Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

Pisanie on 26.06.14 21:48  •  ... Empty ...
Jonathan Charles Wo`olfe, 10 lat.

- Sarah, boli mnie brzuch...
- To dlatego, że jutro masz sprawdzian z łaciny.
- Nie, naprawdę mnie boli - jęknął chłopiec, nim kołdra przysłoniła mu twarz. Fuknął zaraz, zsuwając pierzynę z oczu i zerknął na Sarę. - Mogę mieć zapalenie opon mózgowych!
Sarah pocałowała go w czubek głowy.
- Z pewnością nie masz.
- No to AIDS - upierał się.
- Wiem, że nie znosisz łaciny, ale i tak musisz iść do szkoły.
- Et tu, Brute, contra me?
W pokoju rozległ się cichy, dźwięczny śmiech kobiety w tak młodym wieku.
- I ja, Charlie.
- Nie mów do mnie tak!
- To urocze zdrobnienie.
- Głupio brzmi. Mam na imię Jonathan, a nie „Charles”.
- Jonathan Charles Wo`olfe.
- Sarah! - oburzył się dziesięciolatek, nadymając przy tym policzki.
- Dobrze już, dobrze, Jonathanie. Dobranoc.
- Bona nox.

Jonathan Charles Wo`olfe, 13 lat.
Roześmiany dzieciak rzucił się na plecy swojego o rok starszego kolegi. Zawisł przez chwilę na jego szyi, po czym puścił się i zachichotał wesoło.
- Hej, Jaaaaaceee! Co robisz? Co robisz? - zapiszczał mu radośnie do ucha, chwytając przyjaciela za ramię. Starszy chłopiec jęknął ciuchutko, wykrzywiając usta w niezadowoleniu. Przytulił do siebie szkicownik.
- Przestań! - warknął białowłosy odpychając łokciem przyjaciela.
- Ale Jaaaaceeeee! No nie bądź taki! - pisnął towarzysz, opierając obie ręce na chuderlawych ramionach, które natychmiast poruszyły się, jakby chciały strzepnąć jego dłonie. - Chociaż raz mógłbyś mi pokazać, nooo! Obiecałeś!
- Obiecałem, że pokażę jak skończę.
- No to prawie skończyłeś!
Jonathan westchnął cicho, odsuwając rękę, w której lekko trzymał ołówek z miękkim wkładem. Garet od razu pochylił się jeszcze bardziej do przodu, opierając niemalże cały swój ciężar ciała na albinoskim dzieciaku. Dzięki temu mógł dostrzec świeże spojrzenie na ich malownicze miejsce. Na to jezioro, nad które nikt nie chciał przychodzić. Tylko dlaczego nie widział jak na policzkach przyjaciela pojawiają się żenujące rumieńce? Zmrużył oczy. Ujrzał kawałek wierzby, która po prawej chyliła się ku wodnym okręgom. Gdzieś po lewej parę machnięć, powoli przypominających pomost, na którym zwykli przysiadywać. W tle ujrzał chmury i zarys lasu na horyzoncie.
- Woooow, Jace! Ge-nialne! Dzięki! Stwórca z tobą po wsze czasy!
- Lepiej nie. - Skrzywił się starszy z dzieciaków, odpychając ręką kolegę, aby przypadkiem nie dostrzegł wreszcie jego zmieszania. - Tylko by mnie rozpraszał!


Ostatnio zmieniony przez Growlithe dnia 15.09.14 21:34, w całości zmieniany 1 raz



all my wolves, begin to howl
wake me up, the time is now
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.09.14 17:57  •  ... Empty Re: ...
... LOcXg1E
JONATHAN CHARLES WO`OLFE
14 lat.

Skwar zdawał się zabijać wszystkie chęci. Słońce wspięło się po niewidzialnej drabinie na sam środek nieba i sięgało promieniami ku każdemu, kto tylko ośmielił się wychylić głowę z chłodnego mieszkania. Choć był to środek lata, gdzie każdy powinien oddać się w wir zabaw i śmiechu, większość mieszkańców miasta wolała schronić się w budynkach, niźli - jak grupka dzieciaków - siedzieć w parku.
- Nudno trochę - mruknął marudnie Spike, zgniatając puszkę po coli, jakby to była wyjątkowo rozmiękła plastelina. Wszyscy zgodzili się z nim szybkimi potaknięciami. Rozłożyste drzewo rzucało na nich słaby cień. Leżeli w niewielkich odstępach na trawie, jeden obok drugiego, bark przy barku. Zero wtulona w ramię Gareta, Francesca ze swym niewątpliwie uroczym uśmiechem wpatrzona w bezchmurne niebo, Colin, który za wszelką cenę próbował udowodnić jakąś mało zrozumiałą dla Angeliki teorię z fizyki.
- CHOLERA! - warknął nagle książę, podnosząc się do siadu tak prędko, że prawie zrobił przewrót w przód. Reszta spojrzała na niego jak na idiotę. - Dziewczyna chce mnie rzucić! - dodał zaraz, kierując wyświetlacz wprost w twarz Levi'ego.
- Co powiedziała? - zagadnęła zaciekawiona Hime, unosząc brwi w rozbawieniu.
- Dała mu wybór - sprostował Garet, czytając wiadomość.
- Dokładnie! - obruszył się blondyn, odsuwając telefon od przyjaciela.
- Jaki? - drążyła dziewczyna.
- Albo ona, albo wy.
- Oh - westchnęła. - To co teraz?
- Będę za nią czasami tęsknił.
Książę wzruszył barkami, a Spike zaśmiał się, podrywając do siadu. Zamaszystym ruchem klepnął blondyna między łopatkami, aż telefon wypadł mu z zadbanych rąk.
- Cholera, stary! - syknął Książę, podnosząc wściekłe, niebieskie spojrzenie wprost w kwadratową szczękę przyjaciela. - Rozwalisz mi telefon!
- To jeszcze nic - wtrąciła się nagle Angelina i usiadła. - Ja mam podobny problem, lol. Kojarzycie tego tam... co z nim ostatnio pisałam, co nie?
- Którym? - zapytał Garet z wyraźną wątpliwością.
Nic dziwnego. Angelina potrafiła zarywać wszystkich chłopaków w szkole i trzy ciężarówki na parkingu, w ogóle nie myśląc o konsekwencjach.
- No! Tym takim! - burknęła blondynka, wydymając czerwone jak wiśnie wargi. Spojrzała na Jonathana, który wsparł się na łokciu. - No! - dodała, najwidoczniej oczekując od niego pomocy.
- Faktycznie. Określiłaś to wyczerpująco - zauważył Colin. Jego okulary w okrągłych oprawkach ponownie zostały wsunięte na nos za pomocą smukłego palca.
- Nieważne! Napisał mi smsa! - Włączyła wiadomość i pokazała go Jace'owi, który znajdował się najbliżej. - Widzisz?
- Chwilowo nic nie widzę. Możesz odsunąć ekran na odległość przynajmniej centymetra? - Nagle uniósł brwi i przeczytał: „Ile warzysz?” To wydawało się śmieszne. - Jak można popełnić taki błąd?
- No właśnie! - pisnęła Anglina, a na jej twarzy pojawił się najprawdziwszy grymas wściekłości, na jaki tylko prawdziwą Angelinę było stać. - O takie rzeczy nie powinno się pytać! To zbyt osobiste! I co ja mam mu niby odpisać?
- Że pięć tygodni i piwo jest gotowe?
Jace mruknął, gdy Angelina uderzyła go w ramię.
- Ej, ej! - odezwała się nagle Francesca. - Pamiętacie?
Wszyscy spojrzeli na nią (Garet i Game szczególnie na jej nogi, gdy krótka spódniczka zafalowała, w czasie podnoszenia się i odwracania się do nich przodem). Będąc w centrum uwagi zerwała z Angeliny czerwony sweter i zawiązała sobie jego rękawy na szyi, co spowodowało u każdego tę samą reakcję: podniesienie brwi. Franky wtem zadarła pięść ku górze i stanęła w rozkroku.
- Gdy byliśmy mali! Kojarzycie to? - zapytała hardo, choć oczy przyjaciół wpatrywały się w nią, powodując tę delikatną igiełkę niepewności. Może znów się zbytnio wygłupiła? - Bawiliśmy się w superbohaterów! Było gorąco, jak dziś, ale my na to nie zwracaliśmy uwagi!
- Ale ten czerwony... - westchnęła cichutko Zero, zerkając niepewnie na szatynkę. - Zawsze kojarzył mi się z krwią. Krew jest zła. Ta zabawa była zła. Musiała być.
Francesca Gravers odpowiedziała jej uśmiechem. Uniosła kąciki ust dokładnie tak, by jej twarzy rozpromieniła się bardziej niż znajdujące się wysoko na niebie słońce. Jej ręka opadła i wskazała palcem na Riouth.
- Czerwień to barwa bohaterów!

PISZE SIĘ.




all my wolves, begin to howl
wake me up, the time is now
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.06.18 13:21  •  ... Empty Re: ...
JONATHAN CHARLES O'HARLEYH
15 lat.

Szatyn wybuchnął śmiechem, łapiąc się za brzuch.
- Co ty gadasz? - Ledwo wysapał, przykładając rękę do wyszczerzonych ust. - Lizz by tego nie zrobiła!
Spike warknął, uderzając otwartą dłonią o blat stołu. Wszystkie naczynia podskoczyły, trzęsąc się w szklanym akompaniamencie.
- Twierdzisz, że kłamię? - wycedził przez zaciśnięte zęby, zwiajając potężną, jak na jedenastolatka, dłoń w pięść. - Że blefuję?
Garet otarł palcem niewidzialną łzę z kącika oka i nadal z szerokim uśmiechem machnął lekceważąco nadgarstkiem.
- Że dramatyzujesz – poprawił kolegę, opierając się nonszalancko o ścianę. Spojrzał wtedy prosto w zaczerwienione od płaczu oczy wyższego o dwie głowy Spike'a i przywołał na twarz mniej bezczelne rozbawienie. Z trudem. - Lizz to mała dziewczynka, wiesz? Jak mogłaby zabić Rike'a? Nabijacie się ze mnie. To wszystko.
Spike zatrząsł się, z zimną furią wbijając wzrok w siedzącego na parapecie chłopaka o burzy jasnych włosów i w brudnej od ziemi koszuli. Chwilę przyglądał się tylko jego kłom zaciśniętym na lśniącej powierzchni lizaka, aż w końcu zęby przegryzły z trzaskiem cukierka i albinos wreszcie zabrał głos:
- Garet – zwrócił się do szatyna, odwracając głowę i zerkając przez ramię na ciemniejące niebo. - Kojarzysz starą fabrykę?
Garet zmarszczył lekko brwi.
- Jasne.
- Byliśmy tam. Spike i ja. Spike wziął Rike'a. Zostawiliśmy go przed budynkiem, przywiązanego do płotu. Wiesz, co jest za fabryką?
- Górki – mruknął Gravers, unosząc lekko brew. - Co z tego? Stale tam chodzimy.
- Racja. Stale chodzimy na górki. - Głowa opadła i uniosła się w mechanicznym przytaknięciu. Na zewnątrz zmierzchało; słońce już niemal całe schowało się za horyzontem. Zdawało się, że to kwestia sekund, jak wszystko zgaśnie. - A ile razy byłeś w fabryce?
Garet prychnął rozjuszony, ściągając usta w rozdrażnionym geście.
- Żartujesz sobie? Nikt nie wchodzi do fabryki! W środku jest niebezpiecznie.
Gdy zapadła przedłużająca się cisza, Gravers w końcu odchrząknął, przyglądając się tylko, jak Jace wyciąga spomiędzy zębów pusty patyczek po lizaku.
- Była tam.
Powieki Gareta drgnęły, nim nie nałożył na twarz maski pewności siebie.
- Że niby Lizz była w fabryce? W tej ruderze? Żadna dziewczynka tam nie chodzi, wiesz. Boją się. Jak to dziewczyny.
Jace podniósł dłoń i spuścił na nią wzrok. Palce rozcapierzyły się jak szpony harpi, nim nie stulił ich w pięść.
- Na górze jest mnóstwo gruzu. Całe tony tego, co zostało z sufitu trzeciego piętra. Niektóre części były wielkości mojej ręki. Niektóre ręki Spike'a.
Spike uniósł pięść, zaciskając przy tym usta tak mocno, że wargi zniknęły. Widocznie chciał powstrzymać ich drżenie.
Jace odłożył patyczek na parapet i otworzył dłoń. Obie ręce uniósł i oddalił od siebie o dziesięć centymetrów.
- Były też takie. - Rozsunął je, zwiększając odległość do piętnastu. - Albo takie. Oczywiście, były bardzo ciężkie.
- Z pewnością – syknął Garet. - Do czego brniesz?
- Że ciężkie, ale nie niemożliwe do przesunięcia. To kwestia chwili, by przesunąć je na skraj podłogi. Potem sekunda, by pchnąć. Zaczęło się od mniejszych. Rzucała w psa kamieniami z nienawiści. Piszczał, więc biegliśmy, by sprawdzić, co się dzieje. Ale zareagowaliśmy za późno. Nie zdążyliśmy, tak wyszło. Słyszałeś kiedyś trzask miażdżonej czaszki?
Gravers drgnął.
- Oczywiście, że nie! - warknął, wbijając wzrok w przyjaciela, który znów odwrócił wzrok, na całkowicie czarne niebo.
- My tak.



all my wolves, begin to howl
wake me up, the time is now
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  ... Empty Re: ...
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach