Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

Pisanie on 14.09.18 19:39  •  Łopata wbita w życia szlak Empty Łopata wbita w życia szlak
Łopata wbita w życia szlak HtTzTpA
ŁOWCY BURZ

Cień na Skrzydłach Burzy czuł się samotny.

Odkąd kompletnie i całkowicie przypadkiem trafił do tego miejsca, to nie dane mu było mieć styczności ze swoim uroczym gatunkiem, co napawało go głębokim smutkiem i poczuciem wewnętrznej pustki. To nie tak, że specjalnie i celowo wybrał się tutaj, do tego gęstego i oblepionego mrokami lasu; że wziął się i pomaszerował przed siebie bez oglądania się przez pierzaste ramię; że miał gdzieś swoje małe, acz raźne i pełne wesołości stadko. Nie, nie. Akurat niechybnie zdarzyło się pewnego razu tak, że Cień na Skrzydłach Burzy dojrzał niedaleko ich terytorium stworzenie, którego nigdy wcześniej nie widział. Zaciekawiony i zdumiony obecnością ogromnego, uskrzydlonego gada drzemiącego sobie spokojnie pod stromym, obsypującym się przy każdym podmuchu ciepłego wiaterku klifem, postanowił przyjrzeć mu się z bliska i dokładniej. Drepcząc to tu, to tam i skacząc z gałązki na gałązkę, Cień na Skrzydłach Burzy wymsknął się przez siebie niezauważenie z obszarów zajmowanych przez jego rodzinkę i zbliżając się coraz to bardziej do tajemniczego, wielkiego monstrum. Straszliwie to wyglądało, pokryte twardymi łuskami i o szczękach zdolnych do pochwycenia za jednym zamachem kilku podobnych Cieniowi na Skrzydłach Burzy. Nie zraziło to jednak ptaszyska wypełnionego nieograniczonym, przelewającym się przez krawędzie czary zainteresowaniem wobec nieznanego, a wręcz przyciągało go do tegoż potwora jeszcze bardziej. Nutka adrenaliny i strachu, i podekscytowania zmieszały się w jego prędko bijącym serduszku, gdy tak hopsał i przemykał, i prześlizgiwał się z punktu do punktu.

I kiedy tak krążył skocznie wokół istoty tej gigantycznej, złapał się w pewnej chwili za gałązkę wystającą ze skarpy położonej nad śpiącą bestią. Badyl ten giętki nie trzymał się w swym "podłożu" tak mocno, jak Cień na Skrzydłach Burzy zakładał i wyłamał się z niego z suchym, głuchym trzaskiem. Cień na Skrzydłach Burzy zakrakał głośno i donośnie, zlatując w dół i w panice machając swoim pojedynczym, biednym skrzydłem. Ostatecznie nie udało mu się zapanować nad tymże spadkiem, lądując ciężko i boleśnie na karku chrapiącej, drzemiącej gadziny. Uderzenie to sprawiło, że wielkolud pokryty łuskami przebudził się gwałtownie i zaryczał wściekle, poczynając miotać się na swoim miejscu w poszukiwaniu sprawcy jego nagłego wyrwania się ze słodkiej, cudownej Krainy Bzu. Cień na Skrzydłach Burzy praktycznie przytulił się do nagrzanego przez słońce, muskularnego cielska, wpijając w rozpaczliwej próbie utrzymania się na nim swoje zakrzywione pazurki w najdogodniejsze do tego miejsca na karku stworzenia. Nim się obejrzał, potężne podmuchy zawirowały wokół nich i istota Cieniowi na Skrzydłach Burzy nieznana wzbiła się w powietrze, ku błękitnemu nieboskłonowi, tuż po tym kierując się w przeciwną do terytorium jego rodziny stronę. Mógł tylko patrzeń i krakać żałośnie, poobijany i niezdolny do uczynienia czegokolwiek wobec sytuacji, w jakiej nagle i bez ostrzeżenia się znalazł.

Dużo czasu minęło, nim łuskowata maszkara – nieświadoma tego, iż wiezie na grzbiecie pasażera na gapę – zatrzymała się w swym szybkim, zwinnym locie przez przestworza, lądując na polance jakiejś gęstej, przywodzącej na myśl Edeńską puszczy. Cień na Skrzydłach Burzy czym prędzej wykorzystał ten chwiejny, ulotny moment i ciemność nocy zalegającą na tej części świata, ześlizgując się po boku potwora i odbijając ku przepastnym, kolczastym krzewom. Gadzina poczuła, że coś takiego się dzieje, jednakże nie zareagowała wystarczająco szybko ze względu na zmęczenie i późną porę. Cień na Skrzydłach Burzy, w konsekwencji, zdołał umknąć śmierci, jaka czekać go mogła pomiędzy masywnymi szczękami najeżonymi mnóstwem ostrych, morderczych kłów. To też jednak oznaczało – tym bardziej, że o poranku po wielkim, łuskowatym monstrum nie było już w okolicy śladu – iż utknął on w tym nieznanym, obcym mu miejscu, gdzie odkrył wiele stworzeń oraz roślin dotąd mu nieznanych. Ostrożnym musiał być, ponieważ większa agresja tu panowała, jak również więcej niebezpieczeństw czaiło się za każdym konarem pokrytym chropowatą, brązowawą korą. Ewentualnie przyzwyczaił się on do tego świeżego, nowego obszaru i urządził sobie w jednym zakątku lasu swój teren mieszkalny, lecz nie dało się ukryć tego, że tęsknił za innymi z jego gatunku. Ba, nawet za tymi bardziej przyjaznymi istotami przechadzającymi się po Edeńskich gęstwinach, które tak fajnie i łatwo dało się wyprowadzić w pole.

Pewnego razu do lasu zawitało słońce spowite mrokiem.

Cień na Skrzydłach Burzy nie miał tutaj najprostszego żywota i ciągle, cały niemalże czas, walczyć musiał o przetrwanie, o jedzenie, o odrobinkę zbawiennej i wspaniałej wody. Już dawno nie czuł się tak spięty – ostatni raz był chyba wtedy, kiedy jeszcze pisklęciem był, nosił miano Cień pod Złamanym Piórem i natknął się na wrogo nastawionego, głodnego węża. Mimo przyzwyczajenia się do nowego miejsca zamieszkania – z którego nie sposób było uciec, nawet jakby chciał, ponieważ nie miał najmniejszego pojęcia o tym, w którym kierunku powinien się udać, ażeby do rodziny wrócić – to nie egzystowało mu się tutaj najlepiej. Wiedział po prostu - na bazie prób i błędów - jak przetrwać i przeżyć w tych cięższych, groźniejszych i zdecydowanie surowszych warunkach. Mimo że, trzeba przyznać, początki były tragiczne i kilka razy wyminął się ze śmiercią o dosłownie ułamki milimetrów, co jeszcze bardziej zmotywowało go do brnięcia dalej. W każdym razie, kilkadziesiąt wschodów po tym, jak trafił do tej puszczy, Cień na Skrzydłach Burzy spotkał się z kolejną ciekawą, wzbudzającą zainteresowanie postacią – dwunożny zawitał w te strony, przemykając pośpiesznie między pniami i przedzierając się niezłomnie przez upierdliwie krzaczyska. Widział już paru przedstawicieli tego osobliwego gatunku, co popchnęło go do ruszenia za tym tu obecnym, ponieważ wizyta dwunogów wiązała się przeważnie z błyszczącymi, ślicznymi skarbami. Nie wahał się, toteż, Cień na Skrzydłach Burzy i zaczął podążać za wypatrzoną istotą w nadzieli, że coś jej zleci lub uda mu się jakąś błyskotkę cichaczem podrąbać.

Z tego, co wywnioskował przy swoich obserwacjach i na bazie wiedzy, jaką wcześniej zdobył, była to samica, a te w większości przypadków mają przy sobie znaczniejszą liczbę świecidełek – strzał w dziesiątkę, więc! Jej skóra przykryta była podwójną warstwą szmat, z czego ta wierzchnia stapiała się przedziwnie z cieniami i zdawała się w nich rozmywać, przez co Cień na Skrzydłach Burzy musiał uważniej, pilniej śledzić wszelkie ruchy czynione przez tegoż dwunoga. Oboje zatrzymali się na niewielkiej, zaopatrzonej w płaski głaz polance, na którym to biegnąca przed siebie osobniczka po sekundzie zawahania przycupnęła w celu odetchnięcia i złapania tchu. Patrzył na nią bacznie, skacząc po gałązkach drzew rosnących wokół tego otwartego skrawka i już planując działania, które zapewnić miały mu nowe, piękne cudeńka do jego skromnej jeszcze kolekcji. I wtem zamarł, kiedy Mrok na Dwóch Łapach ściągnął kaptur z głowy, odsłaniając tym samym bujną czuprynę barwy letniego zboża oraz szkarłatne, mieniące się niby rubiny ślepia. Nie to było ważne, jednakże, a fakt, że gdy promienie jeszcze cieplutkie padły na jasne pasma włosów tejże istoty, to te poczęły przywodzić na myśl płynne złoto bądź samo wiszące nad ich głowami, królujące na nieboskłonie słońce. Cień na Skrzydłach Burzy tkwił w miejscu niby posąg, wgapiając się rozszerzonymi, fioletowymi oczyma w niezwykłe zjawisko znajdujące się tuż przed jego personą, nim nie usłyszał odległego, jeszcze wątłego ryku nadciągającej nieubłaganie burzy – a te były w okolicach tych dewastujące i straszniejsze, niż niektóre potwory, o czym przekonał się podczas pierwszych dób mieszkania tutaj.

O nie, nie, nie! Nie mógł pozwolić na to, aby Mro... Złoty Kłos został teraz złapany w objęcia niebezpiecznego, potężnego sztormu! Tym bardziej, że zdawała się ona nie słyszeć rozbrzmiewających coraz to głośniej, coraz bardziej dudniąco grzmotów! W panice zeskoczył na niższą gałązkę, potem kolejną i kolejną, aż w końcu dobrnął do stabilnego, trawiastego gruntu – nie miał wiele czasu, jeśli spojrzeć na gromadzące się na sklepieniu chmury, toteż działać musiał jak najszybciej. Przemieszczając się zwinnymi i jednocześnie pokracznymi susami do przodu, Cień na Skrzydłach Burzy dopadł do pochylonej, chowającej twarz w dłoniach kobiety i zakrakał głośno, ostrzegawczo. Ta podskoczyła zaskoczona, podrywając się na nogi i sięgając jedną ze swoich górnych kończyn po broń zawieszoną na plecach. Zatrzymała się jednakże, ujrzawszy jego i zawahała w dalszych poczynaniach, co Cień na Skrzydłach Burzy od razu wykorzystał. Skacząc i kracząc, i machając pojedynczym skrzydłem starał się pokierować ją ku najbliższej jaskini, gdzie mogła schować się przed burzą, jaka miała mieć za chwilę miejsce.

Złoty Kłos nie była pewna tego, czy powinna za nim iść – było to doskonale widoczne w jej niepewności i podejrzliwym, nerwowym rozglądaniu się dookoła. Zniecierpliwiony i znajdujący się na granicy rozpaczy Cień na Skrzydłach Burzy chwycił za kraniec jej magicznego, mrocznego płaszcza i pociągnął ją ku obranemu celowi. Nie zdawała się być chętna do słuchania go, dalej przygryzając dolną wargę i samej łapiąc za poły swojego okrycia wierzchniego, ale zmieniła zdanie po tym, jak pierwsze krople uderzyły ją w policzki i dłonie. Zerknąwszy w górę – na usłane szarością i czernią niebo, na błyski wgryzające się w gniewne obłoki – postanowiła w końcu, w końcu, pójść za nim. Nim dotarli do groty – niewielkiej i wilgotnej, i chłodnawej – deszcz padał już ulewnie, a powietrze rozrywane było przez coraz mocniejsze, donośniejsze wycia sztormu , zaś sklepienie przez błyski zygzakowatych, szponiastych piorunów. Gdyby Cień na Skrzydłach Burzy nie wspomógł się skakaniem po gałęziach, to pewnie nie zdążyliby przed kulminacyjną, tą najbardziej chaotyczną i niszczycielską częścią tegoż zjawiska pogodowego.

Otrzepał się z wody i napuszył, tuz po tym spoglądając na Złoty Kłos. Jej grzywa nie wyglądała teraz tak majestatycznie, jak w momencie, w którym padały na nią promienie słońca, lecz sama perspektywa tego, że może ona taka być napełniała go radością oraz podekscytowaniem – jak przy odkryciu nowej, ślicznej błyskotki. Dwunóg westchnął ciężko, przysiadając pod jedną ze ścian i opatulając się szczelniej swoimi dziwnymi, śmiesznymi szmatami – Cień na Skrzydłach Burzy wiedział, że ich potrzebują, ponieważ nie mają ani piór, ani sierści, które by ich skutecznie ogrzewały, ale i tak dziwny był to dla niego koncept. Podreptał bliżej niej, przyglądając się jej ciekawsko i szczególną uwagę przywiązując do błyszczących, metalowych elementów zdobiących jej ogólną aparycję. Nie reagowała na niego agresywnie czy negatywnie, więc odważył się nawet wskoczyć na jej kolano i zakrakać dumnie, gdy ta zerknęła na szalejącą poza wejściem do jaskini burzę. Rubinowe ślepia mrugnęły, koncentrując się na nim, podczas gdy blade usteczka wykrzywiły się w ledwo dostrzegalny, wątły uśmiech.
- Dziękuję – powiedziała, na co Cień na Skrzydłach Burzy wyprostował się jeszcze bardziej i rozłożył z zachwytu swoje pojedyncze skrzydło. Jej spojrzenie zaraz powędrowało do niego, jasne brwi zmarszczyły się z niepokojem i zastanowieniem, a dłoń naznaczona bliznami wyciągnięta została w jego kierunku. Oboje zamarli w bezruchu i zdumieniu na krótką chwilę, aż wreszcie smukłe palce zatopiły się z wahaniem i niepewnością w jego piórach tam, gdzie inne ptaki mają drugie skrzydło do pary. Och, jakże przyjemne było to uczucie! Zakrakał wesoło, przysuwając się bliżej niej i delektując się delikatnym, miłym głaskaniem. Tak, tak. W końcu znalazł coś w tej nieprzyjaznej, obcej puszczy, co było w pełni dobre i świetne, i pozytywne. Nie wiedzieć kiedy, Cień na Skrzydłach Burzy ulokował się w zgięciu szyi Złotego Kłosa, pod połami białego oraz grzejącego cudownie szalika i zasnął snem kompletnie, orzeźwiająco spokojnym.

Koniec burzy nadszedł dopiero pod wczesny wieczór, kiedy to wychylające się spomiędzy chmur słońce chowało się już za odległym, poszarpanym przez drzewa horyzontem. Złoty Kłos odplątała delikatnie Cień na Skrzydłach Burzy z odmętów swojego szala i postawiła go ostrożnie na podłożu, wbrew jego protestom i napuszaniu czarnych piór w niezadowoleniu z tejże akcji.
- Jeszcze raz dziękuję – rzekła, dając mu ostatnie głaśnięcie po głowie i kierując się po tym ku wyjściu z jaskini. Wtedy – gdy słońce umalowało jej włosy na barwę płomienistego złota i nadało jej tęczówkom dodatkowego, kryształowego blasku – Cień na Skrzydłach Burzy wiedział, że nie może dać odejść swojemu nowemu, żywemu skarbowi. Klejnotowi, który lepszym się wydaje od wszelkich tych statycznych, nudnych błyskotek! Nie wspominając o tym, że ktoś musiał się nią opiekować i jej pilnować, ponieważ prawie że złapana została w tragicznie mogący się skończyć dla niej sztorm. Kto wie, w co innego się wpakuje, jak nikt nie będzie nad nią czuwał! Tak postanowiwszy, Cień na Skrzydłach Burzy uparcie do niej doskoczył i wdrapał się po jej płaszczu aż na samą górę, lokując się ostatecznie na jej głowie i układając wygodnie pośród szkarłatno-złotych kosmyków. Raj! – Chcesz… chcesz iść ze mną? – zapytała, na co on zakrakał z pewnością i zdecydowaniem, dla podkreślenia swej decyzji serwując jej jedno, lekkie dziobnięcie w ucho. Takie, jakim obdarzała go jego matka w momentach przepełnionych rodzicielską czułością i miłością. Czy on właśnie samemu sobie zadeklarował, że jego nowy skarb będzie równocześnie jego pisklakiem? Hm, dwa w jednym? Czemu nie! – W takim razie… w takim razie będziesz potrzebował imienia, prawda? Co powiesz na… Arashi? W końcu przed jedną mnie uratowałeś. Ja jestem Karyuudo i… i miło mi cię poznać. – Ochrypły głos Złotego Kłosu – Karyuudo, pf. Złoty Kłos zdecydowanie lepiej pasuje! – wskazywał na to, że mało kiedy z niego korzysta, ale może uda mu się przekonać ją do częstszego mówienia? W końcu komunikacja jest bardzo ważna! Zakrakał raz jeszcze, przypieczętowując ich świeżą, młodą znajomość i rozpoczynając przy tym nowy rozdział w swoim – i jej – życiu.

Burza i Łowczyni.
Cóż za wspaniała i owocna przyjaźń to będzie!
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach