Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 28/3/2017, 23:02
Siedzenie samotnie w pokoju było raczej dobijające, szczególnie kiedy się zmagało z paskudną chorobą. Odwiedziny Arthura były tu bardzo pomocne; przynajmniej na jakiś czas miała zajęcie i do kogo gębę otworzyć, a przez resztę czasu starała się przesypiać dolegliwości. No, musiała jeszcze pilnować zaleceń medyka i zażywać lekarstwa z otrzymanych od niego fiolek, ale to nie było zbyt rozrywkowe. W końcu poczuła się na tyle lepiej, by trzymać się w pozycji pionowej całkiem długo jak na ofiarę grypy. Jej pierwszym celem stała się kuchnia; bądź co bądź ze względu na swoją funkcję Reb dość często pomagała Matyldzie, stąd miło było odwiedzić koleżankę i zamienić kilka słów na jakiś luźny temat. Anielica otrzymała od kucharki kubek z jakąś ciepłą, parującą cieczą - prawdopodobnie coś, co miało przypominać herbatę. Pachniało całkiem miło, co było pozytywnym zaskoczeniem.
Wylądowała wreszcie w małym saloniku, gdzie przysiadła po turecku na sfatygowanej kanapie. Owinęła się w przytargany z pokoju koc i objęła dłońmi wciąż ciepły kubek, którego zawartość dopiero zaczynała nadawać się do picia - wcześniej za bardzo ryzykowało się oparzeniem. Ostrożnie uniosła naczynie do twarzy i dmuchnęła bez przekonania w ciemną powierzchnię płynu. Wciąż musiała jeszcze trochę poczekać.
Beztroskie dumanie przerwało jej wejście smoka Pudla, które przyjęła z właściwą sobie obojętnością.
- Rebekah!
- Tak, to ja - odparła, siląc się na delikatnie wykrzywiony uśmiech. Głos miała zachrypnięty, aczkolwiek od razu odkaszlnęła we własne ramię, nie chcąc brzmieć jak piła wgłębiająca się w drewno. - Powoli coraz lepiej. Jek dał mi jakieś swoje magiczne wypociny.
Nie zamierzała się rozwodzić nad tematem, który Skoczka nieszczególnie interesował. Wiedziała to od chwili, w której pokazał się w pomieszczeniu. Musiał jej szukać, a z pewnością nie rozchodziło się o jej osobistą wirusową niedolę. Od dłuższego czasu sama zastanawiała się, kiedy ta sprawa w końcu wypłynie i w jaki sposób do tego dojdzie. Nie spodziewała się takiej formy zajęcia się problemem. Rozmowa? Negocjacje? Podejrzewała raczej, że któryś z dwóch najwyżej postawionych Psiaków wyda konkretne polecenie, co zrobić z pyskatą stróżówną i Reb zostanie zapoznana z gotowym wyrokiem. Jakikolwiek by nie był, z dnia na dzień było jej to coraz bardziej obojętne. Może to choroba odbierała jej chęci do życia, a może po prostu zaczynała się starzeć - kto wie?
- Wiem. Także dawaj, prosto z mostu. Jak widzisz, nie mam jak stawiać oporu. - Rozłożyła ręce w geście obojętności na tyle, na ile pozwalał jej wciąż dzierżony w dłoni kubek. Zaraz też zbliżyła go do twarzy i po kilku kolejnych dmuchnięciach w osobliwą "herbatkę", odważyła się w końcu pociągnąć nieduży łyczek.


Ostatnio zmieniony przez Rebekah dnia 29/3/2017, 18:01, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Skoczek on 29/3/2017, 17:40
......Stan zdrowia anielicy był akurat dość ważny dla Pudla. Zarówno ze względów czysto praktycznych, jak i z powodu własnej moralności. Miał nawyk martwienia się o wszystkie Psy, nawet jeśli większość nie była specjalnie zachwycona z jego 'matkowania'. Jednak chcąc nie chcąc faktycznie miał teraz pewną istotniejszą kwestię do obgadania.
- Mam nadzieję, że szybko wrócisz do formy - dodał jeszcze, by zaraz po tym wziąć głęboki oddech.
Teoretycznie ta rozmowa należała do jego obowiązków, ale z drugiej strony w pewien subtelny sposób wykraczał poza własne kompetencje. Niby do sporządzenia pełnego raportu z tej nieprzyjemnej sytuacji potrzebował opisu zajścia ze strony anielicy, ale jakby nie było, chciał wejść w to trochę głębiej i zapobiec pewnym nieprzyjemnym konsekwencjom. A to wymagało rozmowy zarówno z Rebekah, jak i Wilczurem. A ta druga persona raczej nie będzie zbyt chętna do swoistego rodzaju negocjacji.
- Zabawne, moja droga - mruknął z pewną dozą przekąsu w głosie. - W sumie nie bardzo masz czemu stawiać opór. Nie jestem od wymierzania kary, a rozmowy. Przedstawisz mi, jak wyglądała akcja ratunkowa i wynikająca z niej późniejsza 'komplikacja' z twojej strony? Raz, że potrzebuję tego do całościowego raportu, chcę dokładnie przeanalizować popełnione błędy. Dwa, ponieważ będę próbował rozmawiać z Wilczurem na temat kary. Wątpię, byś bez żadnego powodu wykazała się... niesubordynacją. No, chyba że się mylę?
Usiadł obok dziewczyny, zwracając w jej stronę poważne spojrzenie niebieskich oczu. Miał dobrą pamięć, więc sporządzenie późniejszego raportu i tak nie sprawi mu większego problemu, nawet jeśli teraz ni nie zapisywał. Kwestia przyzwyczajenia, czasem polowanie na Psy bez papieru i długopisu dawało lepsze efekty. Wtedy nie spodziewali się ataku, a zaskoczoną zwierzynę zawsze łatwiej usidlić.
- Zacznij od samego początku, czyli sposobu, w jaki przedostaliście się na teren Edenu - uściślił, chwilowo opuszczając dłonie luźno wzdłuż ciała, choć potem pewnie i tak wrócą mu jakieś tiki nerwowe.
To jednak niewątpliwie było uzależnione od tego, co usłyszy od anielicy. Grunt, żeby od tego całego stresu nie wypadły mu włosy. Cóż, teoretycznie, biorąc pod uwagę jego wiek, włosy już dawno powinny mu wypaść, ale najwyraźniej wirusowi X było zbyt wygodnie w jego organizmie, więc utrzymywał go w praktycznie perfekcyjnym stanie.
Szach mat, apokalipso zombie.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 29/3/2017, 19:08
Upiła kolejny łyczek swojej ziołowej herbaty, pozwalając ciepłym oparom ogrzewać umęczoną twarz. Jeżeli dało się wyglądać bladziej niż albinos z urodzenia - Rebe właśnie to osiągnęła. Dopiero teraz za sprawą mieszanej kuracji powoli odzyskiwała barwy, słabe jak zawsze, ale już bardziej dla dziewczyny naturalne.
- Ehe - charknęła, wbijając wzrok w odbijającą się na powierzchni cieczy własną twarz. Nieszczególnie wierzyła, żeby ktokolwiek przejmował się jej zdrowiem poza naturalną przeciętną. Jasne, byli jedną rodziną, ale właśnie - gdy się ma milion pięćset pociotków, tych dalszych traktuje się raczej z uprzejmą obojętnością. Bardziej można się było spodziewać troski o to, by grypa jednej osoby nie przerodziła się w epidemię, zresztą sama anielica też miała to na uwadze. Ze swojego pokoju nie wychodziła za wiele, a całym swoim jestestwem alarmowała mimochodem: uwaga, choroba!
- Nie jestem niczyją drogą - warknęła cicho, strzelając morderczym spojrzeniem w stronę Pudla. Nie miała co prawda siły się awanturować, ale co charakter, to charakter; a Rebekah nie przepadała za byciem adresowaną w ten sposób, szczególnie przez osoby do tego nieuprawnione.
Kolejny łyk herbatki. Z chwili na chwilę jej smak stawał się coraz bardziej znośny, a może po prostu przestała zwracać uwagę na dziwnie niepasującą nutę, odkąd jej myśli zajęła jakże żywa rozmowa.
- "Komplikacja" - Ciche parsknięcie opuściło usta albinoski, a na twarz wystąpił ironiczny uśmieszek. - Najlepiej od razu dajcie mi tak na imię. W sumie pasuje.
I herbatka. W końcu nie można pozwolić, żeby zanadto wystygła.
- A jeśli ci powiem, że się mylisz?
Wbiła w Skoczka świdrujące czerwone spojrzenie. Niesubordynacja bez powodu była jej specjalnością, choć do tej pory nigdy nie okazała się tak rażąca, by ktoś rzeczywiście zwrócił na to uwagę. Zazwyczaj charakterek Rebeki doskwierał innym głównie na płaszczyźnie osobistej, a na to była prosta rada - przestać się z pyskatą pannicą zadawać. Proste jak budowa cepa. Tym razem po prostu miała pecha; jad wylał się z niej w nieodpowiednim momencie i na niewłaściwą osobę, co mogło przynieść bardzo interesujące, niekoniecznie pozytywne skutki.
- W skrócie, bo jak za dużo mówię, gardło mnie boli. Doszliśmy do Edenu, a tam od razu zaatakowała nas wielka ropucha. Zasadziła się na Arthurka, musieliśmy go łapać, Rumowi udało się odciąć ten przeklęty jęzor. Brzydka bestyjka rzuciła się na Nove, ale udało mi się ją osłonić i nasz nieoceniony Wyżeł dokończył dzieła. Potem skierowaliśmy się na Babel i, wiesz jak jest, znowu musiało pieprznąć. Nove okazała się magnesem na małego misiaczka, za którym przylazła mhhh- - Odkaszlnięcie. - mama miś. Rum oberwał, ja zaczęłam dusić bestyjkę wodą. Wierz mi, nie było zabawnie, rzygnęła prosto na mnie. Potem zemdlała prosto na Ruma i dalej nie pamiętam, ale żeśmy gada utłukli. znaczy, ssaka. Wiesz, o co mi chodzi. - Machnęła ręka. - Ledwie zdążyliśmy wydobyć Rumę spod tego trupa, a wierz mi, przydałby się tam jebany dźwig, znikąd magicznie pojawiły się gwiazdy wieczoru, czyli jak się domyślasz, Growlithe i Fucker. W tamtym momencie dostałam, hm, lekkiego wkurwa, trochę pokrzyczałam, posypało się kilka przekleństw. Kochany Wilczur też się wnerwił, prawie mnie udusił, chociaż tak osobiście podejrzewam w tym rolę wirusa. Przemienił się jak na moje bez kontroli. Odepchnęłam go, Ryan zdobył się na przemiłą mowę z gatunku ty-niewdzięcznico-jak-śmiesz-się-tak-odzywać-do-księcia-Growcia-jesteś-frajerem i tym optymistycznym akcentem skończyliśmy dyskusję. Potem już tylko wlekliśmy się do kryjówki.
Była świadoma, że opowieść zawierała dość sporo luk i niedopowiedzeń, ale musiała przerwać. Upiła kilka kolejnych łyków z kubka, chcąc ulżyć przesuszonemu gardłu. Jeżeli Pudel będzie chciał poznać jakieś szczegóły - niech pyta.


Ostatnio zmieniony przez Rebekah dnia 3/4/2017, 23:09, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Skoczek on 1/4/2017, 21:39
......To drobne uniesienie się anielicy zostało całkowicie zignorowane przez sekretarza. 3/4 Psów miała w nawyku plucie jadem, kąsanie słowami i kłapanie zębami. Posyłanie morderczych, piorunujących, lodowatych, złowrogich spojrzeć również było na porządku dziennym i nie robiło większego wrażenia na Chrisie. Przyzwyczaił się do tego już po pierwszych miesiącach pracy jako Pudel, teraz zdarzało mu się nawet takich zachowań nie zauważać. Dodatkowo nie reagował w żaden sposób, bo przecież po co?
" A jeśli ci powiem, że się mylisz?"
Chris zacisnął na ułamek sekundy zęby, powstrzymując się od zbyt pochopnego komentarza. Czyżby długa nieobecność Wilczura sprawiła, że Psy zaczęły się zapominać w pewnych kwestiach, czy też Rebekah nie do końca zdawała sobie sprawę z możliwych konsekwencji swoich działań? Zdecydował jednak, że nie czas jeszcze na moralizatorską przemowę, chwilowo wolał dowiedzieć się co, jak, kiedy i dlaczego.
Chociaż w miarę słuchania powoli mu się tego odechciewało. Podejrzewał, że cała ta sytuacja zapowiada się źle, ale w gruncie rzeczy okazało się, że wyglądała tragicznie, w dodatku jeszcze bez szczegółów. Osobiście wróżył niezłą katastrofę, tym bardziej, jeśli podczas rozmowy z Wilczurem anielica nie ugnie nieco karku. A patrząc się na jej charakter, było to mało prawdopodobne. Fakt, Chris również nie był fanem przywódcy, ba, nie cierpiał tej chodzącej sprzeczności, przepełnionej arogancją i samozadowoleniem flądry, ale nie pyskował mu publicznie. Istniały po prostu pewne niepisane zasady, jeśli chodziło o kontakty z liderem, a zbyt duża ilość szczekania w szerszym gronie zawsze wymuszała pokazowe karanie z jego strony.
- Skupmy się na "w tamtym momencie" - zaczął powoli Chris, układając sobie poszczególne informacje w głowie. - Co wywołało twoją złość? Pamiętasz, w jaki dokładnie sposób zwróciłaś się do Growlithe'a?
Najpierw musiał jak najdokładniej zapoznać się z całą akcją, a dopiero potem miał zamiar wyłuszczyć Rebekah pewne kwestie. Istotne kwestie. Nie dlatego, że lubił moralizatorskie przyśpiewki, ale z tego powodu, że potrafił czasami w zadziwiająco trafny sposób rozgryźć postępowanie Wilczura. Mógł określić parę przypuszczalnych dróg, które obiorą jego myśli i w ten sposób domyślić się, co może zechcieć zrobić. Co prawda to wszystko było czystymi insynuacjami, ale Chris sam doskonale wiedział, jak bardzo potrafią bolesne być kary wykonywane przez przywódcę gangu. Nie tylko fizyczne. Psychikę również nieźle potrafił naruszyć.
- Bez kontroli? - dodał po chwili z namysłem. - Naprawdę ostro musiała się cała ta sytuacja na nim odbić. No cóż, nie na co dzień zostaje się poddany Sądowi Ostatecznemu.
To też musiał zamieścić w raporcie. Wychodziło na to, że Wilczur dostanie kolejną, nieco zmodyfikowaną wersję.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 3/4/2017, 23:32
Przynajmniej tym razem nikt nie próbował jej rozszarpać tchawicy za naturalne dla siebie zachowanie. Wprawdzie gdzieś tam głęboko w świadomości Rebe rozumiała, że zdarzyło jej się wypyszczyć w niewłaściwy sposób do niewłaściwej osoby, ale no... litości. Dałaby głowę, ze w tamtej chwili zarówno Growlithe jak i jego zastępca zareagowali zdecydowanie za ostro jak na to, czego dopuściła się anielica. Takie było jej zdanie i tego zamierzała się trzymać.
-Co wywołało twoją złość?
Parsknęła krótko, zasłaniając usta blada dłonią.
- Zabrzmiałeś trochę jak psychoterapeuta - wytknęła, choć o dziwo nie było w tym wielkiej kpiny, jakiej można by się było po albinosce spodziewać. Bądź co bądź miała swoje momenty, w których rezygnowała z bycia wredną jędzą na rzecz całkiem niezgorszej osobowości.
- Matko serdeczna, to było dawno... - Przytknęła obie dłonie do skroni i przymknęła oczy, próbując przywołać szczegóły z odmętów pamięci. Tak naprawdę minęło naprawdę sporo czasu od tych wszystkich wydarzeń, a słów wypowiadanych w afekcie łatwiej było zapomnieć niż tych dogłębnie przemyślanych. - Na pewno coś w stylu "jak mogliście zostawić Kirina w Babel samego". I możliwe, ze jeszcze "jak coś mu się stanie to cię zajebię". No, to mogło mnie dość zamaszyście wrzucić na listę do zajebania teraz, natychmiast.
Odetchnęła i skuliła się pod kocem, chowając twarz za opadającymi w przód włosami. Dopiła pozostała połowę herbatki duszkiem i odstawiła kubek, po czym owinęła się szczelniej i wbiła naburmuszony wzrok w podłogę. Wcale nie potrzebowała moralizatorskiej mowy - zdecydowanie zbyt wielu sama była autorką, by nie wiedzieć, jakie słowa padną z ust Pudla w jej stronę. Sama doskonale potrafiła wyrzucić sobie błąd, który popełniła, nawet jeżeli nie obarczała się winą w stu procentach. Ale, na Boga, była aniołem stróżem! Jak nikt znała się na pilnowaniu krnąbrnych osobników i przemawianiu im do rozumu. Nie potrzebowała kazania od Blacka, aczkolwiek nie było raczej szans na to, by się od niego wymigać. Bardziej liczyła na to, że będzie w stanie zrozumieć jej położenie i okazać chociaż minimum wsparcia. Była gotowa przyjąć konsekwencje, ale zdecydowanie wolałaby łagodny wymiar kary.
- Słuchaj - zaczęła wreszcie, wynurzając zza kocykowej fortecy górną połowę twarzy. Zachrypnęła, odchrząknęła. - Tam była jedna wielka mordownia. Tamci ledwo wydostali się z krwawej jatki na Babel, my byliśmy świeżo po zamordowaniu dwóch jebitnych bestii. Nikt nie zareagował rozsądnie. Noo, może poza mała gadziną. - Uśmiechnęła się mimo woli na wspomnienie Arthura, który heroicznie podjął się odciągania Wilczura od anielicy. - Ja nie powinnam była wyskakiwać z pretensjami. Grow nie powinien był od razu próbować mnie za to zajebać. I tak wszyscy wiedzą, że nie mówiłam nic z tego na serio. - Wzruszyła ramionami. Już nawet nie obchodziło jej za bardzo, co sobie Pudel o tej całej sytuacji pomyśli. wychodziło bardzo głupio, no ale niestety - takie były fakty. Gdyby mu zależało, prędzej czy później i tak by się dowiedział. A jeżeli Rebekah miała coś na swoją obronę to właśnie to, że tak naprawdę nikt nie postąpił do końca właściwie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Skoczek on 27/4/2017, 00:19
......Ktoś musiał robić za psychologa w całym tym barwnym towarzystwie. Ilość wewnętrznych konfliktów w gangu była większa, niż przewidywała jakakolwiek ustawa, a Pudel musiał o każdym wiedzieć. X idzie na misję z Y? Dobra, ale wyślijcie ich z dala od terenu Z, bo X na jego widok wpada w furię. Głupio jest sporządzać raport, w którym trzeba zaznaczyć, że wszystkie możliwe obrażenia Y nie podchodzą od bestii, S.SPEC, czy innych stworzeń, tylko przez próbę załagodzenia konfliktu X i Z. Dlatego Christopher, jako Posiadasz Wszelakich Możliwych Informacji musiał pilnować, by wszystko chodziło jak w świeżo nakręconym zegarku. Nawet jeśli oznaczało to latanie po całej siedzibie w próbie ogarnięcia co, kto, dlaczego, po co, kiedy. Zresztą ostatnio odniósł wrażenie, że Psy powoli przyzwyczajały się do jego obecności oraz notorycznego wpychania nosa w nie swoje sprawy. To, że często był przez to poobijany był inną kwestią. Jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś bezpośrednio przez niego stracił kontrolę i wpadł w szał zabijania. A przynajmniej na razie.
- W porządku - rzucił już po wysłuchaniu wszystkiego, co miała do powiedzenia Rebekah.
W międzyczasie nie przerywał jej, bardziej koncentrując się na wyobrażeniu całej tej specyficznej sytuacji i przeanalizowaniu jej. Cóż, niewątpliwie sprawa nie należała do prostych, co poniekąd martwiło trochę Pudla, ale miał nadzieję, że uda mu się załagodzić cały ten konflikt. Wiedział już, jak ty wyglądało ze strony anielicy, a także domyślał się, co na ten temat myśli Ryan i Growlithe.
- Dobra. Przewodnim problemem jest postawienie spraw osobistych ponad sprawami gangu - uniósł szybko dłoń, w razie gdyby Terrier'ka zamierzała zaprotestować. - Wiem, jaki cel ci przyświecał i jestem w stanie to zrozumieć. Na pewno jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że panuje tutaj pewna hierarchia wartości. Growlithe raczej nie przyjmie tłumaczeń odnośnie prywatnych relacji. Drugą kwestią jest pyskówka. Nie jest to nic specjalnego w naszym otoczeniu, ale im bardziej publiczna i zawzięta, tym gorzej. Wiesz, przywództwo, bycie samcem alfa i te sprawy.
Pudel umilkł na chwilę i wbił spojrzenie niebieskich ślepi w ścianę. Jeśli w miarę dobrze zostanie to rozegrane, powinno obejść się bez większych dramatów, czy też tragedii. Dużo jednak zależało od samej Rebekah, a także jej podejścia do sprawy. Na to niekoniecznie miał wpływ, ale może na upartego uda mu się coś zaplanować.
- W porządku, po pierwsze, ode mnie niewiele zależy. Karę będzie wymierzał Zastępca, bądź też Wilczur. Wątpię, by razem się za to zabrali. Najlepiej, gdybyś przy pierwszej możliwej okazji sama się zgłosiła, by rozwiązać w końcu tę sprawę. Rottweiler'a ciężko będzie do czegokolwiek przekonać, z kolei Growlithe może być... hmh. Z nim ogólnie może być różnie, podejrzewam jednak, że prościej będzie go złapać - rzucił, uderzając paznokciem o swoje własne udo. - Mógłbym udać się z tobą, ale to już zależy od ciebie. Zresztą, równie dobrze mogę zostać wygoniony. Albo w ogóle pójść do przywódcy jako pierwszy i poruszyć z nim ową sprawę. Idąc jednak dalej, kwestia pierwsza, podczas przestawiania swoich racji unikaj roszczeniowego tonu. Nie mówię, że masz być słodkim króliczkiem rzygającym tęczą, ale nie próbuj postawić się na wyższej pozycji. Nie daj się sprowokować, bo taka próba na pewno zostanie podjęta.
Przerwał na moment, by dobrze zastanowić się nad kontynuacją wypowiedzi. Teraz przyszła kolej na mniej przyjemną kwestię.
- Widzisz, nie miałem jeszcze okazji, by porozmawiać z Wilczurem, więc ciężko mi stwierdzić, jak on podchodzi do całej tej sprawy. Musisz jednak być przygotowana na to, że wyciągnie na wierzch sprawę z Kirinem. Może chcieć ciebie sprowokować, tudzież jeśli naprawdę mocno mu podpadłaś, to równie dobrze może poruszyć sprawę ukarania i jego i ciebie. Tudzież jako zamiast ciebie - wbrew pozorom Growlithe potrafił prowadzić bardzo skuteczne zagrywki psychologiczne. - Inne opcje to kara cielesna, wyjątkowo uciążliwe zajęcie, wątpię, by miał zamiar ciebie wywalić z gangu. Gdyby tak było, już dawno zostałabyś o tym poinformowana. Jednak, jak mówię, jeśli dobrze to rozegrasz, co zapewne może wymagać lekkiego ugięcia karku, tudzież powstrzymania się od nadmiaru pyskówek, to nie powinno być źle. Spróbuję wstąpić do niego jako pierwszy i wpłynąć trochę na jego decyzję. Tylko... Rebekah, postaraj się nie doprowadzić następnym razem do takiej sytuacji. Nerwy nerwami, ale gang ma pewne "zasady".
Tak naprawdę niewiele więcej mógł dodać. Przynajmniej dopóki nie zobaczy reakcji anielicy na dotychczasowe słowa.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 27/4/2017, 19:54
Już-już otwierała usta z cisnącym się przez gardło sprostowaniem, ale Pudel ubiegł ją gestem. Fakt, on jej nie przerywał, więc mogła się odwdzięczyć tym samym. Zamilkła więc posłusznie, bez żadnego szemrania przysłuchując się długawemu kazaniu. Spodziewała się ze strony Chrisa podobnej obfitości wyrazów, porad i dogłębnej analizy zaistniałej sytuacji. Dla Rebeki sytuacja była o wiele prostsza: wszyscy za bardzo się wkurzyli. Teraz jej zadaniem było grzecznie przyznać, że przesadziła i przyjąć konsekwencje. Wszystko dało się zamknąć w jednym lub dwóch zdaniach, ale psi sekretarz najwyraźniej miał silną potrzebę wyczerpania tematu w każdą możliwą stronę. Może to i lepiej; w ten sposób było o wiele mniejsze ryzyko nadinterpretacji i niedopowiedzeń. Nie szło jednak oprzeć się wrażeniu, że w rodzinnym obrazku DOGS, jeżeli Wilczur był ojcem gromadki, takim z lekkimi skłonnościami do agresji, Skoczek wskakiwał zgrabnie w rolę matki, powtarzającej kochanie, uspokój się, to tylko dzieci. Dokładnie w ten sposób Reb wyobrażała sobie teraz swojego rozmówcę, przez co schowała znów dolną połowę twarzy pod kocem, tłumiąc chichot.
- Dobra kochany, spokojnie - powiedziała w końcu, gdy Pudel zakończył monolog. Wciąż lekko uśmiechnięta, machnęła wyciągniętą spod okrycia dłonią jakby dla uspokojenia. - W gruncie rzeczy ze swojej strony uznaję sprawę za nieistotną. Nie chowam urazy, nie będę się mścić ani nic. Jeżeli Growlithe życzy sobie wymierzyć mi karę, wystarczy że mi o tym powie. Jestem gotowa przyjąć rozsądne konsekwencje, ale nie będę sama pchać się pod nóż. Na och, proszę, ukarz mnie nie liczcie.
Uśmiech nieco przygasł na jej twarzy, powoli wypierany przez determinację. Owszem, nie miała nic przeciwko zmierzeniu się z "wymiarem sprawiedliwości", ale uważała, że to druga strona powinna zacząć temat. W końcu gdyby Wilczur lub Rottweiler mieli silną potrzebę pokazania anielicy jej miejsca w szeregu, zajęliby się tym już dawno. A skoro sprawa coraz bardziej odwlekała się w czasie, najwyraźniej nie była aż tak istotna. Właściwie gdyby nie obecna rozmowa ze Skoczkiem, albinoska pewnie już by o tym zapomniała.
- Chcesz, to z nim pogadaj - dodała w końcu, po czym pociągnęła ostatni łyk z kubka. Herbatka zaczynała tracić ciepło, a do jej wystygnięcia przecież nie można było dopuścić. - O mnie się nie martw. Nie jestem taka głupia, jak ci się wydaje. Postaram się bardziej uważać na to, co mówię.
Może to osłabienie po grypie, może dobry wpływ Blacka, ale można było odnieść wrażenie, że rzeczywiście mówi szczerze. Co prawda w momencie silnego nadszarpnięcia nerwów pewnie by od razu o tej obietnicy zapomniała, ale póki co miała jak najlepsze chęci. W końcu DOGS było fajną bandą i żal by było to zaprzepaścić przez własny niewyparzony język.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Skoczek on 7/5/2017, 22:36
......Cóż, niezaprzeczalnie Christopher przypominał matkę kwokę, ale mimo wszystko byłby zaskoczony, gdyby mógł słyszeć myśli anielicy. Zapewne również, pomimo pewnej dozy oburzenia, musiałby stwierdzić, że to porównanie jest nadzwyczaj trafne. Pomijając rzecz jasna fakt, że matka patrzyła się na ojca wilkiem. Nie ma to jak stare, dobre, "normalne" problemy w związku. Niczym w sztampowej rodzinie rodem z XXI wieku. No, tylko trochę więcej krwi, śmierci i brudu było w ich życiu, ale kto zwracałby na to uwagę.
- Hmh. W takim razie chyba niewiele można dodać - huh, jednak poszło łatwiej, niż myślał; miło choć raz zostać przyjemnie zaskoczonym. - Wątpię, by ktokolwiek oczekiwał tego rodzaju kwestii. Jakby nie było, temperament Psów jest dobrze znany i nadmierne zginanie karku też pewnie nie wyszłoby na dobre.
Mógł w końcu rozluźnić się i uśmiechnąć lekko, wpadając w dobry nastrój. Może faktycznie cała ta sytuacja rozejdzie się po kościach albo będzie miała w miarę optymistyczne zakończenie. Byleby zdążył w końcu porozmawiać z Wilczurem, nawet jeśli sama konwersacja miałaby być mało cywilizowana.
- Przeprowadzę z nim jakąś rozmowę - machnął ręką. - Muszę, tak generalnie. Długo nie zdawałem żadnych raportów, z oczywistych względów ciężko się do niego dostać.
Z pewnym namysłem potarł delikatnie policzek, na którym znajdowała się świeża blizna, po czym opuścił gwałtownie dłoń. Ourell by go skarcił. Jekyll zapewne obciął palce. A Nove zaczęła na niego wrzeszczeć. Lepiej więc pozbyć się tego nieprzyjemnego nawyku.
- Wcale nie uważam ciebie za głupią. Raczej charakterną - mruknął z lekkim przekąsem w głosie.
Wstał niespiesznie, z pewną niechęcią zauważając, że powinien wrócić do papierkowej roboty i uporządkować zdobyte informacje. Spisać. A potem koniecznie udać się do przywódcy gangu - w końcu zbliżającego się problemu Chris nie mógł przewidzieć. Ani tego, że teoretyczna rozmowa z Wilczurem wcale nie przebiegnie w najbliższym czasie.
- Dobra. Podejrzewam, że powinnaś już lecieć do pokoju i kurować się dalej, prawda? - matka kwoka mode on.
Na dłuższą metę niewątpliwie było to męczące, ale Skoczek po prostu taki był. Chcąc nie chcąc. A Psy najwyraźniej zdążyły się do tego przyzwyczaić.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 8/5/2017, 22:28
Pusty kubek z cichym stuknięciem wylądował na sfatygowanym stoliku, a ręka anielicy od razu po odstawieniu naczynia schowała się z powrotem pod kocyk. Chyba powoli nadchodził czas na kolejną dawkę z dziwacznych fiolek z Jekylla, gdyż zaczynała ją opanowywać coraz gorsza słabość. Podejrzewała, że specyfiki Bernardyna mają działanie przeciwgorączkowe, gdyż po ich zażyciu czuła się o wiele lepiej, jednak z czasem efekt mijał, jak po Panadolu i innych jemu podobnych środkach. Teraz właśnie następowała ta faza, kiedy głowa stawała się coraz cięższa, obraz powoli rozmywał się przed oczami, a myślenie stawało się znacznie utrudnione. Najlepszym rozwiązaniem byłoby w tej chwili przyjąć kolejną dawkę i położyć się, może zdrzemnąć; niestety, to wymagało udania się do nory, od której dzieliła albinoskę jeszcze długa rozmowa. No i nie wypadało olać Pudla i wyjść, jakkolwiek charakterna by Rebekah nie była.
- Okej. - Kiwnęła głową, uśmiechając się słabo. To było całkiem wygodne, zostawić Skoczka z koniecznością załatwienia spraw między anielicą a Wilczurem. Właściwie to nie czuła się winna tego, że powierza mu tę sprawę. Może gdyby się stawiał, ale w gruncie rzeczy to od niego wyszedł ten temat, a i sam zaoferował się pomóc w rozwiązaniu problemu. Najwidoczniej czuł się dobrze w roli mediatora, była więc szansa, że rzeczywiście sobie z tym zadaniem poradzi - na pewno lepiej, niż niechętna do zbytniej uległości Reb.
- Prawda, prawda - przytaknęła, siląc się na uniesienie opartej o ramię głowy. Jeżeli zaraz nie zwlecze czterech liter z kanapy i nie zamelduje się w łóżku, zapewne padnie w salonie tak, jak siedzi i będzie ją trzeba odnosić. A Jek wyraźnie zalecił brać lekarstwa w wyznaczonych odstępach czasu, gwarantując wyleczenie grypy w ciągu trzech dni. Jeżeli chciała egzekwować taki efekt, musiała stosować się do instrukcji, by ewentualna reklamacja została przyjęta.
- Powodzenia z robotą - rzuciła jeszcze na odchodne, powoli wstając na nogi. Odrobinę zakręciło jej się w głowie, ale przytrzymała się oparcia, nim poczucie równowagi nie wróciło do normy. Zgarnęła do ręki pusty kubek, planując zwrócić go do kuchni, gdy już poczuje się lepiej. W końcu sprawa tak niewielkiej wagi mogła poczekać do późniejszej godziny. Nie potrzebowała żadnych dodatkowych celów na drodze do własnego pokoju, gdzie planowała bez oporów rzucić się na służący za łóżko materac i zniknąć dla świata pod ciepłym kocem.

[zt x2]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Arthur on 6/9/2018, 20:02
Był zły. Nie - był Wkurwiony przez duże W! Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej żałował swojego spotkania z Wilczurem, każdy kolejny oddech wypuszczał z większą nienawiścią do niego. To on tu do niego z sercem, a ten kuzyn niemota z widelcem? Przez chwilę było nawet miło, piwo samo przyłaziło do ich stolika kufel za kuflem i znikał równie szybko co się pojawiał, a potem ten musiał się wpieprzyć w jego życie z informacjami, które te życie rujnowały i sprowadzały do poziomu stóp. Blondyn chciał tylko Grołiego odciągnąć od pracy, pogadać jak zwierz ze zwierzem i pośmiać się w najlepsze jak za każdym ich prywatnym spotkaniem, a ten tu wyjechał "no hej, twoja siostra se zezgonowała, bo byliśmy pizdy i jej nie upilnowaliśmy, w sumie ty też jesteś pizda i do tego niski". No każdy by się wkurzył. Nie?
Nawet nie wiedział kiedy z desperackiego miasta wylądował na terenach gangu. Nie zwracał uwagi, pogrążony w nawale dręczących go myśli, lekko chwiejnego obrazu i próby niepogryzienia każdego na swojej drodze. Miał ochotę kogoś zabić, a w sumie to nawet paru ktosiów, bo jeden by nie wystarczył. I wygryźć komuś flaczki żywcem, jednocześnie rozszarpując tętniczki. Właściwie powstrzymywał się, żeby nie zrobić czegoś sobie samemu, choć to nie byłaby taka cudowna zabawa jak z kimś. A niestety był też częściowo niesprawny i zaatakowanie kogoś mogłoby się źle skończyć. Cholerny Jonathan. Wszystko jego wina! Mógł trzymać mordę na kłódkę, minąłby spory czas nim Adrich sam dowiedziałby się prawdy, a teraz miał ochotę ruszyć w samotności wyrżnąć całe Miasto w zemście za bliźniaczkę, która w swojej głupocie postanowiła nie zamieszkać z nim w bezpiecznej norze Psów. A może nawet by się nie zorientował, że jej nie ma? Dawno nie odwiedzał M3, ona też zazwyczaj nie słała wiadomości...
Idąc przez korytarze, trącał ramieniem każdego kogo mijał, ignorując ich obecność. Syczał na każdego, kto zwrócił na niego uwagę, pokazywał haczykowate kły do psów, które raz w życiu postanowiły nie skakać na niego na dzień dobry. Miał totalnie wywalone na to, gdzie kieruje swoje kroki i w ten sposób wreszcie ostatecznie zakończył wędrówkę w salonie. W tym mniejszym na szczęście, bo przynajmniej niewiele osób tu przyłaziło. Na dzień dobry potraktował z kopniaka "stolik", rozwalając poukładane dechy po połowie podłogi. Warknął, wcale nieusatysfakcjonowany (trudne słowo!) z tego, że nawet się nie rozleciał tak bardzo jak by chciał, bo wystarczyło poukładać palety jeszcze raz. Obszedł kanapę i osunął się na ziemię, opierając się o brzeg mebla plecami.
Cholera wzięłaby Growa.
I Speców.
W sumie każdego by mogła wziąć, bo jego wzięła kurwica.


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
avatar





Arthur
Ratler     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Nove on 6/9/2018, 20:32
Zaraz po opatrzeniu tych zdesperowanych kundli, medyczka ruszyła w drogę niczym zaawansowany podróżnik i zdążyła się jeszcze bardziej dobić. Miała spotkać się z Ravenem, którego wieki nie widziała, a ten nagle zniknął i dowiedziała się, że kolejnego jej przyjaciela wcięło na amen. Potem wpadła na jakąś dziewczynę, ale ta szybko od niej uciekła, jakby co najmniej była jebanym awatarem śmierci, który z odległości wygląda zbyt źle, aby w ogóle rozmawiać.
Dość było jednak rzecz, ze coś zaczynało u niej powoli pękać.
Włoszka zaszyła się gdzieś na Desperacji, czując, jak samotność zaczyna ją mordować od środka, a uczucie, że większość osób, które były jej tak bliskie, dobijało ją boleśnie. Paliło wręcz, dusiło i leczyło, tylko po to żeby kontynuować te tortury. Wiedziała, że powinna się ogarnąć, ale to było cholernie trudne. Miała cholerne szczęście, że wpadła na dosyć dziwną anielicę, która nawet rozumiała jej włoski bełkot i spędziła nieco czasu razem z nią, pomagając jej podnieść się na nogi i uspokoić, aby mogła ponownie wrócić do swoich ludzi hen tam, na wygwizdowie Psów.
Ale była mentalnie tak zjarana, że dojście zajęło jej parę ładnych miesięcy.
Tak wyszło, że imprezując sobie z jakimiś frajerami dostała nieco towaru bliżej nieznanego pochodzenia - które okazało się być syfem tych jebanych wyznawców Ao, więc kopnęło ich w takim stopniu, że zdołali rozwalić jakąś budę i jeszcze wytworzyli tyle frajerskich teorii spiskowych, że musieli spieprzać jak szaleni. Sama Nov jeszcze nie otrząsnęła się do końca nawet kiedy już zbliżyła się do kryjówki, aczkolwiek była w stanie już rozmawiać i kurwić na cały świat jak to zawsze ona. Ba, dała radę nawet zejść na niższe poziomy, licząc że trafi do swojego pokoju niezauważona niczym typowy ninja i prześpi się, zanim ktokolwiek ją złapie, ale takiego wała - bo zeszła zbyt nisko i przypieprzyła w tyle ścian, że prawdopodobnie 1/4 DOGS wiedziała już, kto wrócił.
Prawie potknęła się o resztki stołu, kiedy tylko trafiła do salonu, ale dzielna Nov stanęła i rozejrzała się drapiąc się po głowie z takim zawzięciem, jakby miała zaraz ocenić jakieś dzieło sztuki. Jej wzrok powoli skierował się na Arthura, który wyglądał równie dobrze co ona.
- O kurwa, koleś - rzuciła niskim głosem - Nieźle. Ten gang wciąż stoi na miejscu i szanuję was za to, ale dalibyście, cholera, spokój tym stołom. Kto tym razem cię wyzywał?



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Powrót do góry