Strona 50 z 50 Previous  1 ... 26 ... 48, 49, 50

Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Kahori on 6/6/2019, 03:25
Nie potrafiła powiedzieć sobie czemu znalazła się w takim miejscu? Co właściwie ją tutaj przyciągnęło. Nie jest koneserem alkoholu czy dymu tytoniowego. Raczej stroni od tych rzeczy. Tego dnia było jakoś inaczej, bardzo inaczej. Czarnowłosa otworzyła drzwi i rozejrzała się po wnętrzu. Jej czerwone oczy ciekawsko spojrzały na każdego obecnego. Nie było to nachalne, zwyczajnie chciała wiedzieć kto jest w środku. Procenty, dym i pot, tym "pachniało to miejsce. Nieznacznie się skrzywiła i podeszła do kontuaru. W ko9ńcu musi przywyknąć do takich miejsc i takich ludzi. Zacząwszy od dzisiaj. Tak więc już po chwili szukała wzrokiem barmana by coś zamówić i znaleźć jakieś wolne miejsce. Ciężko było nie czuć na sobie tych wszystkich spojrzeć, zwłaszcza, że gdzieniegdzie świeciła golizną, co w takim miejscu wzbudzało zainteresowanie. Całę szczęście nikt nie skomentował jej przybycia.
Gdy jej trunek znalazł się na stole. Cały czas miała się jednak na baczności, gotowa do akcji gdyby coś miało się zadziać. Nie była przekonana do trunku jaki zobaczyła w swojej szklance. to wyglądało jakoś podejrzanie, lecz nie widziała powodu aby nie spróbować. Musiałą tylko uważać by się nie upić, nie wie ile jej trzeba aby film się urwał. To mogłoby się źle skończyć. Kto wie jak ? Opcji wiele. Od niechcianej ciąży po zwłoki w ulicznym kontenerze. Najpierw spróbowała końcówką języka by potem śmielej upić łyk. Tylko ten cholerny dreszcz przechodzący od czasu do czasu przez jej kręgosłup, nie dawał spokoju. Co było jednak jego powodem. Coś wisiało w powietrzu?
Kahori





Kahori
Kat
GODNOŚĆ :
Kahori


Powrót do góry Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Kruk on 6/6/2019, 03:55
Nagle picie alkoholu Łowcy przerwało pojawienie się nieznajomej osoby. No pewnie, przecież nie znał również nikogo innego obecnego w tym budynku, lecz właśnie ta kobieta, która właśnie usiadła tuż obok niego była inna niż cała reszta tutaj zgromadzonych. Inna, bo nie pasująca tutaj, na pewno nie pochodziła z Desperacji. Co do tego nikt nie mógł mieć żadnych wątpliwości. Co taka cudna dama robiła sama w takim miejscu? Szukała guza? Tak to trochę wyglądało, ponieważ gdy tylko dostała swoją szklankę to najpierw zamoczyła w niej język, a dopiero później się napiła.
- Spokojnie, nie jest zatruty. Może smakuje jak najgorsze gatunkowo kocie szczyny, ale spokojnie po trzeciej szklance przestaje zbierać na wymioty - Powiedział Kruk z kamienną twarzą nie okazując przy tym żadnych uczuć.
- Zdradzisz mi co samotna, piękna dziewczyna robi samotna w takim miejscu? Tu nie jest bezpiecznie nawet dla kogoś kto jest Łowcą - Ostatnie zdanie Wymordowany niemalże wyszeptał, ale w taki sposób bym nieznajoma zrozumiała każde jego słowo.
- Musisz się bardziej maskować, bo twoje śliczne karmazynowo-czerwone oczy widać z kilometra - Mówił dalej tym samym tonem. - Pamiętaj, że nawet tutaj na Desperacji są istoty, które nie pogardziłyby zabiciem kogoś takiego jak my bez najmniejszych skrupułów - Po tych słowach zsunął lekko okulary "lenonki" z oczy ukazując szkarłat swoich ślepi.


Bar - Page 50 Giphy
Kruk





Kruk
Kat   Opętany

Powrót do góry Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Kahori on 6/6/2019, 04:10
Spokój? Cisza? W takim miejscu nie mogła na to liczyć. Bardzo szybko bowiem została zaczepiona przez nieznajomego. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, towarzystwo nie było jej potrzebne. Skoro jednak już tutaj była.. Przechyliła nieznacznie głowę upijając kolejny łyk trunku. Mężczyzna, jak mężczyzna. Nie widziała w nim nic wyjątkowego. Mimowolnie jednak jej brew uniosła się do góry gdy ukazał jej swoje oczy. Ktoś obcy martwił się o jej osobę? to było dla niej coś nowego. - Ta przestroga nie była konieczna, ale doceniam. - tutaj zamilkła na chwilę, szukała odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. nie potrafiła jednak znaleźć odpowiedzi, jaka by ją satysfakcjonowała. - Właściwie to.. nie wiem.. - Dziwnie czuła się słysząc komplement. - Nie musisz się o mnie martwić jestem dużą dziewczynką i umiem o siebie zadbać..- Powiedziała spokojnie i spojrzała w jego twarz. spokojnie, lecz z pewnością PO czym posłała delikatny uśmiech. Palcem przejechała po brzegu szklanki by upić kilka ko9lejnych łyków. Z tego co mówił nieznajomy- znajomy. Dało się przywyknąć do smaku po kilku głębszych. - Swoją drogą, lepiej wyglądasz bez nich.- Palcem, wskazała okulary, no co? Szczera byłą w tym momencie.
Kahori





Kahori
Kat
GODNOŚĆ :
Kahori


Powrót do góry Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Kruk on 6/6/2019, 04:26
Z pewnością Kruk nie miał na celu obrazić dziewczyny swoimi przestrogami. Wydawało mu się, że Łowcy powinni trzymać się w miarę możliwości razem i pomagać sobie na wzajem, dlatego postanowił do niej zagadać.
- Mówią na mnie Kruk. Może słyszałaś coś na mój temat, a ciebie jak zwą? - Zapytał bez większych ogródek dopijając ostatniego łyka ze swojej szklanki.
- Lepiej wyglądam bez nich? Być może masz racje, ale tak jak już wcześniej wspomniałem. Szkoda mi na nich marnować czasu, energii i cholernie drogiej w tych czasach amunicji. Rozumiesz co mam na myśli? - Cóż niejako komplement lekko zadziwił Wymordowanego. Nie przywykł do take rodzaje uwag pod swoim adresem, ponieważ z reguły słyszał różne inne, obelżywe epitety rzucane mu w twarz przez ludzi, który jedyne co mogli zrobić to sobie pogadać, ponieważ ze strachu przed własną śmiercią nie podnieśliby ręki na wampira.
- Barman to samo poproszę - Wydał polecenie do młodego niedźwiedziołaka stojącego po drugiej stornie lady.
- Zaskakująca odpowiedź na moje proste pytanie. Nie wiesz czemu się tutaj znalazłaś. - Nie wie? A może po prostu nie chce powiedzieć. Chyba każdy w takiej sytuacji pomyślałby właśnie tak samo jak Łowca w tym momencie. Czemu jednak miała by ukrywać cel swojej wizyty tutaj przed jednym z Katów?


Bar - Page 50 Giphy
Kruk





Kruk
Kat   Opętany

Powrót do góry Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Rashn on 7/6/2019, 20:06
Obowiązki powiodły Rashna do miejsc, w których w żadnym razie nie chciał nigdy przebywać. Miejsc gwarnych, tłocznych, pełnych ludzi, którym nie ufał i zapachów, za którymi nie przepadał. Zniesmaczony tą wizją dług zwlekał, błąkał się po uliczkach i zbaczał z drogi wybierając najdłuższą z możliwych dróg, które wiedział, że doprowadzą go do celu.
Cały jednak kunsztowność tego planu nie mogła zmienić jednego faktu. Nacieszywszy się nazbyt długim spacerem, spotkawszy po drodze przynajmniej pięciu typów o aparycji budzącej uzasadnione obawy co do ich czystych zamiarów, a przynajmniej trzech, którym nie można było zarzucić trzeźwości, w końcu trafił do miejsca gdzie Coś na niego czekało.
Wszedł tam i od razu zmarszczył nos uderzony zapachem taniego alkoholu, brudnych, zdradzieckich kanalii i kilku innych gości tego szemranego miejsca. Już miał myśleć czemu nie odbiera tego typu przesyłek w domu. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że ani nie chciał nikomu mówić gdzie mieszka, ani tym bardziej przyjmować tego typu obdartusów w swoim czystym, choć zagraconym salonie.
Poza tym duże tłumy dawały bezpieczeństwo. To oczywiste, że można było spotkać tutaj wielu paskudnych idiotów, lecz na to samo narażali się inni. Tłum dawał anonimowość, o którą próżno we własnym domu. I to właśnie są właściwe motywy, dla których Rashn przekroczył drzwi miejsca, za którym nie przepadał. Mógł postąpić inaczej, lecz nie chciał.
Nie przyglądał się gościom, przeszedł nawet obok barwnej dwójki, lecz nawet na nich nie spojrzał. Interesowało go tylko odebranie tego, po co tu przyszedł.
Jednak przeszedł blisko dwóch osobistości, których imiona - dziwnym trafem - zaczynały się na tę samą literę. O czym oczywiście Lis nie wiedział. Jest to oczywistość większa niż oczywista oczywistość, gdyż nie zignorowałby starych druhów spotkanych w dawniejszych czasach, a już na pewno nie wrogów, których unikałby obchodząc możliwie najszerszym łukiem, by nie wzbudzać podejrzeń postronnych.
Nieznajomi mieli jednak niesamowitą okazję, gdyż Rashn przechodząc obok nich zauważył znajomą twarz, pracownika tego zaplutego baru i stracił na chwilę czujność. Przestał strzec swojej kity, jakby ta była jego najcenniejszym skarbem - w sumie jest. I mili ludzie mieli okazję dotknąć puszystego futra. Wtedy jednak okazaliby się zwykłymi gnojkami nie lepszymi od żadnego z leżących pod stołem pijaków. Dopuściliby się zbrodni większej, niż to możliwe do wyobrażenia za pomocą ludzkich zmysłów.
Jeżeli jednak okazali się być ludźmi honoru, którzy nie naruszają cudzej prywatności to Rashn przeszedł obok i podszedł do pracownika baru rozmawiając z nim o czymś szeptem.
Ledwie krótka wymiana zdań, nie więcej niż trzy kwestie z jednej i dwie z drugiej strony, a lis usiadł przy jednym ze stolików. Przy siadaniu złapał swój ogon, tak by ten znalazł się na jego kolanach. W miejscach takich jak to pozostawianie kity w miejscu, w której nie można było jej upilnować to duży błąd.

(Proszę się mną nie przejmować! Tylko wykonuję zadanie. Co to jeden lis się po barach szlaja? Nic wyjątkowego, nie ma na co patrzeć. )

Ze względu na to, że coś tu martwo pozwolę się ewakuować! Ale byłem całkiem długo!

Rashn otrzymawszy swoje zamówienie wyszedł z tego okropnego baru.

ZT


Ostatnio zmieniony przez Rashn dnia 21/8/2019, 02:27, w całości zmieniany 1 raz
Rashn





Rashn
Opętany
GODNOŚĆ :
Rashn


Powrót do góry Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Jinx on 23/7/2019, 01:26
Drzwi boleśnie skrzypnęły, kiedy wkroczył do środka, o dziwo sam, pozbawiony jakiegokolwiek przydupasa, którzy do tej pory ochoczo towarzyszyli mężczyźnie w jego eskapadach na tereny Desperacji. Bezwiednie przesunął dłonią po karku, czując pod twardymi opuszkami napięte mięśnie. Ostatnio zbyt wiele się działo w jego otoczeniu. Nie to, żeby kiedykolwiek panowała sielanka oraz spokój, ale ostatnimi czasy miał wrażenie, jakby los specjalnie się na niego uwziął i chciał z każdej możliwej strony dokopać tak bardzo, jak tylko się da.
Razy po oparzeniach goiły się, wolno bo wolno, ale ostatecznie goiły się. Nigdy jakoś szczególnie nie zwracał uwagi na swój wygląd, więc nie ubolewał zbytnio nad w połowie spalonym ryjem. Zaczepnie przesunął paznokciem po strupie, czując przyjemne uczucie nagłego bólu, który przeszył go wzdłuż kręgosłupa. Leniwie odnalazł w miarę oddalone od reszty klientów miejsce pod ścianą, gdzie usiadł ciężko, ziewając szeroko. Kiedy uchwycił spojrzenie z barmanem, uniósł dwa palce, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że chce dwie kolejki. Zamierzał wreszcie nieco odsapnąć. Tyle mu się należało.
Nie minęła minuta, kiedy przed nim stały dwa kieliszki z ostrzejszym trunkiem oraz jeden kufel z piwem, a raczej czymś, co miało przypominać jego smak. Chwycił kieliszek i leniwie zamierzał cieczą, po czym wlał wódkę do gardła, czując jak ta wypala go od środka.
Przynajmniej capiła i czuć było, że nie jest sikami w przeciwieństwie do wadliwego pochodzenia tego, co serwowano w barze.
- Jinx. - do jego stołu niemalże przyturlał się opasły knur, który żył na Desperacji z handlu dziećmi. Ciemny i mało przyjemny typek, ale dopóki nie pakował się swoimi serdelkami w jego interes, Jinx nie zamierzał jakkolwiek reagować na jego obecność i panoszenie się po tutejszych terenach.
Sheba nawet nie uniósł wzroku, nie uraczył go swoim zainteresowaniem, w duchu mając nadzieję, że ostatecznie mężczyzna się speszy i zrozumie aluzje, że Jinx zamierzał ten wieczór spędzić w samotności. Ale ten opasły świniak nie zamierzał tak łatwo odpuścić, węsząc możliwość dodatkowego zarobku. Pochylił się nieco w stronę właściciela burdelu, opierając dłonią o drewniany blat stołu, który zaskrzypiał ostrzegawczo, jakby w każdym momencie mógł się zawalić pod ciężarem drugiego mężczyzny.
- Widziałem ostatnio twojego szczeniaka. Chcesz poznać szczegóły? - mężczyzna wyszczerzył żółte i wybrakowane uzębienie, milknąc w oczekiwaniu na jakiś zachęcający "fant". Ale Sheba oparł się o oparcie krzesła, zarzucając nogi na blat i w końcu spojrzał na mężczyznę ze spokojem w złotych tęczówkach.
- Niekoniecznie. - odpowiedział cicho.
Mina opasłego knura nieco zrzedła, nie spodziewając się tak dobitnej odmowy.
- Ale Jinx.... Myślałem-
- To nie myśl, bo ci to nie wychodzi. Coś jeszcze? Zamierzam delektować się trunkiem, a twoja obecność dość mocno zatruwa powietrze, którym oddycham. - uśmiechnął się niemalże czule i promiennie, aby podkreślić jeszcze bardziej swoje słowa. Mężczyzna nie zamierzał się spierać. Już w chwili pierwszej odmowy, jaka padła z ust Sheby wiedział, że jest na przegranej pozycji. Zacisnął mocniej swoje napuchnięte i fioletowe wargi w wąską linię, pokręcił głową na znak, że nie chce już nic więcej, po czym wrócił ciężkim krokiem do swojego stolika, siadając ciężko i tylko od czasu do czasu posyłając w stronę ciemnowłosego niezadowolonego spojrzenia.
Powieki Sheby opadły, kiedy czuł na wargach cierpki posmak wódki z drugiego kieliszka.
Czyli szczeniak żył. Miał wyjątkowo dużo szczęścia. Jak to było? Głupi miał zawsze szczęście, co?



"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"

Bar - Page 50 Tumblr_p347g19W2q1thx3ofo2_500
"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?
Bar - Page 50 Tumblr_p347g19W2q1thx3ofo4_500
Spoiler:
Jinx





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Shirōyate Today at 02:27
Zżerało go poczucie winy. Ile spędził czasu z Karyuudo? Niespełna pół doby, jeszcze mniej? A jednak wrażenie popełnienia błędu przylgnęło do niego jak niewygodna, za mała skóra. Nie potrafił się tego pozbyć, nie dało się tego strzepnąć jak kurzu. Przez całą drogę powrotną zastanawiał się, dlaczego uległ najprostszemu rozwiązaniu. Przez panikę? Chory popłoch, który wypędził wszystkich z baru? Przez ciekawość? Przegryzł wargę. Ciekawość mógł wykreślić na starcie – nie miała z tym nic wspólnego. Targały nim sprzeczne emocje, które obecnie i tak nie stanowiły żadnego argumentu. Wiedział przecież jak zareagowałby na to Sheba.
I mimo tej wiedzy wypadł z Czarnej Melancholii jak torpeda. Dotarcie do miejsca docelowego okazało się jednak trudniejsze niż zakładał. Apogeum nie było największą częścią Desperacji, ale było niebezpieczne. Bieg szybko został zastąpiony przez ostrożnie stawiane kroki; wkrótce coraz wolniejsze.
Hiroki klął na siebie, że nie poprosił Karyuudo o nakreślenie trasy. Miał stalową pamięć, ale nie na tyle, by zakodować każdy zakręt – szczególnie po tym, jak umysł krążył wokół obrazu śmierci. Na samo wspomnienie pustych oczu tego nieznajomego człowieka...
Nie, szepnął do siebie, przymrużając oczy. Nie myśl o tym.
Szedł po omacku, jak ślepiec. Dotykał palcami kruchych ścian, garbił się, kiedy docierały do niego strzępki rozmów, pomrukiwania, warkot. Zdał sobie sprawę, że nie idzie jak człowiek; nie jak zwykły obywatel cywilizowanego miasta.
Czym się stał?
Przewrażliwienie rozciągnęło czas z kilku godzin do kilkunastu. Kiedy przed oczami Hirokiego wyrósł budynek, słońce zdążyło się minąć z księżycem, a potem kolejny raz wychynąć zza linii horyzontu. Teraz wisiało wysoko na niebie. Która mogła być godzina? Szesnasta?
– Cholerny buc – warknął czyiś głos, zatrzymując Shirōyate w cieniu rzucanym przez niedaleki budynek. – Cholerny, obszczany buc! Sądzi, że może mnie tak traktować?
Rozległo się kliknięcie. Potem cichy wdech. Kilka sekund ciszy. I wydech. Wraz z nim twarz przysadzistego mężczyzny przykrył obłok dymu.
Hiroki zacisnął lekko usta, przesuwając prawą stopę do przodu; ostrożnie, byle nie zaszurać, nie zwrócić na siebie uwagi. Bał się wchodzić w interakcję z kimkolwiek. Przez ostatnie miesiące widział i doświadczał zbyt wielu scenariuszy, którym by nie podołał, gdyby tylko obrano go na głównego bohatera. To go nauczyło trzymać się ubocza. Nie wtrącać się. Podobnie planował teraz, ale wypowiedziane imię zamieniło jego mięśnie i żyły w kamień. Zatrzymał się raptownie, nasłuchując.
– Uspokój się, Jinx jeszcze będzie nasz – odpowiedział inny głos, należący do wysokiej kobiety. Spod beżowego płaszcza wystawały długie, szczupłe nogi. – Następna kolejka będzie dla niego szczególnie... atrakcyjna.
– Och, z całą pewnością... Tylko wiesz, że...
Dalszej części Hiroki nie słyszał.
Jak bardzo mógł to wszystko uznać za zbieg okoliczności? Jak wielu ludziom przydarzały się tak dziwne, niemożliwe do wyjaśnienia okazje? Przyszedł tutaj, bo tu powinny być psy Sheby – te same, z którymi przyszedł. Te, które zniknęły mu z oczu, kiedy drzwi Przeszłości wybrzuszyły się, a potem niemal wyleciały z zawiasów, wypuszczając cały tłum – wrzeszczący, bluzgający, piszczący.
Tymczasem te przeklęte kundle wyparowały... a na ich miejsce pojawił się Jinx?
Na drżących nogach przesunął się wzdłuż ściany. Nie było go raptem trzy dni... co złego mogło się stać?
Zostawił mamroczących kobietę i mężczyznę za sobą, prześlizgnął się za zakręt i wreszcie dopadł do drzwi baru. Pchnął je, uchylając na śmiesznie niewielką szerokość – po czym wślizgnął się w ten piekielny zaduch. W środku wyglądało tak, jakby niedawna akcja nie miała racji bytu. Rozmowy mieszały się z dźwiękiem szklanych stuknięć. Śmiechy przeplatały się z głośnymi zamówieniami. Ktoś grał w bilarda. Bzyczała stara, mrugająca żarówka. Jakby nigdy nic.
Srebrne spojrzenie prawie natychmiast odnalazło Jinxa. Biuściasta kelnerka wsunęła papierosa w kącik smagniętych czerwienią ust, zaraz potem chwyciła w chude palce szklaneczkę z jakimś trunkiem i stuknęła naczyniem o blat. Kołysząc biodrami ruszyła do następnego stolika – Shirōyate nie śledził jej dalszych ruchów, nie miał na to czasu.
Słowa ugrzęzły mu w gardle, jakby nałykał się piachu. Przepchnął się gwałtownie między grupą wymordowanych, wśród których rozległy się niezadowolone szepty i wyzwiska – i zanim zdążył cokolwiek wyjaśnić, uderzył dłonią w rękę Sheby, wytrącając kieliszek. Wyrósł przy jego stoliku znienacka, jak zjawa, obłąkańczy duch, który raczył się pokazać w najmniej odpowiednim momencie.
Shirōyate





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Bar - Page 50 Empty Re: Bar

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 50 z 50 Previous  1 ... 26 ... 48, 49, 50

Powrót do góry