Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

 :: Misje :: Retrospekcje :: Archiwum


Go down

Pisanie on 22.04.20 22:26  •  In memory of Tatsuo Nonaka Empty In memory of Tatsuo Nonaka
  Białe psie uszy plastikowej maski wychyliły się zza dolnej krawędzi okna na dźwięk nawołującego cmokania. Mimo że ich właściciel nadal był niewidoczny dla patrolu to dzięki poszatkowanej ścianie ruin, w których się krył, mógł ich spokojnie obserwować przez nadkruszone cegły. Ślepia początkowo czujnie podążały za niewielkim pakunkiem w dłoniach mężczyzny, ale szybko przeniosły się na drugiego osobnika i zmrużyły podejrzliwie.
  Dobrze wiedział, że został zauważony, a mimo to na powtórzone nawoływanie, pochylił łeb i uszka zniknęły za okienną ramą, niejako w akcie największej obrazy. Miał przyjść sam, a nie przyprowadzać tu kogokolwiek. Boris prychnął ze zniecierpliwienia, klęcząc w swojej kryjówce, opierając dłonie na piachu i przyciskając zamaskowany pysk do szpary w ruinach, przez którą obserwował wojskowych.
  Wypełzłby ze swojej kryjówki już dawno na widok swojego przyjaciela, ale nie miał pewności co do jego towarzystwa. Czy to była jakaś pułapka? Nigdy by go o to nie podejrzewał. Ani o zdradę ani o uważanie, że dwóch zwykłych ludzi wystarczyłoby żeby go złapać. Może żołnierz naprawdę wierzył w jego udawaną bezradność, którą Lazarus karmił go od samego początku.
  W brzuchu zaburczało mu głośno, a on sam nie nadążał z przełykaniem napływającej do pyska śliny, która pojawiała się w coraz to większych ilościach na samą myśl o przyniesionym mu jedzeniu.
  Niech to drugie sobie idzie – warknął w myślach i ze zniecierpliwienia zacisnął dłonie w pięści, zgarniając w nie piach i kilka kamieni z okolicznego muru. Przestał dopiero, gdy zaczęła szczypać go niechlujnie opatrzona rana na dłoni.
– No chodź, wcale nie jest groźny – powiedział w końcu mundurowy, podchodząc niebezpiecznie blisko jego kryjówki i kładąc zawiniątko zbyt daleko, by Boris mógł je dosięgnąć.
  A próbował, rozpłaszczając się na piachu i wyciągając rękę przez wyrwę, by zagarnąć pudełko do środka. Nie wiedział nawet czy słowa były skierowane do niego czy do towarzysza Tatsuo.
  Po przekalkulowaniu wszystkich za i przeciw, psowaty w końcu się poddał, wstał z ziemi i tym razem wychylił łeb przez wyrwę po drzwiach, by skierować uwalony brudem i zaschniętą krwią niegdyś biały wilczy pysk w kierunku żołnierzy, a już zwłaszcza w kierunku nieproszonego towarzystwa.
  Nonaka zdecydowanie nie dokarmiał tu posterunkowym żarciem desperackich szczeniaczków, a jakieś desperackie bydlaczki.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 23.04.20 0:06  •  In memory of Tatsuo Nonaka Empty Re: In memory of Tatsuo Nonaka
Pies. Urocza, potrzebująca psina.
                Gówno prawda. Tego jeszcze nie wiedziała ale w jakim cholernym błędzie tkwiła, zgadzając się na dokarmienie towarzysza Tatsuko. Patrząc na niego nie potrafiła odmówić, zaskakująco dziwnym trafem przełamując się w wielu kwestiach. Łamiąc własne, drobne bariery. To nie tak miało być. To nie tak! Nigdy, ale to przenigdy, nie brała pod uwagę możliwości zauroczenia się w przyjacielu z pracy. Ta wzorowa pani żołnierz, pilnie przestrzegająca regulaminów i trzymająca swe uczucia na wodzach, w jednej chwili straciła głowę dla paru wspólnie spędzonych chwil. Tego przyjacielskiego uśmiechu, ciepłego spojrzenia jasnych oczu, delikatnego wręcz elektryzującego dotyku...To nie tak miało być, do cholery! Nie dość, że ta głupiutka buła po raz pierwszy obdarzyła kogoś tym wyjątkowym uczuciem, to jeszcze została zfriendzonowana. Pech...! Pomijając już sam fakt robienia chaosu w głowie Letycji. Chciałaby zrozumieć to, co czuje, a z każdym kolejnym dniem spędzonym obok była coraz bardziej zagubiona. Być może odrobinkę zazdrosna. Ale...Starała się z całych sił zostawić to gdzieś z tyłu, zapomnieć i powrócić do nauk przy boku Sierżanta. Nic więc dziwnego, że ten patrol prowadziła z nim. Doświadczony mężczyzna bez problemu wprowadzał świeżynkę w ten okrutny świat regułek, formalności i praktycznych zajęć. Lubiła wtedy udawać swą niewiedzę, tylko po to, by móc posłuchać tego uroczego, łagodnego tonu. I jak z całej tej paplaniny o uczuciach można wywnioskować - nie musiał długo namawiać Argus do pomocy zajęcia się pieskiem.
             Sęk tkwił w tym jakim "pieskiem". Otaczające ich ruiny bez wątpienia mogły służyć za schronienie dla wielu. W to nie wątpiła. Jednak...Powiedzmy, nie do końca była przekonana co do samej kwestii dokarmiania zwierząt na Desperacji, kiedy to powinni być w pełni czujni. Dodajmy do tego fakt, że taki pupil mógł roznosić wiele chorób i zarazków. Zwyczajnie troszkę, tak troszeczkę martwiła się o ewentualne dziabnięcie. O ironio...Gdyby wcześniej wiedziała, na co się zgodziła.
            Trzymająca się nieco bardziej z tyłu kobieta nieustannie obserwowała otoczenie. Na słowa towarzysza podeszła bliżej, stanęła, rozejrzała się wokół kolejny raz. Niemal stykała się z nim ramieniem, choć ten był nieco wyższy.
Jesteś pewien, że jest w okolicy? Zdziczałe psy mają to do siebie, że jak już zyskasz ich zaufanie, łatwo je stracić na zawsze. Jeśli karmiłeś go regularnie o tej samej porze, powinien już dawno tu wyczekiwać...― przerwała nagle, gwałtownie unosząc lufę karabinu na wychylającą się sylwetkę. Mięśnie kobiety w jednej chwili spięły się, ręce i nogi jakby same pokierowały się do pozycji strzeleckiej. I już nieproszony gość mógłby stracić głowę, gdyby nie fakt, że obok był nie kto inny, a Tatsuo. Tatsuo, który wyciągnął rękę w bok łapiąc za karabin Letycji, obniżając go i uśmiechając się przepraszająco.
― Wybacz spóźnienie, trochę to trwało. ― Upewniając się, że kobieta nie odda strzału, skierował spojrzenie z tym samym niepozornym gestem ku Lazarusowi, nie do końca wiedząc jak ten zareaguje i jak zapanować nad zaistniałą sytuacją. Chyba powinien jakoś przygotować przyjaciółkę na spotkanie z nim...
Czekaj, chwila. Chcesz mi powiedzieć, że ten pies, to...to? ― Zdezorientowana Letycja wpatrywała się w zamaskowanego wilczka, będąc wciąż przygotowaną do ewentualnego oddania strzału, pomimo blokowania przez mężczyznę. Widziała jego minę pod tytułem "zluzuj" co tylko w pewien sposób pogorszyło sprawę. Stopniowo zaczęło się w niej gotować, choć jeszcze nie znała konkretnych powodów - czy to dlatego, że ją poniekąd okłamał, czy dlatego, że wyrzucał jedzenie na jakieś wypłosze mogące być zarażone? A może to jakiś szpieg?! Mimo to w jej głosie dało się usłyszeć jawne niezadowolenie i zaskoczenie.
Rozumy postradałeś? ― syknęła szeptem nie będąc świadomą, że trzecia osóbka idealnie ją usłyszy tak czy siak.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach