Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

 :: Off :: Antidotum


Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie on 26.09.14 0:50  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Antidotum - wydanie urodzinowe #5

Urodziny u rodziny
FORUM MA JUŻ ROK! Pomyślcie tylko: za 17 lat będziemy pełnoletni. A za jakieś 70 przejdziemy na emeryturę. Ale jakkolwiek mała nie wydawałaby się ta liczba przez ten czas sporo się u nas działo. Pora powspominać wzloty i upadki, sukcesy i porażki, ludzi, którzy odeszli i powitać tych, którzy ładują się z bagażami przez otwarte drzwi do naszej zabitej dechami chaty.
Kłócimy się, śmiejemy, wkurzamy i ignorujemy. Z jednej strony mamy dość, ale z drugiej nie możemy przestać. Czemu? Bo gdzieś tutaj, w jakimś lichym kącie, uwiliśmy sobie już gniazdko. Niektórzy czują się tu, jak w domu, inni jeszcze niepewnie stąpają po gruncie. Czegokolwiek by jednak o nas nie mówiono: trzymamy się, rozwijamy, palimy mosty. Damy radę, panowie. Wybudujemy ten basen.

ZMIANY NA FORUM:
nowa szata graficzna;
uzupełnienie wszystkich tematów w kompendium! Wreszcie...
system rozmnażania (mieszania gatunków);
określenie roli Nosicieli;
pogoda przeniesiona do ogłoszeń;
rzeź baranków (kasacja nieaktywnych kont);
porządek w Bazie Danych, uzupełnienie spisów, aktualizacja bannerów;
i wiele, wiele więcej...

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 T13cTql
MIETEK, TORT CI JUŻ PŁONIE. DMUCHAJ.


Nad gazetką pracowali:
Ailen (Zabawa z Kotem, posegregowanie zdjęć, cytatów itp.);
Fucker (ukryta kamera, hue);
Marcelina (Focus paranienormalny, Kącik Przetrwania);
Gavran (kącik cioci Gav, posegregowanie cosplayów);
Nathaniel (wywiady; przerywniki, zabawa komiksowa);
Nathair (horoskop, virusowy plan lekcji, Virus na wesoło);
Mio (artykuł);
Taihen Shi;
Blight.



Virusowe zdjęcia
Po kliknięciu otwiera się zdjęcie w większym formacie, zaś po najechaniu na miniaturkę pojawi się autor!












Cosplay
{klik} Użytkownik: Gavran Cosplay: Gavran

{klik} Użytkownik: Ms Mindfuck Cosplay: Trip

{klik} Użytkownik: Senpai's Stalker Cosplay: Nathair

{klik} Użytkownik: Taihen Shi Cosplay: Taihen Shi

{klik} Użytkownik: Senpai's Stalker Cosplay: Fucker

{klik} Użytkownik: Nathaniel Cosplay: Nathaniel

{klik} Użytkownik: Growlithe Cosplay: Growlithe (zaraz po przemianie)

{klik} Użytkownik: Blight Cosplay: Blight



Wywiad & Pinczerek
Wśród gawiedzi rozniosły się słuchy, że nasz redaktor znowu wypełzł na światło dzienne, polować na Bogu ducha winne istoty w celu zarzucenia ich pytaniami. Dlatego też matki pozabierały dzieci z podwórek, androidy sprzątające sprzątnęły się z ulic, a na domiar tego wszystkiego pozatrzaskiwano nawet okiennice, żeby utrudnić Nathanielowi łowy. W końcu udało mu się dopaść nieświadomą niczego Chisanę, która stała samotnie na środku ścieżki i z zafascynowaniem przyglądała się motylowi.
Nathaniel: Witaj, młoda damo. Myślisz, że mógłbym ci zadać kilka pytań?
Chisana: *wgap* Czyli będę w telewizji?! Taka sławna i będą mi robili zdjęcia i będę bogata?
Nathaniel: E... powiedzmy. To jak? Masz chwilę?
Chisana: Jasne! Tylko nie możesz mnie pytać do jakiej organizacji należę, bo tego nie mogę mówić. A jak powiem, to wtedy mama będzie na mnie zła i nie dostanę słodyczy. Chociaż... chociaż może dostanę! *podchodzi do kamery i szczerzy zęby w uśmiechu*
Nathaniel: Och, więc należysz do jakiejś organiza- znaczy... nie, my nie o tym. Będziemy rozmawiać na bardziej przygnębiające tematy. Już jakiś czas temu skończyły się wakacje i zaczął rok szkolny. Jak się z tym czujesz?
Chisana: Nie chodzę do szkoły, więc czuję się bardzo fajnie! W ogóle widzi pan tego motylka? *pokazuje palcem* Ładny, prawda?
Nathaniel: *zerka na motylka i zaczyna zastanawiać się nad swoimi wyborami życiowymi* Tak, w istocie. Ale wróćmy do tematu szkoły, bo takie dostałem zadanie. Żeby przeprowadzić wywiad. Z jakimś uczniem. Na temat szkoły. Więc... nie chodzisz do szkoły? Czemu? Co z poznawaniem rówieśników i innymi takimi?
Chisana: Pffff! Nie potrzebuję rówieśników, mam swoje lalki. Często ze mną piją herbatkę i bawimy się w dom. Ale ostatnio pokłóciłam się z Azusą, więc włożyłam ją do piekarnika za karę.
Nathaniel: *spojrzał na nią jak na dziecko samego Szatana* Och, to... zrozumiałe, że musiałaś pokazać jej, kto tu rządzi *nerwowy chichot* W takim razie co robisz całymi dniami, jeśli nie siedzisz w szkole?
Oprócz pieczenia lalek, oczywiście.
Chisana: No... najczęściej to sprzątam lub gotuję! Wujkowie mi każą, u mnie w domu jest dużo strasznych wujków, wiesz? Mogę Ci zrobić warkoczyk? *sięga ręką do jego włosów*
Nathaniel: *wzdycha ciężko* Nie wiem, czy Ci się uda, ale jasne, próbuj... W każdym razie mam do ciebie ostatnie pytanie. Jesteś gotowa?
Chisana: *zaczyna go czochrać* Właściwie to po prostu chciałam ich dotknąć, są taaaaaakie białe! Tak, jestem gotowa! *czochra dalej*
Nathaniel: *zerk na kartkę* Jaka... "jest twoja ulubiona zupa"? Jaki kretyn mi to pisał? *zerka na wąsatego Gonzaleza, który tylko wzruszył ramionami* No dobra *wzdych* To jaka jest twoja ulubiona zupa?
Chisana: OJEJKU, JA NAJBARDZIEJ UWIELBIAM POMIDOROWĄ! Jest naprawdę pyszna! Taka pomidorowa! Wiesz, że pomidorowa jest z pomidorów?
Nathaniel: Nie! NIEMOŻLIWE! Myślałem, że ten kolor nadają jej aromatyczne cegły... Tysiąc pięćset lat w kłamstwie! No nic, dziękuję za wywiad i uświadomienie mi, że całe życie popełniałem błąd w osądzie. Wyczekuj najbliższego wydania Pinczerka! *posłał jej firmowy uśmiech #4 i wyprostował się*
Chisana: Ale, ale, ale! Ja chcę jeszcze pozdrowić, w wywiadach zawsze pozdrawiają! *uwiesza się mu na ręce* Mogęęęęę?
Nathaniel: No dobrze. Masz rację, masz prawo kogoś pozdrowić. Twoje pozdrowienia wchodzą za 3... 2... 1...
Chisana: NO JA POZDRAWIAM MOJĄ MAMĘ, O! I... i Ciroo, tak! Bo mnie uratował a potem dał mi batonika. I jeszcze mojego braciszka Ailena, bo jest taki miły i kochany.
Nathaniel: Dobra. Mamy to. Jeszcze raz dzięki za poświęcony czas i tak dalej, i tak dalej. To do zobaczenia w wielkim świecie sławy i pieniędzy!
Chisana: Tak! Będę bardzo bogata i zabiję wszystkich złych ludzi! Papapapa!
Białowłosy reporter zasalutował i zniknął w tłumie, który jakoś tak nagle zrobił się gęstszy, gdy tylko zakończyli wywiad. Cóż.


WYWIAD SPECJALNY

Z okazji urodzin forum, postanowiłam wyjść z charakteru i przeprowadzić dla was wywiad specjalny z Ojcem Założycielem. Indżojcie. ~
1. Co skłoniło cię do założenia Virusa? Skąd pomysł na taką a nie inną tematykę?
Growlithe: Przypadek, impuls, wkurzenie, biesiadowanie z moją babcią na wiejskiej działce, gdzie najciekawszą z możliwych czynności jest liczenie dziur w płocie. To chyba głównie. Przypadek, bo wcale nie zamierzałem tego robić. Jeszcze jako administrator False założyłem Virusa i wrzucałem tam jakieś niedopałki, które nie zapłonęły na Fałszu. Nawet jeśli poprzednie forum było bardziej elastyczne, to jednak niektóre kwestie tam nie pasowały. Impuls, bo obejrzałem No.6, spodobało mi się, zacząłem szukać, rozgramiać, trochę majstrować przy opisach (na początku było o wiele więcej ras, nawet Miast... a w ogóle to początkowo świat był jakimiś latającymi wyspami czy czymś takim... nie mam pytań), wymyślać i składać to w całość. Puzzle były średniej trudności, a wyszło co wyszło - ale tematyka chyba nie aż taka codzienna, skoro to nie siedemnasty Harry Potter i dwunasta Alicja. A, poza tym szukałem użytkowników, którzy łaskawie COŚ by robili, czego - niestety? - nie znalazłem na poprzednim forum.
2. Trzeba przyznać, że wiele forów ginie w natłoku innych PBFów. Spodziewałeś się, że Virus wytrzyma aż rok?
Growlithe: W sumie to tak. Za sobą mam trzy fora i każde trzymało się brzytwy, aż sam nie odciąłem tych cholernych rąk. Fora giną, bo nikt się nimi nie zajmuje. Nad Virusem pieczę sprawuje mnóstwo osób. Czemu miałoby nie wytrzymać, przy takim nawale ambicji?
3. Co najbardziej lubisz w byciu administratorem? Co z kolei jest w tym najcięższe?
Growlithe: Kelner, kawa. To rozmowa na dłuższą metę. W sumie nie wiem. Jakoś tak... fajnie jest mieć własną piaskownicę, do której się zbiega tyle ludzi. Wiadomo, że nie wszyscy umieją się bawić, ale jednak na Virusie kwestie sporów szybko są rozwiązywane. Raz: jak ludzie ci się wieszają na szyi i piszcząc kolejny raz "Łał, jakie ładne/ciekawe opisy/wygląd/mały znaczek jeden na jeden piksel w lewym, dolnym rogu ekranu. JAK WY TO ZROBILIŚCIE?!" I nagle wydaje ci się, że twoje IQ podniosło się z podłogi i wskoczyło wyżej. Dwa: masz czym się zająć. Jakieś pierdołowate tematy, propozycje, uzupełnianie spisów, szastanie moderatorami na prawo i lewo, żeby jednak coś robili. O. Jeszcze kasowanie nieaktywnych userów. xD Rzeź baranków zawsze poprawia humor, hue. A nie lubię? Wiecznego: "jesteś adminem, siadaj z dupą, rzuć dziewczynę, odpisz jako MG, ogarnij propozycje, zjedz moją kanapkę, pokrój tego wyszczekanego użytkownika, bo mnie wkurwia i obraża, a w ogóle to czemu ty jeszcze nie stoisz na rzęsach?! Co za leniwa świnia". Ciężko zrozumieć, że admin to człowiek, swoje nerwy też ma. Często nie zezwala się nam na wahania nastrojów, pomyłki albo lenistwo. "Skoro założyłeś forum, to teraz haruj jak dziki osioł".
4. Jak to jest być MÓZGIEM OPERACJI? (Kot pozdrawia <3)
Growlithe: bffdfgf. Zgwałcę Kot. No bo. No. To trudne. ._. No tak jakoś... licho. Znaczy... dziwnie. W ogóle to nie wiem, kto mi to wpisał w profil, ale już zostało...
5. Ostanie pytanie, wzięte żywcem z Otaku, które Grow wygrzebał sobie sam~! *werble* Jak twoim zdaniem by to wyglądało, gdyby prowadzące szkołę zakonnice dowiedziały się o lesbijskich skłonnościach jednej z uczennic?
Growlithe: Ey, wiedziałem, że mi to zadasz. Odmawiam udzielenia odpowiedzi. Jestem grzeczny, mam tylko anielskie myśli.
6. Hnn, to może... Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo?! Czy twoim zdaniem nigdy za wiele Emo?! (XD")
Growlithe: DON'T. To nie moja wina, że w Otaku nie ma żadnych pytań, a jak już są, to są dziwne. XD
I tak oto zakończył się wywiad specjalny! *dżingiel*

- - - -

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Tumblr_n8kd23R23P1qb2u78o2_400

- - - -
Jestę Fotokomiksę

A jak już w końcu wyślę ci ten list, w kopercie będzie tylko kartka, na której będzie napisane „odwróć mnie”. Ty odwracasz, a tam z drugiej strony (…)

Przed państwem fotokomiks, czyli co by było, gdyby Grow realizował swoje szatańskie plany ~


Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Button2pn_eqrxqsp

- - - -

Zabawa komiksowa
W ostatnim numerze komiks się spodobał, więc po wakacjach wracamy z jego kolejną odsłoną.

Postacie: Asshole; Nathair; Mio
Słowa kluczowe: śmierć; rodzynki; kiełbasa
Temat przewodni: urodziny Virusa

Tym razem z dedykacją dla Mio, Gavrana oraz Blighta, którzy poświęcili mi 5 sekund na przemyślenia nad życiowymi pytaniami.



Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Klikpng_eqxhpea




Focus paranienormalny



Władze jednej ze szkół w miejscowości Kondhwa w Indiach mają nie lada problem. Po tym, jak wśród uczniów rozniosła się wieść, że placówka terroryzowana jest przez duchy, dzieci odmówiły uczęszczania na lekcje. Dyrekcja została zmuszona do czasowego zamknięcia szkoły.
MO tajemniczych wypadkach, które miały miejsce w szkole Lady Haleema Begum Urdu poinformował serwis „The Indian Express”. Jak się okazało, zaczęło się od niejakiego sułtana Shaikha, który odmówił posyłania swoich dzieci do szkoły. Przyczyną takiego działania z jego strony miały być informacje od pociech, które twierdziły, że po przekroczeniu progu szkoły zaczynają odczuwać aktywność sił nadprzyrodzonych.
Moment kulminacyjny miał miejsce w ubiegły poniedziałek, kiedy prawie cała młodzież w przerażeniu opuściła szkołę. Wg relacji poszczególnych uczniów, szkoła jest nawiedzona, a w ubiegły poniedziałek, tajemniczy, nadprzyrodzony byt miał zaktywizować swoją działalność. Po incydencie część rodziców odmówiła posyłania swojej latorośli do placówki.
Władze szkoły, które na początku starały się dezawuować doniesienia uczniów, twierdząc, że są to nie mające nic wspólnego z rzeczywistością mrzonki, w końcu musiały ulec – placówka została zamknięta do następnego poniedziałku. Po kilku dniach przerwy, dzieci nadal twierdziły, że nie chcą wrócić do nawiedzonej szkoły.
Z wypowiedzi uczniów wynika, że w murach budynku działy się rzeczy straszne. Wychowankowie szkoły Lady Haleema Begum Urdu mieli odnajdywać w swoich zeszytach groźby śmierci. Jeden z chłopców wyznał, że został poproszony przez nauczycielkę do przeczytania tekstu znajdującego się na tablicy. Sęk w tym, że tablica była pusta, a w pewnym momencie pojawił się na niej rzekomo duch owalnego kształtu, który stopniowo zaczął z niej wychodzić. Młodzieniec wspomniał, że kiedy to zobaczył, krzycząc wybiegł z sali lekcyjnej.
Jaki jest tego morał?
Szkoła to dom szatana. Spalmy ją, póki nie jest za późno!


FAKT #23434141 - Jeśli obudzisz się bez żadnego powodu w okolicach 2-3 w nocy, to istnieje 80% szans na to, że ktoś się w Ciebie wpatruje!
Tak. To wpatruje się w Ciebie zielony skrzat z czerwonym pomponem na głowie, wisząc na twojej lampie. JEST ZDEGUSTOWANY TWOIM PODEJŚCIEM DO MATEMATYKI!
Tak, wiem. Matematyka jest straszna.



IDZIEMY NA CZARNĄ MSZĘ!
Czarna msza, czarna msza, a-a-a-a! Czarna mszaaaaaaa-aaaaaa! Haaaałuaaa!

Prσѕту ωzóя иα нσrrσr...
Czyli fabuła najczęstsza w horrorach~

ktoś przychodzi do domu, a tam są duchy;
martwy morderca zabija człowieka;
smutna historia o wampirze/wilkołaku/duchach/kościotrupach/potworach z Loch Ness;
gość, który ma rozdwojenie jaźni, kocha kobiety ale jest gejem, po czym siekierą odcina sobie łeb i popełnia samobójstwo wieszając się za jaja;
tematy satanistyczne (zgroza na Biblii, bunt przeciwko Kościołow;
adoptowane dzieci (które zawsze nie są dziećmi) i zabijają wszystkich z rodziny;
psychopaci, robieni przez psychopatów dla psychopatycznych kin, w których psychopaci puszczają je dla psychopatów;
tortury dla jaj;
małżeństwo wychowuje nawiedzone dziecko, które okazuje się dzieckiem szatana;
krew tryska tylko z gardła;
wszyscy giną. Prócz głównego bohatera.

Pαмιęтαנ¢ιє

nigdy nie mów „zaraz wracam”. Ci, którzy tak mówią, na pewno już nie wrócą;
policja nie potraktuje poważnie twoich podejrzeń, chyba że zgłosisz się do funkcjonariusza, którego właśnie zawieszono w wykonywaniu obowiązków;
nawet jeśli właśnie utopiłeś mordercę, wcześniej roztrzaskując mu czaszkę... i tak będzie czekał na Ciebie pod twoim łóżkiem;
gdy w domu czai się psychopata – biegnij na strych. Nie będziesz się musiał zastanawiać, co robisz dalej – on i tak Cię złapie...
wychodząc spod prysznica nie patrz w lustro – na pewno zobaczysz tam odbicie kogoś, kto stoi za twoimi plecami z wielkim nożem/siekierą…
Jeśli zgubiłaś chłopaka w podejrzanym domu, to nie wracaj po niego. Nie, nie zaklinował się w łazience. Prawdopodobnie nie żyje, od momentu, kiedy się rozdzieliliście.
Jeśli coś trzeszczy, rzęży czy stuka to najwyraźniej robi wszystko aby zmusić Cię do ucieczki.
Jadąc na wycieczkę z przyjaciółmi zabieraj ciepłe ubrania i wygodne buty. Lepiej się w nich ucieka.

POLECANE HORRORY NA POWRÓT DO SZKOŁY

1. "Anabelle"
2. "Diabelska plansza Ouija"
3. "Horns" oglądałam, polecam!
4. "Zbaw nas ode złego".






Kącik Przetrwania

Stefan jest zdegustowany twoim podejściem do szkoły!

~ pogłaskaj Stefcia!~



Marchewka – pomarańczowy jadalny korzeń zielonej niejadalnej naci, wystającej nad ziemię. Marchew zaliczana jest zarówno do warzyw i owoców, a wszystko dzięki Portugalii (te dżemy z marchwii to przecież ich robota!) Za duet filmowy z Królikiem Buksem marchew otrzymała w 1940 roku nominację do Oscara.
Wszak to samo zdrowie jest. I ma dużo zastosowań – między innymi jako portugalski dżem, nos dla bałwana, perfumy dla moherowych beretów, zastępczy środek na impotencję, jest też świetnym przezwiskiem dla rudzielców. Teraz, gdy grypa dopadła, w kościach starych łupie coś niemiłosiernie, w gardle czujesz kaktusa,  a nos to jedno wielkie pastwisko, wyruszenie do szkoły to istna katorga. Dlatego do plecaka pakuj marchewkę! Jedna na dzień, zamiast kolejnego papierosa w okolicznych krzaczkach czy łyka piwa (wiemy, że pijesz tylko bezalkoholowe, tylko przy kolegach SWAGujesz).  A jest ich wiele – ile głupich polityków, tyle kształtów marchewek! Do wyboru, do koloru. Nie ważne, kim jesteś – ważna jest chęć do zjedzenia twardej marchewy!




Antidotum - wydanie urodzinowe #5 20l06ip_th
Nauczyciele
Edukacji
do bezpieczeństwa

"Wszystkie czynności wykonujemy w rękawiczkach!"
~ Ms Mindfuck
~ Evendell
~ Drug Dealer
~ Taihen Shi
~ Gavran
~ Marcelina
~ Nathaniel

Dzięki jego wykładom można dowiedzieć się, jak uniknąć zakażenia gazem cieplarnianym zwanym Bris mini sprej. Jego lekcje są prowadzone wraz ze sprzętem najnowszej generacji. Drażliwy na słowo „śnieg”. Minimum ekwipunku do szkoły według niego to mini apteczka, ochroniacze na brode, wysokie buty do kolan i szklany hełm.
R O L E:
> Pilnowanie ciszy nocnej na wycieczce.
> Rozpędzanie demonstracji i bójek na korytarzach.
> Żalenie się dyrektorowi lub/i innym nauczycielom.
> Przemycanie sprzętu z gabinetu pielęgniarskiego.
> Robienie za manekina na lekcji reanimacji/resuscytacji.


Antidotum - wydanie urodzinowe #5 15d2xrl_th
Nauczyciele
Wychowania
Fizycznego

"Ruchy! Nie ma, że boli! Ja w wojsku to..."
~ Growlithe
~ Fucker
~ BatJocker
~ Yunosuke
~ Falcon
~ Miażdżyca

Jedna z najbardziej szanowanych postaci w szkole. Niezaprzeczalny mistrz każdej dyscypliny sportowej, a przede wszystkim opierdaling na ławking i gwizding. Jest zbyt dobry aby brać udział w jakichkolwiek igrzyskach, dlatego wybrał dużo więcej wymagające zadanie, jakim jest szkolenie młodych talentów.
R O L E:
> Zbieranie wszystkich komórek i kluczy uczniów.
> Przemyt oranżady na rady pedagogiczne.
> Wyważanie drzwi.
> Organizowanie ćwiczeń na zastępstwach.
> Siedzenie na ławce podczas swoich lekcji, podczas gdy reszta posłusznie wykonuje pajacyki.



>> EDUKACJA DLA BEZPIECZEŃSTWA <<
Krótka lekcja powtórzeniowa

Równo i estetycznie założony bandaż uchroni Cię przed pryszczycą;
  Chlebak, jak sama nazwa wskazuje, służy do przenoszenia granatów;
  Granat, jak sama nazwa wskazuje, ma zasięg do 20 metrów;
  W razie niebezpieczeństwa schowaj się za murkiem;
  NATO ma charakter agresywny, a Układ Warszawski obronny;
  Każdy pasztet w puszce czeka, aby nas zabić;
  Straż pożarna wali meneli w mordę, żeby było szybko i skutecznie;
  Po utracie glikogenu padacie na ryja;
  Objawem zatrucia jest puls;
  Pomocy medycznej można udzielić tylko, gdy poszkodowany żyje;
  Gdy dojdzie do odcięcia głowy, można zaprzestać prób reanimacji;
  Człowiek może albo umrzeć, albo zginąć;
  Nie należy się bać połamanych żeber.




Ciekawostka #232112
W przeciwieństwie do wielu innych szkolnych przedmiotów, do Edukacji dla bezpieczeństwa uczniowie naprawdę się przykładają. Spowodowane jest to tzw. incydentem z Łodzi – kiedy to wytrącony z równowagi olewaniem przez uczniów jego przedmiotu nauczyciel EDB, zamiast zwyczajowych masek przeciwgazowych, kazał uczniom założyć maski gazowe (16 ofiar śmiertelnych) – do dziś dzień pozostaje tajemnicą poliszynela polskich szkół i niezłym bodźcem do nauki.
 
POEMAT WOŹNEGO
stworzone na szybko~

Za życia dupeczki fajne podrywałem i nie raz w ich odmętach długo dryfowałem, bo piękny wtedy byłem, choć jeno korytarze w liceum myłem. Nauczycielki, kucharki, uczennice mnie uwielbiały i z wielką chęcią mi się oddawały, a teraz brzydki, stary - żadna, oj żadna nie chce do mej jamy. Nadal do dupeczek jak knur zarywałem, kusiłem panienki ponętnym swym ciałem. Dyrektor wkurwiony, z pracy wywalił, o-oh, sukinsyn pierdolony!... ze schodów spadłem, ale w smutek nie popadłem! Dalej bardzo mi się chciało, lecz od Growcia w łeb mi się dostało. A teraz zdechlak jestem, a jak, lecz ciała kobiecego nadal mi brak - dziewoje wciąż podglądam i pornosy w informatycznej w gimnazjum oglądam. I kible tam sprzątam, przestrach srogi! Szoruje podłogi, lecz nie płaczę, bo wypłatą za konto na redtube płacę.

Tylko mi się nie bić na przerwach w tej szkole, koty!
[/color]



Chwyty na... senpai'a?
Too... tu powinny być jakieś słowa wstępu, prawda? Eehehe. Więc coś tu piszę.
Coś.
No, i to by było na tyle.
A tak na poważnie, to wi-... witam wszystkich megastalkujących Kouhai w swoim dziale stalkowym, gdzie pojawiać się będzie super mega wypasiony ilustrowany poradnik! A jeśli trafił tu jakiś Senpai - nie czytaj tego! T-to tylko takie dyrdymały i żarciki, EHEHEHE. No to wracając: Kouhai, macie wielkie zadanie do wykonania! Musicie odnaleźć swojego Senpai'a i zastosować na nim specjalne chwyty! Dziś zaprezentujemy AŻ DWA Z NICH. Gotoooowiii... do przewodniiikaaa... CZYTAĆ~!

Porada pierwsza: jak nakarmić Senpai'a?
Ułóż widelec w taki sposób, by wyglądać jak najbardziej opiekuńczo~. Senpai lubi opiekuńczość! (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ Niedaleko trzymaj pudełko z bento na wypadek, gdyby jedzenie miało spaść. A jeśli spadnie - nie szkodzi! Niezdarny Kouhai też jest uroczy! Wtedy, najbardziej kojącym tonem, jakim dysponujesz, rzuć: "powiedz 'aaa~', Senpai!". Koniecznie noś kucyki! Senpai lubi kucyki! (~ ̄▽ ̄)~
SUPERMEGAILUSTRACJA

Porada druga: jak wyznać Senpai'owi miłość?
Musisz zaciągnąć Senpai'a w ustronne miejsce, najlepiej na dach, do tego trzymając go za rękaw w niepewny sposób! Kiedy już dotrzecie, ukłoń się najniżej, jak tylko potrafisz, schylając głowę i wyciągając ku niemu ręce z listem miłosnym! Wyznaj mu swoje uczucia~! Pamiętaj, żeby nie unosić głowy, ani nie patrzeć w oczy Senpai'a! (⊙﹏⊙✿) Twój rumieniec i kontakt wzrokowy mogą wprawić go w zakłopotanie! Kucyki są kluczem do sukcesu. Niech patrzy na kucyki! Kucyki i Senpai to dobre połączenie!
SUPERMEGAILUSTRACJA

Tak więc, jak widzicie, zdobycie Senpai'a nie jest takie trudne! Oczywiście nigdy Was nie zauważy, ale przynajmniej możemy sobie wszyscy o nim śnić~. A żeby nie było wam smutno, to macie gratisowy megamałosenpaiowy komiks z zimniokiem, mówiący o tym, że każdy ma prawo do nauki, un~!
Za modeli służyli nam: bardzo mało kouhaiowa Kouhai i jeszcze mniej senpaiowy Senpai~! <3



virusowy plan lekcji
{ K L I K }

                                         
Gazetka
Gazetka
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.09.14 0:51  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5

personifikacja virusa
{ K L I K }




Opo Take style
OSTRZEŻENIE!

To opowiadanie pozbawione jest sensu, zaskakującej puenty, pościgów, wybuchów i porywającej akcji. Zawiera śladowe ilości gejostwa i orzechów arachidowych. Wspominałem już, że jest bez sensu? Przy okazji może zawierać błędy, powtórzenia, na które najlepiej nie zwracać uwagi, mając wcześniejszą świadomość tego, że nie sprawdzałem, co pisałem. Nie potrafiłbym przez to przebrnąć (jak przez inne rzeczy, które dotychczas napisałem). Opowiadanie zostało napisane czysto spontanicznie, gdy w mojej głowie zrodziły się pojedyncze sceny i tak naprawdę nie wiedziałem, dokąd to zmierza. Wszelkie zażalenia składać do Growa i Ev, którzy namówili mnie, żebym to wysłał, a Kot dodatkowo stwierdziła, że chce to w gazetce. Po co? Well, I don't know. To na pewno jakiś spisek.
Jeśli zabieracie się za czytanie, pamiętajcie, że:
to opowiadanie humorystyczne (że nie wyszło, to już inna sprawa);
niestety bądź stety – nie ma scen erotycznych, pomimo wcześniej wspomnianego gejostwa (w zasadzie nic tam nie ma, zboczuchy);
realia opowiadania są alternatywne, nie nawiązują do historii żadnej z postaci;
postacie tam są nastolatkami, więc ich zachowania poniekąd różnią się od ich obecnych;
tematyka jest szkolna, bo tak;
ostatecznie opowiadanie nie jest skończone, ponieważ wysłałem je na ostatnią chwilę i pewnie reszty już nie przeczytacie (z małymi wyjątkami, którym wysyłam to prywatnie);
nie jestem mistrzem pisania.

Dziękuję za uwagę.
Pozdrowienia dla męża od wszystkich pielęgniarek na dzielni.

STARRING:
Jonathan Charles Wo`olfe as Jonathan Charles Wo`olfe!
Ryan Jay Grimshaw as Ryan Jay Grimshaw!
Mrs Woods as Mrs Woods!
No shit...

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 4G7bINW

------------------------

Lekcja rozpoczęła się już dobre kilka minut temu, a gwar wywołany przygotowaniami do niej zdążył już ucichnąć. Wszyscy uczniowie właśnie przechodzili do etapu, podczas którego ich usta magicznym sposobem zamykały się i otwierały wówczas, gdy panna Woods odczytywała kolejno nazwiska z listy. Matematyczka miała to do siebie, że była jedną z tych nieszczęśliwych ofiar samotności, która przeciągnąwszy się do sędziwego wieku, uczyniła z niej prawdziwą kosę. Nie znała litości dla „bandy nastoletnich przestępców” i „nieudaczników bez przyszłości”, jak zwykła pieszczotliwie mawiać o licealistach. Jeżeli ktoś nie udzielił jej natychmiastowej odpowiedzi, stawiała kreskę w dzienniku z błyskiem satysfakcji ścinającego głowę kata w oku, po czym obrzucała delikwenta srogim spojrzeniem. Wiedziała, że tylko twardą ręką można doprowadzić tę hałastrę do porządku. Jej metody były skuteczne w większości przypadków.
Ale nie we wszystkich.
― Wo`olfe.
Dokładnie w tym momencie drzwi do klasy otworzyły się z donośnym skrzypnięciem, któremu towarzyszył dźwięk lekko zachrypniętego głosu:
― Obecny!
Białowłosy chłopak wtargnął do klasy z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię i z lekko zadziornym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Postanowił już na wstępie skonfrontować się z wiedźmą, która z niezadowoleniem przyjęła do siebie obecność spóźnialskiego. Stara, poczciwa pani Woods poprawiła wielskie okulary, które osunęły się na jej nosie i zmarszczyła brwi, przyglądając się niesfornemu młodzieńcowi. Jak zwykle nie miał w sobie ani krzty szacunku. Mało tego – to, że ta dwójka szczególnie za sobą nie przepadała, dało się wyczuć przez gęstniejącą atmosferę w klasie. O ile Jonathan był zdolny robić jej na złość i zachować przy tym lekceważącą postawę, tak nauczycielka niekoniecznie radziła sobie z nerwowymi odruchami. Chłopak miał wrażenie, że niewiele brakowało, by kobieta złamała trzymany w pomarszczonej ręce długopis. Z jakiegoś powodu ten widok sprawiał mu nieodpartą przyjemność. Skoro tak bardzo chciała wyżyć się na nieszczęsnym przedmiocie, dlaczego miałby jej w tym nie pomóc?
― Jak zawsze na czas ― złośliwość dała się we znaki w jego głosie. Nie mógł darować sobie przypomnienia jej, że dziś nie uświadczy tej przyjemności.
― Jak zwykle spóźniony ― poprawiła, wyczuwając niemą prowokację. Chwilę później odwróciła twarz ku dziennikowi, by zanotować spóźnienie w odpowiedniej rubryce. ― To ostatni raz. Po dzwonku czekamy pod klasą, panie Wo`olfe. Następnym proszę nie zdawać się na łut szczęścia i prędzej załatwiać swoje sprawy na przerwach.
Jace zdążył już odwrócić się w stronę klasy i ruszyć między ławkami. Gdy okularnica o postrzępionych włosach ględziła mu za plecami, on przywołał na twarz krzywy grymas i poruszył niemo ustami, parodiując psorkę. Bla, bla, bla. Najpierw mi powiedz, jak mam załatwiać sprawy szybciej. Spróbuj dojść w dziesięć minut, mając przed sobą taką paskudną gębę, a dookoła smród kibli, skomentował w myślach, wracając pamięcią do sytuacji sprzed kilku minut. Oczywiście wątpił, by pani Woods była w stanie przejąć rolę fachowej doradczyni. Miał nieodparte wrażenie, że nikt nie był w stanie wytrzymać z nią na tyle długo, by zaciągnąć ją do łóżka. Skrzeczący głos był wystarczająco zniechęcający. Nie, żeby był szczególnie wybredny. I...
Zerknął za siebie przez ramię, kątem zmrużonego oka oceniając kobietę za biurkiem.
― Nie może być... ― wymruczał cicho pod nosem.
― Coś jeszcze, panie Wo`olfe?
― Nie, nic.
O ile nie ma pani nic przeciwko rozdziewiczaniu swoich siostrzenic, dokończył już sam dla siebie i ponownie skierował wzrok na swoją klasę. Dopiero teraz zauważył, że uczniowie z miażdżącej przewadze przyglądali się właśnie jemu, niektórzy dodatkowo szeptali między sobą. Tylko jedna osoba tradycyjnie wpatrywała się w okno na samym końcu klasy, jakby to właśnie za nim miała dopatrzeć się ciekawszego przedstawienia niż to tutaj. Już aż za dobrze znał wybryki swojego kumpla z ławki, by przestać się nimi przejmować. Rzecz jasna, jeśli w ogóle kiedykolwiek się nimi przejmował. Czasami ta myśl była irytująca, ale z drugiej strony dobrze, że w otoczeniu wciąż można było doszukać się osoby, która nie wtryniała nosa w sprawy, które jej nie dotyczyły.
BACH.
Plecak z hukiem wylądował na ławce obok ciemnowłosego. To także nie wyprowadziło go z równowagi. Wciąż podpierał dłonią podbródek, a w drugiej trzymał nieruchomo długopis, tylko co jakiś czas zataczając nim niewielkie kółka czy przyciskając jego czubek do kartki, na której ze znudzenia zostało nakreślonych kilka przecinających się linii. Białowłosy wreszcie zajął miejsce obok, rozsunął plecak, a wygrzebawszy z niego zeszyt, zabrał się za poszukiwania długopisu, który na złość nie chciał się znaleźć. Ściągnął brwi i o mało nie wetknął całego łba do ciemnej czeluści torby. Ani śladu. Cholera, a jeszcze rano tu był!
Ze zrezygnowaniem zsunął z blatu plecak, pozwalając mu opaść na podłogę. Nie przejął się nawet tym, że kilka zeszytów wysunęło się z niego na jasne panele. Poczuł na sobie gniewne spojrzenie pani Woods, to z serii „Przestań hałasować, szczeniaku”, ale nawet ono nie miało znaczenia w świetle jego poważnego problemu. Osunął się niżej na krześle i wyciągnął przed siebie jedną rękę na ławce, a drugą smętnie przerzucał kartki zeszytu, który przepełniony był rysunkami na szybko. Jego zmysł artystyczny wzmagał się na tak nudnych lekcjach, jak lekcje matematyki, a teraz nie mógł robić nawet tego! Zaczął przesuwać paznokciem po czystej stronie, jakby łudził się, że jego palec, dzięki sile woli, uzyska właściwości zaczarowanego ołówka.
― Umrzemy z nudów, Ryu. ― Wydął dolną wargę i zerknął z ukosa na znajomego, który w żaden sposób nie skomentował jego wypowiedzi. Nawet on był przeciwko niemu. On i ten cholerny długopis.
Dostrzegł niewielki ruch.
Spojrzenie lśniących, niebieskich oczu zsunęło się niżej, wprost na rękę Grimshawa, w której upragniony przedmiot właśnie kończył zataczać kolejne koło. Jonathan przygryzł dolną wargę w skupieniu, jakby właśnie szykował się do wypełnienia misji swojego życia. Może coś w tym było. Niejeden w tej klasie nie odważyłby się podejść do Jay'a, który nawet z twarzy był kompletnym przeciwieństwem uosobienia towarzyskości. Powiedzieliby, że pomimo tych kilku centymetrów, które ich dzieliły, ta ściśle tajna misja była wyruszeniem do smoczej jamy, w której krył się skarb. Ktoś powiedziałby, że szarookiemu wystarczyłby tylko ten długopis, by na następny dzień na pierwszych stronach gazet pojawił się wielki nagłówek „ZGINĄŁ ZADŹGANY DŁUGOPISEM”, ale Wo`olfe wiedział, że jego rówieśnik nie wpadał w szał tak łatwo, a teraz, wyłączony ze środowiska zewnętrznego, pewnie nawet nie zorientuje się, że kolekcja jego przyborów nieco zmalała. Wystarczyło, że Charlie wyciągnął rękę, złapał za długopis, pociągnął i...
― Puść ― prychnął, gdy okazało się, że wcale nie poszło tak łatwo, jak się tego spodziewał.
Było tak blisko, ale oczywiście Gimshaw musiał zacisnąć palce mocniej i utrudnić mu sprawę. Za to wreszcie odwrócił nietkniętą emocjami twarz ku białowłosemu. Jedynie uniesiona brew postanowiła rzucić chłopakowi nieme zapytanie.
― Daj spokój. Pewnie masz zapasowy.
― Aktualnie jedyne, co mam to deja vu ― wymruczał pod nosem. To nie był pierwszy i ostatni raz, gdy niebieskooki czegoś zapomniał.
― Ktoś musi testować twoją niezawodność ― rzucił kąśliwie, pozwalając na to, by kącik jego ust wygiął się w łobuzerskim uśmiechu. Raz jeszcze szarpnął za długopis. Bez skutku.
― Pięć dolców.
― Co?! Żaden idiota nie da tyle za długopis. ― Przesunął ręką po twarzy.
― Policzyłem za kilka pozostałych.
― I niby ile ich było? Dwadzieścia? ― parsknął i wypuścił powietrze ustami ze świstem. Roztrzepana grzywka lekko uniosła się do góry, ale szybko opadła na swoje miejsce.
― No proszę, nawet pamiętasz.
― Oddam za chwilę?
― I co będę z tego miał?
Korzyści przede wszystkim. Zadziwiające, ile czasu można stracić na tak trywialną sprawę.
Białowłosy nie zamierzał się poddawać. Tym razem odsłonił zęby w nieco dwuznacznym uśmiechu. Jasna brew drgnęła lekko, choć nawet i to nie wywołało poruszenia na twarzy towarzysza.
― Zapłacę w naturze ― odparł rozbawiony, jednak tym razem nieco za głośno. Słowa nie dotarły do uszu nauczycielki, ale dwie dziewczyny, które siedziały w ławce przed nimi, mimowolnie obejrzały się za siebie. Kogo nie zaskoczyłby ten przekaz?
Ryan kątem oka zarejestrował ten ruch, jednak ani myślał, by odwrócić wzrok od Jonathana. Problem tkwił w tym, że zamierzał zniszczyć wszelką nadzieję koleżanek z klasy, widocznie zainteresowanych dalszym przebiegiem konwersacji.
― Nie kolekcjonuję szyszek.
― Nie gardź moimi szyszkami, Antonio! ― Nadął policzki, symulując oburzenie. ― Mam ładnie poprosić i dać ci budzi przy wszystkich?
Zapadła chwila ciszy.
Szatyn wyraźnie zaczął przyglądać się wargom chłopaka, oceniając je. Widocznie coś musiało sprawić, że plan nie był aż tak kuszący, ponieważ zaraz zaprzeczył krótkim ruchem głowy, sprawiając, że dotychczas obserwujące ich dziewczyny, odwróciły się przodem do tablicy, na której pani Woods zapisała już kilka działań.
― Najpierw pozbądź się resztek błyszczyku ― podsumował, wzruszając barkami.
Albinos odruchowo oderwał rękę od trzymanego do tej pory długopisu i otarł usta jej wierzchem. Od razu po tym zerknął na swoją skórę, na której... nie było ani śladu po dziadostwie, który dziewczyny lubiły na siebie nakładać. Jace obrzucił Grimshawa spojrzeniem spod byka, jednak w tym momencie – zupełnie niespodziewanie – długopis przeturlał się w jego stronę, zatrzymując tuż obok zeszytu.
― Nie wyrywaj mi rzeczy z rąk, niewdzięczny szczeniaku ― dodał po chwili, ponownie odwracając twarz w stronę okna. Nikt nie powiedział, że całe to zdarzenie od początku do końca miało jakikolwiek sens. Ciemnowłosy i tak nigdy nie palił się do robienia notatek.
― Mów mi jeszcze, dupku.
Charles ujął w palce swoją zdobycz wojenną, pogładził ręką kartkę we wstępnym rytuale i w skupieniu zabrał się za stawianie kolejnych kresek, z których za jakiś czas miał postać kolejny bezsensowny bohomaz. Bohomaz, którym i tak zachwyciłoby się wielu. Pochłonięty swoim nowym dziełem, nie zwracał uwagi na to, że co jakiś czas wysuwał końcówkę języka z ust. Gdyby ktoś przyglądał mu się teraz, uznałby, że być może to jest kluczem do talentu – wysuwasz język i tajemnicze receptory pochłaniają twórcze drobiny, a ty kierują rękę na właściwe tory. Rzecz jasna, „syndrom mój-język-nie-chce-pozostać-w-ustach” nie był jedyną dolegliwością Jace'a – cechowały go jeszcze objawy choroby zwanej „Długopisus Smakowitus” lub „Aledobrytendługopis”. Tak, Wo`olfe miał nieciekawy zwyczaj przygryzania końcówek długopisów (względnie innych przyborów) i bynajmniej nie było to lekkie stukanie o nie zębami. Zazwyczaj pakował całą zatyczkę, nałożoną na koniec przedmiotu, do ust. Może z nadzieją na to, że wreszcie wykrzesze z niej jakiś smak i nie będzie to smak plastiku? Nic dziwnego, że pożyczone długopisy ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie, nie zjadał ich, ale coś, co miało się wcześniej w ustach można było uznać za swoje („Obśliniłem to, więc jest moje!”). Z małymi wyjątkami. Nie wszystko, co znalazło się w jego ustach, chciał za takie uznawać.
Po kilku minutach ciszy, Ryan odwrócił twarz od arcy-ciekawej szyby i mimowolnie przyjrzał się młodzieńcowi w jego środowisku naturalnym. Gdy niebieskooki zabierał się za rysowanie, cały świat dookoła równie dobrze mógłby nie istnieć, więc szansa na to, że poczuje się obserwowany, była nikła. Tym bardziej, że nie trwało to długo. Szare oczy pomknęły spojrzeniem ku tablicy, na której nauczycielka wyjaśniała kolejne zagadnienie. Skrzekliwy głos niósł się po całej klasie, odbierając cały spokój, jednak Jay pozwolił powiekom na zasłonięcie mu pola widzenia. Zacisnął zęby, tłumiąc ziewnięcie, chcące na siłę otworzyć mu usta.
Kolejne kilka minut upłynęło w stagnacji.
― Yuuush... ― Jace wybełkotał niewyraźnie i upuścił długopis na kartkę, którą teraz zdobił szkic zakapturzonego chłopaka, zajmującego miejsce na parkowej ławce. Sądząc po całej masie drobnych i lekko pociągniętych kresek, próbował jak najlepiej oddać deszczową pogodę, choć miał do dyspozycji wyłącznie długopis. Obok widniała adekwatna karykatura pani Woods, a przynajmniej to skojarzenie jako pierwsze przychodziło na myśl, gdy widziało się pomarszczoną twarz, roztrzepane włosy, ciskające piorunami spojrzenie i miotłę w roli narzędzia zagłady.
Ryan zdążył tylko pobieżnie przyjrzeć się powstałym dziełom, gdy leniwie uchylił powieki z miną, przez którą – gdyby tylko dodać uszy i ogon – przypominałby znudzonego kocura. Jonathan zdążył zatrzasnąć zeszyt, jednak bynajmniej nie ze wstydu. Wyraz jego twarzy zdradzał, że w ułamku sekundy wpadł na genialny pomysł. Najpierw wyjrzał przez okno, za którym rozpościerały się ocienione drzewami alejki na terenie szkoły, potem zerknął na zegar na klasowej ścianie – jego wskazówki niezmiennie zdawały się poruszać wolniej niż na zwykłym zegarku i to zapewne dlatego czas na lekcjach tak cholernie się dłużył – i wreszcie spojrzenie odkrywcy padło na towarzysza z ławki.
― Zbieraj się, Ryu.
― Hm?
Nie otrzymał natychmiastowej odpowiedzi.
Wo`olfe schylił się, sięgając ręką po plecak. Trochę to trwało, biorąc pod uwagę, że najpierw musiał wsunąć wcześniej rozsypane rzeczy do środka. Zgarnął przy okazji to, co znajdowało się na ławce. Łącznie z zeszytem Grimshawa, żeby było szybciej, a przy okazji, żeby młodzieniec nie miał wyjścia.
Szatyn rozchylił usta, by coś powiedzieć, ale szybko zrezygnował. Jonathan nie był osobą, której wszystkie zachowania powinno starać się zrozumieć. Gdy w grę wchodziły spontaniczne akcje, miał sobie za nic zasady dobrego wychowania. Jeżeli stwierdzał, że zwinie się w połowie lekcji, naprawdę miał zamiar to zrobić, choćby dlatego, że tak było zabawnie. Nie znosił się nudzić.
Podnosząc zasunięty już plecak z podłogi, prawie zarył głową o kant ławki. Znowu mu się upiekło. Ale co z tego? Nawet solidny cios w łeb nie wybiłby mu z głowy zakorzenionej tam idei. Odwrócił się w stronę kolegi i niezadowolony grymas wymalował się na jego twarzy. Cmoknął z dezaprobatą i zmarszczył nieznacznie piegowaty nos.
― Chcę wyruszyć z tobą na przygodę, compadre ― odparł sarkastycznie, a swoje słowa uwieńczył zmęczonym westchnieniem. ― Wszyscy wiemy, że nie jesteś grzecznym chłopcem. Zakładam, że nie będziesz miał nic przeciwko odrobinie rozrywki.
Charlie odsunął cicho krzesło od ławki i równie dyskretnie podniósł się z miejsca, narzucając plecak na ramię. Raz po raz zerkał z ukosa ku pannie Woods, która – jak przystało prawdziwemu pasjonatowi matematyki – w pełni skupiła się na notowanych działaniach, na których widok większość uczniów kiwała głowami z miną „I tak nie zrozumiem, ale ta stara pinda nie musi o tym wiedzieć”. Chłopak niecierpliwie kiwnął głową w stronę okna. Wiedział, że już dłużej nie ustoi w miejscu. Wystarczyło mieć z nim odrobinę dłużej do czynienia, by wiedzieć, że w jakimś stopniu ADHD dotknęło i jego.
Szarooki ze zmęczeniem wypuścił powietrze ustami, chwycił za plecak (do którego nie miał już czego wrzucać) i poszedł za przykładem Jace'a. Bezgłośnie odsunął krzesło i wstał.
SKRZYP.
Niech szlag trafi te przeklęte, przedpotopowe okna, warknął w myślach Jonathan, gdy Jay zdążył już zbombardować go całą swoją nieprzychylnością. Wo`olfe potrafił cierpliwie znosić obecność szatyna. Naprawdę. Nienawidził jedynie momentów, w których jego postawa mówiła mu, że sam zrobiłby to lepiej albo zarzucała jemu, Charlesowi, winę.
― Och, wybacz, że nie nasmarow--
― A wy dokąd się wybieracie? ― ton panny Woods był jeszcze w miarę spokojny, ale podpowiadał, że rozpętanie piekła było tylko kwestią sekund.
Cała klasa odwróciła się w ich stronę.
Co mogli zrobić w tej sytuacji? Oboje jak na zawołanie udzielili odpowiedzi jednocześnie:
― Do pielęgniarki.
― Do domu.
Tym razem to Jonathan łypnął krytycznie na swojego znajomego. Mówił nauczycielce, że idą do domu? Jego wersja wydarzeń była o wiele bardziej wiarygodna! Mieli iść do pielęgniarki, a powód wychodzenia tam przez okno był całkiem oczywisty – któryś z nich musiał najpierw złamać sobie nogę, żeby mieć ku temu powód. To, że znajdowali się na parterze, jeszcze o niczym nie świadczyło. Przy odrobinie pecha i krawężnik może stać się olbrzymim zagrożeniem.
Nauczycielka zmarszczyła brwi, a każda zmarszczka wyrysowała się na jej twarzy z taką dokładnością, że uszczypnięcie każdej fałdki skóry nie byłoby żadnym wyzwaniem. Jace musiał koniecznie uratować sytuację, mimo że dla ta kobieta czułaby się znacznie lepiej, gdyby nie musiała słuchać go w ogóle.
― Do pielęgniarki w moim domu ― sprecyzował, kiwając głową z powagą.
Nie było dobrze. Pani Woods zaczęła złowieszczo uderzać butem o podłogę. Wycelowała palec wskazujący w ich ławkę w milczącym rozkazie, ale żadnemu z nich nie spieszyło się, by go posłuchać.
― Nie chciałem, żeby to wyszło na jaw ― kontynuował swój wywód, choć gdy układał rękę na ramieniu Grimshawa, mając w głowie tę głupią myśl, kąciki jego ust lekko drgnęły w rozbawieniu. Miał nadzieję, że to nie rzucało się w oczy. ― Przejrzała nas pani. To Ryan będzie moim pielęgniarzem.
Ciemnowłosy spojrzał na niego z góry, unosząc brew. Nie dało się ukryć, że to była najgłupsza rzecz, jaką jasnowłosy do tej pory wymyślił. O ile ta koncepcja nie spodobała się matematyczce, tak niektóre dziewczyny w klasie dały się ponieść swojej bujnej wyobraźni, świecąc oczami w nadziei na darmowy fan serwis.
― Przestań stroić żarty, Wo`olfe! Wracać na miejsca! ― wrzasnęła. Prawie popluła sobie brodę.
(...)

~ Czy koleżanki z klasy napiszą yaoi na podstawie swoich klasowych przeżyć? Czy zaginione długopisy się odnajdą? Czy Brad z drugiej ławki zje swoją kanapkę? Czy Ryan i Jace wyskoczą przez okno i udadzą się na romantyczną przechadzkę? A może posłuchają panny Woods? Tego wszystkiego już się nie dowiecie!
Ciąg dalszy (nie) nastąpi...



Zabawa z Kotem



Zabawa z Kotem (2)


Plaża, słońce, woda, góry, orzeźwiający wiaterek, a nawet ekscytujące noce przy komputerze, niestety dobiegły końca, a wszyscy Ci, którzy jeszcze nie skończyli swojej przygody z sanktuarium wiedzy, dostali siarczystego plaskacza od cudownej rzeczywistości. W skrócie... WITAJ SZKOŁO! Choć mamy już po połowie września, Kot nie zdążył jeszcze przyzwyczaić się do wczesnych godzin porannych. Ciekawe jak to jest z wami... tak czy siak, postanowił zerwać się dzisiaj wcześniej i podziękować wszystkim, którzy pomogli mu wyjechać na upragnione wakacje! Nasz bohater z powodzeniem dotarł po znaczek pocztowy drogami tradycyjnymi, dzięki Yunosuke, Marcelinie, Growlithe'owi, Nathanielowi i Fuckerowi, który także wysilił się i pokazał Kotu inne rozwiązanie.
Wszystkim, którym chciało się pomóc futrzakowi z Antidotum, nasz mruczek mówi;

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 KiY5l3z



Ukryta kamera
Antidotum - wydanie urodzinowe #5 IOOHx4j

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 AU0RT05

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 NC5C3nf

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 UBCo7ED

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 CYjzbEW



Virus na wesoło
Ailen do Ryana:
- Masz ochotę na szybki numerek?
- A znasz jakieś inne?

Przychodzi Gavran do Ev ze spuchnięta twarzą.
- Co, pszczoła? - pyta anielica.
- Uhmmm.
- Użądliła?
- Nie zdążyła. Grow łopatą zabił.

Dwaj kanibale złapali Ailena i pieką go na rożnie.
Przychodzi trzeci i pyta:
- Czemu tak szybko go obracacie?
- Bo gdy obracamy wolniej, podkrada nam ziemniaki.

Nathair do Ryana:
- Wiesz, dziś jak przechodziłem w przedpokoju, to zegar spadł tuż za mną!
Ryan:
- Zawsze się spóźniał...

Blight idzie łowić ryby. Złowił złotą rybkę, ona mówi:
- Spełnię jedno twoje życzenie.
- Chcę nowy samochód.
- Wolisz za gotówkę czy na raty?
- A jak ty wolisz: na oleju czy na masełku?

Przychodzi Andrej Tanaka do dentysty. Dentysta ogląda i widzi same złote zęby, diamentowe koronki, w końcu nie wytrzymał:
- Właściwie nie wiem, co mam panu tu zrobić?
- Chciałbym alarm założyć.

Idzie Mio i Drug przez las. Po chwili Drug mówi do koleżanki:
- patrz i podziwiaj jaki piękny las...
Na co Mio:
- nie widzę bo drzewa mi zasłaniają...

Rozmawiają Mirai z Andrejem.
- Ale masz pięknego wymordowaego. Ile razy strzelałeś?
- Dziesięć.
- A ile razy trafiłeś?
- Ani razu.
- To dlaczego ten niedźwiedź leży nieprzytomny?
- Bo pękł ze śmiechu.



Cytaty

Kiedy wydostał się spomiędzy gruzu, przewalił się na bok i z paniką sięgnął w stronę obolałych nóg.
Stopa.
Jedna.
Jest.
Druga.
Cholera jasna, jak to napieprza.
Jest.
Jest rozwalona.
Jak boli to dobrze, nie?
Ręka też bolała.
(Al)

Zacisnął powieki, kuląc się w pozycji embrionalnej i walcząc z kolejnym krzykiem. Wyglądał jak ci piłkarze-aktorzy, którzy tarzają się po ziemi, kiedy tylko ktoś ich dotknie.
(Al)

- N—NIE CHCIAŁAM ROZERWAĆ PANA UBRANIA! TO BYŁ WYPDEK! ODKUPIĘ! ODDAM! Ja… ja dam panu moją sukienkę! Dobrze? .________.
(...)
- Evendell. - złapał ją za ręce, którymi ta nadal machała - Zapomnij o kurtce. Zapomnij o sukience. Evendell - efektowna pauza - To nie kurtka. Ty... rozdarłaś moje serce.
(Al.
Evendell.
)


- Niczego mi nie potrzeba. Ale wydaje mi się, że tonę w twoich oczach.
...
- Nie musisz mnie ratować. Umiem pływać. Tak mi się wydaje. Zresztą - to chyba tylko lekkie podtopienie.
(Al)

[22:04:44] Miażdżyca : *spluwa na podłogę.* Czemu tak zawsze jest, że jak wchodzę, to całe forum nagle się zlatuję. Ja tu może chcę potańczyć na rurze.

Nie rozumiał, czemu Cruelowi tak nagle zebrało się na czułości, ale dobra, niech mu już tam będzie. Wprawdzie no homo, ale w końcu blondas jakoś powinien się zrehabilitować po tym, jak sam lepił się do opiekuna, kiedy na zewnątrz szalała burza.
(Rin)

W bidulu mówili mu, że jakiś dzieciak wszedł kiedyś do szafy, jak grali w chowanego i już nigdy stamtąd nie wyszedł. Chłopak miał tylko nadzieję, że Cruelowi nie przydarzy się to samo i nie zostanie na zawsze uwięziony po drugiej stronie. To byłoby smutne. Naprawdę smutne. No, bo, kurde, dopiero co udało mu się znaleźć nowy dom, a tu takie „sorry, dzieciak, wybrałem się na wycieczkę do jednorożcowego Honolulu w mojej szafie, do zobaczenia nigdy”.
(Rin)

„Ciekawi mnie jak dotąd udawało wam się stawiać opór wojsku z jego pomysłami.”(...)
To pewnie dzięki złotej zasadzie: „W krytycznej sytuacji rozpierdol ich, zanim oni rozpierdolą ciebie”.
(Fucker)

„Ryan, mianuję cię Rottweilerem...”
Aha.
(Fucker)

Tak więc anioł lazł niniejszym wzdłuż muru w swoich przemoczonych do reszty bucikach – cudem będzie, jeśli nie odmrozi sobie stóp – próbując nie zwracać uwagi na ich stan. Szło mu to nienajgorzej – w końcu z powodzeniem mógł wybierać spośród innych zamarzających mu części ciała. Ene due… może ponarzekać na odmarzające uszy? Like fake… nosa nie czuł już od dłuższego czasu. Torba borba… ten wyszczekany kurdupel jeszcze mu się jakoś za to wszystko odpłaci.
(Nathaniel)

W końcu czemu miałaby obrzucić tak brzydkimi słowami jedną z żadnych osóbek, które darzyła całkowitym zaufaniem?
(Drug Dealer)

- Nie drzyj mordy. - burknął na grubasa, nie zamierzając się ruszyć, aby odebrać od niego "towar".
- Nikt, poza tobo, tutej nie mieszka. Bier ten wór, kurwa, bo ciężki.
- Wypierdalaj. Miałem mieć dzisiaj wolne. Zresztą mówiłem szefostwu, że nie przyjmuję podrzutków.
- Majo cię w dupie. Zamknij ryja i bier to, bom się wykopyrtnę.
(Cruel)

Otworzyła znów usta, już prawie dziękując mu za to, lecz(o) zamknęła je równie szybko, wiedząc, że zostanie zaraz obszczekana obmiauknięta, że zrobił to dla siebie, bo go wkurzało.
(Verne)

Pozgryzanymi do mięsa palcami pogłaskała się po podrapanej skórze płaskiego obszaru pod cyckami*, uśmiechając się pod nosem.
(...)
* czyt. brzuch wg Kota
(Verne)

Zadarł głowę, aby spojrzeć w stronę tafli. Nikogo. No cholera. Przyjdzie mu tutaj umrzeć. Z cebulową kaczką w uścisku. Kurwa, romantycznie.
Asdfghjkl.
(Yunosuke)

W pewnym momencie próby "pływania" stały się jeszcze bardziej nieporadne. I w sumie to też musiałem zilustrować, bo:

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Tumblr_n86lj7XLPR1qkrgjqo1_400

Jakoś tak to wyglądało z punktu widzenia osoby trzeciej.
(Yunosuke)

Javier przystanął przy jednym z licznych w M3 kontenerów na śmieci i przysiadł przy nim, spoglądając na właściciela parą szarych ślepi.
Sygnał był aż nazbyt prosty.
Ohyda, Jav. Coś ci tam wpadło? Jedzie zdechłym kotem. O, Ailen.
(Growlithe)

Chcesz z serem?
Umiejętność konwersacji na poziomie. Było to najsmutniejsze pytanie o ser, jakie kiedykolwiek można było usłyszeć.
(Bastard)

Jego ciemne oczy otworzyły się tak szeroko, że prawie je pogubił (oh, gałeczki, wracajcie na miejsce, no! Już! Do tatusia, wy okrągłe skurwysyny!)...
(Growlithe)

Różowy język wysunął się, a Jonathan przesunął nim po podbródku ciemnowłosego, aż dotarł do ust Dobermana, kurwa, jako to brzmi... jakby całował psa ._. Opętanego.
(Growlithe)

― Nie bądź taki nadąsany, Wenday. Sprawiłem sobie nowy telewizor, ale nie zapomniałem o twoim pupilu. W sklepach ścisk gorszy od tego, jaki przeżywają sardynki, ale ostatecznie DAŁEM radę. Łazienka jest wolna?
― Nie, kurwa, w związku z salonem.
(Growlithe)

― Przepraszam bardzo. Prowadzę ważną ankietę.
― Hm?
― Czy zdarza się panu czasami oddychać powietrzem?
― Prawdę powiedziawszy... cały czas.
(Growlithe)

― Jestem przeciwieństwem wielbłąda... Mogę przeżyć cały miesiąc pijąc.
― Gratulacje, ale naprawdę mi spieszno...
(Growlithe)



Kuchnia ciotki Gav
ARTYSTYCZNE ZDJĘCIE

PRZEPIS NA TORT BEZOWY Z KREMEM CYTRYNOWYM

Za chwilkę nasz kochany Virusek będzie miał urodziny, więc tym razem przepis na tort! A dokładniej jest to tort bezowy z kremem cytrynowym. Właściwie to polecam kupić blaty bezowe, bo chociaż ja jako tako umiem robić bezy, to nie wiem ile razy się męczyłam, by cokolwiek z tego wyszło. Nie ma idealnego przepisu na bezy, bo wszystko zależy od piekarnika, ilości tej bezy i w ogóle. Więc ja kupiłam blaty w Almie, jedno opakowanie wystarczy.
SKŁADNIKI:
- 3 blaty bezowe, te małe
- 400g kremówki, najlepiej 36%
- 5 łyżek cukru
LEMON CURD:
- 3 żółtka
- 80 gram cukru pudru
- sok z 2 cytryn
- 120 g masła
PRZYGOTOWANIE:
Na sam początek ostrzegam, że nie każdemu smakuje lemon curd. Jest bardzo charakterystyczny, więc jeżeli ktoś nie lubi cytryny, to polecam dać zamiast tego kremu na przykład dżem, bo też jest bardzo dobre.
Najpierw najlepiej zrobić lemon curd. Żółtka, sok z cytryn i cukier puder podgrzewamy w małym rondelku. Mieszamy dokładnie, a jak już się połączy, dodajemy masło i znów mieszamy, do czasu aż masa zgęstnieje. Wtedy zdejmujemy z ognia i chowamy do lodówki, żeby wystygłooo~ To teraz bierzemy się za bitą śmietanę, z którą połączymy lemon curd, by wyszedł łagodniejszy krem cytrynowy. Ubijamy śmietanę, a potem dodajemy cukier puder. Jeszcze przez minutę czy dwie miksujemy, a potem nakładamy pierwszą warstwę na blat bezowy. Potem dodajemy do tego lemon curd z lodówki i przykrywamy pierwszą pełną warstwę kolejnym blatem. Tu robimy to samo co z poprzednim i znów zakrywamy. I gotowe! Wierzch można jeszcze przyozdobić resztką kremu lub owocami. Polecam, bo jest to łatwe do przygotowania i baaardzo smaczne.



Wyniki urodzinowego plebiscytu
Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Yw71PO2

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 H5fywS0

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Yx60bTJ

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 JC66RPY

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 1LpcH3S

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 MAvgPKG

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 TN2Zc1v

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 EqqCvp6

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Du0KUdS

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 M5zXSj8

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 C4IP9Ih

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 LZRnyjQ

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Z8eDJUQ

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 E5X9Hhf

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 TwneZtT

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 ShKdGu9

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 HfLcxnc

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 0950F1o

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 RCPv9uN

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 WDyev65

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 VSpzlOj

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 4sDx35U

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 RbqR5oD



Horoskop
Baran
Wszystkim naszym zodiakalnym Barankom będzie przyświecać planeta Mars, obdarzając swoje ofiary aktywnością oraz odwagą. Każdy z Was jest urodzonym wojownikiem, barbarzyńcą, samcem alfa,, tym, który trzepie samice po łbie i zaciąga siłą do jaskini, i jeśli o czymś zamarzycie to z pewnością to osiągnięcie. Choćby za pomocą kija bejsbolowego oraz tabletki gwałtu. Ale zawsze osiągnięcie!
Przypuszczam, że tej jesieni wiele będzie się dziać na polu uczuciowym! Prawdopodobnie nawiążecie zerwane wcześniej znajomości, nie będę głośno mówić w jaki sposób, bo to już wiecie. Dzięki temu odczujecie gwałtowny napływ uczuć do osoby, którą wydawałoby sie skreśliliście na zawsze! Pamiętajcie, stara miłość nie rdzewieje! Odgrzane niespodziewanie uczucia wprowadzą was w całkiem inny świat, świat radości i spełnienia oraz pożądania. Czekają was bardzo energetyczne i gwałtowne romanse, przy czym niektóre z nich mogą zakończyć się trwałym związkiem. Czyli czeka Was swój własny harem.
Najlepszym partnerem dla Barana jest osoba spod znaku Lwa. Najgorszym z kolei Skorpion.

Byk
Wenus otoczy Was moje Byczki swoją opieką, dodając blasku i miłości. Będziecie promieniowa niczym radioaktywne mutanty, dlatego odradzam w tym okresie wszelakich prób włamań podczas nocy, bo będzie Was widać z kilometra. Ponieważ Wenus symbolizuje seksualność, pozwoli Wam to na rozwinięcie tych cech i przyciągnięcie odpowiedniego partnera do kopulacji. Ale bez miłości, sorry. Nie w tym miesiącu. Jesień przyniesie wam wiele zawirowań łóżkowych. Wolne Byki będą miały możliwość uczestniczenia w gorącym romansie, natomiast niektóre Byki pozostające w związkach mogą doświadczyć uczucia niepewności w stosunku do swojego partnera. Możliwe, że nostalgiczna i smętna jesień ochłodzi Wasze uczucia, smutek tak bardzo. Niemniej jednak wszystko powinno się dobrze skończyć, a godzenie się zwaśnionych kochanków będzie czymś naprawdę gorącym. Tylko pozazdrościć.
Najlepszym partnerem dla Byka jest osoba spod znaku Koziorożca. Najgorszym z kolei Waga.

Bliźnięta
Błyskotliwe i jakże inteligentne Bliźnięta, których patronem jest wszędobylski Merkury, tej jesieni będą w stanie zrealizować swoje plany stalkingu… znaczy się miłosne. Ich ciekawość świata, humor oraz inteligencja zostaną wreszcie zauważone i wynagrodzone. Umocnią się stare związki i zapanuje w nich zgoda i miłość~! Ta jesień przyniesie zodiakalnym Bliźniętom marzenia o potomstwie, nawet w związkach homoseksualnych! Prawdopodobnie ten nostalgiczny czas sprzyjać będzie romantycznym chwilom, czułym uściskom i przebywaniu sam na sam z ukochanym lub ukochaną. Nic ja tylko się cieszyć!
Najlepszym partnerem dla Bliźniąt jest osoba spod znaku Barana. Najgorszym z kolei Panna.

Waga
Największym marzeniem i pragnieniem Wag, to być kochanym i podziwianym. Dlatego też ich planetą jest Wenus, która to otacza je miłością i pożądaniem. Ta jesień zapowiada się dość niezwykle i owocująco jeśli chodzi o wszelakie romanse. Pomimo, że przyniosą one wiele zmian w uczuciach, to będą korzystne dla zachłannych Wag. Będą miały możliwość poznania swojego życiowego partnera, niewykluczone zaręczyny i śluby. Wiecie, wybuchy, fajerwerki, dzikie imprezy i tego typu sprawy. Taka sytuacja. Mistyfikacja. Jednakże jednocześnie będą musiały być dosyć ostrożne, ponieważ ich wrodzone flirciarstwo i chęć na romanse, może się tym razem spotkać z brakiem zrozumienia u stałego partnera i....konflikt gotowy, który niekoniecznie będzie można załagodzić. Dlatego, pomimo romantyzmu, czaru i ulotności, jakie przynieść może tegoroczna jesień, lepiej uważajcie!
Najlepszym partnerem dla Wagi jest osoba spod znaku Lwa. Najgorszym z kolei Bliźnięta.

Skorpion
Skorpionom przyświecać będzie Pluton, który już nie jest planetą, ale kiedyś nią był, a teraz jest smutnym Plutonem. Pomaga Skorpionom być wewnętrznie silnymi i odpornymi na przeciwności losu. Wiedzmy o tym, że są to istoty bardzo czułe i wrażliwe i niekoniecznie tak wredne, jak się o nich potocznie mówi. Stereotypy bolą przez całe życie. Wiele Skorpionów, będzie musiało powściągnąć swoją "kolczastość", postarać się miłymi słowami oraz dyplomacją o naprawienie wcześniej nadszarpniętych układów miłosnych. Dzięki czemu w uczuciach nastąpi wiele dobrych zmian. A co z tymi Skorpionami, które szukają miłości? Możliwe, że znajdą ją w przytulnych kafejkach lub wielkich centrach handlowych. Taka rozbieżność.
Najlepszym partnerem dla Skorpiona jest osoba spod znaku Strzelca. Najgorszym z kolei Lew.

Strzelec
Waszą planetą jest Jowisz, która jest symbolem wyższego umysłu, wiedzy, entuzjazmu, hojności, po prostu wszystkiego najlepszego. Szczerość i otwartość Strzelców czyni z nich dobrych przyjaciół oraz partnerów życiowych. A także namiętnych kochanków, dzięki czemu rozpalą jesienny chłód. Ta jesień przyniesie zodiakalnym Strzelcom spokój i wyciszenie. W uczuciach, o dziwo, bez fajerwerków. Tym razem kochliwe i flirciarskie Strzelce, będą musiały iść a odwyk. Wolne Strzelce będą tym razem ważyć, obserwować i zastanawiać się, czy warto pakować się w nowe związki. Zapewne szkoda im będzie tej wolności i swobody, która właśnie tej jesieni w pewnej mierze dość drogocenną dla nich będzie.
Najlepszym partnerem dla Strzelców jest osoba spod znaku Lwa. Najgorszym z kolei Ryby.

Rak
Księżyc w tym miesiącu będzie Waszą planetą, chociaż to nie jest planeta a naturalny satelita, ale chrzanić wszystko. Będzie planetą. I będzie miał pozytywny wpływ a wszystkie Raki, które są czułe i wrażliwe, poświęcające się dla bliskich. Ogólnie do rany przyłóż. Jeśli chodzi zaś o kontakty uczuciowe i towarzyskie, Raki wykażą się nieoczekiwaną dla nich samych śmiałością i otwartością! Taki normalnie plot twist. Przypuszczalnie tegoroczny, jesienny czas zamanifestuje się niezwykłą ich aktywnością. Możliwe, że niektóre z nich zaczną wychodzić ze swoich skorupek, aby spotkać czekające na nich uczucia, niczym w jakiejś taniej komedii romantycznej. Nowa miłość dla wielu wolnych Raków, zakończy się pójściem do ołtarza. I do łóżka. Bo wszystkie uczucia kończą się w łóżku.
Najlepszym partnerem dla Raka jest osoba spod znaku Ryb. Najgorszym z kolei Wodnik.

Lew
Zodiakalny Lew pozostaje pod wpływem Słońca, które też nie jest planetą, ale oszukamy system i powiemy, że jest to w tym przypadku planeta. Bo to taki fun. Lwy reprezentują wolę, żywotność, siłę, autorytet oraz to, co wszyscy lubią, czyli władzę. Dla Lwow zapowiada się dość kontrowersyjna chociaż jednocześnie ciekawa jesień. Być może nie będzie pomalowana najpiękniejszymi barwami tęczy, ale nawet w pochmurne dni można się świetnie bawić, nieprawdaż? Lwy będą musiały zaznać trudów podtrzymania i utrzymania swoich związków. Tym razem to ich partnerzy okażą się humorzaści i czasem nieprzewidywalni, więc będzie trzeba zabrać ich do czerwonego pokoju i ukarać. Na swój własny, indywidualny sposób. Nowo poznane osoby wzbudzą wasze zainteresowanie i zafascynują swoją seksualnością i oryginalnością w podejściu do życia. Niemniej jednak sporo starań będziecie musiały włożyć (huehue) Lwy, by utrzymać te znajomości.
Najlepszym partnerem dla Lwa jest osoba spod znaku Bliźniąt. Najgorszym z kolei Baran.

Panna
Pannami opiekuje się Merkury, ku zaskoczeniu, który jest naprawdę planetą a nie udaje planetę. Merkury to planeta błyskotliwości, analizy, kupców i...złodziei. Tak więc wbrew stereotypowemu przekonaniu o dobroci Panien, w rzeczywistości są to podstępne szuje, które okradną innych nawet butów. I niewinności. Takie te Panny już są. Ta jesień przyniesie Pannom wiele szalonych zmian w uczuciach. Raptem postanowią rozpocząć poszukiwanie kogoś bardziej odpowiedniego dla siebie. Prawdopodobnie to będzie czas, gdy niezbyt chętne do zawierania stałych związków Panny, zechcą pójść z wybranymi osobami do ołtarza. A potem ich okraść. Tak, to jest prawda o Pannach. Deal with it.
Najlepszym partnerem dla Panny jest osoba spod znaku Koziorożca. Najgorszym z kolei Skorpion.

Koziorożec
Saturn, który patronuje Koziorożcom koncentruje energię, skłania do skupienia i samodyscypliny. Planeta ta czyni wszystkie Koziorożce z pozoru oschłymi i melancholijnymi, ale w głębi serca to naprawdę szczerzy i bardzo wrażliwi ludzie, których uczucie zdobyć można jedynie szczerością i uczciwością. Tegoroczna jesień wprowadzi wiele zamieszania w życiu osobistym zodiakalnych Koziorożców. W uczuciach spor zmian, gdyż pojawią się w ich życiu nowe i fascynujące znajo. Szalony i kolorowy zawrót głowy nie wszystkim wyjdzie jednak na dobre, gdyż trzeba pamiętać o wykazaniu umiaru i rozsądku.
Najlepszym partnerem dla Koziorożców jest osoba spod znaku Ryb. Najgorszym z kolei Lew.

Wodnik
Uran, patronujący wszystkim Wodnikom daje im poczucie wolności, skrajności i nieoczekiwanych wydarzeń. Jest siłą, która burzy stary porządek, nadając swój własny, by otoczenie dopasowało się do Wodników. Tegoroczna jesień przyniesie wam zadowolenie. Raczej nie będzie nostalgicznie i melancholijnie, pojawi się miłości, romantyzm i pożądanie, coś, czego od dłuższego czasu Wam brakowało. A w uczuciach powinno być szczególnie kolorowo. Samotne Wodniki mają szansę na poznanie fascynującego partnera, którego tym razem zechcą zatrzymać na dłużej. Tym razem Wodniki zagubią się w miłosnym tańcu i zafascynują miłosną grą. Dobrze, jeśli będą to samotne osobniki, bo te będące już w związkach mogą przysporzyć sobie wielu niepotrzebnych problemów. Chociaż z drugiej strony…
Najlepszym partnerem dla Wodników jest osoba spod znaku Strzelca. Najgorszym z kolei Baran.

Ryby
Planetą sprzyjającą Rybom jest Neptun, ku zaskoczeniu wszystkim dookoła. Jest to planeta zwodzenia oraz iluzji. A to czyni Ryby bardzo wrażliwymi i uduchowionymi ludźmi. Prawdopodobnie tegoroczna, jesień będzie pełna romantyzmu. Zapewne dlatego, że w uczuciach nastąpi gorący czas. Kochliwe i romantyczne Ryby, będą miały możliwość ,,odgrzania” starych, wydawałoby się, skończonych już związków. Przebaczając dawnym kochankom sprawi, dacie się wciągnąć w niezapomniane chwile uniesień. Poznacie nowych, namiętnych kochanków, kórzmy umilą Wam samotne, jesienne wieczory.
Najlepszym partnerem dla Ryb jest osoba spod znaku Byka. Najgorszym z kolei Bliźnięta.
                                         
Gazetka
Gazetka
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.09.14 7:55  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5

Grow na prezydenta!
Cześć, Grow! (Tak, właśnie ty. Nie rozglądaj się tak na boki, bo innego siebie tu nie znajdziesz). Zapewne nie spodziewałeś się tego, że razem z użytkownikami przygotujemy ci niespodziankę. I dobrze, tak ma być – w końcu to niespodzianka, a ona z założenia ma być czymś niespodziewanym *Nath na Kapitana Oczywistość 2014*. W każdym razie poprosiłam użytkowników, by w 2-3 zdaniach wypowiedzieli się, co sądzą o forum i jaką wiadomość chcieliby ci przekazać. No to tak…
Taihen: Miau! Dawno nie widziałam tak świetnie zorganizowanego i zżytego forum - i to wszystko Twoja zasługa, Growie! Po raz kolejny powtórzę, że jesteś cudownym człowiekiem i wątpię by komukolwiek znudziło się wychwalanie Cię ponad niebiosa! Jesteś takim naszym Ao, ale w realu, o. Tak trzymaj!
Al: W wirusie podoba mi się właściwie wszystko. Z tego wszystkiego najbardziej urzekło mnie odkrycie, że administracja nie zabija wzrokiem, kiedy zadajesz tysiąc-pięćset-osiemdziesiąte pytanie. Poza tym cały czas coś się dzieje, w życie wprowadzane są coraz to nowsze pomysły - a i tak wszystko trzyma się kupy pod żelazną ręką opieką Growa.
Blight: *puka w mikrofon* Raz, dwa, raz. Grow, słyszysz mnie? Pewnie zbytnio się rozwlekę, ale chciałem powiedzieć, że twoje forum jest wspaniałe, a praca, którą w nie włożyłeś, musiała być ogromna. Gratulacje. *podrywa całą audiencję i wszyscy biją brawo* Na dodatek sprawiasz, że nowy gracz czuje się tu chciany i akceptowany, co bardzo pomaga przywiązać się do Virusa. Dzięki tobie jesteśmy tu razem, a bez ciebie nic nie byłoby takie samo. Nie wspominając już o tym, że rozleciałoby się wkrótce. Oddaję głos.
Kamikaze: Virus to chyba jedyne forum, na którym jestem, doczekując się jego rocznicy. W żadnym innym PBF'ie nie widziałam takiej pary przez tak długi czas. Dlaczego? Bo ludziom zależy. A przy naszych czuwających popychaczach na pewno zależeć będzie jeszcze przez długi czas. Nie wiem, czy warto bym się rozpisywała, bo większość moich wewnętrznych odczuć przekazała w IV Audycji Kot (patrz od 14:50) trafiając w samo sedno w 16:15. Myślę, że jeśli ją zacytuję, to większość się ze mną zgodzi:
"W ogóle, Jezu, jakie to jest super, jak można wymyślić coś tak zarąbistego jak Wymordowani, jak w ogóle Łowcy, jak te wszystkie wirusy i mi się to tak strasznie spodobało, że naprawdę, nie potrafię teraz znaleźć żadnego innego forum, które zainteresowałoby mnie tak, jak właśnie Virus."
Poraża mnie szybkość odpisywania na posty, poraża mnie także ciepły stosunek do każdego gracza. Poraża mnie zapał, żeby to wszystko trzymało się kupy i poraża mnie współpraca Administracji. Nie wiem, jak resztę moich spostrzeżeń mam ubrać w słowa. Tylko pogratulować perfekcji.
Delilah: Grow to wzór admina. Sorry za wazelinę, ale taka jest prawda - odwalił kawał dobrej roboty, zrobił świetne forum, przyciągnął znakomitych ludzi, ale nie odpuścił sobie, tylko dalej zapierdala razem z nimi, żeby Virus był jeszcze lepszy. I chwała mu za to, bo to najlepszy obecnie istniejący PBF.
Miażdżyca: No... nie ma tutaj dużo do pisania. Grow jest człowiekiem miłym, pomocnym, a nawet powiem, że jest SZLACHETNY. Tak, szlachetny. Ogólnie powinienem mu płacić za bycie moim prywatnym psychologiem i prawą ręką. Bez niego, no... pewno bym już upadł. I strasznie mu za to dziękuje. Co do sprawy forum - rozbudowuje się z każdym dniem. Pnie się ku górze z każdą sekundą i minutą. A takiego właśnie forum ludzie szukają. Czasem się dziwię, że tak mało osób mamy. Znaczy się, mamy sporo tych człowieczków, ale powinno ich być znacznie więcej! No. To by było na tyle. Nie wiem co można tu napisać, by nie było 'too deep'. Dziękuje, i tyle.
Gavran: Mmmm, kocham Virusa po prostu no! Pierwszy raz spotkałam tu tylu miłych ludzi i samo forum jest tak świetne, że ja to wszystko wielbię całym serduszkiem~ <33 A Grow, Ciebie to wytuliłabym i dała tyyle ciasta, że nie zjadłbyś wszystkiego! No po prostu uwielbiam Ciebie i dziękuję za wszystko~ <3
Evendell: Growie, Growie, Growie. Gdyby nie on, to nie byłoby Virusa. Już niejednokrotnie o tym wspominałam, ale się powtórzę, bo mogę. Odwalił kawał świetnej roboty i ten wielki kawał trzyma w całości już rok. Szczerze to mało który PBF tyle wytrzyma. Większość upada po paru miesiącach i słuch o nich ginie. A Virus jak stał, tak stoi. I ma się całkiem nieźle. Cały czas jest coś modyfikowane, dodawane, Grow cały czas dopieszcza swoje dziecko. Nawet jak nie ma dostępu do Internetu to nie odcina się kompletnie, tylko istnieje możliwość skontaktowania się z nim przez innych w razie potrzeby. Widać, że wciska w Virusa całe swoje serducho i chwała mu za to. Tyle.
Drug Dealer: Tak szczerze, to forum naprawdę mi się podoba. Może i fabuła mi trochę na początku przeszkadzała, ale teraz jest dla mnie w porządku. Do tego ludzie są milusi, i oczywiście administracja jest milusia~! Skoro mowa o administracji - dziękuję ci, Growie kochany, za utrzymywanie Virusa takiego, jakim jest. Lubię cię jako osobę - chociaż wiem, że dużo nie gadamy, a powinniśmy :I - oraz administratora, który potrafi zadbać o to, co stworzył. Dziękuję ci Mr. Wolfie~! <3
Kot: Wiesz.. już wspominałam, że gdyby nie Twoja uprzejmość na pewno by mnie tutaj nie było, prawda? Nie kłamałam. Mamy urodziny Virusa, o którym napiszę za chwilę, jednak przy okazji napomknę o False, gdzie to po raz pierwszy spotkałam właśnie Ciebie, Grow. Gdybyś nie ochrzcił mnie w pierwszych dniach mojego pobytu mianem "Kota", które trzyma się mnie do dzisiaj, z pewnością nie poczułabym się na tamtym forum, jak u siebie. Virus także jest moim internetowym domkiem, bo nie ma choćby chwili, bym korzystając z Internetu, nie zajrzała na nasze forum. Na Twoje forum. Dbasz o nie i to naprawdę widać, ne. Choćby wszelkie przeciwności losu stawały Ci na drodze, ty i tak próbujesz dalej pomagać i wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej. Administrowanie wychodzi Ci cholernie dobrze, a poza tym jesteś osobą, której nie da się nie lubić. Jako userka gratuluję Ci sukcesu, a jako Twój Kot... po prostu Cię uwielbiam~
Take: Doszło do tego, że zmuszają mnie do napisania opinii na twój temat. Czegokolwiek bym nie powiedział, nie powiem niczego nowego ani niczego, czego już nie wiesz najlepiej. Bo kto inny aż tak neguje twoje negatywne podejście do siebie i próbuje obrócić je na plus? Teraz wszyscy wypisali masę pozytywów o tobie i o forum i nawet, gdybyś chciał, teraz już nie możesz powiedzieć, że nikt cię nie docenia, ha! Szach mat, mężu. ~ Odwalasz kawał dobrej roboty i wiem, że na tym nie poprzestaniesz.

Od siebie dodam, że na niewielu forach wysiedziałam jakoś dłużej. Fora, na których zasiedziałam się na około rok, można policzyć na palcach u jednej ręki. Za każdym razem, raczej prędzej niż później, do każdego z nich coś mnie zniechęcało. A tutaj? Praktycznie nie zauważyłam, że minęło mi z wami 10 miesięcy. Serio serio. Przede wszystkim na forum panuje świetna atmosfera i bez przesady mogę stwierdzić, że niemała w tym zasługa Growa, którego swoją drogą uwielbiam. Wiedz, że jestem twoją fanką i w ogóle love krowe

by Nath
                                         
Gazetka
Gazetka
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.09.14 20:54  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Owh, nowy post. Sprawdźmy co napis--

Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Tumblrmn9_eqxephs

Tyle glorii, tyle chwały. *zdrapuje paznokciem kawałek szczęki z podłogi* Nie spodziewałem się, ale aż mi miło. Dziękuję. ~ Pewnie bym się bardziej rozpisał, ale no... elokwencja out, rozumiecie, lekkie zaskoczenie, pacjent jeszcze dochodzi do siebie. ;-;




all my wolves, begin to howl
wake me up, the time is now
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.09.14 11:12  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Jeju, gazetka!
Gazetka jest świetna.
Lubię gazetkę.
W ogóle jest taka zabawna. XD Czytałam to wszystko i się śmiałam cały czas. I to było takie śmieszne... <3
*czyli jak wygląda jej wypowiedź, gdy Gav postanawia napisać post zaraz po obudzeniu*
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.09.14 20:37  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Dobra robota! : D
Gazetka olśniewa śliczną grafiką i powala treścią.

Dowcip z Blinkiem! (*u*)

*pisze z podłogi*
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.09.14 22:21  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Szczerze mówiąc, to liczyłam na większe zainteresowanie ze względu na obszerność tego numeru. Odbieram to tak, że przytłoczyła was treść, której faktycznie jest nie mało, ale ej, urodziny mamy, nie? Tak czy siak postaram się, aby następna gazetka była łatwiejsza do ogarnięcia.
Gilbu, wiadomo <3 Wiele Ci zawdzięczamy.. i jeszcze tutaj masz kawałek zęba. *pomaga mu zebrać się z podłogi, gdy natrafia na Blighta, do którego też wyciąga pomocną dłoń* Dowcipy były też zaskoczeniem i dla mnie.. nieźle. XD Ten żart o ziemniaku, taki prawdziwy Gav, ja tak samo, tak~
A od siebie dodam, że sikałam ze śmiechu na komiksie Nath. Nath, jesteś artystą tego forum I: Kocham te nieogarnięte tematyki, z których potrafisz zrobić nawet sensowny komiks! XD
Piszę petycję, żeby Take dokończył opowiadanie. Kto się dopisze?
W ogóle nowy straszny dział Marceliny mi się podoba <33 Lubię takie rzeczy, więc mam nadzieję, że w nowym numerze tez dasz coś równie ciekawego.
I dzięki wszystkim, którzy postanowili pokazać swoje mordki. XD Robicie najlepsze cosplay'e pod słońcem~ A WARKOCZ GAVRANA DO TEGO WYWOŁUJE U MNIE NAPADY ŚMIECHU~
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.09.14 23:03  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Ailen napisał:
Piszę petycję, żeby Take dokończył opowiadanie. Kto się dopisze?
Jam ^^
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.10.14 23:43  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Ale smutek... tak bardzo małe zainteresowanie gazetką... ._.

Spoiler:
Antidotum - wydanie urodzinowe #5 117500522

Dobra, to zacznę po kolei.

Trochę dałam dupy, bo sama nie wysłałam żadnego zdjęcia, ale może będzie jeszcze okazja. W każdym razie prezentują się super i brawa dla tych, co wysłali! Świetnie oddają Virusowy klimat.
Cosplaye już komentowałam, ale się powtórzę. Śliczne są! <3 Nie trzeba bogowie jakich rekwizytów ani też aparycji, żeby świetnie się bawić i wykombinować coś ciekawego z tego, co już mamy w domu. Oby więcej takich cosplayów! Wywiady jak zwykle powalają, zwłaszcza ten z Chisaną xD Co do komiksów ... ZAJEBISTE xD Ryłam jak głupia przy nich, oby w następnym numerze ponownie zawitały na łamach Antidotum. Gratulacje dla Marceliny za Focusa Paranienormalnego. Kawał świetnej roboty. Tekst super, wciągający i aż czuło się niedosyt, kiedy przeczytało się całość. Smutek. To samo tyczy się Kąciku Przetrwania <3 Jedne z moich ulubionych działów. Z kolei Chwyty na Senpai'a przydadzą się, będzie trzeba kiedyś z nich skorzystać xD I tutaj dochodzimy do Opowiadania Take. Tak, tak, piszcie petycje, podpiszę się rękoma i nogami. Nie wiem co on tak narzekał na nie, już mu pisałam ale się powtórzę, opowiadanie jest zajebiste <3 Lud przemówił, Take. Chcemy więcej! *ta zachłanność*.
Kot jak zwykle spisała się w zabawach z Kotem. Teraz z pewnością podeślę wynik! :< Z kolei ukryta kamera rozwaliła mnie. Normalnie wyższy poziom stalkingu, aż strach się teraz bać gdziekolwiek ruszyć i cokolwiek zrobić xD Z przepisu w kuchni ciotki Gav z pewnością skorzystam! Bo wygląda apetycznie <3 I w ogóle gratulacje dla wszystkich zdobywców tytułów!



Am I a villan in your story?
Antidotum - wydanie urodzinowe #5 1cb49d69bb66ab7309bcf4aa83a85c7c
Well, no one expects an angel to set the world on fire.



                                         
Nathair
Anioł Stróż
Nathair
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.10.14 13:55  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Antidotum - wydanie urodzinowe #5 H5fywS0
To wygląda jak taka chamska wrzuta. "Kurwa, ciągle coś nie tak. I jeszcze postać chujowa. A tak w ogóle to się opierdalasz."

Płaczę, gdyż iż mój konkurs został totalnie olany, ale trudno. Można uznać, że w ramach focha i złamanego serca postanowiłem nie pomagać w tym numerze. Choć to nieprawda. Jednakże udało wam się, jest świetny. A jako, że ze słowami u mnie kiepsko, to nic więcej konkretnego nie powiem. Tylko tyle, że was wszystkich zwyczajnie podziwiam.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.10.14 15:18  •  Antidotum - wydanie urodzinowe #5 Empty Re: Antidotum - wydanie urodzinowe #5
Ten numer zdecydowanie jest cudowny! Dziękuję za tytuły i w ogóle, stop, you *blush*. A tak serio, to gazetka to kawał dobrej roboty. Nie mogę się doczekać kolejnego numeru!
I tak, jestem za tym by Take podesłał dalszy ciąg opowiadania.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: Off :: Antidotum

Strona 1 z 2 1, 2  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach