Strona 47 z 47 Previous  1 ... 25 ... 45, 46, 47

Go down


Re: Bar

Pisanie by Karyuudo on 12/10/2018, 00:53

Lazur spotkał się ze szkarłatem.
Serce niemalże jej stanęło, kiedy to przyłapana została na bezczelnym wgapianiu się w jasnowłosego, nieznajomego osobnika przynależącego do gangu DOGS. Zacisnęła mimowolnie, nieświadomie palce prawej dłoni na nieco opróżnionej już z napoju szklance, czując nagłą i nieprzyjemność suchość w gardle. Nie była do końca pewna tego, czy delikatnie skulona postura, jaką przyjęła i wbicie wzroku w niewinny sok pomogą jej w uniknięciu potencjalnego, możliwego konfliktu pomiędzy nią a ofiarą jej badawczego, nachalnego spojrzenia. Niejednokrotnie już różnorakiego rodzaju bójki i burdy, i chaotyczne oraz prędko się rozrastające do kolosalnych rozmiarów bijatyki rozpoczynały się na terenach Desperacji z najbłahszych nawet powodów, toteż nie byłoby wcale dziwne to, gdyby młody mężczyzna postanowił wejść z nią w tej chwili na wojenną, brutalną ścieżkę. W niektórych takich przypadkach zastosowanie postawy słabszej jednostki, uległej i niegroźnej łagodziła sytuację oraz generalnie ją rozwiązywała przed dojściem do jakiegokolwiek rozlewu krwi, lecz w innych jeszcze bardziej nakręcała agresora, podburzała go do makabryczniejszych działań i wrzucała w nieokiełznany szał furii. Persony z natury okrutne bądź niezrównoważone - szalone i dzikie, i poskręcane psychicznie, i niepanujące nad drapieżnymi instynktami, i... - były bardzo łatwe do sprowokowania oraz wytrącenia z i tak chwiejnej już równowagi, lecz z drugiej strony obiekt jej obserwacji na pierwszy rzut oka na takiego nie wyglądał. Nie wydawał się ogarnięty rządzą mordu i zniszczenia, zatracony w zaślepiającej dumie czy poczuciu bycia lepszym od innych, ale mogło to być mylne wrażenie, fałszywe, krzywe i niezgodne z rzeczywistością - oszustów i przebiegłych żmij, wszakże, na Desperacji nie brakuje. Przygryzła nerwowo dolną wargę, rozważając nad swoimi obecnymi opcjami i tym, czy nie powinna czasem przenieść się gdzieś indziej; wymknąć się z tego zatłoczonego i dusznego, i przytłaczającego - gdyby tylko zostawiła kaptur na głowie i była skryta w dodających słodkiej otuchy objęciach cienia - lokalu; uciec jak najdalej stąd i już nigdy nie postawić w barze tym stopy.

Nie.

Przywędrowała tutaj w konkretnym celu, przypomniała sama sobie z trudem; wymusiła wypchnięcie myśli tej na powierzchnię umysłu i w pełni się na niej skoncentrowała. Nie mogła stchórzyć i czmychnąć do mroków z podkulonym żałośnie ogonem, kiedy to miała szansę porozmawiać z kimś z grupy, w której szeregach znajdowała się urocza Eve. Odetchnęła powoli, głęboko i z trudem, prostując się odrobinę i za wszelką cenę starając się wziąć się w garść. I gdy tak zamknięta była pośród własnych rozmyślań oraz podgryzających jej serce wątpliwości, ktoś wstał ze swojego miejsca i skierował się ostrożnie w jej stronę, lawirując pośród tutejszego mało okrzesanego tłumu - tu przekleństwo, tu sprzeczka, tam groźby i rubaszne śmiechy. Nie zauważyłaby jego nadejścia nawet wtedy, kiedy ten postawił po jej lewej stronie swoją szklankę, gdyby nie lekkie podniesienie się ptaszyska zalegającego pośród jej jasnych kosmyków i jego ostrzegawcze, ostre kraknięcie. Drgnęła, wyrywając się ze swojego malutkiego, niebiańsko zamkniętego światka i spojrzała niepewnie, z zaskoczeniem na siadającego obok niej osobnika z wytatuowanymi kosteczkami krzyżującymi się przez jedno ślepie. Przełknęła, zapominając kompletnie o swoim napoju i nie wiedząc, jak dokładnie powinna traktować nieznajomego jegomościa. I podczas gdy ona była powściągliwa oraz zabarykadowana za grubą, mentalną ścianą, Arashi puszył się groźnie i mierzył mężczyznę wrogim spojrzeniem - gdyby mógł, to syczałby na niego lub szczerzyłby ostre, zakrzywione zębiska.
- ... nie - odpowiedziała licho i słabo na pierwsze pytanie Opętanego, próbując, mało skutecznie, uspokoić swego kompana poprzez głaskanie go po jego pojedynczym, jedynym skrzydle. Niewiele to pomagało, za to kolejna wypowiedź Wymordowanego zadziałała na niego niby magia, natychmiast kojąc jego nieprzychylne nastawienie i napełniając go nieograniczoną dumą. Rozsiadł się on na powrót pośród złotych kudłów (ex)Łowczyni, dziób mając zadarty ku sufitowi w zadowolonym, pysznym geście. Ładny był, tak, tak. Wspaniały nawet i cudowny, i nieziemski, o! Karyuu westchnęła cicho z ulgą i delikatnym, ledwo widocznym uśmiechem, opuszczając podniesioną ku Gawrakowi rękę i kładąc ją na porysowanym, lecz w miarę wypolerowanym blacie lady.

Mrugnęła, usłyszawszy nietypowe, dość długie miano jej obecnego rozmówcy, które to zdecydowanie brzmiało na obcojęzyczne. Przez myśl przemknęło jej, czy nie był on czasem Skrzydlatym, jako że to przeważnie oni posiadali imiona tego typu, jednakże ostatecznie odsunęła tę myśl na bok, do późniejszego przemyślenia i rozważenia. Nie zarejestrowała nawet podczas tego początku konwersacji faktu, że z głowy jej wyleciały wszelkie zmartwienia dotyczące potencjalnego konfliktu z tą szanowną osóbką. Dalej była niepewna i dość zamknięta w sobie, i boleśnie nieśmiała, lecz sam ten przytłaczający, prawie że paraliżujący strach zdawał się zelżeć do minimalnego, niemal niedostrzegalnego stopnia.
- Karyuudo - przedstawiła się tym swoim charakterystycznym, zachrypniętym głosem, w dalszym ciągu trzymając się swojego nabytego małomówstwa. Mało prawdopodobne było to, aby odzyskała swój dawny, radosny i oblepiony milionem wyrazów charakter raźnej oraz gadatliwej niewiasty, który to umarł wraz z jej najlepszym, niewinnym przyjacielem. Zbyt długo tułała się po tymże padole w swojej może już nie nowej, cichej i stroniącej od innych ludzi - oraz istot im podobnych - odsłonie. Aktualna persona wyryta w niej była niby nieprzemyślane, chaotyczne i niepasujące do siebie żłobienia na jakimś stalowym, zimnym głazie, którego przeznaczeniem miało być bycie piękną rzeźbą, a skończyło się na srogiej, przygnębiającej porażce. Przed dalszymi rozmyślaniami i ponownym zatraceniem się we własnym umyśle po raz kolejny uratował ją jej niedawno zdobyty towarzysz podróży, który dziobnął ją delikatnie w ucho i donośnie, acz czysto zakrakał. - A to jest Arashi. - Po krótkim momencie zawahania uścisnęła krótko, szybko wyciągniętą ku niej dłoń i dodała: - Miło mi.





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.
avatar





Karyuudo
Dezerter
GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down


Re: Bar

Pisanie by Skoczek on 14/10/2018, 18:38
..........Chris był tchórzem podszyty i należało to do faktów ogólnie znanych na jego temat, ale jednocześnie był do bólu lojalny i najwyraźniej gdzieś w głębi duszy był masochistą, ponieważ często pakował się w sytuacje, gdzie jego serce biło jak serce dzikiego ptaka złapanego w ludzie dłonie. Przyzwyczaił się do tego, że praktycznie non stop coś wprawia go w stany przedzawałowe, czyli ogólnie całkiem nieźle radził sobie z lękiem. Powiedzmy. Przez to, że obcował z lękiem na co dzień, rozumiał trwogę jak nikt inny, jednak z pewnością nie był przyzwyczajony, że ktoś się boi… jego. Nie oszukujmy się, nie był typem, na którego ludzie patrzą się z przerażeniem w ślepiach i to już nawet nie chodziło o z lekka kobiecy wygląd, a samą jego osobowość, a wręcz aurę. Może, jakby bardzo się postarał, to potrafiłby wzbudzić w kim respekt na kilka sekund, ale wrażenie raczej znikłoby dość wszystko. Po pierwszy jego potknięciu chociażby. Ciężko kogoś wystraszyć, gdy kończyny co rusz ci się plączą.
Chociaż cóż, wytłumaczeń takiego ewenementu było sporo. Nieznajoma mogła być nowa na Desperacji, mogła po prostu grać słabą, niewinną, przerażoną istotkę (to zdarzało się dość często i nikogo już specjalnie nie zaskakiwało, gdy taka istotka po wyciągnięciu ciebie gdzieś na odludzie próbowała wbić ci szpony w gardło) lub po prostu nieprzyzwyczajona do obecności dużej liczby ludzi. Trochę inny rodzaj zdziczenia. Ewentualnie mogła być taka z charakteru. Ech. Co rusz kilkanaście możliwych opcji do wyboru, jednak Pudel nie zawracał sobie nimi aż tak bardzo głowy. Jak jest naprawdę – przekona się w praniu. Nie mógł sobie pozwolić na rozkojarzenie tylko i wyłącznie dlatego, że zachciało mu się za bardzo myśleć.
... nie”.
Pudel musiał nieco się wysilić, by usłyszeć to słowo, ale przynajmniej wiedział, że najprawdopodobniej nieznajoma nie przegoni go stąd tak po prostu. Z kolei jej „podopieczny” wyglądał na znacznie bardziej bojowego, co w sumie tworzyło dość zabawny obrazek, chociaż koniec końców wiadomo – przeciwieństwa się przyciągają. Z reguły. W pewnych warunkach. No mniejsza z tym. Teraz istotniejsze było to, że aura zastraszonego dziecka nieco zmalała u dziewczyny, co bystre oko sekretarza od razu wyhaczyło. Wbrew pozorom całkiem się z tego ucieszył, ponieważ istniało teraz duże prawdopodobieństwo, że ich rozmowa, jakkolwiek się potoczy, będzie w jakimś względzie owocna.
Karyuudo”.
Na twarz Chrisa ponownie wpłynął subtelny uśmiech, a on sam wyglądał pewnie już tak niegroźnie, jak tylko można było. Niestety (tudzież „stety”) nie był to zabieg celowy, po prostu jego aura zawsze tak się przedstawiała… zdarza się i tak.
- Mi również miło was poznać – niebieskie ślepia sekretarza spokojnie wpatrywały się w tą nietypową parę. – Widzę, że Arashi nie ma jeszcze swojej partnerki. Do wzbicia się w górę.
Huh. Gawraki były bardzo specyficznymi stworzeniami. Osobiście Pudel niespecjalnie im zazdrościł takiej formy wzbijania się w niebo. Sam posiadał ptasie geny i po biokinezie mógł wznieść się w nieboskłon i ciężko było mu sobie wyobrazić, jak uciążliwym musiało być poszukiwanie towarzysza do takiej czynności. Niektórzy określali to jako romantyczne, ale romantyzm nie był czymś, co mogło sprzyjać przetrwaniu na Desperacji. Chociaż może nie powinien tego komentować, w końcu bycie płochliwą tchórzofretką też życia nie ułatwiało.
- Nie obraź się proszę, ale nie wyglądasz na stałego klienta tego baru, Karyuudo. Czy może raczej mylę się w tej kwestii? – blondyn przeciągnął się i zaraz skrzywił, gdy zapiekły go wszystkie stare obrażenia. – Wybacz, starość nie radość, nawet nie mogę normalnie kości wyprostować.
W drugiej części wypowiedzi celowo nadał brzmieniu swojego głosu przerysowany, marudny ton, by widać było, że żartuje. Ach. No tak. Nie był mistrzem ciętych ripost i raczej nie miał wybitnego poczucia humoru, ale może w tym przypadku to wystarczy, by nieco rozluźnić atmosferę.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down

Strona 47 z 47 Previous  1 ... 25 ... 45, 46, 47

Powrót do góry