Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 20/02. Odbyło się kolejne losowanie chorób. Sprawdź czy twoja postać wciąż jest zdorwa!
  • 20/02. Zapoluj na niedźwiedzia babilonskiego.
  • 13/02. Kto sieje mak, ten zbiera wiernych. Wypowiedz się na temat KNW!
  • 11/02. W profilu, w zakładce Contact, pojawiło się nowe pole dla chętnych: discord.
  • Trwają zapisy na bal walentynkowy! Zgłoś się z osobą towarzyszącą.
  • 05/02. Co z organizacją Drug-on? Zaproponuj.

 :: Misje :: Retrospekcje


Go down

Pisanie on 13.02.20 19:03  •  [Mayhem | Lazarus] Empty [Mayhem | Lazarus]
 – Nie zapomnijcie podać mu morfiny na noc. Rozpisałam dawkowanie na karcie, powinna być przypięte do podkładki na ramie łóżka. Tylko ktoś tego przypilnował – głos miała jaz zwykle chłodny, choć tym razem i zmęczony. Dzień był ciężki, pełen napływających pacjentów, nowych chorób, z którymi sobie nie radzono oraz pokaźny ran atakowanych przez bakterie. Między tym wszystkim człowiek z oparzeniem trzeciego stopnia, który przypadł akurat jej. A mogła spędzić spokojny dzień w prosektorium, gdyby nie ponowne braki w personelu szpitala.
 – Będziemy pamiętać, pani Kevorkian. Jeszcze raz dziękujemy za pomoc – stojący naprzeciwko lekarz potrząsnął jej dłonią. W odpowiedzi tylko westchnęła, myślami będąc już przy paczce papierosów, z której zamierzała wyłowić słodkie uzależnienie.
 Pokręciła głową, dając mu znak, by nie kontynuował. Dość się już nasłuchała.
 Nie zdążyła dobrze wyjść z budynku, a ręką już szperała w kieszeni, szukając małego opakowania. Dotyk śliskiego papieru pod opuszkami wykrzywił kąciki ust kobiety w wyrazie ulgi. Stukając w spód palcem wprawiła ostatnie papierosy w ruch; jeden od razu wylądował między pomalowanymi bordową szminką ustami.
 Pstryknęła zapalniczka, plecy wsparły się o chłodną ścianę.
Co za cyrk, pomyślała, zaciągając się papierosem. Długo trzymała kłąb w płucach, najwyraźniej potrzebując chwili na zebranie myśli i rozluźnienie mięśni. W końcu miały kłąb uleciał spomiędzy delikatnie rozchylonych warg.
 Skończywszy palić, skończyła również postój.
 Ruszając w kierunku domu, upchnęła dłonie w kieszenie płaszcza. Szła jak zwykle dumna i wyprostowana, bez grama zainteresowania mijając umykających do czekających rodzin ludzi. Jeszcze nie tak dawno potrafiła postawić się w ich sytuacji, wszak w salonie zwykle zastawała Clifforda. Teraz mogła ujrzeć w pomieszczeniu co najwyżej pełną popielniczkę.
 Chaos myśli sprawił, że nie zauważyła idącego z naprzeciwka mężczyzny. Była jednak kobietą, nie w jej roli leżało schodzenie z drogi. Prawdopodobnie właśnie dlatego facet zahaczył o jej ramię.
 Co za buc.
 – Ah, przepraszam pana, byłam zamyślona – uprzejmy ton nijak nie zgrywał się z myślami, była jednak zbyt wyczerpana na kolejne dyskusje. Poprzestała na uprzejmym skinieniu głowy i poszła dalej.
                                         
Mayhem
Naukowiec
Mayhem
Naukowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.02.20 23:48  •  [Mayhem | Lazarus] Empty Re: [Mayhem | Lazarus]
Nie szkodzi – odpowiedział jej zachrypnięty, jakby długo nieużywany głos i zamiast rozmyć się w miarę oddalania się od siebie, uporczywie dźwięczał jej nad uchem.
 Zwrot w miejscu, jaki wykonał Lazarus, gdy tylko zderzył się z odpowiednią osobą był gwałtowny i spowodował, że mężczyzna szedł teraz ramię w ramię z kobietą. Zdecydowanie za blisko, wyraźnie naruszając jej przestrzeń osobistą. Przedmiot trzymany w dłoni ukrytej w kieszeni rozpiętej bluzy wbił się pod jej żebra, zmuszając lekarkę do przyspieszenia kroku.
Zrób coś głupiego, a cię zastrzelę. Jeżeli zawołasz o pomoc to zastrzelę osobę, która ruszy ci na ratunek – mruknął zdecydowanie ciszej niż poprzednio, a po tym ostrzeżeniu cofnął nieznacznie rękę – Kevorkian, tak? Pracujesz w szpitalu.
 Wiedział, że to ona. Obserwował ją już wcześniej i nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby się pomylić. Po prostu musiał w końcu powiedzieć na głos jej nazwisko. Było dziwne, nawet nie wiedział jak powinien je wymówić, ale smakowało zwycięstwem. W końcu mógł to zrobić. To był dopiero pierwszy krok postawiony na schodach prowadzących do celu, ale zdecydowanie najtrudniejszy.
W lewo. Ruszaj się.
 Ewidentnie ściągał ją z obranej przez nią drogi, najpewniej w jakieś mniej uczęszczane miejsce, ciągle wymuszając dostosowanie się do jego szybkich kroków napieraniem na nią, gdy nieopatrznie zwalniała bądź o ten ułamek sekundy zbyt wolno dostosowywała się do jego poleceń.
 Chciał jak najszybciej stąd zniknąć. Czerwone tęczówki ukryte były pod ciemnymi okularami, które pomogły również schować przed wścibskim wzrokiem idealnych mieszkańców blizny po poparzeniach. Czapka z daszkiem miała pomóc na ewentualne kamery znajdujące się wyżej, ale w odróżnieniu od innych ludzi Boris był zdecydowanie zbyt lekko ubrany. Rozpięta bluza umożliwiała mu zwiększenie pola manewru dla ukrytego w kieszeni pistoletu, ale sprawiała też, że było mu zwyczajnie zbyt zimno. Może jednak ciągnięcie jej w jakieś szemrane uliczki nie było tak dobrym pomysłem, jakim było, gdy obmyślał go siedząc w cieple.
Adres – warknął.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Wtajemniczony
Lazarus
Wtajemniczony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.02.20 2:02  •  [Mayhem | Lazarus] Empty Re: [Mayhem | Lazarus]
 – Nie szkodzi.
 I tyle. Na tym powinna skończyć się cała ich interakcja. Powinno oboje rozejść się w swoim kierunku i nigdy więcej nie spotkać. W końcu był przypadkowym przechodniem na ulicach miasta, prawda?
 Chyba jednak nie do końca.
 Cały czas był obok. Zdecydowanie bliżej, niż Kevorkian sobie tego życzyła. Wewnątrz zgrzytała już zębami, bo uderzyła ją świadomość sytuacji, w której znalazła się całkowitym przypadkiem.
 Od razu poczuła się bardziej zmęczona. Nie pomagało poczucie wbijanego w żebra przedmiotu.
 Nie mogła powiedzieć, że się bała. Czuła drobny niepokój, ale nie nazwałby go strachem. Może chodziło o złość? Wracając ze szpitala, pragnęła spokoju, a napatoczył się jakiś frajer bredzący od rzeczy.
 – Pracuję w prosektorium – sprostowała, bardziej niż przeżyć chcąc wyprowadzić go z błędu. Głos miała zresztą pewny jak zawsze, równie chłodny co nocne powietrze, które ich otaczało.
 – Strzelaj – rzuciła nagle, spoglądając na niego kątem oka. – Ale nie zrobisz tego, prawda? Gdyby chodziło ci o moją śmierć, to pociągnąłbyś za spust już na samym początku. Wiesz, gdzie pracuję, a przynajmniej częściowo, i znasz moje nazwisko, więc jestem ci do czegoś potrzebna.
 Mimo słów szła tam, gdzie ją kierował. Nie była pewna skąd to posłuszeństwo, ale może po prostu chciała zapewnić sobie szansę powrotu do pracy następnego dnia.
 Znalazłszy się w ciemnej uliczce, poczyniła śmiały krok naprzód i przyspieszyła, by móc uwolnić ciało od uwierającej w bok broni. Chciała również złapać w zasięg wzroku pełną sylwetkę agresora, dzięki czemu mogłaby choć częściowo ocenić, z jakim typem napastnika miała do czynienia.
 – W czym więc rzecz? Potrzebujesz pomocy? – brew kobiety powędrowała ku górze. Jeśli właśnie po to ją złapał, to nie widziała przeszkód, by spełnić jego żądania. – Jeśli tylko opuścisz broń, to będę bardziej skłonna do współpracy. Brzmi sprawiedliwie, nie sądzisz? Ty spuszczasz z tonu, a ja robię, co mogę, by ci pomóc.
                                         
Mayhem
Naukowiec
Mayhem
Naukowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.02.20 22:54  •  [Mayhem | Lazarus] Empty Re: [Mayhem | Lazarus]
W... prosektorium. Słowa jak wybuch dźwięczały mu w głowie, nie dając spokoju i wypełniając uszy rozpaczliwym, ogłuszającym piskiem.
Jak kurwa w prosektorium? Z trupami? – zapytał oburzony takim tonem, jakby była to najbardziej pogrzana rzecz pod kopułą okalającą Miasto, a samo przyznanie się do tego było wyznaniem na miarę ostro zakrapianych imprez.
 Nie brzydziły go trupy, bolała go pomyłka. W ogóle nie wziął pod uwagę takiego obrotu spraw. Cały jego misterny plan właśnie legł w gruzach i nawet nie silił się na to, by ukryć swoje rozczarowanie. Otworzył nawet usta, by coś jeszcze powiedzieć, gdy zdał sobie sprawę, że to w ogóle nie ma sensu i zamknął pysk.
 Gadkę samicy puścił mimo uszu, wszak była samicą, więc był przygotowany na to, że gadać będzie dużo. Dużo i niepotrzebnie. Próby uciszenia jej najpewniej byłyby tak skuteczne, co wrzucenie cegły do bębna włączonej pralki. Dał sobie spokój, a jej możliwość wygadania się.
 Gdy przyspieszyła, złapał ją za płaszcz i pociągnął w tył, zmuszając do zatrzymania się i przystania przy ścianie budynku. Zawsze to jedna strona mniej, w którą mogła mu uciec.
Chyba sobie kpisz, że opuszczę broń. To nie przyjacielskie ploty, samico.
 Widział, że mu się przyglądała. Zresztą kto w takiej sytuacji by tego nie robił. Podejrzewał, że szukała jakiegoś słabego punktu, by wykorzystać go do ucieczki, bo na pewno nie przemawiała przez nią ciekawość. Im dłużej na niego patrzyła, tym pewniej miałaby więcej szczegółów, które mogłaby podać w ewentualnym rysopisie do poszukiwań.
Potrzebuję... – zaczął, rozumiejąc, że tak naprawdę od niej samej nie potrzebuje już niczego – Lekarza, prawdziwego. Takiego od żywych. Nawet... nawet nie wiem kogo. Kogokolwiek od chorób zza muru, od mutacji, od chuj-wie-czego, bo sam kurwa lekarzem nie jestem.
 Nie powinien kazać jej wydawać kogokolwiek z jej współpracowników. Nie martwiły go jej ewentualne wyrzuty sumienia, a jedynie ryzyko potencjalnej pułapki. Jednak teraz wiedział, że nie ma już odwrotu. Nie zdążyłby ich dopaść zanim ona nie zgłosiłaby tego do odpowiednich służb. Chyba, że po uzyskaniu informacji od razu by ją zastrzelił.
Daj mi ich nazwiska i nie baw się w przyzwoitość. Twoje nazwisko też mi wydali.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Wtajemniczony
Lazarus
Wtajemniczony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.02.20 5:36  •  [Mayhem | Lazarus] Empty Re: [Mayhem | Lazarus]
 – Z trupami?
 – Zgadza się – skinęła głową. Nie obchodziło jej, co myślał o tym zawodzie, tak sam jak spływały po niej nieprzychylne komentarze mieszkańców. Nie każdy pochwalał grzebanie w trupach na porządku dziennym, nie każdy uważał to za coś normalnego. A była przecież lekarzem, takim samym jak ci w szpitalu, z taką tylko różnicą, że badała zmarłych, a nie żywych.
 Pociągnięta w tył zwolniła kroku i cofnęła stopy. Mimo iż jej oprawca miał przy sobie broń, to czuła się bardziej jak dziewczynka w przedszkolu ciągnięta za warkocz niż prawdziwa ofiara porwania.
 Wsparła plecy o ścianę i skrzyżowała ręce na piersi, konfrontując mężczyznę z niezadowolonym spojrzeniem. Nie miała ośmiu lat i nie w smak było jej ciąganie po ulicy w roli szmacianej lalki.
 A już tym bardziej nazywanie jej samicą.
 – Dla ciebie doktor Kevorkian, samcu – odparła, z trudem hamując brzmienie rozdrażnionej nuty w głosie. Im dłużej mu się przyglądała, tym bardziej dostrzegała zagubienie, które nim kierowało. Wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście przyświecał mu cel bardziej światły od byle napadu. Nie mogło więc chodzić o nic materialnego, a skoro szukał lekarza... był chory? Pytanie – jak bardzo, skoro tak desperacko próbował.
 Ciemna brew kobiety powędrowała ku górze.
 Zaraz wyciągnęła z kieszeni drobny notes i długopis. Naskrobała kilka linijek i wyciągnęła świstek papieru ku nieznajomemu.
 – Adres prosektorium. Przyjdź po północy, obojętnie którego dnia byle nie w niedzielę ani środę – zaczęła, upychając wolną rękę w drugą kieszeń. Opakowanie papierosów wraz z zapalniczką wyłowiła w sekundę. – Również jestem lekarzem, również prawdziwym. Banda tłuków z byle szpitala nie zaskoczy cię niczym, czego ja bym już nie widziała. Skoro rzeczywiście potrzebujesz pomocy, to znajdź tylne drzwi budynku, idź korytarzem cały czas prosto, a na końcu skręć w prawo. Na pewno zobaczysz tabliczkę na drzwiach. Mając pod ręką laboratorium, salę i odpowiedni sprzęt będę mogła przeprowadzić badania – mówiła ze spokojem. Tym dziwnie kojącym i zachęcającym spokojem matki, która tłumaczyła dziecku, że potwór w szafie to tylko wystający rękaw bluzy, a zmora spod łóżka nie jest niczym innym, jak rzuconymi tam przed tygodniem spodniami.
 Nie była już nawet zła, a zwyczajnie zaintrygowana.
 Zapalniczka kliknęła, a szary dym otulił twarz patolog.
 – Zacznijmy więc od początku. Papieroska?
                                         
Mayhem
Naukowiec
Mayhem
Naukowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.02.20 0:18  •  [Mayhem | Lazarus] Empty Re: [Mayhem | Lazarus]
 Drgnął gwałtownie, niemal instynktownie naciskając spust ukrytej broni, gdy kobieta sięgnęła do swojej kieszeni. Nie podejrzewał żeby wyciągnęła stamtąd pistolet. Broni bałby się mniej niż paralizatora czy gazu pieprzowego. Zimne dreszcze przemknęły po jego kręgosłupie, gdy umysł od razu przypomniał mu jak wielki ból sprawił mu palący kwas, którym władza Miasta-6 potraktowała jego oczy. Te na szczęście nadal były ukryte za ciemnymi okularami.
 Mimo początkowych obaw wyciągnął wolną dłoń po świstek papieru i zerknął na niego pobieżnie, jakby bez większego zainteresowania, równie szybko wracając spojrzeniem do kobiety. Sekundy ciszy z jego strony przeciągały się uciążliwie, sięgając pewnie pełnej minuty uporczywego milczenia. Pilnował jej? Nie chciał pozwolić sobie na chwilę nieuwagi, którą mogłaby przeciwko niemu wykorzystać? Może po prostu oferta zupełnie nie przypadła mu do gustu?
... nie umiem czytać – wycedził przez zaciśnięte zęby, jakby wcale nie chciał żeby to usłyszała.
 Nie spodziewał się, że tak naprawdę pomoc otrzyma. Podejrzewał, że skończy się na niejednej lekarce, którą koniec końców będzie musiał zastrzelić aż w końcu wpadnie na kogoś tak zastraszonego poprzednimi jego niepowodzeniami, rozrzuconymi na ulicach Miasta w postaci wykrwawiających się ciał, że zrobi wszystko bez nawet jednego piśnięcia.
 Słowa kobiety działały jednak tak oślepiająco, koiły obietnicami i profesjonalnym podejściem, które dla kogoś takiego jak Lazarus brzmiało jak prawdziwa obietnica powodzenia całej akcji. Podświadomie wiedział, że nie ma już odwrotu. Te potwory z Miasta, jakimi łowca widział wszystkich postawionych wyżej niż zwykli mieszkańcy, były ostatnią deską jego ratunku.
Pójdziemy tam teraz – zdecydował po chwili, najwyraźniej uznając, że może bezceremonialnie podejmować decyzje za ich dwoje – Baaaardzo wolno jeżeli tak bardzo powinniśmy być tam po północy.
 Ani trochę nie uśmiechały mu się tak ryzykowne spacery, zwłaszcza o tej porze i w takim towarzystwie, ale był na tyle zdesperowany, że łaziłby za nią nawet gdyby okazało się, że jest niedziela bądź środa i muszą wytracić kolejne dwadzieścia cztery godziny. Serce biło mu jak oszalałe, mimo że starał się sprawiać - pewnie nieudolne - wrażenie panowania nad sytuacją. Próbował zignorować nawet niewielkie ukłucia w klatce piersiowej, które od niedawna zaczynały mu towarzyszyć. Wiele by dał, by znaleźć się już w bezpiecznym miejscu.
 Niestety, samego laboratorium za takie nie uważał.
 Na propozycję papierosa skinął głową, wybitnie ochoczo. Tak dawno nie palił, nie mógł więc przepuścić takiej okazji. Zwłaszcza, że miejski tytoń był luksusem w porównaniu do tych pozawijanych w bibułki ścinek jakiegoś ścierwa, które na Desperacji nosiły dumne miano skrętów.
 Bez wahania sięgnął po fajkę, jednak nie tą z opakowania, a tą trzymaną w ustach kobiety. Z wybitnie dobrym refleksem, bowiem ułamek sekundy po tym jak na końcu papierosa pojawił się żar. Filtr z ukradzionego papierosa po prostu odgryzł i wypluł gdzieś w bok, by zwiększyć moc całej używki i darować sobie upaćkanie się szminką.
Dzięki. Z miłą chęcią – odparł spokojnie, zaciągając się zdobyczą, jakby to co właśnie odwalił było najnormalniejszym na świecie.
 Nie potrafił w początki ani w zawieranie znajomości, czego jednak nie dało się ukryć, nawet pod zakamuflowaną oschłością.
Idziemy – ponaglił ją.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Wtajemniczony
Lazarus
Wtajemniczony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.02.20 1:48  •  [Mayhem | Lazarus] Empty Re: [Mayhem | Lazarus]
  Nie umiał czytać.
  Nagle wszystko stało się jasne.
  Zmarszczyła wpierw brwi, później – raz jeszcze – objęła całą jego sylwetkę spojrzeniem. Tym razem jednak spojrzała na niego pod nieco innym kątem niż wcześniej. Dotychczas brała go za zwykłego frajera z ulicy, ewentualnie bezdomnego, który nie miał pieniędzy na leczenie choroby. Teraz jednak zauważyła, że kiepskiej jakości ubrania nie były sprawką biedy, a trudnych warunków życia. Mogła jedynie zgadywać, ile blizn krył pod materiałami.
  Westchnęła.
  – Nie jesteś z miasta – mruknęła nagle, choć słowa kierowała bardziej do siebie niż do niego. Stwierdziła jedynie fakt, tyle. Zaraz skinęła głową. – Nie szkodzi, to w niczym nie przeszkadza – dodała zaraz, ale nie wiadomo, czy wciąż ciągnęła temat zamieszkania, czy może mówiła o nieumiejętności czytania. Może o obu.
  Nagle cała jej złość wyparowała. Jeszcze przed sekundą była gotowa przedstawić mu najbardziej nieprzychylne słowa, na jakie było ją stać... a teraz? Teraz patrzyła na niego trochę jak na bezbronne – choć jednocześnie trzymające w ręku plastikowy pistolecik – dziecko. Młody zgubił się w wielkim sklepie i nie mógł znaleźć matki, a był jeszcze za młody, by szukać jej na własną rękę.
  Wzruszyła tylko ramionami, gdy kazał jej ruszyć naprzód. Nie miała zamiaru się kłócić.
  Później wyrwał jej papierosa, i tego zignorować już nie mogła.
  – Nie zachowuj się jak gówniarz – palcami dotknęła nasady nosa, nagle czując zmęczenie jeszcze mocniej niż dotychczas. Szła jednak posłusznie i nie przyspieszyła ani razu, pozwalając mu poczuwać się w roli władcy do samego końca. Zresztą. Byli w mieście, na ulicach, którymi chodziła dzień w dzień. Jeśli ktokolwiek miał się zgubić w wąskich uliczkach między budynkami, to właśnie on. Kevorkian dobrze znała te szemraną dzielnicę.
  Budynek okazał się wielki. Oszklony i nowoczesny, całkiem jak w filmach. Zaprowadziła go do tylnych drzwi, zgodnie z podarowaną wcześniej instrukcją. Klamka ustąpiła dopiero po przekręceniu klucza w zamku.
  Każdy mijany korytarz wyglądał identycznie, różniły się jedynie numery na drzwiach, ale najwyraźniej kryła się za nimi świetnie znana pracownikom logika. Mayhem również nie rozglądała się na boki. Szła przed siebie pewnie jak zawsze, wydawała się wręcz zrelaksowana. Może wśród trupów czuła się najbezpieczniej.
  – Jesteśmy – oznajmiła, otwierając przed nim kolejne drzwi. Wewnątrz było ciemno. Tak bardzo, że wzrok potrzebował więcej niż chwili na rozróżnienie kształtów.
  Gdy zapaliła światło, rzekome laboratorium okazało się apartamentem.
  – Jest niedziela – rzuciła w końcu, opierając biodro o framugę drzwi. Ręce miała skrzyżowane na piersi. – Gdybyśmy poszli do prosektorium, ktoś zaraz by nas zobaczył. A jeśli zaczniesz robić scenę tutaj, to obudzisz sąsiadów. Herbaty?
                                         
Mayhem
Naukowiec
Mayhem
Naukowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach