Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Czw Lut 02, 2017 9:16 pm
Zastanawiała się w jakim kierunku powinna się szkolić.
Czy specjalizować się bardziej na przyczajonych ataków czy raczej nauczyć się punktów witalnych u człowieka i po prostu uderzyć frontalnie. Miała zastrzeżenia wobec obu sposobów. Pierwszy mógł się nie udać, przez jej masę i wielkość. Była za duża na skradanie. Jedynie gdzie to robiła to na polowaniach, ale i tak zwierzyna często zauważała ją z daleka i wilczyca musiała rzucić się do ataku znacznie wcześniej. Co go drugiej opcji rozwoju… Byle włócznia czy jakakolwiek broń palna i dupa blada. A przez jej wielkość łatwo ją trafić.
No chyba, że jej przeciwnik będzie w mniejszości…
- „Jakby cokolwiek na tym parszywym świecie przychodziło łatwo…”
Oj tak, znała ten ból doskonale. Położyła uszy po sobie przypominając męki, które doznała w M3. A ponoć to utopijne miasto… A jednak. Wystarczy, że podpadniesz a już jesteś wykreślony.
To tylko pozory.
Wysłuchała go na temat walk z S.SPEC. Nie miała okazji stoczyć jakiejkolwiek przed i po dołączeniu do DOGS. Może kiedyś?
Nawet jeśli… Znajomość punktów witalnych by się mogła przydać. Do tej pory bazowałam na dwóch: szyja i kark. Ewentualnie głowa.
Przewróciła się na lewy bok i wyciągnęła nogi prychając głośno. Jej klatka unosiła się i opadała rytmicznie. Przyglądała się jego gimnastykom zastanawiając się czemu mu to tak długo idzie? To z względu na rany? Chyba tak. Nie kwestionowała już od dawna potrzebę posiadania ubrań. Oni byli ludźmi w większym stopniu, może im została ta ludzka wstydliwość. Na jego kichnięcie aż podniosła łeb. Chwilę potem ona też kichnęła. A potem znów. I jeszcze raz.
Nosz...
Wydawała się być niezadowolona faktem, że kichnęła trzy razy. Podrapała się za uchem i położyła z powrotem.
Podnoszenie przedmiotów? Nic w tym trudnego.
Westchnęła głośno a potem wstała i przeciągnęła się, wpierw prostując przednie a potem tylnie nogi.
Wiązanie butów czy zapinanie guzików… Z tym mogę nie podołać. Trudno jest operować na czymś małym, gdy twoja manualność nie istnieje…
Obróciła się parę razy wokół i położyła się. Zastrzygła uchem i spojrzała na niego.
Cóż... Jeśli nie przesadzę z długością pobytu w człowieczym ciele to nie muszę. Ale jak przesadzę… to nie będzie fajnie.
Przekręciła głowę, próbując dociec co chce zrobić Ailen.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Wto Lut 07, 2017 11:07 pm
Bluzę założył głównie z powodu dość niskiej temperatury w pomieszczeniu. Bardzo prawdopodobne, że wilczyca po prostu jej tak dotkliwie nie odczuwała. W końcu była opatulona grubym, ciemnym futrem, a Kurt, nie dość, że sierści w obecnej formie nie posiadał, to jeszcze chodził na boso, obnażając wszystkie ledwie zabliźnione przecięcia i krwawe otarcia. Nie było co się wykłócać, że temperatura w siedzibie była znacznie wyższa, niż ta panująca na zewnątrz, jednak trudno było tu szukać jakichkolwiek luksusów, a z tego co Chart kojarzył, chyba nie mieli zamontowanego ogrzewania, bo i skąd? Tym sposobem marznął na chłodzie i tak sobie kichał. Byleby Jekyll go nie przyłapał, bo Sullivan w najlepszym wypadku straci oko.
Zerknął na nią z cieniem śmiechu wymalowanym w brązowych ślepiach, gdy najwyraźniej zaraził tym paskudnym odruchem swoją towarzyszkę. Nie życzył jej na zdrowie, ponieważ nigdy nie został tego nauczony.
- Podobno w siedzibie panuje grypa. – rzucił od niechcenia, przypominając sobie zasłyszany w pokoju medyka niuans. – Może też nas bierze? – dodał, ogólnie rzecz biorąc niezbyt przekonany co do swoich słów, prędzej używając tej wzmianki jako zapychacza w rozmowie. A nuż dowie się jakichś szczegółów?
Bacznie obserwował ruchy wilczycy, samemu pozostając niezmiennie w pozycji siadu tureckiego. Było mu tak najwygodniej. Dodatkowo mógł wsunąć bose, nieco zziębnięte stopy pod uda.
- Zawsze możesz próbować ją sobie wyćwiczyć. – odparł, pochylając się do tyłu. Podparł się wygodnie rękoma, obserwując przekręcony w jego stronę łeb koleżanki po fachu.
Co knuł?
W zasadzie bardzo niewiele, jeżeli spojrzeć na to, ile miałoby go to kosztować energii.
- Myślisz, że długość przemiany w człowieka też da się wyćwiczyć i stopniowo zwiększać czas pobytu w ludzkiej skórze? Mimo wszystko i tak przez najbliższy czas nie będę miał co robić, więc zawsze będę mógł cię czegoś nauczyć. Wiązać buty i zapinać guziki jeszcze potrafię.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Sro Lut 08, 2017 12:26 pm
Zimno? Jak dobrze, że ma futro i tego nie odczuwa. Jakiś plus życia w tej formie. Ale za to ma problemy, gdy jest gorąco. Kiedy ma się kilogram czy 2 kilogramy gęstej sierści na sobie to jakoś mniej się chce wtedy ruszać, bo zaraz się męczysz i ci gorąco. Rozwiązaniem jest wtedy ścięcie futra. W sumie nie jest to zły pomysł. Gdyby jeszcze znalazło się użycie na to futro. Ale moment.
Owcą by się stała. Taką owcą w skórze wilka. Jeszcze czego? No dobra… Może się poświęcić i oddawać w lecie swoje futro dla nich. O ile znajdą wykorzystanie dla niego. Coś ciepłego na zimę można byłoby zrobić… O ile przeżyją zapach.
Grypa? Nie słyszała nic o tym. Po prostu coś ją zaswędziało w nosie i tyle. Kurz czy inne badziewie. Grypy by chyba nie złapała… Chyba.
O grypie nic nie wiem. Jeżeli panuje to mam nadzieję, że dorwie… „Psiej” odmiany. Nie będę w stanie wytropić niczego.
Podrapała się za uchem i w uchu wykorzystując tylnią łapę. Musiała się wyciągnąć do tego, ale uśmierzyła swędzenie.
Już prędzej złapię pchły.
Właśnie coś sobie uświadomiła.
Hm. Jeśli je złapię to szybko całe DOGS będzie mieć z nimi problem. Nie brzmi to za dobrze.
Ano. Stanie się źródłem problemu i siedliskiem pcheł i wszy i czegokolwiek jeszcze. Słabo trochę. Jeszcze będą chcieli jej zafundować kąpiel. Brr.
Wstała. Podniosła się z leżącej pozycji unosząc swoje cielsko.
Być może da się. Nie próbowałam, bo obawiam się, że to może być męczące. No i robię się głodna często. Jeżeli chcesz to możesz mnie spróbować czegoś nauczyć. Wątpię, żebym była dobrym uczniem… Ale postaram się.
Otrzepała się i zbliżyła do jego. Dotknęła mokrym nosem jego policzka.
Idę. Zamierzam iść pobiegać po Desperacji, może coś upolować dla zabawy. Do zobaczenia.
Dmuchnęła na jego policzek ciepłym powietrzem i dotknęła jego policzka raz jeszcze. Postała chwilę, a potem ruszyła do przodu w kierunku wyjścia z sali treningowej. Czas iść się przejść.

[z/t]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by She on Pon Lut 13, 2017 12:49 am
/Wcale nie minęło siedem miesięcy, ne.

Nie musiała udawać, ale udawała. Każdego dnia budziła się i zasypiała z nieświadomie pielęgnowaną łatką obłudy. Nikt jej nie kazał kręcić, nikomu nie musiała na siłę udowadniać, jaka była silna i - czy w ogóle taka była. Jedynym sensownym wytłumaczeniem było to, że życie na Desperacji faktycznie ich nie oszczędzało. Ani She, ani nikogo innego. Każdy z nich siedział po uszy w tym samym egzystencjalnym, nieszczęsnym gównie, a przetrwać w nim dla kogoś takiego jak ona, było rzeczą cholernie trudną.
"Mogę to zdobyć i bez tego, przecież wiesz" zabrzmiało w jej głowie natrętnym echem, powodując, że momentalnie odsunęła się od niego o jeden malutki kroczek w tył. Nabrała do ust powietrza, z zamiarem rzucenia czegoś w stylu "taki jesteś pewien?", jednak jego reakcja była zdecydowanie szybsza. Nie dał dziewczynie dojść do słowa, ale i ona z kolei niespecjalnie się tym przejęła, albo raczej za wszelką cenę starała się nie okazywać wzburzenia, cicho prychając pod nosem.
Wzruszenie ramion Rumcajsa uznała za wystarczającą odpowiedź. Gdyby chciała, równie dobrze mogłaby pociągnąć go za język, zmęczyć i zirytować, by usłyszeć coś więcej, ale nie takie miała przecież plany. Ze zdenerwowanego mężczyzny zapewne nie wyciągnęłaby żadnej pomocy, a tego właśnie od niego oczekiwała. Widząc jak głupkowatym uśmiechem ją obdarzył, przewróciła oczyma, sama uśmiechając się półgębkiem.
Słodki jesteś ─ stwierdziła, równie zaczepnie co Wyżeł. O ile na myśli miała słodkości, o tyle ton jej głosu wcale nie brzmiał cukierkowo, przywołując wrażenie nieszczerej, aczkolwiek planowanej prowokacji. Prowokacji, która na celu miała tylko i wyłącznie jedno - zatuszować fakt, jak bardzo w tamtej chwili stała się nerwowa. Nie ze względu na chęć ciągłego bronienia gardła czarnowłosej, ale na zachętę do zaatakowania. Szczerze? Nawet rozpoczęcie ataku sprawiało Iriye niebywałą trudność. Zacisnęła więc zęby, przez dłuższy moment nie odzywając się wcale, pozostawiając po sobie jedynie pusty smak słodkich słów.
Zaskoczył ją. Na tyle, że musiała przełknąć ślinę. Wpakowała się w coś, z czym najprawdopodobniej nie była w stanie poradzić sobie od samego początku, a to... to złościło Shenae najbardziej. Poczucie własnej wartości niezwykle mocno dawało o sobie znać, jednocześnie szyderczo przypominając, że nigdy nie będzie idealna.
Dobra... ─  bąknęła tylko, siląc się na wyraz twarzy, który choć trochę przestałby zdradzać targające nią emocje.
Ugięła kolana, ściągnęła brwi, z pobielałymi od ściskania knykciami szykując się do ostatecznego oderwania z miejsca i... mocno natarła przed siebie. Zanim jednakże dotarła do celu, sparaliżował ją nagły strach. W ułamku sekundy schowała pięści, straciła równowagę i choć dzieliła ich zaledwie niewielka odległość, z impetem wpadła na Rumcajsa. Klnąc przy tym niemiłosiernie, a zarazem starając się w najprostszy sposób odzyskać pion, złapała się za jedno z jego ramion, wisząc w podobnej pozycji o wiele za długo. Zwyczajnie nie chc-... nie potrafiła unieść na niego wzroku.
Nawet do tego się nie nadajesz, mała zdziro.
avatar





She
Ratler     Prostytutka
GODNOŚĆ :
Shenae Gemmei Iriye.


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 12, 2017 7:00 pm

......Od momentu powrotu Chrisa do gangu po zawiązaniu umowy handlowej z właścicielem burdelu minęło już dobrych parę dni, jak nie więcej. Nie był pewny, jak długo siedział w swoim pokoju (czy też raczej leżał na łóżku) i próbował odespać cały ten stres. Rzecz jasna wpierw wpadł jak burza do swojego mieszkania, trzasnął drzwiami, a potem zaczął się telepać, zupełnie jakby nagle zrobiło mu się strasznie zimno. Choć w sytuacji krytycznej potrafił zachować opanowanie, tak później musiał to jakoś odreagować... a raczej jego ciało musiało. Długo to nie trwało, ale było zdecydowanie mało komfortowe. Potem sporządził dodatkową kopię umowy, zaszedł do Wilczura (jednak dalej nikogo tam nie wpuszczano ze względu na kiepski stan zdrowia) i powlekł się z powrotem do siebie, dopiero teraz zaczynając odpoczywać. Był cały poobijany, a poszarpane lewe ramię pulsowało tępym bólem, przypominając mu o nieoczekiwanym rozwoju sytuacji w domu publicznym. Skończyło się więc na zmianie opatrunku, przemyciu się i ogarnięciu włosów. Powoli zmywała mu się farba, przez co niektóre kosmyki wróciły do blondu. Tym jednak postanowił zająć się później.
A to później nie nadeszło nawet po tych nieszczęsnych paręnastu dniach. Na początku odsypiał ostatnie uciążliwe miesiące, potem kontynuował prowadzenie spisów, załatwiał transport przedmiotów z umowy, rozmawiał krótko z Ailenem na temat tego, co mu się przydarzyło i zajmował się ogarnianiem plotek krążących po Desperacji. Najbardziej martwiła go Czerwona Pustynia, ale z tym musiał poczekać, aż w końcu zwolni się dla niego miejsce w Norze Wilczura. Tudzież po prostu wszystkim stamtąd wykopie, ponieważ naprawdę potrzebował paru podpisów (nieważne, że umiał sfałszować to, co Growlithe nazywał podpisem). Plus misje, plus... ech, nieważne.
W końcu udało mu się wygospodarowywać trochę czasu dla przyjaciela. Wcześniej rozmawiał z nim krótko, praktycznie sam raport, nawet bez nadmiernego wchodzenia w szczegóły, bo oczywiście znalazł się ktoś, kto koniecznie musiał poinformować go o pewnej niecierpiącej zwłoki sprawie. Nieważne. Teraz, dalej z niesprawnym ramieniem (choć miało się już o wiele lepiej) szedł w stronę sali treningowej. Pudel miał oczy i uszy wszędzie w Kryjówce, więc znalezienie niepokornego Charta było dla niego drobnostką.
Generalnie, jeśli pominąć włosy, których granatowy kolor schodzącej farby mieszał się z naturalnym blondem oraz zabandażowane lewe ramię, Chris wyglądał nie najgorzej. Nawet cieni pod oczami jako takich nie miał, chociaż w dalszym ciągu dużo spraw było do załatwienia. Z pewnością jednak na tle swojego przyjaciela wyglądał znacznie korzystniej, choć fakt faktem łączyła ich ograniczona mechanika jednej ręki. Niewątpliwie i tak Black miał znacznie lepiej, mógł się nią w pewien sposób posługiwać, a nawet łapać przedmioty, ale gwałtowne ruchy wywoływały nagły, ostry ból.
Cholerne poziomy E.
Nieważne. Grunt, że w drodze do sali nie potknął się nigdzie, co jak zdążył zauważyć, również szkodliwie wpływało na jego rękę. Otworzył (pseudo)drzwi i wszedł do pomieszczenia, od razu odszukując swojego przyjaciela wzrokiem.
- Ailen! - zaczął, szczerząc zęby w uśmiechu. - Jeśli się nie mylę, miałeś zakaz pałętania się po siedzibie. Czyżby siedzenie w pokoju przerastało twoje możliwości?
Chris sięgnął prawą dłonią do kieszeni spodni i wyjął z nich nożyczki. Stare, ale w dalszym ciągu użyteczne, dlatego pokazał je Chartowi.
- Czas na fryzjera, mój drogi. Jestem w stanie założyć się, że kosmyki wpadają ci do oczu, poza tym wyglądasz w tym momencie... - Skoczek zamilkł na moment. - Mało estetycznie.
Powiedział Pudel z odrostami, ale u niego przynajmniej było to w miarę planowane działanie. No, powiedzmy, że planowane.



Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Nie Mar 12, 2017 7:31 pm
Wyciągnął zdrową rękę i ponownie przesunął palcami po grubej sierści wilczycy, jednocześnie odsuwając głowę do tyłu. Muśnięcie było delikatne, a jednak pozostawiło po sobie natrętne poczucie wilgoci, które w następnej kolejności zniwelował szybkim przetarciem rękawa bluzy.
- A ja wątpię, żebym okazał się dobrym nauczycielem... – rzucił zaczepnie, wyjątkowo pozwalając na podobne czułości, choć i tak nie mógł powstrzymać się od lekkiego odchylenia, ilekroć łeb wilczycy zbliżał się do jego twarzy. - … ale też się postaram, jeżeli tylko znajdziemy czas na naukę.
Na następne oświadczenie zwiadowczyni, skinął ostrożnie łbem w geście pożegnania. Nim się zorientował, pozostał w pomieszczeniu sam i choć początkowo obrał sobie ambitny cel dalszego wędrowania po siedzibie, zeżarty paskudnym poczuciem bezsilności, postanowił posiedzieć jeszcze chwilę w pustej sali. Poszła pobiegać, co? Beznadziejnie jej zazdrościł. Sam z chęcią wspiąłby się na jakieś drzewo, zeskoczył z jakiejś góry albo powtykał kij w jakiś zwierzęcy grzbiet, byleby dać sobie pretekst do ucieczki, a w efekcie biegu. Spojrzał ze wstrętem na bose, okaleczone stopy. Daleko by na nich nie pobiegł.
Westchnął ciężko i uwolniwszy się od negatywnych myśli, pokracznie podniósł się z ziemi i parodią chodu, zaczął kuśtykać w stronę drzwi. Nie zdążył jednak postąpić pięciu kroków, a w polu widzenia Charta znalazła się kolejna znajoma twarz.
Uniósł kąciki ust ku górze. Chciał pokusić się o coś więcej, ale wtem odezwał się brudnofioletowy siniec na szczęce i Sullivan zmuszony był trochę przygasić się z tym entuzjazmem. Niemniej było widać po oczach, że się po ludzku zwyczajnie cieszy.
- Daj spokój. Nudno jak cholera. – rzucił, opierając rękę o najbliższy worek treningowy. Łatwiej o równowagę. – Tylko mnie nie wsyp. Chyba znowu się porzygam, jak jeszcze raz zobaczę ten despotyczny pysk wydzierającego się Jekylla. – dodał ze wstrętem, niespecjalnie kryjąc się z brakiem sympatii. Co prawda sam nie dawał lekarzowi specjalnych powodów, żeby dać się polubić, ale najwidoczniej młody Chart nie zaprzątał sobie tym faktem głowy.
Zwrócił spojrzenie na dotknięte czasem nożyczki, nie mogąc powstrzymać się od lekkiego uniesienia brwi. Szybko jednak powrócił podejrzliwym spojrzeniem na twarz przyjaciela, najwyraźniej samemu niecierpliwiąc się odnośnie zakończenia zdania.
- Mało estetycznie? Pff.. – pokręcił łbem, znów kusząc się o delikatny, zaczepny uśmiech. – Jeżeli masz mnie strzyc według własnej estetyki, to weź mnie lepiej oszczędź, Chris. – parsknął, wpatrując się wymownie w jego spraną fryzurę. – Nie rozumiem czemu zdecydowałeś się pociemnić łeb. Przecież było dobrze. – odbił się od worka, postępując kolejne kilka nieśmiałych kroków naprzód. Zerknął z wyrazem konieczności na nożyczki. – Tylko nie obetnij mi ucha. Nie żebym ci nie ufał, ale zbyt wiele razy widziałem cię rozciągniętego na podłodze, żeby teraz nie obawiać się o własne zdrowie. – rzucił mu bezczelny, zuchwały uśmieszek.
Nastroje na żarty szybko przytłumiło wychwycenie bandaża. Momentalnie spoważniał. Sullivan nie cieszył się ogromną ilością gości, a jeżeli już ktoś postanawiał go odwiedzić, raczej nie kwapił się na wtajemniczenie Charta w aktualne interesy DOGS, najprawdopodobniej nie chcąc zaprzątać mu głowy problemami i zawiłościami, gdy jedynym co miał robić przez ostatnie tygodnie było spanie i powolne dochodzenie do siebie.
- Co się stało?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 12, 2017 7:42 pm
......Chris parsknął cicho, widząc z jakim entuzjazmem Ailen podchodzi do osoby medyka.
- Ten wydzierający się despotyczny pysk prawdopodobnie uratował ci rękę, mój drogi - rzucił z przekąsem Pudel, kręcąc jednocześnie z pewną naganą głową. - Choć muszę przyznać, że nie poraża dobrocią serca i ogładą towarzyską. Też się od niego nasłuchałem gróźb, ale najwyraźniej taki już jest.
Przewrócił oczami, wyraźnie rozluźniając się w towarzystwie swojego przyjaciela. Nawet mówił ze znacznie większą swobodą niż zazwyczaj, chociaż i tak gadatliwy był w każdej sytuacji. Może z reguły odrobinę bardziej zważał na słowa, bo przy Ailenie całkowicie mu się rozwiązywał język.
Plotkarz.
No tak trochę. Co nie zmieniało faktu, że przekazywał tylko sprawdzone informacje. Ewentualnie specjalnie poddawał odpowiedniej obróbce te fałszywe, by uzyskać pożądaną reakcję. No dobra, czasem robił to z czystej, głęboko utajonej przez codzienność złośliwości, bo nawet on miał pewien limit, jeśli chodziło o deptanie jego ego.
No cóż, ale mistrzem docinek w tej rozmowie na pewno nie będzie. Chart przebijał go czterokrotnie.
- To ostatni krzyk mody, Ailen. Krzyk umierającego, tak dokładnie. Oszczędzam wodę, inaczej już dawno spłukałbym ten ciemny kolor - uniósł wyżej podbródek, jednocześnie wydymając lekko wargi, naśladując urażoną primadonnę. - Poza tym, przyciemniłem kolor po twoich zaginięciu. Potraktuj to jako moją żałobę, ale skoro łaskawie przytargałeś do siedziby swoje cztery litery... mogę z powrotem zabłysnąć pięknym blondem. Przynajmniej jest oryginalny.
Kwestia dwuletniej nieobecności Charta i niemożności odnalezienia go nieźle męczyła Skoczka. Właściwie, miał nawet swego rodzaju poczucie winy, że Ailen sam musiał sobie poradzić, ale starał się nadmiernie tego nie okazywać. Tak więc mimo wszystko rozbawiony ton głosu krył w sobie pewną gorycz, choć Chris, by to zatuszować, szybko uśmiechnął się lekko. Zupełnie, jakby chciał mówić o tym w żartobliwy sposób. Możliwe, że tak było prościej.
- Tsch. Proszę cię. Jak widzisz, moje uszy są na swoim miejscu. W końcu mało komu pozwalam dotykać swoim włosów, więc wszelkie podcięcia staram się sam wykonywać. Chcesz obciąć się na jeżyka, czy też wolisz wybrać jakąś konkretną długość? - z drugiej kieszeni Chris wydobył jeszcze gorzej wyglądający grzebyk.
Chciał wziąć szczotkę, ale niestety w reakcji na czekającą ją robotę zgłosiła bunt i przeprowadziła się na cmentarzysko dla rzeczy nie do odratowania. Pudel zerknął na przyjaciela z subtelnym uśmiechem tylko po to, by po chwili skrzywić się wyraźnie. Poruszył zranioną kończyną, pozwalając sobie na ciche westchnienie.
- Cóż, poszedłem załatwić umowę handlową z pewnym przemytnikiem, który jest jednocześnie właścicielem desperackiego burdelu. Niestety, w trakcie rozmów nieco mu odbiło - wzdrygnął się krótko na samo wspomnienie. - On mi uszkodził ramię, ja mu złamałem nos. I załatwiłem dziurę w obojczyku oraz teoretycznie ból głowy na następny tydzień. W praktyce wyglądał, jakby niespecjalnie zrobiło to na nim wrażenie, ale przynajmniej nie dałem się zabić. I doprowadziłem całe to spotkanie do końca, więc teraz zyskamy trochę komfortu pod względem stanu magazynu. Przestanie świecić takimi pustkami.
Przeleciał wzrokiem salę treningową i wskazał chłopakowi leżący worek treningowy.
- Siadaj i szykuj się. Lusterka nie mam, więc będziesz musiał mi zaufać - firmowy uśmiech Pudla.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Nie Mar 12, 2017 7:45 pm
- Nawet nie prawdopodobnie, a po prostu to zrobił. – odparł sucho, nie mając wątpliwości, co zawdzięczał Bernardynowi. Gdyby nie jego doświadczenie z pewnością spotkanie z Christopherem byłoby w tym momencie zdecydowanie bardziej niezręczne. Niemniej, choć miał dla Jekylla uznanie jako lekarza, wciąż nie wydawał się specjalnie przekonany, żeby zmienić do niego nastawienie. Pokiwał głową na słowa Skoczka, choć takie peryfrazowanie przyjaciela, wolał przedstawić w zdecydowanie krótszy i dobitniejszy sposób: - No, dupek.
Przyjrzał mu się z politowaniem, wciąż nie potrafiąc zmyć z twarzy cienia zadziornego uśmiechu.
- Marnotrawstwo czasu. Skąd ty w ogóle wytrzasnąłeś farbę? Zacząłeś układać się z jakimiś przemytnikami z miasta? A może na Desperacji już dawno powstał pierwszy salon fryzjerski? – zapytał, tym razem zmieniając spojrzenie na nieco bardziej podejrzliwe. Byłby zapalczywiej doszukiwał się odpowiedzi na zadane pytania, gdyby następna wzmianka sekretarza, nie ściągnęła mu do głowy nowych myśli, którym oddał swoje na ogół rozbiegane skupienie.
Parsknął śmiechem, choć trochę zabolało go wspomnienie, które natychmiast skojarzył sobie z postawą Pudla. Niestety było ono poniekąd przeciwstawne, a dotyczyło jednej z pierwszych rozmów z Hitoshim, gdy znalazł już jego rozpadające się truchło przy jednym z desperackich drzew (czy raczej tego, co kiedyś było drzewem). Żałował, że pewne urywki w pamięci nie mogły mu się zlać albo po prostu zatrzeć. Szczególnie, że były to akurat te, które z całej swojej zakładki „tułaczka” pamiętał najmniej wyraźnie. Zwykłe punkty i fakty. Nie pamiętał za wiele co się działo od momentu gdy minęli nabitych na pal ludzi, a kiedy znalazł się w ramionach jakiegoś barczystego Kundla. Jednak sugestie drugiego Charta wypaliły mu się bardzo wyraźnie.
- Bo się zarumienię. Ale nie rób tego więcej. Bycie blondynką bardziej ci pasuje. – odparł, bez krzty najmniejszego speszenia, co najwyżej znowu podczepiając swoją wypowiedź pod żart. Nastroje na wylewności trochę mu jednak opadły, podobnie jak humor. – No, ale chociaż ty. – odparł mimowolnie, choć wolał więcej nie roztrząsać tematu jego poszukiwań lub – jak zakładał – ich braku.
Spojrzał z nieufnością na grzebyk, ponownie skupiając myśli wokół tematu włosów.
- Ścinaj jak ci się podoba. Może być tak, jak zazwyczaj chodziłem te dwa lata temu. Niespecjalnie często patrzyłem w lustro, więc zdam się na twoją wyobraźnię. – podkuśtykał we wskazane miejsce i oklapł na worku, grzecznie czekając, aż sekretarz zrobi z niego bóstwo przywróci mu przyzwoity wygląd.
- Obrażenia ramion stały się bardzo powszechne w ostatnim czasie. Dobrze, że wróciłeś żywy. – odparł z lekkim zamyśleniem, choć nie był specjalnie zaskoczony przebiegiem wydarzeń, jaki przedstawił mu Skoczek. „Witamy na Desperacji! Najpierw się ponapierdalajmy, a później pomówmy o interesach!” – Jest coś co powinienem koniecznie wiedzieć o DOGS? Coś ważnego?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 12, 2017 7:48 pm
......No. Przynajmniej jedną kwestię mieli za sobą. Ostatnie, czego Chris pragnął w czasie wolnym, to gadanie o pewnym aroganckim, choć jednocześnie znającym się na rzeczy Bernardynie. Okej. Było parę gorszych tematów, ale nie zmieniało to faktu, że Pudel wolał skupić się na innych sprawach. Przyjemniejszych. Nawet krytyczne słowa Charta odnośnie jego fryzury były lepsze.
- Każdy ma swoje sposoby - mruknął pod nosem Skoczek. - Salon fryzjerski? Pewnie byłby przykrywką dla kanibali. Jak nic mieliby dochodowy interes. Poza tym moja nieszczęsna farba nie jest z miasta. Jest robiona z naturalnych składników, przez co dość opornie się trzyma i szybko zmywa. Jednak farbowanie ich rozluźniało mnie i wcale nie zajmowało aż tak dużo czasu. Co do układania się z przemytnikami... to akurat zdarza mi się robić. Choć wtedy zależy mi na innych rzeczach.
Wbił niebieskie ślepia w twarz Ailena, oceniając jego aktualny stan i w myślach już mierząc, gdzie przyciąć mu włosy. Niekoniecznie był świadom wewnętrznych rozterek przyjaciela, nie dorwał jeszcze Hitoshiego, który standardowo pałętał się gdzieś po Desperacji. Zresztą, relacja tej dwójki również była dość specyficzna. Pudel czuł się czasem jak kurator lub dziwnego rodzaju opiekun młodszego mężczyzny, który zresztą był dość mocno niezrównoważonym osobnikiem. Nie, żeby był stalkerem. No, może trochę, ale generalnie Chris zachowywał się czasem jak matka-kwoka wobec niektórych Psów. Jeszcze trochę i Ailen ze swoim pechem również załapie się na takie traktowanie, a z tym buńczucznym zachowaniem pewnie by tego nie zniósł.
- Blondynką? Musiałeś, prawda? - skrzywił się, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Ech. Choćbym obciął się na łyso, to pewnie i tak nic nie da.
Pudel westchnął jedynie głęboko, ale w pewnym momencie zmarszczył brwi i spojrzał poważniej na Charta.
- Chociaż ja? To znaczy? - Chris był dość spostrzegawczy jak na taką fajtłapę, więc odmienny ton przyjaciela również przykuł jego uwagę.
Nie chciał specjalnie wywoływać pewnych wspomnień, ale po złapaniu tropu tak łatwo nie odpuszczał. Tym bardziej, jeśli uznał, że sprawa jest istotna, a samopoczucie Ailena było dla niego ważne. Wręcz bardzo ważne.
- Hmh. Wpierw zobaczymy, czy dadzą się w ogóle jakoś uczesać, czy też skołtuniły się już zbyt mocno - mruknął, ruszając za gońcem.
Przejechał mu w nieco bardziej pieszczotliwym geście ręką po głowie, po czym przyjrzał się jego włosom w bardziej krytyczny sposób. Worek na szczęście należał do tych większych, dzięki czemu Pudel miał dość komfortową pozycję do zajęcia się fryzurą przyjaciela.
- Hmh. Mogło być gorzej - podsumował. - Oprócz tego, co mówiłem ostatnio, to chyba nie. Z aniołami po tym całym para sądzie ostatecznym jesteśmy w dość chłodnych stosunkach, a tak to już większość wiesz. No i chwilowo Wilczur jest mało dostępny, chociaż planuję po prostu się do niego przebić. Wisi mi już parę podpisów na papierach. A właściwie to parę dziesiątek.
Westchnął głęboko i zaczął rozczesywać fryzurę Charta. Niestety w pewnych miejscach utworzyły się takie kołtuny, które Pudel od razu musiał ciąć, by nie sprawiać przyjacielowi zbyt dużego dyskomfortu. Na koniec zrobi rachunek zysków i strat, dzięki czemu zdecyduje, jak ostatecznie ułożyć te nieszczęsne włosy.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Nie Mar 12, 2017 7:49 pm
Chociaż farbowanie włosów wciąż uważał za niepotrzebną głupotę, nie mógł odmówić sobie małego podziwu dla sekretarza, słysząc z jakiego źródła pozyskał tę substancję. Naturalnego, hm? Ktoś musiał mieć łeb, żeby wymyślić coś podobnego w tak niekorzystnych warunkach. W kwestii układania się z przemytnikami, faktycznie, nie powinien być zdziwiony. Uważał Christophera za osobę, która potrafiła uparcie biegać za konkretnym interesem, więc fakt, że posiadał podobne znajomości został bardzo łatwo przyjęty do wiadomości. W gruncie rzeczy sam dał mu tego dowód, wspominając o tym burdel tacie, czy z kimkolwiek on się tam układał.
„Blondynką? Musiałeś, prawda?”
Ukazał zęby w szerszym uśmiechu, z wyjątkową bezczelnością pokazując Skoczkowi, że owszem, musiał. Szybko jednak przechylił nieznacznie łeb, jak szczeniak, próbując wyczytać czy może przypadkiem nie przesadza z tym uwieszaniem się na Christopherze. Bądź co bądź pozwala sobie na podobne docinki wyłącznie z powodu sympatii, którą go darzy, choć w ciągu swojego życia zdążył zrozumieć, że pewne słowa cisną mu się na język prędzej, niż myśl do głowy i przez to niekoniecznie dobrze wychodzi z taktem. W kwestii matkowania, Kurt mógłby się założyć, że prędzej Pudel miałby go powyżej uszu, niż Ai zdążyłby się choć odrobinę na niego zirytować.
Kąciki ust powędrowały nieznacznie ku dołowi, a spojrzenie, choć uprzednio rozbawione, przybrało odcień, za którym zazwyczaj chował się na różnego typu zebraniach czy ogólnogrupowych dysputach. Rzeczowe, trochę suche. Świadomie przybrał obojętną barwę, woląc polecieć w taką skrajność, niż przypadkiem dać po sobie poznać, że nęka go taka, powiedzmy, głupota.
- Hitoshi zasugerował mi, że w rzeczywistości, nikt mnie nie szukał. - skrzywił się, słysząc swoje własne słowa. Tak, wierz komuś, kto większość czasu pałęta się po Desperackich kniejach i najpewniej nie jest na bieżąco ze sprawami gangu. Najprawdopodobniej niepotrzebnie wziął sobie jego słowa do serca, ale w tamtym momencie, gdy po tak długiej nieobecności, nareszcie ujrzał znajomą twarz i poczuł się choć odrobinę jak dawniej, takie deklaracje działały jak trucizna. Jakby bez potrzeby dzień w dzień myślał o każdej znajomej gębie, bez sensu snuł się po krwawych korytarzach w jakimś pieprzonym ośrodku, a jego umartwianie się czy wszyscy, których widział przed tym, jak otworzył oczy w celi, w ogóle jeszcze żyją… - Nie zrozum mnie źle. Jestem ostatnim, który chciałby zwracać na siebie uwagę całego gangu, a już w szczególności, gdy chodzi o coś takiego… ale to miało być jeden za wszystkich i wszyscy za jednego… zresztą, zapomnij. – machnął zdrową ręką, zaczynając czuć się głupio, snując podobne wywody. – Dobrze, że się aż tak nie skołtuniły. Przeczesywałem je wyłącznie palcami.
Zmarszczył nieznacznie nos.
- Mało dostępny? Co przez to rozumiesz? Wciąż jest w złym stanie?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 12, 2017 7:52 pm
......Kwestia konieczności. W przymusowych warunkach trzeba było bardziej się wysilać nie tylko, żeby przeżyć, ale też zapewnić sobie chociażby minimum komfortu. Tereny Desperacji nie nadawały się do rozwoju. Zbyt dużą ilość wymordowanych stanowili zdziczali, którzy eliminowali wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób wykazali się słabością. Powstanie chociażby zalążka cywilizacji było utrudnione, nawet jeśli ktoś posiadał wiedzę. Dodatkowo nadmiernie odważne działania pewnie obudziłyby żądzę krwi u wojskowych z M3. Martwiące było to, że ostatnio zaskakująco cicho siedzieli.
Widząc uśmiech przyjaciela Chris prychnął cicho, zaraz po tym wystawiając w dziecinnym geście język. Tego rodzaju przekomarzanki nie były dla niego czymś obraźliwym, a tak właściwie to całkiem go odprężały. Zawsze było to coś innego. Świeższego. Tutaj nie chodziło o zranienie drugiej osoby do żywego, czy też o udowodnienie własnej wyższości. Poniekąd Pudel naprawdę tego potrzebował. No, ale Ailen niekoniecznie musiał o tym wiedzieć, dlatego farbowany chłopak wydobył z siebie pełen urazy dźwięk.
Jednak jak już było wspomniane, Skoczek potrafił zauważać pewne zmiany nastrojów u innych. Poniekąd był to wymóg w jego pracy, szkoda byłoby przegapić moment, w którym rozmowa zaczyna podążać w fatalnym kierunku, a towarzysz jest na skraju opanowania. Dlatego zmarszczył brwi, jawnie informując w ten sposób niziołka, że właśnie pojawił się jakiś powód do zmartwienia. W niebieskich ślepiach wpierw zalśniła troska, a następnie nagłe zrozumienie. Pudel westchnął głęboko i przeczesał swoje włosy palcami, wbijając spojrzenie w ścianę przed sobą.
A więc w tym jest pies pogrzebany.
Odnotował sobie w myślach, by porozmawiać później z charakternym i opornym do owych rozmów Chartem.
- Niepotrzebnie przejmujesz się jego słowami. Hitoshi jest specyficzną jednostką, nie czuje się specjalnie związany z gangiem. Owszem, jest podporządkowany Wilczurowi, ale nie traktuje DOGS jako rodziny. Chyba po prostu tego nie potrafi. Jeśli dostałby rozkaz szukania, szukałby, ale sam z siebie... nie jestem w ogóle pewny, czy wiedział, że figurujesz na liście zaginionych. Rzadko bywa w samej Kryjówce, częściej patroluje okolice, robi zwiady, po czym wraca na dzień, dwa - Chris powoli zaczął rozczesywać poszczególne kołtuny, a niektóre, bardziej wytrwałe, po prostu ucinał. - Tutaj często ktoś znika, Ai. Czasem niektórzy są na polowaniu, bądź też jakimś zleceniu przez miesiąc, dwa, nie można zbyt szybko wszczynać paniki. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie został zeżarty wraz z chustą przez jakąś mantykorę. To nie oznacza, że nikt ich nie szuka. Dbam o to, by zawsze wysłano ekipę poszukiwawczą, ale Desperacja jest ogromna, poza tym są również olbrzymie połacie terenów, których nie znamy. Mamy świetnych tropicieli. Jednak mamy też ograniczenia.
Delikatnie pozwalał prześlizgiwać się kosmykom między palcami, przypominając sobie ich fakturę. Dwa lata. Dla kogoś, kto żyje już ponad tysiąc lat, powinien być to krótki okres czasu, w szczególności, przy takim natłoku roboty. Niestety, a może jednak dobrze, nie było to takie proste.
- Nie zapomniałem o tobie. Jest wiele osób, które pamiętało. Jednak straty są czymś normalnym w naszym życiu, dlatego po większości rzadko kiedy widać przejęcie. Okazywanie emocji uznaje się za słabość - pierwsze cięcie, ciemne włosy powoli opadły na posadzkę. - Wiem, o co ci chodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że dla niektórych twoja obecność mogła być krótka przy natłoku wydarzeń. To nie jest miłe, ale prawdziwe. Nie oznacza to jednak, że nie będą się cieszyć z twojego powrotu. A inni będą się męczyć z tym, że nie potrafili ciebie znaleźć.
Westchnął po raz kolejny i spokojnie ciął dalej, co jakiś czas z powrotem czesząc włosy i odgarniając część kosmyków na bok. Miał sprawne ruchy, dłonie miał pewne, nawykłe do ostrożnej pracy ze względu na swoje zainteresowania.
- Złym? Może, ale na pewno jest w miarę przytomny. Po prostu oberwało mu się bardziej, niż dotychczas. Będzie dobrze - ciach, tył został skrócony aż do karku, a przód Chris zostawił lekko dłuższy, jeszcze tylko grzywka i pewne poprawki.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics