Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

 :: M3 :: Nishi – Zachód :: Domostwa


Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Pisanie on 09.04.20 19:22  •  Mieszkanie numer 34 Empty Mieszkanie numer 34
.w.
                                         
Mayhem
Naukowiec
Mayhem
Naukowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.04.20 23:15  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
  Wydawało mu się, że łaził bez celu po tym ogrodzie już tak długo, że zdołał chyba wydeptać jakiś mało finezyjny wzór w trawie, między ukochanymi truskawkami Mayhem, a przecież ledwo przyszedł. Wolał nie sprawdzać czy czasem na którąkolwiek z nich nie wlazł, a wszystkie ewentualne straty i tak zrzucić na Zirro. Co z tego, że ta krwiożercza i uparta koza była aktualnie uwiązana za budką z narzędziami.
  Niecierpliwił się coraz bardziej z każdą mijającą sekundą. Był pierwszy i najwyraźniej nikt nie zastawił na niego zasadzki, chyba że wcześniej wpadła w nią właścicielka domu. Ile więc miał jeszcze czekać? Mógł mu napisać, że ma być wcześniej. Temu... temu... temu komuś. Nawet nie wiedział kogo powinien się spodziewać.
  Tego pojeba z opowieści Angel.
  Pokręcił gwałtownie głową, by odgonić od siebie wszystkie strzępki informacji, które zdołał na ten temat wyłapać, a które właśnie zaczynały się układać w jakieś niezbyt zdrowe na umyśle wizje. Powinien skupić się na tym, co pojeb
  (nie nazywaj go tak, bo będziesz kolejny)
  ze sobą przyniesie i czy na pewno nie będzie to zniszczone
  (nie będzie, podobno lubi psy, nie zniszczyłby maski).
  Powinien usiąść na dupie, a jeszcze lepiej na pobliskiej ławce i przestać zgrzytać zębami. Powinien, ale wiedział, że w ewentualny ruchomy cel będzie trudniej komukolwiek trafić. Z uporem maniaka i tak był gotów, by w każdej chwili aktywować strój kamuflażowy. Na chwilę obecną wystarczyła mu ukryta za maską twarz.
  Kevorkian tyle razy próbowała uniemożliwić mu dostanie się do jego ogrodu, a on tyle samo razy znajdował jakieś nowe wejście. Jak szczur, którym przecież był. W razie niebezpieczeństwa i tak miał zamiar stąd zwyczajnie zniknąć.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.04.20 2:00  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
  Odkąd odczytał smsa od nieznajomego czy też nieznajomej i wpisał na wyświetlaczu przepustki podane przezeń współrzędne, bił się z myślami. Miał bowiem wrażenie, że wybór miejsca nie był dziełem przypadku, ale, trwając w konflikcie ze zdrowym rozsądkiem, nie zapytał o to Mayhem. W zasadzie nie powiedział jej nic o dzisiejszym spotkaniu. Nie chciał jej narażać na dodatkowy stres albo niebezpieczeństwo ze strony nieznanej mu jednostki.
  Stawił się na miejsce spotkania grubo przed wyznaczonym czasem. Nie skorzystał z dzwonka u drzwi. Wszedł do środka, używając zapasowych kluczy, które dostał od Mayhem kilka miesięcy temu. Wiedział, że nie zastanie jej w domu. Wzięła dodatkowy dyżur w szpitalu, jakby mało było jej zajęć w prosektorium. Nie zabrał ze sobą także Kropka. Lęk o życie czworonoga zwyciężył. Co prawda osobiście nie miał złych intencji względem Łowcy, ale nie mógł powiedzieć tego samego o Fifim, kimkolwiek on w rzeczywistości był. Zatem wpierw chciał się upewnić, z kim ma do czynienia. W tym celu obserwował okolice z okna sypialni przy użyciu pospolitej lornetki, ukrywając się wśród gęstej firanki.
  Podobnie jak on, tajemniczy mężczyzna pojawił się wcześniej. Sprawiał wrażenie kogoś dobrze zaznajomionego z tutejszą okolicą. Major, nie mogąc usiedzieć już w jednym miejscu, w końcu wyszedł z ukrycia. Wyjrzał na zewnątrz, otwierając na oścież drzwi.
  — Jest pan punktualny jak w zegarku — bardziej stwierdził niżeli cokolwiek, podchodząc bliżej ku mężczyźnie. Uznał bowiem, że jakikolwiek przejaw uprzejmości był nieadekwatny do sytuacji. Obaj wiedzieli, co ich tutaj sprowadza. — Fifi, tak?
  Nie, nie lekceważył go. Nigdy nikogo nie lekceważył, a już na pewno nie posiadacza czerwonych oczu, który pofatygował się tutaj z własnej inicjatywy, narażając życie w podobnym, a może nawet większym stopniu, co Aurich.
  Nie przygotował żadnej zasadzki. Ale nie przyszedł też z pustymi rękoma. Miał w kaburze pod kurtką naładowany pistolet, ale brakowało mu pewności, że zdąży po niego sięgnąć. Na wypadek założył na dłonie rękawice strike, jednak wszystkie te środki ostrożności zamierzał użyć w ostateczności.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Mieszkanie numer 34 A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Aurich.
Generał Eliminatorów
Aurich.
Generał Eliminatorów
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.04.20 3:13  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
  Spodziewał się nadejścia nieznajomego, bądź też większej liczby nieznajomych z dosłownie każdej możliwej przestrzeni w tej okolicy. Nie brał pod uwagę tylko samego domu. Dźwięk otwieranych drzwi spowodował, że natychmiast na nich skupił swoją uwagę. To jednak nie była Mayhem.
  Zmrużył podejrzliwie ślepia, wpatrując się w mężczyznę. To zdecydowanie nie była Mayhem, choćby nie wiadomo ile nocek miała zarwać i jak bardzo skopałoby ją życie. Najgorszą myślą jaka teraz świdrowała mu umysł była ta, że ją wkopał. Wojsko dowiedziało się o wybraniu tego miejsca i profilaktycznie ją aresztowało. Posłał żołnierzowi spłoszone spojrzenie, na szczęście ukryte za niebieskimi szkłami maski Spectre.
  Nie bał się o kobietę. Bał się o własny grzbiet i to jak po nim oberwie, gdy tylko ją wypuszczą. Bura za podeptanie truskawek to będzie przy tym niewinna pogadanka.
Zasugerowałem furtkę od ogrodu, by nie trzeba było niepokoić mieszkańców – zwrócił mu uwagę, co do złamania warunków umowy, choć niezadowolenie w jego głosie było spowodowane wyłącznie brakiem informacji o Mayhem – Bez potrzeby.
  Trudno było jednoznacznie stwierdzić czy miała to być groźba czy tylko efekt przytłumionego przez zakryte usta głosu. Może potrzebą byłoby zrobienie z nich żywej tarczy, gdyby łowcy nie spodobało się spotkanie.
  Skinął głową na podany pseudonim.
Uznajmy, że to słowo padło pierwszy i ostatni raz w tej rozmowie – odchrząknął, nie wiedząc czy psie imię za bardzo nie przypadnie do gustu komuś, kogo podejrzewał o lubienie łowczych piesków – Jak podejrzewam jesteś tym, któremu uciekła nasza łowczyni. Pewnie liczyłeś, że ją przyprowadzę.
  Łowca może i trwał w irytującym bezruchu, ale dłoń i tak miał niebezpiecznie blisko kabury. Nie ufał mu, z wzajemnością zresztą.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.04.20 14:34  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
Faktycznie naruszył warunki niepiśmiennej umowy zawartej z Łowcą, ale…
  — Nie przewidziałeś jednak, że jestem jednym z nich — zauważył, niemal od razu porzucając wcześniej zaadresowaną do mężczyzny formę uprzejmości.
  Nie wiedział, jak miał interpretować jego słowa. Troska o mieszkańców tego domostwa była podyktowana znajomością z zameldowaną w tutejszych czterech ścianach kobietę, a może mężczyzna faktycznie nie wiedział, kto tu mieszkał, ale jednocześnie nie chciał wzbudzać zainteresowana przebywających w środku domowników, w obawie, że ten incydent zostanie zgłoszony wojsku? Cokolwiek by się wydarzyło, Rokuro nigdy nie dopuściłby do tego, by Mayhem spadłby chociażby włos z głowy. Jeżeli faktycznie utrzymywała kontakt z obecnym tutaj Łowcą, nie miał zamiaru tego zgłaszać czy nawet nagłaśniać dzisiejszego, nieformalnego spotkania z jednostką, którą w zasadzie powinien aresztować, a nie wdawać się w nią w dyskusje.
  Zrobił jeszcze kilka kroków ku rozmówcy. Przy skróceniu dystansu nie towarzyszyły żadne inne, gwałtowne ruchu. Był nad wyraz spokojny, chociaż żałował, że nie mógł wyczytać z jego twarzy żadnych emocji. Być może wówczas konwersacja miałby inny charakter.
  — Jestem Aurich — przedstawił się w końcu, nie kryjąc swojej tożsamości, bo w chwili obecnej nie miało to w zasadzie żadnego znaczenia. Ponadto już wcześniej podejrzewał, że Fifi było przydomkiem, niekoniecznie lubianym przez samego zainteresowanego, ale nie wiedział, jak inaczej się do niego zwracać. — Nie, mylisz się, ale skoro nie przyprowadziłeś ze sobą właścicielki tych przedmiotów, nie masz, jak zweryfikować mojej wiarygodności.
  Major, po otrzymaniu przedmiotów kobiety, dokładnie przeanalizował zebrane przez informatora dane. Wiedział, kto więził uciekinierkę. Nigdy nie był sympatykiem laboratoryjnych eksperymentów naukowców na żywych organizmach, ale po tym incydencie miarka się przebrała. Handel żywym towarem czy jakiekolwiek inne, niezarejestrowane badania  były niezgodne z prawem, ale, choć złożył skargę na Mengele, razem z dowodami poświadczającymi o jego winie, nie wyciągnięto żadnych konsekwencji z jego występu. Ponoć zniknął bez śladu, ale Rokuro nie miał jak tego sprawdzić. Odsunięto go od sprawy szybciej niż mógł się spodziewać.
  W końcu przystanął w kilkumetrowej odległości od Łowcy. Czekał aż ten zacznie mówić. Ich transakcja miała mało skomplikowany charakter.
  — Uzupełniłeś braki w swojej wiedzy? — zapytał, by nareszcie sfinalizować ich transakcje.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Mieszkanie numer 34 A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Aurich.
Generał Eliminatorów
Aurich.
Generał Eliminatorów
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.05.20 22:12  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
  Całkiem wygodna wymówka, to musiał przyznać. Kiwnął jedynie głową, nie mogąc nawet warknąć, że żołnierz nie ma absolutnie żadnych szans żeby panoszyć się w jego miejskiej kryjówce, ale nie chciał przekreślać tego miejsca. Jeszcze nie teraz.
W takim razie doceniam, że nie wyskoczyłeś tu w samych gaciach i z kubkiem kawy.
  W momencie gdy Aurich ruszył w jego stronę, łowca cofnął się w tył, nie odwracając się jednak od przeciwnika. Nie była to również ucieczka, bo przywołującym ruchem głowy nakazał mu, by mimo wszystko za nim podążał, w głąb ogrodu. Jeżeli żołnierz nie zaobserwował tego wcześniej, to teraz miał ku temu okazję. Łowca wyraźnie utykał na jedną nogę, a ostrożność musiał dzielić teraz między w miarę bezboleśnie stawiane kroki a pilnowanie czy złodziej jego maski nie rzuci mu się do gardła.
Świetnie – niemal odetchnął z ulgą, gdy ten się przedstawił i niejako umożliwił Borisowi korektę poprzedniego przydomka – Możesz mi mówić Lazarus. Dziewczyna niestety nie zdała testu na spotkania z ludźmi z Miasta, więc pozwól, że obejdziemy się bez niej.
  Te kilka kroków dalej, prowadzących do zwabienia Majora w pobliże ławki trwało chyba wieczność, i to nie tylko dlatego, że łowca wlókł się z powodu kontuzji. Ale to właśnie na tej ławce znajdował się niezbyt duży karton, być może nawet ten, który żołnierz otrzymał na zdjęciu. Tym razem jednak nie był pusty, a Boris szybkim ruchem otworzył wieko, a później przytrzymał je, ujawniając zawartość.
  Powietrze wypełnił ostry zapach formaliny, tak bardzo pasujący do zainteresowań mieszkanki posesji, a z pakunku spojrzały na nich zapadnięte już w odseparowanej od ciała głowie, oczy byłej hyclówny.
Saiyuri Kurayami, jak prosiłeś. Znalazłem ją dla ciebie.
  W jego głosie zabrzmiała nuta dumy. Sprostał zadaniu, co przecież nie było tak łatwe.
  Mimo, że zapach już dawno rozmył się w powietrzu to Lazarus czuł jak żołądek podchodzi mu do gardła. Nienawidził tej gryzącej substancji. Teraz najważniejsze by się nie zrzygać. Nie w maskę.
  Już dawno odwrócił spojrzenie od zwłok jego dawnej towarzyszki, nie mogąc znieść jej niewidzącego już wzroku na sobie, wlepiając ślepia w Majora. Był zadowolony z odrobionej pracy domowej?



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.05.20 0:46  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
Przyglądał mu się z umiarkowanym zainteresowaniem. Na jej twarzy nie odznaczały się żadne emocje, które mogły poświadczyć o jego zamiarach.
  W przeciwieństwie do większości wojskowych, nie objawiała się u niego alergia w kontakcie z Łowcami. Prezentując odmianę poglądy niż lwia część swoich pobratymców, nie traktował ich jak zagrożenia, którego trzeba wyeliminować za wszelką cenę. Owszem, stanowili zagrożenie, ale nie dla obywateli, a otaczającej ich bańki mydlanej.
  Aurich widział wiele luk w systemie władzy. Choćby zamiatanie pod dywan sprawy z naukowcem, który złamał wszystkie możliwie punkty etyki zawodowej. Nie mógł objąć rozumem bestialskiego traktowania żywej istoty, choć nie był też w tym aspekcie naiwnych – w laboratoriach S.SPEC nie takie rzeczy miały miejsce. Sam też nie był święty. Wielokrotnie sięgał po broń, gdy ktoś nie wykazywał chęci współpracy, jak było to w przypadku intruza, mordercy nastolatków, który zdołał im umknąć kilka miesięcy temu. Najbardziej jednak brzydził się bezpodstawnej przemocy, rozlewowi krwi dla samego zaspokajania żądzy, czyjeś satysfakcji i zadowolenia. Mordowanie jeszcze nikomu się nie przysłużyło.
  Przyjął słowa mężczyzny z zadziwiającym spokojem i bez nawet cienia zawahania poszedł za nim, aż do ławki, zachowując odległości kilkunastu kroków, aby go nie spłoszyć, aby nie nastarczyć mu wątpliwości, co do swoich zamiarów.
  — Ktoś przyjrzał się tej nodze? — zapytał, nie wytrzymując, gdy ten wyraźnie się produkował pokonując tych kilka metrów z dokazującą mu kontuzją.
  Zamilkł, gdy podeszli do ławki. Major wbił spojrzenie w pudło. Dopiero po otwarciu go przez Lazarusa, podszedł bliżej i od razu się skrzywił, czując znajomy zapach formaliny i przystał w kilku centymetrowej odległości od swojego celu.
  — Saiyuri nie żyje?
  Podszedł bliżej, wbrew sobie, wbrew własnej intuicji. Nie rzekł ani słowa, przyglądając się zawartości pudła. Niemal od razu zidentyfikował właścicielkę tej głowy, kiedyś dumnie noszonej na szyi przez swoją właścicielkę.
  — Powiesz mi, jak umarła? — zapytał z nutem obrzydzenia w głosie, ale nie był on adresowany do głowy zmarłej, a raczej tych, którzy tak zbezcześcili jej zwłoki. Dopiero teraz Lazarus mógł uraczyć emocje na twarzy Auricha w postaci paskudnego grymasu, z powodowanego brakiem predyspozycji do bardziej ekspresyjnej mimiki.
  Odwrócił wzrok od pustych oczu Kurayami. Pamiętał, co jej obiecał, gdy widzieli się po raz ostatni i potwornie żałował, że nie nigdy nie będzie mógł dotrzymać słowa.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Mieszkanie numer 34 A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Aurich.
Generał Eliminatorów
Aurich.
Generał Eliminatorów
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.05.20 1:21  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
  Był wdzięczny, że mimo tak powolnego łowczego tempa, mężczyzna wlókł się w podobnym. Wystarczyła mu irytacja związana z bólem i niewygodą, nie potrzebował dodatkowego poganiania, mimo że lata noszenia poprzedniej kontuzji powinny go przyzwyczaić do wszelkich uszczypliwości.
Tak, ja – odparł, zgrzytając zębami, dobrze wiedząc, że jego własna pomoc medyczna ograniczyła się wyłącznie do przeciągłego gwizdnięcia w podziwie jak bardzo przejebał sobie jednym nieostrożnym krokiem – Jakoś nie mogę trafić na łowcze godziny w waszych szpitalach. Jak pech to pech.
  Oczywiście nawet przez myśl mu nie przyszło żeby zgłosić się do własnych medyków, których miał za zgraję sadystów, która środki przeciwbólowe bądź jakikolwiek sprzęt młodszy niż ze średniowiecza traktowała jako ujmę na własnym majestacie.
  Zupełnie innej reakcji oczekiwał od żołnierza, gdy tak przytrzymywał wieko pudła. Spodziewał się nawet, że ten wyciągnie broń. Marnie byłoby uciekać pod osłoną kamuflażu, gdy szkarłatna posoka i tak wyznaczałaby za nim ścieżkę.
Nie jestem medykiem, ale to chyba stan wskazujący na nieżycie – stwierdził, może nieco złośliwie, choć w jego głosie pojawiło się zawahanie i dla pewności zerknął jeszcze raz na głowę.
  Mrugnij, kurwa.
  Nie mrugnęła, a Lazarus zabrał dłoń i puścił wieko, by to na powrót przysłoniło odseparowaną głowę. Może naprawdę bał się, że mrugnie. Sam fakt, że musiał ją tu nieść sprawiało, że do tej pory miał ciarki na plecach. Nie chciał z nią później wracać, ani tym bardziej pozwolić, by odkryła ją tu Mayhem i co gorsza - uczyniła ją jakimś trofeum nad kominkiem bądź podpórką na książki.
Oczywiście możesz ją później zabrać, przyniosłem ją dla ciebie.
  Chyba zabrzmiało to nie tak jak powinno, ale łowca naprawdę się starał, by najpierw głowę odzyskać, później jakimś cudem wysupłać z jej tchawicy kocią zabawkę, którą ktoś tam jakimś cudem upchnął i na koniec to wszystko przetransportować tutaj. Sądząc po grymasie niezadowolenia Auricha, ten wcale się nie cieszył z odnalezienia swojej zguby.
Tak, ale dopiero jak zobaczę moje rzeczy.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.05.20 0:08  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
Był zły. Na oddział, do którego przynależała Saiyuri. Za zaniedbanie swoich przełożonych, głównie generała hycli, który nie zorientował się w sytuacji, a już na pewno nie podjął odpowiednich kroków, żeby wyrwać kobietę z rąk porywaczy. A wreszcie na samego siebie, że nie sprzeciwił się rozkazom i nie dołożył wszelkich starań, by ją odnaleźć, tuż po tym, jak nieoczekiwanie zaginęła. Przecież już wtedy domyślał się, że najprawdopodobniej w jej uprowadzenie są zaangażowani Łowcy, wszak nikt poza nimi nie przemieszczał się tak sprawnie po tym mieście. Jednocześnie nie spodziewał się, że zostanie zamordowana, bez podjęcia żadnych prób negocjacji.
   W ferworze myśli i ciężkich oddechów, jednak nie pozwolił, aby emocje przejęły nad nim kontrolę, a już na pewno nie w obecności człowieka, który być może przyłożył do tego rękę. Na całe szczęście potrafił nad nimi zapanować w nawet najbardziej podbramkowej sytuacji, pewnie głównie temu, że nigdy nie był wylewny w ich okazywaniu.  
   Wkrótce przez kłębiące się w nim wyrzuty sumienia przebił się głos towarzyszącego mu mężczyznę, o którym na kilka chwil zapomniał. Oczywiście mógł sięgnąć po broń i rozliczyć się z dostawcą złych wiadomości, ale wiedział, że zemsta nie przyniesie pożądanego stanu ukojenia. Była tylko chwilowym poradzeniem sobie z problem. Zagłuszeniem tlącego się nim poczucia winny.
   Ofiary są nieuniknione. Taki właśnie wybrałeś sobie zawód, Aurich, podszeptywał mu głos świadomości. Powinien już do tego przywyknąć.
   — Moje? Wydawało mi się, że te rzeczy należą do  twojej przyjaciółki — zauważył, kiedy mężczyzna - słusznie zresztą - wysunął swoje żądanie dotyczące transakcji. Ryzykował znacznie więcej niż Aurich przychodząc tu za dnia z pudłem, w którym przechowywał część ciała zmarłej wojskowej. — Są w domu. Poczekaj tu, zaraz je przyniosą – zakomunikował, ale zaraz się zreflektował:  — Albo, jeśli mi nie wierzysz, weź pudło i chodź za mną — zmienił zdanie, bo na jakiej podstawie całkowicie obcy mu mężczyzna miał zaufać przedstawicielowi wywodzącego się z wrogiej frakcji? Sam nie miałby za grosz zaufania.
   Zgodnie z umową przyniósł ze sobą przedmioty należące do kobiety, ale nie wszystkie, tylko część z nich. Pragnął spotkać się z nią osobiście, bez udziału negocjatora. Nie wspomniał jednak o tym. Czekał aż Lazarus podejmie decyzje. W tym celu wbił wzrok w jego twarz. Cierpliwy jak zawsze.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Mieszkanie numer 34 A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Aurich.
Generał Eliminatorów
Aurich.
Generał Eliminatorów
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.05.20 0:31  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
  Sekundy wlokły się niemiłosiernie zwłaszcza dla Lazarusa, który ze śmiercią medyczki zdążył się już oswoić na tyle, by nie trwać w początkowym szoku. Musiał jednak pozwolić na to, by Aurichowi również dano trochę czasu. Może i sprawiał wrażenie rozsądnego, ale łowca i tak musiał uważać na każdy jego podejrzany ruch.
Część z nich na pewno – rzucił szybko choć pewnie zbyt wymijająco, jakby zupełnie zapominając o tym, że faktycznie są to rzeczy Angel.
  Skupiony był przede wszystkim na odzyskaniu swojej maski, reszta była tylko dodatkiem. Z psim pyskiem rozstał się tylko, by ten posłużył jako dowód jego śmierci. Próba poświęcenia najcenniejszej rzeczy w zamian za wolność, mimo iż kosztem upozorowanej śmierci. Nic dziwnego, że gdy to przerosło możliwości łowczyni, nie miał żadnych skrupułów, by maskę odzyskać.
  Propozycja pójścia po rzeczy niekoniecznie przypadła mu do gustu, a możliwość udania się do domu również wydawała mu się nie do końca w porządku. Zostając sam w ogrodzie był znacznie łatwiejszym celem. Może jeszcze nikt nie otworzył ognia, bo bał się, że przy okazji postrzeli swojego. Wejście do domu, gdzie mogło znajdować się o wiele więcej osób również nie było rozsądne.
  Mógłby jednak zorientować się do tego czy czasem nie przetrzymują Mayhem.
Pójdę z tobą – zdecydował w końcu – Myślę, że pudło może tu zostać. Wiesz, nie ucieknie.
  Podobno tak świetnie panowali nad przestępczością, a Miasto było bezpieczne, więc chyba nie bał się, że ktokolwiek cokolwiek tu ukradnie. Lazarus nie miał zamiaru dać się wrobić w tragarza ani tym bardziej sprawić, że pójdzie prosto w pułapkę z zajętymi rękoma. Jeżeli Aurich chciał, to sam mógł nieść zwłoki.
  Boris miał już dość kontaktu z tym kartonem. Formaliny z dłoni nie domyje chyba już nigdy.
  Kiwnął głową na mężczyznę, jak poprzednio niemym nakazem wskazując mu kierunek; tym razem domu.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.05.20 21:50  •  Mieszkanie numer 34 Empty Re: Mieszkanie numer 34
  Rokuro bez słowa poszedł za Lazarusem, wbijając spojrzenie w jego kark, tym razem bardziej natrętnie. Choć ręce świerzbiły go do ataku, miał swój własny, niepiśmienny kodeks moralny, który sprzeciwiał jakimkolwiek aktom agresji w kierunku obróconego do niego plecami napastnika, ale czy tego Łowcą mógł zakwalifikować do rangi napastnika? W końcu, nie zważając na niebezpieczeństwo, przyszedł tutaj z własnej woli, najpewniej sam i zachował podobną bierność, co wojskowy.
  —  Bywałeś tu wcześniej? — pytanie padło, zanim ugryzł się w język. Nie wiedział, czemu akurat wśród tylu zmartwień obecnie kłębiących się po głowie, temu nadał najwyższy priorytet.
  Chciał za wszelką cenę odgonić od siebie myśl, że kilka metrów dalej na ławce spoczywał karton, do którego upchnięto głowę Kurayami, więc przyglądał się mężczyźnie idącemu przodem. Poruszając się tak swobodnie po trawniku, sprawiał wrażenie, jakby znał na pamięć każdy skrawek ogródka pani doktor. Major nie mógł odpędzić od siebie myśli że bywał tu wielokrotnie. Inaczej nie wybrałby całkiem obcego  teren na spotkanie z wojskowym. Nikt nie ryzykowałby aż tak bardzo, aby odzyskać przedmioty, które zaginęły przed kilkoma miesiącami.
  Wkrótce kulający Łowca doczłapał się do drzwi frontowych. Wcześniejsze wyrazy współczucie, które ku niemu adresował Aurich, znikły bez śladu. Dawniejsze testy S.SPEC wykazały, że tamtejsza rasa miał znacznie podwyższoną odporność na ból czy nawet zwiększoną siłę, w porównaniu do ludzkiej. Poza tym jak mógł współczuć komuś, kto być może przyczynił się do śmierci Saiyuri?
  —  Nie mam wobec ciebie złych zamiarów. Obaj przyszliśmy tu po coś i żaden z nas nie wróci do siebie z pustymi rękoma, czyż nie? — zasugerował, gdy Lazarus otworzył drzwi i wślizgnął się do środka, aczkolwiek wyczuł w ruchach Łowcy ostrożność, może nawet wątpliwości. —  Przed tym, zanim Saiyuri zaginęła, obiecałem jej kubek porządnej kawy — mówił dalej, gdy chłód w korytarzu spłynął na ich dotychczas nasłonecznione ciało. Nie wiedział po co dzielił się z mężczyzną tę wiedzę, ale milczenie kosztowało go zbyt wiele w obecnej sytuacji. Musiał zagłuszyć chęć wyrządzenia Łowcy krzywdy. —  Skoro nie żyje, nie będę w stanie dopełnić tej obietnicy, przynajmniej w pełni, ale mogę zaoferować ją komuś innemu. Na przykład tobie.
  Ależ ty jesteś niepoważny, Aurich, zrugał się w myślach, w końcu wyprzedzając Lazarusa – po części tracąc cierpliwość, z powodu tempa przezeń narzuconego, po części czując się w obowiązku jako zastępca prawowitego gospodarza.
  Grał na zwłokę, a może kierowały nim złowrogie intencje? Tego Łowca musiał się domyślić już sam.
  Major zerknął na kuchenny zegarek. Mayhem będzie nieobecna jeszcze przez trzy godziny. Miał czas, a nawet całkiem sporo czasu, jeżeli nie wydarzy się nic, co zaburzy tą pozorną sielankę.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Mieszkanie numer 34 A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Aurich.
Generał Eliminatorów
Aurich.
Generał Eliminatorów
 
 
 

GODNOŚĆ :
Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: M3 :: Nishi – Zachód :: Domostwa

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach