Strona 21 z 22 Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22  Next

Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Raptor on 19/11/2017, 00:35
    
Nie, nie, nie, nie – pokręci gwałtownie głową I roześmiał się, chociaż tak naprawdę przecież nie było żadnego powodu do radości.
Zawsze dokonujemy świadomie decyzji. Nieważne, czy robisz to, bo chcesz, czy dlatego, że ktoś cię do tego zmusza. Ostatecznie to ty podejmujesz decyzję. – podniósł się i zaczął kręcić dookoła własnej osi, wciąż zanosząc się głośnym śmiechem.
Zaskakujące jak ludzie próbują usilnie tłumaczyć swoje złe decyzje. Różni się tylko i wyłącznie sytuacja, w której je podejmujesz. Bo gdy ktoś przykłada ci lufę do głowy – nachylił się nad nią, przykładając do jej skroni dwa chłodne palce imitujące broń
To podejmujesz decyzje, których normalnie byś nie rozważała. Ale prawda jest taka, że nikt ostatecznie nie mówi ci, że masz zdradzić przyjaciela i ratować swoje dzieci. Nikt ci nie mówi, że masz poświęcić swoje dzieci, żeby ratować przyjaciela, żeby w ten sposób udowodnić, że jesteś prawdziwa. Równie dobrze możesz wybrać kulkę w łeb i problem zniknie. A przynajmniej dla ciebie. – wyszczerzył się szeroko, wyciągając obie dłonie ku niebu, a w jego oczach pojawił się błysk pełen ekscytacji.
Ludzie są tacy zabawni. Tacy niesamowici! Uwielbiam obserwować ich reakcje, zwłaszcza kiedy się boją. W skrajnych i kryzysowych sytuacjach, bo wtedy wychodzi ich prawdziwa natura. Wiedziałaś, że prawie każdy człowiek jest egoistą? Kochanek zdradza ukochaną, by ratować swoje życie. Brat brata, córka matkę. Ach~ – zamilkł na moment, a na twarzy zawitało coś, co przypominało melancholię i tęsknotę za… właśnie. Za czym?
Ręce wreszcie opadły wzdłuż ciała, chociaż oczy były wbite w niebo. Odległe, niedostępne dla tych, co znajdowali się na ziemi. Poza zasięgiem ich pazurów, pozostając w sferze marzeń.
Naprawdę chciałbym latać. – westchnął ciężko podchodząc do niej I usiadł obok. Przechylił się, po czym opadł ciężko głową na jej kolana, podkulając nieco nogi pod siebie.
Czuję się zmęczony. – westchnął ciężko, zamykając oczy, pozwalając, by mięśnie delikatnie się rozluźniły, poniekąd oddając się w delikatne dłonie anielicy.
Zabierz mnie kiedyś daleko stąd. W odległe miejsce, gdzie jeszcze nikt nie postawił nogi. Chcę takie zobaczyć. Odległe, dalekie, surowe ale piękne. Zabierz mnie.



If you meet the Buddha, kill the Budddha, if you meet your father kill your father, Free of everything you are bound by nothing. Live the life that has been given to you.

Tekst pisany  KURSYWĄ odnosi się do halucynacji Rapture, które widzi tylko i wyłącznie on.
avatar
Raptor

Pitbull     Opętany






GODNOŚĆ :
Rapture

Liczba postów :
196


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Liselotte on 20/11/2017, 23:20
    
- Każdy myśli za siebie i niech tak zostanie - podsumowała cały długi wywód, wzruszając ramionami. Jeśli czegoś naprawdę unikała jako tematyka pierwszej rozmowy, to sprawy moralności. Wychodziła z założenia, że pewne sprawy powinny być poruszane tylko wtedy, kiedy pomiędzy danymi osobami istnieje odpowiedni element zaufania i wiary w to, że każdy szczerze przedstawia swoje zdanie i jest gotów uwierzyć w słowa swojego współkonwersującego. W tej chwili mogli co najwyżej przedstawiać swoje stanowiska, ale dało się wyczuć silną barierę pomiędzy nimi. Nie przenikały się i nie współgrały, ale odbijały się od siebie, odskakując jeszcze dalej. Nie mieli szans dojść do kompromisu, tym bardziej, że każde było silnie przekonane co do własnej racji.
Na pewno nie chciało jej się tego dalej ciągnąć.
Odchyliła się nieco do tyłu, opierając ciężar ciała na wyprostowanych rękach. Zerknęła pobieżnie w stronę tatrii, która właśnie kręciła w powietrzu ósemki z niezmordowaną energią, tak dla niej charakterystyczną. Niesamowite, jak to maleńkie stworzenie zdawało się nigdy nie męczyć, choć niemal nieustannie wymachiwała skrzydełkami, pohukiwała, czy zaczepiała swoją anielską towarzyszkę. Aż uśmiech sam wypływał na twarz, gdy się patrzyło na ten kłębuszek radości, teraz z większej odległości wyglądający jak krążąca w przestrzeni brązowa piłeczka.
- Nie dziwię ci się, latanie jest wspaniałe - odpowiedziała rozmarzonym głosem, nie spuszczając swojej pupilki z oczu. Sama tak rzadko miała okazję polatać... zazwyczaj kiedy już była ku temu okazja, musiała raczej przemieścić się z punktu A do punktu B, najczęściej w pośpiechu i zachowując najwyższą ostrożność, by nie paść ofiarą jakiegoś powietrznego drapieżnika. Latanie dla przyjemności należało do czasów tak odległych, że odważyłaby się nazwać je dzieciństwem. Czasy, kiedy żyła we względnie bezpiecznym Edenie i zawsze miała przy sobie kogoś, kto się nią opiekował. Czasy zanim stała się samodzielna i zdecydowała wziąć życie w swoje ręce zamiast polegać na tym, że kto inny się nią zajmie. Pod tym względem tęskniła za tamtymi latami - były łatwiejsze, mniej stresujące. Znając już jednak inny sposób życia, nie potrafiłaby wrócić do bezwarunkowej beztroski. W osobie, która widziała tak wiele, zawsze zachodzą zmiany - niektóre nieodwracalne.
- Myślisz, że jest jeszcze takie miejsce? Gdzie nikogo jeszcze nigdy nie było? - Zastanowiła się na głos. Nie była ekspertem w sprawie dawnych czasów, ale z tego, co wiedziała, przed apokalipsą ludzie zdążyli odkryć chyba wszystkie zakamarki globu, a nawet wyruszyć w kosmos. Czy to możliwe, żeby jeszcze zostały na świecie takie zakątki, gdzie żaden człowiek nie postawił stopy? Co innego, gdyby patrzeć na to, jak niewielki fragment ziemi był zaludniony obecnie; na pewno było łatwiej o obszary, które od wieków nie zetknęły się z cywilizacją, choć kiedyś mogły być świadkami ludzkiej obecności.
- Możemy kiedyś pójść. Zobaczyć, jak jest tam, daleko, gdzie teraz nikt już nie chodzi. To prawie tak, jakby nikogo tam nigdy nie było.
Dłonie anielicy, jakby działając z własnej woli, opuściły zimny kamień fontanny i wylądowały z przodu, delikatnie, w matczynym geście gładząc włosy wymordowanego. Wciąż patrzyła w górę, choć rozproszone w chmurach światło słoneczne odrobinę raziło w oczy.


:
avatar
Liselotte

Anioł






GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks

Liczba postów :
3991


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Raptor on 24/11/2017, 19:31
    
O dziwo, pomimo jej wątpliwych rozmiarów oraz niezwykle kruchej sylwetki, nie odczuwał kościstych kolan, które wżynały się w jego głowę. Możliwe, że wynikało to z tego, że potrafił zasnąć dosłownie wszędzie. A ostatnie noce w głównej mierze spędzał na kamieniach, układając się w przeróżnych i szalonych pozycjach.
Nie zareagował jakoś szczególnie negatywnie na jej dotyk. Nie przeszkadzał mu, jedynie jego prawe ucho lekko drgnęło, by po chwili spokojnie opaść. Skoro sam wybrał ułożenie się na jej nogach, to jednocześnie dał jej tym samym nieme przyzwolenie, chociaż oczywistym było, że wszystko miało swoje granice. A granice królika były szczególnie nierówne oraz cienkie.
Na pewno są – odpowiedział jej szeroko ziewając, jednocześnie przymykając powieki I wsuwając dłoń pod bluzę, by leniwie drapać się po skórze na brzuchu, czując nierówności w postaci blizn pod paznokciami.
Jeszcze w czasach przed tym całym gównem na Ziemi istniało wiele miejsc, w których nie postawiono ludzkiej stopy. Kiedy to wszystko pierdolnęło, ludzkość zmniejszyła się, skupiając w grupach, by przetrwać. Powinnaś to wiedzieć, ponoć jesteś wiekowym aniołem. – odpowiedział jej spokojnie, możliwe, że nawet nieco znudzonym tonem. Poniekąd utracił chęci na dokuczanie jej, nie odnajdując w jej osobie żadnej rozrywki, której chciał. Była zbyt uległa i zbyt dobra. Nie czuł żadnego dreszczu emocji i ekscytacji, a którymi przecież żywił się każdego dnia. To one były jego napędem, jego życiową esencją. Bez tego nie istniał, tylko popadał w szarą rzeczywistość.
Wszystkie anioły są takie nudne? – burknął nagle, nadymając policzki jak chomik albo co gorsza, małe, niezadowolone dziecko.
Nie ma z tobą żadnej zabawy. Weź zrób coś fajnego. Zabawnego. Zagrajmy w coś. Cokolwiek. Nudzi mi się, panienko. Nudzi, wiesz? Rozumiesz? – uchylił jedną powiekę wpatrując się w nią z dołu bez konkretnego wyrazu na twarzy, oczekując na jakąkolwiek rekcję.



If you meet the Buddha, kill the Budddha, if you meet your father kill your father, Free of everything you are bound by nothing. Live the life that has been given to you.

Tekst pisany  KURSYWĄ odnosi się do halucynacji Rapture, które widzi tylko i wyłącznie on.
avatar
Raptor

Pitbull     Opętany






GODNOŚĆ :
Rapture

Liczba postów :
196


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Liselotte on 28/11/2017, 00:04
    
- To, że jestem stara wcale nie znaczy, że wiem wszystko. Nie miałam zbyt wiele czasu, żeby poznać stary świat. To raczej naturalne, że mam braki - przyznała, przesuwając leniwie dłońmi po śnieżnych kosmykach, tak naprawdę ledwie muskając je koniuszkami palców. Byłą to czynność tak odruchowa, że w pierwszym momencie nawet nie zarejestrowała, co robi. Pełnienie matczynej roli nad innymi przychodziło jej bardzo naturalnie, choć zawsze równie mocno wywoływała w swoich znajomych instynkty opiekuńcze - zaś w nieznajomych także apetyt. Zarówno jedno jak i drugie brało się z tego, że patrząc po wierzchu łatwo było uznać ją za bezbronną. Sama też postrzegała się w kategorii jednostek mało bojowych, ale mimo wszystko umiała o siebie zadbać. Na jej korzyść działało więc nie tylko kilka przydatnych umiejętności, ale też element zaskoczenia.
- Nie, nie wszystkie - zaśmiała się, delikatnie naciskając czubkiem palca nadęty policzek wymordowanego. - Większość aniołów jest ciekawsza ode mnie. Najwidoczniej miałeś pecha i trafiłeś akurat na najgorszą opcję.
Nie żeby uważała się za chodzącą tragedię, ale musiała przyznać, że z perspektywy szukającego rozrywki chłopaczka nie była dobrym wyborem, zdecydowanie nie. Cóż jednak mogła zrobić?
- A w co chciałbyś zagrać? - zapytała spokojnie. Żaden prowokacyjny ton i żadne słowo nie było w stanie zetrzeć z jej twarzy uprzejmie neutralnego wyrazu. Opuściła wzrok na rozłożonego na jej kolanach osobnika, pozwalając szyi odpocząć od niewygód związanych ze spozieraniem na fruwającą w oddali tatrię. Fuku stawała się coraz mniejszą i mniejszą plamką w polu widzenia, nim znów przybliżyła się, zatoczyła zgrabne koło wokół fontanny i przycupnęła na ramieniu anielicy, strosząc piórka.

Idk co ten post, gomen.


:
avatar
Liselotte

Anioł






GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks

Liczba postów :
3991


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Raptor on 28/11/2017, 22:27
    
Słońce leniwie chyliło się ku zachodowi, wydłużając przeraźliwie cienie łysych drzew. Niebawem Desperacja miała pokryć się nocnym mrokiem oświetlanym jedynie przez nikłe światło oddalonego księżyca. W dawnych latach wydawał się być o wiele większy i jaśniejszy, bliższy Ziemi, teraz pozostawał jedynie oddaloną plamą na nieboskłonie.
Wiedziałaś, że dawno temu krążyły legendy o królikach zamieszkujących księżyc? – zapytał cicho, podnosząc się do siadu, tym samym zrywając z nią kontakt fizyczny. Przechylił głowę na boki, a następnie poruszył ramionami, rozgrzewając się nieco.
Nie wiem, wymyśl coś. Zaskocz mnie. – mruknął pod nosem, nawet na nią nie zerkając. Podniósł się na nogi, po czym wskoczył na murek przy fontannie, na którym zaczął balansować, podnosząc jedną nogę, a obie ręce rozkładając na boki, niczym najprawdziwszy oraz wytworny cyrkowiec. Brakowało jedynie większej publiczności, która zacznie bić mu brawo.
Jak wysoko możesz wzlecieć? Czy anioły mogą polecieć na księżyc? Nie, nie, nie mogą. Jesteście teraz śmiertelne. Teraz umieracie jak wszyscy. Wszyscy, wszyscy, wszyscy~ och, słodka śmierci, pozostaw słodki pocałunek na mych ustach i zabierz mnie z tego miejsca – roześmiał się głośno, kręcąc dookoła własnej osi, na moment zupełnie odrywając się myślami od tego miejsca, wędrując nimi gdzieś daleko, poza zasięg jakichkolwiek oczu.
Zamilkł raptownie, tak samo gwałtownie jak roześmiał się, kucając na murku i opierając łokcie o swoje kolana, wbijając wzrok w wątłą sylwetkę dziewczyny.
Wymyśliłaś? Nudzi mi się. Nie chcę cię z nudów zjeść. – zachichotał wykrzywiając twarz w szerokim uśmiechu.



If you meet the Buddha, kill the Budddha, if you meet your father kill your father, Free of everything you are bound by nothing. Live the life that has been given to you.

Tekst pisany  KURSYWĄ odnosi się do halucynacji Rapture, które widzi tylko i wyłącznie on.
avatar
Raptor

Pitbull     Opętany






GODNOŚĆ :
Rapture

Liczba postów :
196


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Liselotte on 28/11/2017, 23:57
    
- Słyszałam o tym co nieco. Urocze historyjki - przytaknęła. Cofnęła ręce, opierając je o kamienny cokół za sobą i przenosząc ciężar ciała nieco do tyłu. Szyja skryła się nieznacznie między ramionami, pozwalając oprzeć policzek na szczupłym barku i spojrzeć na wymordowanego kątem oka, kiedy ten wskakiwał na murek. Ileż ten chłopak miał energii! Przywodził jej na myśl jej własne pierwsze dni na świecie, kiedy jeszcze wszystko ją ciekawiło, każdy skrawek ziemi był absolutnie fascynujący i aż ją rozrywało od chęci dowiedzenia się wszystkiego, co nosiła w sobie powierzona aniołom pod opiekę planeta. Była tak wielka, niezgłębiona i niezbadana! Wydawała się poznana - bo przecież wszystkie jej skrawki naniesiono na mapy - a jednak ludzkość nigdy nie poznała wszystkich gatunków zamieszkujących ją stworzeń, odmian roślin, wciąż mieli do rozwiązania zagadki fizyki, chemii czy biologii.
- Niby jak? Nie grałam w nic od wieków... - mruknęła sama do siebie, wbijając wzrok w ziemię gdzieś z przodu. Nie miała czasu na takie rzeczy. Kiedy przebywała w kryjówce Łowców, ledwo zdążała zorganizować sobie czas na posiłki i sen między bieganiem w tę i w tamta po szpitalu, żeby na pewno dopilnować wszystkich spraw. Nie licząc już nawet tego, że często musiała rzucić wszystko i lecieć operować jednego czy drugiego delikwenta po powrocie z zadania. Jak niby w tym wszystkim znaleźć choćby chwilę na podobne rozrywki? Jeśli już zdarzało jej się kilkanaście minut przerwy, inwestowała je w porządną drzemkę.
- Mniej-więcej tak wysoko, jak jeszcze powietrze jest w miarę zdatne do oddychania i nie jest zbyt zimno. Tak przynajmniej myślę, bo nigdy nie sprawdzałam limitu. Im niżej, tym bezpieczniej, przynajmniej gdyby się miało przypadkiem spaść.
Wyciągnęła dłoń i z rozczuleniem pomiziała Fuku po brzuszku, na co tatria zareagowała leniwym pomrukiem. Skubnęła anielicę dziobkiem w czubek palca, powodując u niej stłumiony chichot.
- No nie wiem - odezwała się znowu, gdy wymordowany po raz kolejny zadał jej pytanie. - Nie znam za wiele gier, do których nie trzeba żadnych rzeczy. Znam skojarzenia i słówka i kalambury... ewentualnie jakieś zagadki.


:
avatar
Liselotte

Anioł






GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks

Liczba postów :
3991


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Raptor on 30/11/2017, 23:18
    
Zgiął się w pół, nieco nachylając w jej stronę, mrużąc przy tym delikatnie oczy, chociaż w tym wypadku nie emanowała już od niego złość czy też chęć mordu. Raczej dziecinna, wręcz niewinna zaczepność.
Hooh? Nie próbowałaś? Spróbuj. Gdybym miał skrzydła to bym leciał I leciał i leciał, aż na saaaaamą górę! – wyprostował się nagle wyciągając w górę rękę, by jeszcze bardziej zobrazować swoje słowa. Wyglądał przez moment jak ktoś, komu rzeczywiście lada moment wyrosną skrzydła i odleci, daleko, bardzo daleko, może nawet i na księżyc. W końcu był domem królików, czyż nie?
Hahaha, wiem! WIEM! Może znajdę jakiegoś anioła I wyrwę mu skrzydła, a potem sobie przyszyję? Ahahaha, tak, tak, tak! To będzie to! Będę miał skrzydła! – roześmiał się, a na policzkach wpełzł leniwie rumieniec pełen ekscytacji. Na samą myśl poczuł łaskotanie w podbrzuszu. Ten krzyk, kiedy będzie wyrywał mu pióra, te drżenie ciała pod nim, zapach świeżej krwi…. Sama myśl sprawiła, że w spodniach zrobiło się ciaśniej. Musiał odreagować.
Wzrok padł na dziewczynę siedzącą naprzeciwko.
Stoi mi. Jeżeli nie pójdę to cię zgwałcę, a potem pewnie zabiję. Plus robi się ciemno. Kiedy noc zapada, moje demony się budzą i kto wie, co wtedy zrobię. Żegnaj mała istoto. – powiedział nagle o dziwo poważnie, po czym ponownie się głośno roześmiał, kręcąc dookoła własnej osi, powoli znikając w ciemności lasu, pozostawiając dziewczynę samą.

| zt |



If you meet the Buddha, kill the Budddha, if you meet your father kill your father, Free of everything you are bound by nothing. Live the life that has been given to you.

Tekst pisany  KURSYWĄ odnosi się do halucynacji Rapture, które widzi tylko i wyłącznie on.
avatar
Raptor

Pitbull     Opętany






GODNOŚĆ :
Rapture

Liczba postów :
196


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Liselotte on 3/12/2017, 00:43
    
- Mhm - mruknęła, uśmiechając się z pewnym pobłażaniem. Opowieści wymordowanego nie robiły na niej szczególnego wrażenia, a na pewno jej nie szokowały. Kiedy była młodsza, oburzała się na podobne zapewnienia i na pewno zrobiłaby wszystko, co mogła, by wyperswadować rozmówcy powolne plany. Wszystko, co mogła, a więc zasadniczo nic. W większości przypadków prawienie kazań i udzielanie rad było stuprocentowo nieskuteczne, a powodowało tylko agresję. Mało kto lubił być upominany przez "małolatę", a już szczególnie, gdy była to dziewczyna kompletnie obca. Zarzucano jej nieznajomość życia i warunków, naiwność, wścibstwo i inne przykre rzeczy. Ona sama uważała to za dobroć serca, ale w końcu przekonała się, że lepiej jest ją okazywać w inny sposób. Ten i tak nie przynosił żadnych efektów, a powodował same negatywne skutki.
- W porządku. Do zobaczenia, w takim razie - odpowiedziała bez żadnych szczególnych emocji. Przez chwilę patrzyła jeszcze, jak chłopak o króliczych uszach odchodzi, a potem znika w lesie. Rzeczywiście robiło się już ciemno, co sugerowało, że powinna już się zbierać. Desperacja za dnia była niebezpieczna, a w nocy - ekstremalnie niebezpieczna. Westchnęła cicho, po czym odepchnęła się rękami od zimnego kamienia i przeciągnęła leniwie, zmuszając Fuku to ponownego wzbicia się w powietrze.
- No to chodźmy dalej - rzuciła do swojej niemej towarzyszki i skierowała się w dalszą drogę.

[zt]


:
avatar
Liselotte

Anioł






GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks

Liczba postów :
3991


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Shane on 7/4/2018, 18:43
    
 Minęło raptem kilka dni odkąd wrócili z piekielnej misji, a odkąd nie słyszał znanego tupotu stóp, który witał go za każdym razem, kiedy tylko zjawiał się w Smoczej Górze.
 Yenewelia mieszkała w kryjówce najemników kilka miesięcy. Wolno zaaklimatyzowała się w nieznanym miejscu, pośród wykolejeńców i wyrzutków losu. Co budziło w Pradawnym niemałe zdziwienie. Nie przypuszczał, że jedenastolatka, która straciła niedawno ojca postanowi zaufać obcemu dla siebie mężczyźnie, który — nie bojąc się nazywać rzeczy po imieniu — zabrał ją ze sobą, zamiast odstawić pod mury miasta i otoczył kamiennym murem, gdzieś na końcu świata.
 Podczas swojej nieobecności, Shane pozostawił ją pod opieką zaufanych dla siebie osób, które nagle zniknęły wybywając gdzieś poza obszar ich jurysdykcji. O tym fakcie dowiedział się kilka chwil temu, a jego niezregenerowane ciało po obrażeniach jakie dostał, zareagowało zbyt gwałtownie. Przeciążony organizm odmawiał współpracy, jednak zawziętość rudzielca zdawała się wygrywać na tej płaszczyźnie. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że Yen błąka się sama po nieznanych terenach, nie mając kompletnej orientacji, otoczona nieznanymi osobnikami.
 Kiedy tylko usłyszał, że Yen nikt nie widział, ani nikt nie wie gdzie się podziewała, poczuł jak zalewa go fala gorąca. Gorycz wylał na Smoku, który raczył przekazać mu złe informacje. Krwawiący nos w obliczu złości Pradawnego wydawał się niewinnym kuksańcem. W końcu mógł skończyć o wiele gorzej, zwłaszcza kiedy pierwszy szał zalał ciało Maccoy'a.
Nie rozumiał skąd ta nagła furia. Zazwyczaj wirus potulnie siedział pod skórą, rzadko kiedy szczerząc do niego swe paskudne kły.
Coś było nie tak.
To coś, czego wszyscy trzej doświadczyli podczas misji, działało na niego inwazyjnie.
Po drodze zahaczył o stołówkę, gdzie jego wściekłe, złote ślepia napotkały sylwetkę Tsukiego.
Pójdziesz ze mną.
Mruknął mało przychylnie, niewiele zdradzając. Miał nadzieję, że kompan bez zbędnych pytań podąży za nim. Świadomość własnego, beznadziejnego stanu jedynie pogarszała humor Pradawnego. Potrzebował wsparcia. Nie miał zielonego pojęcia gdzie podziała się Yenewelia i nie wiedział, jak długo on utrzyma się w pionie. Tsuki wydawał się być rozsądnym wyborem do poszukiwań podopiecznej.
 Wyszedł z siedziby w pół zgiętej pozycji, śmierdząc krwią na kilometr. Praktycznie poszatkowane ubranie, wisiało na nim bezwładnie, jak na manekinie. Szurał butami po ziemi, ciężko stawiając kroki. Przed oczami co rusz pojawiały się czarne plamy, a na czoło zawitały pierwsze, duże krople potu. Rudzielec słynący z wiecznie podwyższonej ciepłoty ciała, wyglądał jak obraz nędzy w akompaniamencie bladej jak kreda skóry.
Słyszałeś coś może o Yen? Ktoś coś widział, coś wie? Muszę ją wytropić.
Ale nie mam siły, dlatego musisz mi pomóc.
Nie przeszło mu przez gardło.


Ostatnio zmieniony przez Shane dnia 30/4/2018, 08:28, w całości zmieniany 1 raz





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar
Shane

Pradawny    Opętany






GODNOŚĆ :
Shane.

Liczba postów :
1368


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Tsukishimaru on 29/4/2018, 21:08
    
Nigdy jakoś szczególnie blisko nie był z Pradawnym. Nie znali się. Właściwie nigdy nie rozmawiali oprócz pierwszego spotkania, gdy Tsukishimaru dołączył do Smoków. Czasami jedynie wymieniali się powitaniem, nic więcej. Zresztą, nie było też takiej potrzeby na jakieś bliskie kontakty. Jasnowłosy nigdy nie ukrywał, że nie traktuje Smoków jak drugą rodzinę, a jedynie jako miejsce, dzięki któremu nieco lepiej mu się żyje na Desperacji. Ale znał też hierarchię i zasady, jakie tutaj panowały. Dlatego też bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu ruszył za rudowłosym, kiedy ten mu nakazał udać się za nim.
Szedł z tyłu, w odległości jakiegoś metra, uważnie i w milczeniu obserwując sylwetkę Pradawnego. Sarutahiko niczym cień podążał za nim, od czasu do czasu przystając, kiedy zwietrzył jakiś nowy zapach.
Nie wiedział gdzie idą, ale im dalej się zapuszczali, tym bardziej miał coraz gorsze przeczucia. Wreszcie, gdy padły pierwsze słowa ze strony wymordowanego, Tsukishimaru przystanął.
- Nie. - odparł lakonicznie, nieco zmęczonym tonem. Po to go ciągnął taki kawał, samemu ledwo trzymając się na nogach, żeby znaleźć kogoś, kogo Tsuki widział może tylko raz w życiu? Westchnął cicho, odwracając głowę i spoglądając w nieznanym kierunku, ponownie ruszając w ślad rudowłosego.
- Mogę już wracać? - zapytał leniwie, a prawy kącik ust uniósł się ku górze, wykrzywiając w kpiącym grymasie, którego Shane jednak nie mógł dostrzec.
- Muszę wykopać ci grób. Wolisz z prawej czy lewej strony ostatniego Pradawnego? - dodał, po czym przyspieszył, by znaleźć się na tyle blisko aby bez problemu uderzyć swoją stopą w zgięcie lewego kolana, tym samym siłą rzeczy posyłając Pradawnego do niższego poziomu. Miał przewagę.
- Spójrz na siebie. - dodał cicho. Miał przewagę, wiedział to. W tym stanie Shane przekręci się za parę metrów. A przecież Tsukishimaru normalnie nie miałby jakichkolwiek szans w starciu z niższym wymordowanym.
- Zataczasz się. Cuchniesz na kilometr. Zapewne drapieżniki tej okolicy już zwietrzył twój smród i lada moment tutaj będą, żeby cię rozszarpać i zjeść twoje wnętrzności. Nie umiesz iść nawet wyprostowany. Nie masz szans nawet ze mną, a chcesz iść w takim stanie na Desperację? - stanął przed nim spoglądając z góry na niego. Shane był od niego silniejszy fizycznie. Ale teraz, teraz kiedy był ciężko ranny i ledwo trzymał się na nogach, to Tsuki miał przewagę. I wiedział, że jak tylko puści go samego, to stracą znowu Pradawnego.
- Nie sądziłem, że jesteś aż tak lekkomyślny i egoistyczny. - splunął w bok, nie spuszczając swojego spojrzenia z mężczyzny.
- Powinieneś wrócić i najpierw porządnie się wyleczyć. I zmyć zapach krwi. Przecież wiesz.



avatar
Tsukishimaru

Wiwern     Opętany






Liczba postów :
247


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Shane on 9/5/2018, 20:24
    
 Nie znał Tsukiego, jednak jego wyniki osiągane w zleceniach sprawiły, że Shane był skłonny powierzyć mu bardzo osobiste zadanie. W okolicznościach w jakich znalazł się, sprawiały, że nie nadawał się do jakiegokolwiek węszenia. Nie czuł tropu i to go martwiło najbardziej. Zmysły go oszukiwały. Bawiły się nim, a on pozostawał bierny własnemu ciału, które bawiło się w najlepsze. Kątem oka zauważył ruch Tsukiego. Dzieciak go irytował swoim aroganckim stylem bycia i wiedział, że gówniarza nie polubi. Kopnął w zgięcie w lewej nodze, a rudzielec lekko ugiął nogę w kolanie, jednak nadal trzymając pion.
Chuj mnie to obchodzi. Masz złapać trop, potem możesz spierdalać.
Warknął ostro, nie będąc w nastroju na podobne głupie zagrywki.
 Cierpliwość w obecnym jego stanie była pojęciem względem. W innym przypadku najpewniej przymknąłby oko na frywolne komentarze wymordowanego, jednak w obecnych, kiedy wirus przeprowadzał prawdziwą rewolucję w jego organizmie, stał się niesamowicie agresywny.
Ślina dobiegła mu do ust w akcie złości, a złote ślepia przybrały jeszcze intensywniejszą barwę. Błysły niepohamowaną złością, a wcześniej słabe ciało wyprostowało się niczym struna gotowa do  zagrania wojennej pieśni. Shane przeżywał podobne wariacje od kilku dni, odkąd tylko wrócił do Smoczej Góry, zmagał się z nieustającą karuzelą agresji i apatii. W jednej chwili słaby, na granicy wyczerpania nie potrafił się podnieść z łóżka, by w kolejnej wpaść w szał i demolować swój pokój, w którym się zamknął, aby nie stanowić zagrożenia dla pozostałych. Nikt go nie widział w tym stanie. Ukrył się przed oczami innych, chcąc samemu zregenerować swoje ciało, jednak te najwidoczniej stawiało opór. Opór temu co spotkało ich na farmie. Wiedział, że jeśli wirus nie przyswoi nowości, to najpewniej niedługo faktycznie spocznie, obok mogiły poprzedniego Pradawnego.
Gniew wrzał, a wówczas kilka kości przebiło jego skórę. Ponownie. Na rękach oraz barku pojawiły się ostre kości przypominające kolce. Krew spływała po nich, a on ciężko sapał. Musiał się uspokoić. Negatywne emocje, impulsywność nie działa w tym przypadku na jego korzyść, lecz nie potrafił zagłuszyć wirusa. Pieprzona suka dźgała go między żebrami, zmuszając do tracenia kontroli.
 Ręka wystrzeliła w kierunku Tsukiego, jednak w ostatnim momencie powstrzymał ją i warknął. Spuścił głowę i splunął na ziemię.
Nie sądziłem, że jesteś aż tak lekkomyślny i egoistyczny.
A ja nie sądziłem, że tym się przejmujesz. W końcu Smoki to tylko przystań, prawda?
Podniósł wzrok, szczerząc się paskudnie.
Masz tylko złapać trop, wskazać kierunek. Potem sobie poradzę. Jestem już umówiony.
Rzucił, nie wiedząc po kij się roztrwania nad przebiegiem własnej misji. Tsukishimaru miał mu pomóc znaleźć się na Desperacji, a następnie palcem wskazać kierunek. Wirus zrobi resztę.
Wskaż mi trop. Gdzie jest Yenewelia. Muszę ją znaleźć.
Zaakcentował ostatnie słowo ze zbyt dużym naciskiem. Nie miał czasu. A im dłużej zwlekali i dyskutowali, tym ona mogła dawno nie żyć. Jej śmierć byłaby dla Shane kolejnym ciosem. Obsesją, paranoją. Kolejną dziurą.
 Musiał się uspokoić. Oddychał ciężko, a wściekłe ślepia traciły na agresywności. Nozdrza poruszały się spokojnie, wdychając skażone powietrze, ratując się nim niczym ostatnią deską ratunku.
Zapraszam wszystkie potwory do zabawy, Tsuki.
Chętnie je rozszarpię.
Wyszczerzył zęby obnażając swój paskudny charakter. Wirus idealnie odkrywał wszystkie wady, jakie Shane starał się ukryć za maską spokoju.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar
Shane

Pradawny    Opętany






GODNOŚĆ :
Shane.

Liczba postów :
1368


Powrót do góry Go down





Re: Ruiny fontanny Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 21 z 22 Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22  Next

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach