Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 07/12. Są dwie niewielkie propozycje. Jedna dotyczy schematów - wypowiedz się, druga Pustej Miski - tutaj.
  • 07/12. Fabularny romans do Bernardynów. Zerknij.
  • 05/12. Do 14 grudnia do godziny 20:00 jest czas na wznowienie wątków z przeszłości oraz alternatywnych. W razie pytań należy napisać pw do Rhetta.
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Pisanie on 16.02.15 22:34  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
//soundtrack dla Fuckera

Pierwszy ząb bolał. Bardzo. Chociaż może nie aż tak bardzo, jak mógł liczyć na to wymordowany - dla kogoś, kto wdawał się w bójki tak często, jak Luka, utrata zębów stawała się chlebem powszechnym. I tak dobrze, że zajął się kłem, a nie jedynkami, naprawdę wkurzyłaby się, gdyby tak zmarnował jej trzy wypłaty, które poszły na uzupełnienie ubytków.
Mimo tego krzyknęła, i znowu całkowicie odruchowo spróbowała się wyrwać, bez skutku oczywiście.
Zaraz zaczęła też mieć o wiele bardziej palące problemy. Jej twarz była skierowana w górę, nie mogła więc zobaczyć, jakie "rozrywki" przygotował dla niej drugi mężczyzna. Jak tylko poczuła na swojej skórze tępe zęby piły jej oczy rozszerzyły się, oddech przyśpieszył niebezpiecznie, a z gardła wydobyło się całkowicie pierwotne wycie. Zaczęła się rzucać w więzach, osiągając tylko tyle, że piłowanie bolało jeszcze bardziej, a jej nadgarstki wreszcie poddały się i pokryły krwistymi obtarciami.
To było za dużo. To było zbyt pojebane. Rozumiała wyrwanie zębów. Zrozumiałaby, gdyby ją pobili do nieprzytomności i wrzucili do oceanu. Zrozumiałaby nawet, gdyby dostała po prostu kulkę w łeb. Ale to?!

W końcu nie wytrzymała; zwiotczała, wycie urwało się a głowa jej opadła. Czy też raczej opadłaby, gdyby Ryan ciągle nie trzymał jej w żelaznym uścisku. Utraty drugiego zęba praktycznie nie poczuła, jej umysł był już wypełniony bólem i szokiem. Czerwonawa mgła tłumiąca wszystkie doznania opuściła ją dopiero, gdy jeden z DOGSów opuścił pomieszczenie. Lekko podniosła głowę, ciężko oddychając, obserwując, co zamierzają zrobić pozostali.

Dzieciak był nieudolny, ale co się dziwić. O ile w ogóle był dzieciakiem, z trupami nie sposób poznać, widzisz dziewczynkę, która wygląda na dziesięć lat, a okazuje się być dziesięć razy starsza niż ty. Chociaż Luka podejrzewała, że wymordowani na zawsze zatrzymywali się na tym etapie umysłowym, na jakim umarli. To była nawet przyjemna myśl; odbierała im człowieczeństwo i prościej było zracjonalizować sobie niechęć.
Pierwsze uderzenie trafiło w kość policzkową; Luka syknęła, ale zaraz potem z sobie nieznanego powodu zaczęła się śmiać, a jak zaczęła, to nie była w stanie przestać. Wyczerpanie psychiczne pewnie miało w tym jakiś udział. Śmiech urwał się dopiero, gdy jednym z ostatnich ruchów Shion z głośnym chrupnięciem złamał jej nos. Jej głowa znowu opadła; kolejny strumyk krwi zalał jej uda. Zaklęła niemal bezgłośnie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 16.02.15 23:55  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
| No masz. Ten soundtrack tak bardzo. Odkryłaś jego powołanie, Lu. ~ |

Tu jest post, bo Gilbert.
// @Grow: przyznaję się do winy, to ja go namawiałem do pisania.
Mea culpa.

-----------------------

Za wolno się decydował – być może dlatego dezaprobata, z którą przyglądał się czerwonowłosemu zaczęła przybierać na swojej sile do tego stopnia, że za moment mogła stać się namacalna i swoim ciężarem zrównać wątłe ciało chłopaka z ziemię. Nie mieli całego dnia. Kogo chcesz oszukać, szczeniaku? Grimshaw wydawał się tylko czekać na jego najdrobniejsze potknięcie. Do tej pory nie rozumiał, dlaczego obecność tego gówniarza została zaakceptowana na ich terenie. Za to wiedział, że prędzej czy później wymordowany trafi na czarną listę Psów.
Wreszcie.
Opuszki palców mężczyzny ostatni raz musnęły metalowy przedmiot. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej w deklaracji tymczasowego zawieszenia broni z jego strony. Zamiast tego przyjął rolę obserwatora (kierownictwo to też ważna sprawa), który uważnie kontrolował każdy ruch nowego podopiecznego. Podobno patrzenie na ręce to stresująca sprawa, a ciemnowłosy nawet się z tym nie krył, chociaż nie zamierzał przerywać Shionowi i wtrącać uwag na temat tego, co robił źle.
Trzask.
Ani jeden mięsień na jego twarzy nawet nie drgnął, gdy twarz kobiety przeżyła bolesne zderzenie z obcęgami. Nie spotkał się z nawet najdrobniejszym ukłuciem rozczarowania, skoro nie spodziewał się rewelacji po nowym uczniu. Jednocześnie liczył się fakt, że za sprawą swojej bezmyślności wyrządzał najemnicy jakąkolwiek krzywdę, choć nie tak trudno było zauważyć, że chłopak stracił panowanie nad samym sobą. A to najgorsze, co mógł zrobić w tej sytuacji.
Trzask, trzask, trzask.
Bo problem tkwił w tym, że za moment wszystkie tortury mogły pójść na marne.
Trzask.
W końcu straci przytomność.
Trzask.
Może nawet ją zabije?
Co za kretyn.
Kolejnego trzasku nie było.
Narzędzie zbrodni zatrzymało się w odległości jakiegoś centymetra od mocno poobijanej już twarzy kobiety, której śmiech został zignorowany. Nadgarstek młodszego opętanego znalazł się w hamującym i bolesnym uścisku. Nienaturalne zimno skóry Jay'a sprawiało wrażenie, jakby ktoś zacisnął na jego ciele metalową obręcz. Jedno pewne szarpnięcie wystarczyło, by pozbawić chłopaka prowizorycznej broni, a głośne brzęknięcie oznajmiło, że upadła na ziemię. Ten dźwięk był jak sygnał przegranej dla rudzielca, który został siłą odciągnięty od nieznajomej, a potem zmuszony do czegoś, co z pewnością nie wywoływało pozytywnych emocji – odwrócenia się w stronę Rottweilera, który wciąż więził jego rękę. Beznamiętne spojrzenie zahaczyło o mokre od łez policzki, choć wewnątrz Ryan odczuł coś w rodzaju wstrętu. Nie był to widok, który koniecznie chciał zastać. Nie był to widok, który w ogóle powinien zastać w tym miejscu. Spomiędzy ust szarookiego wyrwało się krótkie prychnięcie, gdy kciuk wolnej ręki bezczelnie musnął policzek czerwonowłosego, ścierając z niego wilgoć przeznaczoną dla słabeuszy. Co jeszcze? Może zacznie szczać w gacie?
Wiedziałem, że jesteś beznadziejny, ale nie przypuszczałem, że aż tak ― wymruczał na tyle cicho, by jedynie on usłyszał przekaz. Równocześnie wypowiadane słowa przyodziane zostały w tak spokojny ton, że nie pasował do zaistniałej sytuacji. Starannie oddzielane od siebie słowa sprawiały, że chłopak dokładnie mógł zarejestrować błyskające zza warg kły ciemnowłosego. Dokładnie w tej samej chwili chwycił go za twarz, wbijając w nią krótkie paznokcie, chociaż korciło go, by widok dziurawionej na wylot skóry przestał być jedynie obrazem w jego głowie. ― Nie panujesz nad sobą. Mażesz się. Może chcesz wrócić do swoich kolegów? Pewnie nie skopią ci dupy za zdradę, bo wygląda na to, że od kogoś nauczyłeś się empatii. Powiedz, mały: aż tak ci jej szkoda? Bo widzisz... ― przerwał i wręcz odepchnął od siebie Terriera, nie dbając o to, że może stracić równowagę. Pokonał kilka kroków, które dzieliły go od stołu i z irytującym szurnięciem zgarnął z blatu jeden z noży. ― W tym miejscu nie możesz pozwalać na to, by wróg patrzył na twoją żałosną gębę. Weź to pod uwagę, a kiedy nie będziesz mógł się powstrzymać, przypomnij sobie, że to twoja wina.
Jego wina co?
Zrozumie.
Kolejne sekundy dla reszty mogły ciągnąć się niemiłosiernie, ale dla Grimshawa były tylko krótkim i bezwartościowym epizodem z życia. W jego ruchach nie było żadnego zawahania, gdy znów znalazł się obok Luki i znów chwycił ją za twarz, czując na skórze ciepło krwi, której niebawem miało być jeszcze więcej. Czubek ostrza zawisł nad okiem szatynki, a jedno niezbyt głębokie pchnięcie przesądziło o jej dożywotnim kalectwie. Ze znużeniem przekręcił nóż, jakby co najmniej grzebał w nim w posiłku podanym mu na talerzu, a nie w ludzkim oczodole. Zero zabawy.
Przestałeś czy mam kontynuować? ― spytał, ale zanim dał mu jakąkolwiek szansę na odpowiedź, wysunął nóż, jednak zamiast doszczętnie pozbawić jej wzroku, wbił go w jej dłoń i poruszył nim, chcąc przypomnieć, że najgorszego jeszcze nie przeżyła.



Sala tortur. - Page 2 Ryan2gif_qneespq
You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
                                         
Fucker
Rottweiler     Opętany
Fucker
Rottweiler     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.02.15 0:10  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
Stracił zupełnie kontrolę.
W tym momencie wszystko przestało się liczyć. Uderzał, by zabić. By przelać wszelkie swoje frustracje na kobietę, nie bacząc jakie krzywdy jej wyrządzi. I szczerze? Miał to gdzieś. A zamiast zmasakrowanej twarzy Luki, widział tylko i wyłącznie twarz Ryana oraz jego, w momencie, kiedy ujrzał go po raz ostatni. Zakrwawiona twarz i na wpół zamknięte oczy, martwe i poste, pozbawione swojego blasku życia. Bolało, tak kurewsko bolało go od środka i rozsadzało.
Nawet nie zorientował się, kiedy jego nadgarstek zawisł w powietrzu, zamknięty w żelaznym uścisku. Szarpnął się pierwszy i drugi raz, po chwili luzując palce i upuszczając swoje narzędzie zbrodni. Oddychał szybko i ciężko, jakby właśnie przebiegł jakiś długodystansowy maraton. Wciąż niezbyt do końca kontaktując, instynktownie zaczął się opierać, gdy jego ciało zostało szarpnięte w tył, świat przemknął mu przed oczami, by skupić się na parze srebrzystych, kocich tęczówek. Dopiero teraz wszystko zaczynało do niego docierać. Powoli, wręcz wlokąc się jak ociężały ślimak.
Głowa instynktownie odsunęła się na bok, gdy chłodna opuszka przesunęła się po rozgorączkowanym policzku. To nie chłód mu przeszkadzał, wszakże na nadgarstku wciąż pozostawała lodowata pamiątka po spotkaniu z Wilczurem, a obrzydzenie i zdegustowanie, jakie odczuwał do stojącego naprzeciw niego wymordowanego. Coś mówił, ale słowa mężczyzny nie docierały do Shiona. Ignorował je, skutecznie skupiając swoje spojrzenie na połyskujących kłach. Świadomość leniwie wracała, by wreszcie dopuścić do umysłu rudego ciche słowa szatyna.
Coś pierdolił od rzeczy.
Coś o kolegach, zdradach, skopaniu dupy…
W dupie mam twoje słowa.
Przemknęło mu przez głowę, a brwi ściągnęły się w niemym proteście. Szarpnął się boleśnie, gdy palce Opętanego zacisnęły się na jego szczęce. Sam chłopak wbił mocno paznokcie w bladą skórę nadgarstku, chcąc zaorać ją jak najgłębiej tylko mógł.
Ale nie spodziewał się popchnięcia, co spowodowało, że zatoczywszy się, wyrżnął porządnie na kamiennej, chłodnej i brudnej posadzce. Jednak bardzo szybko podniósł się do siadu, nie chcąc leżeć u nóg tego człowieka. Och, pardon. Wymordowanego. Prędzej przegryzie sobie żyły, niż będzie się przed kimś takim płaszczył. Niedoczekanie.
Powoli zaczął się gramolić, nie słuchając już Ryana, a wpatrując się w trzymany przez niego nóż. A gdyby tak teraz zaatakować? Co miał do stracenia? Ryan był zajęty kobietą, byli praktycznie sami, nikt nie przybyłby ze wsparciem… Czyż to nie jest idealny moment?
Nie.
Shion był za słaby na bezpośrednie starcie z tym potworem. Jeżeli chciał go zabić, musiał zrobić to z głową. Przeczekać i wybadać najodpowiedniejszy moment. W tym momencie nawet jakby zaatakował z pewnością zostałby bardzo szybko znokautowany. Nie miał szans z bestialską siłą Grimshawa. Poczeka, aż ten znajdzie się w idealnym środowisku dla Shiona. A wtedy to Ryan będzie pomiatany.
- Nie obchodzi mnie co się z nią stanie. – powiedział cichym, nieco piskliwym głosem. „To nie jej śmierci pragnę”. Zrobił dwa kroki w stronę Ryana, jednak zatrzymał się w miarę bezpiecznej odległości.
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj. Nie kładź na mnie swoich brudnych i splugawionych łap. Bo ujebię. – powiedział o wiele spokojniejszym głosem, co wydawało się… śmieszne. Żałośnie śmiesznie, zwłaszcza, że mówiąc to, rękawem starł resztki łez z policzków. Pociągnął cicho nosem i odwrócił się, idąc do stołu z narzędziami, gdzie sięgnął po mały nożyk. Jeszcze raz odetchnął i odwrócił się spoglądając na kobietę. Tym razem musi spokojniej działać. O ile zostanie ponownie do niej dopuszczony.



If you think this has a happy ending, you haven't been paying attention
Sala tortur. - Page 2 7WAAHeN
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 25.02.15 23:22  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
Oddychała ciężko, z oczami szeroko otwartymi. Lekko pochyliła się do przodu; czuła, jak więzy przytrzymujące ją na krześle wbijają się w ciało. Była pewna, że jej twarz zaczęła przypominać mielonkę, ale z dwojga złego było to mniejszym złem niż wcześniejsze tortury. Tego się przynajmniej spodziewała. Ten ból już znała. Gdyby była jakaś szansa, że zostanie sam na sam z dzieciakiem... Może naprawdę udałoby jej się wyjść z tego żywcem?
Ale taka możliwość nie istniała, co zostało jej brutalnie uświadomione poprzez wbicie noża w oko.

Przez chwilę myślała, że zemdleje; ból i szok były tak wielkie, że przez moment nie była w stanie zareagować. Po czym zawyła, najbardziej nieludzkim dźwiękiem jaki kiedykolwiek z siebie wydała.
- Gnoju... - wyjęczała, czując, jak wszystkie jej mięśnie spinają się do granic możliwości. Próbowała wymusić na sobie bezruch - każde drgnięcie tylko potęgowało torturę i nieodwracalnie ją kaleczyło. - Ty chuju...
Popłakała się. Czy raczej zaczęła spazmatycznie łkać. Nie była pewna, czy to, co spływa po jej twarzy to krew czy łzy. Mogła za to być pewna, czym była ciepła ciecz spływająca jej po nodze, chociaż nie wiedziała, jakim cudem może teraz czuć cokolwiek poza bólem. Jej umysł się zamglił. Wbicie noża w dłoń wzbudziło odruchowy krzyk, ale w gruncie rzeczy przyjęła je jako wybawienie. Jej głowa ponownie opadła bezsilnie; jedynie ciche rzężenie sugerowało, że jeszcze żyje.

Luka poruszyła ustami, chociaż pewnie żaden z mężczyzn tego nie zauważył. Nawet nie była pewna, co chciała powiedzieć. Błagać o litość? O skrócenie cierpienia? O papierosa? Resztki honoru nie pozwoliły jej wypowiedzieć na głos żadnej z dwóch pierwszych możliwości. A trzecia mogłaby tylko dać im nowe pomysły umęczenia jej.
- Pozwólcie mi zadzwonić - szept opuścił jej wargi, zanim zdążyła się zorientować, co mówi. Było w tym coś podświadomego; sama, wśród obcych trupów, brutalnie masakrowana... Chciała po prostu usłyszeć znajomy głos, nieważne kogo. Chciała po prostu, żeby ktoś wiedział, gdzie i w jaki sposób zginie. Żeby nie stała się jednym z bezimiennych ciał zalegających na ziemiach Desperacji.
Ale nawet nie wierzyła, że jej prośba może zostać spełniona.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.02.15 2:05  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
Jaki groźny ― mruknął pod nosem, bardziej so siebie niż do ujadającego w tle szczeniaka. Lekceważący stosunek ciemnowłosego do Kundla od dłuższego czasu wydawał się być namacalny. Zawisł ciężką kotarą w powietrzu, stanowiąc jakąś niewidzialną, ale całkiem skuteczną – ale i pozbawioną konieczności –  ochronę przed drobnym chłopakiem. Przez zaledwie krótki moment korciło go, żeby wystawić rękę ku wymordowanemu, żeby zademonstrował siłę swoich drobnych kiełków. „No dalej, pokaż jak ją ujebiesz”. Potrzebowałby dnia, może dwóch, żeby wrócić i dokładnie tą samą ręką zmiażdżyć mu gardło.
Zacisnął palce, rozluźnił je, stłumił w sobie tę drobną potrzebę prowokacji. Shion był teraz tylko tłem. Nie powinni zapominać o gościu, który domagał się skupienia na sobie całej uwagi i którego trudno było zignorować, bo – może powinien ujebać jej język? – nadal mówił. Zapach krwi zmieszał się z nieprzyjemnym swądem uryny, który tutaj nie był niczym nowym. Zwykle szczali pod siebie.
„Ty chuju...”
Niektóre ambicje szkodziły, co?
Wyszarpnął nóż z ręki członkini Smoków, powiększając ranę. Niewiele brakowało, a jej śródręcze podzieliłoby się na dwie części. Przykucnął naprzeciwko kobiety, zachowując się tak, jakby prośba o możliwość wykonania połączenia umknęła gdzieś w eterze i nigdy nie odnalazła drogi do jego uszu. Szare oczy bez wyrazu przypatrywały się zalanej krwią i łzami twarzy. Nie okazał jej współczucia wcześniej, więc nie miał powodu, by okazać je teraz. I tak odniósł wrażenie, że traktował ją zbyt pobłażliwie, a ona łamała się jak sucha gałąź już pod wpływem delikatności, z jaką się z nią obszedł.
Głupia ― zaczął spokojnie, układając rękę na jej pokaleczonej dłoni ― związana nie dosięgniesz aparatu ani nie przyłożysz go do ucha ― wyjaśnił jej tę banalną rzecz dokładnie takim tonem, jakim wyjaśnia się banalne rzeczy. To znaczy, że zamierzał ją rozwiązać? ― Myślisz, że taki „chuj” jak ja będzie chciał ci pomóc? ― nie czekał na odpowiedź, której i tak by nie dostał. Była tak oczywista, że nikt nie musiał wypowiadać jej na głos, ale głowa Grimshawa poruszyła się lekko, przecząc wszelkim przekonaniom, że jej stan wzbudzał w nim poczucie winy.
Przycisnął rękę kobiety mocniej do podłokietnika i obrócił nóż w palcach. Przysunął jego końcówkę do paznokcia szatynki, celując nią w przestrzeń pomiędzy nim, a palcem. Najbliższa przyszłość barwnie nakreślała się w umysłach. Zaboli.
Może znasz jeszcze więcej ciekawych określeń? ― Uniósł brew, a chcąc pomóc jej odszukać w głowie odpowiednią część słownika, szybkim ruchem podważył jej paznokieć. Spomiędzy jego warg wyrwało się ciche „Przypomniałaś sobie?”, zanim końcówka noża przysunęła się do kolejnego palca i wykonała ten sam ruch, nie dając torturowanej zbyt wiele czasu na odpowiedź. ― A teraz? ― Trzeci paznokieć oderwał się od kawałka skóry. Wiedział jak to jest, ale mając tę świadomość nawet się nie skrzywił. ― Chcesz, żebym przestał?
Ale przestał dopiero, gdy rozprawił się z czwartym paznokciem, pozwalając jedynie na to, by kciuk kobiety pozostał w nienaruszonym stanie. Potem ostrze znalazło się pod podbródkiem zielonookiej, być może jego czubek już ocierał się o jej gardło, niemo dając jej wybór. Jeżeli miała dość, rozwiązanie było tuż pod ręką.
Kim jestem?

Tak bardzo krótko i bez sensu.

I taka informacja dla Lu: Fabuła może chwilę postać. Ale jeśli będziesz chciała, możesz odpisać. Rzecz z tym, że ustaliłem z Gilbem, że prawdopodobnie przyjdzie tu z Ethel za jakiś czas i wtedy Ryan wyjdzie. Dalsze losy Luki pozostaną w rękach przywódcy.



Sala tortur. - Page 2 Ryan2gif_qneespq
You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
                                         
Fucker
Rottweiler     Opętany
Fucker
Rottweiler     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.03.15 20:45  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
Jeśli było miejsce, do którego nie chcieli chodzić również członkowie gangu, to była to sala tortur. Prowadzący do niej korytarz był wpleciony w prawdziwy labirynt przeplatających się ze sobą sieci, plączących się nawet najbardziej pamiętliwym kartografom. Growlithe był zapewne jedną z nielicznych jednostek, które trafiały tu bez problemów. Przechadzając się w egipskich ciemnościach podświadomie pamiętał, ile kroków należy zrobić, by nagle nie wpaść w ścianę, kiedy skręcić, a kiedy pochylić głowę, by nie otrzeć się włosami o chropowatą, sypką powierzchnię sklepienia. Nie miał w sobie dość empatii aby powiadamiać Ethel o każdej dziurze, którą sam omijał raczej z przyzwyczajenia, niż ostrożności.
Nie powiedział jej też, gdzie dokładnie się kierują, choć smród krwi, szczyn i strachu mógł być wystarczającą wskazówką dla informatorki. Morgan kroczyła tuż za dziewczyną, co jakiś czas muskając chrapami jej dłoń lub ramię, jakby przypominając o swojej obecności. W końcu miała się zdecydować, co postanawia i jak będzie chciała rozegrać swoje losy.

[...]

„Kim jestem?”
Skurwielem? ─ odezwał się nowy głos, prędko dopasowany do wchodzącej na salę sylwetki. Szczupłe ramiona natychmiast opadły, jakby w tym samym momencie przyjęły na barki ciężar wszystkich grzechów tego świata, a z ust wyrwało się ciche, wręcz zmęczone westchnięcie. Na siłę można było nawet zauważyć, że był styrany. W końcu ile razy w ciągu dnia można słyszeć o tym, że kolejny gość postanowił odwiedzić nietowarzyskich gospodarzy?
To ona? ─ Mimo zadanego pytania, nie czekał na odpowiedź. Dwubarwne spojrzenie przemknęło po nagich piersiach nieznajomej, nim wzrok podskoczył trochę wyżej, wwiercając się w zmasakrowaną twarz. ─ To już nawet nie jest śmieszne.
O udo białowłosego otarł się pysk, który wynurzył się zza właściciela, niczym nagle zbuntowany cień. Chuda wilczyca przemknęła wpierw łbem, potem szyją i bokiem po jego nodze, po czym lekkim truchtem prześlizgnęła się aż do krótkowłosej kobiety, natychmiast opierając mordę na jej zakrwawionej ręce. Członkini Drug-on mogła poczuć przede wszystkim ostry chłód, przenikający przez pulsujący ból. Shiva odsunęła się dopiero, gdy do skrępowanego intruza podszedł Growlithe.
Możecie iść ─ zwrócił się do Ryana i Shiona, nie odrywając badawczego, rozżarzonego spojrzenia od twarzy, błyszczącej szkarłatem. Dokładnie tak, jakby wpatrując się w jej rany, próbował rozgryźć, co tu zaszło. Co oni ci zrobili, nieznajoma? Jakie błędy popełniłaś, żeby teraz dławić się rozgrzeszeniem? Po jakiego chuja robisz sobie pod górkę? ─ Zajmę się naszą owieczką. Szkoda tylko, że trochę trąci od niej innymi wilkami. Ethel?
Białowłosy wyprostował się i spojrzał za siebie, wyciągając rękę w kierunku informatorki. Wyglądał dokładnie tak, jakby za moment miał jej oznajmić, że wygrała w totka i wyjeżdża na wakacje na Haiti. Prawie można było mieć wrażenie, że jest miły. Prawie.
Śmiało. Podejdź. ─ Odsunął się nawet odrobinę, przemykając ręką w stronę Luki i wskazując na nią dłonią. Brakowało teraz tylko, by skłonił się w pół i rzucił subtelne „zapraszam, wasza wysokość”. ─ Przyjrzyj się dokładnie, a wtedy zrozumiesz, dlaczego huragany są nazywane ludzkimi imionami.
Ethel mogła poczuć, jak coś uderza ją w plecy. To Morgan pchnęła ją łbem, szturchając czołem między łopatki dziewczyny, jakby tym samym popędzała ją, by podeszła do przywiązanej do krzesła postaci. Postaci, która jeszcze niedawno zapewne była przekonana, że uda jej się poszczuć psy i wyjść z tego bez szwanku, bez żadnej rysy. W porównaniu do Ethel, miała mniej szczęścia. Albo po prostu była beznadziejną aktorką.
Może chcesz mi pomóc udzielić wywiadu z tym szkrabem? ─ zapytał beznamiętnie, unosząc brew w prowokacyjnym geście. Najwidoczniej nie brał pod uwagę innej opcji. Już nie. ─ Pobawimy się w grę, w porządku?
Odsunął się od Luki, przebiegając wzrokiem po stołach, na których rozsypane były wszystkie zabawki, gotowe do sprawdzenia się w grze Growlithe'a. Przeszedł się przy nich, przemykając opuszkami palców po zardzewiałych narzędziach. Kiedy on przyglądał się w milczeniu przedmiotom, Shiva wysunęła łepki, żmijowaty jęzor i przemknęła nim po zgięciu łokcia Smoczycy. Bardzo mozolnie przemknęła nim wyżej, zahaczając o pierś i bok szyi, aż w końcu dotarła do twarzy. Przednie łapy oparły się o rękę przymocowaną do podłokietnika, by Shiva mogła dotrzeć głębiej, ale nim zdążyłaby dotrzeć w głąb ust warknięcie Wilczura posłało ją z powrotem na ziemię. Przestraszona odskoczyła do tyłu, syknęła, wyprężając grzbiet jak czarny kocur i czmychnęła w mrok, rozpływając się w jego objęciach. Growlithe zrobił ciężki krok w kierunku Luki, jednak wzrok skierowany był już na Ethel.
Jesteś dobra w wyciąganiu informacji. Musisz być. Zasady zabawy są łatwe, jak desperacka dziwka. ─ Skierował uzbrojoną w tonfę dłoń w stronę więźniarki. Mimo dzierżonej broni, daleko mu było do stróża prawa. ─ Zmuś ją do gadania. Kto, dla kogo, po co, kim jest, dlaczego się narażała i tak dalej. Jeśli zacznie odpowiadać, brawo, punkt dla ciebie. Ma dziesięć sekund na zaczęcie odpowiedzi. Nie. Wróć. Trzy. ─ Uśmiechnął się sympatycznie, opuszczając rękę. Usta rozchyliły się na tyle, by ukazać białe zęby. ─ Milczenie będę traktował jako porażkę. Każde pytanie, które nie otrzyma odpowiedzi, będzie punktem dla mnie. Rozumiesz? Zadajesz pytanie, namawiasz ją, prowokujesz, a ona odpowiada i ma gówno warty spokój. Jeśli nie odpowie...
Barki wymordowanego podniosły się i opadły w obojętnym geście. Trzymana luźno w ręce tonfa zakołysała się, jakby chcąc zwrócić na siebie uwagę i naprowadzić na odpowiedź. Przecież nie wszystkie reguły musiał wypowiadać na głos.



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.03.15 21:08  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
„Skurwielem?”
Nie dasz szansy wykazać się innym, co? Sprzątnąłeś jej punkty sprzed nosa ― odparł, z początku nie odrywając spojrzenia od twarzy kobiety. Nie musiał zwracać jej w stronę wejścia do sali, by zdać sobie sprawę z tego, kto zaszczycił ich swoją obecnością. Dopiero stuknąwszy bokiem noża o jej podbródek i odrzuciwszy go na ziemię, przeniósł wzrok na białowłosego. Choć w powietrzu już unosił się obcy zapach, Ethel nie doczekała się nawet najmniejszej uwagi. Nie dało się jednak ukryć, że obecność intruza, który bez szwanku przemyka tunelami, była niecodziennym widokiem. ― Nie miało być.
W końcu to nie plac zabaw.
Bez większego ociągania podniósł się z kucek. Nie zamierzał sprzeczać się w tej kwestii. Całe to zajście i tak traktował jako stratę cennego czasu, którego inne Psy nie potrafiły odpowiednio spożytkować. Gdyby nie to, że prawie pozwolili kobiecie przedostać się dalej, na pewno nie musiałoby go tu być. Kiwnął głową, ten jeden raz przyjmując do wiadomości polecenie, a potem wyminąwszy dwójkę, udał się ciemnym korytarzem. Nie przejmował się znacznie cichszymi krokami, które dobiegały zza jego pleców.

z/t [+ Shion].
Bo Ev prosiła, żeby też go wyprowadzić.



Sala tortur. - Page 2 Ryan2gif_qneespq
You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
                                         
Fucker
Rottweiler     Opętany
Fucker
Rottweiler     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.03.15 21:48  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
Nawet nie musiała podnosić głowy, żeby domyślić się, kto wszedł do środka. Słyszała plotki. Widziała paru pechowców, którzy spotkali się z przywódcą DOGS, tak samo jak widziała go kiedyś z daleka. Z daleka, bo towarzyszący jej starszy najemnik wyraźnie dał jej do zrozumienia, że ma się nie zbliżać, jeśli chce ujść z życiem.
A to musiał być on, bo kto inny byłby w stanie odesłać zastępcę szefa jednym słowem?

Luka zacisnęła zęby i zaryzykowała zerknięcie spode łba. Z jakiegoś powodu część widoku była lekko zaciemniona; zanim zdążyła zastanowić się, dlaczego, cień zniknął i poczuła nienaturalny chłód na ręce. Trochę przypominał chłód jej noża - skojarzenie obudziło w niej kolejną falę rozpaczy i tęsknoty. Sam widok postaci stojących w sali natomiast ją zdziwił, chociaż pewnie nie powinien. Nigdy nie przyzwyczai się do tego, że niektórzy wymordowani wyglądali na o wiele młodszych, niż mogłyby sugerować ich dokonania. Okropny dysonans poznawczy. Przywódca psów wydawał się o wiele mniej groźny, niż jego zastępca - nawet trzymana w ręce broń nie była w stanie zmienić tego wrażenia. Chociaż nie wróżyła dobrze.

- Czekaj - nie była w stanie milczeć, kiedy ktoś dyskutował przy niej kolejne metody uszkodzenia jej ciała. - Czekaj, czekaj, czekaj. Przecież tak nie trzeba. No i powiedziałam już praktycznie wszystko, co bym mogła - szybko przerzucała wzrok z lewa na prawo, próbując mimo braku oka rejestrować jak największą część wydarzeń. Brak oka. Nigdy by nie pomyślała, że może do tego dojść. Utratę kończyn jakoś brała pod uwagę, utratę któregoś ze zmysłów nigdy. Widmo ślepoty pewnie zmroziłoby ją, gdyby nie to, że jej ciało w tej chwili wydawało się promieniować ciepłem. I gdyby coś zupełnie innego, obcego nie zmroziło jej połowy tułowia.
- Naprawdę, po co utrudniać sobie zadanie, chyba nie myślicie, że będę kryła zleceniodawców - próbowała zażartować. Nielojaność smoków była przysłowiowa w całej Desperacji. Efekt tylko trochę popsuł fakt, że mówiła nieco wyższym głosem niż zwykle - no i to, że była częściowo zmasakrowanym więźniem, przywiązanym do krzesła na środku sali tortur.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.03.15 22:49  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
Na początku szła całkiem blisko szefa DOGS, ale szybko pozwoliła sobie zapalić latarkę, którą przez cały czas trzymała w dłoni i oddalić, aby utrzymać choćby minimalną odległość. W jej głowie pojawiały się najróżniejsze scenariusze - pojedyncze kończyły się w miarę dobrze, ale zdecydowana większość nie przepowiadała jej zbyt dobrej i wspaniałej przyszłości. Po jakimś czasie uderzył w jej nozdrza o wiele mocniejszy zapach krwi, co ją nieco zaniepokoiło.
Coraz bardziej jej się to nie podobało.
Niewiedza w tym przypadku okazała się czymś naprawdę przyjemnym, bo gdyby powiedziano jej na początku, że skierują się do sali tortur, toby się chyba schowała w losowo wybranym tunelu i zaczęła się karmić nadzieją, że może zdoła znaleźć wyjście. Ale i tak szanse Growa na znalezienie jej były bardzo wysokie. Znał te tereny. No i Morgan cały czas szła za nią, więc nie miała wyboru.
Szybko przeleciała wzrokiem po całym pomieszczeniu, do którego została przyprowadzona. Nawet nie musiała się zastanawiać, gdzie ona trafiła - to miejsce krzyczało, kopało i biło po głowie oznajmiając z dumą, że jest salą tortur. W dodatku były tu jeszcze trzy inne osoby, ale uwaga Ethel całkowicie skupiła się na nagiej, nieźle poturbowanej kobiecie. Miała kiepski wzrok, ale nawet jej nie umknęła krew, jaka ją zdobiła. Raczej nie siedziała tu zbyt długo. A fakt, że psiaki wyglądały na nieco rozbudzone kazały jej stwierdzić, że mogła się tutaj włamać. Tak, jak ona. Jeżeli tak było...
Boże, Ethel, jak na razie znowu szpanujesz szczęściem.
Ponownie jej głowa wypełniła się taką ilością myśli i pomysłów wszelkiej maści, że aż lekko podskoczyła, kiedy poczuła, jak coś tyka ją pomiędzy łopatki. Wróciła na ziemię i spojrzała na Growa nie ukrywając, że się nieco zamyśliła i chwilowo nie czaiła, co się tutaj dzieje. Podeszła jednak bliżej i nawiązała kontakt wzrokowy, kiedy ta uniosła głowę. Chwilę po tym dwie osoby skierowały się w stronę wyjścia, ale skoro jej nie została poświęcona żadna uwaga, to i ona pozwoliła sobie skupić się na poturbowanej.
Chwilę po tym Growlithe podyktował jej zasady swojej gierki, na co Ethel mocno się ożywiła.
On chyba naprawdę chciał komuś przywalić. Przecież te zasady krzyczały, że nie ma co się łudzić, że zdobędzie jakiś punkt. Torturowani zazwyczaj byli uparci, a nawet dziesięć sekund na odpowiedź mogło być barierą nie do pobicia. Trzy to już w ogóle było poza sferą marzeń. Mogła tylko wierzyć w to, że kobieta ma dosyć. Dopiero teraz zerknęła do swojej księgi, aby poznać ją. Nazywała się Luka Irving, była najzwyklejszym człowiekiem. Zwykły człowiek na Desperacji... Mogła strzelać, że była najemnikiem. Albo kimś z wojska. Jednak jej nagła odpowiedź, która wbiła się jeszcze zanim informatorka zastanowiła się, jak zareagować utwierdziła ją w przekonaniu, że musi być Smokiem.
- W takim stanie rzeczywiście lepiej, żebyś zaczęła mówić, Luka. - odpowiedziała, jak gdyby nigdy nic używając jej imienia z takim tonem, jakby ją już znała. Może kiedyś ją nawet zobaczyła, jak wpadła do najemników, ale i tak nie zdołała się niczego o niej dowiedzieć. No nic, nadrobi. - Nie będę już marnować śliny i myśli, aby powiedzieć, co myślę na temat Twojej jakże pięknej, miłej, przyjemnej i zajebiście sprawiedliwej gierki... A więc, Lu. Twierdzisz, że wszystko powiedziałaś... Coś jeszcze jednak musisz kryć, skoro nikt Ci nie chce dać spokoju. Więc zacznijmy od początku.
Wymordowana wysiliła się na w miarę przyjazny uśmiech, kiedy na nią ponownie spojrzała.
- Luka Irving. Jesteś ze Smoków, jak miewam? Wojskowy raczej by nie planował sprzedawać swoich. Nie wiem, co wmówiłaś wcześniej swoim oprawcom i nie będę dociekać, jak to wszystko wyglądało. Teraz my ze sobą rozmawiamy, tak? Tak. Możesz nawet sobie wyobrazić, że teraz jesteśmy tutaj tylko my dwie. Choć pewnie ciężko będzie sobie pozwolić na takie myśli. - tutaj na chwilę zerknęła na Growa, ale szybko wróciła do najemniczki - Mówisz, że nie chcesz kryć swoich zleceniodawców, więc proszę, zacznij. Kim oni byli? Skąd pobrałaś swoje zlecenie i jak ono wyglądało? Od ręki, czy jednak z waszych sławetnych tablic? Czego dowiedziałaś się na samym początku? Zacznij spokojnie, staraj się przypomnieć to, co się tylko da. Sama już wiesz, że może być tylko gorzej, jak się uprzesz, aby siedzieć cicho.
Specjalizowała się bardziej w zdobywaniu informacje poprzez obserwację, a nie męczenie torturami. A jak już musiała się zabierać za takie osoby, to zawsze zaczynała w miarę delikatnie. Nigdy nie była typem, który zacząłby bić, bo tak.
Wtedy jednak miała dużo czasu. Tutaj była ograniczona, nad nią stał niezwykle przyjazny ludziom Growlithe z tonfą... Więc jej sytuacja również była nieco mierna. Luka mogła nawet zauważyć, że mimo spokoju malującego się na jej twarzy, spojrzenie Wymordowanej wskazywało na lekki niepokój. Może nawet pomyśli, że nie jest od DOGS.
Naprawdę, nie każ nikomu czekać. Obydwie jednak wolałybyśmy uniknąć dalszego bicia i krzywienia się, serio.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.03.15 14:13  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
Błąd. Wielki błąd, ale przecież informatorka nie mogła wiedzieć, jaki stosunek Luka miała do swojego nazwiska. Nie mogła wiedzieć, że nawet większość jej znajomych z miasta kojarzyła ją tylko jako „Lukę”; o znajomych z Desperacji nawet nie ma co wspominać. Drug-onka nigdy nie przepadała za faktem, że wyróżnia się spośród tłumu mieszkańców M-3 i był to jeden z powodów, dla których zwyczajnie nie wspominała o drugiej części swojego miana. To, no i zdawała sobie sprawę, jak kiepsko je wymawia. Nauka języków nigdy nie była jej mocną stroną.

- Skąd znasz moje nazwisko – warknęła cicho, ale dopiero zaczynała się nakręcać. Pod warstwą krwi na twarzy można było zobaczyć, że zmarszczyła brwi. Zły pomysł, bo najmniejsze poruszenie mięśniami w okolicach oczu spowodowało ponowny rozkwit bólu ze zniszczonej gałki ocznej. Luka jęknęła, opuszczając na chwilę głowę, ale gdy ponownie ją podniosła, spojrzała na Ethel ostrym wzrokiem, przepełnionym wściekłością.

- Skąd. Znasz. Moje. Nazwisko – zapytała ponownie, silnie akcentując każde słowo. Zignorowała wszystkie pytania, jakie skierowała do niej wymordowana. Nie będzie się bawiła w to samo ponownie. Chcą poprowadzić całą „grę” raz jeszcze? Uznali, że jeden sutek i jedno oko to i tak za dużo? Nie miała ochoty przechodzić przez żadne deżawi, czy jak to się nazywało.
- Nie znam cię. Nie jesteś od nas. Nie jesteś z miasta. – Nie trzeba było geniuszu, żeby to rozpoznać; mieszkańcy Desperacji zawsze wyglądali inaczej, niż mieszkańcy miasta. – [i]Nie masz prawa go znać[/b] – Drug-onka najwyraźniej nie zamierzała zejść z tego tematu. Nic dziwnego; ta jedna informacja wystarczała, by zniszczyć jej przykrywkę (prawie) porządnej obywatelki i zmusić do ucieczki na Desperację. A Luce nie uśmiechało się spędzić resztę życia poza M-3.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.03.15 17:21  •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
„Czekaj”.
CZEKAJ, CZEKAJ, CZEKAJ, CZEKAJ ─ zatrajkotała mara. CZEKAJ, CZEKAJ, CZEKJA...
Growlithe spojrzał na kobietę. Wręcz można było zauważyć zaskoczenie w jego dwukolorowych tęczówkach, prędko jednak zastąpione przez rozbawienie, które dosięgnęło nie tylko oczu, ale uniosło też kąciki ust.
Praktycznie? ─ Białe kły wychyliły się zza warg, na których plątał się irytujący uśmiech. ─ W porządku. Chcę tylko coś sprawdzić.
LUDZIE NIE SĄ JUŻ TAK LOJALNI, JAK DAWNIEJ, JACE ─ westchnęła Shiva cichutko, gdzieś z kąta pomieszczenia. Jej słowa dotkliwie wgryzły się w umysł wymordowanego, który chcąc nie chcąc (a na pewno to drugie) musiał przyznać jej rację. Lekkość, z jaką Luka wyraziła chęci wkopania swoich zleceniodawców w najgorsze gówno świata, była wręcz chora. Więc tak Smoki traktowali tych, którzy pokładali w nich nadzieję? Jedno klepnięcie w polik, a są w stanie paść kolanami w błoto i wyrzygać wszystkie informacje. Kto, za ile, dlaczego. Świat się stoczył z wysokiej góry na samo dno, po drodze miażdżąc wszystkie wartości, za które warto było żyć. W jednej sekundzie przestał rozumieć, jak nieznajoma mogła jeszcze oddychać.
Przecież...
Zmrużył nagle ślepia. I tak był pod wrażeniem. Może nie dał Ryanowi wystarczającej dawki czasu, ale zwykle Rottweiler był w stanie zlać intruza do nieprzytomności, nim Growlithe w ogóle dowiedział się, że ktoś buszował po ich terenach. A ona nie dość, że wciąż trzymała się świadomości, to próbowała żartować.
Palce mimowolnie zacisnęły się mocniej na twardej rękojeści tonfy, gdy wreszcie odezwała się Ethel. Choć nie spoglądał w jej stronę, to na niej głównie się teraz skupił. Znały się? Lubiły? Oparł się lędźwiami o brzeg wiekowego stołu i podparł z jednej strony ręką, przypominając sobie o zwichniętym nadgarstku. Znieruchomiał, ze wzrokiem wbitym w postać zmęczonej i poranionej kobiety, ze słuchem wyczulonym na łagodny ton głosu Ethel i ze świadomością, że ciążąca mu w ręce broń lada moment pójdzie w ruch. Oczywiście, że nie był zwolennikiem przemocy. Gdyby tak było, nie czekałby na odpowiedź. Nawet nie wkręcałby w to informatorki, przerzucając wszystko w swoje ręce.
I może nawet wszystko poszłoby odpowiednim torem. Może nawet po drodze nie wpakowałoby się pod jakiś cholerny pociąg pośpieszny. Może.
„Nie...”
Chwycił mocniej za broń.
„masz”
Mięśnie napięły się posłusznie.
„prawa”
Trzy sekundy.
„go”
Growlithe ledwie się podniósł, a już wyprostował plecy i szarpnął ręką.
„znać”.
TRZASK.
Czarna broń z twardym świstem przecięła powietrze, nim z gruchotem uderzyła Lukę w twarz. Nie zaczekał nawet, aż pojawi się zaczerwienienie. Odepchnął Ethel prawą ręką, a pomieszczenie zatrzęsło się, od głośnych uderzeń. W szczękę, ramię, szyję... Oczy Wilczura zapłonęły ogniem. Tors, kolano, policzek. Okładał ją nie szczędząc przy tym siły. Raz, dwa, trzy, cztery. Ile było pytań? Warknął, czując, jak za gardło chwyta go łapa złości. Nie był miły? Uprzejmy? Sympatyczny? Jak kurewski szczeniak? Nie był na tyle dobry, by dać jej czas, możliwości, szansę na wyjście z tego bez kolejnych szwanków? Nie..?
Tonfa uderzyła o nogę stołu, gdy Growlithe wypuścił ją z ręki i odrzucił z impetem na bok, jak wyjątkowo bezwartościowy przedmiot. Ledwie prześlizgnął spojrzeniem po twarzy kobiety, nim chwycił ją za szczękę, wbijając paznokcie w policzki Desperatki i przekręcił mocno na bok. Dwie nogi krzesła oderwały się od podłoża. Wiekowe drewno zatrzeszczało i warknęło, gdy jedna z owych nóg wykrzywiła się na tyle, by nadłamać się w niedogodnym punkcie.
Pytała cię o coś ─ wycedził przez zaciśnięte zęby, nim mocniej szarpnął ręką i posłał Lukę na ziemię. Palce zbrudzone szkarłatem przemknęły na kark wymordowanego, który jak na komendę odzyskał rezon. Chciał się jakoś odprężyć, ale napięte mięśnie skutecznie mu to uniemożliwiały. ─ A chciałem ci pokazać, że nie jesteśmy tacy źli. Że po prostu wcześniej miałaś pecha, źle trafiłaś, trudno. Nie każdy przeżywa spotkanie z innymi Psami. Ale ze mną? Ze mną da się dogadać, Luko Irving.
Kucnął przy niej, wykrzywiając usta w najwyższym stadium pogardy. Palcami przejechał po rannym boku szyi Luki, przykładając zaraz zakrwawione opuszki do swoich warg. Ta niewielka dawka metalicznego posmaku, jaki odczuł zaraz po tym, gdy zlizał krew ofiary, sprawiła, że poczuł w gardle drapanie. Tak smakuje szkarłat skazańca.
Wydłubali ci oko, poranili ciało, zbesztali i zbili, a i tak byłaś im w stanie powiedzieć praktycznie wszystko. A my? Zrobiłem ci wcześniej krzywdę? Obraziłem cię? ─ Splunął w bok i charknął pod nosem. ─ A ona? Ta dziewczyna chciała cię uratować, dociera to do ciebie? Mogła odmówić, mogła uciec, mogła nawet nie zadać pytania, skazując cię z góry na przegraną. Szmata z ciebie. Dziwię się, że oddychasz. Sumienie już dawno powinno cię udusić.
Podniósł się i kopnął kobietę w okolice brzucha, od razu odwracając się do Ethel. Jego twarz, dotychczas dziecięca i całkiem neutralna ─ momentami nawet rozbawiona ─ teraz zszarzała, dodając mu paru lat.
Wsypie każdego. Niegodna zaufania, niegodna jakiejkolwiek cnoty. Nadal uważasz, że warto marnować na nią czas? ─ Wbrew jakimkolwiek pozorom nie brzmiał ironicznie. Raczej tak, jakby faktycznie oczekiwał od informatorki odpowiedzi, jaką ta uważała za odpowiednią. Wiesz, dlaczego posłałem ją na ziemię? ─ to pytanie było niemalże wypisane na jego twarzy fluorescencyjnym markerem. Gdy je zadał wreszcie na głos, w rogu pokoju jakiś cień poruszył się niespokojnie. Shiva cała drżała z ekscytacji, chcąc ponownie zakosztować krwi ofiary. Tylko świadomość, że nie mogła trzymał ją z daleka.
Białowłosy pokręcił głową i parsknął pod nosem. Znów ta dziwna, nienaturalna nuta, jakby w ostatnim momencie powstrzymał się, by się nie zaśmiać.
Bo to naturalne, że diabły są bliżej piekła. Może powinniśmy ją żywcem zakopać? Ją i jej chrzanione nazwisko. ─ Wzniósł spojrzenie ku górze, jakby szukał tam podpowiedzi. Prędko jednak wzrok zsunął się ponownie na twarz Ethel. Po „wesołości” nie było nawet najdrobniejszego śladu. ─ Hm. Ale wcześniej może warto dowiedzieć się, dlaczego jak ranna lwica broniła nazwiska?  Przecież i tak nie mogę jej teraz wypuścić. Skoro byłaby w stanie wydać zleceniodawców, jaką miałbym gwarancję, że nie wyda lokalizacji Kryjówki nieodpowiednim osobom? Oboje wiemy, że zależy mi na dyskrecji, co, Eth?



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Sala tortur. - Page 2 Empty Re: Sala tortur.
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach