:: M3 :: Południe

Strona 1 z 16 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next

Go down


Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 4/12/2013, 17:34
Od momentu objęcia przez Daimao władzy w Świecie-3 jakieś 75% skwerów, parków i innych pól zieleni na terenie miasta zostało obsadzonych drzewami wiśni. To miejsce nie było wyjątkiem od tej zasady. Był to zwykły, kwadratowy plac porośnięty trawą i oznaczony licznymi drzewami wiśni. Pod przekątną placu przechodziła wybrukowana alejka, przy której stało kilka ławeczek. Jest to jedno z takich miejsc, gdzie można na chwilę usiąść i odpocząć.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 26/12/2013, 20:38
Gab była wykończona, jakoś niespecjalnie chciało jej się przebywać w tym miejscu...imprezy były nie dla niej. Dziewczyna nie zaprzeczała jego słowom, po prostu obserwowała migające światła oraz ludzi, wirujących na parkiecie. Pomimo swojego ''wyczerpania'' cały czas nie była pewna, czy robi dobrze. Mężczyzna był jej całkowicie obcy, mógł być przecież niebezpieczny dla niej samej...
Ach, ale w co ona się nie wpląta? Taka już była i nic tego nie zmieni. Nie zaprostestowała, kiedy wziął ją za rękę, ba..była mu nawet wdzięczna gdyż wątpiła, czy by udało jej się za nim podążyć. W końcu źle się czuła, a to było akurat normalne. Uczennica była trochę zmęczona, jednak nie reagowała, ilekroć została potrącona. Raz prawie upadła na podłogę, staranowana przez obojga tancerzy, jednakże silna ręka Dyktatora utrzymała ją. Coraz lepiej im szło, ba...dziewczyna widziała zarys potężnych drzwi. Kiedy Takashi je otworzył, Gab uderzył potężny powiew świeżego i czystego powietrza. Zaczynało jej się robić coraz lepiej, powoli docierała co jest... Kiedy nagle, jej wzrok przykuł mężczyzna, który wcześniej wyprowadził jej ''nachalnego'' partnera. Udało jej się także dostrzec przejętą minę Dyktatora, jednak nie była pewna...czego się obawiał. Kiedy zaprowadzili ją do czarnej limuzyny, od razu zmarszczyła się. To...to musiał byś ktoś niezwykle ważny...a ona zachowywała się jak...no właśnie, jak?
Mimowolnie oddech jej przyspieszył, teraz bardziej się bała, że miała do czynienia z jakąś grupą gangsterów, a nawet z samym przywódcą. A może był to jakiś ważny urzędnik? W sumie dla niej nie robiło to większej różnicy, kiedy usiadła w samochodzie, a zaraz po tym Dynamo, po raz ostatni przeniosła wzrok na tego drugiego. Miał wolne...czyli...gdzie on ją wiózł?
Niestety dziewczyna nie mogła nic więcej zrobić, gdyż...najzwyczajniej w świecie, zemdlała.

***

Gab obudziła się leżąc na jakiejś ławce, otworzyła szeroko oczy, rozglądając się i podziwiając widok pięknych wiśni, chociaż nie trwało to dłużej, niż sekundę.
- Gdzie ja jestem..? - Mruknęła sama do siebie, odruchowo sprawdzając czy ma przy sobie telefon.
Uczennica obróciła się, by po chwili zauważyć Dynamo. Nie zostawił jej jednak? W mgnieniu oka wszystko jej się przypomniało. Wstała z ławki, poprawiając sukienkę, taki odruch. Może powinna mu podziękować? Albo uciec? Kim on był? Ludzie nie byli bezinteresowni...chociaż... cuda się zdarzały.
- Kim jesteś? - Wyrwało się jej, patrząc na niego. Nie zdjął z siebie maski, nie potrafiła go rozpoznać...a przecież, była w tym całkiem dobra. Po chwili jednak zrozumiała swój błąd...
- To znaczy, przepraszam...powinnam była Ci podziękować za to, że wyprowadziłeś mnie z tej imprezy...kto wie co by się stało gdyby nie Ty. Dziękuję. - Uściśliła, patrząc na niego z lekkim uśmiechem na twarzy. Była nic nie wartą Służącą, nie wiedzącą co ma robić...
Życie jednak było okrutne.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 27/12/2013, 18:57
Nawet dla Takashiego wszystko to działo się bardzo szybko. Wydawało mu się, jakby jeszcze sekundę temu siedział sobie na jednym z krzeseł przy ścianie rezydencji i obserwował otoczenie, a teraz nagle znalazł się tutaj. Wszystko to, co do tej pory zrobił, robił machinalnie, bez zastanawiania się. Teraz jednak, będąc już z dala od tego jakże okrutnego dla trzeźwego myślenia tłumu, był w stanie zacząć działać na spokojnie.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było zerknięcie na zegarek. Wystarczył rzut oka, by upewnić się w przekonaniu, że wyspanie się tej nocy stało się dla niego absolutną abstrakcją, a zatem mógł się również pożegnać z nadzieją, że rano nie będzie zmęczony. Zmęczenie zaś było zawsze najgorszą zmorą Dyktatora....
Z dalszych przemyśleń wyrwał go jednak pomruk dochodzący z ławki. Gabriella się obudziła. Oznaczało to, że przechodząca Dyktatorowi raz po raz po głowie myśl, aby odejść i pozostać "cichym wybawcą" lub kimś tego sortu straciła jakiekolwiek możliwości na zrealizowanie. Ale skoro to się miało nie udać, to może chociaż Daimao uda się dowiedzieć o niej czegoś więcej. W końcu kochał zdobywać informacje o innych.
"Kim jesteś? ...To znaczy, przepraszam...powinnam była Ci podziękować za to, że wyprowadziłeś mnie z tej imprezy...kto wie co by się stało gdyby nie Ty. Dziękuję."
- Nie masz żadnej motywacji, aby mi dziękować - odpowiedział Daimao, kłaniając się lekko. - Pomoc jednej osobie to dla mnie naprawdę rzecz błaha, pomimo, iż nie zwykłem tego robić.
Teraz, kiedy Dyktator mógł już myśleć w pełni trzeźwości swego umysłu i nic mu tego nie utrudniało, mógł łatwo wyłapać z wyrazu twarzy dziewczyny lekką konsternację. Nie ma się jej w sumie co dziwić. W końcu została zmuszona, zapewne absolutnie wbrew swojej woli do tańca, od którego wybawiła ją nieznana jej osoba, aby następnie znalazła się w samochodzie tej osoby, a teraz tutaj: w miejscu na uboczu, gdzie zawsze było praktycznie pusto. Z jej punktu widzenia mogło to nawet wyglądać jak porwanie.
- Masz pełne prawo do bycia skonfundowaną wydarzeniami z ostatniej godziny. Sam nie jestem przyzwyczajony do czegoś takiego. Wiedz za to, że nie mam żadnych złych zamiarów. Ten świat jest już i tak wystarczająco wypełniony złymi ludźmi; nie potrzeba mu kolejnego. Wierz mi, wiem, co mówię. Na co dzień otaczają mnie ludzie, dla których cierpienie innych jest zabawą. Czyż i ciebie czasem to nie męczy, że świat, w którym żyjemy wypełniony jest po same brzegi szaleńcami, a ludzie chcący pomóc innym dostają w zamian co najwyżej wycisk od reszty...?
Takashi poprawił jeszcze swoją maskę, po czym spojrzał w górę. Był środek nocy. Ludzie pewnie już powoli zbierali się z rezydencji, aby móc jutro zdążyć do pracy. To doprawdy było ironiczne, że kazał Yosuke stawić się do Kwatery Głównej z samego rana, podczas gdy on sam pewnie przyjedzie bliżej południa, bo nie będzie w stanie wcześniej.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 27/12/2013, 20:03
Tutaj Daimao miał rajcę, dla Gab wyglądało to jak porwanie...dziewczyna nie była pewna co ma zrobić...jednak im dłużej przyglądała się mężczyźnie, tym coraz lepiej się z tym czuła. Nie wydawał się być...złym człowiekiem, ba...chyba spotkała kogoś o dobrych intencjach. Z początku miała wrażenie, że wszystko zostało uplanowane. Ktoś coś dosypał jej do soku, potem wyrwał ją jakiś przypadkowy chłopak, po chwili przychodzi dwóch kolejnych, ona mdleje, wyprowadzają ją i odjeżdżają czarną limuzyną, a teraz znajduje się na uboczu, w ciemnej alejce gdzie łatwo może dojść do zbrodni...
Może to być przecież jakiś nie doszły morderca, gwałciciel, złodziej... strach ma wielkie oczy. Dziewczyna patrzyła na niego z obawą, jakby zaraz miała jej się stać krzywda. Niepewność oraz strach miały wielkie oczy, a Gabriella była normalną dziewczyną jak każda uczennica...dlaczego akurat ją to spotkało..?
Dziewczyna złożyła ręce coś w stylu ''krzyża'', uważnie go obserwując. Jego zachowanie...było takie, jakby był jakąś ważną szychą w mieście, sposób mówienia...to wszystko dawało do namysłu. Osiemnastolatka zmrużyła lekko oczy.
- Uwierz mi, że mam. - Powiedziała z lekkim uśmiechem, widząc jak ten nie zbyt chętnie chce ściągnąć swoją maskę...a przecież nie miał niczego do ukrycia...chyba.
- Wiesz... wydajesz się być dobrym człowiekiem, ale...zawsze pozostaje ta niepewność. W końcu...codziennie zdarzają się zbrodnie na młodych dziewczynach... ile razy w wiadomościach dudnią o mordercach i...takich... ludziach. Trzeba być ostrożnym. To prawda, męczą mnie tacy szaleńcy...chcesz im pomóc, a oni po prostu traktują Cię jak łatwą zwierzynę i... Świat z każdym dniem staje się coraz bardziej okrutny. Czasami się zastanawiam, jak by wyglądał gdyby wszędzie panował spokój. Widzę jednak, że Ty dobrze znasz się na takich sprawach... - Powiedziała cicho, patrząc na niego z ciekawością. Cóż, wydawał się być bardzo interesującą personą.
Gab nigdy nie miała styczności z takimi ludźmi jak on, trzymała się raczej na uboczu, była ostrożna, nie chciała się z nikim zadawać. Ludzie z władzą zawsze byli kojarzeni jako ktoś zły...Nie chciała wpakowywać się w kolejne kłopoty. Gdyby tylko wiedziała, kim on jest...z pewnością by nie mówiła w taki sposób. Zachowywała by się bardziej poważniej, i zamiast zwracać na ''Ty'' mówiła by ''Pan''. Uczennica zmrużyła lekko oczy po raz kolejny.
- Czemu nie zdejmiesz maski? - Zapytała od tak, przechylając lekko głowę w bok. Uczucie omdlenia zniknęło, wszystko powróciło do normy...przynajmniej tyle.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 31/12/2013, 17:06
Oczywiście losowa osoba z otoczenia Daimao słuchająca monologu swojego przełożonego parsknęłaby śmiechem, a już na pewno zrobiliby to widząc, jak Gab te słowa chłonęła. Fakt, Daimao w gruncie rzeczy nie był na wskroś zły, jednak świętoszkiem też nie był. Nie raz jednak historia uczy, że władza deprawuje.  W końcu dołączając do S.SPEC Takashi miał jak najszczersze chęci uczynienia tego miasta lepszym miejscem, w którym wszyscy ludzie będą mogli żyć jak w raju. Dopiero wraz z czasem nasiąknął on ideologiami swoich towarzyszy i stał się tym, czym jest dzisiaj.
Jednak nikt z otoczenia Daimao nie mógł zapewne nawet przypuszczać, że Dyktator wygłosił ten monolog z całkowitym przekonaniem i bez cienia sztuczności, zupełnie, jakby wierzył we własne słowa. Być może przez cały czas dzierżenia władzy nie zdawał sobie sprawy z tego, co robił... a być może chciał o tym chociaż na chwilę zapomnieć...
"Czemu nie zdejmiesz maski?"
Twarz Daimao była znana doskonale w całym mieście, bo jakby nie było to on zawsze był pierwszy na mównicy, gdy S.SPEC miało wygłaszać jakieś specjalne przemówienie do obywateli. Dlatego też pokazanie swojej twarzy mogło się równać rozpoznaniu; nawet, jak nie przez samą Gab, to przez jakąkolwiek osobę, która mogłaby tędy po chwili przechodzić, a wtedy zapewne dziewczyna przestałaby być taka otwarta i Dyktator mógłby się równie dobrze pożegnać z nadzieją, że cokolwiek w jakiejkolwiek sprawie by mu powiedziała.
- Uwierz mi, nie przepadam za prezentowaniem się wszędzie ze swoją twarzą. W tej masce mogę się przynajmniej poczuć, jakbym nie był sobą, tylko kimś innym. To zaś jest dla mojej osoby sposobem na ucieczkę od własnej rzeczywistości, a zarazem furtką do zobaczenia świata z innej perspektywy.
Korzystając z okazji, Takashi oparł się o stojącą za nim latarnię i spojrzał Gabrielli w oczy. Wystarczył na szczęście jeden rzut oka, aby zorientować się, że nie jest jedną z TYCH osób. Wiadomą rzeczą jest, że gdyby była, to Daimao prawdopodobnie nawet by do niej nie podchodził, a nawet jakby podszedł, to raczej nie po to, aby jej pomóc. Ale skoro nie jest dla niego żadnym wrogiem, to wypadałoby chociaż wiedzieć, czy jest przyjacielem.
- Zastanawia mnie, - zaczął po chwili - jakie jest więc twoje podejście do wyższych sfer tego miasta. Jest to bardzo popularne pytanie w kręgach, w których obracam się na co dzień, toteż zadam je i tobie. Jakie masz stanowisko względem osób rządzących tym miastem, to jest względem burmistrza, względem S.SPEC oraz względem ewentualnej opozycji, która pomimo, że jest bardzo niewielka, to jednak istnieje...?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 12/1/2014, 14:29
Gabriella uśmiechnęła się delikatnie, jednak cały pozostawała czujna. Dalej nie rozumiała...może z czasem uda jej się zrozumieć. Wiatr stał się nieco silniejszy, uderzył w jej włosy, rozwiewając je w każdą możliwą stronę. Dziewczyna skrzywiła się znacząco, nigdy nie lubiła tego uczucia.
- Naprawdę? Ale...tu prawie nikogo nie ma...albo...coś ukrywasz. - Rzekła cicho, mrużąc oczy w skupieniu i patrząc na niego. Niestety, widziała tylko pustą maskę, pod którą kryła się prawdziwa tożsamość jej ''wybawiciela''. Kusiło ją, aby do niego podejść i zabrać maskę jednak...obecnie wątpiła czy jej się to uda. W końcu nie wyglądał na kogoś słabego i kruchego...
Jednak na jego słowa, wzruszyła lekko barkami, przygotowując się do nieco dłuższej wypowiedzi.
- A więc...do miasta przybyłam całkiem niedawno. Nie znam większości osób, więc nie wiem nawet co mam o nich powiedzieć. Jednak, spotkałam pewnego Pana...w sumie to dzięki niemu dołączyłam do S.SPEC. Jestem tam...emm...służącą. Problem jest jednak w tym, że nikogo innego nie spotkałam z tej całej organizacji...nie posiadam żadnych znajomości, więc czasami mam wrażenie...że jest tam niepotrzebna. Gdybym była, już dawno ktoś by się odezwał...a tu nic. Pustka. - Powiedziała z lekkim smutkiem w głosie. Chciałaby jakoś pomóc...ale jak? Przecież nie ma tu żadnej żywej duszy! Miała nawet wrażenie, że mieszkała w ''martwym mieście''. Gab opuściła lekko głowę w dół i westchnęła w myślach. Następnie wbiła wzrok w ziemię. O niczym nie wiedziała...nie była świadoma, że za murem czai się wróg, którego lepiej jest nigdy nie spotkać...a przecież już jednego z nich spotkała. Nie była ostrożna, jeśli chodzi o takie sprawy. Nie wierzyła w opowiadane bajeczki. Minęło kilka dni od jej przyjazdu, a mimo to dalej nie potrafiła się tutaj zaaklimatyzować. Cały czas miała wrażenie, że ludzie jej tu nie chcą.
A może tak tylko jej się to wszystko zdawało? W końcu nowi zawsze tak mają. Dziewczyna usiadła na ławce, obserwując opierającego się o latarnię mężczyznę, któremu nie do końca wierzyła. Jakieś tam powodu miała...w końcu..maska, ten typ, którego się pozbyli...czy by na pewno nie wpadła w jakieś kłopoty?
- A co Ty o tym wszystkim sądzisz? Może znasz kogoś z S.SPEC..? Z chęcią bym tam do nich poszła...dowiedziała się co i jak. - Mruknęła, darząc jego delikatnym uśmiechem. Ach, ta słodka nieświadomość, że przed sobą miała Dyktatora, dowodzącego całym wojskiem z organizacji, do której o dziwo należała. Gdyby zdjął maskę, najpewniej skojarzyłaby go z telewizji a wtedy...no cóż, nie zachowywała by się tak jak przy rozmowie z rówieśnikiem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 12/1/2014, 17:16
Zawsze miło jest wiedzieć, że stoi się na przyjaznym gruncie. Naturalnie, nawet, gdyby Gab rzeczywiście należała do opozycji, to najpewniej rozmowa potoczyłaby się dalej, jakby nigdy nic, a potem... cóż, pokierowawszy losem dziewczyny można by było ją nawet przekonać do S.SPEC, zaś jeśli nie, to zawsze był jeszcze plan awaryjny w postaci członków "Shuufuku", którzy zapukali by jej do drzwi mieszkania.
Ta ostatnia myśl jednak nawet nie przeszła przez głowę Dyktatora. Nie miał on bowiem zwyczaju wrogo podchodzić do poznanych osób, dopóki ci nie będą pluć w twarz jemu, jego bliskim lub bezpieczeństwu wszystkich w mieście. Zapewne życie stałoby się dla niego niesamowicie prostsze, gdyby Yosuke, jego najbardziej zaufany podkomendny, również tak do tego podchodził.
Nie było jednak potrzeb nawet się nad tym rozwodzić, bo po co, skoro miał przed sobą swoją podwładną...? Nie trzeba nawet było dochodzić do jakichkolwiek wniosków, gdyż sama przedstawiła jasno i wprost, że nikogo tu nie zna, a więc przypuszczalnie Łowcy nie wpłynęli na jej światopogląd w żaden sposób... zaś o Wymordowanych nie było nawet co myśleć, bo tamci siedzieli sobie poza M-3, a ci, którym udało się dostać do środka są bardzo nieliczną grupą i nie odważyliby się ujawnić, bo skończyliby tragicznie. Gdyby tylko Daimao widział, jak bardzo się mylił...
To jednak nie miało w tej chwili znaczenia, bowiem jeśli stała przed nim tabula rasa, to nie sposób było tego jakoś nie spożytkować, a pomysły same pchały się do głowy. Dobrze, że Dyktator wstrzymał się od uśmiechu, bo ten mógł wyglądać bardzo podejrzanie, zwłaszcza, że nie było wątpliwości, iż dziewczyna do teraz pozostawała w strachu.
"A co Ty o tym wszystkim sądzisz? Może znasz kogoś z S.SPEC..? Z chęcią bym tam do nich poszła...dowiedziała się co i jak."
Daimao mógł się w tym momencie poczuć, jakby wszystko zmówiło się, aby ten odniósł sukces. To pytanie było jak łaska, zstępująca na niego z niebios. Oczywiście odpowiedź poszła wręcz machinalnie i nawet nie wymagała ona jakiegoś niesamowitego lawirowania między rzeczywistością. Zresztą, on i tak miał do tego talent, zatem to tylko bardziej udrożniało tor, po jakim mknęła konwersacja.
- Jeśli więc moje rozumowanie zdąża tym samym torem, co twoje, to jesteś tu nowa i potrzebujesz statecznego podłoża z równym priorytetem, co tlenu, czyż się nie mylę?
Teraz pozostawało jedynie nie powiedzieć o jedno słowo za dużo i umiejętnie poprowadzić rozmowę, a reszta przyjdzie już sama. Wniosek z tego taki, że mimo wszystko pójście na ten cały bal okazało się całkiem owocne.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 13/1/2014, 16:34
Gabriela uśmiechnęła się lekko po raz kolejny, na moment zastanawiając, się co on zamierzał przez te słowa powiedzieć... Pomysły same snuły jej się do głowy, jednak nie przejmowała się nimi. W końcu, przydałaby się jej pomoc, prawda?
- Dokładnie. - Wycedziła, przenosząc wzrok na niebo, które z każdą chwilę stawało się coraz ciemniejsze i ciemniejsze...nie lubiła przebywać w nocy poza domem. Chyba zbyt wiele filmów się naoglądała...
Gab cały czas nie była pewna, kogo ma przed sobą. Kurokawa był jej znany z telewizji, ale w życiu by nie powiedziała, że osoba z którą rozmawia to właśnie on. Jednak podejrzewała, że mężczyzna przed nią jest od niej starszy...jego głos był...charakterystyczny, ale nie potrafiła go z kimś skojarzyć. Jego słownictwo wyróżniało się z poza innych...bardziej czuła się przy nim jak małe dziecko niż jako ktoś starszy. Gab ścisnęła lekko dłonie, czując jak robi jej się coraz zimniej...
W sumie i tak nie miała niczego ciekawego do roboty, ale wolała na nic nie zachorować...więc powoli będzie się zbierać..? Dziewczyna wstała z drewnianej ławki i złapała się rękoma za ramiona. Ziiimnoo...
- Wiesz co? Późno już...powoli będę musiała się zbierać...wiesz, kawałek mam do domu, a im późniejsza godzina tym gorzej.. - Wytłumaczyła, uważnie go obserwując po czym dodała z uśmiechem.
- Może dasz mi swój numer telefonu? Zadzwoniła bym do Ciebie jakoś po południu... bo widzę, że chyba jesteś w stanie mi pomóc. - Rzuciła łagodnym głosem, po czym postąpiła krok wzdłuż ścieżki, którą zamierzała wrócić do domu. Była ciemna...mroczna...jak z horrorów. Jedyne lampa oświetlała jej częściowo drogę...
Uczennica wiedziała jednak, że coś przeoczyła...coś jej umknęło...jakiś ważny szczegół. Może tego właśnie chciał los, który widocznie uśmiechnął się do Daimao, podsyłając mu ''swoją'' zagubioną owieczkę, poszukującej pomocy. Czasami chyba lepiej jest czegoś nie widzieć...
Wiatr z każdą chwilą stawał się mocniejszy, dziewczyna ledwo co zdołała doprowadzić swoje włosy do porządku, a tu znowu takie coś...życie jest okrutne. Jasne włosy przysłoniły jej twarz, Gab przerzuciła je sobie na bok, trzymając prawą ręką, lewa zaś odruchowo powędrowała w stronę kieszeni. Przy rozmowie straciła rachubę...czas ją odzyskać.
Po wszystkim udała się w stronę mieszkania...

z/t


Ostatnio zmieniony przez Gabriella dnia 14/1/2014, 17:31, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 13/1/2014, 18:22
Czas płynął nieubłaganie, a choć Daimao miał częściową kontrolę nawet nad pogodą wewnątrz miasta, o tyle nad tą jedną rzeczą sprawowała niepodzielną władzę natura. Było już naprawdę późno, a zmaganie się ze zmęczeniem byłoby ostatnią rzeczą, jaką Dyktator by sobie życzył, tym bardziej, że jutrzejszy - a może nawet już dzisiejszy - dzień zapowiadał się udany i żadne zmęczenie nie miało prawa tego zepsuć.
Na szczęście dziewczyna również zamierzała powoli kończyć rozmowę. Takashi stał nieruchomo obserwując ją, podczas gdy się usprawiedliwiała. Miał świadomość, że tym samym może jedynie wywołać grozę w swojej osobie, jako że nie dało się przewidzieć, co zrobi za chwilę. On jednak poczekał cierpliwie, aż Gabriella powie wszystko, co tylko miała do powiedzenia.
"Może dasz mi swój numer telefonu? Zadzwoniłabym do Ciebie jakoś po południu... bo widzę, że chyba jesteś w stanie mi pomóc."
Gdyby rzeczywiście jakimś cudem zadzwoniła do Daimao, to nie tylko odebrałaby sekretarka, ale sama rozmowa byłaby rejestrowana, a lokalizacja telefonu, z którego by dzwoniła zostałaby natychmiast podana Dyktatorowi; co by z tą informacją zrobił - zależy od niego. Tak czy tak nie chciał nawet wyobrażać sobie, jak zareagowałaby dziewczyna, gdyby pod drugiej stronie odezwał się szorstki głos mówiący coś w stylu "dzień dobry. Właśnie dodzwoniła się Pani do Dyktatora Świata-3. Proszę podać powód połączenia."
- Zaufaj mi, iż nie jest Ci potrzebną rzeczą znać mój numer telefonu. Wszak nie obawiaj się. Nie mówię przez to, że się z Tobą nie skontaktuję.
Powiedziawszy to, odwrócił się i skierował swoje kroki ku wciąż stojącej na drugim końcu skweru limuzynie. Upewniwszy się, że dziewczyna nie ma szans ujrzeć już jego twarzy, zdjął maskę. Po chwili zatrzymał się jeszcze na chwilę i nie odwracając głowy odrzekł na koniec:
- Na mnie również już czas. O tyle Cię wszak jedynie proszę, abyś się nad to nie frasowała, jako że nie masz po temu podstaw. Niemniej, żegnaj. Do następnego spotkania.
Powiedziawszy to, odszedł już ku limuzynie. Z oczywistych powodów nie chciał odwracać głowy by sprawdzić, czy dziewczyna już poszła. Zakładał jednak, że tak. Chwilę potem limuzyna odjechała, wioząc Dyktatora M-3 ku swojemu mieszkaniu. Pora mu było wrócić ponownie do swojej okrutnej rzeczywistości. Mimo to tym razem robił to ze szczerym uśmiechem na twarzy. Czasem oderwanie się od swojego normalnego toku bytowania może być naprawdę dobrą rzeczą...

[z/t]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 22/1/2014, 14:19
Dzień jak co dzień - zimowe popołudnie, gdzie cały świat przybiera tę samą barwę, oślepiając wszystkich swoją czystością. Roześmiane dzieci biegają w tę i z powrotem, obrzucając nie tylko siebie, ale i niewinnych przechodniów śnieżkami, ptaki cicho poćwierkują przy karmnikach, próbując posilić się wysypanym ziarnem. Zima wydawałaby się dużo bardziej depresyjną porą roku, a mimo to każdy szczerzy się jak głupi, bo nareszcie aniołki zaczęły trzepać swoje niebiańskie poduchy. Znajdują się jednak i tacy, którzy nie są aż tak szczęśliwi ze śniegu - w tym właśnie Mizuko. Ciężkie buty skrzypiały pod zdecydowanym krokiem dziewczyny, która szła alejkami już od dłuższego czasu, zgrabnie wymijając różowe od zabaw bachorzyska. Miała jeden określony cel - usiąść. DO jasnej cholery, ile można ślizgać się na lodzie bez celu? Zajęcia skończyła już jakiś czas temu, a do ustalonej przez nią i wychowawczynię godziny powrotu było jeszcze parę godzin. Mogła pozwiedzać, prawda? Uwielbiała przychodzić w to miejsce wiosną, kiedy wszystko kwitło, a nostalgia ogarniała każdego do tego stopnia, że nawet miziające się pary wydawały się być mniej irytujące niż zazwyczaj.
Rzecz w tym, że zimą nie ma wiosny, a tu właśnie pojawia się znaczący problem. Dziewczyna obrzuciła niezadowolonym wzrokiem dwie babcie, które plotkowały na jednej ze zlodowaciałych ławek, a których wnuczki biegały wesoło wokół skwerku. Naprawdę nic sobie z tego nie robiły, że jedno z nich mogło się lada moment wywrócić? Miko zmrużyła oczy w wyrazie dezaprobaty, przyspieszając kroku, kiedy jedno z maluchów przebiegło koło niej. Krótkie westchnięcie skwitowało cały jej nastrój, a szanowny tyłek panienki spoczął na ławce. Obrzuciła wzrokiem przelatującą w powietrzu śnieżkę i byłoby wszystko dobrze, gdyby kolejna lodowa kulka nie trafiła prosto w nią.
Super.
To jakaś niemiłosierna złośliwość świata, że kiedy wszystko jest w porządku, to nawet małe dzieciątko potrafi to spieprzyć. Zielone ślepia dziewczyny zapłonęły jakąś obrzydliwą rządzą mordu, gdy z przerażającym spokojem słuchała słodkiego, przepraszającego głosu niewielkiego robaka, którego z przyjemnością wdeptałaby w ziemię. Zsunęła z ramion plecak, rozsunęła go, wyjęła chusteczkę i zerknęła jeszcze raz na małolatę. W takich wypadkach należałoby uśmiechnąć się, powiedzieć miłe i uspokajające słowa, by potem wrócić do swoich zajęć… Ale! Przecież Koruko była wybitnie zmęczona, więc przecierając twarz z wody wciąż nic nie odpowiedziała zaczerwienionej dziewczynce. Szczerze powiedziawszy nie była jakoś szczególnie zła na samego brzdąca - problem leżał w babuszkach, które nie zrobiły sobie NIC z całego zdarzenia.
Mam dość.
Już zamknij się i wyrzuć to. – Warknęła, wciskając młodej latorośli papierek do łapki i popychając ją ostrożnie w stronę najbliższego śmietnika. Przynajmniej w ramach przeprosin oszczędzi samej Miko zbędnego wysiłku, a ona sama będzie mogła zająć się nicnierobieniem. Idealne popołudnie; zielonowłosa wyciągnęła z kieszeni telefon, wgapiając się tępo w ekran, by zaraz potem uruchomić znanego wszystkim “Wężyka” i zacząć beznamiętnie klikać, omijając przeszkody. Te emocje!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 25/1/2014, 16:45
Im później się robiło, tym bardziej temperatura powietrza wydawała się spadać. O ile dopiero było popołudnie, tak wolał nie myśleć, co będzie, gdy nastanie wieczór, choć wieczorem zapewne nie będzie musiał przejmować się sytuacją na zewnątrz. Mimo to wolałby wrócić do domu, niż nadal znosić dokuczliwe pieczenie na policzkach, nieprzyjemne uczucie zmarzniętych uszu, które tylko częściowo ratowane były przez przydługie i aktualnie nieco roztrzepane włosy. A zawsze mogło być gorzej, co? I było. Prawie nie czuł już palców u nóg przez to, że jego buty stale tonęły w pokaźnej warstwie nagromadzonego przez ostatnie dni puchu. O tym, że niemalże przez cały czas zginął i prostował palce rąk, które ukrył w kieszeniach płaszcza już nie trzeba było wspominać. Miał sporo szczęścia, że jeszcze mógł nimi poruszać, ale to nie wystarczyło, by nie żałował tego, iż nie zabrał ze sobą cieplejszych rękawiczek. Jednak mimo przygarbionej od mrozu sylwetki, pomimo tego, że aura nie była sprzyjająca i niemalże na pewno na dniach miał ponieść tego konsekwencje, jasnowłosy nie wydawał się być szczególnie przygnębiony czy zdenerwowany. Jedynym, co zaprzątało teraz jego myśli było dotarcie do jakiejś kawiarni i przesiedzenie w niej dobrych kilku godzin, jednak do najbliższej z nich zostało mu jeszcze trochę drogi, a poruszanie się żółwim tempem z powodu zlodowaciałego podłoża wcale nie sprzyjało szybszemu dotarciu do celu. Niemalże przez cały czas patrzył pod nogi i jakoś udawało mu się odzyskać równowagę w kryzysowych momentach, ale i tak wyglądało to komicznie. Przez cały czas niebieskie oczy chłopaka wodziły wzrokiem za biegającymi dookoła dzieciakami, które czasem przebiegały niebezpiecznie blisko niego, najwyraźniej nie przejmując się tym, że ta nieuwaga może zakończyć się bolesnym upadkiem lub...
No właśnie.
Sebastian nie miał oczu z tyłu głowy, więc dość mocne pchnięcie w plecy było dla niego dużym zaskoczeniem. Tym razem trudno było mu wygrać ze śliskim podłożem, choć na całe szczęście – choć było w tym też trochę nieszczęścia – właśnie przechodził obok jednej z ławek. Jedna z rąk wręcz wystrzeliła z kieszeni, by w ostatnim momencie zacisnąć się na oparciu parkowego siedziska, jednak nawet to nie uchroniło go od spektakularnego (i przy okazji odrobinę bolesnego) wylądowania na jednym z kolan tuż przed kimś, kto właśnie okupował jego prowizoryczną podporę. Prychnięcie mimowolnie wyrwało się z ust chłopaka i zamiast w pierwszej kolejności przeprosić dziewczynę, która na pewno nie była zadowolona z tego, że właśnie ograniczano jej przestrzeń życiową, przylegając bokiem do jej nogi, obrócił się za siebie, obrzucając niezadowolonym spojrzeniem chłopca, który zaczął się już oddalać i tylko raz obejrzał się za siebie nieco wystraszony tym, że blondyn może zacząć go gonić. Niestety Oliver nie miał czasu na bzdety, choć gdyby ten mały był tu jeszcze i przepraszał, chętnie natarłby go śniegiem, uznając, że są kwita. Całkiem dojrzałe jak na jego wiek.
Co za bydło ― wymruczał pod nosem, gramoląc się z ziemi. Gdy udało mu się już podnieść na dwie nogi, postanowił na chwilę zająć miejsce na ławce, by otrzepać spodnie bez obawy o to, że znów wyląduje w śniegu. ― Wybacz, nie chciałem. ― Zerknął wreszcie z ukosa na zielonowłosą. Zapewne powinno być mu głupio z powodu tego, że takie zdarzenia zdecydowanie nie stawiały go w najlepszym świetle, ale nie wyglądało na to, by drobna wtopa ujęła mu pewności siebie. Mimowolnie zahaczył też wzrokiem o wyświetlacz jej telefonu. Nie zamierzał oczywiście ingerować w to, z kim mogła korespondować, jednak widok gry sprawił, że jego różnobarwne tęczówki skupiły się na tym obiekcie nieco dłużej. ― Nie sądziłem, że ktoś jeszcze w to gra ― skomentował, a kąciki jego ust wygięły się w lekkim uśmiechu. Szybko jednak przyjrzał się swojemu kolanu, w którego miejscu spodnie zdążyły nieco przemoknąć i rozprostował nogę, sprawdzając czy bliskie spotkanie z powierzchnią lodu nie wyrządziło mu większej krzywdy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 16 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next

Powrót do góry

- Similar topics