Strona 44 z 45 Previous  1 ... 23 ... 43, 44, 45  Next

Go down





Re: Bar Pisanie by Isla on 10/2/2018, 22:06
    
Trudno chcieć miłości ojca, który sam sprowadził na swoje dzieci ten ciężki los. Skoro te dzieci mają darzyć go miłością nieskończoną, wieczną, to czemu on nie robi tego samego? To, co dzieje się teraz na ziemi ma być może i karą, za to, co ludzie wyprawiali przez tysiące lat, ale w takim wypadku czemu nie nauczyć ich manier w inny sposób? Skoro pozornie kocha swoje dzieci tak bezgranicznie, to czemu sprawia, że chorują, lub nakreśla ich cechami, za które sam jednocześnie chce skazywać na potępienie? Z perspektywy przeciętnego zjadacza chleba, człowiek był w rękach Boga prędzej zabawką, aniżeli ukochanym dziełem.

- Na tle inny istot odznaczamy się jedynie rozwiniętym intelektem, niczym więcej. Stworzyliśmy może wielkie cywilizacje, miasta, cuda, ale, podobnie jak wszystko inne, co żyje, walczymy tylko o przetrwanie. A fakt, że Pan darzy nas uczuciem i zainteresowaniem niewiele zmienia. Przynajmniej obecnie - trudno było od jasnowłosej wymagać innego podejścia. Nigdy nie została wychowana w wierze, żadnej tak na dobrą sprawę. Zawsze uczono ją, że może liczyć tylko na siebie i nikt inny nie wchodził w grę - nawet sam Bóg. Mówiono jej, że głupotą jest czekać na jakąś pomoc z jego strony, bo szanse na nią były znikome i lepiej było samemu walczyć o to, czego się potrzebowało. Myśl o tym, że ktoś może jednak nad nią czuwać była komfortowa, ale na tym się to kończyło. Nie podważała może istnienia Stwórcy - otwarcie jednak podważała, czy jakkolwiek ludziom pomaga. Zresztą, po tylu stuleciach patrzenia na to, jak jego doskonały obraz społeczeństwa niszczeje i zapada się coraz bardziej, nikt nie byłby chyba w stanie wierzyć w to, że coś jeszcze z tego tworu da się uzyskać.

Fakt, z jakim przekonaniem brunet mówił jej o Bogu nie stwarzał podejrzeń, prędzej jakąś formę zainteresowania, która mimowolnie rosła w niej z każdym jego słowem. Nie zgadzała się z jego opinią, to prawda, ale fakt, że znalazła w końcu kogoś, z kim może podyskutować na inny temat, niż to, że nie ma co jeść, że brakuje broni i że życie na tym padole jest męczące, był przyjemną odmianą, której bardzo potrzebowała. To jak z czytaniem książki, z tą jedynie różnicą, że musiała jednie słuchać, a na dodatek mogła kłócić się z autorem słów. To, czy gadał jak pomyleniec, nie było już tak znaczące.

Izrael... obiła się jej ta nazwa o uszy może kilka razy. Nie potrafiła tego miejsca umieścić gdziekolwiek na mapie, ani nawet w swojej podświadomości, próbując połączyć je z jakimkolwiek wydarzeniem czy postacią historyczną. Najwyraźniej, zniknęło z powierzchni ziemi zbyt dawno temu, by zapamiętała cokolwiek z tych kilku lekcji, które obracały się wokół tego zagadnienia. Zdołała przywołać tyle, że mówili jej o tym, gdy miała jakieś piętnaście, szesnaście lat.
- Poczekaj - przerwała mu nagle, zanim zaczął drugą część wypowiedzi. - Jak... jak dawno temu to było? Skoro Izraela od stuleci nie ma na mapach? - nagła konsternacja, która objawiła się na jej twarzy, wskazywała na lekko opóźnione połączenie wątków. Wszystko wskazywało na to, że jej rozmówca nie był w żadnym wypadku jej pokroju, bo w hierarchii stał kilka szczebli wyżej. Ale nie, dopóki sam jej tego nie potwierdzi, nie będzie niczego pewna. Nie.

Mówił o niej w tak piękny i czuł sposób, że na moment poczuła, można powiedzieć, ukłucie zazdrości. Nie z tego względu, że nie mówił tego o niej, bo to byłoby zwyczajnie dziwne, ale dlatego, że.... że ktoś mógł mieć taką opinię o innej osobie. Taką czystą, nie przyćmioną żadnymi chorymi pobudkami czy żądzą opinię. Przypatrywała mu się, nie przerywając już, a gdy skończył, rozpromieniła się i obdarzyła go najbardziej cudownym uśmiechem, na jaki było ją stać. Szeroki, jasny i szczery. - Ślicznie o niej mówisz. Musiała być wyjątkową kobietą - Powiedziała to w taki sposób, że jej ton krzyczał aż "Ja mogę być jeszcze bardziej wyjątkowa, jeśli mi na to pozwolisz". Przez cały ten czas trzymała kąciki ust wysoko, jakby zahipnotyzowana jego słowami. - Co się z nią stało? - dodała po chwili, już przed jego reakcją czując, jak bardzo to pytanie było nieodpowiednie.


Ostatnio zmieniony przez Isla dnia 17/2/2018, 11:38, w całości zmieniany 1 raz


{ motherly love }

#700D0D
avatar
Isla

Desperatka






GODNOŚĆ :
Isla Hart. Żadna Helga. Tfu.

Liczba postów :
469


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Urijah on 12/2/2018, 22:08
    
No tak. Wraz z rozwiniętym intelektem, samoświadomością i wolną wolą pojawiają się także pytania, zwątpienie, niedowierzanie, pomniejszanie swojej wartości. Urijah znał to bardzo dobrze, ale w przeciwieństwie do ludzi wiedział także, że znaczą o wiele więcej, niż mogłoby im się wydawać. Zostali istotami wybranymi, otrzymali wszystko, czego mogli zapragnąć, ale ich jeden błąd przesądził o tym, że teraz zamiast raju mają zwykłe życie. Wbrew powszechnej opinii, Ur nie byłby jednak w stanie stwierdzić, że był to zły wybór. Owszem, w Edenie ludzkość miała wszystkiego pod dostatkiem, ale tam także nie zasmakowałaby życia w pełnej okazałości tak, jak ma okazję zrobić to teraz. Prawda jest bowiem taka, że życie to nie tylko te przyjemne, błogie i boskie chwile, ale także smutek i rozpacz. Ciężko tak jednak na to spoglądać w ten sposób, kiedy ma się co najwyżej kilkadziesiąt lat życia. Do takich rzeczy trzeba nabrać perspektywy, co miał okazję Urijah już uczynić.

- Odznaczacie się łaską pańską i jego błogosławieństwem. Tylko Wy jesteście chrzczeni, tylko Wy możecie zmyć z siebie własne grzechy, które na siebie sami sprowadziliście. I muszę Ci przyznać rację. Teraz ten fakt nie ma znaczenia głównie dlatego, że Pan nas opuścił. Wierzę jednak, że kiedyś wróci i znowu zapanuje względny porządek, a ludzie nadal będą mogli popełniać i naprawiać własne błędy. A skoro już raz stworzyliście cywilizację, to stworzycie ją ponownie. Nawet nie masz pojęcia ile razy na przestrzeni dziejów rozgrywał się ten sam schemat. - wiedział, że ludzie mogą mieć pretensje do Boga o to, że ich opuścił, ale z tego faktu zdawały sobie sprawę prawie wszystkie anioły. Ba, niektóre z nich czuły się tak samo i odwróciły się od anielskiej braci, szukając przy tym własnej drogi. Urijah uważał jednak, że taka postawa nie sprawi, że Pan do nich wróci. Powinni swoimi czynami, słowami i swoim świadectwem dawać jak najlepszy przykład po to, żeby zobaczył, że im na nim zależy, że biorą sobie jego zniknięcie do serca i szczerze żałują swoich postępków. Oczywiście Ur nie był władny do tego, żeby decydować co tak naprawdę sprawiło, że ich Stwórca się od nich odwrócił, ale mógł się jedynie domyślać. Tysiąclecia bacznego przyglądania się wszystkim istnieniom, tysiąclecia spoglądania na krew, wojny, zbrodnie, niezliczony czas spędzony na wyczekiwaniu na wieczny pokój i wzajemną miłość - każdy mógłby się zmęczyć. Panuje jednak przekonanie, że Bóg nie może tego robić, że jest wszechmocny, że jest wszechpotężny i wszystkowiedzący. Nikt jednak nie bierze pod uwagę tego, że każdy został stworzony na jego podobieństwo. Czy matka nie jest czasem zmęczona wychowywaniem dzieci? Czy człowiek nie nuży się nigdy pracą? Po kimś musieli to odziedziczyć, od kogoś musiało się to wziąć. Czy to celowy plan Boga? Czy to odbicie jego osobowości? Można snuć tylko domysły, co właśnie robił Urijah, ale i tak nigdy nie będzie wiadomo co było prawdą.

Tak, w końcu musiało się to wydarzyć. Ile to razy anioł widział spanikowane lub niedowierzające twarze kiedy mówił o zamierzchłych czasach? Ile to razy ludzie nie wierzyli w jego słowa dopóki nie zobaczyli jego skrzydeł? Niewierny Tomasz był człowiekiem i ta niewierność w ludziach pozostała. Nie było to jednak raczej nic dziwnego, bo w tak ciężkich czasach jak te ciężko było znaleźć osobę szczerze i bezgranicznie wierzącą. Każdy miał swoje wątpliwości, każdy miał swoje wyrzuty i zadry na sercu. Urijah to rozumiał.
- Od tysiącleci. - doprecyzował wypowiedź Isli, bowiem nie mówił o tym Izraelu, który powstał później - Wystarczająco dawno, żeby ludzie już zapomnieli. O Państwie Dawidowym, o tamtejszych wydarzeniach, o tym co się działo ponad trzy tysiące lat temu. To jednak Wasza zaleta i wada - nie żyjecie długo. Z jednej strony nie doświadczacie wszystkiego, co może zaoferować życie, ale z drugiej strony przeżywacie wszystko o wiele intensywniej wiedząc, że za rogiem może czaić się Wasz koniec. To jest właśnie w Was piękne. - odpowiedział, nie kryjąc się z tym, że posiada wiedzę sprzed trzech tysięcy lat. Jak to odbierze kobieta jest już jej sprawą. Najczęstszą reakcją był jednak nerwowy śmiech i następujące po nim gwałtowne rozglądanie się po pomieszczeniu w celu znalezienia najbliższego wolnego stolika lub wyjścia. Byleby jak najdalej od możliwego wariata.  Urijah nie starał się jednak ukrywać tego, że nie identyfikuje się z ludźmi. Wyrażał się tak, jakby byli kompletnie inną rasą, jakby on sam był jedynie obserwatorem wydarzeń rozgrywających się przed jego oczami. Jednakże uśmiech Isli i jej następne pytanie ponownie przypomniały mu, że nie zawsze tak było. Anioł odwzajemnił uśmiech kobiety, ale w jego przypadku posiadał on jakiś smutny akcent. Urijah nie odpowiedział od razu na to pytanie. Spuścił głowę i wpatrzył się w swoje palce, które zaczęły powoli podwijać rękawy swetra do wysokości połowy przedramion tylko po to, żeby zaraz nagie dłonie przetarły jego twarz. Widać było, że to pytanie uderzyło w sedno.

- Ja... Ja nie wiem. Nigdy nie dane mi było się o tym przekonać. Moi bracia i siostry otrzymali zakaz informowania mnie o jej losie, ja sam nie zamierzałem sprzeciwiać się woli Pana. Wierzę, że miał jakiś cel w zatajeniu przede mną tej informacji. Nic nie dzieje się bez powodu, Panienko Islo. Nic nie dzieje się bez powodu. - powtórzył smutno, mogłoby się wydawać, proste i banalne zdanie, ale dla niego miało ono ogromne znaczenie. To właśnie dzięki zlepkowi tych kilku słów był w stanie przetrwać wymierzoną mu karę i zrozumieć swoje postępowanie. Dla każdego z nich Pan miał jakiś plan, każdemu z nich wyznaczone były wzloty, upadki, chwile radości i smutku, które miały ich przygotować do dnia ostatecznego. Czemu więc w przypadku aniołów miałoby być inaczej? Byli tylko wiernymi sługami Boga, opiekunami ludzkości. Myślenie, że są w jakimkolwiek stopniu specjalne lub wybrane byłoby błędem.
- Czasem niewiedza jest błogosławieństwem i wierzę, że tak też jest w moim przypadku. Bóg chroni mnie przed samym sobą. - dodał zaraz, a w jego głosie słychać było pewną ulgę. Tak, wierzył w Pana bezgranicznie, był jego wierną owieczką i sługą, więc nie widział w tym nic dziwnego. Bardziej powinien dziwić ton rozmowy, która naprawdę nie pasowała do tego miejsca, ale to akurat Urijahowi nie przeszkadzało. Był wśród ludzi, rozmawiał z ich przedstawicielką i musiał stwierdzić, że całość nie wygląda tak źle, jak mu malowano jeszcze w Edenie. Człowiek potrafi przeżyć w każdych warunkach, więc podniesie się i z tego.


Bo za miliony kocham i cierpię katusze...
avatar
Urijah

Parias






GODNOŚĆ :
Urijah

Liczba postów :
126


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Isla on 17/2/2018, 11:37
    
Ludzi charakteryzuje przede wszystkim ostrożność. Bycie z jednym z ostatnim ogniw łańcucha pokarmowego to wspaniała szkoła nieufności, która pokazuje, jak łatwo z pana sytuacji stać się byle obiadem. Ta sama ręka, która kiedyś z dumą dzierżyła broń, może zaraz zostać odgryziona ze śmieszną wręcz łatwością. Isla nie mogła sobie pozwolić na utratę kontroli przez byle niedopatrzenie czy zwykłą sympatię, którą nieznajomy próbował w niej obudzić. Możliwe, że nie było to robione umyślnie, taka może być jego natura i sposób bycia - delikatny, czuły i tak przesadnie ostrożny, by w żaden sposób nie przekroczyć granic, które sam sobie wyznaczył. W głębi serca na to liczyła, zmęczona już okrucieństwem, z którym codziennie musiała się zmierzać.
- Nie jestem ochrzczona - przerwała mu nagle, delikatnie przechylając twarz. Proces chrztu nie był raczej w M3 zbyt popularny, do tego stopnia, że nie znała nawet jego przeznaczenia, czy przebiegu. Naprawdę, Biblia to lektura, którą musiała szybko nadrobić, bo w końcu przestanie wiedzieć, o czym do niej Urijah mówi. Mówi się jednak, że kto nie pyta, ten błądzi i tym samym tokiem rozumowania kierowała się Isla. - Na czym to polega? Do czego służy? - Spytała, z żywym zainteresowaniem malującym się na twarzy. Miała tendencje do chłonięcia wiedzy jak gąbka, bo choć była prawie trzydziestoletnią, dojrzałą dawno kobietą, informacje, które miała na temat pewnych rzeczy, były w opłakanym stanie. Świadoma tego jednak do granic możliwości, chciała to naprawiać, uzupełniać luki i wreszcie czuć, że jakkolwiek się rozwija.

Co jednak jeśli Bóg się pomylił? Stworzenie człowieka widocznie nie było pomysłem idealnym, skoro kompletnie go opuścił, a i on sam swoją omylność musiał odziedziczyć. Skoro stworzony na wzór Pana, z pewnością większość jego cech posiada, więc i Bóg mógł mieć zwyczajnie dość tego, co się działo na ziemi, nikt nie może temu zaprzeczyć, ani przede wszystkim zarzucić. Ale właśnie tutaj może jego boski plan się posypał i po prostu nie wie co zrobić?

- Czym więc jesteś? - domyślała się, było to wręcz oczywiste, lecz nie mogła niczego stwierdzić bez otwartego potwierdzenia z jego strony. Zawsze była możliwość, że zwyczajnie kłamie, powtarza słowa zasłyszane w rozmowach innych, ale w to akurat Isla śmiała wątpić. Mówił o tym z taką nonszalancją, przekonaniem, jakby widział to wszystko i czuł w tym właśnie momencie. Nie było jednak jej w pytaniu nawet nuty zdenerwowania czy dyskomfortu - podobnie jak wcześniej, wypełnione było ciekawością. Chyba się już zapomniała, że nie powinna się tak do niego zbliżać i interesować, jakoby był dziwnym zwierzątkiem, którego nie była w stanie pojąć. - Idąc więc tym tokiem myślenia, skoro żyjesz tak długo, twoje życie jest mdłe? Czy to już tylko kwestia perspektywy? - nie mogła zaprzeczyć, że jej byt od zawsze był wyrazisty, ale nie miała punktu odniesienia, który pozwoliłby jej na skonfrontowanie tego z kimś, kto żyje dużo dłużej, niż ona. Chyba zakładała, że każdy odczuwa trudy egzystencji w ten sam sposób. Fakt faktem, z czasem można się przyzwyczaić i pewne sprawy nie wydają się już tak straszne, ale zawsze pojawić mogą się przecież nowe wyzwania.

Poczuła, ze dobrze trafiła z pytaniem, tak jak też zamierzała. Choć tak naprawdę nie była zaciekawiona losem jego ukochanej, chciała przekonać się jak bardzo wielki wpływ ma na niego jej osoba i jak mogłaby to kiedyś wykorzystać.
- Może i to faktycznie lepiej. Nie cierpisz z jej powodu - nie zastanawiając się nad tym zbyt długo, delikatnie założyła mu niesforny kosmyk włosów za ucho, w wyjątkowo czułym geście. - Jednakże, skoro tak, może nasze spotkanie też jest częścią jego planu. Może daje ci drugą szansę na szczęście? - dodała, a na jej twarzy ponownie zagościł delikatny uśmiech.


{ motherly love }

#700D0D
avatar
Isla

Desperatka






GODNOŚĆ :
Isla Hart. Żadna Helga. Tfu.

Liczba postów :
469


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Urijah on 18/2/2018, 19:32
    
To jedno zdanie wybiło Urijaha z rytmu. Zdawał sobie sprawę, że dawniej ludzie niechętnie przyjmowali chrzest, ale przecież później nastąpiła odwrotna tendencja. Wszystko szło w dobrym kierunku, kiedy był jeszcze w izolatce. A może to właśnie przez to nie dostrzegał tak oczywistych sygnałów? Być może kiedy on rozglądał się za wielkimi grzechami dokonywanymi przez ludzkość, tak naprawdę uciekały mu sprzed oczu te małe niedociągnięcia, które były przyczyną wszystkiego dookoła. Po raz kolejny przekonał się o tym, jak bardzo jest ślepy i jak wiele rzeczy musi się jeszcze nauczyć od swojego Ojca. Tylko czy w tym momencie możliwe jest odwrócenie tego nurtu? Czy ludzie, którzy poczuli się porzuceni i w zasadzie zostali porzuceni, będą chcieli znaleźć ukojenie w świętym sakramencie chwilowo nieobecnego Boga? Pod nogami anioła z dnia na dzień pojawiały się kolejne kłody, które zaczęły go trochę przytłaczać. Nie był na tyle mądry, żeby samemu dać sobie z nimi radę, nie był na tyle kreatywny, żeby znaleźć okrężną drogę, ale był za to na tyle uparty, że poszuka pomocy, a jeśli będzie trzeba, to nawet stanie naprzeciwko nich i będzie czekał, aż zgniją! Da sobie radę. Teraz jednak spojrzał smutnymi oczyma na Islę, szczerze jej współczując. Nie zamierzał jednak na nic naciskać. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Bóg nie aprobowałby takiego rozwiązania. Zmuszanie człowieka do przyjęcia chrztu czy też namolne namawianie go mijałoby się z celem całego sakramentu.
- Strasznie przykro mi to słyszeć, Islo. Jest to szczególny dar i moje serce zawsze pęka, kiedy widzę, że ktoś go nie doświadczył. - zwrócił się do niej najdelikatniej jak potrafił. Wielokrotnie słyszał jak nauczyciele i anioły przestrzegają ludzi, że bez tego sakramentu każdy trafi do piekła i zostanie całe życie grzesznikiem, ale nie tędy wiodła droga do ludzkich serc. Nie przez strach, a przez zrozumienie i miłość - Chrzest? - zapytał, żeby się upewnić. Nie miał pojęcia, że ludzka wiedza o obrządkach chrześcijańskich aż tak bardzo podupadła, ale cieszył się z tego, że to właśnie on mógł wprowadzić nową, zagubioną dusze w ich arkany - Obrzęd nawrócenia i oczyszczenia z grzechów, który został przekazany ludziom przez Jezusa Chrystusa. Jest to początek przynależności do wspólnoty Kościoła. Poprzez wysłuchanie Pism mojego Stwórcy, wyrzeczenie się wszystkiego zła, wyznanie wiary w Trójcę Świętą oraz obmycie czoła wodą, na nowego wiernego zstępuje Duch Święty. Od tego momentu Twoja karta jest czysta, nie masz w sobie grzechu pierworodnego, a błędy Adama i Ewy na Tobie nie ciążą. To wspaniała forma odkupienia ludzkości, za którą Jezus Chrystus zapłacił najwyższą cenę. - wytłumaczył w skrócie, żeby za bardzo nie mieszać w głowie dziewczynie. Nie chciał brzmieć jak kaznodzieja, nie chciał, żeby to wszystko wydawało jej się nudne i zbyteczne, ale nie mógł też niczego dopisać czy podkolorować. Chrzest mógł wydawać się niczym szczególnym, ale tak naprawdę tylko dzięki niemu ludzkość miała możliwość rozpoczęcia życia czystą kartą. To on był czymś, co wspomagało ich życie i co sprawiało, że w każdej sekundzie swojego życia przy ich boku była boża łaska i plan. Dla Urijaha wydawało się to logiczne, ale przecież on był właśnie jedną z tych istot, które były stworzone do obserwowania ludzi i czuwania nad boskim planem. Dla przeciętnego człowieka, któremu przyszło żyć w takich czasach i który zna tylko te czasy, z pewnością wydawało się to całkowicie absurdalne, a wszystkie obietnice brzmiały jak kłamstwa.

Kim jesteś? Proste pytanie, a Urijahowi przysparzało tak wiele problemów. Aniołem! Odpowiedź wydawała się oczywista, ale czy aniołem może być istota, która dopuściła się grzechu? Powinien być nieskazitelny, powinien być czysty jak biel jego skrzydeł, a tymczasem ta biel nie tylko jest nieobecna w jego sercu, ale także i nie ma jej na jego skrzydłach. Mimo tego Parias uśmiechnął się delikatnie pod nosem i po raz kolejny spojrzał kobiecie prosto w oczy.
- Jestem stworzeniem bożym tak, jak i ludzie. Zostałem jednak stworzony na długo przed tym, jak się urodziłaś, na długo przed tym jak ludzie zaczynali wznosić wieżowce, zamki, pierwsze osady, na długo przed tym, jak powstaliście. Jestem tym, co Wy nazywacie aniołami. A przynajmniej kiedyś nim na pewno byłem... - wyjaśnił, ostatnie zdanie dopowiadając już sobie wyłącznie w myślach. Nie czuł się do końca pełnoprawnym członkiem rodziny swoich skrzydlatych braci i sióstr, ale nie zamierzał na razie opowiadać o tym Isli. Nie chciał jej mącić w głowie, nie chciał, żeby przez jednego osobnika jej ewentualny obraz nieskazitelnych aniołów legł w gruzach i już nigdy się nie podniósł. Być może nie doceniał jej wiary, być może się mylił, ale wiedział, że w takich sytuacjach najlepiej dmuchać na zimne.

- Czemu życie miałoby być mdłe? - zapytał Isli tak, jakby właśnie się go zapytała o to dlaczego woda jest mokra - Wszędzie dookoła nas istnieją znaki tego, że wśród nas istnieje miłość pańska. Każde drzewo, uschnięte czy nie, każdy ptak, naturalny krąg życia, ludzie, ich śmiech, ich płacz, ich złość, ich grzechy. Wszystko to jest świadectwem tego, że ktoś włożył w ten świat dużo starań i uczuć. A skoro ktoś taki zrobił coś takiego, to myślisz, że nie schowałby w nim jakichś sekretów dla ciekawskich? Żyję już tyle lat, a nadal nie rozgryzłem ludzkiej natury. Jak mógłbym się nudzić czy wątpić w taką kreację, skoro nawet nie pojąłem dziesięciu procent jej zamysłu? - tak właśnie spoglądał na świat Urijah - jako na coś niemalże doskonałego, jako na jakiś projekt czy zadanie, które przyszło mu zrozumieć. Wszystko było dla niego ciekawe, niewiele rzeczy było oczywistych, ale za to bardzo dużo aspektów pozostało nadal nieodkrytych i niewyjaśnionych. Jeśli to właśnie na nich ktoś się będzie skupiał, to prędko odkryje, że tak naprawdę pozorna mdłość świata była tylko i wyłącznie jego własnym, błędnym przekonaniem. Winą jego negatywnego nastawienia i pewnych nawyków, których nie zamierzał zmieniać. Chociaż to samo można było powiedzieć o jego podejściu do Betsabe. Każda, normalna istota już dawno by o niej zapomniała albo przynajmniej przestała ją kochać, ale nie. Nie Urijah. Może właśnie dlatego słowa Isli tak bardzo w niego uderzyły. Nie cierpi? Też tak sądził. Szansa na szczęście? W głowie anioła on w ogóle na nie nie zasługiwał. Powinien pokutować długie lata, żeby chociaż w części odkupić swoje winy.

- Dziękuje Ci Islo, że starasz się mnie pocieszyć, ale niemożliwym jest zrozumienie planów Pana. Być może właśnie wystawia mnie na próbę, oczekuje, że się nie zawaham, nie zachwieję. Nie zamierzam Cię jednak zadręczać moimi problemami. Zapewniam Cię, że podejdę do Ciebie tak, jak do każdego innego człowieka. - miał swoje wątpliwości, ale jednocześnie coś go do niej ciągnęło. To pierwszy raz od trzech tysięcy lat, jak ujrzał kogoś, kto do złudzenia przypomina Betsabe. Co więcej, ta osoba jest naprawdę miła i w głębi duszy czul, że również dobra. Dlaczego miałby się więc od niej w jakikolwiek odgradzać czy odcinać? Czy w ten sposób nie przyznawałby, że nie jest wystarczająco silny aby zapanować nad swoimi żądzami? Nie. On stawi czoło wszystkim przeciwnościom i wyjdzie z nich zwycięsko tak, jak powinien to zrobić. Dlatego też podejrzewał, że z Islą będzie się widział o wiele częściej, niż tylko dzisiaj. To ona miała być kluczem do jego odkupienia.


Bo za miliony kocham i cierpię katusze...
avatar
Urijah

Parias






GODNOŚĆ :
Urijah

Liczba postów :
126


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Isla on 25/2/2018, 01:21
    
Smutek, który mogła dostrzec w jego posrebrzanych żytem oczach zbił ją nieznacznie z pantałyku. Nie była w stanie zrozumieć jego przejęcia, nieważne jak głęboko poszukiwała w sobie choć resztek empatii. Nuta współczucia w głosie? To tylko coraz bardziej mąciło jej w głowie. - Czyli, mam rozumieć...- mruknęła, gdy ten skończył mówić - że jeśli zostanę ochrzczona, będę miała jeszcze szansę na zbawienie? - Uniosła lekko brwi. Może i brzmiała na nawiną, tak też się zresztą czuła, jak naiwna owieczka, która skoczy za kompanem w przepaść, ale w duszy była zwyczajnie ciekawa. Może i nigdy nie widziała sensu w wypowiadaniu formułek, z nadzieją, że ktoś ich wysłucha - nie lepsza byłaby szczera rozmowa, spowiedź z tego, co uwiera, boli, przeszkadza? Większość znanych jej religii ma swoje wiersze, sakramenty, ale skoro Bóg jest do człowieka tak podobny, nie powinniśmy z nim jak z człowiekiem rozmawiać? Mimo wszystko, cała ta bajka przestawała się trzymać kupy i zaczynała sypała, jak ziarnka piasku.
Anioł! Jej myśli zostały zwerbalizowane w przeciągu kilkunastu sekund, sprawiając tym samym, że doznała zaskakującej wręcz ulgi, która po chwili została wymieszana z fascynacją. Otworzyła szerzej oczy, a w jej źrenicach zapłonęły ciekawskie ogniki. Ba, nie mogła przez moment wydusić z siebie słowa, nadal lekko zszokowana faktem, że jej przypuszczenia okazały się prawdziwe. Wszystko stało się nagle logiczne, wszelkie niedomówienia zniknęły, rozmowy będą łatwiejsze. Jak miło, że tak krótko się z tym krył. - Miło - odparła, nadal nie mogąc się odczepić od lakonicznych wypowiedzi. W zwyczaju miała nawet i kwieciste zdania, ale przy nim się jakoś broniła. Wstydziła wypowiadać tak przed majestatem? Możliwe. - Tak, miło - powtórzyła, kręcąc nagle głową. - Znaczy, przepraszam. Po prostu nie wiem jak zareagować. Nie znam żadnego anioła - to, fakt faktem, nie mijało się z prawdą. Kiedyś jednak musi być ten pierwszy raz - widać, nastąpił. Urijah z każdą sekundą stawał się coraz bardziej interesujący.
- W tej kwestii muszę się z tobą zgodzić. Świat jest interesujący, prawda, ale powiedz mi, mój drogi - poprawiła rękaw swetra, który nagle zaczął ją niesamowicie uwierać -  nie sądzisz, że w którymś momencie Bóg się pomylił? Potknął? Nie wiem, czy planował przerwę czy po prostu miał już dość, czy w ogóle już to wcześniej robił, skoro powiedziałeś, że nie pierwszy raz musimy odbudować cywilizację - wszystko było tak zagmatwane, pomieszane, tak męczące dla jej biednej głowy. Zainteresowanie walczyło u niej z czystą tendencją do ignorowania problemu. Dzięki czemu niby nie zjadł jej jeszcze strach? Gdyby nie to, zwijałaby się na ziemi, płacząc już lata temu, za każdym razem, kiedy czuła ostrze na gardle.
Jak do każdego innego człowieka? O nie nie, Isla zamierzała odcisnąć na jego marnym żywocie piętno. Zapadnie mu w pamięci bardziej niż Betsabe, czy tego chce, czy nie. Obiecała to sobie, a jedną z jej cech charakterystycznych była nieprzeciętna upartość. Tak ma być, tak też więc i będzie, nieważne, jakie profity może z tego mieć.
- Nie zadręczysz mnie, mój drogi. Z chęcią wysłucham, mając nadzieję, że ty może kiedyś wysłuchasz mnie -


{ motherly love }

#700D0D
avatar
Isla

Desperatka






GODNOŚĆ :
Isla Hart. Żadna Helga. Tfu.

Liczba postów :
469


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Urijah on 27/2/2018, 15:27
    
Czy to nie oczywiste? Takie pytanie cisnęło mu się na usta, ale natychmiast skarcił się za nie we własnej głowie. Ludzie mogli już tego nie wiedzieć. Podczas gdy dla niego okres "wakacji" Boga nie był wcale taki długi, dla tych istot mógł on już trwać całą wieczność. Być może właśnie teraz chrzest był ludziom potrzebny bardziej, niż dawniej? To pierwszy krok w stronę powrotu do prawdziwej wiary, więc dlaczego by nie spróbować?
- Szanse na zbawienie ma każdy z Was, ale także za sprawą Waszych czynów może ona rosnąć lub drastycznie maleć. Chrzest jest o tyle ważnym sakramentem, że potwierdza Twoje oddanie Panu. Nie postrzegaj go jednak jak gwarancję raju. On pomaga, ale jeśli będziesz szła złą drogą, to nawet on nie przykryje Twoich uczynków. Jeśli chcesz, mogę Ci polecić moich braci i siostry, którzy z pewnością udzielą Ci dobrych rad. - powiedział do Isli, nie zabierając jej w żaden sposób nadziei, ale przestrzegając też przed myśleniem, że chrzest jest drogą na skróty. Człowiek miał tendencję do upraszczania wszystkiego i osiągania swoich celów jak najszybciej, sięgając przy tym po każdy możliwy sposób. Oczywiście przyjmując takie stanowisko, Urijah strasznie generalizował rodzaj ludzki, ale zdawał sobie sprawę z tego, że faktycznie w większości przypadków tak to wygląda. Tymczasem życie, choć na pewno przyjemne, nie jest takie proste jakby mogło się wydawać. Stanie na górze łańcucha pokarmowego wcale nie oznacza, że wszystko będzie przychodziło z dziecięca wręcz łatwością.
Pierwsza reakcja dziewczyny nieco go zaskoczyła. Miło? I tylko tyle? Zazwyczaj ludzie o wiele bardziej opierali się pomysłowi, że pomiędzy nimi może chodzić istota stworzona przez Boga, która nie jest człowiekiem. Pewnie o takiej słyszeli, ale gdy ją zobaczyli i tak w to nie wierzyli. Tymczasem Isla zdawała się nie wątpić w słowa Urijaha, a po prostu zaakceptowała jego pochodzenie. Nadal była zmieszana, ale dla anioła była to wielka ulga, bo chyba po raz pierwszy nie musiał nikogo przekonywać ani też ukazywać swoich skrzydeł, żeby tylko mu uwierzono. Ten prosty, aczkolwiek przyjemny fakt, wywołał na jego twarzy szeroki uśmiech, którym podzielił się z kobietą. Naprawdę doceniał to, że zwyczajnie mu uwierzyła.
- Proszę, nie róbmy z tego jakiegoś wielkiego wydarzenia. Zwracaj się do mnie tak samo, jak zwracasz się do innych ludzi. Tak samo też mnie traktuj. W końcu nie różnię się tak zbytnio od Was i to Wy jesteście boskimi ulubieńcami. - tak, wedle logiki Urijaha, ludzie jako ogół stali w hierarchii świata znacznie wyżej niż anioły. Skrzydlaci byli tylko obserwatorami, czuwali nad przebiegiem wydarzeń, w razie czego delikatnie pomagali. Sami jednak nigdy nie pchali maszyny zwanej światem do przodu. Od zarania dziejów było to zadanie ludzkości, która do tej pory gorzej lub lepiej sobie z nim radziła. To właśnie ludzie byli częścią boskiego planu, a nie anioły. Wszelkie kompleksy niższości ze strony człowieka były więc dla Urijaha nieuzasadnione.
- Nie mnie wypowiadać się za Pana. - odpowiedział z delikatnym uśmiechem, bo to pytanie słyszał już od ludzi wielokrotnie - Niezrozumiałe są jego wyroki i plany, ale mogę Cię zapewnić, że nic nie dzieje się bez powodu. Być może był wszystkim zmęczony, być może chce zobaczyć jak świat poradzi sobie bez jego ingerencji, a być może chce poddać swoje kreacje swoistemu testowi. Może on dotyczyć zarówno aniołów, jak i ludzi. Swoimi rozumami nie będziemy w stanie objąć jego motywów, więc jedyne co nam pozostaje, to wiara w sercu oraz podążanie za naukami, jakie do tej pory nam przekazał. Macie wolną wolę, ale nie oznacza to, że jesteście bezkarni. Właśnie dlatego musieliście się nieraz podnosić z kolan. - zdawał sobie sprawę, że taka odpowiedź mogła nie zadowolić kobiety. Ba, nie spotkał się jeszcze do tej pory z człowiekiem, który by to zrozumiał. Być może dla istot, które rodziły się całkowicie wolne pojęcie koncepcji boskiego planu było trudne, ale właśnie dlatego została im darowana wiara. Gdzie nie pomoże umysł, tam wspomoże serce.
- Jestem Ci wdzięczny za empatię, Islo, ale niestety nie mogę. Nie powinienem zadręczać ludzkiej duszy problemami, które jej nie dotyczą. Za to z chęcią udzielę Ci zawsze pomocy i schronienia. Tak Tobie, jak i każdemu człowiekowi. Możesz to przekazać swoim pobratymcom. - zwrócił się do kobiety, jednocześnie krótko opisując jej jak może trafić do jego prowizorycznego domostwa. Może nie było to luksusowe miejsce, ale na nieprzyjaznej Desperacji każdy kąt dający schronienie może okazać się niezbędny. Kto wie, być może Isli kiedyś przyda się ta wiedza.


Bo za miliony kocham i cierpię katusze...
avatar
Urijah

Parias






GODNOŚĆ :
Urijah

Liczba postów :
126


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Isla on 10/3/2018, 15:24
    
Nie śmiałaby uznać tego za formę skrócenia sobie drogi do zbawienia - w żadnym wypadku. Może i odznaczała się w pewnych momentach naiwnością, nadzieją na niemożliwe, ale to akurat było tak oczywiste, że w innym wypadku wyszłaby na głupią.  Pokręciła więc przecząco głową, ruchem dłoni sygnalizując, że kompletnie nie o to jej chodziło. - W żadnym wypadku. Bardziej chodzi mi o to, patrząc na to, co już zrobiłam, czy... czy to nie przeszkodzi - opowiadanie o przeszłości i o tym, co się zajmuje, nie przystoi w towarzystwie anioła, więc postanowiła ująć wszystko w ogół. - To jest, mam na myśli, czy chrzest w pewien sposób... da mi czystą kartę, rozumiesz? - nigdy nie sądziła, że po tym czego dokonała, Bóg mógłby jej jakoś wybaczyć. Nie żeby było jej z tym jakkolwiek źle, bo Niebo zrobiła sobie na ziemi, a będąc poza murami w jakiś sposób za do pokutowała, jednakże, jeśli po śmierci okres pokuty i kary trwałby nadal, nie byłaby, dosłownie, wniebowzięta.

Nietrudno było jej to uwierzyć ze względu na to, że Urijah wydał się jej niemożliwie wiarygodny i czysty, ponadto była pewna, że gdyby kiedyś o to poprosiła, potwierdziłby jej ten fakt w jakiś sposób. Obecnie jednak, wśród osobistości rozmaitych, często niebezpiecznych, wolała nawet i nie ryzykować zwracaniem na siebie uwagi. Nikt przecież nie znał ich podejścia do istot boskich. - Nie mam zamiaru. Ale wiesz, to jak po poznaniu pierwszego wymordowanego... wtedy też, nie wiedziałam, jak się zachować. Dobrze, że tamten akurat nie chciał mnie zabić, bo inaczej bym z tobą teraz nie rozmawiała - w Mieście nie było wiadomo co dokładnie mieszka poza murami (i czy w ogóle jest tam jakieś życie), więc gdy w końcu wydostała się poza teren M-3, była w czystym, naturalnym szoku. Wychodzi więc na to, że ryzykowała śmiercią w męczarniach, chorobie i głodzie, ale wolała to od gnicia w więzieniu, czy czegokolwiek innego, o czym zdecydować sama nie mogła.
- Huh. Rozumiem - pokiwała głową, bo choć było to w pewnym sensie kłamstwo, spowodowane było ono po prostu ograniczonym umysłem. Trudno było jej pojąć coś takiego i najpewniej nie jej jedynej, więc stwierdziła, że nie ma sensu brnąć w to dalej. Najzwyczajniej w świecie.
- Oh, proszę Cię, oczywiście, że możesz. Nie jesteś z kamienia, przecież musisz coś czuć. O tu - dotknęła go palcem tam, gdzie znajduje się serce, trochę tak, jakby chciała pokazać, że organ pompujący krew ma cokolwiek do uczuć. No toż to bez sensu. - A z uczuciami trudno sobie czasem poradzić. Może mam inne podejście, niż ty, ale możliwie, że właśnie to będzie w stanie ci pomóc. Inna perspektywa - zmarszczyła wyraźnie brwi, jakby oburzona jego podejściem do sytuacji. Gra aktorska na najwyższym poziomie.


{ motherly love }

#700D0D
avatar
Isla

Desperatka






GODNOŚĆ :
Isla Hart. Żadna Helga. Tfu.

Liczba postów :
469


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Urijah on 18/3/2018, 21:16
    
Zagubiona, bezbronna owieczka. Tylko tyle w tej chwili widział przed sobą Urijah. Chciał jej jakoś pomóc, ulżyć w cierpieniu, a jej zachowanie i wygląd sprawiały, że chęć niesienia pomocy jeszcze w nim rosła. Co by zrobił, gdyby na jej miejscu faktycznie była jego ukochana? Co może jej zaoferować, żeby choć trochę umilić jej to życie na Desperacji? Anioł jeszcze tego nie wiedział, ale na pewno rozważy pewne opcje i jeśli nie dojdzie sam do żadnych wniosków, to zapyta o radę swoich braci i swoje siostry.
- Nie ma takich grzechów, których nie dałoby się odkupić. Albo za życia albo w gazie przejściowej pomiędzy nim, a życiem wiecznym. Nie powinnaś się poddawać. Chyba znasz tę zasadę, prawda? Ludzie często mi mówili, że to pierwsza rzecz jakiej trzeba nauczyć się na Desperacji. Ja sądzę jednak, że należy tak podchodzić do sprawy niezależnie od tego, gdzie się akurat znajdujemy. Tak samo jest z wiarą. - odezwał się Urijah, uśmiechając się do Isli, chcąc ją niejako trochę uspokoić. Nadzieja jest zawsze, ale szanse na powodzenie zależą już od tego jak będzie się zachowywała dziewczyna - Jeśli tylko będziesz miała Pana tutaj... - powiedział i dotknął dwoma palcami jej czoła - oraz tutaj - tym razem dotknął miejsca, w którym znajduje się serce, ale na własnym ciele. Inaczej byłoby to niestosowne! - To nie wiem czemu miałoby Ci się nie udać. Kwestia wytrwałości i wiary. - wyjaśnił w końcu, starając się jej dać do zrozumienia, że nie ma dla niej niczego niemożliwego. W końcu była człowiekiem, a ta rasa jest wyjątkowo uparta.

No tak, wymordowani. Mina Urijaha delikatnie zrzedła kiedy o nich usłyszał.  Nie potrafił zrozumieć jakim cudem dopuszczono do ich powstania i nie potrafił sobie wyobrazić jak sobie z nimi poradzić. Byli niewątpliwie zarazą świata, ale to nie jest ich wina, więc karanie takich wyrzutków za nieswoje błędy byłoby niewłaściwe. Tutaj jednak Ur musiał przyznać rację Isli. Miała szczęście, że nic się jej nie stało. A być może była to boska łaska? Niezbadana jest ścieżka Pana, więc dziewczyna mogła dostać od niego jakiś znak, a zwyczajnie go nie zauważyła. Być może Jahleel będzie miał o tym jakies informacje.
- Czuję więcej, niż mogłoby Ci się zdawać. - zwrócił się do kobiety i odruchowo chwycił jej dłoń, która znajdowała się zaraz przy jego sercu. Przez następną, krótką chwilę wpatrywał się po prostu w jej oczy w całkowitej ciszy. Nie było to celowe, ani nie miało to oznaczać niczego szczególnego. Po prostu zatopił się w swoich myślach, starając się rozstrzygnąć czy aby na pewno może obarczać tę biedną duszyczkę swoimi problemami. Dopiero gdy w barze ktoś stłukł szklankę, sam Urijah również się ocknął, natychmiastowo puszczając dłoń dziewczyny.
- Przepraszam. - mruknął cicho pod nosem, będąc wyraźnie zmieszanym - Będę się już zbierał. Gdybyś miała problemy, to wiesz gdzie mnie szukać. - dorzucił w pośpiechu i wstał od stołu niczym oparzony. Dlaczego się tak zachowywał? Przecież do tej pory żaden człowiek nie budził w nim takich emocji, jak robiła to teraz Isla. Przy niej znowu zaczynał odżywać, znowu się zamyślał, znowu robił rzeczy, których nie rozumiał. Dlatego uznał, że lepiej się ulotnić teraz, póki jest jeszcze bezpiecznie, niż zrobić coś, co nie będzie mu dawało spokoju przez następne miesiące. Wizyta u Jahleela i tak jest obowiązkowa, tak.

z/t x2


Ostatnio zmieniony przez Urijah dnia 8/4/2018, 21:19, w całości zmieniany 1 raz


Bo za miliony kocham i cierpię katusze...
avatar
Urijah

Parias






GODNOŚĆ :
Urijah

Liczba postów :
126


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Arthur on 26/3/2018, 00:23
    
Minę miał ponurą, acz tylko z pozoru. Jego standardowa mimika twarzy wyrażała nic więcej i nic mniej niż czystą pustkę i kompletny brak emocji. Tak było łatwiej, a od szczerzenia robiły się zmarszczki. Może nie był jakoś specjalnie młody, ale zdecydowanie gorzej wyglądałby pomarszczony jak shar pei. Lepiej było zachowywać pozory niewinnego nastolatka i tak też wyglądać. Nawet ci co mieli okazję go poznać wciąż czasami łapali się w tę osobliwą pułapkę iluzji wywołanej niczym innym niż wirusem, który pewnego dnia zaczął przeistaczać martwych w zmutowane zombiaki. Jego też nie oszczędził, najpierw uśmiercając, a potem przywołując zza grobu jako połączenie człowieka z wężem, którego trzymał w terrarium, nietoperza, których pełno było na strychu i kto wie czego jeszcze. Niektóre zmysły dzięki temu wyostrzyły się, inne zmarły śmiercią tragiczną. Wzrok pogorszył mu się do tego stopnia, że bez mocnych okularów czy soczewek widział tylko rozmyte plamy barw.
Wchodząc do baru skierował się od razu do swojego ulubionego stolika upchniętego gdzieś w kącie sali. Nie chodziło o to, że był to mroczny zaułek, w którym mógł udawać groźnego, ale po prostu widział drzwi i większość pomieszczenia, dzięki czemu mógł zbierać tak cenne na pustyni informacje. Zsunął kaptur z głowy, odsłaniając rozpuszczone włosy barwy niebieskawoszaroblond. Sztuczny barwnik wyraźnie już schodził, zostawiając po sobie ślady sprawiające, iż Arthur wyglądał jakby osiwiał. Wciąż wyglądały jednak dobrze, choć żywotność koloru powinna się skończyć po kilku myciach. Ratler rozsiadł się na krześle, opierając lewą nogę o brzeg blatu, odchylając się nieco. Oparcie rozklekotanego mebla dotknęło ściany za nim, dając minimalne zabezpieczenie przed runięciem na glebę. Wyciągnął pomiętą kartkę i zaczął przesuwać po niej wzrokiem, w tym samym czasie w prawej ręce bawiąc się od niechcenia monetą. Czasami potrzebował chwili spokoju, a właśnie teraz zamierzał zrobić sobie krótką przerwę od wyszukiwania informacji. I tak po kieszeniach właśnie kitrał mnóstwo zapisanych fragmentów papieru. Wydawałoby się, że waluta raczej marna, ale tu, na pokrętnej Desperacji wieści o innych mieszkańcach były cenione wyżej niż złoto. Niekiedy bardziej opłacało się donieść na kogoś niż zabić go na zlecenie.



Japoński | Włoski | Voice | | ಠ_ಠ

I've gotta fight today
To live another day
Speakin' my mind today
My voice will be heard today!

It's just another war
Just another family torn
My voice will be heard today!
It's just another kill
The countdown begins to destroy ourselves.
avatar
Arthur

Ratlerek     Opętany






GODNOŚĆ :
Arturo Claudio Adrich. Arthur.

Liczba postów :
648


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Arcanine on 29/3/2018, 00:44
    
Miał jeszcze dużo spraw do zrobienia. Czuł nacisk ze strony ludzi, których mijał w podziemnych korytarzach. Wiedział, że oczekiwali od niego szybkich ingerencji, że chcieli odpowiedzi na pytania, których nawet nie zadali. Pudel DOGS umieścił stertę papierzysk na blacie stolika w jego pokoju — i one również czekały aż się nimi zajmie.
Więc kiedy wertował kartki, klnąc pod nosem na wszystkich znanych sobie bogów, z ulgą przyjął nagły hałas; do pomieszczenia weszła Avery. Albo w zasadzie wbiegła. Wleciała. Po prostu wbiła się do wewnątrz razem z drzwiami. Długi ogon ciął powietrze, z pyska skapywała ślina. Dyszała tak głośno, że jej oddech musiano słyszeć na wszystkich kontynentach.
Podniósł na nią rozbawione spojrzenie. Poprawiając ciążące na nosie okulary chwycił sukę za obrożę. Pod paskiem doczepiono kawałek papieru. Już w połowie odczytywanej wiadomości Growlithe podjął decyzję.

Czasami zapominał jak to jest — po prostu wyjść i po prostu się rozerwać. Mieć gdzieś natłok spraw, marudzące tony i cięte spojrzenia. Przekraczając próg Przyszłości odczuł jakiś rodzaj ulgi. Drzwi skrzypnęły potężnie i ten dźwięk był kategoryczny — ale prosty i znajomy. Przede wszystkim znajomy. Tak samo jak zapach i mężczyzna stojący za ciężkim barem.
Bob jak zwykle pucował kufel. Może nawet ten co rok temu, bo chyba tyle Grow tu nie zaglądał. Przeciągając spojrzeniem po znudzonej twarzy barmana wyłapał jego — równie znudzony — wzrok. Uniósł wtedy rękę, luźnym machnięciem nadgarstka posyłając symboliczny gest. Ciemnowłosy mężczyzna za barem tylko przytaknął.
Ten schemat powielali już tysiące razy. Growlithe mógł więc skierować się do tego miejsca. Nogi niemal samoistnie poprowadziły go do wciśniętego w róg stolika, choć oczy ani razu nie natrafiły na siedzącą w cieniu sylwetkę. Zamiast tego Wilczur rozglądał się po pozostałych.
Tutaj również nie szczędzono zerknięć przez ramię, byle tylko dostrzec z kim się ma do czynienia. Co to za zakazana morda? Kim jest ten jasnowłosy gość? Jakie ma interesy z pokraką ledwo wykraczającą poza linię stołu?
O tym myślała ta zakała ludzkości?
Grow usiadł ciężko na krześle naprzeciwko Arthura. Dopiero wtedy zwrócił ku niemu twarz i przyjrzał się kuzynowi uważnie. Słowotok wykrzywił mu gębę, ale się powstrzymał.
Wpierw chciał wysłuchać, co Adrich miał do powiedzenia.
Potem go przyciśnie.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
25501


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Arthur on 2/4/2018, 15:36
    
Właściwie to mógł zaczepić Wilczura w jego gabinecie, ale musiałby stanąć na szczudłach, żeby go było widać zza stosów papierów. No i najpierw zmuszony byłby do przepchnięcia się łokciami przez kolejkę petentów niczym w typowym urzędzie. Zresztą, gdyby wparował mu tam ze swoim typowym "idziesz ze mną, bo wpierdol", to mogłoby to nie zadziałać. Dużo lepiej było napisać krótki liścik miłosny i posłać go za pomocą czworonożnego posłańca. W ten sposób mogłoby się to wydawać dla innych czymś ważniejszym od wysłuchiwania ich biadolenia czy przeglądania rachunków za zdemolowanie czyjegoś mieszkania. Poza tym, lubił spotykać się z psami. Miały sierść, były puchate, przyjazne, radosne i zaślinione. Uwielbiał je tak długo, jak długo nie wskoczyły na niego przewracając na ziemię, co zdarzało się jakoś przy co drugim spotkaniu. Lub każdym w przypadku Shirow. Wolał te biegające kłębki sierści od większości ludzi i przeterminowanych ludzi. Zazwyczaj były od nich mądrzejsze.
Choć Arth pozostawał w pozie "mam was wszystkich w poważaniu albo i niżej", wciąż nasłuchiwał czy ktoś nagle podejrzanie nie ścisza głosu wyjawiając tajemnicę, którą blondyn bardzo chętnie przygarnąłby do kolekcji. Taka praca - zbierać plotki, sprawdzać ile w nich jest prawdą i donosić, dając gangowi jeszcze większą przewagę nad mieszkańcami zapchlonej Desperacji. Albo sprzedawać, co też się czasem opłacało. Rozwidlony jęzor czasem sprawdzał czy aby ktoś nowy nie pojawił się w lokalu omijając w jakiś sposób skrzypnięcie drzwi, szurnięcie krzesłem, nastąpienie na hałaśliwy fragment podłogi. Odruch bezwarunkowy bywał niekiedy uciążliwy i irytujący, ale całkiem przydatny. I większość osób, z którymi miewał styczność szybko przyzwyczajała się do tego, że jak wystawia jęzor to nie w geście obraźliwym, a raczej półświadomie i tylko do kontrolowania otoczenia. Problemem stawało się chyba tylko to, że był to kolejny ze znaków rozpoznawczych kurdupla.
Nie spojrzał w stronę drzwi, kiedy odezwały się z cierpieniem. Kroki zdradziły mu kto się zbliża. Przez tyle lat dobrze zapamiętał sposób poruszania się Growa, częstotliwość jego oddechów, zapach, nawyki i chyba wszystkie charakterystyczne rzeczy, z którymi mógł go skojarzyć. Byłby naprawdę fatalną rodziną i jeszcze gorszym szpiegiem, gdyby go nie rozpoznawał. Moneta stuknęła cicho jeszcze kilka razy o metalowe palce, a następnie zniknęła we wnętrzu dłoni, kiedy przywódca gangu siadał przy stoliku. Na początku wężowy milczał, zastanawiając się od czego zacząć. Wyciągnął go z pracy, więc nie chciał go zawalać pracą, ale raport sam się nie zraportuje, a raczej wolał uniknąć pisania i zasypywania Wilczura dodatkową stertą makulatury.
- Jak się czujesz? - zapytał znienacka, składając czytaną kartkę i patrząc prosto na jasnowłosego osobnika naprzeciwko. NIGDY nie zaczynał tak rozmowy, tym dziwniejsze mogło się to wydawać. Na ogół po prostu od razu gadał o swoich ostatnich odkryciach albo kompletnych pierdołach, nie zwracając uwagi na stan fizyczny i psychiczny kuzyna. Teraz jakoś coś pchnęło go do tego właśnie pytania, które mogłoby wydawać się podejrzane. Zwłaszcza w połączeniu z całkiem radosnym uśmiechem, który zawitał na bladej mordzie. Może to fakt, że ostatnio Wilczur miewał różne dziwne przeżycia i nieprzyjemne doświadczenia? Bo raczej nie to, że dużo pracował. Ten fakt zwykle Adrich olewał, próbując co najwyżej wyciągnąć gdzieś zapracowaną "głowę psiej rodziny" albo oferując swoją pomoc.
Niech ciśnie. Ale najpierw ma odpowiedzieć na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie jak to mawiał pewien bardzo wyluzowany jegomość.



Japoński | Włoski | Voice | | ಠ_ಠ

I've gotta fight today
To live another day
Speakin' my mind today
My voice will be heard today!

It's just another war
Just another family torn
My voice will be heard today!
It's just another kill
The countdown begins to destroy ourselves.
avatar
Arthur

Ratlerek     Opętany






GODNOŚĆ :
Arturo Claudio Adrich. Arthur.

Liczba postów :
648


Powrót do góry Go down





Re: Bar Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 44 z 45 Previous  1 ... 23 ... 43, 44, 45  Next

Powrót do góry


Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach