Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 20/02. Odbyło się kolejne losowanie chorób. Sprawdź czy twoja postać wciąż jest zdorwa!
  • 20/02. Zapoluj na niedźwiedzia babilonskiego.
  • 13/02. Kto sieje mak, ten zbiera wiernych. Wypowiedz się na temat KNW!
  • 11/02. W profilu, w zakładce Contact, pojawiło się nowe pole dla chętnych: discord.
  • 05/02. Co z organizacją Drug-on? Zaproponuj.

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

- Nie-e - odparła śpiewnie, luźno zahaczając palcem o jeden ze swoich rudych kosmyków i obracając nim mimochodem. - Grunt, to pokazać im, kto tu rządzi! Nawet jeśli stają się od nas inteligentniejsze, nigdy nie opanują realnej ludzkiej emocjonalności. Imitacje są coraz lepsze, ale w tym android nigdy nie przebije człowieka. One bądź co bądź nie są rzeczywiście żywe, organiczne. My je powołujemy do działania i my to działanie kończymy, a sposobów kontroli jest na pęczki. Także nie bój nic, bunt maszyn nam nie grozi. Nie póki ja jestem na posterunku! - zakończyła pompatycznie. Nie żeby rzeczywiście była aż tak odpowiedzialna za całość, ale zamierzała stać się osobą wystarczająco kompetentną i zorientowaną, by istotnie w razie potrzeby móc zainterweniować. Nie dopuszczała opcji, w której jakiekolwiek z jej dzieł mogłoby wymknąć się spod kontroli. Zawsze stosowała wszelkie możliwe środki ostrożności, tak by jednocześnie nie ograniczać zbytnio przydatności tej czy innej machiny. Miała jeszcze wiele do nauki, ale czuła też, że idzie w dobrym kierunku. A to już powód do dumy.
- Mhh, nie no, aż tyle przygotowań nie potrzebuję. Mam jeszcze wszystkie notatki ze studiów, jakbyś do mnie wpadł, to mogę wszystko ci ogarnąć na dobrych przykładach. Łatwiej się uczy, jak się ma wszystko przed oczami. To nie historia, żeby wystarczyło samo opowiadanie - stwierdziła. Osobiście była wzrokowcem, więc nawet nie wyobrażała sobie, żeby próbując komuś przekazać wiedzę sama nie miała przed oczami czegokolwiek. Pewnie zaraz by coś pomieszała albo zaplątała się we własnych zeznaniach. W końcu nadal była dopiero świeżaczkiem po dyplomie, a pewnie lata miną, nim będzie mogła bez zastanowienia wykładać fakty i informacje na każdy temat.
- Tylko zagospodaruj sobie dużo czasu. Znasz mnie, jak zacznę, to szybko się nie zamknę - ostrzegła uczciwie, pomna tego, jakim gadulstwem potrafi się odznaczać. Jeśli Carl nie chciał zostać zauczony na śmierć, będzie musiał rudej pilnować, żeby się za bardzo nie rozpędziła.


Please pardon my mess. I'm still under construction. [Coral & Carl — inżynieria]  - Page 2 MMps5gW
                                         
Coral
Inżynier
Coral
Inżynier
 
 
 

GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down

 Wysłuchał jej słów z uwagą, zdając sobie sprawę, że ma nieco odmienne zdanie w tej kwestii, jednak nie zamierzał skupiać się na dyskusji, by nie odwodzić się od głównej chęci, czyli bliższego zapoznania się z zasadami rządzącymi mechaniką. Może innym razem z chęcią wpadnie z nią w wir żywej konwersacji z rodzaju "co się stało z poczuciem upływającego czasu?"
 — Trzymasz wciąż notatki ze studiów? — zapytał melodramatycznym tonem, marszcząc brwi w wyrazie pobłażliwości, ale nie potrafił się powstrzymać przed szerokim uśmiechem. — Ja swoje miałem ochotę spalić w piecu po otrzymaniu dyplomu — przyznał, wracając na krótki moment do tamtych beztroskich czasów. Wiele by dał, by powtórzyć niektóre rozdziały ze swojego życia. — Z chęcią skorzystam, skoro proponujesz. Nie miałaś jeszcze okazji pochwalić się swoimi zdolnościami — zauważył ze szczerym zaintrygowaniem. — Pewnie Twoje dłonie są całkiem sprawne — dodał, niby niewinnie, ale kto go tam wie.
 Resztę czasu postanowił poświęcić na błahe pogaduszki, zacieśnianie relacji, która przez kilka lat stała miejscu z jego winy, przynajmniej według osób niewmieszanych w pewien incydent. Sukcesywnie opróżniał swój talerz z lodów, sporadycznie wtrącając się do wypowiedzi kobiety, by zademonstrować własny punkt widzenia, a później poruszyć zupełnie inną kwestię. I tak im minęła godzina, po czym oboje za siebie zapłacili, umówili się konkretnie i rozeszli.
 By za dwa dni ponownie się spotkać, tym razem na prywatnym gruncie, czyli u Coral.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

- Też myślałam nad urządzeniem sobie z nich pięknego ogniska, ale jednak okazały się całkiem przydatne. Nie wszystkie oczywiście, większości teoretycznego szmelcu nie trzymam. Ale część z tego przydaje mi się i do tej pory. - Jakkolwiek czasami chciałoby się zapomnieć o tych przedmiotach, które spędzały sen z powiek i wywoływały bóle brzucha na samą myśl o konieczności udania się na zajęcia, tak nie mogła zaprzeczyć, że wiedza na nich zdobyta wciąż przydawała się jej w praktyce. To, co zostawiła sobie z licznych zgromadzonych przez lata materiałów, było tylko kroplą w morzu wiedzy, którą dzielnie wraz z resztą studentów przyswajała przez lata. Była to jednak kropla nie byle jaka, rzec można - najwyższej jakości. Zachowała rozpiski i projekty, pomysły i wskazówki, fragmenty podręczników i całe książki, czasem cudze zapiski, które ulepszała swoimi wtrąceniami. Ogólnie rzecz biorąc miała tego na pęczki, a odpowiednio ułożone i wyjaśnione materiały mogłyby nawet stanowić podręcznik do podstaw mechaniki i elektroniki. Wystarczyło tylko wiedzieć, od czego zacząć i jak się za to zabrać.
- Te maleństwa, - zaprezentowała dumnie obie dłonie, obracając je przed twarzą, - czynią cuda, mój drogi! Zresztą, sam się przekonasz.

I rzeczywiście, miał się przekonać ledwie dwa dni później. Przekraczając próg ówczesnego mieszkania Coral miało się wrażenie wejścia do świątyni metalu i śrubek, gdzie na ołtarzu inżynierii składano ofiarę z ciężkiej pracy. Pokój dzienny, który większość ludzi potraktowałaby jako salon, ruda przerobiła na pracownię. Wszędzie leżały schludnie poukładane części mniej lub bardziej wiadomego pochodzenia, szafki były pełne drobniejszej materii, a cały dorobek naukowy w postaci książek i notatek miał swoje miejsce na regale. Przy solidnym, drewnianym stole stał jeden obrotowy taboret, jednak drugi zaraz pojawił się obok, przytargany przez Coral z sąsiedniego pokoju. Na stole wylądowały dwie szklanki i duża butelka napoju owocowego.
- Zaczniemy od absolutnych podstaw - zarządziła ruda, wykładając na blat jeden ze swoich najukochańszych podręczników. Kręcąc się wciąż na swoim krzesełku to w lewo, to w prawo, otworzyła przed swoim dawnym sąsiadem odpowiedni rozdział. Całe wprowadzenie zeszło na wyjaśnianiu podstaw, które łatwiej wchodziły dzięki odpowiednio wybranym ilustracjom. Co jakiś czas Coral wyciągała z tej czy innej szuflady odpowiednie części i na żywo prezentowała zagadnienie, które omawiała książka.
A to był dopiero teoretyczny początek.
- Kto wie, może ci coś z tego zostanie i sam będziesz śmigał! Zawsze to lepiej móc sobie samemu coś naprawić - stwierdziła z rozbawieniem. Życie było o wiele prostsze, kiedy nie musiała wołać mechanika do szwankującej pralki czy zepsutego budzika zanosić zegarmistrzowi.
- To teraz, dla praktycznego przykładu, rozłożymy coś fajnego na części. chyba, że masz jakieś pytania do tej pory?


Please pardon my mess. I'm still under construction. [Coral & Carl — inżynieria]  - Page 2 MMps5gW
                                         
Coral
Inżynier
Coral
Inżynier
 
 
 

GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down

 Zjawił się w lokalu Coral, jednak nie z pustymi rękami. Jako przyzwoity gość korzystający z jej dobroci i chęci pomocy postanowił wyposażyć się w uniwersalny prezent w postaci dobrego trunku – wina. Rozważał także inne opcje, sęk w tym, że nie znał za bardzo gustów swojej znajomej i wolał uniknąć gafy, kupując coś, na co ma uczulenie bądź co zwyczajnie nie spowodowałoby uśmiechu na jej twarzy. Alkohol zaś, zdawać się mogło, pasował przy każdej sytuacji. Jeśli nie urozmaicą nim sobie nauki, to kobieta zawsze będzie mogła przechować butelkę na inną okazję bądź w ostateczności podarować komuś innemu.
 Mieszkanie Coral zdecydowanie odbiegało wyglądem wnętrza od jego własnego. Ale czego innego mógłby się spodziewać? Wparował do świątyni inżyniera. Na szczęście nie musiał się martwić, że wpadnie na coś po drodze albo – co gorsza – wdepnie w klocek lego. Bezpiecznie dostał się do stołu, lustrując pomieszczenie z nieskrywaną aprobatą. Cały sprzęt robił wrażenie.
 — Dziękuję. — Zajął zaraz miejsce na przysuniętym taborecie, po czym skupił się na podręczniku oraz monologu sąsiadki. Był wzrokowcem, dlatego sporą część uwagi przeznaczał na wskazywane rysunki i demonstrowane poszczególne części. Nie omieszkał się kilku z nich wziąć do rąk, by lepiej przyjrzeć się z każdej strony. Starał się spojrzeć na sprawę z tej samej perspektywy, ale chociaż przykładał się do oswojenia z nową dawką wiedzy, zdarzały się chwile, gdy zwyczajnie nie nadążał. Łączył wątki, wysuwał wnioski, a o ewentualne niejasności dopytywał w trakcie.
 Przesunął opuszkiem palca po krawędzi drobnego przedmiotu.
 — Nie zdziwiłbym się wcale, gdybyś mnie tym zaraziła. Muszę przyznać, że czasami się nudzę, a dodatkowe hobby to zawsze na plus. Człowiek ma naturalne skłonności do samorozwoju. — Przyznał i odłożył część na stół. — Pytań nie, ale mogłabyś powtórzyć część o izolacji elektrycznej? Odnoszę wrażenie, że umknął mi jakiś ważny szczegół.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Ofiarne wino oczywiście nie zostało zignorowane, ale znalazło swoje miejsce w niewielkiej kuchni, gdzie miało czekać na odpowiedniejszy czas. Jak choćby - po zakończeniu nauki, bo podczas niej lepiej było zbytnio się nie rozpraszać. Przy odrobinie wysiłku mogli się całkiem szybko uporać z najważniejszymi zagadnieniami teoretycznymi i przejść do praktyki, która była o wiele ciekawsza i rzecz jasna bardziej przydatna w życiu codziennym. Wstęp był oczywiście konieczny dla zrozumienia tego, co później działo się pod palcami mechanika, jednak nie ma się co oszukiwać - nikt nie przepadał za czytaniem podręczników i wykładami.
- No ja mam nadzieję, że cię zarażę~ - W końcu co mogło być piękniejszego od dzielenia się swoją pasją? Wspaniale było widzieć, jak ktoś interesuje się tym samym co ty, chce się uczyć i możecie wymieniać między sobą uwagi. Oczywiście, w tym przypadku Coral była tą bardziej obeznana i pełniła bardziej rolę nauczyciela, ale tak czy inaczej przekazywanie wiedzy sprawiało jej niemałą przyjemność - głównie dlatego, że Carl był dobrym słuchaczem i wykazywał spore zainteresowanie, co wręcz zachęcało do tego, by specjalnie dla niego bardziej się postarać.
- Przede wszystkim pilnuj królika wypuszczonego z klatki i sam też nie podgryzaj kabli - rzuciła żartobliwie. Sama kiedyś miała niezbyt zdrowy nawyk żucia przewodów od słuchawek, kiedy skupiała się na pracy, ale to nie oczywiście nie było dobre przyzwyczajenie. Kiedy jednak opanowała rozbawienie, już na serio wróciła do tematu izolacji, ponownie opisując po kolei wszystkie ważne cechy i aspekty. Dopiero upewniwszy się, że tym razem wszystko jest jasne, sięgnęła znów na półkę i zaprezentowała niewielkie podróżne radio.
- Zajrzymy temu maleństwu w bebechy. Patrz uważnie, kiedy będę je rozmontowywać, a potem spróbujesz dopasować części z powrotem do siebie. To tak w ramach ćwiczenia - zapowiedziała, po czym przystąpiła do pracy. Powoli rozkładała radyjko na czynniki pierwsze, a każdy odłączany element nazywała i opisywała, do czego służy i z czym się łączy. Nie zajęło to długo, bo budowa urządzenia była raczej mało skomplikowana. Chodziło raczej o to, by zaprezentować niektóre podstawowe elementy elektroniczne.
- To co, spróbujemy go złożyć z powrotem?


Please pardon my mess. I'm still under construction. [Coral & Carl — inżynieria]  - Page 2 MMps5gW
                                         
Coral
Inżynier
Coral
Inżynier
 
 
 

GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down

 — I będziesz musiała wziąć za to odpowiedzialność!
 O wiele bardziej wolał zarazić się czyimś entuzjazmem niż chorobami panującymi na Desperacji. Jeszcze tyle dobrego, że stronił od kontaktów seksualnych, w przeciwnym razie z pewnością cierpiałby na problemy intymne, a kompetentnego lekarza na piekielnych piaskach to szukać ze świecą. W takich sprawach zwykle polegał na swojej nieodwzajemnionej wciąż miłości, choć na dobrą sprawę nie dysponowała szeroką wiedzą medyczną. Jej dar skupiał się na leczeniu ogniem i tutaj los uśmiechnął się do Carla, bo jego wrodzona analgezja ratowała przed bólem. Nieraz widział, jak inni pacjenci zwijają się na stole albo błagają o śmierć i w pewnym sensie przeszkadzała mu ta niewiedza. Nie potrafił do niczego porównać poczucia zranienia.
 — Jasne. Powiem swojej fretce, żeby przeszła na dietę — odparł z równym rozbawieniem, a później skupił się ponownie na wyjaśnieniach rudej. Tym razem szczególną uwagę zwrócił na szczegóły, które poprzednio umknęły w natłoku informacji, dzięki czemu dopełnił obraz omawianego pojęcia w swojej głowie. Pozwolił sobie także wyciągnąć notes z plecaka, by najważniejsze rzeczy zapisać skrótowo na kartkach w linie. Poczuł się jak na studiach, kiedy siedział na wykładach z gotowym długopisem w ręku, by szybkością w notowaniu dorównywać samemu Kirze.
 Następnie przeszli do części praktycznej. Skinął głową i obserwował uważnie zręczne dłonie inżynier — radio z każdą chwilą ubożało, a w końcu zostało całkowicie rozebrane.
 — To i to będą pierwsze — odparł, podsuwając palcem dwa małe elementy. Nietrudno było zapamiętać, skoro zostały odłączone jako ostatnie. Prześlizgnął wzrokiem po reszcie sprzętu, w głowie próbując go dopasować do podstawy. — Może ten? — wskazał na wzmacniacz.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

- Z najwyższą przyjemnością, skarbie - zaśmiała się. Jeśli tylko mogła się z kimś podzielić swoimi zainteresowaniami, była gotowa przyjąć konsekwencje takiego działania. Gdyby jej dawny sąsiad rzeczywiście wkręcił się w inżynieryjne zabawy i chciał zapoznawać się z tematem coraz bliżej, ruda z nieposkromioną chęcią zajęłaby się dalszą jego edukacją w tej dziedzinie. Jeszcze niedawno sama była na etapie nauki, powoli wdrukowując sobie w pamięć najbardziej podstawowe informacje, których opanowanie dopiero pozwalało na dalszy rozwój.
Po krótkiej przerwie na żarciki, nadszedł czas na właściwe ćwiczenie. Rozmontowane radio zostało schludnie poukładane, tak że poszczególne części wręcz leżały do siebie równolegle. Nie było mowy o tym, żeby cokolwiek gdzieś zaginęło; Coral zdarzyło się swego razu zgubić jakiś maleńki element taboretu na kółkach ze sprzedaży wysyłkowej, przez co cały mebel trzeba było w prawie końcowym etapie składania rozmontować z powrotem, dokupić brakującą część, a potem wstawić ją w odpowiednim momencie - gdzieś, cholera, na samym początku. Tyle z tym było nerwów, że raz na zawsze nauczyła się pilnować nawet najmniejszych pierdółek - w końcu nigdy nie wiadomo, czy bez tej jednej, maleńkiej części cały mechanizm będzie w stanie prawidłowo funkcjonować.
Zazwyczaj nie był.
- Zgadza się - przytaknęła, biorąc do ręki pierwszy wskazany przez Carla element. - Którą stroną i gdzie go wkładamy? - dopytała, a gdy udzielił odpowiedzi, dopasowała metalowy kawałek niczym pojedynczy puzzel do układanki. Tak samo stało się z drugim wskazanym przedmiotem; to nie było nic trudnego, skoro wyjmowała je zaledwie kilka minut temu. Gdy jednak padło pytanie o wzmacniacz, wstrzymała się z akcją.
- Prawie! Była jeszcze jedna rzecz wcześniej - zasugerowała. - Wzmacniacz łączył się z... - próbowała przypomnieć, bo może informacje, które podawała odnośnie zasad działania wszystkich elementów radia okażą się pomocne przy zlokalizowaniu tego, który powinien zostać przyłączony w chwili obecnej.


Please pardon my mess. I'm still under construction. [Coral & Carl — inżynieria]  - Page 2 MMps5gW
                                         
Coral
Inżynier
Coral
Inżynier
 
 
 

GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

 
Nie możesz odpowiadać w tematach