Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Go down

Pisanie on 28.08.19 23:51  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
Lubił ciepełko. Nawet wygrzewanie się na kamieniu, choć wyglądało to raczej debilnie i sprawiał wrażenie leniącego się. Jednocześnie wysokie temperatury narażały go na przegrzanie, przetrącenie genetyczne sprawiało, że nie produkował potu, nie mógł się ochłodzić inaczej niż wleźć gdzieś w cień, do wody lub napić się czegoś zimnego. Na pustkowiu nie miał żadnej z tych opcji, więc patrol przeprowadzić musiał szybko, a naprawdę nie podobało mu się niedbałe wykonywanie różnych czynności. Nagle ilość ich Chartów zmalała, jedni gdzieś wybyli, innych wzięła cholera, a kolejny sobie po prostu wziął i oślepł. Wywlekł Krokodyla ze sobą, ale w sumie tylko dlatego, żeby mieć się do kogo ewentualnie odezwać. Zresztą, brak jednego zmysłu mógł nadrobić innym. Jako wymordowany nadal był użyteczny. Taki Adrich słabszy wzrok nadrabiał niesamowitym węchosmakiem. A choć bronienie granic ich terenów nie leżało w jego obowiązkach, to mógł w sumie pomóc niedysponowanemu koledze, skoro i tak nie miał lepszych zajęć. Co nie zmieniało i tak faktu, że nie był zbytnio trzeźwy. Ciężko stwierdzić czy brał coś halucynogennego, czy też raczej jakiś pędzony pod ziemią bimber.
Na łeb miał narzuconą jakąś porwaną pelerynę, której w M-3 nie chcieliby nawet używać jako szmaty do podłogi. Chroniła jednak częściowo przed promieniami słonecznymi, zwłaszcza prawą rękę, która nie nagrzewała się dzięki temu do nieznośnych temperatur. Dłoń oczywiście nadal nie działała. Dorwanie mechanika w kryjówce rozbójników było jak znalezienie igły w stogu siana, kiedy akurat potrzebowałeś zszyć rozerwane gacie. Nawet w pewnym momencie się poddał i przestał szukać, taka też była użyteczna. Na przykład mógł odpiąć całą kończynę i walnąć nią kogoś w mordę. Albo udawać kalekę i żebrać o grosik na chleb gdzieś pod ruderą na głównej ulicy Apogeum. Wiadomo, że tego chleba i tak by nie kupił, wolałby upolować jakąś padlinę i popić ją porządną gorzałą dla wypalenia posmaku czegoś zdechłego.
A apropos zdechłego...
Odruch wyciągnięcia fioletowego jęzora znowu się odpalił. Zatrzymał się nagle, pacając niewidomego towarzysza w przedramię, żeby też zastopował. Poprawił niedopasowane, pęknięte na jednym szkiełku okulary i znowu spróbował powietrza. Ktoś tu był. Gdzieś w pobliżu. Sięgnął powoli do boku, do rękojeści katany przykrytej częściowo żółtą chustą z wizerunkiem Ratlera przewiązaną przez pasek spodni.
- Kto i czego potrzebuje? - rzucił głośno w kierunku nieznajomej istoty. Wyraźnie dało się usłyszeć nutę ostrzeżenia, jeszcze parę metrów i ostrzeżenia by się skończyły. Szalały teraz jakieś świrusy zdechlaki na półżywych szkapach, więc porządna ochrona była jeszcze bardziej wskazana. Zmrużył oczy, próbując ocenić zagrożenie. Wiedział tyle, że "intruz" nie pachniał zbyt smakowicie i raczej stanąłby mu w gardle, gdyby próbował to nadgryźć. Ale może ów ktoś zabłądził lub po prostu potrzebuje jakiejś pomocy.


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
                                         
Arthur
Ratler     Opętany
Arthur
Ratler     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arturo Claudio Adrich zwany też Arthurem tudzież kurduplem


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.08.19 11:27  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
Tyle razy ile Liam zaklął uderzając się jakąkolwiek częścią ciała w cokolwiek to w zupełności starczyłoby na napisanie jakiejś książki. Ślepota nie pomagała mu dosłownie w niczym, na domiar złego zaczynał popadać w depresję z jej powodu, czując się kompletnie bezużytecznym. Całe dnie spędzał w swojej norze, jedząc niewiele. Toteż wtedy kiedy zostało zaproponowane mu wyjście to nie mógł ukryć zdziwienia. No bo jak to, ślepy zwiadowca miał wyjść na powierzchnię? Mimo wszystko nie stawiał oporu właściwie tylko i wyłącznie dlatego, że nie chciał nikomu podpaść. Podświadomie czuł, że może jednak to wyjdzie mu na dobre.
Przeleciał językiem po zębach wręcz rozkoszując się zapachem świeżego powietrza. Chociaż było ciężko, wyglądał jak trup trupa, to chyba pierwszy raz od dawna się uśmiechnął. W zapadłych na jego umysł ciemnościach wciąż widział tego, który go okaleczył, miał ochotę go zagryźć, ale ten zawsze pozostawał poza zasięgiem kłów i pazurów. Niemożność podjęcia jakichkolwiek działań tylko wzbudzała głęboko zakorzenione pokłady agresji. Całe życie polegał na swoim spojrzeniu i chociaż miał tylko jedno oko zdrowe od urodzenia to wykorzystywał je w pełni. Tyle dobrego, że przez zwierzęcy gen mógł polegać znacznie bardziej na pozostałych zmysłach, nawet jak do tej pory korzystał jedynie z nadludzkiej siły swojego wewnętrznego zwierzęcia.
Starał się o tym wszystkim nie myśleć. Bądź co bądź wciąż żył, więc miał się jeszcze z czego cieszyć.
Zatrzymał się w miejscu na wyraźnym sygnale swojego towarzysza. Wytężył słuch i próbował też wytężyć wzrok, ale wszyscy wiedzą jak to się skończyło. Zagrożenie? Był gotowy w każdej chwili przybrać swoją łuskowatą postać, bo w niej jeszcze czuł się bezpiecznie, nawet ślepy krokodyl wciąż miał solidny pancerz i mocny zgryz, więc nie musiał się obawiać bezpośrednich ataków. Mimo wszystko jeszcze się aż tak nie nastawiał, bo dobrze wiedział, że równie dobrze to mógł być jakiś zbłąkany wymordowany, nie zdający sobie sprawę z tego gdzie się znajdował. Przynajmniej zazwyczaj tak to wyglądało, a od biedy trafiał się też jakiś smaczny zwierzaczek na zakąskę. Przerabiał to przecież taki szmat czasu, dzień w dzień, bo zazwyczaj nie było komu tego robić.
- Przypadek czy szuka guza? - Wydusił z siebie po chwili oczekiwania na odpowiedź tego tajemniczego czegoś, czego nie mógł zobaczyć.
Liczył, że to jest jednak przypadek. Krokodylek zdecydowanie nie miał ochoty na to żeby się teraz na tym pustkowiu tłuc, tym bardziej, że nie czuł się w formie. Trzeba zaznaczyć, że wyglądał naprawdę biednie i chyba tylko wyjście na świeże powietrze wyostrzyło jego reakcje.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


[s] Pustkowie - Page 11 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.08.19 1:51  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
[s] Pustkowie - Page 11 BcBUAYU

Albo i nie.
Z jednej strony prześladowało ją to cichutkie, szepczące do zdrowego uszka i toksycznie złudne przeświadczenie, iż na ślepo przyjdzie jej szukać bazy organizacji, z którą obecnie łaknęła nawiązać pilny kontakt. Z drugiej, natomiast, powinna była się od razu i na wstępie domyślić, że Psy będą miały w okolicy swej zacnej kryjówki patrole i kundle obronne, które to przechadzać się będą blisko granic ich terytorium w celu wypatrzenia potencjalnych, niechcianych w tych stronach intruzów - takich, jak ona. Obstawienie krańców czyichś ziem było boleśnie logiczne i krystalicznie jasne, a ona i tak była głupio, ślepo nastawiona na to, iż czekać będą ją żmudne, nie wiadomo jak długie oraz ciężkie przeczesywania obszarów znajdujących się u podnóży wysokich, imponujących gór. To błędne myślenie skutecznie wyparowało z jej umysłu, kiedy to natknęła się na parkę przedzierającą się przez pustynny, nagrzany piach. Z początku nie zauważyła tejże szanownej dwójki mężczyzn, maszerując uparcie przed siebie i spoglądając głownie w podstępną, grożącą złośliwym potknięciem glebę - jej kroki nie były najstabilniej stawiane, a kolana niejednokrotnie miękły już z jękliwym protestem przeciwko dalszej wędrówce, kiedy to zmęczenie i upał wypalały resztki sił z jej i tak już zmarnowanego, obciążonego dodatkowo stresem organizmu. Chciała odpocząć, posiedzieć w cieniu z Arashim, poobserwować jego pełne energii i radości zachowanie, "porozmawiać" z nim na spokojnie i bez cienia okrutnej Plagi wiszącego jej nad głową. Nie było to jej w aktualnej sytuacji dane, hah.

Wzdrygnęła się mocno i niemalże nie przewróciła na zbity pysk, usłyszawszy naładowane ostrzeżeniem zawołanie i z początku ledwo rejestrując jego treść. Zatrzymana gwałtownie w miejscu zerknęła zza mroku rzucanego przez kaptur przed siebie, na persony jej nieznane, lecz noszące przy sobie - co zauważone przez nią zostało po szybkim, płynnym zlustrowaniu ich sylwetek rozgorączkowanym, acz bacznym wzrokiem - charakterystyczne, żółte chusty. To nie mogło być tak proste... prawda? Mrugnęła raz i drugi, stercząc w punkcie niby posąg marmurowy i perfekcyjnie wyrzeźbiony, aż wreszcie otrząsnęła się ze swojego zdumionego zaskoczenia i odsunęła daleko na bok samokrytykę bulgoczącą między rozklekotanymi myślami.
- Ja... - Odkaszlnęła ostro i nieprzyjemnie, ponieważ suche, drapiące gardło nie chciało z nią ładnie współpracować i kooperować. Jej głos i tak już od dawien dawna zabarwiony był chrypą okropną oraz bolesną do słuchania, a teraz to już całkowicie na glebie leżał oraz kwiczał. Odchrząknęła i skrzywiła się, podnosząc przy tym puste dłonie do góry w pokojowym, miała nadzieję, geście. Nie ważne, jak mocno pragnęła chwycić za rękojeść ukochanej łopaty i wystawić ją przed sobą w obronie otuchy dodającej lub jak bardzo łaknęła rozbić głownię swej broni na paskudnym łbie spotkanego kawałek czasu temu Jeźdźca, bo na ten moment nie mogła dostać tego, co chciała i łaknęła. Ale może kiedyś. Jak dożyje, hah. - Ryuuhakamori. Przynoszę... przynoszę wiadomość od Apokalipsy - wydusiła z siebie w końcu, nie kusząc się nawet na coś tak trywialnego i drobnego, jak otarcie perlącego się na czole potu. Wolała niepotrzebnie nie ryzykować i ręce mieć cały czas w górze, nie zamierzając przypadkowo i przez głupotę jakąś sprowokować drugą stronę tej świeżej konwersacji. Nawet nie dostrzegła tego, iż rozmówcy jej mogli mieć problemy ze wzrokiem i nie byli w stanie zauważyć jej poczynań mających na celu przekazać im to, że nie przyszła tu w okropnych, morderczych zamiarach - tak źle z nią było.


[s] Pustkowie - Page 11 Q7e14lB


MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
[s] Pustkowie - Page 11 Sdwb9Gs
                                         
Karyuudo
Dezerter
Karyuudo
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.08.19 16:38  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
Mięśnie mimowolnie mu się spięły, kiedy wsłuchiwał się we wszystkie dźwięki jakie mogła wytworzyć nieznajoma. Bo dobrze chyba wywnioskował, po tym skromnym, zachrypniętym "ja", że jest dziewczyną? Po części cieszył się, że słuch mu się zaostrzał, bo z dotyku nie miałby wiele pożytku. Albo z węchu. Był krokodylem, maszyną do zabijania, rzędem ostrych kłów przebijających na wylot, jebanym terminatorem wśród drapieżników, a nie jakimś kundlem czy innym wilkiem. Rany boskie i akurat trzeba było odebrać mu wzrok. Apokalipsa mogła sobie wziąć wszystko, począwszy od życia, a kończąc na zadawaniu wiekopomnego cierpienia, ale nie, musiało być to akurat coś, z czym nie mógł sobie poradzić. Nie bolało go to w żaden sposób, czuł się tylko taki pusty.
Ale kiedy wykrztusiła z siebie, że przyszła tutaj w imieniu tej zasranej apokalipsy, tego chędożonego w rzyć anty-kreatora, pana zaświatów, upadłego anioła czy inne chujwieco, to miał wszystko rzucić w diabły, cały swój rozsądek, żeby tylko się do niej dostać i ją zagryźć, tu i teraz. Trzeba było zrozumieć Liama, był tutaj najbardziej poszkodowanym przez los. Oczywiście, nie zdawał sobie sprawy z tego, że posłaniec też ma stryczek na karku i pętla coraz bardziej się zacieśnia, ale właściwie go to gówno obchodziło. Fakt, nie był uosobieniem cnót, ale nie zrobił nic, żeby tak skończyć. I co gorsza, nie zapowiadało się na to, by wyminąć sposób oddawania mu artefaktu wilczura, bo ten na pewno nie miałby zamiaru się podzielić dla jednego z żółtych chust. A przynajmniej nie oczekiwał tego, bo sam by podobnie postąpił.
- Masz tupet żeby się tutaj zbliżać po tym co mi się stało - Wręcz wywarczał te słowa. W stanie bliskiej furii ciężko było mu się hamować, a robił to tylko i wyłącznie w imię zdrowego rozsądku... który powoli zaczynał zanikać.
Emocje. Emocje napędzały wirusa baraszkującego w najlepsze w ciele biednego Liama, a ten wiedział jak to może się skończyć. Każdy, kto nosił w sobie ten niestabilny nośnik, a było tych osób naprawdę niewiele, wiedział, że takie rzeczy oprócz podnoszenia ciśnienia podnosiły też ryzyko wpadnięcia w ten dziki szał. I chociaż stosunkowo dawno taki incydent nastąpił, to jeszcze wychodząc z nory nie wiedział, że atak nastąpi teraz.
Akurat byłby wdzięczny, bo mógłby swobodnie dać upust gniewowi jaki nim targał.
- Czego chce? - Rzucił, starając się łapać oddech. Dyszał jakby przebiegł parę kilometrów dosłownie przed chwilą.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


[s] Pustkowie - Page 11 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.09.19 15:19  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
| Skończył się termin, a jako, że nie dostałem na PW informacji o jego przedłużeniu, na konto Karyuudo trafia 45 PF za skontaktowanie z Hundem i rozpoczęcie rozmowy z DOGS. (Jeżeli umknął mi kontakt z innymi organizacjami, daj znać na PW!)

Sztylet zabrany przez kobietę to artefakt. Po nacięciu nim skóry atakującego, chęć wyrządzenia właścicielowi przedmiotu krzywdy maleje do zera. Po jego trzykrotnym użytku traci swoje „magiczne” właściwości.

Ze skóry Karyuudo znika znamię. Choroba znowu postępuje. Wkracza w nowe stadium.
                                         
Apokalipsa
Apokalipsa
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 06.09.19 0:26  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
[s] Pustkowie - Page 11 BcBUAYU

Ach, nie zdziwiła jej ani odrobineczkę czysta agresja oraz piękna, krystaliczna furia emanująca od jednego z mężczyzn po tym, kiedy wspomniała o byciu wysłannikiem szanownej Apokalipsy - rozumiała jego burzliwe, urocze emocji w pełni i doskonale! W jej własnym umyśle kotłowała się wściekłość podobna do szaleńczej, niemożliwej do powstrzymania pożogi zamkniętej w kryształowej, porządnie popękanej już kuli i będącej o krok od uwolnienia się z tegoż jakże kruchego, wątłego więzienia. Nie, nie, nie - w najmniejszym stopniu nie miała mu za złe tego, iż potraktował ją tak ostro, dziko brzmiącymi słowami i zachowywał się jak katowany przez lata drapieżnik, który wreszcie zyskał okazję do rozszarpania gardła swemu podłemu oprawcy. Faktem jednak było to, że to nie ona była jego celem i tego się będzie trzymać, jak również nie zawaha się wbić odrobiny rozumu i olśnienia do łba Nieznajomego w sytuacji, gdyby ten stracił nad panowanie nad swoją lepszą połową i postanowił się na nią z pazurami oraz kłami rzucić. Godnym podziwu było jego opanowanie - związane zapewne cieniutką, dzielną nitką - jakie udało mu się szarpliwymi oddechami wywalczyć - brawa, oklaski, owacje na stojąco! Jeden problem mniej dla niej, czyż nie? Ale a jak długo?

Poruszyła się lekko, ostrożnie, coby nie naruszyć tych okropnych krost naznaczających jej jasną, rozpaloną gorączką skórę i już otworzyła usteczka w celu przekazania wiadomości od swojego... zleceniodawcy, kiedy silny, bolesny i suchy kaszel wyrwał się z odmętów jej gardła. Niemalże zgięła się w pół, zasłaniając dłonią dolną część twarzy i mimowolnie zauważając, że znamię na nadgarstku magicznie, cudownie zniknęło. Panika pochwyciła ją za gardło, kiedy przeliczyła w myślach dni i zorientowała się, iż nie wyrobiła się w narzuconym na nią przedziale czasowym. Śmiech - histeryczny i gorzki, i nieludzki - zakwitł w jej płucach, lecz nie wydostał się na zewnątrz, kiedy jasnowłosa zmagała się z jedną z podstawowych czynności dla istot żywych - oddychaniem. Aż wtem myśl - tysiąc ich przelatywało obecnie przez mózg pulsujący, miliony poplątanych supłów i lin potarganych - luźna uderzyła w nią niczym głaz tonowy, prawie że zwalając z nóg i podsycając pożar żarzący się wewnątrz duszy, rozpalony piekielnie od momentu natrafienia na Niego.

"Jeżeli tak się nie stanie, zgnijesz w czeluściach tej piwnicy."
Gdzie był więc, jeśli nie wykonała powierzonego jej zadania? Dlaczego nie przyszedł zatargać jej do tego śmierdzącego, brudnego więzienia? Dlaczego nie wymierzył jej tej kary straszliwej i nie uwięził ją w czerni lepiej oraz szaleństwem napełniającym?
"Znajdę ci wszędzie. Wytropię po zapachu."
Wyprostowała się, ignorując punktowe ogniska bólu na ciele i chrapliwy oddech wypełzający z krtani, i upał szalejący pomiędzy organami, i zapach, który poznała wraz z Córeczką martwą i jednocześnie dalej żyjącą. Już nie. Twoja wina. Prawda?
"Zrozumiałaś?"
Och. Och, tak, zrozumiała, że On jest kłamcą i oszustem, i krętaczem. O czym jeszcze bajki snuł? Jakie bujdy wyśpiewywał tym swoim paskudnym głosem? Czy rzeczywiście usunąłby Plagę z jej persony? Zęby wyszczerzyły się w grymasie nienawistnym i wściekłym, podczas gdy Karyuu spojrzała płonącymi ślepiami na parkę dalej przed nią stojącą, o której to nieomal nie zapomniała.
- Wychodzi na to, że już nic - odpowiedziała szorstkim jak papier ścierny, ochrypłym tonem, zaraz odwracając się do nich plecami i ruszając z nagłą determinacją przed siebie. Uniosła rękę zaopatrzoną w fałszywą przepustkę i aktywowała ją, kontaktując się z pewnymi osóbkami, do których dawno już żadnego słowa nie posłała - nie miała potrzeby. Ale teraz... teraz plan dziergał się wewnątrz rozgorzałego umysłu, kiełkując i rosnąc w coś majestatycznego.

z.t.


[s] Pustkowie - Page 11 Q7e14lB


MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
[s] Pustkowie - Page 11 Sdwb9Gs
                                         
Karyuudo
Dezerter
Karyuudo
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down

Pisanie on 11.09.19 1:35  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
Liam usiłował sobie przypomnieć przez jakiś czas imię swojego łuskowatego kolegi, bo niby pamięć miał perfekcyjną, ale ręki by sobie nie dał uciąć, że się sobie przedstawiali. I tak stali oboje w milczeniu, bo raz - obcy się nie odzywał, przez jakiś czas, a dwa, jego kumpel też się nie odzywał. Jedno i drugie było dość... niepokojące. No gdyby nie był ślepy to może by coś tam ugrał, ale teraz to mu czas szedł bardzo, bardzo wolno. Nawet nie wiedział czy jest dzień, czy noc, poza tym, że było mu cieplej niż w norze. Krokodyl zmarszczył brwi.
- Ej, zaraz... czekaj!
Liam żądał wyjaśnień, albo chociaż jakiejś podpowiedzi, odzewu, cokolwiek. Cholera jasna, w ogóle mu się to nie podobało. Najpierw przychodziła, nie wiadomo na co i po co, po czym postanawia, ot, bez słowa, zniknąć, gdzie wcześniej deklarowała jakiś związek z apokalipsą? O cholerę tutaj chodziło?
Czas jednak mijał, a odpowiedzi nie było. Skoro Arthur się nie ruszył, znaczy puścił ją wolno. Na twarz krokodylka wpełzł smutek.
- Wracam. Spokojnie, trafię. Przez cały czas odkąd tu jestem zdążyłem się nauczyć każdego kamyczka na pamięć.
Wzruszył ramionami. No, czas odzyskać swoją torbę, którą wieki temu zaniósł do medycznego. Przynajmniej miał nadzieję, ze wciąż tam jest, bo mimo wszystko to jednak była przydatna rzecz. Lekarstwa już powinni dawno temu stamtąd zabrać.
A potem ruszył, w siną dal do kryjówki, za swoją zgubą.

zt.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


[s] Pustkowie - Page 11 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.09.19 11:27  •  [s] Pustkowie - Page 11 Empty Re: [s] Pustkowie
Zmrużył oczy, wzruszył ramionami. Nie będzie przecież zmuszał kogoś do potrzebowania pomocy, choć serio nawet chciał jej udzielić. Był niezłym drogowskazem, zwłaszcza w stronę przeciwną niż kryjówka gangu. Apokapo było durniem, zwłaszcza wysyłając z wieścią kogoś, kto ledwo trzymał się na nogach. Czego w ogóle mógł chcieć ten śmierdzący trup, który wysługiwał się innymi, w tym małymi, niewinnymi anielicami? Teraz i tak już się nie dowiedzą, ale Adrich miał jeszcze większą ochotę nakopać kościotrupowi do tego kościstego dupska. Pogrywał z nimi przez cały czas. Przychodził pod inną postacią, opętywał, rzucał na prawo i lewo jakimś choróbskiem. Sam by się ruszył to może ktoś by zwrócił na niego uwagę, a tak to nikt nie brał na poważnie wyczynów nadprzyrodzonej istoty.
Ciche "hmf" wydobyło się z jego gardła, kiedy obserwował odchodzącą kobietę. Przynajmniej nie zbliżyła się na tyle do wejścia, żeby zaistniała konieczność użycia siły innej niż perswazja. Zagrożenie zarażenia połowy grupy również oddaliło się, pozostawiając ślepego Charta i lekko zdezorientowanego Ratlera wśród piasków pustyni.
- Ci jeźdźcy działają mi już na nerwy... - mruknął przybierając luźniejszą pozycję. Nie musiał już udawać groźnego sięgając po broń. Westchnął, bo może przez jej wieści wiedziałby jak pomóc ich skrzydlatej maskotce, która ledwo co próbowała zamordować im przywódcę.
- Dobra. Ja spróbuję coś wyniuchać, może gadała jeszcze z kimś innym. Do potem!
Wąż udał się w przeciwną stronę, szedł w kierunku większego zagęszczenia ludności. Nie musiał eskortować krokodyla, jako zwiadowca i tak musiał wiedzieć co gdzie się znajduje, te okolice były mu znane najbardziej ze wszystkich. Blondyn wcale nie byłby zdziwiony, gdyby na serio Liam znał tu każdy kamień.

[z/t]


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
                                         
Arthur
Ratler     Opętany
Arthur
Ratler     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arturo Claudio Adrich zwany też Arthurem tudzież kurduplem


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

 
Nie możesz odpowiadać w tematach