Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 07/01. Do 11 stycznia jest czas na zaktualizowanie poszukiwań w temacie "Tablica Ogłoszeń". Zgłoszenia bez poprawnej daty zostaną usunięte. Ewentualne pytania prosze kierować na PW do Rhetta.
  • 07/01. Wyjątkowo choroby losowano dwukrotnie. Upewnij się czy twoja postać jest wciąż zdrowa!
  • 05/01. Zerknij na najnowszą notkę od administracji.
  • 04/01. Zapoznaj się z ogłoszeniem dotyczącym przedmiotów specjalnych (talonów).
  • 02/01. Do 14 stycznia do godziny 20:00 jest czas na wznowienie wątków z przeszłości, alternatywnych oraz fabuł w dziale ze zdobywaniem umiejętności. W razie pytań należy napisać pw do Rhetta.
  • 27/12. Świąteczne wydanie gazetki Antidotum już jest! Przeczytaj.
  • 26/12. Nowe ogłoszenie w DOGS. Zerknij.
  • 23/12. Hej. Znajoma Ego pisze prace magisterską. Tutaj można się dowiedzieć jak jej pomóc uzupełniając krótką ankietę.

 :: M3 :: Ścieki :: Tunele


Go down

Pisanie on 07.07.19 22:55  •  Nora  Empty Nora
Nora  Nen5GBK
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.01.20 1:19  •  Nora  Empty Re: Nora
 Nicola albo miał doskonałe przeczucie albo zwyczajnie dobrze wiedział, że zostawienie tej dwójki w kuchni na dłużej skończyłoby się stratą cennych zapasów w ilościach wręcz hurtowych. Żołądek Lazarusa składał się chyba tylko i wyłącznie z kolejnych żołądków, więc zapasy jakie wyniósł ze spiżarni po chwilowym w niej pobycie musiał nieść oburącz i przytrzymywać krzywą wieżę brodą, by wszystko nie rozsypało się po tunelach. Istny spożywczy cud świata, doprawiony porwaną chyłkiem kolejną butelką alkoholu, wciśniętą na słowo honoru do kieszeni spodni.
 Mogliby wrócić do pomieszczenia socjalnego, ale i tym razem tknięty przeczuciem strażnik wolał odizolować zarówno dezertera i psa od wzroku innych łowców, którym niekoniecznie ich obecność mogłaby przypaść do gustu. Zwłaszcza pod nieobecność Yuu.
 Borisowi i tak było już wszystko jedno. Miał żarcie. Nie liczyło się nic innego na te kilka chwil, więc wprowadzenie ich do pustej kwatery pozostawił bez komentarza i rozrzucił swoje zdobycze na sponiewieraną kanapę, zajmując miejsce wśród swojego bogactwa.
Jak masz coś ciekawego to możemy się wymienić – rzucił łaskawie do Rhetta, rzucając mu kontrolne spojrzenie, sprawdzając co jemu udało się porwać.
 Łowca zdawał się zupełnie zignorować wcześniejszy gest lisa, choć po jego zrezygnowanej minie widać było, że o wiele bardziej wolałby żeby wymordowany zwyczajnie rzucił mu się do gardła. Tak jak spodziewał się po nim tego podczas ich pierwszego spotkania.
 Starał się również ignorować nieznanego mu łowcę, najwyraźniej godząc się z losem więźnia. Wydawać by się mogło, że rozgoryczenie całym niepowodzeniem, w dodatku doprawione alkoholem, który Azarow non stop popijał, w znacznej mierze utemperowało łowcę.
I co, podoba się u sojuszników? – parsknął rozbawiony, prosto w butelkę, bo już nawet nie ukrywał, że nie potrafił się od niej oderwać dopóki by jej nie wyzerował.
 Zazwyczaj unikał alkoholu właśnie z tego powodu. Lazarus nie znał umiaru. Jedna butelka była na wykończeniu, a jeszcze zdążył przeszmuglować z kuchni kolejną i wypije jej zawartość do dna choćby to miał być, kurwa, ocet.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Wtajemniczony
Lazarus
Wtajemniczony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.01.20 2:14  •  Nora  Empty Re: Nora
 W przeciwieństwie do Lazarusa wymordowany miał tylko jeden żołądek i to dość małych rozmiarów. Przyzwyczajony do Desperackiej głodówki oraz do jeszcze nie tak dawna zdany tylko na siebie przywykł do drobnych porcji. Nawet mając przed nosem wypełnioną po brzegi spiżarnię, rozglądał się jedynie za tym, co wystarczało do zapełnienia dziury wyżartej przez głód. Rozglądał się po półkach, z rozwagą szukając tylko tego, co przesadnie nie uszczupli zapasów sojuszników. W końcu w łapki wpadło mu kilka plastrów wędzonego mięsa, niewielka bułeczka i coś, co mogło być jabłkiem.
 Z powątpiewaniem spoglądał na żywieniową piramidę idącego na przodzie Borisa, ale nie powiedział ani słowa, dając mu szansę na zregenerowanie nastroju. Lub zatopienie złości w alkoholu, co stwierdził po złapaniu w zasięg wzroku butelki. Wywrócił tylko oczyma i wsunął pierwszy plaster suszonego... czego, właściwie? Kury? Krowy? Pandy? Pokręcił głową.
 – Wątpię, by zainteresowała cię moja zdobycz... zwłaszcza w porównaniu do twojej – odparł, pokazując mężczyźnie swoje łupy. Ułożył je na stoliku tuż obok zajętej jedzeniem kanapy, po czym odsunął część prowiantu swojego towarzysza i zajął miejsce na krańcu, zatapiając się w zniszczonym, aczkolwiek zaskakująco miękkim materiale. Nagle poczuł zmęczenie całym dniem i napiętą sytuacją sprzed chwili.
 Padające pytanie wydęło mu nieco policzki i opuściło wzrok na ziemię. Wyglądał jak skopany szczeniak.
 – Nie wiem, Laz. Chyba nie powinienem tu być – mruknął nagle, wbijając spojrzenie w smętnie ułożony na kolanach ogon. – Moja obecność nie została zbyt dobrze odebrana – sugestywne spojrzenie opadło na stojącego przy drzwiach Nicolę. Dzieciaka trawiło poczucie winy i mimo iż nikt nie powiedział mu tego wprost, to zgadzał się z zasadą, że nierzadko oczy zdradzały więcej niż wypowiedziane na głos słowa. Teraz – jeszcze bardziej niż wcześniej – żałował, że w porę nie podjął się planowanej od momentu złapania ucieczki. Oszczędziłby kłopotów nie tylko dwójce dezerterów, ale i sobie.
 Dopiero zgarniając z krzywego stoliczka jabłko, zwrócił uwagę na butelkę, którą jego towarzysz wcale nie tak powoli opróżniał. Ciemna brew podskoczyła w górę w jawnym wyrazie konsternacji, zaraz zmuszając do działania i usta, które młody rozchylił w początku ostrożnych słów.
 – Sądzisz, że to dobry pomysł? – skinięciem głowy wskazał alkohol. – Co, jeśli ta kobieta wróci, by dalej z tobą porozmawiać? – miał na myśli Yuu, ale zwyczajnie nie znał jej imienia. Nie chciał kolejnych kłótni i oskarżeń, toteż odłożył owoc na bok i wyciągnął ręce przed siebie, czekając, aż mężczyzna poda mu trunek.


Nora  Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Nora  Q1-1528134252
Nora  Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.01.20 17:04  •  Nora  Empty Re: Nora
 Ta przekąska miała być czymś, co lisowaty uważał za swój obiad i najprawdopodobniej kolację? Lazarus spojrzał z niedowierzaniem najpierw na te kilka kawałków mięsa i bardziej wizualne niż jadalne dodatki w postaci owocu i bułki, a później na minę dzieciaka. Nie wyglądał na zbyt szczęśliwego, ale jak podejrzewał nikt po dzisiejszej wizycie w pomieszczeniu socjalnym nie wyszedł stamtąd choćby minimalnie usatysfakcjonowany.
Zdążyłeś najeść się w Mieście? Tylko nie mów, że jakieś padliny jadłeś – mruknął, przypominając sobie, że zgarniając lisa do ścieków chyba nieświadomie przerwał mu jakieś polowanie; cholera wie czy młody polował akurat na szczura czy na worek ze śmieciami – Chociaż co ja będę ci truł, to pewnie takie samo ścierwo jak tutaj. Kurwa, ogórki konserwowe. Kto to wymyśla i je, przecież to niedorobione kiszone są.
 Jeden z upolowanych słoików został ostentacyjnie pozbawiony zaszczytnego miejsca na kanapie, na szczęście nie z hukiem i rozbryzgującym się szkłem tylko w miarę kulturalnie łowca odstawił go dalej i dodatkowo w akcie pogardy odsunął butem jeszcze dalej. A kysz, podróbo.
 Kolejne słowa dzieciaka i kolejny upity łyk z butelki, jakby łowca skwapliwie korzystał z każdej okazji, gdy sam ozorem nie musi mielić. Milczał jeszcze przez chwilę, nie tylko dlatego, że w końcu zaczynał czuć przyjemny szum w głowie i to na nim się skupił.
 Alkohol rozwiązywał język, a mimo że wcześniej Lazarus pilnował się, by ważyć słowa nie tylko przy niepowołanych osobach, którymi - cóż - określał niemal całe swoje towarzystwo, tak teraz powoli zaczynało to zanikać.
No zobacz, to zupełnie jak ja.
 Spojrzał na wymordowanego. Jego smutna minka i wlepione w ogon ślepka łamały nawet tak parchate serce, które miał Lazarus.
Nie przejmuj się, tu nikt nie jest nigdy mile widziany. Wcześniej też tak było, więc chyba taki urok tego miejsca. Nie ma kogoś to źle, wróci to jeszcze gorzej. Później i tak masz wrażenie, że tylko wszystkim tu przeszkadzasz i w sumie jesteś, bo jesteś, ale równie dobrze mogłoby cię nie być, ale... no, zataczamy kółko i jak ktoś zauważy, że cię nie ma to znowu źle.
 Gdzieś na szumiących falach przyjemnego zamroczenia dryfowało pytanie czy Rhett jest w ogóle pełnoletni, by wyciągać ręce po alkohol, ale chęć by nie pić samemu skutecznie posłała je na dno zapomnienia. Boris po chwili wahania podał mu butelkę.
Chyba dobry... a nie lubisz czystej? – zainteresował się, licząc, że lisiątko zaraz wymieni któryś z ulubionych alkoholi Azarowa – Która kobieta? Ta wkurwiona?
 Od razu pomyślał o Angel, ale uświadomił sobie, że nie tylko jej nerwy tam siadły.
... ta wkurwiona na mnie czy ta wkurwiona na ciebie?
 Błąd Azarow, obie najchętniej tłukłyby jego łbem o ścianę dopóki ten by nie zmądrzał. Żadna też nie miałaby powodu żeby go szukać. Dostał łażącego za nim szpicla, więc czego więcej ktokolwiek tu potrzebowałby do szczęścia.
Pewnie, przyjdą i mi cię zabiorą, żebym za fajnie tu nie miał – mruknął niechętnie.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Wtajemniczony
Lazarus
Wtajemniczony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.01.20 21:05  •  Nora  Empty Re: Nora
 – Nie jadam zbyt wiele – wyjaśnił pokrótce, podnosząc ramiona do charakterystycznego gestu. Widać to po nim było; ubrania, mimo iż w miarę dopasowane rozmiarem, to nie leżały na nim jak na posiadaczu prawidłowego poziomu BMI. Z drugiej strony mówili o Desperacji. Żyjąc na terenach w większości pokrytych suchym piachem i robactwem ciężko było o pożywny posiłek.
 Zmagania towarzysza ze słoikiem ogórków wydały mu się co najmniej zabawy. Jeszcze w życiu nie zobaczył, by ktoś gardził żarciem tylko dlatego, że akurat czegoś nie lubił. Odsunięte butem naczynie wydało mu się tak smutne i porzucone, że oderwał plecy od oparcia i jednym, szybkim ruchem ręki zgarnął szkło z podłogi. – To żadne ścierwo – zaczął, chwytając w dłoń wieko. Przekręcił nadgarstek, a metal wydał znajome pyknięcie, udostępniając zawartość przed dzieciakiem. – Jedzenie jak każde inne, nie wybrzydzaj – chcąc potwierdzić swoje słowa, chwycił w palce jeden z ogórków i schrupał go ze smakiem. Na tym jednak skończył, zakręcając słoiczek i odkładając go na blat stolika tuż obok pozostawionych przez siebie przekąsek.
 Wrócił do zajadania kolejnego plastra mięsa, a gdy tylko jego skrawek wylądował w ustach, Lazarus rozpoczął swoją gorzką opowieść. Padające w cichym pokoju słowa przekręciły głowę młodego wymordowanego na bok. Nie był do końca pewien, czy ufać opinii. Nie znał żadnych więcej łowców, toteż ciężko mu było porównać doświadczenie obecnego towarzysza z czyimkolwiek innym. To jednak nie ta część przykuła jego uwagę. Dopiero uzyskana odpowiedź podniosła wzrok lisa na lico Azarowa.
 – Dlaczego jest na mnie... – zatrzymał się. Przełknął jedno słowo i wypowiedział drugie. – Wkurzona? – może lekko podchmielony towarzysz wymordowanemu to, czego nikt inny do tej pory nie powiedział na głos. Nie powinno go tu być, obawy potwierdzono jednoznacznie.
 Zwierzęce uszy opadły kilka centymetrów w dół.
 Sam już nie wiedział, czy z desperacji, czy z wyłączonego chwilowo rozsądku oparł spód podarowanej butelki na udzie, zamiast na stoliku, gdzie pierwotnie miała wylądować. Kilka dobrych sekund wpatrywał się w jasne szkło. Zakręcił naczyniem, wprawiając zawartość w ruch; wzburzony alkohol spływał po ściankach. Marshall w końcu uniósł butelkę do ust i upił bezpieczny łyk, dość szybko wykrzywiając usta w niezadowolonym grymasie.
 – Jak możesz to pić, jest niedobre... – poskarżył się, nie mogąc przywyknąć do gorąca otulającego cały przełyk. Zdarzało mu się już pić coś podobnego, ale w równie niewielkiej ilości, nic więc dziwnego, że wciąż nie przywykł do charakterystycznego posmaku.
 Mimo własnych słów zaryzykował kolejną porcję. Znów się skrzywił i otarł usta wierzchem dłoni, oddając trunek towarzyszowi. Nie pozostało mu nic innego, jak zagryźć gorzką nutę plasterkiem mięsa. Potrząsnął jeszcze głową, gdy wizja na sekundę się rozmyła.
 – Czemu De Fanel był zła na ciebie? – przypomniał sobie nagle, korzystając z rzuconego przez Yuu nazwiska. Wyciągnął też w stronę Borisa nowy plaster mięsa, chcąc skusić go do mówienia jedzeniem. Patrząc po zapasie, który mężczyzna wyniósł ze spiżarni, plan dzieciaka mógł okazać się zwycięski.


Nora  Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Nora  Q1-1528134252
Nora  Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.01.20 23:36  •  Nora  Empty Re: Nora
 Wybrzydzał, nie dało się tego ukryć. Od czasu gdy po raz ostatni był w siedzibie Łowców zdążył przytyć i mógł zrzucać całą dezercję na niemożliwość zmieszczenia się w tych tunelach, ale prawda była taka, że na pewno nie upasł się tak na desperackim żarciu. Całkiem wygodnie się ustawił, wpełzając w życia kilku znudzonych mieszczuchów i skutecznie dostarczając im nowej porcji wyzwań oraz samemu dostając w zamian całkiem solidne porcja żarcia. To uczciwa wymiana.
 Już wiedział, że będzie mu tego brakowało. Zwłaszcza, że widok Rhetta częstującego się tym ogórczanym ścierwem niemal wywołał u niego odruch wymiotny, który z trudem powstrzymał i uchronił pozostałą dwójkę przed zaprezentowaniem tego, co jadł zanim tu przyszedł. Odwrócił wzrok i zasłonił usta przedramieniem. Prędzej zdechnie z głodu zanim tknie coś równie okropnego.
Nie rób tak, kurwa, błagam.
 Skupił się na Yuu. Czy naprawdę była wkurzona na lisa?
Może nie możecie tu przychodzić? Nigdy chyba nie widziałem tu żadnego Psa... – stwierdził niepewnie, wcale jednak nie żałując, że nikt z Psiarni nie pałęta się na prawie-jego terytorium, ale szybko machnął ręką, by odgonić ten irracjonalny pomysł – Ale to byłaby bzdura. Wy nam udostępniliście wasze więzienie. Więc to logiczne, że możecie tu przychodzić. W końcu coś za coś. Nic innego ten sojusz nie daje i tak... Zresztą nie cykaj, szczeniak. Jesteś porwany, nie masz nic do gadania. Zwal całą winę na mnie. Bardziej przejebane i tak już nie będę miał.
 Cóż za wspaniałomyślna postawa. Co gorszego mogło go tu spotkać? Rozstrzelają go w jakichś podziemno-podziemnych kazamatach? I bardzo dobrze, już mu było wszystko jedno. Nie pozwolili mu wrócić po psa, jedyna osoba, dla której warto było tutaj być nie pamiętała go, a w dodatku wszyscy inni usłyszeli to, co tak długo starał się ukrywać.
 Odebrał butelkę od dzieciaka i sam upił dwa kolejne łyki, tyle samo co on. Alkohol na powrót został wyciągnięty w stronę młodego. Boris nie zamierzał odpuścić.
Z czasem się robi smaczniejsze. Pij.
 Zaraz jednak pożałował oddania butelki, bo z chęcią zamknąłby sobie dziób piciem, a pojawiający się na pysku krzywy grymas zamaskowałby godnym pożałowania smakiem wódki.
Oszukałem ją żeby zmusić ją do przyjścia tutaj. Widziałeś jakie zamieszanie jest jak kogoś za długo tu nie ma. Wyobraź sobie, że któryś spotkałby ją za kilka tygodni, w dodatku udającą, że w ogóle nie wie czym Łowcy są – wyimaginowany pistolet złożony z palców łowcy dotknął skroni wymordowanego, ale zanim ten zdążył pociągnąć za spust, jego łapa opadła w dół, idealnie na namierzone chwilę wcześniej opakowane marynowanych pieczarek – Pomyliła mnie chyba z tym swoim frajerem, więc jej wmówiłem, że och tak oczywiście, jestem jej mężem. Ale nie żałuję. Fajnie było przez tą chwilę. Zwłaszcza jak się przedstawiła moim nazwiskiem.
 Wystarczająco się pogrążał, ale na szczęście wpakowane do pyska marynowane grzybki w ilości wręcz hurtowej skutecznie powstrzymały go od dalszego paplania.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Wtajemniczony
Lazarus
Wtajemniczony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.01.20 23:42  •  Nora  Empty Re: Nora
 – Może nie możecie tu przychodzić?
 Zastanowił się chwilę, choć było to nieco trudniejsze niż zwykle. Krążący po organizmie alkohol sprawił, że dzieciak robił się rozkojarzony, a nawet nieco senny. Kończyny ciążyły mu bardziej niż zwykle, mięśnie nie chciały działa tak, jak powinny... nawet wiecznie żywy ogon teraz ledwo podrygiwał.
 Pokręcił nagle głową.
 – Masz już wystarczająco ciężką sytuację, a gdybym zrzucił winę na ciebie, to byłoby jeszcze gorzej. Nie zrobię tego – czuł się już wystarczająco winny.
 Przyjął butelkę z powrotem. Długo na nią patrzył i to z jawnym powątpiewaniem; był młody, nie znał swoich limitów a z alkoholem miał tyle styczności co z kobietami. Absolutnie żadnej. Wątpliwości kłębiły mu się w głowie z mocą rozjuszonego roju.
Chrzanić to.
 Zacisnął usta, ale zaraz je rozchylił i znów skosztował trunku. Był tak samo obrzydliwy, jak za pierwszym razem, miał więc powody, by nie wierzyć w słowa Lazarusa. To miało stać się smaczniejsze? Nie ma opcji.
 Znów upił łyka i znów się skrzywił.
 Słyszał wiele plotek o boskich właściwościach alkoholu. Każdy świetnie się po nim bawił, zapominał o zmartwieniach. Marshall tymczasem czuł się tylko bardziej i bardziej przygniatany konsekwencjami przyjścia na tereny Łowców oraz złością kobiety, której nawet już z nimi nie było. Ściskał w dłoniach butelkę, i pogrążał się w dalszych kontemplacja, co jakiś czas zapominając, że przecież nie był tutaj sam. Musiał dopiero potrząsnąć głową i skupić wzrok, by wrócić do zatęchłej nory, w której właśnie siedzieli.
 – Zrozumie, że chciałeś jej pomóc, gdy już pogadacie – mruknął w końcu, ale głos miał trochę słaby; cienka granica dzieliła jego ton od szeptu. Uniósł rękę i przetarł powieki, w międzyczasie podając butelkę Lazarusowi. Problem w tym, że gdy naczynie zniknęło już z jego rąk miał wrażenie, jakby zabrakło środka ciężkości, który pozwalał zachować mu pion. Nie wiedzieć kiedy i czemu przechylił się na bok, znajdując oparcie dopiero na ramieniu mężczyzny. Policzkiem przytulił się do materiału jego kurtki i mimo iż chciał wrócić do poprzedniej pozycji, to nagły brak sił nie pozwolił kiwnąć nawet palcem.
 – Wybacz... – rzucił nagle, zażenowany całą tą sytuacją i całym tym cholernym dnie. – Nie do końca panuję nad rękami... i w ogóle wszystkim. Czym jest to coś w butelce? Zaczynam się bać, że próbujesz mnie otruć – koniec zdania utonął w ziewnięciu, które lis ukrył za dłonią. Odechciało mu się jeść, a przecież ledwie tknął to, co sobie przyniósł. Jedzenie jednak nie grało teraz najważniejszej roli. Nie wiedział już, co w ogóle było ważne; trunek szumiał mu w żyłach zbyt głośno, by mógł się skupić.
 Mimo ogólnego otępienia zmysły wyrabiały normę, a pojedyncze impulsy biegnące z mózgu poruszyły pustym żołądkiem. Był głodny, ale leżące dookoła produkty nie mogły zaspokoić akurat tej potrzeby. Drgnął powoli, dość leniwie wspierając się ręką na siedzeniu kanapy. Cofnął kolano, obrócił się bokiem, oparł również drugą ręką, by nagle nie spaść. Lśniące ślepia utkwiły wpierw w licu Azarowa, później zjechały na odsłonięta szyję.
 – Laz – ogon nagle wrócił do życia, przecinając powietrze ze świstem, który w głowie dzieciaka brzmiał jak potraktowany głośnikiem. – Jestem głodny.


Nora  Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Nora  Q1-1528134252
Nora  Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.01.20 19:44  •  Nora  Empty Re: Nora
Masz już wystarczająco ciężką sytuację.
 Wiedział, że gorzej już nie będzie, ale jego myśli mimo wszystko krążyły już dookoła łowczych spraw, nie pozwalając mu jednak skupić się na niczym bardziej, zrzucając na niego wszystko na raz. Alkohol wcale mu sprawy nie ułatwiał. Mimo to wystarczyło jedno wspomnienie kwatery, by Lazarus przełknął nerwowo ślinę.
 Nie będzie miał gdzie spać, bo Angel go rozniesie jak ktoś ją uświadomi, że mieszka z nim. Może jednak to więzienie nie będzie takie złe? Przynajmniej na kilka nocy. Kraty ochronią go przed wściekłością łowczyni.
Rzuciłbyś mi jakąś pocieszającą brednią niezależnie od tego co by się stało, nie?
 Zabrał butelkę od chłopaka, na całe szczęście nie będąc jednak kompletnie pijanym, więc mógł sprawnie odebrać alkohol z niepewnej dłoni wymordowanego. Pewnie i pili za szybko, ale wizja całkowitej utraty świadomości, otępiającego zamroczenia była niesamowicie kusząca. Zupełnie jakby miała być lekiem na to wszystko.
 Odchrząknął, pewnie równie zażenowany co Rhett, gdy wymordowany potraktował go jak oparcie, o te kilka sekund za dużo. Nie zrzucił go jednak ani nie kazał natychmiast spadać. Choć było to już wystarczająco niezręczne i nie dlatego, że Azarow miał zajęte obie dłonie przez butelkę i słoik z wyżartymi już pieczarkami. Pochylił się lekko, by zerknąć na twarz młodego i sprawdzić czy ten jeszcze żyje. Najlepsza kwalifikowana pierwsza pomoc na jaką najwidoczniej było stać łowców.
 Rhett odezwał się jednak, więc żył.
Mam nadzieję, że wódka – odparł, ledwo powstrzymując się od wzruszeniem ramion, by nie zafundować głowie wymordowanego kolejnych wstrząsów – Chociaż znając nasze szczęście to bimber i się serio potrujemy. Piękna to będzie śmierć. Kwintesencja dumnie brzmiącej rebelii. Zdechniemy jak szczury w zapomnianych przez świat podziemiach, zadławieni własnymi rzygami.
 Na samą myśl o takim końcu skrzywił się z niesmakiem, a później upił kolejne dwa łyki, jeden po drugim.
... i nikt nam kurwa nie pomoże, bo cywilizacja tu w życiu nie dotrze.
 Znaczące kaszlnięcie ich strażnika miało pewnie dać ich pijanym duszom zapewnienie, że mimo wszystko może jednak nie zarzygają się tu na śmierć, bo ktoś ich łaskawie przypilnuje, ale Łajzie na nerwy działała sama obecność mężczyzny. Jeszcze się powstrzymywał, jeszcze się hamował, a przecież przy nim nie mógł powiedzieć wszystkiego co by chciał. Obrzucił drugiego łowcę niechętnym wzrokiem, nie biorąc jednak udziału w żadnej walce na spojrzenia, bo słysząc swoje imię od razu wrócił uwagą do lisowatego.
Co? Masz tu przecież pełno żarcia, możesz wziąć moje – mruknął, zerkając z politowaniem na Rhettowe zdobycze, wiedząc, że prędzej czy później młody pożałuje niewyniesienia połowy magazynu jak on – Zjedz to.
 Słoik po pieczarkach wylądował na podłodze obok kanapy, postawiony na nią z nieco zbyt dużej wysokości, ale na szczęście nie rozpadł się w drobny mak, a po niepewnym tańcu na krańcach denka nie rozlał pozostałej zawartości. Kolejna puszka z żarciem wylądowała na kolanach wymordowanego. Boris nawet nie silił się na sprawdzenie co to jest. Równie dobrze mógł to być litr sosu pieczeniowego.
 Na twarzy dzieciaka jednak nie znalazł wdzięczności. Ba, on nawet nie patrzył mu w oczy, wgapiając się w jego szyję. Kolejny raz przełknął nerwowo ślinę, zanim zdążył pomyśleć, że może go sprowokować. Głośnym westchnięciem przywołał lisią uwagę, a gdy tylko zaskarbił sobie jego wzrok, zerknął wymownie w kierunku strażnika, tak by on sam tego nie zauważył i poruszył znacząco brwiami.
 Niech zeżre jego.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Wtajemniczony
Lazarus
Wtajemniczony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.01.20 1:17  •  Nora  Empty Re: Nora
 Wzruszył znów ramionami.
 – To nie brednie. Próbuję podnieść cię na duchu – odparł ze spokojem, dotknięty jego uwagą. Zwykle nie zwróciłby na to najmniejszej uwagi, ale teraz, gdy alkohol krążył w żyłach, każda pierdoła przebijała się przez skórę niczym chirurgiczna igła. Wydął nieco policzki i odwrócił głowę na bok, kątem oka wychwytując niewzruszone lico Nicoli. Nie mógł stać... za drzwiami? To nie tak, że bez jego obecności w tym samym pomieszczeniu zrobiliby rozróbę, również o ucieczce nie było mowy, bo jaką drogę mieliby obrać? Dziurę w podłodze? Z drugiej strony odważne myśli podpowiedziały wymordowanemu, że gdyby bardzo się postarał, to byłby w stanie wcisnąć się w tę szparę. Może spotkałby jedną z kreskówkowych myszy?
 – Nie mam zamiaru się niczym dławić – zaprotestował zaskakująco żywo jak na swój półmartwy stan. Nie wiedział też jak wyglądała różnica między bimbrem a wódką, ale skoro Lazarus przedstawiał konsekwencje w ten, a nie inny sposób, to musiała być znacząca. Przełknął nadmiar śliny w ustach i zerknął na butelkę z krytym strachem. Nagle ciążyła mu w ręce jak narzędzie śmierci. Postanowił z nią walczyć w najgorszy możliwy sposób – biorąc kolejnego łyka.
 Zakręciło mu się w głowie.
 Ramię Borisa było w ty wszystkim tak wygodne, że nie miał najmniejszego zamiaru podnosić głowy, mimo iż z początku pozycja wywoływała w nim zażenowanie.
 – Czemu mieliby nie pomóc? Dali wam herbatę, mi ubrania, nie wykopali żadnego za kraty. To nie tak, że spisano nas na straty, po prostu przyszliśmy w złe miejsce o niewłaściwej porze – nie był pewien, czy którekolwiek z padających właśnie słów miało sens. Mówił, bo mówił, bo alkohol rozwiązał mu usta i wprowadził chaos w myśli.
 Odrywając wzrok od szyi Azarowa spojrzał na jego wykrzywione w sugestii lico. Wygodnie z kierunkiem jego wzroku spojrzał na Nicolę, po czym zmrużył nieco oczy i westchnął, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. To nie miało prawa się udać i miał nadzieję, że jego kompan zrozumiał przekaz.
 Postanowił.
 – Nicola? – odchylił się, chcąc objąć w zasięg wzroku całą sylwetkę wspomnianego Łowcy. Gdy ten zwrócił na niego uwagę, odezwał się ponownie. – Mógłbyś przynieść nam herbaty? Chciałbym udowodnić Lazowi, że sytuacja nie jest tak ciemna, jak on ją widzi.
 Strażnik wyraźnie się wahał. Widać to było, ale nie w jego twarzy ani ruchach, bo zewnętrznie pozostawał tak marmurowy, jak na samym początku. To przeciągane na kolejne minuty spojrzenie zdradziło jego myśli. W końcu jednak uległ, jak sądził sam wymordowany, lisiemu urokowi i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Zamek nie kliknął, ale sposób, w jaki drewno uderzyło o framugę, mówił sam za siebie.
 Wtedy zaczął działać.
 Złapał za kołnierz kurtki Azarowa i odchylił ją nieco od skóry. Sam zbliżył twarz do odsłoniętego miejsca, wpierw przemykając nosem po uwypuklonym miejscu żyły. Mógłby przysiąc, że czuł zapach płynącej pod tkanką krwi.
 Oparł jedną z rąk na ramieniu mężczyzny i rozchylił usta, zagłębiając kły w miękkiej skórze; zęby bez trudu pokonały cienką barierę, dobierając się do źródła, które miało zaspokoić ściskający żołądek głód. Pomruk zadowolenia wybrzmiał od lisa. Przymknął od razu ślepia, w końcu zapominając o całym świecie. Nie zarejestrował również momentu, w którym mięśnie zadziałały, usadawiając młodego na udach Łowcy. Nie zrobił tego świadomie, w ogóle nie myślał; ciało działało samo, szukając jak najwygodniejszej pozycji.


Nora  Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Nora  Q1-1528134252
Nora  Q2-1528134392
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Nora  Empty Re: Nora
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach