Strona 1 z 13 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

Go down





Wzgórza Pisanie by Jahleel on 19/11/2017, 02:24
    

Teren w tym miejscu spiętrza się, wynosząc w górę masy ziemi. Kiedyś zapewne były to wspaniałe łańcuchy górskie, kładące cień na okolicę. Obecnie to jednak przeżarte przez wieki szorstkiej, agresywnej pogody wzgórza, których szczyty wygładził deszcz, a zbocza wyrzeźbił ostry wiatr.
Liczne kamienie ścielą podnóże, zmieniając drogę w prawdziwą udrękę. Jedynie samotna ścieżka, przetarta przez kopyta, stopy i łapy setek tysięcy podróżnych, umożliwia przyjemne minięcie owych terenów. Ale łatwość, z jaką można dotrzeć nią do Apogeum, stanowi zaletę tak dużą, jak wielką jest wadą. Wzgórza są bowiem wspaniałym punktem obserwacyjnym dla wszelkich uskrzydlonych stworzeń. Samotny podróżny na ścieżce jest idealnym celem dla gryfów, farosów i sępów, które tylko czekają, aby zatopić kły w świeżym mięsie.
Gdzie nie znajduje się gruzowisko, tam teren przejęły we władanie rośliny. Niezbyt wysokie, twarde i kolczyste krzewy oraz karłowate drzewka, wysysające resztki życia z tej i tak mało urodzajnej gleby. Dla głodnego czy zdesperowanego mieszkańca okolicznych terenów są jak wybawienie. Czasem można zauważyć pojedynczego koniowatego lub zmutowanego jelenia, jaki z uporem godnym wyższej sprawy szarpie gałązki. Większość jednak omija tutejszą florę, woląc nie ryzykować pokrwawienia dziąseł na kolcach albo zdarcia języka ma haczykowatych liściach. Rośliny bowiem wspaniale wręcz przystosowały się do warunków otaczającego ich niczego, prześcigając się z pokolenia na pokolenie w wymyślaniu coraz to bardziej zdumiewających mechanizmów obronnych.
Ich obecność spowodowana jest płynąca między wzgórzami rzeką. Szerokim kanionem ściele się wstęga brudnej, błotnistej brei, przynosząc tym terenom nieco tak potrzebnej im wilgoci. Rzeka zaczyna w rozpadlinie skalnej jako w miarę czysty i chłodny strumień górski. Szybko jednak wpada w obszar skruszonych skał, wapieni i naniesionego przez hulaszczy wiatr piachu, porywając drobinki z prądem oraz zmieniając się w niezbyt apetyczną, żółtawą ciecz. Leniwie płynie przez kanion, pozwalając podróżnym ugasić pragnienie.
O ile ktoś zboczy ze ścieżki i postanowi przekroczyć gruzowisko, może natknąć się nie tylko na łatwiejszą do spożycia roślinność, ale także drobną zwierzynę, mieszkającą między skałami. Życie niemalże kwitnie na brzegu rzeki, nawet tak wapiennej i kredowej w posmaku jak ta.


:::::::
463578
Far'across the sea
People are calling me
From every direction
Calls for their protection
Can't drop this sound
Oh, they cry so loud

:::::::
- Ja tu po duszę zmarłego.
- Ale dopiero zaczął pić :C Nie bądź taki sztywny.
- Trzeba go osądzić.
- Oj tam. Jeden wieczór nikogo nie zbawi, napij się z nami!

avatar
Jahleel

Zwierzchność






GODNOŚĆ :
Jahleel

Liczba postów :
155


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Yū ✿ on 20/11/2017, 11:25
    
Początek wydarzenia
[Post techniczny i wprowadzenie]


Anioły pojawiły się na wzgórzach o poranku. Słońce jeszcze wyłaniało się zza gór, kiedy udało im się dotrzeć na znajome ziemię. Dla niektórych bowiem szlak musiał być znany, jeżeli nie osobiście, to chociaż z opowieści. Mimo to, skąpany w jasnych promieniach i szronie desperacki skrawek ziemi prezentował się surowo i wcale nie zapraszał, by postawić na nim swoje stopy. Od razu było widać, że brakuje tutaj organizacji. Drogi prowadzące ku Apogeum nie były jednolite, istoty nadciągały z różnych kierunków, co zdradzało wiele całkiem świeżych śladów na pobielonej glebie. Teraz jednak nie było widać nikogo, gdzieś w oddali przebiegła tylko niewielka myszka, wciągnięta w następnej sekundzie przez łuskowatą łapę, która wyłoniła się spod twardej ziem i zniknęła z mlasknięciem, pozostawiając przybyłą drużynę z niemiłym wrażenie, że ziemie te nie są zbyt gościnne. Cóż, o tym na pewno wiedzieli, w końcu znaleźli się na Desperacji.
Mieli krótki czas, by zadbać ostatni raz o swój ekwipunek, bo chociaż plany zakładały inaczej, w oddali pojawiła się jakaś postać z długim cieniem padającym od jej stóp. Podróżny, chciało się od razu założyć, albo desperat, jakaś humanoidalna istota odziana w śnieżnobiałe szary i równie jasną skórę sporego zwierzęcia nałożoną na głowię i ramiona. Szczęka stworzenia otaczała czoło nieznajomego niczym korona z zębów, oczy były białe, lecz nie zdradzały oznak oślepienia. Wpatrywały się na was, nawet jeżeli ze znacznej odległości, każde z was było w stanie to poczuć.
- Anioły. - rozległ się głos, niewątpliwie kobiecy, zdradzający wiek i doświadczenie. - Wiem po co tu przybywacie. Nie jesteście tu mile widziane, odejdźcie.
Prosty tekst, chociaż przekazany w sposób niebywale dziwaczny. Zamiast bowiem dźwięku ciągnącego się przez setki metrów po desperackich ziemiach okalających wzgórza, przed aniołami pojawił się napis, stworzony jak gdyby ozdobną czcionką, wiszący samoistnie w powietrzu, odczytany głośno i wyraźnie.

/Szybka piłka. Ponieważ słyszałam, że skład jeszcze raz będzie ostatecznie ustalany, macie najpierw krótkie wprowadzenie. Każdy niech od razu umieści w swoim poście posiadany ekwipunek. Następnym razem zawrę dla was wszystkie techniczne informacje.

Dodatkowo zwyczajowe od MG:
- Będę nakładać terminy (Z Jahleelem ustaliliśmy, że tydzień maksymalnie), za przekroczenie będą kary.
- Jeżeli nie możecie odpisać, zgłoście nieobecność, lub jeżeli przewidujecie niewielki poślizg, dajcie mi znać, wezmę to pod uwagę.





avatar
Yū ✿

Przywódczyni






GODNOŚĆ :
Yū Kami

Liczba postów :
7422


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Jahleel on 22/11/2017, 23:11
    
Gorsza od Desperacji jest tylko Desperacja nocą. Aniołów nie może ratować czuły słuch, wzrok mogący przebić ciemności czy węch pozwalający wyczuć zagrożenie po samym jego zapachu. Byli ograniczeni ludzkimi zmysłami i ciałami, szczególnie jeszcze w przypadku towarzyszącej im Kaijin - także brakiem skrzydeł. Nie zostawiliby towarzyszki na ziemi, samemu wzbijając się w przestworza. Musieli pokonać drogę pieszo, wystawieni na liczne zagrożenia, czyhające na nich tako w dzień, jak i w nocy.
Kątem oka wyłapał ruch łapy, porywającej myszkę. Jak dobrze, że oni sami mieli znacznie więcej możliwości obrony; zastęp mógł się podczas tej wyprawy wykazać. Anioł nie potrafił wyobrazić sobie, jak paranoiczne musi być życie stworzenia, jakiego jedyną drogą ratunku jest ucieczka. Niekończący się bieg, najmniejsza przerwa oznacza śmierć.
Westchnął cicho, obłoczek pary pojawił się przed ustami bruneta. Przetrwali noc. To najważniejsze. Za dnia wszelkie bestie są łatwiejsze do dostrzeżenia, chociaż nie czyni to tych ziem ani trochę przyjaźniejszymi. Na pewno nieco cieplejszymi, acz Jahleelowi chłód nie przeszkadzał aż tak bardzo. Nie tylko ze względu na ciepłe ubranie, niemniej to z pewnością pomagało. Bardziej przez jego moce, które siłą rzeczy chyliły się mocniej ku zimnie aniżeli ciepłu. Nierozważnym by jednak było ubrać się lekko na podobną wyprawę tylko i wyłącznie przez wzgląd na własne preferencje. Założył zatem wełniany płaszcz z wieloma kieszeniami. W jednej z nich, tej na piersi, spał niewielki ptaszek. Mały słowik, którego Jahleel zabrał ze sobą, aby pełnił rolę zwiadowcy. Obecnie wciąż zaspany po nocy, w ciemności ubrania nie zdając sobie sprawy ze zbliżającego się świtu. Ani obcego.
Jahleel zatrzymał się na widok postępującej w ich stronę osoby. Początkowo i owszem, wziął go za zwykłego podróżnego czy mieszkańca tych ziem. Gotów był mu nawet zaproponować czystą wodę oraz jedzenie, chociaż wyglądał, jakby ich nie potrzebował. Ubranie aż lśniło bielą, niemniej z tej odległości ciężko było określić, czy to nie jest po prostu naturalna barwa futra, przysłaniającego wszelkie inne szaty.
Zanim jednak zdążył zadecydować cokolwiek w kwestii własnego nastawienia do desperata, ten przemówił. Czy raczej, przemówiła. W osobliwy, niecodzienny sposób. Wywołujący podejrzliwość każdego logicznie myślącego stworzenia.
Kątem oka zerknął po reakcjach towarzyszy, zanim odezwał się pierwszy.
- Jeśli wiesz, po co tu przybywamy, wiesz, że nie mamy złych zamiarów. Skąd ta wrogość? - Spytał, lekko unosząc głos, chociaż nie krzycząc. Nie potrafił porozumiewać się w ten sam sposób, co kobieta, jemu zostają tradycyjne metody. Miał tylko nadzieję, że go dosłyszała. W czystym, zimnym powietrzu poranka dźwięk powinien się ładnie nieść.

Spoiler:
Ubranie: Podkoszulek, sweter, wełniany płaszcz, szalik, rękawiczki, wygodne spodnie i buty. Oczywiście skarpetki i bielizna.
Ekwipunek: Ukryty pod ubraniem na ramieniu artefakt archanioła, śpiący w kieszonce słowik. Kompas w drugiej kieszonce. Na plecach plecak, a w nim: parę metrów mocnej liny, pusty bukłak, mały nóż, trochę jedzenia.


:::::::
463578
Far'across the sea
People are calling me
From every direction
Calls for their protection
Can't drop this sound
Oh, they cry so loud

:::::::
- Ja tu po duszę zmarłego.
- Ale dopiero zaczął pić :C Nie bądź taki sztywny.
- Trzeba go osądzić.
- Oj tam. Jeden wieczór nikogo nie zbawi, napij się z nami!

avatar
Jahleel

Zwierzchność






GODNOŚĆ :
Jahleel

Liczba postów :
155


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Nascela on 24/11/2017, 03:18
    
Krajobraz Desperacji nie był pięknym zjawiskiem przyrodniczym. Nie zapierał dech w piersi. Wzbudzał natomiast lęk i strach, gdyż zagrożenie mogło stanowić tu wszystko - nawet małe, pozornie bezbronne dziecko, o które nie poosadzałyby je anioły przez zakodowaną w genach dobroć i łagodne usposobienie.
Nascela posiadał minimalne doświadczenie w zakresie wędrówek po skażonych przez apokalipsie terenach, jednakże poruszał się po niej głównie za dnia, a nocna sceneria była jeszcze bardziej nieprzystępna dla intruzów, niż jej słoneczne oblicze. Każdy dźwięk, każdy szum liści spowodowany przez zimny wiatr, każdy stukot podeszwy buta o kamień, czy chociażby każdy trzask gałęzi wywołany jej złamaniem przez postawienie nieostrożnie stopy mogło wywołać mocne bicie serca i bezdech. Dłoń anioła znajdowała się w bliskiej odległości od rękojeści swojej broni, którą od czasu do czasu muskał opuszkami palców, jakby chciał się przekonać czy tam jest. Mięśnie miał napięte, a wzrok wytężony, choć w gęstej ciemności, oprócz zarysowanych sylwetek towarzyszy i konturu drzew i krzewów, nie widział nic i najprawdopodobniej nie byłby w stanie dojrzeć wystających za nich ślepi krwiożerczej bestii, zatem w obliczu potencjalnego zagrożenia, jego reakcja byłaby opóźniona.
Zadrżał, kiedy zawiał mocniejszy wiatr. Mimowolnie nasunął na głowę kaptur, ażeby uchronić się przed nieakceptowanym przez jego organizm zimnem. Chłód jesienny dawał się we znaki.
Trzymając się trochę z tyłu, najprawdopodobniej jako ostatni dostrzegł kształt zbliżającej się od nich pozornie ludzkiej sylwetki, dlatego też przez chwilę nie wiedział, dlaczego Jahleel zdecydował się na postój. Zrozumienie przyszło chwilę później. Sam się zatrzymał, acz przez jego gardło nie przecisnęło się żadne słowo. Konwersacja z kobietą spoczęła na barkach Zwierzchności tudzież jakiekolwiek innego skrzydlatego, który do takowej się palił. Nascela miał wyraźny problem z komunikacją, a ewentualne zapomnienie jakiegoś słowa mogłoby utwierdzić tubylca w swoim fałszywym przekonaniu i skazać ich dobroczynną misję na straty.

Spoiler:
Wygląd/ubranie: Koszulka, golf, długa kurtka z ciepłym obszyciem, szal, rękawiczki, skarpetki, bielizna, ciepłe spodnie i wygodne obuwie. Wszystko utrzymane w odcieni czerni i szarości. Zwykle noszone przez siebie ubrania porzucił dla wygody. Włosy ma upięte w wysoki koński ogon.
Ekwipunek: Katana przy boku. Plecak przerzucony przez ramię, w którym znajduje się - bukłak z wodą, ususzone płatki róż zamknięte w słoiku, mały, poręczny nóż kuchenny, parę owoców, patelnia z dedykacją dla Jaheela.



I can't control myself, don't know who I've been
And who is this monster wearing my skin?
avatar
Nascela

Anioł Zastępu






GODNOŚĆ :
Horizon Blythe

Liczba postów :
113


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Hayaiel on 24/11/2017, 20:20
    
Desperacja wywoływała w nim mieszane uczucia. Nigdy nie oddalał się zbyt daleko od Edenu, a i jego stopy rzadko kiedy robiły sobie tak dalekie wędrówki w głąb nieznanego lądu. Co by to mogło być? Lęk? Niepokój? Nie, raczej nic co byłoby czystą domeną strachu. To smutek. Zwykła melancholia wywołana każdym nowym krzewem i porostem, którego nie znał, a którego nie mógł tknąć. Flora, która zdziczała dla samej siebie i jej mieszkańców. Świat, który miał wydawać dobry plon i rośliny owocowe, by karmić swoje dzieci przez miliony lat, pokazuje kolce i wyciąga pazury. Nie dzieli się niczym, bez końca już jedynie pasożytując. Z jednej strony fascynujące, z drugiej zaś godne potępienia. Ziemia zasnęła. Śpi. Okryła się czerstwą warstwą piachu i zapadła w dół, nie mając zamiaru nikogo wspierać. Powinno go to dziwić? Po tym co się stało nawet świat zdaje się przechodzić okres buntu wobec praw, które mu przykazano. Wszystko tu było obce.
Poprawił swój szalik, aby przegonić znużenie wraz z delikatnym poszczypywaniem chłodu na policzkach. Nie było mu zimno. Noc również nie była dlań nieprzyjemna. Lubił ją. I chociaż wiedział że albinizm jawi się różnymi przekleństwami, to jednak takie pory odpowiadały mu najbardziej. Jedynie poranek przywoływał delikatną senność na jego obliczu. Zmiana rutyny dnia mu nie służyła. Przetarł twarz wierzchem dłoni, mimowolnie wyłapując wzrokiem pędzącego gryzonia. Pochwycony zwierzak sprawił, że Hayaiel zatrzymał się i z lekkim otępieniem zaczął przyglądać tej ostatniej, agonalnej szarpaninie. Powinien zareagować? Raczej nie. Kto mu dał prawo decydować o tym, kto umiera, a kto żyje? Raz wygra mysz, raz stworzenie pod ziemią. Taki jest ruch życia.
Rozbudził się i odwrócił spojrzenie w stronę Akaiaha. Nie miał zamiaru łapać z nim kontaktu wzrokowego, a nuż spotkałby się z oskarżeniem o brak reakcji i bezinteresowność wobec pożerających się zwierzaków. Był jedynie ciekaw, jak zachowa się zwierzchność w takiej sytuacji. Rzuci się na pomoc? Rozpłacze? On byłby do tego zdolny. Westchnął, przymykając na moment oczy. Może to i lepiej jeśli tego nie zauważył? Uniknie się niezręcznej sytuacji w której trzeba by anioła pocieszać. Zasłonił usta fajką, udając zajętego. Jak zawsze gdy zdawał sobie sprawę z tego jak ubogie są jego emocje i jak powolne ma odruchy, mimo sporych zasobów empatii. Może gdyby nie miał czasu na analizy i przemyślenia, nie musiałby się tak wspierać reakcjami innych?
Szybko jednak jego umysł zapomniał o pechowym stworzonku, uświadamiając sobie, że nie tylko on się zatrzymał. Oto i pierwszy obcy na ich drodze. Raczej nie spodziewał się, że będzie miło. Słowa przybysza wcale go nie zdziwiły, chociaż bardziej by mu odpowiadało, gdyby nie spotkali na swojej drodze nikogo. Nie podejmował konwersacji. Jahleel jest wystarczająco kompetentnym mówcą, aby to uczynić. Nie spodobała mu się jedynie forma. Wiszące napisy? Moc, czy magia? Już samo to czyniło nieznajomą potencjalnie niebezpieczną. Tym bardziej przy tak negatywnym powitaniu.

Spoiler:

Wygląd/ubranie: >>o<< Czarne, ciepłe haori z długimi rękawami, malowane i wyszywane złotymi nićmi. Pod spodem krótkie czarne kimono w dwu warstwach. Do tego bielizna oraz czarne spodnie wpuszczone w wysokie, wygodne buty. Czarne rękawiczki. Czarny długi i szeroki szal, pasujący do haori, którym owija również głowę. Włosy upięte w długi kucyk, zebrane razem i przerzucone przez ramię aby nie zamiatały po ziemi.
Ekwipunek: Miecz, fajka, bukłak z wodą przyczepiony do paska, niewielka torba na biodrze, a w niej: krzemień, mieszanki ziół, jabłko, dwie mandarynki, mieszanka nasion i orzechów, maści chłodzące i rozgrzewające, mini zestaw do czyszczenia i nabijania fajki, krótki nożyk, świeczka, wykałaczki, okulary przeciwsłoneczne. Ponadto na jego przegubach znajdują się turkusowe sznurki oraz bransolety uformowane z rzadszych metali oraz minerałów.
Wszystko schowane pod Haori, także wyglądał na pierwszy rzut jakby niczego ze sobą nie zabrał poza mieczem i ulubioną fajką.


Ostatnio zmieniony przez Hayaiel dnia 26/11/2017, 00:39, w całości zmieniany 1 raz


avatar
Hayaiel

Anioł Zastępu






GODNOŚĆ :
Hayaiel

Liczba postów :
47


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Kaijin on 25/11/2017, 18:39
    
Przygotowanie się do wyprawy nie zajęło jej wiele czasu, jako że wystarczyło, iż wrzuci parę dodatkowych przedmiotów do kabury, złapie trochę dodatkowego, nadprogramowego snu krótką drzemką i już gotowa była w pełni do wyruszenia w nieznane; na podbój - miejmy nadzieję, że pozbawiony konieczności przelewania krwi lub sztormowania ich siłą - wybranych, wyznaczonych do stworzenia na nich Azylu ziem. Przemierzyła już podczas żywa swego materialnego wiele terenów i osnutych cieniami zakątków przygnębiającej, dołującej Desperacji, a także pamiętała pierwsze pożogi chaosu spadające na ten szary padół, pierwsze nasiona straszliwej epidemii rozprzestrzeniającej się pośród winnych oraz niewinnych, jak również pierwsze rozpaczliwe próby ugaszenia tego nagle powstałego, niekontrolowanego, pożerającego wszystko to, co stanęło mu niechybnie na drodze pożaru. Pierwsze usilne, ludzkie oraz anielskie starania, które zdawały się wtedy zdolne wyłącznie do zahamowania - z trudem i wysiłkiem, i mordęgą niezmierną - rozwoju destrukcji i zniszczenia, i potworności, będąc zbyt słabymi do odkręcenia globalnej katastrofy; zbyt wątłymi do przywrócenia pokrzywdzonej społeczności dawnych warunków, wygód i pięknych czasów; zbyt liche, aby uratować więcej, niż marny procent człowieczeństwa. I Kaijin szczerze wątpiła, że nadejdzie dzień, w którym wszystko wróci do słodkiej, pięknej normy - choroba, która zagnieździła się w Matce Ziemi jest już zbyt rozwinięta i przewlekła. Jedyna, co im w tym momencie pozostaje, to próbować uśpić bądź chociażby załagodzić symptomy, uśmierzyć dokuczliwy ból i podarować cierpiącym trochę spokoju, szczęścia i bezpieczeństwa. Widoki serwowane jej, toteż, przez tutejsze regiony i zaułki, i obszary nie wzbudziły w niej większej reakcji czy posępnego wrażenia; nie zachwiały ani odrobinę wbitego w jej charakter, niezłomnego spokoju, a zmazały jedynie ten typowy dla niej, standardowo delikatny uśmiech z jej różowych usteczek, który zastąpiony został żelazną nutą determinacji lśniącą w srebrzystych oczach.

Przebrnięcie przez Desperację nocną porą nie było może najbezpieczniejszym czy najlepszym pomysłem, ale bezskrzydła Anielica i tak zadowolona była z podróży pod osłoną mroków oraz w towarzystwie lekkiego, przyjemnego blasku gwiazd. Zdecydowanie preferowała noc ponad dzień i to nie tylko z tegoż względu, iż ślepia jej są bardziej wrażliwe na jakikolwiek rodzaj światła. Nie, łatwiej jest jej się wtedy też przemieszczać, skradać i generalnie działać, dlatego niemalże wszystkie swoje akcje wykonuje właśnie po zachodzie słońca - wyjątkami są sytuacje, gdzie nie ma wielkiego odnośnie tej kwestii wyboru. Tak, jak to było teraz, kiedy na wyznaczone miejsce dotarli o chłodnym, okalającym okolicę szronem poranku, na co Kaijin zareagowała naciągnięciem głębokiego kaptura swojego szkarłatnego płaszcza na głowę w chwili, w której pierwsze jasne promienie padły na surowy, nieprzyjaźnie wyglądający i rozciągający się przed nimi teren. W międzyczasie jakaś biedna, niewielka myszka pochwycona została przez łuskowata łapę i wciągnięta pod ziemię, czemu brązowowłosa przyglądała się z zainteresowaniem odnośnie tego, czy istoty skrywające się pod glebą polowały też na większe sztuki; czy drapieżnik był dorosłą, w pełni rozwiniętą jednostką, czy dopiero maluszkiem uczącym się przetrwania; czy stanowiły dla nich, Aniołów, zagrożenie. Mając to na uwadze i krańcach myśli, Kaijin skierowała spojrzenie swe badawcze i ciekawskie na perfekcyjnie białą postać jawiącą się przed nimi oraz słowa na dziewięćdziesiąt procent przez nią wydziergane w powietrzu. Stara, kobieca szamanka - bo z tą profesją kojarzyło jej się noszenie zwierzęcych skór i futer na ramionach oraz, przede wszystkim, głowie - nie przywitała ich z otwartymi ramiona, wręcz przeciwnie - łaknęła, aby natychmiast stąd odeszli. Może miało to związek z pogańskimi bożkami, w które wierzy? Z siłami natury dającymi jej moc? Z duchami szepczącymi jej do ucha? A może z jeszcze czymś innym? Srebrnooka przechyliła delikatnie głowę, będąc gotową do sięgnięcia po swój ukochany artefakt, lecz tego nie robiąc - ponieważ czyn taki mógł być uznany za akt agresji - i optując miast tego na obserwację nieznajomej, humanoidalnej istoty.

Spoiler:
Ubranie: koszula z długimi, przy końcach luźnymi i poszarpanymi rękawami, gorset oraz spódnica, z czego wszystkie te elementy są czarne z czerwonymi akcentami; ciepłe getry, również czarne; wysokie do kolan, niebiańsko wygodne buty na płaskim obcasie; skórzano-stalowy pasek z przyczepionymi do niego krzyżem i kaburą; czerwona niczym krew, zwiewna peleryna z głębokim kapturem oraz poszarpanymi artystycznie rąbkami.

Ekwipunek: Parasol Tysiąca Szans na plecach; w kaburze: telefon, dwa batoniki energetyczne, rozkładany scyzoryk, rolka białego bandaża i mała buteleczka wody utlenionej; zawieszony na lewej stronie paska bukłak z wodą.



~ One chance is all you need ~
avatar
Kaijin

Anioł Zastępu






GODNOŚĆ :
Kaijin

Liczba postów :
98


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Akaiah on 25/11/2017, 20:48
    
Zmiana była drastyczna.
Na samym starcie ich wędrówki towarzyszyła mu przede wszystkim ekscytacja. Oczywiście, zdawał sobie sprawę z powagi ich wędrówki i absolutnie nie traktował jej jak popołudniowego spaceru po lesie, jednak nie potrafił odgonić od siebie pewnego uczucia… przygody? Ostatni dzień, podczas którego przebywał poza Edenem przypadał na datę faktycznego powstania tego miejsca. Minęły setki lat, odkąd widział na oczy Desperację i choć słyszał o niej same niepokojące rzeczy, nie potrafił się po prostu  nie ucieszyć, że nareszcie przychodzi mu przełamać lęki i poszerzyć swoją wizję świata. Nim nie wyszli poza obszary Raju, witał wszystkich z serdecznością, uśmiechem i niezwykle pozytywną energią.
Aby sytuacja uległa zmianie, wystarczyła jedna noc.
Jedna parszywie głośna noc.
Zewsząd dobiegały go najróżniejsze słowa i choć w pobliżu domu szatyna było znacznie więcej hałasu, tak na Desperacji jego uszy odbierały zdecydowanie trudniejsze do przetrawienia dźwięki. Przez większość czasu nie otaczało ich zbyt wiele, jednak zdarzały się mniejsze zwierzęta, nie na tyle szkodliwe, by anielski pochód musiał zwracać na nie uwagę, ale Akaiah oczywiście musiał błądzić spojrzeniem za wszystkim co miało futro, łuski, pióra… i bardzo tego pożałował.
Podczas ciemnej nocy nie miał okazji, by wypatrywać sylwetek tutejszej fauny, toteż został zmuszony po prostu jej nasłuchiwać… a mówiła mu rzeczy okropne. W Edenie był urodzaj, toteż większość zwierząt żyła może nie w bezpieczeństwie, ale zdecydowanym dostatku. Desperacja nie podsuwała każdej zwierzynie obiadu pod nos, a nawet przeciwnie – jedzenia było żałośnie mało. Tak zawziętego i zrozpaczonego wołania o pożywienie już dawno nie słyszał. Był pewien, że niemal każdy głos należał do potwornie wychudzonego, zabiedzonego stworzenia, które najpewniej za chwilę dokończy swojego marnego żywota. Czyżby rozpoznał agonalne wycie, gdzieś w oddali…?
Narzucił mocno kaptur na głowę i choć niewiele go to uchroniło od otaczających go szeptów, podczas ostatnich godzin nocy próbował zatykać sobie jedno z uszu, przysłaniając je otwartą ręką. Gdzie się podział ten pozytywny, uśmiechnięty anioł z początku wyprawy?
Poranek znosił nieco lepiej, choć wyglądał adekwatnie do tego, jak się czuł – marnie.
W momencie, w którym wydawało mu się, że najczarniejsze szepty odeszły w zapomnienie, a dobiegło go ciche, może nawet pozytywne mamrotanie przebiegającej obok myszki… TRACH! Przystanął, wgapiając się z przerażeniem na scenę, której właśnie był świadkiem-… nawet nie zareagował, gdy wiatr zmiótł mu kaptur z głowy. Po prostu gapił się z lekko uchylonymi wargami na odlatującego w dal drapieżnika. Otrząsnął się, gdy wyczuł na sobie wzrok Hayaiela. Nie zamierzał na niego spoglądać, kierować do niego jakichkolwiek słów, a już tym bardziej wypłakiwać mu się w ramię. Czuł się wystarczająco źle w tym nieprzyjaznym otoczeniu. Nie chciał dodatkowo nosić na sobie  poczucia wstydu.
Szybko dogonił Jahleela, mając nadzieję, że obok niego poczuje się choć minimalnie lepiej.
Ale się nie poczuł.
Wlepił wzrok w  wiszące przed nimi napisy, zostawiając dyplomację brunetowi.

Spoiler:
_Ekwipunek:
Plecak typu worek, zawieszony na grzbiecie, a w nim kilka ciepłych swetrów, niewielki nożyk oraz trochę jedzenia z własnej spiżarki. Pusty bukłak z wodą.
_Ubiór:
Lniana, biała koszula, zasznurowana pod samą szyję. Brązowy, bardzo gruby sweter. Ciepła, samorobna kurtka w ciemnym odcieniu (ma bardzo szeroki kaptur). Brązowe spodnie. Wełniane skarpety oraz rękawiczki. Szyja obwiązana własnoręcznie uszytym szalem. Bardzo grube, masywne buty zimowe. Wszystko zostało wykonane z dbałością o dobro zwierząt - żadne nie zaznało krzywdy.
avatar
Akaiah

Zwierzchność






GODNOŚĆ :
Akaiah.

Liczba postów :
53


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Yū ✿ on 27/11/2017, 22:49
    
Otoczona grubym futrem kobieca twarz przyglądała im się z daleka. Zatrzymała się, tak jak i anioły, odwlekając wszelki inny kontakt, poza tym, jaki narzuciła - słowny. Dosłownie i w przenośni, bo kiedy Jahleel wypowiadał słowa w jej stronę, ona odpowiadała napisami. Nie kazała im długo czekać, udowadniając tym, że zrozumiała wszystko, co boski zwierzchnich starał się jej przekazać.
- Wasze zamiary mogą być dobre w waszym mniemaniu, ale nie znaczy to, że dla wszystkich takimi będą. - odparła, co wyglądało mniej więcej tak, że kolejna warstwa napisów pojawiła się przed ich twarzami, widoczna równocześnie dla każdego z pięciu aniołów. Słowa wypalały się w powietrzu zgodnie z czytającym je głosem.
- Jestem strażniczką i opiekunką tych ziem. Wiem o celach każdego z podróżników, o tym jacy są, do czego dążą i w jaki sposób to osiągają. Pozwalam im przejść, bądź nakazuje zawrócić, czasami pozwalam im podjąć próby, by mogli się wykazać. Nagradzam zwycięzców, każe przegranych. Na tych ziemiach to nie sąd Boży decyduje, ale sąd mojej osoby. - znaki jarzyły się przez chwile, zastępowane przez kolejne. Im więcej tekstu, tym szybciej były kreślone i równie prędko znikały. Dało się jednak zrozumieć całość tego, co przekazywała im białooka.
- Wiem także jak potoczy się wasza próba i to, że w ogóle ją podejmiecie. Znam jej wynik, ale nie powiem wam, jaki on będzie. Przekonacie się sami, prawda? - ostatnie słowo tkwiło w przestrzeni nieco dłużej, potem nastąpiła cisza.
Przez dłuższy moment nie działo się nic szczególnego. Zdawało się nawet, że cała ta sytuacja była jedną, wielką iluzją. Słońce nadal powoli wznosiło się nad oszronionym pustkowiem, nad ich głowami pojawiło się kilka wędrujących ptaków, białe oczy kobiety nadal jednak wpatrywały się w nich przeszywająco.
Każdy z nich w jednej chwili mógł poczuć mróz wdzierający się do wnętrza ich dusz i serc. Rozumieli dokładnie, że są dogłębnie przeszukiwani, żaden sekret nie umknie czujnemu spojrzeniu kobiety odzianej w śnieżnobiałe futro. Nie mogli na to zareagować, nie mogli także się ruszyć, do momentu, aż cały świat przed ich oczami zniknął.
Ciemność trwała kilka sekund.
Wszyscy obudzili się, chociaż tak na prawdę nie zmienili swoich pozycji nawet o milimetr, wśród wysokich, marmurowych ścian. Przeniesieni niezwykle silną mocą w środek kwadratowego pomieszczenia, z którego na pierwszy rzut oka nie było wyjścia. Mieli tylko kilka metrów na poruszanie się we wszystkich kierunkach. Na środku, w idealnym kwadracie emanowało jasnobłękitne światło.
Przed ich oczami pojawił się kolejny napis i ten sam głos.
- Oceniłam, że nie mogę was przepuścić, jednakże odesłanie was z niczym także byłoby złym rozwiązaniem. Podejmiecie więc próbę. Witajcie w moim labiryncie. Zobaczymy jak bardzo znacie siebie i swoich towarzyszy. Jeżeli uda wam się wydostać, spełnię waszą prośbę. Jeśli jednak poznacie cały labirynt, zanim odnajdziecie wyjście, stanie się on waszym domem, na zawsze.
Napis rozpadł się w drobne kawałeczki, zniknęło także jasne światło i wokół zapanował półmrok.

W czterech ścianach pojawiły się cztery drzwi, każde prowadzące w innym kierunku i oznaczone wyraźnie.
Północ: Drogę tę podjąć powinien ten, który najtwardziej stąpa po ziemi.
Wschód: Drogą podążyć winien najsilniejszy, gdyż kryć może ona ból i nadzieję.
Południe: Droga ta prowadzi w najciemniejsze tunele, tylko najjaśniejsza dusza będzie w stanie się nią poruszać.
Zachód: Droga ta najbliższa jest Bogu, najbliższa też temu, kto jego słowa i czyny pojmuje.

Możecie poruszać się po: J10, J11, J12 |  K10, K11, K12 | L10, L11, L12


-----------------------


Labirynt:
- Labirynt ma rozciągłość od A1 do W21 (21x21, bez polskich znaków, bez Q)
- Litery idą z góry do dołu, liczby z lewej do prawej.
- Zaczynanie w punkcie K11 (środek labiryntu).
- Zakładamy dla ułatwienia, że określamy kierunki z użyciem róży wiatrów, NIE prawo, lewo etc. TYLKO Północ, południe, wschód, zachód, jako że one nigdy się nie zmieniają.
- Ogólnie polecam próbować sobie rozrysowywać labirynt, jako że zawsze będę wam podawać konkretne kratki, po których się poruszacie. Im więcej przejdziecie, tym będzie łatwiej.

Poruszanie się:
- Po wybraniu przez was kierunku, odpiszę każdą przebytą kratkę do pierwszego napotkanego rozdroża, bądź natrafienia na kratkę specjalną (wszelkie zagadki, znalezione rzeczy etc.)
- Jeden post, jeden ruch. Nie wymagam od was długich postów, kiedy akurat w korytarzu nie będzie się działo nic ciekawego.
- Możecie poruszać się do tyłu i po odkrytych już kratkach.
- Dodatkowo, możecie w dowolnym punkcie wskazać kratkę na którą chcecie się cofnąć, jeżeli już wcześniej na niej byliście. Na przykład: wrócić się do punktu K11 (punkt startowy) w jednym poście, nie musicie od nowa przechodzić całej trasy.
- Zakładamy, że postać nie widzi nieodkrytych kratek, więc nawet jeżeli stoi na rozdrożu, nie jest w stanie zobaczyć, co kryje którykolwiek z korytarzy.
- Nie można latać, nie działa żadna forma komunikacji, głos nie roznosi się po korytarzach echem.

Cele i nagrody:
- Na mapie znajdują się: 1x walka, 2x sfinks, 2x mapa, 3x skrzynia z dodatkowymi nagrodami, 10x informacja odnośnie labiryntu albo przypadkowych wydarzeń fabularnych na forum, 10 x zagadki, 15 x pułapki bądź zadania.
- Wyjście jest tylko jedno.
- Dwa kierunki mają łatwiejszy dostęp do wyjścia. Dwa do nagród.
- By wydostać się z labiryntu, wystarczy, że jedna osoba odnajdzie wyjście.
- Z powodu prośby o ograniczenie ilości walki, wydarzenie będzie sprawdzać przede wszystkim wasze umiejętności, wiedzę ogólną, wiedzę o innych uczestnikach i o własnych Kartach Postaci c:

Ponieważ wiem, że jest to sporo informacji na raz, pytajcie, jeżeli czegoś nie rozumiecie. Postaram się jeszcze z początku wam podpowiadać, gdyby coś było niejasne. Jeżeli zauważycie jakiś techniczny błąd, dawajcie od razu znać, muszę od razu powiedzieć, że trudno było mi w całości sprawdzić system i chociaż wydaje mi się, że zawarłam wszystkie najważniejsze informacje, też jestem człowiekiem i może pojawić się jakiś błąd.

Dodatkowo zwyczajowe od MG:
- Będę nakładać terminy (Z Jahleelem ustaliliśmy, że tydzień maksymalnie), za przekroczenie będą kary.
- Jeżeli nie możecie odpisać, zgłoście nieobecność, lub jeżeli przewidujecie niewielki poślizg, dajcie mi znać, wezmę to pod uwagę.


-----

Termin: 04.12





avatar
Yū ✿

Przywódczyni






GODNOŚĆ :
Yū Kami

Liczba postów :
7422


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Jahleel on 28/11/2017, 17:40
    
Słuchał tajemniczego głosu z uwagą, choć niezaprzeczalnie go nie rozumiał. Nie samych słów, te akceptował w pełni. Lecz ich znaczenie - czy raczej powody, którymi były uargumentowane - zdawały się omijać szerokim łukiem pojmowanie anioła. W jaki sposób ktoś, kto może poznać człowieka na życzenie, nawet bez skinięcia palcem, nie był w stanie zauważyć ich intencji? Wszystkie wszak były podszyte troską o innych. Jedzenie, czysta woda, schronienie, bezpieczeństwo, szpital... Czy cokolwiek w tym było złego, co mogło wzbudzać niechęć? Odrzucać albo sugerować działanie dla własnego interesu?
Chyba, że kobieta mówi w imieniu bestii. Tych stworzeń, kierujących się pierwotnymi instynktami, jakie siłą rzeczy zostałyby przesiedlone. Czy może Desperatów, których infrastruktura Apogeum zostałaby pozbawiona jednej ścieżki? Jakby ktoś tutaj dbał o logistykę... Nie ma tej drogi, wydepczą inną. Tylko zwierzęta naturalnie tu mieszkające mogą nie chcieć zmian. To jedyny minus całej operacji.
Wstrzymał dech, kiedy chłód prześwietlał jego ciało. Nie miał żadnych grzechów na sumieniu, jedyne, co chciał ukryć, to wiedza o innych. Te sekrety, które powierzono brunetowi, sprawy Edenu, zwykłe nic nieznaczące rozmowy. Wolałby nie mieszać w to więcej osób niż potrzeba czy zdradzać cennych informacji o anielskich sprawach. Acz nie miał na to wpływu. To zależało tylko od dobrej woli kobiety. Musiał to zaakceptować. Mógł jedynie mieć nadzieję, iż zachowa się przyzwoicie. A ta podobno umiera ostatnia.
Ciemność go zaskoczyła. Spiął się odruchem, oczekując agresji i ataku. Nagłe przemieszczenie go nieco zaskoczyło. Chociaż był pewny, że nie postąpił nawet kroku - z własnej woli czy siłą. Otoczenie jednak niezaprzeczalnie się zmieniło. Nagłe, jasne światło nieco zabolało w oczy, ale pomagało rozeznać się w nowym miejscu. Które nie było nazbyt zachęcające, interesujące czy przerażające. Na ten moment tylko... Nieco klaustrofobiczne. To wszystko. Na szczęście żaden z nich nie cierpiał na ów fobię.
- Błogosławieni ci, co nie widzieli, a uwierzyli. - Mruknął cicho. A kobieta widziała i nie uwierzyła. W czym tkwił problem? Co ich zdyskwalifikowało? Pokręcił lekko głową, zaprzeczając własnym myślom. Cokolwiek to było, nie ma to znaczenia. Jeśli przejście labiryntu ma udowodnić ich dobre intencje, pójdą nim. Nie wątpił ani chwilę w swoją wiedzę na temat Akaia czy Hayaiela. W kwestii dwójki żołnierzy zastępu... Cóż, tutaj już było nieco gorzej. Szczególnie niewiele kontaktu do tej pory miał z Kaijin. Same, suche fakty z archiwów edeńskich. Wzrok zwierzchności przesunął się po postaci anielicy, zanim wrócił do analizowania otoczenia.
Aż dwa razy zamrugał, zauważając nagłe pojawienie się drzwi. Przez parę sekund czytał napisy w kompletnej ciszy, nim odezwał się kolejny raz.
- Czworo drzwi. Ale nas jest piątka. Wypada, aby dwie osoby poszły razem. - Odwrócił się, by móc spojrzeć po każdym z uczestników wyprawy. - Wierzę w wasze zdolności jako członków zastępu. Ufam, że poradzicie sobie. Chciałbym zatem zaproponować, aby każdy z was poszedł samemu, Akaiah zaś ze mną. - Obaj z szatynem mieli w sobie tyle woli walki i zdolności bojowych, co przeciętny pomidor. Mogli uciekać się tylko do swoich żywiołów. Nie wspominając o tym, iż cała, krótka przemowa zabrzmiała jak "powątpiewam w samodzielność Akaiaha". Brzmiała tak, bo cóż, taką była. Szatyn już wystarczająco ciężko przechodził całą wyprawę. Brakuje do szczęścia zostawienia go zupełnie samego w podziemiu na środku Desperacji... Na której był pierwszy raz.
Zwrócił wzrok na Hayaiela.
- Chciałbym cię prosić, abyś obrał drogę na wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja. - Skłonił się przed nim delikatnie samą głową. - Oraz przeprosić za tę prośbę. Ciężka to może być ścieżka, niemniej twemu kunsztowi nic nie brakuje. - Najgorsze, co może być, to wybieranie najlepszego, kiedy każdy ma swoje zalety. Pokazywanie, że nie są na jednym poziomie. Najsilniejszego w jakim sensie? Determinacji? Wiary? Napis jednoznacznie sugerował, że niestety - brutalnej siły. A tej golemom albinosa nie brakowało.
Powiódł spojrzeniem po napisach kolejny raz.
- Najbliżej Pana są Jego zwierzchności... - Każdy wybór obarczony był pewnego rodzaju pychą. Ten mianuje się najjaśniejszą duszą, ten najbardziej racjonalną, tamten twierdzi, że najlepiej rozumie słowa Stworzyciela. Nieprzyjemne dla anioła, musieć podejmować takie decyzje. - My zatem z Akaiahem ruszymy na zachód. To wszystkie moje propozycje. Czy zgadzacie się z nimi?
Spojrzał szczególnie na Kaijin i Nascelę. Im nie wyznaczył drogi. Zostawił to ich własnej opinii. Gdzie będą czuć się pewniej.


:::::::
463578
Far'across the sea
People are calling me
From every direction
Calls for their protection
Can't drop this sound
Oh, they cry so loud

:::::::
- Ja tu po duszę zmarłego.
- Ale dopiero zaczął pić :C Nie bądź taki sztywny.
- Trzeba go osądzić.
- Oj tam. Jeden wieczór nikogo nie zbawi, napij się z nami!

avatar
Jahleel

Zwierzchność






GODNOŚĆ :
Jahleel

Liczba postów :
155


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Hayaiel on 30/11/2017, 21:58
    
Sąd jej osoby? Już od początku nie podobała się aniołowi ta kobieta, a jej rzekoma wszechwiedza wprawiała w pewien rodzaj buntu. Wiedziała, kim są, po co przychodzą, a nawet wynik ich działań. Nikt nie powinien stawiać się na równi z Bogiem. Musiała być szalona... i nie miał zamiaru wierzyć w żadne jej słowo.
Chciał odwrócić spojrzenie. To trwało już zdecydowanie zbyt długo... Jednakże nie był w stanie się poruszyć. Ukłucie zimna niczym łyk lodowatej wody rozlało się po jego ciele. Zaczynając od klatki piersiowej, a na umyśle kończąc. Obce i nieprzyjemne. Na tyle niepożądane, iż był w stanie jednoznacznie określić, jak mocno go nienawidzi. Zwykle emocje stanowiły dla niego zestaw bodźców mniej lub bardziej złożonych, które starał się ograniczać, by mieć pewność iż dobrze je nazywa. Niemniej teraz odczucia były wręcz oczywiste.
W tym momencie nie był w stanie nic zrobić, aż do pojawienia się ciemności. Czy obawiał się tego, co kobieta złego mogłaby się o nim dowiedzieć? Raczej nie. Cokolwiek szpeciło jego wnętrze, nic jej do tego. Jednakże wdzieranie się w strefę, do której jedynie Pan powinien mieć dostęp, strasznie go bolała.
Ocknąwszy się w nowym miejscu, docisnął dłoń do piersi. Dużo czasu minęło? Zwrócił uwagę na niebieskie światło i niechętnie spojrzał w tamtą stronę, uspokajając się. Na zawsze? Nic nie jest wieczne poza stwórcą. Tym bardziej tutaj, na ziemi. Uśmiechnął się do siebie na tę myśl. Nim jednak kolejne nawiedziły jego głowę, rozwijając wewnętrzny monolog, przerwał mu głos Jahleela.
- Uczynię, o co mnie poprosiłeś. - Odparł bez zawahania. Anioły zastępu, powinny słuchać zwierzchności, o ile nie ma z nimi ich dowódcy. Skłonił się niżej, niechętnie przyjmując takie traktowanie. - Mam nadzieję iż to przemyślałeś. - Stwierdził, upewniając się, iż była to ostateczna decyzja. Nie, aby nie wierzył w ich umiejętności. Jednak niepokojąca jest łatwowierność oraz naiwność anielskiego serca. Zalanego miłością oraz troską o innych, do tego stopnia, iż zapominają o samych sobie. Hayaiel zapewne nie jest inny, przedkładając dobro braci nad własne, walcząc z pragnieniem chronienia ich za wszelką cenę. Jednak każdy wybór i działanie poprzedzone jest tą jedną, kluczową sekundą. Chwilą, w której to zostają podjęte wszelkie decyzje, wykraczające poza obręb łaski i litości. Oddzielone od uczuć i zbędnych jego osądowi emocji.
- Spotkamy się na zewnątrz.
Nie może być inaczej. Spojrzał ostatni raz na resztę swoich towarzyszy, po czym skierował swoje kroki w stronę wskazanych drzwi wschodnich. Te napisy były obrazą. Bez względu na to, kto przez nie przechodził. Nie przejmował się tym jednak. Podszyte pychą oraz nadane z kpiną, wciąż stanowiły tylko i wyłącznie słowa. A te robiły krzywdę tylko tym, którzy ich słuchali. Niestety nie mógł sobie pozwolić na kompletne ich zignorowane. Potraktował je zatem, niczym każdą inną informację. Nie da się od tak zmanipulować. Może być ciężko ale nie musi. Miał nadzieję, iż reszta sobie poradzi. A im szybciej jedno z nich dobrnie do końca, tym lepiej dla nich.


avatar
Hayaiel

Anioł Zastępu






GODNOŚĆ :
Hayaiel

Liczba postów :
47


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Kaijin on 30/11/2017, 22:49
    
Rozmowa z tą zdawać by się mogło wszechwiedzącą, przyodzianą w grube futra kobietą była co najmniej niepokojąca i włączająca ciche, grające melodyjną, acz ostrą zarazem nutę na krańcach umysłu dzwoneczki zaalarmowania. Spoglądająca na oddaloną od nich o spory kawałek, niezbyt skorą do bliższych kontaktów jednostkę Kaijin zmrużyła delikatnie, leciutko swoje szare obecnie przez padający na nie cień kaptura oczęta, przybierając przy tym stabilniejszą, ciut przechyloną ku jej nienależącym do Zastępu towarzyszom - w celu zapewnienia im ewentualnej, jak najszybszej ochrony bądź wsparcia - postawę. Sytuacja może i nie wymknęła się - jeszcze - spod kontroli, ale odrobina ostrożności i czujności nigdy nikomu nie zaszkodziła. Pełniąca jak na razie rolę obserwatora Anielica nie chciała, aby chwila ta chwiejna i wątła przekształciła się w coś nieokiełznanego, niebezpiecznego oraz makabrycznego, dlatego też nie spuszczała ani na ułamek momentu czujnego, badawczego wzroku z Szamanki - jak to ją w myślach swych nazywała. Nie podobał jej się wielce fakt, że persona ta postawiła osąd swój i generalną ważność ponad Bożą, co jasno i wyraźnie świadczyło o tym, iż uznaje się ona za niepodważalną panią tychże ziem; za właścicielkę całego tego smętnego, lecz posiadającego potencjał zakątka; za sędzinę ściskającą w garści żywota wszystkich tych, którzy stopy swe stawiają na tych niezbyt urodzajnych, zamieszkałych przez nieprzyjazne rośliny obszarach. To z kolei oznaczało, że albo niewiasta ta cechuje się ogromną, magiczną wręcz charyzmą oraz pewnością siebie, albo też włada jakimiś niezwykłymi, potężnymi mocami, z pomocą których trzyma wszystko tutaj w stalowych ryzach.

Zimno - nie cielesne, jednak, a duchowe - wbiło się w nią niczym włócznia ostra i kompletnie niespodziewana, odzierając ją z wszelkich sekretów i kładąc je na wystawionej Szamance, srebrzystej tacy - nie żałowała niczego, nikomu nie miała niczego za złe i mimo, że dopuszczała się czynów uważanych przez innych za brutalne, niegodziwe czy haniebne, to robiła to wyłącznie w sytuacjach wymagających mocniejszych, dobitniejszych środków działania. Taka już jest. Nie mogła się ruszyć, nie mogła nawet drgnąć czy palcem pojedynczym kiwnąć, aż wreszcie całe wydarzenie to rozpłynęło się w lepkiej, obezwładniającej czerni. Mroki gęste wzięły ją w czułe objęcia, niedługo później wypuszczając ją na odświeżającą wolność. Wolność? Mrugnęła z konsternacją i zdziwieniem w odpowiedzi na ich aktualne otoczenie, zadowolona przy z tego, iż na głowę naciągnięty miała głęboki, chroniące jej wrażliwe oczy od tych bolesnych, dźgających dotkliwie zmian w oświetleniu kaptur - chociaż nawet mimo przyjemnego cienia przez niego rzucanego przywyknąć musiała do tego okropnego, jasnobłękitnego światła emanującego ze środka komnaty. Och, jakże zadowolona była z tego, kiedy zniknęło ono wraz z ostatnimi, rozpadającymi się w powietrzu napisami. Półmrok górą!

- Labirynt, ech? - wyszeptała i ściągnęła niepotrzebny obecnie kaptur z głowy, rozglądając się po ścianach i przyglądając uważnie drzwiom, jakie chwilę potem się na nich pojawiły. Przysłuchiwała się wypowiedziom Jahleela podczas okrążania pomieszczenia niespiesznym, spokojnym marszem i zapoznawania się z napisami widniejącymi na przejściach w nieznane. Postawieni zostali przed próbą; testem, który musieli zdać, ażeby pozyskać to, po co tu przybyli. No i żeby przeżyć oraz odzyskać wolność, należałoby dopowiedzieć. Szczegóły. - Nie mam nic przeciwko takiemu rozkładowi - odezwała się, zatrzymując przed północnymi drzwiami i wskazując na nie palcem. - Pójdę tędy. Nie tylko mocno stąpam po ziemi - bezskrzydła, lubująca się w faktach i wszelkiego rodzaju informacjach, nie tylko nie ślepa na ciemniejsze strony tego zdewastowanego padołu, ale jeszcze akceptująca je, rozumiejąca i nawet czasami wykorzystująca - ale i tamta droga do mnie nie pasuje - dokończyła, zerkając na wydziergane na południowym wejściu słowa z tym swoim delikatnym uśmiechem. Nie dość, że skazana została na pięćsetletnią drzemkę i zapieczętowano jej wspaniałe, piękne moce, to sama też doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że najjaśniejszej duszy pośród Aniołów to ona nie posiada - nie z tym, do czego jest zdolna, ażeby tylko uratować niewinnych i zminimalizować potencjalne straty po obu stronach.



~ One chance is all you need ~
avatar
Kaijin

Anioł Zastępu






GODNOŚĆ :
Kaijin

Liczba postów :
98


Powrót do góry Go down





Re: Wzgórza Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 1 z 13 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

Powrót do góry


Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach