Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 44 z 44 Previous  1 ... 23 ... 42, 43, 44   

Re: Bar    Pisanie by Isla on Sob Lut 10, 2018 10:06 pm
Trudno chcieć miłości ojca, który sam sprowadził na swoje dzieci ten ciężki los. Skoro te dzieci mają darzyć go miłością nieskończoną, wieczną, to czemu on nie robi tego samego? To, co dzieje się teraz na ziemi ma być może i karą, za to, co ludzie wyprawiali przez tysiące lat, ale w takim wypadku czemu nie nauczyć ich manier w inny sposób? Skoro pozornie kocha swoje dzieci tak bezgranicznie, to czemu sprawia, że chorują, lub nakreśla ich cechami, za które sam jednocześnie chce skazywać na potępienie? Z perspektywy przeciętnego zjadacza chleba, człowiek był w rękach Boga prędzej zabawką, aniżeli ukochanym dziełem.

- Na tle inny istot odznaczamy się jedynie rozwiniętym intelektem, niczym więcej. Stworzyliśmy może wielkie cywilizacje, miasta, cuda, ale, podobnie jak wszystko inne, co żyje, walczymy tylko o przetrwanie. A fakt, że Pan darzy nas uczuciem i zainteresowaniem niewiele zmienia. Przynajmniej obecnie - trudno było od jasnowłosej wymagać innego podejścia. Nigdy nie została wychowana w wierze, żadnej tak na dobrą sprawę. Zawsze uczono ją, że może liczyć tylko na siebie i nikt inny nie wchodził w grę - nawet sam Bóg. Mówiono jej, że głupotą jest czekać na jakąś pomoc z jego strony, bo szanse na nią były znikome i lepiej było samemu walczyć o to, czego się potrzebowało. Myśl o tym, że ktoś może jednak nad nią czuwać była komfortowa, ale na tym się to kończyło. Nie podważała może istnienia Stwórcy - otwarcie jednak podważała, czy jakkolwiek ludziom pomaga. Zresztą, po tylu stuleciach patrzenia na to, jak jego doskonały obraz społeczeństwa niszczeje i zapada się coraz bardziej, nikt nie byłby chyba w stanie wierzyć w to, że coś jeszcze z tego tworu da się uzyskać.

Fakt, z jakim przekonaniem brunet mówił jej o Bogu nie stwarzał podejrzeń, prędzej jakąś formę zainteresowania, która mimowolnie rosła w niej z każdym jego słowem. Nie zgadzała się z jego opinią, to prawda, ale fakt, że znalazła w końcu kogoś, z kim może podyskutować na inny temat, niż to, że nie ma co jeść, że brakuje broni i że życie na tym padole jest męczące, był przyjemną odmianą, której bardzo potrzebowała. To jak z czytaniem książki, z tą jedynie różnicą, że musiała jednie słuchać, a na dodatek mogła kłócić się z autorem słów. To, czy gadał jak pomyleniec, nie było już tak znaczące.

Izrael... obiła się jej ta nazwa o uszy może kilka razy. Nie potrafiła tego miejsca umieścić gdziekolwiek na mapie, ani nawet w swojej podświadomości, próbując połączyć je z jakimkolwiek wydarzeniem czy postacią historyczną. Najwyraźniej, zniknęło z powierzchni ziemi zbyt dawno temu, by zapamiętała cokolwiek z tych kilku lekcji, które obracały się wokół tego zagadnienia. Zdołała przywołać tyle, że mówili jej o tym, gdy miała jakieś piętnaście, szesnaście lat.
- Poczekaj - przerwała mu nagle, zanim zaczął drugą część wypowiedzi. - Jak... jak dawno temu to było? Skoro Izraela od stuleci nie ma na mapach? - nagła konsternacja, która objawiła się na jej twarzy, wskazywała na lekko opóźnione połączenie wątków. Wszystko wskazywało na to, że jej rozmówca nie był w żadnym wypadku jej pokroju, bo w hierarchii stał kilka szczebli wyżej. Ale nie, dopóki sam jej tego nie potwierdzi, nie będzie niczego pewna. Nie.

Mówił o niej w tak piękny i czuł sposób, że na moment poczuła, można powiedzieć, ukłucie zazdrości. Nie z tego względu, że nie mówił tego o niej, bo to byłoby zwyczajnie dziwne, ale dlatego, że.... że ktoś mógł mieć taką opinię o innej osobie. Taką czystą, nie przyćmioną żadnymi chorymi pobudkami czy żądzą opinię. Przypatrywała mu się, nie przerywając już, a gdy skończył, rozpromieniła się i obdarzyła go najbardziej cudownym uśmiechem, na jaki było ją stać. Szeroki, jasny i szczery. - Ślicznie o niej mówisz. Musiała być wyjątkową kobietą - Powiedziała to w taki sposób, że jej ton krzyczał aż "Ja mogę być jeszcze bardziej wyjątkowa, jeśli mi na to pozwolisz". Przez cały ten czas trzymała kąciki ust wysoko, jakby zahipnotyzowana jego słowami. - Co się z nią stało? - dodała po chwili, już przed jego reakcją czując, jak bardzo to pytanie było nieodpowiednie.


Ostatnio zmieniony przez Isla dnia Sob Lut 17, 2018 11:38 am, w całości zmieniany 1 raz

_________________
-



Am i what you call...
a jelous type?


{ motherly love }

#700D0D



Isla
-----------
Desperatka

avatar

Liczba postów : 242
GODNOŚĆ : Isla Hart, choć w M3 znana była również pod imieniem Helga.

Powrót do góry Go down

Re: Bar    Pisanie by Urijah on Pon Lut 12, 2018 10:08 pm
No tak. Wraz z rozwiniętym intelektem, samoświadomością i wolną wolą pojawiają się także pytania, zwątpienie, niedowierzanie, pomniejszanie swojej wartości. Urijah znał to bardzo dobrze, ale w przeciwieństwie do ludzi wiedział także, że znaczą o wiele więcej, niż mogłoby im się wydawać. Zostali istotami wybranymi, otrzymali wszystko, czego mogli zapragnąć, ale ich jeden błąd przesądził o tym, że teraz zamiast raju mają zwykłe życie. Wbrew powszechnej opinii, Ur nie byłby jednak w stanie stwierdzić, że był to zły wybór. Owszem, w Edenie ludzkość miała wszystkiego pod dostatkiem, ale tam także nie zasmakowałaby życia w pełnej okazałości tak, jak ma okazję zrobić to teraz. Prawda jest bowiem taka, że życie to nie tylko te przyjemne, błogie i boskie chwile, ale także smutek i rozpacz. Ciężko tak jednak na to spoglądać w ten sposób, kiedy ma się co najwyżej kilkadziesiąt lat życia. Do takich rzeczy trzeba nabrać perspektywy, co miał okazję Urijah już uczynić.

- Odznaczacie się łaską pańską i jego błogosławieństwem. Tylko Wy jesteście chrzczeni, tylko Wy możecie zmyć z siebie własne grzechy, które na siebie sami sprowadziliście. I muszę Ci przyznać rację. Teraz ten fakt nie ma znaczenia głównie dlatego, że Pan nas opuścił. Wierzę jednak, że kiedyś wróci i znowu zapanuje względny porządek, a ludzie nadal będą mogli popełniać i naprawiać własne błędy. A skoro już raz stworzyliście cywilizację, to stworzycie ją ponownie. Nawet nie masz pojęcia ile razy na przestrzeni dziejów rozgrywał się ten sam schemat. - wiedział, że ludzie mogą mieć pretensje do Boga o to, że ich opuścił, ale z tego faktu zdawały sobie sprawę prawie wszystkie anioły. Ba, niektóre z nich czuły się tak samo i odwróciły się od anielskiej braci, szukając przy tym własnej drogi. Urijah uważał jednak, że taka postawa nie sprawi, że Pan do nich wróci. Powinni swoimi czynami, słowami i swoim świadectwem dawać jak najlepszy przykład po to, żeby zobaczył, że im na nim zależy, że biorą sobie jego zniknięcie do serca i szczerze żałują swoich postępków. Oczywiście Ur nie był władny do tego, żeby decydować co tak naprawdę sprawiło, że ich Stwórca się od nich odwrócił, ale mógł się jedynie domyślać. Tysiąclecia bacznego przyglądania się wszystkim istnieniom, tysiąclecia spoglądania na krew, wojny, zbrodnie, niezliczony czas spędzony na wyczekiwaniu na wieczny pokój i wzajemną miłość - każdy mógłby się zmęczyć. Panuje jednak przekonanie, że Bóg nie może tego robić, że jest wszechmocny, że jest wszechpotężny i wszystkowiedzący. Nikt jednak nie bierze pod uwagę tego, że każdy został stworzony na jego podobieństwo. Czy matka nie jest czasem zmęczona wychowywaniem dzieci? Czy człowiek nie nuży się nigdy pracą? Po kimś musieli to odziedziczyć, od kogoś musiało się to wziąć. Czy to celowy plan Boga? Czy to odbicie jego osobowości? Można snuć tylko domysły, co właśnie robił Urijah, ale i tak nigdy nie będzie wiadomo co było prawdą.

Tak, w końcu musiało się to wydarzyć. Ile to razy anioł widział spanikowane lub niedowierzające twarze kiedy mówił o zamierzchłych czasach? Ile to razy ludzie nie wierzyli w jego słowa dopóki nie zobaczyli jego skrzydeł? Niewierny Tomasz był człowiekiem i ta niewierność w ludziach pozostała. Nie było to jednak raczej nic dziwnego, bo w tak ciężkich czasach jak te ciężko było znaleźć osobę szczerze i bezgranicznie wierzącą. Każdy miał swoje wątpliwości, każdy miał swoje wyrzuty i zadry na sercu. Urijah to rozumiał.
- Od tysiącleci. - doprecyzował wypowiedź Isli, bowiem nie mówił o tym Izraelu, który powstał później - Wystarczająco dawno, żeby ludzie już zapomnieli. O Państwie Dawidowym, o tamtejszych wydarzeniach, o tym co się działo ponad trzy tysiące lat temu. To jednak Wasza zaleta i wada - nie żyjecie długo. Z jednej strony nie doświadczacie wszystkiego, co może zaoferować życie, ale z drugiej strony przeżywacie wszystko o wiele intensywniej wiedząc, że za rogiem może czaić się Wasz koniec. To jest właśnie w Was piękne. - odpowiedział, nie kryjąc się z tym, że posiada wiedzę sprzed trzech tysięcy lat. Jak to odbierze kobieta jest już jej sprawą. Najczęstszą reakcją był jednak nerwowy śmiech i następujące po nim gwałtowne rozglądanie się po pomieszczeniu w celu znalezienia najbliższego wolnego stolika lub wyjścia. Byleby jak najdalej od możliwego wariata.  Urijah nie starał się jednak ukrywać tego, że nie identyfikuje się z ludźmi. Wyrażał się tak, jakby byli kompletnie inną rasą, jakby on sam był jedynie obserwatorem wydarzeń rozgrywających się przed jego oczami. Jednakże uśmiech Isli i jej następne pytanie ponownie przypomniały mu, że nie zawsze tak było. Anioł odwzajemnił uśmiech kobiety, ale w jego przypadku posiadał on jakiś smutny akcent. Urijah nie odpowiedział od razu na to pytanie. Spuścił głowę i wpatrzył się w swoje palce, które zaczęły powoli podwijać rękawy swetra do wysokości połowy przedramion tylko po to, żeby zaraz nagie dłonie przetarły jego twarz. Widać było, że to pytanie uderzyło w sedno.

- Ja... Ja nie wiem. Nigdy nie dane mi było się o tym przekonać. Moi bracia i siostry otrzymali zakaz informowania mnie o jej losie, ja sam nie zamierzałem sprzeciwiać się woli Pana. Wierzę, że miał jakiś cel w zatajeniu przede mną tej informacji. Nic nie dzieje się bez powodu, Panienko Islo. Nic nie dzieje się bez powodu. - powtórzył smutno, mogłoby się wydawać, proste i banalne zdanie, ale dla niego miało ono ogromne znaczenie. To właśnie dzięki zlepkowi tych kilku słów był w stanie przetrwać wymierzoną mu karę i zrozumieć swoje postępowanie. Dla każdego z nich Pan miał jakiś plan, każdemu z nich wyznaczone były wzloty, upadki, chwile radości i smutku, które miały ich przygotować do dnia ostatecznego. Czemu więc w przypadku aniołów miałoby być inaczej? Byli tylko wiernymi sługami Boga, opiekunami ludzkości. Myślenie, że są w jakimkolwiek stopniu specjalne lub wybrane byłoby błędem.
- Czasem niewiedza jest błogosławieństwem i wierzę, że tak też jest w moim przypadku. Bóg chroni mnie przed samym sobą. - dodał zaraz, a w jego głosie słychać było pewną ulgę. Tak, wierzył w Pana bezgranicznie, był jego wierną owieczką i sługą, więc nie widział w tym nic dziwnego. Bardziej powinien dziwić ton rozmowy, która naprawdę nie pasowała do tego miejsca, ale to akurat Urijahowi nie przeszkadzało. Był wśród ludzi, rozmawiał z ich przedstawicielką i musiał stwierdzić, że całość nie wygląda tak źle, jak mu malowano jeszcze w Edenie. Człowiek potrafi przeżyć w każdych warunkach, więc podniesie się i z tego.

_________________
Bo za miliony kocham i cierpię katusze...



Urijah
-----------
Parias

avatar

Liczba postów : 107
GODNOŚĆ : Urijah

Powrót do góry Go down

Re: Bar    Pisanie by Isla on Sob Lut 17, 2018 11:37 am
Ludzi charakteryzuje przede wszystkim ostrożność. Bycie z jednym z ostatnim ogniw łańcucha pokarmowego to wspaniała szkoła nieufności, która pokazuje, jak łatwo z pana sytuacji stać się byle obiadem. Ta sama ręka, która kiedyś z dumą dzierżyła broń, może zaraz zostać odgryziona ze śmieszną wręcz łatwością. Isla nie mogła sobie pozwolić na utratę kontroli przez byle niedopatrzenie czy zwykłą sympatię, którą nieznajomy próbował w niej obudzić. Możliwe, że nie było to robione umyślnie, taka może być jego natura i sposób bycia - delikatny, czuły i tak przesadnie ostrożny, by w żaden sposób nie przekroczyć granic, które sam sobie wyznaczył. W głębi serca na to liczyła, zmęczona już okrucieństwem, z którym codziennie musiała się zmierzać.
- Nie jestem ochrzczona - przerwała mu nagle, delikatnie przechylając twarz. Proces chrztu nie był raczej w M3 zbyt popularny, do tego stopnia, że nie znała nawet jego przeznaczenia, czy przebiegu. Naprawdę, Biblia to lektura, którą musiała szybko nadrobić, bo w końcu przestanie wiedzieć, o czym do niej Urijah mówi. Mówi się jednak, że kto nie pyta, ten błądzi i tym samym tokiem rozumowania kierowała się Isla. - Na czym to polega? Do czego służy? - Spytała, z żywym zainteresowaniem malującym się na twarzy. Miała tendencje do chłonięcia wiedzy jak gąbka, bo choć była prawie trzydziestoletnią, dojrzałą dawno kobietą, informacje, które miała na temat pewnych rzeczy, były w opłakanym stanie. Świadoma tego jednak do granic możliwości, chciała to naprawiać, uzupełniać luki i wreszcie czuć, że jakkolwiek się rozwija.

Co jednak jeśli Bóg się pomylił? Stworzenie człowieka widocznie nie było pomysłem idealnym, skoro kompletnie go opuścił, a i on sam swoją omylność musiał odziedziczyć. Skoro stworzony na wzór Pana, z pewnością większość jego cech posiada, więc i Bóg mógł mieć zwyczajnie dość tego, co się działo na ziemi, nikt nie może temu zaprzeczyć, ani przede wszystkim zarzucić. Ale właśnie tutaj może jego boski plan się posypał i po prostu nie wie co zrobić?

- Czym więc jesteś? - domyślała się, było to wręcz oczywiste, lecz nie mogła niczego stwierdzić bez otwartego potwierdzenia z jego strony. Zawsze była możliwość, że zwyczajnie kłamie, powtarza słowa zasłyszane w rozmowach innych, ale w to akurat Isla śmiała wątpić. Mówił o tym z taką nonszalancją, przekonaniem, jakby widział to wszystko i czuł w tym właśnie momencie. Nie było jednak jej w pytaniu nawet nuty zdenerwowania czy dyskomfortu - podobnie jak wcześniej, wypełnione było ciekawością. Chyba się już zapomniała, że nie powinna się tak do niego zbliżać i interesować, jakoby był dziwnym zwierzątkiem, którego nie była w stanie pojąć. - Idąc więc tym tokiem myślenia, skoro żyjesz tak długo, twoje życie jest mdłe? Czy to już tylko kwestia perspektywy? - nie mogła zaprzeczyć, że jej byt od zawsze był wyrazisty, ale nie miała punktu odniesienia, który pozwoliłby jej na skonfrontowanie tego z kimś, kto żyje dużo dłużej, niż ona. Chyba zakładała, że każdy odczuwa trudy egzystencji w ten sam sposób. Fakt faktem, z czasem można się przyzwyczaić i pewne sprawy nie wydają się już tak straszne, ale zawsze pojawić mogą się przecież nowe wyzwania.

Poczuła, ze dobrze trafiła z pytaniem, tak jak też zamierzała. Choć tak naprawdę nie była zaciekawiona losem jego ukochanej, chciała przekonać się jak bardzo wielki wpływ ma na niego jej osoba i jak mogłaby to kiedyś wykorzystać.
- Może i to faktycznie lepiej. Nie cierpisz z jej powodu - nie zastanawiając się nad tym zbyt długo, delikatnie założyła mu niesforny kosmyk włosów za ucho, w wyjątkowo czułym geście. - Jednakże, skoro tak, może nasze spotkanie też jest częścią jego planu. Może daje ci drugą szansę na szczęście? - dodała, a na jej twarzy ponownie zagościł delikatny uśmiech.

_________________
-



Am i what you call...
a jelous type?


{ motherly love }

#700D0D



Isla
-----------
Desperatka

avatar

Liczba postów : 242
GODNOŚĆ : Isla Hart, choć w M3 znana była również pod imieniem Helga.

Powrót do góry Go down

Re: Bar    Pisanie by Urijah Yesterday at 7:32 pm
To jedno zdanie wybiło Urijaha z rytmu. Zdawał sobie sprawę, że dawniej ludzie niechętnie przyjmowali chrzest, ale przecież później nastąpiła odwrotna tendencja. Wszystko szło w dobrym kierunku, kiedy był jeszcze w izolatce. A może to właśnie przez to nie dostrzegał tak oczywistych sygnałów? Być może kiedy on rozglądał się za wielkimi grzechami dokonywanymi przez ludzkość, tak naprawdę uciekały mu sprzed oczu te małe niedociągnięcia, które były przyczyną wszystkiego dookoła. Po raz kolejny przekonał się o tym, jak bardzo jest ślepy i jak wiele rzeczy musi się jeszcze nauczyć od swojego Ojca. Tylko czy w tym momencie możliwe jest odwrócenie tego nurtu? Czy ludzie, którzy poczuli się porzuceni i w zasadzie zostali porzuceni, będą chcieli znaleźć ukojenie w świętym sakramencie chwilowo nieobecnego Boga? Pod nogami anioła z dnia na dzień pojawiały się kolejne kłody, które zaczęły go trochę przytłaczać. Nie był na tyle mądry, żeby samemu dać sobie z nimi radę, nie był na tyle kreatywny, żeby znaleźć okrężną drogę, ale był za to na tyle uparty, że poszuka pomocy, a jeśli będzie trzeba, to nawet stanie naprzeciwko nich i będzie czekał, aż zgniją! Da sobie radę. Teraz jednak spojrzał smutnymi oczyma na Islę, szczerze jej współczując. Nie zamierzał jednak na nic naciskać. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Bóg nie aprobowałby takiego rozwiązania. Zmuszanie człowieka do przyjęcia chrztu czy też namolne namawianie go mijałoby się z celem całego sakramentu.
- Strasznie przykro mi to słyszeć, Islo. Jest to szczególny dar i moje serce zawsze pęka, kiedy widzę, że ktoś go nie doświadczył. - zwrócił się do niej najdelikatniej jak potrafił. Wielokrotnie słyszał jak nauczyciele i anioły przestrzegają ludzi, że bez tego sakramentu każdy trafi do piekła i zostanie całe życie grzesznikiem, ale nie tędy wiodła droga do ludzkich serc. Nie przez strach, a przez zrozumienie i miłość - Chrzest? - zapytał, żeby się upewnić. Nie miał pojęcia, że ludzka wiedza o obrządkach chrześcijańskich aż tak bardzo podupadła, ale cieszył się z tego, że to właśnie on mógł wprowadzić nową, zagubioną dusze w ich arkany - Obrzęd nawrócenia i oczyszczenia z grzechów, który został przekazany ludziom przez Jezusa Chrystusa. Jest to początek przynależności do wspólnoty Kościoła. Poprzez wysłuchanie Pism mojego Stwórcy, wyrzeczenie się wszystkiego zła, wyznanie wiary w Trójcę Świętą oraz obmycie czoła wodą, na nowego wiernego zstępuje Duch Święty. Od tego momentu Twoja karta jest czysta, nie masz w sobie grzechu pierworodnego, a błędy Adama i Ewy na Tobie nie ciążą. To wspaniała forma odkupienia ludzkości, za którą Jezus Chrystus zapłacił najwyższą cenę. - wytłumaczył w skrócie, żeby za bardzo nie mieszać w głowie dziewczynie. Nie chciał brzmieć jak kaznodzieja, nie chciał, żeby to wszystko wydawało jej się nudne i zbyteczne, ale nie mógł też niczego dopisać czy podkolorować. Chrzest mógł wydawać się niczym szczególnym, ale tak naprawdę tylko dzięki niemu ludzkość miała możliwość rozpoczęcia życia czystą kartą. To on był czymś, co wspomagało ich życie i co sprawiało, że w każdej sekundzie swojego życia przy ich boku była boża łaska i plan. Dla Urijaha wydawało się to logiczne, ale przecież on był właśnie jedną z tych istot, które były stworzone do obserwowania ludzi i czuwania nad boskim planem. Dla przeciętnego człowieka, któremu przyszło żyć w takich czasach i który zna tylko te czasy, z pewnością wydawało się to całkowicie absurdalne, a wszystkie obietnice brzmiały jak kłamstwa.

Kim jesteś? Proste pytanie, a Urijahowi przysparzało tak wiele problemów. Aniołem! Odpowiedź wydawała się oczywista, ale czy aniołem może być istota, która dopuściła się grzechu? Powinien być nieskazitelny, powinien być czysty jak biel jego skrzydeł, a tymczasem ta biel nie tylko jest nieobecna w jego sercu, ale także i nie ma jej na jego skrzydłach. Mimo tego Parias uśmiechnął się delikatnie pod nosem i po raz kolejny spojrzał kobiecie prosto w oczy.
- Jestem stworzeniem bożym tak, jak i ludzie. Zostałem jednak stworzony na długo przed tym, jak się urodziłaś, na długo przed tym jak ludzie zaczynali wznosić wieżowce, zamki, pierwsze osady, na długo przed tym, jak powstaliście. Jestem tym, co Wy nazywacie aniołami. A przynajmniej kiedyś nim na pewno byłem... - wyjaśnił, ostatnie zdanie dopowiadając już sobie wyłącznie w myślach. Nie czuł się do końca pełnoprawnym członkiem rodziny swoich skrzydlatych braci i sióstr, ale nie zamierzał na razie opowiadać o tym Isli. Nie chciał jej mącić w głowie, nie chciał, żeby przez jednego osobnika jej ewentualny obraz nieskazitelnych aniołów legł w gruzach i już nigdy się nie podniósł. Być może nie doceniał jej wiary, być może się mylił, ale wiedział, że w takich sytuacjach najlepiej dmuchać na zimne.

- Czemu życie miałoby być mdłe? - zapytał Isli tak, jakby właśnie się go zapytała o to dlaczego woda jest mokra - Wszędzie dookoła nas istnieją znaki tego, że wśród nas istnieje miłość pańska. Każde drzewo, uschnięte czy nie, każdy ptak, naturalny krąg życia, ludzie, ich śmiech, ich płacz, ich złość, ich grzechy. Wszystko to jest świadectwem tego, że ktoś włożył w ten świat dużo starań i uczuć. A skoro ktoś taki zrobił coś takiego, to myślisz, że nie schowałby w nim jakichś sekretów dla ciekawskich? Żyję już tyle lat, a nadal nie rozgryzłem ludzkiej natury. Jak mógłbym się nudzić czy wątpić w taką kreację, skoro nawet nie pojąłem dziesięciu procent jej zamysłu? - tak właśnie spoglądał na świat Urijah - jako na coś niemalże doskonałego, jako na jakiś projekt czy zadanie, które przyszło mu zrozumieć. Wszystko było dla niego ciekawe, niewiele rzeczy było oczywistych, ale za to bardzo dużo aspektów pozostało nadal nieodkrytych i niewyjaśnionych. Jeśli to właśnie na nich ktoś się będzie skupiał, to prędko odkryje, że tak naprawdę pozorna mdłość świata była tylko i wyłącznie jego własnym, błędnym przekonaniem. Winą jego negatywnego nastawienia i pewnych nawyków, których nie zamierzał zmieniać. Chociaż to samo można było powiedzieć o jego podejściu do Betsabe. Każda, normalna istota już dawno by o niej zapomniała albo przynajmniej przestała ją kochać, ale nie. Nie Urijah. Może właśnie dlatego słowa Isli tak bardzo w niego uderzyły. Nie cierpi? Też tak sądził. Szansa na szczęście? W głowie anioła on w ogóle na nie nie zasługiwał. Powinien pokutować długie lata, żeby chociaż w części odkupić swoje winy.

- Dziękuje Ci Islo, że starasz się mnie pocieszyć, ale niemożliwym jest zrozumienie planów Pana. Być może właśnie wystawia mnie na próbę, oczekuje, że się nie zawaham, nie zachwieję. Nie zamierzam Cię jednak zadręczać moimi problemami. Zapewniam Cię, że podejdę do Ciebie tak, jak do każdego innego człowieka. - miał swoje wątpliwości, ale jednocześnie coś go do niej ciągnęło. To pierwszy raz od trzech tysięcy lat, jak ujrzał kogoś, kto do złudzenia przypomina Betsabe. Co więcej, ta osoba jest naprawdę miła i w głębi duszy czul, że również dobra. Dlaczego miałby się więc od niej w jakikolwiek odgradzać czy odcinać? Czy w ten sposób nie przyznawałby, że nie jest wystarczająco silny aby zapanować nad swoimi żądzami? Nie. On stawi czoło wszystkim przeciwnościom i wyjdzie z nich zwycięsko tak, jak powinien to zrobić. Dlatego też podejrzewał, że z Islą będzie się widział o wiele częściej, niż tylko dzisiaj. To ona miała być kluczem do jego odkupienia.

_________________
Bo za miliony kocham i cierpię katusze...



Urijah
-----------
Parias

avatar

Liczba postów : 107
GODNOŚĆ : Urijah

Powrót do góry Go down

Re: Bar    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 44 z 44 Previous  1 ... 23 ... 42, 43, 44   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry