Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Go down


Pokój nr 139 - Page 5 Empty Re: Pokój nr 139

Pisanie by Skoczek on 11/4/2019, 01:14
……Najwyraźniej w Chrisie musiała tkwić jakaś masochistyczna nuta, skoro zdecydował się na przyjście akurat do Jekylla. Z drugiej strony, bez sprawnej ręki będzie miał przerąbane do kwadratu, a chociaż jasnowłosy mężczyzna był sarkastyczny i ewidentnie darzył go niechęcią, to jednocześnie pozostawał najbardziej utalentowanym lekarzem tutaj, przynajmniej jak na chwilę obecną. Cóż, jak to tam szło, genialne umysły bywają ciężkie do zniesienia, ewentualnie trudne w obyciu. Prawdę powiedziawszy, na chwilę obecną zupełnie nie interesowało to Pudla, którego po prostu wszystko bolało.
Możliwe, że mówił tak bardzo, bo przez zaciśnięte zęby można było usłyszeć co najwyżej zduszone syczenie związane z krótkim, płytkim oddychaniem.
Jekyll, czy ja ci wyglądam na osobę, która choćby spróbowałaby podważyć twoje kompetencje – odmruknął oschle, chociaż jego nieprzyjaznemu humorowi nie sposób było się dziwić.
Nawet Pudel czasem tracił swój wieczny, specyficznego rodzaju optymizm. Gdyby był pesymistą, raczej nie przeżyłby w Psach – już dawno dostałby depresji i pewnie popełnił samobójstwo, lub też coś podobnego. Chociaż tak zwany strategiczny pesymizm chyba jednak przydałby mu się, biorąc pod uwagę jego wrodzonego Pecha. Tak. Jego Pech zasługiwał na dużą literę.
Odruchowo poklepał delikatnie zdrową kończyną dobermana, po chwili zdając sobie sprawę, że to mógł być zły pomysł, ale teraz generalnie jego myślenie było nieco zaburzone.
Raport ustny i pisemny przydałby się, tak naprawdę. Nie jestem jednak pewien, czy mam ochotę rozmawiać w tym stanie z Wilczurem. – Prawdę powiedziawszy, pomijając jego naturalną tendencję do potykania się, teraz był ociężały, obolały, a w dodatku pewnie na dłuższy czas ręka będzie niesprawna, a to składało się na to, że czuł się bezbronny.
Jego relacje z Growlithe’m były na tyle niestabilne, że szczerze mówiąc niekoniecznie chciał się z nim widzieć w momencie, w którym nie mógł się bronić ani ciałem, ani słowem. Czasami drobne skurcze w plecach mu przypominały, że on i herszt gangu nie zawsze dobrze się dogadują.
Możliwa epidemia była jednak ważnym tematem, niech to szlag. Nie zamierzał pozwolić, by prywatne obiekcje powstrzymały go przed wykonywaniem pracy, ale z drugiej strony – teraz i tak na pierwszym miejscu było przeżycie najgorszego momentu miesiąca, czyli nastawiania kości.
Usiadł, a w gruncie rzeczy osunął się na wskazane miejsce, bo i tak zaczął mieć mroczki przed oczami. Próbował oddychać nieco głębiej, ale każda taka próba sprawiała, że ból w rannym ramieniu narastał. Czuł, że ma pospinane wszystkie mięśnie, ciśnienie pewnie szalało, ale nie bardzo potrafił się uspokoić.
Sam nie chcę być we własnej skórze – burknął, zaraz jednak ugryzł się w język, a następnie spojrzał z żywym przerażeniem na alkohol. – Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, ale pewnie tabletka przeciwbólowa nic nie da, co?
Skrzywił się. To był fatalny pomysł. Tragiczny wręcz. On i napoje wysokoprocentowe? Przepis na tragikomedię, z czego dla niego to tragedia, a dla innych komedia. Jego organizm nie trawił alkoholu, czego skutkiem było błyskawiczne upijanie się. Dwa łyki, dziesięć minut i Pudel był urobiony.
Gdy w swoich dłoniach trzymał już butelkę, to wpatrywał się w nią z dosłownie cierpiętniczym wyrazem twarzy. Biorąc pod uwagę ilość bólu, raczej nie od razu przyjdzie nietrzeźwość, ale potem taka mieszanka uczyni go…
Z drugiej strony, jak nie wypije, to nie dość, że Jekyll go wyśmieje na swój sposób, to jeszcze w dodatku będzie cierpiał dwa razy bardziej.
Krzywiąc się, upił pierwszego łyka, gardło zapiekło, ale nawet nie ośmielił się odkaszlnąć. Jeszcze mu ta ręka odpadnie.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka

Pokój nr 139 - Page 5 2JctBxZ

PSY poskromione są uwiązane za obrożę, a karmią ich niewolnictwem, a
Za wolność nieujarzmione psy wędrują w deszczu i żywią się niebezpieczeństwem.

Skoczek





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black (godność przybrana z powodu amnezji!)


Powrót do góry Go down


Pokój nr 139 - Page 5 Empty Re: Pokój nr 139

Pisanie by Jekyll on 11/4/2019, 15:25
Oschła odpowiedź Skoczka sprawiła, że na twarzy Bernardyna pojawił się grymas o niejednoznacznym przesłaniu, ale z gardła nie wydobyły się żaden konkretny dźwięk. To nie czas, ani miejsce na kłótnie. Zrozumiale to, widząc twarz Pudla, choć w początkowej fazie myślał, że Black chce wyłudzić od niego raport z akcji ratunkowej Orena, ale w gruncie rzeczy Faust znał więcej szczegółów niż on sam. Niemniej po ujrzeniu jego twarzy zrozumiał, że Chris przyszedł z poważniejszym problem, wszak z tymi obrażeniami wyglądał niemal jak bliźniaczy brat herszta. Ponadto umiejętnie połechtał ego chirurga, pojawiając się w progu jego pokoju, a mógł przecież wybrać mniej boleśniejszą opcję. No chyba, że plotki były prawdziwe i sekretarz naprawdę posiadał masochistyczne skłonności, o czym świadczyła jego chęć raportowanie wszystkiego na papierze.
  — Nadal się łudzisz, że Wilczur czyta te gryzmoły? —  zapytał, będąc jedną nogą na progu. W tym czasie Hades z godnością zniósł dotyk Pudla, jak przystało na poważnego przedstawiciela rasy doberman. — Wiesz, że wyłożył nimi podłogę w swojej norze? Muszę przyznać, że jak na niego to dość kreatywny pomysł na dywan.
  Ostatnia część jego wypowiedzi była zagłuszona, gdyż powiedział ją będąc już w akustycznym, długim i jednocześnie wąskim holu. Po powrocie był już pewny, jak podejść do złamania, ale nie przeszedł od razu do czynu. Został od tego odwiedziony od naczelnego gaduły.
  — Dysponujesz tabletkami przeciwbólowymi? Oczywiście możesz się nimi naćpać, jeśli nie zależy ci na wątrobie i nerkach, ale bólu nie uśmierzą. Mogą co najwyżej wywołać efekty uboczne i pogorszyć twoją sytuacje — stwierdził spokojnym, zrównoważonym tonem, odstawiając zdobyte przedmioty na kulawy taboret. — Ale podejrzewam, że nie chcesz zlizywać własnych wymiocin z mojej pryczy. — Znowu uszczypliwość, ale tak był skonstruowany; nie mógł wyzbyć się tej części charakteru, która utrzymywała go w pionie za każdym nadużyciem alkoholu.
  Uchwyciwszy w palce nożyczki, usiadł obok Chrisa i bez żadnych subtelności rozciął rękaw bluzy, którą miał na sobie Pudel. Nie wiedział, czy obecnie posiada dość siły, by nastawić sekretarzowi rękę bez zbędnych  cierpień. Wprawdzie jego kondycja zregenerowała się podczas tych kilku tygodni, ale to nie zmieniało faktu, że jego organizm nadal nie przywykł do abstynencji, o czym przypomniała mu bestia w jego wnętrzu. Wyczuwszy odór alkoholu unoszący się w powietrzu, zawyła z pragnienia i wysłała do mózgu krótką wiadomość o treści »tylko łyk, jeden łyk», ale Jekyll znał jej tendencje do ciągnięcia go w dół, więc wiedział, że na jednym się nie skończy. Po jednym będzie kilka następnych. Potem zwróci treści żołądkowe i znowu się napije, a więc to co osiągnął przez ponad dwa miesiące trwając o suchym pysku przekształci się w drażniące wspomnienie, bo koło ratunkowe, za które mógłby złapać, nie istniało.
  Zgarnął ze spoconego czoła zabłąkane kosmyki i zaczesał je za ucho, jednocześnie nabierając do ust świeżą dawkę życiodajnego tlenu, który w ograniczonej przestrzeni wydawał się niemal nie istnieć; miał wrażenie, że Skoczek pobierał go w nienaturalnie dużych ilościach.
  — Doceń ten gest, Christopherze i poczuj się wyróżniony – podjął temat, bo z reguły z nikim nie dzielił się alkoholem; jego zasoby były ograniczone, a on, jak przystało na rasowego alkoholik, strzegł swoich zapasów jak oka w głowie. Powinien już dawno wylać zawartość dwóch butelek, ale jednak zachował je na czarną godzinę, bo wiedział, że nadejdzie. Prędzej czy później, ale na pewno. — Nie jestem cudotwórcą — mruknął pod nosem, ale tyle głośny, by narząd słuchowy Skoczka mógł zarejestrować ten szept. Przejechał delikatnie palcami po uszkodzonej ręce. I oto miał na czym mu zależało. Obrażenie o wysokim poziomie trudności, więc dlaczego nie skakał z radość pod sam sufit? Odpowiedź była oczywista. Do złamań tego typu zwykle była potrzebna operacja, druty Kirschnera i oczywiście gips, a potem długa, wyczerpująca rehabilitacja, która nie gwarantowała powrotu do pełnej sprawności, a jedynie podsycała w pacjencie nadzieje. Skoczek jako poniekąd sportowiec wyczynowy, który zaliczył najwięcej powierzchni płaskich w kryjówce, musiał liczyć się długoterminowymi konsekwencjami. —  [color=#4C5A3E]Przestaw się na lewą rękę, bo do prawej nie wróci pełna sprawności, a nadwyrężenie jej tylko pogorszy jej stan/color] – skwitował w końcu z pełną świadomością swoich słów, bo właśnie przyznał, że jego możliwości były bardzo ograniczone. W celu podkreślenia powagi swoich słów, skonfrontował zieleń swoich oczu z niebieskimi swojego pacjenta. Minę miał poważną, bez żadnych zmarszczek, czy też ironii ukształtowanej z ust.
  Rzucił ukradkowe spojrzenie butelce, którą sekretarz trzymał między palcami i przypomniał sobie, że podczas poszukiwań Orena zdobył coś, co może posłużyć za prowizoryczną morfinę. Podniósł się z pryczy i podszedł znowu do kredensu. Wyjął z niego półtorej litrową butelkę wypełnioną białym płynem.
  — To bardziej ci się przysłuży — rzekł, przelewając odrobinę jej zawartości do szklanki. Swoją konsystencją przypominała mleko z niewielką zawartością tłuszczu. — Do dna — podsunął Chrisowi szklankę, ale nie odebrał mu butelki. Nie pozwalał mu na to szacunek do wykonywanego przez siebie zawodu.  
  Gdy na górnej wardze Chrisa pojawiła się biała smuga, świadcząca o tym, że dostosował się do jego zalecenia, z krótkim »zaciśnij mocno zęby« wziął się do bolesnej roboty, która potrwała kilka nadprogramowych minut w objęciach rozkładającego Pudla bólu. Postanowił, że uszkodzonym nosem i resztą obrażeń zajmie się na końcu, wszak były mniej potrzebujące niż ta nieszczęsna ręka. I nie pożałował swojej decyzji, bowiem nastawienie ręki kosztowało go dużo wysiłku. Bandażowanie poszło już o wiele lepiej. Mimo wszystko nakład siły, jakie służył w tym celu, się opłacił, a przynajmniej poczuł lekki cień satysfakcji po skończonej robocie. I chęć na konsultacje gardła z wysokoprocentowym trunkiem, bo przecież zasłużył!


Pokój nr 139 - Page 5 T8THjlp
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down


Pokój nr 139 - Page 5 Empty Re: Pokój nr 139

Pisanie by Skoczek on 17/4/2019, 20:50
………Był zestresowany, zresztą ciężko było się temu dziwić. Gdyby nie fakt, że każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał mu teraz ból, to najpewniej zacząłby dygotać. Zacisnął lekko zęby na dolnej wardze, próbując się opanować, ale całe jego ciało krzyczało, że powinien zacząć uciekać. Teraz. Już. Natychmiast. Rzecz jasna racjonalna część jego osobowości utrzymywała go w stanie bezruchu, niemniej Pudlowi zdecydowanie było ciężko.
Sporą część z nich musi podpisać i oddać z powrotem mi – mruknął w ramach wyjaśnień, czujnie śledząc ruchy Bernardyna, jakby ten miał zaraz zrobić mu krzywdę. – Resztę mam w głowie, aczkolwiek biorąc pod uwagę fakt, ile razy ostatnimi czasy obija się ona o różne powierzchnie, dochodzą do wniosku, że to nie taki dobry pomysł ufać mojej pamięci. W szczególności…
Urwał na chwilę, nie wiedząc, czy to dobry pomysł, żeby kontynuować swój wywód. Mówienie go uspokajało, był gadułą, poza tym pozwalało mu poukładać wszystkie chaotyczne ścieżki tworzące się w jego głowie, stąd gwałtowne słowotoki pojawiające się w jego wypowiedziach. Jednak specyficzny powrót pamięci go niepokoił. W gruncie rzeczy nigdy otwarcie nie powiedział o swojej amnezji, zostawiając jej w sferze domysłów osób, z którymi rozmawiał. Gadał tak dużo, że rzadko kiedy ktoś go pytał o to, co było przed Psami. Albo w ogóle przed przybyciem na Desperację.
Jekyll… nie, nieważne, to idiotyczne pytanie – powiedział, krzywiąc się subtelnie, czekając na jakiś szyderczy komentarz ze strony bernardyna.
Wypuścił z sykiem powietrze z płuc, chociaż nagły przypływ odmiennych emocji podczas potyczki z Erin go zaniepokoił. Owszem, w sytuacji stresowej zawsze zauważał, że coś w nim przeskakuje i zaczyna zachowywać się inaczej, ale nie przybierało to dotychczas aż takiego wymiaru.
Mamy je na magazynie – napomknął, zaraz to jednak godząc się z myślą, że nici z tego pomysłu.
Nie wiedział, czy może być bardziej zestresowany. Wszystkie mięśnie miał sztywne, gdzieś głęboko w oczach tliła się panika, jednak był równie nieruchomy co posąg, zupełnie jakby miało mu to w czymś pomóc. Im dłużej czekał, tym gorzej było z jego psychiką, wewnętrzny tchórz szarpał się na cienkiej smyczy, chcąc uciec od wszystkich tych nieprzyjemnych uczuć. Alkohol przy takiej dawce stresu nie wystarczał jak na razie do uśpienia jego wewnętrznego panikarstwa.
W reakcji na słowa Bernardyna pociągnął niechętnie kolejny łyk.
–  To fatalny pomysł – wyszeptał tylko cicho, bo nawet nie chciał wiedzieć, jak bardzo mu odbije w trakcie nastawiania kończyny.
Nie był głupi. Zdawał sobie sprawę z tego, że medycyna na Desperacji nie była nawet chirurgią polową, a pełną improwizacją, taka była rzeczywistość. Nawet wybitne umiejętności operującego mogły się na nić nie zdać, z drugiej strony jako wymordowany posiadał bardziej odporny organizm – regenerował się lepiej, odporność na drobnoustroje była większa, chociażby przez codzienne obcowanie z milionem rodzajów bakterii. Czy to go pogrąży, czy wirus go ostatecznie dokopie, czy też może łaskawie wesprze, to się dopiero okaże. Życie sekretarza bywa pechowe, jak widać, psia jego mać, więc w gruncie rzeczy Christopher… czy właściwie Asbjørn, o ile to było faktyczne nadane mu „za życia” imię, nie spodziewał się zbyt wiele. W tym przypadku był pesymistą. Zresztą ogólnie wbrew pozorom raczej nie stanowił bardzo pozytywnie nastawionej do przyszłych wydarzeń osoby.
Kolejny łyk, to robiło się niezbyt bezpieczne, tym bardziej, że alkohol kopał jego wątrobę jak muł.
Czuł, jak percepcja świata mu się zmienia, ból w dalszym ciągu był ciężki do zniesienia, ale wszystko robiło się dziwnie odległe.
Huh? – wyartykułował, jednak jak na grzecznego Pudla przystało, wypił do dna.
Naprawdę. Alkohol i mleko makowe w jednym? Gdyby mógł jeszcze racjonalnie myśleć, zacząłby się zastanawiać, czy blondyn przypadkiem nie próbuje go zabić. Ot, tak na zaś. A może właściwie próbował, biorąc pod uwagę ból, który nagle eksplodował, wyrywając z gardła sekretarza krótki skowyt, dopóki zęby odruchowo nie zacisnęły się, tłumiąc wrzask.
Świat zawirował, pomimo faktu, że siedział, kształt Jekylla rozmył się, przypominając bezkształtną plamę, aż w końcu czerń pochłonęła cały widok nieszczęsnego Chrisa. Urwał mu się film, kolokwialnie rzecz ujmując, co wcale nie było specjalnie zaskakujące.
Nie wiedział, czy ocknął się w trakcie nastawienia, po, czy kilka godzin później. Tępy ból od razu zwrócił uwagę, ale był dziwnie nierzeczywisty. Niebieskie oczy niepewnie rozejrzały się po pokoju, aż w końcu dostrzegły bernardyna.
Jeky? – sam ton sugerował, że z Pudlem coś jest nie tak.
Zamrugał, próbując ogarnąć, co jest z nim nie tak. Pozostały w nim resztki trzeźwości, które jednak pewnie szybko odejdą w zapomnienie.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka

Pokój nr 139 - Page 5 2JctBxZ

PSY poskromione są uwiązane za obrożę, a karmią ich niewolnictwem, a
Za wolność nieujarzmione psy wędrują w deszczu i żywią się niebezpieczeństwem.

Skoczek





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black (godność przybrana z powodu amnezji!)


Powrót do góry Go down


Pokój nr 139 - Page 5 Empty Re: Pokój nr 139

Pisanie by Jekyll on 18/4/2019, 00:26
 Nie uraczył sekretarza już żadnym komentarzem. Nadal uważał, że jego papierologia była pozbawiona sensu; jej cel był prosty - umilał czas temu pechowemu urzędasowi, który zaraził Bernardyna swoim szczęściem. Co prawda chirurg miał zamiar wygarnąć mu to na ich pierwszym spotkaniu po kilkutygodniowej przerwie, ale w tym stanie wolał nie dokładać Pudlowi zmartwień. Rzecz jasna to go nie ominie, niemniej zajmie się tym później przy bardziej sprzyjającej okoliczności. Najpierw obowiązki, a potem przyjemności.
 Skowyt, który wydobył się z gardła Chrisa, odbił się od ścian pomieszczenia, zawibrował w uszach Jekylla, a po chwili zniknął bez śladu. Lekarz nie uraczył pacjenta żadnym miłym słowem. Uprzedzał, że będzie bolało, bardzo bolało, o czym choćby świadczyło sięgnięcie po mleko makowe i alkohol. Na ustach, chirurga, zamiast wyrazu współczucia, ukształtował się nieprzyjemny, odrobinę demoniczny uśmiech. Balsam dla jego uszu, poezja dla serca.
 — Krzycz, wykorzystaj predyspozycje całej swojej przepony. Nie ograniczaj się tylko do nieartykułowanych dźwięków. Wyrzuć to z siebie — wyszeptał takim tonem, jakby z nabożną czcią wygłaszał kazanie do ludu zebranego pod murami świątyni, aczkolwiek istniało duże prawdopodobieństwo, że Skoczek, zamroczony przez ból, nie usłyszał tych nawoływań. Chirurg w łaskawości swojej pozwolił mu nawet odpłynąć w niebyt, choć w pierwszym odruchu walczył z przemożoną ochotą spoliczkowania drania, powstrzymał się jednak. Wrogów w psiarni miał już pod dostatkiem, a Pudla lepiej do siebie bardziej nie zrażać, wszak zawsze służył pomocną przy kompletowaniu materiałów do czynienia cudów w medycznym.
 Kiedy głowa mężczyzny opadła bez ładu i składu na twardą poduszkę medyka, Jekyll usztywnił i zabandażował mu dłoń, po czym przeszedł do ran rozsypanych na twarzy. Nos nie był złamany, jedynie mocno krwawił. Szkoda. Nie mógł dostarczyć mu więcej obowiązkowych cierpień, musiał się zadowolić tym, co już mu zaaplikował. Obmywając poranioną twarz z posoki, zawiesił wzrok na wyjątkowo nieruchomych ustach. Igłę i nić miał pod ręką. Może?
 Sięgnął dłonią po przedmiot znajdujący się w jego bliskiej odległości, ale na pewno nie była ta apteczka, która spoczywała w pewnym oddaleniu. Palce zacisnęły się na chłodnej strukturze, którą czuł pod opuszkami.
– Jeky?
 Głos Chrisa rozległ się po kolejnych dziesięciu minutach. Był tak cichy, że lekarz z ledwością wyłapał ten dźwięk pośród odgłosu jego przyśpieszonego oddechu, który był dowodem na odzyskanie przezeń utraconej wcześniej przytomności.
 — Jeky? — powtórzył za nim, bo choć słyszał różne warianty zdrobnienia pseudonimu, którym się ochrzcił w celu ukrycia swojej prawdziwej tożsamości, to raczej żaden z nich do tej pory nie został wypowiedziany przez Pudla. — Albo się przesłyszałem, albo częściej muszę nastawić cię rękę — sarknął z czystego obowiązku odgryzienia mu się zaraz po otrzymaniu ciosu. — Dla twojej wiadomości: zbieg poszedł po mojej myśli. Co prawda w trakcie urwał ci się film, ale mądrze spożytkowałem ten czas. Gdy byłeś nieprzytomny zająłem się upiększeniem twojej poobijanej mordy, ale nie powinieneś być zawiedziony efektem końcowym. — Złośliwy grymas wykrzywił jego usta, choć w zasadzie samozadowolenie, które odczuwał, było uzależnione od odpowiedzi Skoczka. Nadal nie rozstrzygnął dylematu - powinien mu zaszyć usta, skoro miał ku temu odpowiednią okazje, czy jednak nie? Wybrał tą drugą, ale... tak czy owak czuł, że tego pożałuje. Dobroć nigdy nie była wynagradzana, psiakrew!
 Dłoń lekarza skonfrontowała się ze zdrowym ramieniem pacjenta. Poklepał go po nim w iście przyjacielskim niespotkanym u niego geście, który mógł uchodzić za podejrzany. W drugiej ręce trzymał butelkę napoczętą przez Chrisa. Napił się z niej, a potem podsunął ją sekretarzowi. Lepszy taki kompan do picia, niż żaden.
 — Wypij. Za powrót do zdrowia. Za cokolwiek, do cholery — rzucił z typową manierą rozkazu, choć brawa miał zgoła inny niż ten zwyczajowy wydźwięk, którego używał w takich przypadkach. Obecny drżał z rozbawienia. — To lekarskie zalecenie, a więc twoja powinność względem stanu zdrowia, którego zaniedbałeś. Radzę się dostosować, bo chyba nie chcemy dopuści do amputacji, czyż nie?
 Zachichotał pod nosem, jakby z jego ust wyszedł znakomity dowcip; był już lekko wstawiony. Zdążył wypić ½ butelki. Hades próbował odwieść go od tego pomysłu, ale nie podołał. Pokonany zasnął, choć nastroszył uszy, gdy doleciał do nich głos właściciela - rozchwiany emocjonalnie. Powrót do przeszłości. Powrót do życia na pół gwizdka.  
 — Mówiłeś, że to idiotyczne pytanie, ale ostatecznie nie poznałem jego treści. Teraz możesz to zmienić. O co wtedy chciałeś zapytać?  
 Usiadł na krześle, na którym wcześniej spoczywała miska. Zaskrzypiało pod ciężarem ciała, ale nie ułamało się wpół. Założył nogę za nogę i przyjrzał się obliczu Skoczka. Kilka plastrów i wyglądał jak człowiek.


Pokój nr 139 - Page 5 T8THjlp
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll, znany również jako Kyle.


Powrót do góry Go down


Pokój nr 139 - Page 5 Empty Re: Pokój nr 139

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Powrót do góry