Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Nathair on 30/5/2014, 23:18
Pokój nr 144 - Page 2 E1Sr0Pc

Dla kogoś z zewnątrz mogło wydawać się naprawdę dziwne, że skrzydlatemu tak ciężko przychodzą podstawowe trzy słowa dobrego wychowania. Przecież był aniołem. Skupiskiem wszelakich cnót i dobra. No cóż, na całe szczęście coraz mnie osób karmiło się fałszywymi obrazami aniołów i ich stereotypami. Bo Nathair, bądź co bądź, był daleki od takiego wizerunku. Mniej więcej. I mu naprawdę ciężko przeszło przez gardło takie słowo jak „dziękuję”, chociaż płynęło wprost z jego serca.
Zamarł słysząc słowa wymordowanego. Po chwili jednego odwrócił się gwałtownie w jego stronę a na jego twarzy malowało się wpierw zaskoczenie, aż wreszcie jakby wszystko z niego uleciało i zostawiło po sobie błogą ulgę. Usta anioła delikatnie drgnęły, wykrzywiając się w lekkim uśmiechu, a wzrok powędrował gdzieś po ziemi, uciekając od Ailena. Jego dolna warga nieco drgnęła, a w oczach zalśniły łzy. Teraz zdecydowanie inne. Bo wynikającej z niesamowitej ulgi, jaką odczul Nathair, że jednak nie zabił. Orientując się, co się z nim dzieje, momentalnie odwrócił się tyłem do chłopaka, nie chcąc pokazywać przed nim swych słabości. Uniósł dłoń i wierzchem dłoni przetarła oczy, śmiejąc się cicho.
- Ach tak... – wymamrotał cicho, mimo że miał ochotę krzyczeć z radości. Czyli nie zabił. Jego dłonie nie były pokryte krwią niewinnej istoty, a to wszystko było jedynie jakimś przeklętym koszmarem. Jego wdzięczność do chłopaka była jeszcze większa. Nie ukrywajmy, miał u Ailena spory  dług do spłacenia. I może kiedyś uda mu się to zrobić, może niekoniecznie odwdzięczając się tym samym, aczkolwiek zrobi dla niego równie wiele. Zresztą i tak jeszcze przed tym wydarzeniem Kurt był mimo wszystko w pewien sposób ważny dla Nathaira, aczkolwiek po tym, co zrobił wzrósł w jego oczach.
Chcąc uniknąć kolejnego upokorzenia, anioł postanowił skupić się na zupełnie czymś innym, a tym samym zmieniając temat. Ostatnią rzeczą, o której rozmawiali było umeblowanie, toteż chłopak szybko pokonał dzielącą go odległość od szafy i niemal natychmiastowo do niej doskoczył.
- No to mają już trochę, co nie? – rzucił starając się przybrać swój codzienny, nieco zadziorny ton i zaczął klepać drzwi od szafy. Mimo, że szafy sięgały niemal samego sufitu, to i tak była mała szpara między meblem a sufitem. Na tyle szeroka, by móc coś tam schować. Pod wpływem drgań wywołanych klepaniem, ze starego mebla zsunęło się coś, co z pozoru wyglądało jak jakaś nieszczęsna książka, która już swoje w życiu przeszła. Zleciała wprost na różowy łeb, odbiła się od niego aż wreszcie wylądowała pod stopami anioła. Nathair jęknął cicho, od razu masując czubek różowej łepetyny, spoglądając ze złością na przedmiot, który śmiał go zaatakować. Przykucnął przy nim i podniósł do rąk, uprzednio dmuchając w niego, by wyzbyć się kłębów kurzu, które to zapewne zbierały się na przedmiocie przez lata.
- A co to…. Pft. BUACHACHACHACHA! – Nathair parsknął głośnym śmiechem już po otworzeniu pierwszej strony. Jak się okazało to, co miał w swoich dłoniach wcale nie było jakąś starą książką a albumem ze zdjęciami. I zgadnijcie kto był ich głównym bohaterem. Nathair z uśmiechem przeglądał zdjęcia, dosyć szybko, korzystając z ewentualnego przytłumienia i sennego nastroju Ailena. Jeżeli ten jednak już się jakoś zebrał w sobie i postanowił odebrać mu album, to anioł zastosował najstarszą na świecie metodę powstrzymywania mniejszych od siebie. Po prostu wstał i wyciągnął ręce mocno ku górze tak, by ciemnowłosy nie sięgnął albumu.
- Ale byłeś przesłodki jako dziecko! W sumie… nic się nie zmieniłeś. Nadal malutkie i urocze dzieciątko z Ciebie! – rzucił kąśliwie posyłając mu złośliwe spojrzenie. Jednakże w pewnym momencie złośliwość zaczynała mu powoli spływać z twarzy, gdyż zaczynało docierać do niego, że są to zdjęcia za czasów, kiedy żył. Zerknął na Ailena, przyglądając się przez chwilę jego aparycji. W sumie musiał być naprawdę młody. Dzieckiem, w zasadzie.
- Hej, Ailen, w zasadzie to jak umarłeś? – zapytał cicho, bynajmniej nie mając już na celu nabijania się z niego, a kierowany jedynie ciekawością.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Gość on 31/5/2014, 15:05
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG To, że był senny i całkowicie wypompowany z energii, nie oznaczało, że nie ogarniał co się wokół niego działo. Faktycznie, wszystkie impulsy z otoczenia zdawały się docierać do niego z nieco opóźnionym zapłonem, jednak musiałby być bardziej otumaniony, aby nie wiedzieć, jak czuł się w tamtej chwili Nathair. Ailen był potworem. Lata spędzone w Desperacji zmieniły go w maszynę, która bez mrugnięcia okiem potrafiła zabić drugą istotę, jeśli tylko uznałaby takie rozwiązanie za słuszne. Mimo wszystko nie był całkowicie wypruty z uczuć i dawał radę porwać się na jakąś empatię. Szczególnie względem Różowego, bo jego rozumiał nawet podwójnie. Pierwszy fakt, który mu to umożliwiał, był oczywiście ich skomplikowaną znajomością, która chociaż była negatywna, to jednak pozytywna. Poza tym, Kurt obracał się w towarzystwie wielu aniołów i doskonale wiedział jakimi wartościami się kierują. Są dobre do szpiku kości, choć mogą wyglądać i czasami zachowywać się jak kompletne dupki. Ich głównym celem, a nawet sensem istnienia była pomoc ludziom, więc nic dziwnego, że śmierć najniewinniejszej jednostki mogła Nathairem wstrząsnąć. Ailen widział jego łzy. Zresztą po ostatnim dniu, to nie była żadna nowość. Tak czy siak znów postanowił porwać się na odrobinę taktu i nie komentować sposobu w jaki skrzydlaty pokazał swoją ulgę. Mimo wszystko Kot uśmiechnął się pod nosem, gdy Różowy się do niego odwrócił. W gruncie rzeczy mają całkiem podobne metody na ukrywanie wstydliwych emocji.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylGMożliwe. Pewnie ponad setkę, choć dokładnie nie wiem. Nie mieszkam w tym pokoju od początku mojej pieskiej kariery. Zgarnąłem ten pokój, bo poprzedni lokator zmarł. – powiedział beznamiętnie, jakby coś takiego było rzeczą normalną. W sumie.. dla niego było. To może się wydawać okrutne, że śmierć przestała być dla niego czymś strasznym i smutnym, a stała się zwyczajną normalnością. Codziennie ktoś ginął, a Kurt zdawał sobie z tego sprawę. Nieważne w jakim stylu się ginęło, czy w sposób heroiczny na polu bitwy, czy poprzez zakrztuszenie łyżeczką od herbaty, i tak kościotrup w czarnej szacie nie jest dla nikogo łaskawszy. Nie ma Cię i już. Nie ma sensu rozpamiętywać tego na dłuższą metę, choć istotnie, kiedyś nawet Kotu zdarzyło się popaść w histerię, gdy jednej z jego ukochanych osób zabrakło. Mimo wszystko nie czuł się w obowiązku nanosić smętną atmosferę, gdy wspominał o jakimś przypadkowym Psie, którego najpewniej nawet nie znał. Ailen w końcu odgarnął koc na bok, stanął obok materaca na dwóch równych nogach i przeciągnął się z sennym pomrukiem, niemalże od razu zaczynając tęsknić za miękką poduszką. Zaraz jednak trochę bardziej się rozbudził i natychmiastowo przeniósł uważne spojrzenie w stronę Nathaira, któremu coś spadło na łeb.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylGKretyn. – skomentował krótko, zmieniając swój wzrok z przejętego na bardziej pobłażliwy. – Nic Ci nie jest? Co w ogóle na Ciebie spad…- - urwał, a jego oczy natychmiast rozszerzyły się w niemym zdziwieniu. Kompletnie zapomniał o tym albumie. Nie bez powodu umieścił go tak wysoko. Nie chciał, aby księga wpadła w ręce jakiejś nieproszonej osobie, wliczając w to samego siebie. Uważał, że lepiej odciąć się od przeszłości, ponieważ choć wspominał ją całkiem dobrze, to jednak była krzywdząca. Momentalnie się rozbudził i wykonał jeden zgrabny skok przez cały pokój, lądując idealnie przed Nathairem. Przeniósł na niego nieco zagniewane spojrzenie, jednak nie gimnastykował się jakoś bardzo, aby mu odebrać nową zabawkę. Po prostu zadał łeb do góry, skrzyżował ręce na piersi i patrzył na niego spokojnym, acz niebezpiecznie chłodnym wzrokiem.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Długo zamierzasz to jeszcze oglądać? – zapytał, marszcząc nos na uwagę o „słodkim dzieciątku”. Album był bardzo stary. Okładka wyblakła i niesamowicie obdarta. Ząb czasu nie był dla niej łaskawy i całkiem mocno ją pokąsał, jednak zdjęcia, które znajdywały się w środku, były w całkiem dobrym stanie. W zasadzie wszystkie były znakomicie zachowane, a szczegóły na twarzach bohaterów cały czas widoczne. Pierwsza strona była poświęcona szczenięcym latom Kurta. Nathair mógłby się zdziwić, że Ai może wyglądać jeszcze młodziej, jednak na pierwszym zdjęciu miał maksymalnie ze trzy lata. Rozkoszny uśmieszek od ucha do ucha, prezentujący rządek cwaniacko wyszczerzonych ząbków, miał tylko odwrócić uwagę fotografa od jednego znaczącego faktu, a mianowicie ubabranych w farbie rączek i zdewastowanej, białej pościeli. Już na wstępie można było się domyśleć, że Kurt był bardzo żywiołowym dzieckiem, które mogło sprawiać problemy swoimi wymyślnymi zabawami. Następne fotografie były w podobnym stylu. Czarnowłosy szkrab rozrabiający w kuchni, na podwórku.. a nawet w toalecie, trzymając w jednej łapce patyk z linką. Tak. Wędkowanie w muszli klozetowej było debilnym zajęciem, ale wyszczerzony pyszczek malucha śmiał temu zaprzeczać. Im więcej zdjęć, tym Ailen stawał się starszy. Jedno zdjęcie przedstawiało jego urodziny. Sądząc po ilości świeczek na torcie mógł mieć siedem lat. Na fotografii znajdywał się nie tylko Ailen, który łakomie pożerał wzrokiem swoje urodzinowe ciasto – słabość do jedzenia miał już w najmłodszych latach – ale też garstka innych dzieciaków i jedna dorosła osoba, która kroiła tort. Była nią kobieta o kruczoczarnych, kręconych włosach, sięgających prawie do szczupłej talii. Figurę miała nienaganną, acz styl ubierania raczej skromny i niezbyt ładny. Akcja działa się grubo ponad sto lat temu, jednak nawet jak na te standardy jej odzienie było mocno przestarzałe. Buzię miała ładną. Po prostu. Nie była żadną boginią, jednak wzroku nie wypalała. Wąskie usta, mały nos, łagodne, ciemne ślepia, skryte pod okularami. Mama Ailena nie była do niego szczególnie podobna. Poza kolorem oczu, kształtem szczęki i tym samym uśmiechem, nie mieli po sobie nic. Widniała na jeszcze kilku fotografiach, acz nie było ich wiele z racji tego, że najprawdopodobniej to ona była autorem większości zdjęć. Dalej ponownie przewijał się Kurt. Tym razem już bardziej podobny do swojej aktualnej wersji. Dwunastolatek, trzynastolatek, czternastolatek. Grał w piłkę. I to nie byle jak.. na zawodach. Co kilka stron przewijały się obrazki z jego spotkań piłkarskich, a także jedno, gdzie chłopcy trzymają w ręku zdobyty puchar. Nie trudno się domyślić, że Ailen był najniższy w całej drużynie, jednak nie wyglądało na to, aby czuł się przez to jakoś szczególnie gorszy. Na prawie wszystkich zdjęciach Chart był uśmiechnięty, choć trzeba mu przyznać, że z biegiem lat jego uroczy, niewinny wyszczerz nabrał tej nutki szczeniackiej złośliwości. Mimo wszystko to przykre, że nawet ten uśmiech typowego nastolatka, nie zachował się w prawie żadnym procencie na jego twarzy. Nie śmiał się tak często, a jak już, to robił to w zdecydowanie inny sposób. Zupełnie tak, jakby pewne rzeczy cieszyły go znacznie mniej. Zdjęcie, które nie było dopięte do stron, tylko zostało luźno włożone pomiędzy kartki przedstawiało wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę w garniturze, o postawie ważnego biznesmena. Ubierał się na elegancką modę amerykańską, jednak nie to zasługiwało na zwrócenie uwagi. Był po prostu starszą wersją Kurta. Kształt oczu ten sam, usta, nos, fryzura… nawet sposób w jaki stał był wręcz identyczny. Gdyby Ailen nie został Wymordowanym, z pewnością wyglądałby dokładnie tak, jak jego ojciec. Nathair miałby wtedy nieźle przerąbane, bo facet miał grubo ponad metr osiemdziesiąt. Tak czy siak to jedyne zdjęcie, które go przedstawia. Na żadnym innym nie występuje, a i tak ta fotografia nie jest taka wesoła czy urocza jak poprzednie, więc zdaje się tym bardziej nie pasować do całego albumu. Mężczyzna patrzy zimno w obiektyw aparatu, zdając się niemo zaprzeczać konieczności uwieczniania jego podobizny.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG „W zasadzie to jak umarłeś?”
Pokój nr 144 - Page 2 GbylGHuh? Czyżbyś w końcu zdał sobie sprawę, że rozmawiasz z trupem? - Uniósł jedną brew do góry, będąc niekoniecznie zadowolonym z tematu, który podniósł anioł. Nie lubił o tym mówić, jednak nie widział sensu, aby ukrywać prawdy. Może ona sama zniechęci Nathaira do dalszych pytań? W końcu kto śmiałby skrzywdzić takiego drobnego dzieciaka, jakim był Ailen? Z jakiego powodu mieliby odbierać mu życie? – Poderżnęli mi gardło.

avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Nathair on 31/5/2014, 21:45
Oczywistym było, że Nathair w żadnym wypadku nie przestraszył się chłodnego spojrzenia Ailena. Nawet jakby ten zaczął mu tutaj prychać i syczeć na niego to i tak nic by sobie z tego nie robił. Prawdą było to, że nie każdego dnia w łapy wpada taki skarb jak album ze zdjęciami. I Nathair nie zamierzał tego przepuścić. Wyciągnął rękę i poczochrał niższego chłopaka w uspokajającym geście, po czym klapnął sobie na tyłek przy szafie i zaczął przeglądać zdjęcia. Mały Kurt był naprawdę uroczym brzdącem. Jednakże na zdjęciach było jeszcze coś innego, czego do tej pory nie widział u ciemnowłosego. Emocji i radości, która emanowała ze zdjęć. Aż ciężko było uwierzyć, że to pochodzi od chłopaka. W sumie… był wymordowanym. Osobą, która już raz umarła i która przeżyła w swoim życiu wiele przykrych rzeczy. Pewnie z tego wynikało aktualne usposobienie chłopaka i nastawienie do życia.
Uśmiechnął się widząc kolejne zdjęcie, które z pewnością pochodziło z urodzin Ailena. Przeniósł wzrok na kobietę, zapewne matkę. Musiał przyznać, że na swój sposób była ładna. Nie kpił ani też się nie naśmiewał. Przez cały czas w milczeniu i z pewnego rodzaju delikatnością malującą się na jego twarzy kartkował kolejne strony albumu tak, by przypadkiem go nie zniszczyć. Na moment zatrzymał się przy zdjęciu mężczyzny. A raczej starszej wersji samego Kurta. Uniósł głowę spoglądając w pytającym geście na chłopaka, chociaż głośno nie musiał zadawać pytania. Bo już się domyślał kim był owy osobnik. Ojciec Ailena. Byli podobni do siebie praktycznie niczym dwie krople wody. Chociaż, pomimo charakterku wymordowanego to wyraz twarzy jego ojca zdecydowanie był surowszy i chłodniejszy. I mniej przyjemny do oglądania.
W końcu skończył oglądać album delikatnie go zamykając. Podniósł się z ziemi i spojrzał na chłopaka. Zaskakujące jak wiele można się dowiedzieć o kimś, wnioskując z zaledwie paru zdjęć. Nathair nigdy nie przypuszczałby, że Ailen był wesołym i roześmianym dzieckiem, które lubiło psocić. Albo łowić wyimaginowane ryby z klozetu. Ani też, że tak ochoczo grał w piłkę. W sumie ciekawe, czy nadal potrafił. I to lubił.
Jego wzrok skupił się na szyi chłopaka. Czyli tak właśnie zakończył swój żywot. Nathair nie wiedział jak to jest umierać. Co umierający wtedy myśli, co czuje i czy bardzo boli. Nigdy też nie miał okazji nikogo o to zapytać. Znaczy się, owszem, przebywał w gronie różnych wymordowanych, aczkolwiek jakoś niespecjalnie czuł, że może zadać takie, być może, bolesne pytanie. Teraz jednak poczuł taką wewnętrzną potrzebę. Być może wiązało się to poniekąd z faktem, że zdanie Nathaira o Kurcie uległo pewnej zmianie. No i przede wszystkim chciał wiedzieć o nim zdecydowanie więcej niż to, że biegał szybko, służył Ryanowi, pałętał się pod nogami i był upierdliwym, małym gnojkiem.
- Dlaczego? – zapytał wyciągając rękę i opuszkami przesunął po jego gardle. Może nie był zbyt taktowny w tym momencie, ale chciał wiedzieć. Dlaczego ktoś zabił go w tak młodym wieku, przecież wyglądał na naprawdę szczęśliwego i bynajmniej niegroźnego dzieciaka. Złapał go za dłoń i pociągnął na ziemię, samemu siadając i opierając się plecami o szafę i chcąc, by Ailen usiadł obok niego. Spojrzał na poniszczoną okładkę albumu z dziwnym, zamyślonym wzrokiem.
- Opowiedz. – dodał po chwili. W jego głosie nie było ani krzty kpiny czy śmiechu. Po prostu zwykły ton, sugerujący otwarcie normalnej rozmowy między nimi. A co nie zdarza się przecież codziennie, gdy na siebie trafiają. I być może taka okazja jeszcze długo się nie pojawi.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Gość on 1/6/2014, 02:03
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Cała ta sytuacja mocno go irytowała. Naprawdę nie chciał, aby ktokolwiek zaglądał w jego przeszłość. Sam starał się o niej nie myśleć. Co prawda nie przyprawiała go ona o tsunami łez, ale po prostu nie był z niej jakoś szczególnie dumny. To nie jest coś, co warto wspominać. Dlatego nie cieszyła go opcja przymusowego uczestnictwa w otwieraniu drzwi do jego historii. Już nie chodzi o sam fakt, że Nathair może wyśmiać jego urocze zdjęcia, kiedy to wesoło łowił sobie ryby w muszli klozetowej, albo babrał sobie łapy w farbie. Po prostu Kot wiedział, że go to wszystko zainteresuje – wszak zmienił się od tamtego momentu i to nie tylko aparycją, a także mentalnie. Zdawał sobie też sprawę z tego, że wraz z zainteresowaniem i ciekawością przyjdą pytania, a na nie zdecydowanie nie chciał udziela szczegółowych odpowiedzi. Trzepnął Nathaira po łapach, gdy ten tylko spróbował porwać się na tak irytujący gest, jakim było tarmoszenie po głowie. Nie czuł się takim znowu gówniarzem, żeby pozwalać innym na ów upokarzające zachowania. Obserwował go cały czas, niemal przebijając go rozgniewanym spojrzeniem, który aż krzyczał: Kurewko mi się to nie podoba. Przestań. Mimo wszystko nie ruszył się z miejsca, tylko dalej stał, przypatrując się aniołowi, teraz już z góry. Z racji tego, iż nie odrywał od niego wzroku, widział pytające spojrzenie Różowego i choć nie zadał on pytania na głos, Kot i tak poczuł potrzebę oddania komentarza.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Naprawdę to dla Ciebie taka wielka atrakcja? – wysyczał, nieprzyjemnie modelując swój głos. Wyglądał na naprawdę zagniewanego, a fakt, że nie porwał się na anioła od razu z pięściami, mógł tylko dobitniej świadczyć o tym, że traktuje tę sytuację nieco poważniej. Irytował się i to mocno, jednak gówniarskie bójki jego zdaniem by nie pomogły. – Odłóż ten album i nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy. Moje życie ma Cię nie interesować. – warknął zimno, a ton jego głosu mógł przypominać nóż, który bezlitośnie wbijał się w ciało ofiary. Nie pomagał też fakt, że Ailen był dodatkowo niewyspany i cholernie zmęczony. Może drażnienie go w takim stanie nie było dobrym pomysłem? Szczególnie, że w ciągu tych parunastu godzin wiele dla Nathaira zrobił. Teraz tak mu się odwdzięcza? Bezczelnym grzebaniem w jego rzeczach i – co za tym idzie – przeszłości?
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Niemal natychmiast uderzył jego rękę, nie pozwalając się dotknąć. Tym samym poczynił krok do tyłu, aby nie dać się zaciągnąć do pozycji siedzącej. Nie zamierzał potulnie sobie obok niego przysiąść, bo to by było równoznaczne z zaakceptowaniem takiego obiegu spraw. Czego Nathair oczekiwał? Że nagle Kurt się rozweseli i zacznie z uśmiechem dzielić się swoimi wspomnieniami? Jego życie było koszmarem, a te zdjęcia tylko mu o tym przypominały, więc o przyjaznym nastawieniu wymordowanego, Kurczak mógł sobie tylko pomarzyć.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG - Bo co? Nagle stałem się interesujący? – zapytał warkliwym tonem, wciskając ręce do kieszeni bluzy. – Nie chcę się z Tobą dzielić moją przeszłością, bo była chujowa. Zresztą sam sobie możesz to wywnioskować; wszyscy ludzie, którzy widnieją na tych zdjęciach już nie żyją. – powiedział ostro, mrużąc nieznacznie oczy. No tak. Jego wszyscy koledzy, którzy pokazali się wówczas na siódmych urodzinach Kota, dawno gniją dwa metry pod ziemią. Nawet jego uśmiechnięta mama dawno była niczym innym, jak kimś całkowicie zapomnianym. Kurt nie zdziwiłby się, gdyby nie miała nawet własnego miejsca na cmentarzu. – Ale skoro tak bardzo chcesz znowu wplątać się w tematy o dzieciobójstwie, to proszę bardzo. – Syknął. To był już cios poniżej pasa, jednak w tej chwili Ailen nie dbał o takt. Podszedł do Nathaira i przykucnął. Przewertował kilka kartek i wyjął jedno zdjęcie, które przedstawiało jego mamę. – Ta kobieta truła mnie krwią wymordowanych przez ponad połowę mojego życia. Była naukowcem, więc S.SPEC w końcu musiało się zorientować co jest grane. Zabili ją, a mnie uznali za niebezpiecznego, więc podali jakieś narkotyki i wypierdolili za mury. – wstał i rozłożył ręce w geście zaprezentowania się. – Wyglądam jak dzieciak. Wtedy nim faktycznie byłem, więc chyba nie trudno się domyślić, jak łatwym byłem łupem, co? Wymordowani w większej mierze nad sobą nie panują i zabijają po to, żeby zabić. Moja śmierć była w gruncie rzeczy bez sensu, choć i tak pewnie nie spotkałoby mnie nic innego. – skończył i przeniósł beznamiętne spojrzenie w stronę Nathaira. – Chcesz więcej historyjek? Może mam Ci wyznać więcej szczegółów? Mam pierdolone 144 lata. To co widzisz w tym albumie obejmuje niecałe 15. To cholernie mało „szczęśliwego” życia.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Nathair on 2/6/2014, 14:52
Właściwie to spodziewał się, że Ailen się zdenerwuje. Nie, inaczej. Zakładał taką możliwość, aczkolwiek nie przypuszczał, że wkurwi się aż tak bardzo. Przecież jedynie zapytał, mógł najzwyczajniej w świecie go zignorować i nie odpowiedzieć. Przyglądał mu się w milczeniu przypuszczając, że to nie będzie zbytnio odpowiedni moment, by się odezwał. Na jakikolwiek temat. Spróbował zignorować jego słowa odnośnie dzieciobójstwa, bo zabolało. Tłumaczył to jednak aktualnym stanem emocjonalnym chłopaka, chociaż po tych słowach spuścił na moment wzrok a przez jego twarz przebiegł dziwny grymas.
Wzrok uniósł dopiero w chwili, kiedy Ailen podszedł do niego i przykucnął, zabierając album w poszukiwaniu jakiegoś zdjęcia. Fotografia jego matki a Nathair wewnętrznie zaczął się domyślać, że relacje ciemnowłosego z jego rodzicielka wcale nie przedstawiały się tak kolorowo jak zdjęcie podpowiadało. Wysłuchał w spokoju słów chłopaka a w jego klatce piersiowej coś go ukuło. Było mu najzwyczajniej w świecie żal Kurta. Tego, jak został potraktowany przez kogoś, kogo zapewne kochał całym swoim wtedy maleńkim sercem. Ktoś, komu ufał zdradził go w najgorszy możliwy sposób. A potem został porzucony niczym jakiś śmieć i pozostawiony na pastwę losu, który to też nie okazał się zbytnio łaskawy. Chłopak wycierpiał w sowim życiu wystarczająco, jednakże to nie oznaczało przecież, że tak musi być zawsze. Wręcz przeciwnie. Teraz miał tego życia aż nadto i mogło mu się przydarzyć wiele przyjemnych sytuacji. I mógł spotykać ludzi. Tylko, czy uda się im przedostać przez mury, które Ailen postawił przed sobą? I blizna na serce, która być może nie zasklepiła się do końca.
Nathair wyciągnął dłoń w stronę chłopaka, sprawiając wrażenie, że chce go dotknąć, aczkolwiek palce zawisły na moment w powietrzu, by wreszcie zrezygnowawszy z pierwotnego założenia, wróciła do swojego właściciela. Nathair podniósł się do pozycji kucającej i oparł łokciami o kolana, zadzierając głowę do góry, by móc skonfrontować swoje spojrzenie z ciemnymi oczami Ailena. Właściwie to nie wiedział nawet co mu może powiedzieć w tej kwestii. Nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Pocieszyć? Nie, to było zbyt idiotyczne a i sam Ailen tego z pewnością nie chciał. Nathair nie poczuwał się do tego, że zrobił coś źle, tylko zapytał tak więc i przeprosiny nie wchodziły w grę. Nawet nie wiedział czy może pozwolić sobie na litowanie i użalanie nad losem, który spotkał wymordowanego. Uniósł jedną rękę i przeczesał nią swoje różowe włosy, wzdychając niemal bezdźwięcznie.
- Masz rację, ale jesteś jeszcze bardzo młody. Sporo życia masz przed sobą, chociaż w tym przypadku samo słowo życie nie brzmi zbyt adekwatnie. Ale do czego zmierzam... To może Cię spotkać jeszcze wiele dobrego. Piętnaście lat szczęśliwego życia zostały Ci odebranego dość brutalnie, ale nie powiesz chyba, że od tamtej pory nie spotkało Cie w życiu nic dobrego? Nic, co mogłoby wywołać Twój uśmiech na twarzy. Możesz teraz tego nie przyznać, ale jestem pewien, że możesz przywołać w głowie dobre chwile z życia za murem. I takie jeszcze z pewnością nadejdą. – zamilkł na moment samemu się podnosząc.
- Zresztą, oni wszyscy już nie żyją, ale Ty nagle pałętasz się po ziemi. Czy to nie powód do radości? Jakby na to nie patrzeć, Ty poniekąd żyjesz, a oni nie. – dodał wzruszając przy tym lekko ramionami. W sumie powiedział to co myślał w tym momencie na ten temat. Owszem, to co go spotkało i jak skończył było przykre, ale miał tę przewagę, że mógł czerpać z tego, co otrzymał jak najwięcej a tamci – już nie.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Gość on 4/6/2014, 22:10
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Zdenerwował się, ponieważ przywykł do tego, iż nikt go nie zna. Żadna osoba, czy to w Desperacji, czy to w Mieście-3, nie zaprzątała sobie nim głowy. Był po prostu obojętny dla świata i to mu bardzo pasowało. Owszem, możliwe, że gdyby od samego początku swojego nowego wymordowanego żywota, wpadł w towarzystwo osób, które by się nim interesowały bardziej, niż tylko jako nowym pupilkiem do kolekcji, dzisiaj Kurt mógłby być innym człowiekiem. Może nie ubyłoby mu z pyskatości i gówniarskiego podejścia do innych ludzi, bo to niestety przyszło wraz z jego nastoletnim wiekiem i trzyma się go do teraz, jednak najprawdopodobniej byłby mniej zamknięty w sobie. Nie miał depresji, a nocne wieczory spędzał na wtranżalaniu jedzenia, a nie na płakaniu w kącie, ale po prostu zawsze zachowywał pewien dystans, a już szczególnie przy osobach, które mimo wszystko uważał za mało mu znane. Nathair był kimś wyjątkowym, owszem. Ailen traktował go jak irytującego członka rodziny, któremu codzienne dociśnięcie buta do twarzy jest wręcz obowiązkiem, jednak w gruncie rzeczy nie wiedział o nim zbyt wiele. Nigdy nie rozmawiali, a nawet jeśli, to i tak znają się zdecydowanie zbyt mało, aby Ai umiał się przed aniołem otworzyć. Póki co wystarczała im ta minimalna wiedza na swój temat, ale kiedy tylko przed skrzydlatym otworzyły się drzwi, aby dowiedzieć się czegoś ciekawszego o Kurcie, ten nagle poczuł się w jakiś sposób zagrożony. To była jego przeszłość i nie zamierzał z nikim się nią dzielić. Była tragiczna, choć w gruncie rzeczy całkiem sielankowa, bo nie twierdził, że ma najgorszej w świecie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że choć Los solidnie kopnął go w dupę, to jednak są osoby, które mają bardziej przejebane, niż on. Mimo wszystko przeglądanie tego albumu było rzeczą zakazaną, a gniew Kurta dalej trwał, choć nie przejawiał się w ataku furii, jak to zazwyczaj bywało przy Różowym, lecz w gniewnym spojrzeniu, który tym razem na nieco inny charakter. Nie ma w nim obrzydzenia do samej osoby Nathaira, a raczej to tego, co w danej chwili robi. Zasadnicza i całkiem oczywista różnica.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Samo słowo życie nie brzmi zbyt adekwatnie.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Twój takt jest tak samo bystry, jak mój. Czyli oboje powinni nauczyć się subtelności. Mimo wszystko Kurt nie zareagował na zdanie Nathaira, upierając się przy tej samej grobowo-złej minie, która uczepiła się jego twarzy kilka minut temu. Wydawał się śmiertelnie poważny, co tylko utwierdzało anioła, że ten temat naprawdę był złym wyborem, a nieusłuchanie próśb Kota odnośnie odłożenia albumu było fatalne w skutkach.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylGTu jest ta różnica między Tobą, a mną. Ja nie mam gwarancji na to, że zostało mi sporo życia. Zresztą powinieneś być tego świadomy. W zimie byłem naprawdę bliski śmierci. – powiedział oschle, odnosząc się do okoliczności, kiedy spotkał się po raz ostatni z Nathairem. No tak, ktoś go poturbował, okradł i pozostawił samemu sobie. Gdyby nie ten dupek Ryan i pomoc anioła z pewnością dzisiaj gniłby sobie w tym walonym zaułku, jako kupa nieświeżych zwłok. – W M-3 nie jestem bezpieczny, w Desperacji też nie. Eden… – tutaj na chwilę się zawiesił, jednak szybko wznowił wypowiedź. - … Eden nie jest tylko dla aniołów, a ja nie mogę odlecieć, jeśli coś będzie mi zagrażać. Ucieczki też ostatnio mi nie wychodzą. Nawet nie wiesz jak łatwo jest przestrzelić komuś nogi. – mruknął gorzko, starając się mimo wszystko nie zmieniać wyrazu twarzy, acz chyba było jasne, że miał wiele przykrych epizodów w swoim życiu. – Tak czy siak, nie twierdzę, że mam najgorszej w świecie, ale za to uważam, że pierdolisz głupoty. Szczęśliwe chwile? Jasne, ale ciężko o nich myśleć, kiedy na nowo otwierasz zasklepione rany. Przestań. – rzucił prosto z mostu. Kurt miał taką zaletę, że zawsze mówił to, co czuje, a przynajmniej kiedy coś mu wybitnie nie pasowało. Było mu zimno? Mówił. Był głodny? Informował nawet kilka razy pod rząd. Poczuł się źle w jakiejś rozmowie? Proszą bardzo. Mamy dobitne nawoływania o skończenie tych tortur. Czarnowłosy schylił się po album i wziął go do ręki. – Więcej nie grzeb w mojej przeszłości. - zamknął go, uprzednio niedbale wciskając zdjęcie matki pomiędzy kartki. Przesunął nogą taboret, aby znalazł się tuż pod szafą, z której wypadł. Z gracją na niego wskoczył, wyciągnął ręce z albumem do góry i… nie sięgał. Stanął dodatkowo na palcach jednak mimo wszystko dalej okazywał się zbyt niski. – Kurwa. – szepnął pod nosem, mimo wszystko dalej kombinując ile wlezie. Jeszcze trochę, a z tego taboretu spadnie… swoją drogą wyglądał całkiem zabawnie. Jak takie dziecko, które nie może sięgnąć po pojemnik z ciasteczkami.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Nathair on 8/6/2014, 14:45
Westchnął cicho w milczeniu przyjmując do siebie słowa chłopaka. Co prawda z jedne strony starał się go zrozumieć i jego wybuch złości, z drugiej zaś strony Ailen nie do końca wiedział, co mówi. Nathair niemalże niewidocznie pokręcił głową, odgarniając różowe kosmyki włosów za ucho, przenosząc swoje spojrzenie na niższego chłopaka. Dobrze, nie zamierzał bardziej rozdrapywać jego ran, jeszcze bardziej wnikać w przeszłość wymordowanego. Może i był ciekawy, chciał wiedzieć więcej o Ailena ale nawet i on wiedział, kiedy powinien się zamknąć i przyhamować. Zwłaszcza, że Kurt wyraźnie to podkreślił.
- Mylisz się. – mruknął cicho, bardziej do siebie, rzucając słowo niemalże w eter. Anioły nie były już nietykalne jak za czasów Boga. Były niczym zwyczajni ludzie z dodatkiem skrzydeł i mocy. Tak samo odczuwali emocje i uczucia, można było ich zranić, krwawili a w efekcie końcowym umierali. Mit o nietykalności boskich stworzeń już dawno odszedł w zapomnienie, odstawiony na jakąś nieużywaną i zakurzoną półkę. I chociaż Nathair nigdy nie został aż tak ciężko zraniony, to był świadkiem śmierci anioła. A nawet dwóch. I bynajmniej z trudem nie przyszło pozbycie ich życia. Wręcz przeciwnie. Zaskakująco łatwo, jakby to nie było nic trudnego. Wystarczyło poderżnąć gardło i przebić na wylot.
Przez twarz anioła przemknął dziwny gorzki uśmiech, którego tak naprawdę nie można było nigdzie zakwalifikować. Tak, to był najlepszy moment, żeby się ulotnić. Zabrać swój miecz i zniknąć z pola widzenia Ailena i najlepiej nie pokazywać się przez najbliższe tygodnie. Z zamyślenia wyrwało go krótkie i ciche przekleństwo. Nathair nie omieszkał spojrzeć na siłującego się Kota z szafą i próbą dosięgnięcia samego sufitu. Normalnie zapewne parsknąłby głośnym śmiechem nie szczędząc przy tym złośliwych komentarzy. Aczkolwiek teraz to nie była najlepsza pora. Po krótkim przyglądaniu się staraniom ciemnowłosego, wyciągnął w jego stronę swoją rękę i złapał za ramię, ciągnąc lekko w swoją stronę, niemo nakazując, by zszedł ze stołka. Oczywiście cały czas asekurując go na tyle, by nie zleciał przypadkiem na ziemię.
- Daj. – rzucił jedynie pojedyncze słowo, zabierając przy okazji album z rąk Ailena. Właściwie jeszcze na początku, przez moment rozważał możliwość podkradnięcia mu jednego ze zdjęć. Ot, taka mini broń w ich odwiecznej walce, aczkolwiek teraz doszedł do wniosku, że to nie byłby zbytnio dobry zabieg. Może kiedyś, jak wymordowany ochłonie. Można powiedzieć, że w Nathairze nawet narodziło się poczucie winy, wszakże poniekąd to za jego sprawką tak bardzo spieprzył humor Ailena.
Anioł wskoczył na stołek i stanąwszy na palcach, wsunął głęboko, niemal do samego końca album. Dodatkowe dziesięć centymetrów czasami było naprawdę przydatne, chociaż na gołe oko aż tak wielkiej różnicy nie było. Nathair zeskoczył ze stołka i stanął naprzeciwko Ailena. I w sumie nie wiedział co powiedzieć. Tak, najlepiej byłoby, gdyby zabrał manatki i zrobił niemal angielskie wyjście. Zamiast tego, na pożegnanie wyciągnął swoją rękę i położył na delikatnych włosach chłopaka, głaszcząc go delikatnie i drapiąc za uchem. Ot, niepozorny gest, za którym kryła się chęć w jakimś tam stopniu podniesienia Ailena na duchu. Bo Nathair to dobry anioł.
- Teraz to ja wiszę Ci ciastka. – powiedział uśmiechając się szeroko, chcąc zmienić jakoś temat, chociaż daru do tego nie posiadał. Ani za grosz taktu, no ale cóż. Zabrał rękę i podszedł do stoliku, gdzie znajdował się miecz. Zarzucił go sobie na plecy i skierował w stronę wyjścia, uprzednio spoglądając na Kota i machając mu na pożegnanie.

//zt~



Ostatnio zmieniony przez Nathair dnia 15/9/2016, 23:57, w całości zmieniany 2 razy




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


Nathair





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Gość on 9/6/2014, 18:57
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Ailen faktycznie mógł nie mieć bladego pojęcia co mówi. Znaczy, istotnie, jego przeszłość była jak najbardziej prawdziwa, tak samo jak uczucia, które jej towarzyszyły. Mimo wszystko nie znał historii Nathaira, więc nie wiedział czy faktycznie jego przeszłość była wrzucona do wora z tymi aż nazbyt tragicznymi, bo mogłoby się okazać, że to skrzydlaty miał gorzej przejebane. Z drugiej jednak strony Kurt wiedział co czuje. Doskonale zdawał sobie też sprawę z tego, że jest zdecydowanie łatwiejszym celem, niż ten głupkowaty anioł. Jest niski, mały, słaby, a na dodatek pyskaty. Wszystkie te czynniki mogą byś idealnym pretekstem do tego, aby go po prostu ukatrupić. I to bez żadnych przeszkód. Bieg nigdy nie będzie tak szybki jak lot, a wyszczekany gimnazjalista nigdy nie będzie wart tyle samo co sługa samego Kreatora. Mało kogo obchodzi już Bóg i inne świętości, jednak w przeciwieństwie do Ailena, Nathair posiadał jakąś ogólną zaletę, która mogła przydać się całemu społeczeństwu; pomoc była jego obowiązkiem. Z samej definicji rasy żyje po to, aby pomagać i między innymi wyrywać z objęć śmierci, więc jakieś przeciwwskazania do jego zabić są. A u Ailena? Nic. Kompletnie. Za to znajdzie się kilka dodatkowych powodów, aby urżnąć mu łeb. Hejt społeczeństwa skierowany na Kota, jest zdecydowanie większy, niż ten na Kurczaka.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylG Na mimikę anioła nie zwrócił szczególnej uwagi, gdyż w tym samym momencie walczył z wysokością. Bitwę oczywiście przegrał, a uświadomił sobie to dopiero wtedy, gdy anioł w końcu pociągnął go na dół, czym omal nie przyprawił Ailena o zawał. Tak, tak.. wszyscy wiemy, że jego się nie dotyka. Zasada jest jednak wyszczególniona pewnym małym podpunkcikiem, który mówi, że się go zdecydowanie nigdzie nie ciągnie, a już na pewno nie w akcie pomocy. Zwykłe słowo „zejdź”, „chodź”, „wstań” naprawdę by wystarczyło. Wbrew pozorom nie jest niemowlęciem i takie proste polecenia potrafi wykonywać sam. Pociągnięcie zmusiło go do zeskoczenia ze stołka, a on sam obrzucił Nathaira.. no cóż… wkurzonym spojrzeniem. Mimo wszystko bez słowa podał mu album i z zaciśniętymi wargami obserwował, jak ten radzi sobie z jego niemożliwym do pokonania problemem. Świetnie. Nie dość, że zdążył się już nieźle zdenerwować i poprzypominać sobie przykre czasy, to jeszcze przyszło mu być znowu upokarzanym. Anioł pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy, ale Ai poczuł się po prostu ośmieszony.
Pokój nr 144 - Page 2 GbylGNie pozwalaj sobie!  - warknął, oczywiście odrzucając od siebie rękę Nathaira, mocnym zamachnięciem własnej łapy. Może i lubił pieszczoty, ale zdecydowanie nie w takich okolicznościach. Byłby jeszcze coś powiedział, gdyby nie fakt, że anioł postanowił wreszcie opuścić jego norę. Kot zmrużył gniewnie ślepia, nie żegnając się z nim. Odczekał jeszcze godzinę w swoim domu, oczywiście obowiązkowo dokańczając otwarte ciastka i sam wybył z siedziby, po co on będzie tu robić cały dzień?

{ z.t }

avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Pokój nr 144 - Page 2 Empty Re: Pokój nr 144

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry