł do nich szybszym krokiem i od razu pojął, że niezbędne jest odgadnięcie poprawnego szyfru. Pięć klawiszy i nieznana liczba sekwencji, którą można nimi wykonać. Jeśli system szwankował, to i tak było za mało, zwłaszcza, że ktoś się zbliżał. Czas nie był na ich korzyść. Całe szczęście, że dawno temu nauczył się radzić sobie ze stresem podczas akcji, inaczej paraliżowałby cało i osłabiał zdolności umysłowe. Musiał zacząć od czegoś banalnego, by wykluczyć najłatwiejsze opcje. W akompaniamencie krzyku na górze wbił kod od góry do dołu, przykładając kciuk do czytnika, ale nie spotkało się to z żadnym pożądanym rezultatem.
Posłuchaj uważnie — warknął rozdrażniony ciągnącym się zawodzeniem tymczasowego kompana, któremu najwyraźniej puszczały nerwy. Wyprostowawszy się niczym struna instrumentu spojrzał na niego chlodno przez ramię, zatrzymując wzrok na ledwie moment na jego oczach. — Albo będziesz ze mną współpracować i w końcu do czegoś się przydasz, pomagając mi odgadnąć sekwencję klawiszy, albo będę zmuszony zapchać ci czymś mordę, abyś mi nie przeszkadzał. Jeśli chcesz, popłacz sobie do woli w kącie, ale nie bądź zbyt głośny. To w niczym nie pomoże i nie przybliża nas do wyjścia stąd, dotarło?
Już kończąc wypowiedź skupił się ponownie na drzwiach. Nie było czasu na lamentowanie, należało działać do cholery. Niedługi potem dotarły do niego dźwięki z łatwością wysuwanych szuflad, co pozwoliło mu na kolejną zabawę z jarzącym się na neonowy niebieski kolor panelem przed nim z większym spokojem. Następnie wykonał to samo co poprzednio, ale od dołu do góry, choć również nie był zbytnio do tego przekonany, gdy przykładał kciuk do czytnika. Znając życie i automatyczne blokady występujące w tego typu zamkach elektronicznych, podejrzewał, że następna próba może okazać się tą ostatnią.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Shane on Czw Lut 22, 2018 7:37 pm
— Posłuchaj mnie... — Zmierzył mężczyznę wzrokiem od stóp do głów, zauważając numerek na jego nadgarstku. — C404, siedzę tutaj od ciebie znacznie dłużej, więc nie mów mi co mam robić, ani jak się zachowywać, jasne?
Warknął rozdrażniony, a Chashowi błysnęła w oczy Rekinowatego przepaska na nadgarstku.
Numer B05.
Wymordowany przeszedł się po pomieszczeniu, nieco się uspokajając. Pierwszy atak paniki minął, kiedy zauważył, że Morozov działał przy panelu otwierającym drzwi. Coś brzękło, a był to dźwięk otwieranych drzwi. Wymordowany zaraz podszedł do Chashki, łapiąc go silnie za ramię.
— Spokojnie. Cicho.
Położył wskazując palec na swoich ustach. Wychylił głowę za próg pomieszczenia i spojrzał na kompana w niedoli. Ruchem głowy, pokazał, aby wyszli.
Korytarz był zimny. Obity w metalowe panele, stwarzał wrażenie zamkniętej szkatułki, z której nie było wyjścia. Wychodząc z pomieszczenia po ich lewej stronie znajdywały się schody prowadzące na górę; na piętro. Z końca korytarza dochodziły jakieś głosy. Dwa nieznajome męskie.
— C404 powinien się już obudzić. Zaraz dokończymy badania.
— B05 należy przenieść do sektora D.
Słysząc nieznajome głosy Chash poczuł ostry ból w skroni. Było to chwilowe, jednak na tyle dokuczliwe, że mogło na moment rozproszyć całą jego uwagę.
Kroki były coraz bliżej. Czas uciekał. Chashka musiał podjąć decyzję, w którą stronę zamierzał się udać. Czy stanąć w oko w oko ze swymi oprawcami czy może uciec w miejsce, gdzie mogło być znacznie gorzej?





------------------------------------------------------------------
Dopisek:
[x] Niestety nie masz możliwości posiadania żadnego ekwipunku. Jesteś zdany na siebie. ¯_(ツ)_/¯ Ale spokojnie, wszystko co znajdziesz po drodze, możesz zabrać do obrony.
[x] Obrażenia: Rozcięta prawa skroń. Otępiony, rozkojarzony.
[x] Termin: 01-03





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Gość on Sob Lut 24, 2018 12:17 am
C404 — wypowiedziane w jego kierunku sprawiło, że Ilya Antonowicz Morozov mimowolnie się wzdrygnął, a reszta wypowiedzi Ryboludzia jakoś mu umknęła. Ten nadany odgórnie numer przypomniał mu, jak swego czasu zwracano się do jego podopiecznego, który niegdyś pełnił rolę eksperymentu S.SPEC, zanim nie został mu przydzielony pod opiekę w ramach przymusowej socjalizacji. Rosjanin z kolei nie pozwolił zwracać się do Kite w sposób inny, aniżeli nadanym mu imieniem. To nie tak, że miał moralne zastrzeżenia wobec tego, choć jako posiadacz wirusa X, kryjąc się ze swoim nosicielstwem przez długie lata i dochodząc niemal do perfekcji ze ścieraniem swojej krwi skądkolwiek, jakby w ramach najzwyczajniejszego spaczenia zawodowego i niezbędnej potrzeby sterylności na każdym kroku, nigdy nie wykazywał jednak zdolności do akceptacji robienia z ludzi królików doświadczalnych, nawet w imieniu nauki. Dochodziło do tego samodzielne opatrywanie się i zakaz zbliżania skierowany do każdego śmiałka, który miałby wówczas czelność przekroczyć granicę tolerowaną przez Rosjanina. W historii zdarzyła mu się tylko jedna (ale jaka!) wpadka przy jego najlepszym przyjacielu i nigdy więcej nie zamierzał tego błędu powtórzyć, mając z tego tytułu zrozumiałe i wliczone w cenę wykonywanego zawodu wyrzuty sumienia.
Ku zdziwieniu Rosjanina odwrócony układ od dołu do góry zadziałał, a metalowe drzwi otworzyły się. Ilya Antonowicz Morozov zachował spokój i nie potraktował tego jako zwycięstwa, ale czując ucisk na ramieniu spojrzał na swojego tymczasowego towarzysza niechętnym, chłodnym wzrokiem w ramach odpowiedzi na ten wymuszony kontakt fizyczny, który Dr uznał za doprawdy zbędny. Nic jednak nie powiedział, współpracując tym samym z nieznanym sobie mężczyzną.
Mimo że na równie sterylnym korytarzu nie doszukał się jakiejkolwiek podpowiedzi co do tego, gdzie dokładnie się znajdowali — nie trzeba było długo czekać na podjęcie przez lekarza wojskowego decyzji dotyczącej następnych kroków ich działania. Sprawa była poniekąd oczywista — pozostanie w jednym miejscu, tuż po otworzeniu metalowych drzwi, bez uzbrojenia i szans na owocną walkę, było prośbą o śmierć, gdyby naukowcy, sądząc po formie wypowiedzi, mieli dla przykładu paralizatory, lub ponowne przytwierdzenie do łóżka szpitalnego z podaniem kolejnej dawki nieznanych środków dożylnie. Ilya zerknął jeszcze na wenflon wciąż widniejący w tym samym miejscu co poprzednio, jednak celowo go nie wyciągnął, by nie pozostawić po nich świeżego śladu. Gestem dłoni wskazał mężczyźnie schody na piętro, to był ich cel właściwy. Mieli tam teoretycznie większe szanse na wydostanie się (czy na pewno?), niż znajdując się na aktualnym poziomie niżej, gdzie mogli zostać otoczeni nieoczekiwanie z dwóch stron. Morozov nie czekał na odpowiednią reakcję swojego kompana i ruszył w kierunku schodów, licząc, że ten bez zbędnego marudzenia i robienia dodatkowego rabanu pójdzie za nim.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Shane on Nie Lut 25, 2018 7:39 pm

Wbiegli na powyższe piętro, jednak tam również nie mogli zaznać chwili spokoju i zebrania myśli. Piętro okazało się więzieniem dla kilkunastu osób, które stało przy metalowych drzwiach i spoglądało na nich zza krat, imitujących małe okienka więzienne. Ktoś widząc ich chodzących bez żadnej obstawy, kompletnie oszalał i w euforii wykrzyczał:
— WOLNI! ONI SĄ WOLNI! UWOLNIJCIE NAS!
Ów krzyk przykuł do krat zbyt wiele twarzy, które przemawiały jednym głosem. Wszyscy chcieli zostać uwolnieni. Wrzask ten roznosił się echem po korytarzu, szybko zwracając na siebie uwagę oprawców.
Na piętrze niżej rozległ się tupot, przekształcający w bieg.
— Szybko! Są u góry! Alarm czerwony, alarm! Obiekty wydostały się z celi!
Krzyknął jakiś nieznajomy głos.
W całym budynku rozległo się wycie alarmu przeciwpożarowego. Pomieszczenie przestało wydawać się zimne i ciche, gdyż dźwięki odbijające się od metalowych ścinach mogłyby przyprawić o nerwicę.
Na twarzy rekinowatego pojawiło się zaskoczenie. Sytuacja nabrała powagi, a oni mieli poważne kłopoty jeśli czegokolwiek nie zrobiiliby. Spojrzał wymownie na Chashkę, oczekując od niego rozwiązania sprawy.
— Zrób coś! Zaraz się tu zbiegnie cała armia i znowu nas wpakują do klatki pod kroplówki!
Syknął rekin, a ktoś zza metalowych krat zdołał złapać lekarza za ramię i szarpnąć nim w swoją stronę. Mężczyzna uderzył głową o pręt i poczuł się przez chwilę zamroczony. Nie słyszał głosu tuż przy swoim uchu, który wręcz wydzierał się:
— Uciekaj od niego! Zostaw go! Uciekaj sam!
Na pomoc koledze przyszedł rekin, który za pomocą ostrych pazurów poderżnął gardło temu, który usilnie próbował zatrzymać Chashkę przy sobie. Odciągnął Rosjanina na bok od zachłannych rąk, lecz ten miał inny problem. Głosy w jego głowie nie cichły. Ponownie zderzył się z falą zniekształconych, trochę zmanipulowanych wspomnień.
— C404, musimy spieprzać!
Krzyknął rekin pomiędzy inną wiązką głosów.

— Ilya! Chodź! Napijemy się jeszcze trochę gorzałki!
Zabrzmiał znajomy męski głos. Kiedy Morozov odwrócił się, mógł zauważyć siedzącego przy stole Shay'a. Takashiro miał dobry nastrój. W barze, w którym się znajdywali pobrzmiewała głośna muzyka i przyjemna atmosfera. Kompan podniósł kieliszek do góry i gestem nawoływał go do siebie. Ilya stał tuż przy barze. Barman właśnie wcisnął mu w dłoń jakieś przekąski. Gwar cywili nie cichnął. Typowy męski wieczór przy ulubionym trunku alkoholowym.
Kiedy Rosjanin wykonał kilka kroków — zaczął się zbliżać w stronę Shay'a, zauważył stojącą tuż za nim postać. Odziana w czarny długi płaszcz i kaptur nie zdradzała nawet swojej twarzy. Z obszernego rękawa coś błysnęło, a następnie ów rzecz znalazła się przy gardle Shay'a. Nóż wbił się w skórę niczym w masło, a krew trysnęła na stół. Tajemnicza postać, pchnęła martwe ciało przyjaciela Morozova na drewniany blat, wpatrując się w prost w oblicze Chashki.
Złote ślepia błysnęły spod kaptura.
— Nie uciekniesz, Ilya, nie uciekniesz.
Szeptał nisko w jego stronę. Przedzierał się do czaszki i otumaniał. Nęcił.
— Złap za nóż. Zabij. Podetnij sobie żyły. Umrzyj wraz z nimi. Powinieneś nie żyć. Plugawisz ziemie, nosicielu.




-----------------------------------------------------------------
Dopisek:
[x] Niestety nie masz możliwości posiadania żadnego ekwipunku. Jesteś zdany na siebie. ¯_(ツ)_/¯ Ale spokojnie, wszystko co znajdziesz po drodze, możesz zabrać do obrony.
[x] Obrażenia: Rozcięta prawa skroń. Otępiony, rozkojarzony. Ogłuszony, ból głowy.
[x] Termin: 04-03





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Gość on Sro Lut 28, 2018 4:05 am
Ilya Antonowicz Morozov aż do momentu pojawienia się ze swoim rybim towarzyszem na piętrze nie miał pewności co do tego jaki charakter ma ten budynek, lecz po usłyszeniu chóru przetrzymywanych z cel, które rozbijały się echem po pomieszczeniu — jego wątpliwości zostały w pełni rozwiane. Znajdował się w więzieniu, które miało poniżej coś w rodzaju specjalnego ambulatorium lub sekcji ściśle przeznaczonej do badań naukowych, choć z wiadomych względów to pierwsze wydawało się najbardziej tolerowalną opcją. Ich pozycja została jednak bezapelacyjnie zdradzona przez uradowane mordy za kratami. Blyat, zaklął głośno Rosjanin, podsumowując w ten jakże skromny sposób ich obecną pozycję, choć mogli zostać to zagłuszone przez donośny, nieprzyjemny dla uszu ogłos alarmu przeciwpożarowego.
Zrób coś! Zaraz się tu zbiegnie cała armia i znowu nas wpakują do klatki pod kroplówki! — słysząc ten tekst, lekarz wojskowy posłał mężczyźnie ostrzegawcze spojrzenie, stąpał po kruchym lodzie. Jeszcze trochę i mu przyjebie. Morozov nie miał, do jasnej cholery, czasu ani tym bardziej cierpliwości na użeranie się z panikarzem, który nie potrafił trzeźwo myśleć w stresowych sytuacjach i zaczynał piszczeć jak mała dziewczynka na widok wielkiego pająka. Jego towarzysz miał ulepszenia genetyczne za pośrednictwem wirusa i nie dawał sobie rady? Czy miał do czynienia z idiotą? Jego rozważania nie spotkały się z pomyślnym zakończeniem, nie zostały również wypowiedziane, gdyż poczuł pociągnięcie, nie zdążył jednak nijak zareagować, a potem silny ból z tyłu czaszki obudził demony, które spokojnie sobie drzemały. Ktoś kazał mu uciekać, chciał się wyrwać, nie wyszło, rekiniasty pociągnął go na bok, ale to wszystko traciło na kolorze, jakości i znaczeniu.
C404, musimy spieprzać! — te słowa sprowadziły go nieco na ziemię, nie wyciszyły natarczywych wspomnień atakujących go od tej strony, z której nie było ucieczki. Potarł się po skroniach, mimo że wiedział, że to w niczym nie pomoże. Skrzywił się z niezadowoleniem.
Ruszamy — rozkazał krótko i zwięźle, kierując się naprzód, i starając się tym samym zachować odpowiednią odległość przed łapczywymi łapskami, wysuniętymi pomiędzy metalowymi kratami wprost w jego stronę.  Nie mieli czasu. Nie mogli stać w miejscu. Nie zatrzymywał się, ale wspomnienia spełniały swoją rolę. Shay był doprawdy jednym z niewielu słabych punktów Ilyi Antonowicza Morozova, odczuł niemal oczywisty w tym zestawieniu ścisk w płucach, a w gardle pojawiła się znajoma gula. Dryfował między rzeczywistością a czymś nienamacalnym, wiedział natomiast jedno – skutecznie go to rozpraszało.
Umrzyj wraz z nimi. Powinieneś nie żyć. Plugawisz ziemie, nosicielu. — zazgrzytał zębami. Och, nie było, kurwa mowy, po tym co zrobił, by przeżyć i mieć szanse na godne życie. Przeżył wielu swoich zmarłych towarzyszy, lecz o żadnym z nich nigdy nie zapomniał. Nie dało się.
Wypierdalaj… — warknął bardziej do siebie niż towarzysza rozdrażniony głosami i natarczywymi wspomnieniami. Obawiał się, że to się tylko nasili, a uderzenie w głowę było tylko preludium. — Wypierdalaj z mojej głowy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Shane on Wto Mar 06, 2018 7:46 pm
Chashka jak na lekarza miał kiepski zmysł obserwacji, jednak najwidoczniej było to uwarunkowane halucynacjami i ciągłymi bólami głowy. Mężczyzna nie zdołał zauważyć, że jego rekinowaty kolega również posiadał podobne objawy co on sam, przez co jego percepcja i zdolność do racjonalnego zachowania znajdywała się na samym dnie podejmowania logicznych decyzji. Polegał na Chashce, gdyż sam znajdywał się zbyt długo w zamknięciu, a jego instynkty krzyczały, próbowały tak samo rozszarpać jego, jak nosiciela.
B05 zaraz jednak również podjął się ucieczki, nie zamierzając dać się złapać oprawcom. Skręcił w lewy korytarz, o którego odchodziły kolejne odnogi, tworząc dla nieznajomych - w tym dla nich - swoisty labirynt.
Rozejrzał się po długim, dobrze oświetlonym holu. Po całej długości, w równych odstępach zamontowane były te same metalowe drzwi co u nich w pokoju. Każde miało inny numer.
Tu za nimi krzyki ani na chwilę nie cichły. Kroki nieznajomych oprawców rozchodził się echem po budynku, pomimo głośnego ryku alarmu, który jak na zawołanie nagle umilkł. Najwidoczniej ktoś odczuwał podobną irytację względem wyjącej syreny.
— Szukać ich, szukać! Nie mogli odejść daleko, rozdzielmy się!
Mogli usłyszeć kilka korytarzy dalej. Dźwięk w budynku rozchodził się falą, idealnie trafiając do uszu nieproszonych słuchaczy. Akurat teraz było to im na rękę, jednak czy zamierzali skorzystać z tej lekcji?
— Co robimy?
Zapytał rekinowaty, spoglądając na kompana. Ból w czaszce na chwilę odpuścił Rosjaninowi, jednak znajomy głos z halucynacji nie. Cicho szeptał.
Co zrobisz, Ilya? Co zrobisz? Jesteś w pułapce.
Rekin spoglądał na Morozova lekko zaniepokojony jego wyglądem. Skóra blondyna zrobiła się bardziej szara, jak gdyby ten miał zaraz się porzygać. Na całym ciele Ilyi, tuż pod skórą pojawiały się czarne ślady. Kiedy przyjrzał się bliżej, zauważyć mógł, że to jego żyły przybrały odcień czerni.
— Zaczęło się.
Wymamrotał cicho B05, widząc ten znajomy obraz.




-----------------------------------------------------------------
Dopisek:
[x] Niestety nie masz możliwości posiadania żadnego ekwipunku. Jesteś zdany na siebie. ¯_(ツ)_/¯ Ale spokojnie, wszystko co znajdziesz po drodze, możesz zabrać do obrony.
[x] Obrażenia: Rozcięta prawa skroń. Otępiony, rozkojarzony. Ogłuszony, ból głowy. Żyły na całym ciele przybrały mocny odcień czerni, przebijający się przez jasną skórę Ilyi.
[x] Termin: 13-03





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pacjent C404 [Chashka]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry