Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 20/02. Odbyło się kolejne losowanie chorób. Sprawdź czy twoja postać wciąż jest zdorwa!
  • 20/02. Zapoluj na niedźwiedzia babilonskiego.
  • 13/02. Kto sieje mak, ten zbiera wiernych. Wypowiedz się na temat KNW!
  • 11/02. W profilu, w zakładce Contact, pojawiło się nowe pole dla chętnych: discord.
  • Trwają zapisy na bal walentynkowy! Zgłoś się z osobą towarzyszącą.
  • 05/02. Co z organizacją Drug-on? Zaproponuj.

Go down

Pisanie on 10.02.20 21:08  •  Korytarze Empty Korytarze
KORYTARZE


Sieć korytarzy ciągnąca się bez końca. Każdy z nich prowadzi do różnych zakątków koszar, a ich wygląd nie różni się od siebie jakoś drastycznie. Szarawe, niemal białe kafelki podłogi oraz ściany o identycznej barwie nadają wrażenie profesjonalizmu oraz pewnej prostoty.

Korytarze znajdujące się poza centrum są dobrze oświetlone przez szerokie okna, wpuszczające dużo promieni słonecznych, a gdy zapada noc, w holu zapalane są płaskie lampy sufitowe, nierzucające się jakoś specjalnie w oczy. Przy niektórych gabinetach można zastać ławeczki oraz donice z ozdobną roślinnością.


                                         
VIRUS
VIRUS
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.02.20 21:36  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
  Kto by się spodziewał, że kolejny, jakże spokojny dzień zamieni się w istny cyrk na kółkach. Jakby natłoku obowiązków było mało, dochodziły kolejne sprawy znacznie mniejszej wagi od obecnych. Dla niej, dość błahe, niewymagające specjalnej uwagi. Dla innych, cóż, niestety powód do przerwania ćwiczeń, sprawdzenia czy wszystko w porządku, spisania dokumentacji... Coś, czego kobieta unikała szerokim łukiem. Uniknęłoby się całej tej frajdy, gdyby pewien mały szkopuł. No dobrze, wcale nie taki mały, a mierzący metr osiemdziesiąt osiem, ważący zapewne o połowę więcej od Letychy problem. Wkurwiający, nieznośny problem. Aczkolwiek, zacznijmy od początku.
Tego dnia Letycja brała udział w standardowych zajęciach poligonowych. Wszystko szło wyjątkowo zadowalająco. Niemal wszystkie normy, wymagane na dzień dzisiejszy, zaliczyła na ocenę najwyższą z możliwych, co prawda zaliczając poślizgnięcie przy zacinającej się broni. Najważniejsze było nie zrażać się niepowodzeniem i próbować aż do skutku. Tego właśnie nauczona była Argus. Przez lata spędzone zarówno w wojsku jak i pod okiem surowego ojca, ukształtowała charakter na wzór pożądanej przez żołnierzy osobowości, zbioru cech pozwalających na zdecydowanie korzystniejszy start w karierze oraz poprawiających wydajność na wszelakich misjach bojowych. Nic więc zaskakującego, że skupiona na szkoleniu nie sprawiała jakichkolwiek problemów, wręcz przeciwnie. To tutaj czuła się tak...wolna. Mimo dziwnego wydźwięku, pod ciężkim, wojskowym butem odczuwała przyjemność z życia. Coś, co stale napędzało do działania, pozwalając skutecznie oderwać się od nijakiego, szarego życia osobistego. Cywil - nie wyobrażała swego żywotu z wykluczeniem wojska. Przerażające? Zadziwiające? Naiwne bądź błahe? Otóż, dla niej była to coś więcej niż wyłącznie służba. Pasja, działająca niczym mocny energetyk. To coś, czego niejeden zazdrościł. I być może osobnik natarczywie podkładający kłody pod nogi należał do owej grupki zazdrośników. Nieszczęśliwym trafem trafiła z nijakim Borutą w parze. Niezwykle proste ćwiczenie - jednoczesne pokonanie odcinka pięćdziesięciu metrów czołganiem przez pełzanie z bronią, osłonięcie partnera, zajęcie stanowiska, kończące się rzutem atrapą granatu imitującego wybuch.
  Absolutnie wszystko szło dobrze. A wtedy on, mężczyzna z wielką dumą, na ostatnich metrach chamsko wpierdolił się przed kobietę, ruchem buta sypiąc piachem w jej oczy. Chwila nieuwagi wystarczyła, by wystający kawałek drutu kolczastego głęboko rozciął dolną wargę Argus. Oczywistym jest przerwanie zajęcia na wskutek tego incydentu. Dla niej - fakt, bolesny, ale wciąż pozostawał błahy. Jednakże widok, który w tamtej chwili prezentowała, nie był zbyt ciekawy. Krew obficie lejąca się z ust, plamiąca mundur i wypluwana wraz z śliną sprawiała złudne wrażenie o powadze sytuacji. Warga była mocno ukrwiona i to również znany fakt, aczkolwiek nic dziwnego w chwilowym poruszeniu. Rzadko kiedy szeregowy nadziewa się na drut.
Ostatecznie kobieta została wysłana na opatrzenie rany oraz późniejsze zameldowanie o stanie. Obecny na obiekcie treningowym ratownik medyczny miał już trochę roboty. A że Letycja musiała odstresować się i rozładować napięcie oraz chęć oddania Borucie, udała się do Berci, swej najlepszej przyjaciółki, ówcześnie pisząc do niej SMSa o rychłym przybyciu.  
  Faktycznie odnalazła ją na korytarzu, prawdopodobnie zmierzającą do swego stanowiska biurowego czy tam recepcji, kto wie co tym razem miała w papierach. Uśmiechnęła się gorzko, przykładając wierzch lewej ręki do wargi, z której wciąż sączyła się świeża krew. Rzecz jasna w miejscu, w którym było to możliwe, starając się blokować kapanie juchy na jasne kafelki. Fakt faktem pozostawiała za sobą nieco śladów, jednak...cóż, to nie był jej problem na chwilę obecną. Od czegoś w końcu były rejony i sprzątaczki.
W końcu. Tu jesteś. Kawa gotowa? To dłuższa historia, niż początkowo się spodziewałam — rzuciła powoli, starając się nie zwracać uwagi na palący, nieco uciążliwy ból. Berenika mogła zauważyć, że z wargi przyjaciółki wystawał...kawałek drutu.
                                         
Letycja
Wojskowy
Letycja
Wojskowy
 
 
 

GODNOŚĆ :
Letycja "Letycha" Argus


Powrót do góry Go down

Pisanie on 11.02.20 22:24  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
Doprawdy mówiąc, Luiza nie miała ostatnio czasu aż tak bardzo narzekać na nudę. Ze względu na wzmożony wymóg jej obecności, wywołany całym tym szaleństwem ze zbieraniem resztek... Kogoś, nie wiadomo kogo tak naprawdę, dziewczyna nie miała nawet okazji wrócić do swojej biblioteki słysząc, że jeżeli jej praca na rzecz S.SPEC będzie ją tak mocno wciągać, to może zrezygnować ze swojego miejsca w bibliotece bez żadnych konsekwencji. W końcu jaka instytucja miałaby się podstawiać samemu rządowi tylko dlatego, bo zabiera jej pracownika? Rzecz jasna, na obecną chwilę Kamińska odmówiła dobrego gestu ze strony swoich przełożonych w bibliotece, pokrótce tłumacząc, że gdy tylko sytuacja nieco się uspokoi, a papiery dotyczące tej jakże niepokojącej sytuacji zostaną dokończone, ona wróci na spokojnie.
Choć i tak wyszło, że wolą jej zmienić grafik, aby przeznaczała 3/4 swojego etatu jako urzędnik, a tylko 1/4 jako pani bibliotekarka. Ciężko było powiedzieć, czy ta decyzja Władz ją cieszyła. Ostatnio coraz bardziej przeznaczała swój czas dla S.SPEC, aniżeli prostego obywatela, i gdzieś tam głęboko w serduszku cieszyło ją to, że jej praca była uznawana za użyteczną i jakże skuteczną.
Tak skuteczną, że przydzielono jej pseudo-asystenckie stanowisko dla hakera.
A, no i jeszcze, o zgrozo, wrócił jej wspaniały przełożony ze skrzydła wojskowego, wyłącznie sam w swojej własnej osobie - Arata-sensei. Nagły kontakt od tego człowieka był dla Polki tak zimnym kubłem wody, że prawie nie wywaliła kawy na dokumenty. Szlag go wiedział co się z nim stało krótko po tej pamiętnej sesji z nim oraz Spadzińskim, Berenika myślała że opieprzył jednego przełożonego za dużo i wysłali go na jakieś mission imposibble, a tu suprajs, żył i miał ochotę, jakimś cudem, dalej współpracować.
Z dzieckiem, które bało się krwi. Super opcja, kurde.
Tak czy siak, trzeba było wracać do spokojnej pracy... Przynajmniej tak myślała, dopóki nie dostała powiadomienia. Brew Polki podskoczyła do góry, gdy ujrzała wiadomość od Letycji. Sam fakt, że było to od niej, momentalnie wywołał uśmiech na twarzy piegowatej, choć wizja, że coś ją tak rozjuszyło martwił. Niemniej od razu jej odpisała i poszła przyszykować dobrą, mocną kawę, aby uszczęśliwić nieco przyjaciółkę.
Akurat przechodziła przez korytarze w koszarach z kawą w dłoni, gdy usłyszała kroki... I nieco niepokojące szepty, swoją drogą. Zaraz potem do jej uszu dobiegł znajomy jej głos przyjaciółki, więc powoli odwróciła się w jej kierunku.
- O, hej, już właśnie przygotowałam- Co do kurwy?! - zaczęła delikatnym głosem, jednak gdy tylko jej wzrok wyłapał pojedynczą kroplę krwi, która właśnie padała na posadzkę, trzymana przez bibliotekarkę kawa wyślizgnęła się z jej rąk i z brzękiem rozbiła się o podłogę. Berenika wydała z siebie okropnie wysoki pisk, czując, jak cały świat wokół niej nagle spowalnia, a serce przyspiesza do takiej prędkości, że z trudem łapała oddech.
Kap, kap.
Gdyby jednak nie spojrzała na jej twarz, miałaby szansę wytrwać. Popełniła błąd, chciała spojrzeć w jej oczy i spytać, co się stało. Wtedy zobaczyła okropną szramę na wardze, z której wciąż wystawał drut. Luiza zakręciła się, czując okropny napływ gorąca, a zarazem swój własny żołądek. Straciła całkowicie panowanie i poczuła, że leci do tyłu.
-W-wołajcie doktora, nie mogę na to patrzeć...
Zasłoniła tylko usta, w duchu wierząc, że nie zwróci swojego obiadu.


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
                                         
Berenika
Ochotnik
Berenika
Ochotnik
 
 
 

GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska, dalej znana jako Berenika


Powrót do góry Go down

Pisanie on 11.02.20 23:56  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
Odkąd szpital legł w gruzach, życie Araty wyglądało zupełnie inaczej. Przede wszystkim lekarz stracił swój dotychczasowy dom i nie było tutaj żadnego wyolbrzymienia. Mężczyzna znany był z tego, że rzadko kiedy opuszczał swój gabinet i udawał się do mieszkania. Dla tego Japończyka pojęcie "karōshi" było tylko miejską legendą, bo jak ludzie mogą umierać od pracy, skoro on sam przebywał w niej dniami i wszystko było w porządku? Może to nie wina pracy, a słabych ludzi? W końcu wraz z biegiem lat człowiek siedział coraz więcej, a ruszał się coraz mniej. Do tego te wszystkie używki jak kawa czy alkohol i już ma się przedstawiciela rasy ludzkiej, który może zginąć od kichnięcia. Oczywiście rolą Araty jako lekarza było utrzymywanie takich darmozjadów przy życiu, ale nie omieszkał im dać przy tym do zrozumienia, że mają się za siebie wziąć. No, a że taka rozmowa ujawniała kolejną słabość rodzaju ludzkiego, to już inna sprawa. Okazywało się bowiem, że ludzie nie bardzo lubili kiedy mówiło się im prawdę i to jeszcze w taki sposób, żeby dobitnie ją zrozumieli. Skargi na Aratę sypały się w sporych ilościach, ale jego dobre wyniki medyczne broniły się same. No, one i fakt, że to właśnie on był ordynatorem i rozpatrywał większość skarg. Przez rozpatrywanie mam na myśli używanie ich do wytarcia rozlanej kawy z biurka albo zbierania z podłogi pomidorka, który wypadł mu z kanapki. W każdym razie Yakuya nic sobie nie robił z delikatności swoich pacjentów. Wiedział, że jeśli mają przejrzeć na oczy, to czasem trzeba nimi potrząsnąć.
Tak samo, jak trzeba było potrząsnąć pewną Polką, której dość dawno nie widział. Luiza Emilia Kamińska, czyli dziewczyna, której danych osobowych nie potrafił wymówić nie kalecząc sobie przy tym języka. W ogóle co to za zwyczaje, że imigranci zostawiają swoje rodzinne imiona i nazwiska? Powinni je dopasowywać tak, żeby rodzimy mieszkaniec M-3 nie miał problemów z ich wymówieniem! Skandal. W każdym razie doktorek rozmyślał teraz o młodej, rudej i niepokornej dlatego, że znowu miał okazję zaprosić ją do stażu. Widział w niej potencjał, który jednak był przyćmiewany przez jej strach przed krwią. Gdyby nie to, to mogłaby z pewnością zostać dobrym chirurgiem. Wystarczyłoby ją tylko przyuczyć trochę w kwestii medycyny, a następnie patrzeć przez ramię. Miała jednak jeden plus, który niektórzy muszą opanowywać latami - stabilne dłonie. Tak, Arata przy poznawaniu ludzi zwracał uwagę przede wszystkim na dłonie (zboczenie zawodowe) i to właśnie one pierwsze zwróciły na siebie uwagę w przypadku Polki. Później przyszła reszta, ale nad tym nie ma się co rozwodzić. W każdym razie od ich ostatniego stażu trochę minęło. Arata został przygnieciony obowiązkami, a dodatkowo przydzielono go jeszcze do nowej jednostki w wojsku, więc jego stabilne ręce odziane białymi rękawiczkami nie miały czasu dla stażystki. Obecnie jednak, ze szpitalem w gruzach, sytuacja trochę się uspokoiła i Yakuya znów mógł [s]poznęcać się[/s] pomóc Luizie. Pierwszy punkt planu - pozbycie się strachu przed krwią.
Krew? Lekarz przystanął na moment, spoglądając pod własne nogi. Zaciągnął się świeżo odpalonym papierosem i uniósł brwi w geście zdziwienia. To nie tak, że nigdy nie widział krwi, bo miał z nią do czynienia często. Sęk w tym, że ta zazwyczaj powinna zostawać wewnątrz człowieka, a tymczasem obserwowana przez niego posoka znajdowała się na kafelkach. Wniosek? Była w złym miejscu! Genialna głowa detektywa wywnioskowała niemal natychmiast, że ktoś musiał ją gubić. Pozostawało tylko rozwikłać zagadkę skąd ją gubił. Z woreczka medycznego? Z cudzego ciała? Ze swojego? A może jeszcze inna opcja? Jedynym sposobem na odkrycie prawdy było udanie się czerwonym szlakiem, który z pewnością zezłości sprzątaczkę. Arata się tym jednak zbytnio nie przejmował. Uważał tylko, żeby nie wdepnąć w czerwone plany i tym samym nie zostawić śladów na kafelkach, które mogłyby przyprowadzić do niego wkurzoną pięćdziesięciolatkę z mopem. Takie są najgroźniejsze!
Kroki dochodzące zza pleców Letycji mogły wskazywać tylko na jedno - detektywolekarzocham się zbliżał, a co więcej nawet powoli zaczynał orientować się w sytuacji. Szlak prowadził bowiem do wojskowego (jakaż niespodzianka), który najwyraźniej zbytnio nie pamiętał jak ma się zachowywać w takich sytuacjach. Godziny szkoleń, wykwalifikowani prowadzący, spisanie zasad, wydane pieniądze, a żołnierze nadal nie stosują się do procedur... Wszystko jak krew w kafelki! Tymczasem, o ile żołnierz był widokiem normalnym, o tyle ruda czupryna przed nim już nie do końca. Ten odcień, posturę i bladą cerę poznałby wszędzie. Na dodatek wystarczyło tylko kilka sekund na to, żeby Arata połączył puzzle. Ranny żołnierz, świeża krew na podłodze = nieopatrzona rana. Ruda czupryna, cera bledsza niż u trupa, filigranowa sylwetka, znajoma twarz = Berenika odstawiająca swój popisowy numer pt. "łap mnie". Arata mimowolnie przyspieszył kroku i wyciągnął papierosa z ust.
- Te, krwawiący żołnierz. Nie patrz się jak sroka w gnat tylko łap naszą księżniczkę, bo zaraz zemdleje i zniszczy nam całkowicie nowe kafelki. - krzyknął zza pleców Letycji, stosując się do wszystkich wytycznych w takich sytuacjach. Przede wszystkim należało określić podmiot, który miał wykonać daną czynność - zrobione. Później wydać mu jasny rozkaz, który zrozumie - zrobione. Od tego momentu stan głowy Bereniki zależał już tylko od jej wojskowej koleżanki, bo sam lekarz był zbyt daleko, żeby zareagować. Pomimo tego, tempo jego chodu znacznie przyspieszyło, ale do biegu było mu jeszcze daleko. Po pierwsze, dookoła nie było obiektów, które zagrażałyby życiu rudzielca nawet gdyby zemdlała. Po drugie, zmęczyłby się. Po trzecie, ludzie nawet nie zdają sobie sprawy jak bezwładne ciało człowieka doskonale amortyzuje wszelkie uderzenia. Oczywiście czasem zdarzają się wypadki, ale w większości dzieją się przez to, że przy upadku głowa uderza o jakiś kant. W tym momencie nie było to zbytnio możliwe, bo patrz punkt pierwszy.
                                         
Yakuya Arata
Medyk polowy
Yakuya Arata
Medyk polowy
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arata Yakuya


Powrót do góry Go down

Pisanie on 12.02.20 9:40  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
Polka, jako najbliższa przyjaciółka, mówiła jej o wielu rzeczach z życia prywatnego. A to plotkowały o złym dniu w pracy, a to o nauce samoobrony, w której Ber (niestety) kuleje. Krótko mówiąc - rozmawiały dosłownie o wszystkim, nawet o tak błahych rzeczach jak przesłodzenie o jedną łyżeczkę cukru kawy czy chwilowych zauroczeniach.
   W takiej sytuacji możnaby pomyśleć, dlaczego Letycja pisała do tej małej, bojącej się krwi buły. Rzecz w tym, że ten jeden, w chwili obecnej niezwykle istotny fakt, został przed nią skrętnie ukryty. No dobrze. Nie tyle ukryty, co hmmm... Pominięty? Możliwe, że przez te lata Bercia zwyczajnie nie miała okazji wspomnieć o swojej głębokiej fobii, a może zapomniała o tym, ciesząc się obecnością żołnierzyka. Żołnierzyka narażonego na wszelkie rany, kalectwa i śmierć. Sytuacja taka jak ta, była nie do uniknięcia. Wcześniej czy później doszłoby do niej. Jedynie okoliczności mogły być mniej przychylne.
  W każdym razie, Letycja znieruchomiała na moment, słysząc charakterystyczne, polskie przekleństwo. Tę "kurwę", którą często używała, rzecz jasna dzięki Kamińskiej i jej nauki poszczególnych słów. Nic dziwnego, w końcu każdy Polak ma obowiązek wymuszenia na obcokrajowcu powiedzenia "kurwa". Słowo to jasno wskazywało, w tym przypadku, na coś baaardzoooo złego. Wypadający kubek cieplutkiej kawy potwierdził wcześniejszą tezę, zwiastując rychłe zemdlenie przyjaciółki.
  Oczywiście Letycji szkoda było kawy, tak bardzo czuła ból w serduszku na myśl tyle zmarnowanego napoju bogów. No bo kak to tak można? Mimo wszystko nie płakała nad rozlaną kawą, natychmiast biorąc się do działania dosłownie w momencie pojawienia się detektywo-coś-tam. Nie zwróciła większej uwagi ma jego słowa, mając na nie szczerze mówiąc wyjebongo. Liczyło się złapać wspomnianą przez nieznanego mężczyznę księżniczkę, zanim ta zaliczy randkę z chłodnymi kafelkami. Niemal zerwała się do biegu, faktycznie chroniąc Berenikę przed upadkiem. Objęła ją, przyjmując cały ciężar jej ciała na siebie. Ostrożnie klęknęła, przytrzymując Ber, by sobie usiadła opierając się o nią. Jeszcze żyła. Jak dobrze. Choć wyglądało, że niekoniecznie kontaktuje.
Luiza, halo, nie rób sobie jaj. Wszystko w porządku? — Przeniosła wzrok na mężczyznę, na którego wcześniej nie zwracała uwagi. Dopiero teraz mógł zauważyć, że żołnierz był kobietą. Cóż, z tyłu nie wygląda... Nieistotne. W jego twarzy nie rozpoznała nikogo konkretnego. Najwidoczniej nie mieli jeszcze okazji do wzajemnego wymienienia groźnych spojrzeń. Być może z powodu nieczęstego robienia sobie krzywdy. Na ogół jednak uważała i nie dopuszczała do podobnych sytuacji, aczkolwiek w tej miała mało do powiedzenia.
Kafelki nie są bezpośrednio z Twojej kieszeni, byś się nimi zamartwiał — mruknęła beznamiętnie, powracając do Ber.
Dasz radę wstać? — Dopiero w tym momencie zdala sobie sprawę z przyczyny takowego zachowania kobiety. Krew. Ta sama krew, która leniwie skapywała na nią. Odwróciła głowę w bok, chroniąc Ber przed tym straszliwym widokiem.
                                         
Letycja
Wojskowy
Letycja
Wojskowy
 
 
 

GODNOŚĆ :
Letycja "Letycha" Argus


Powrót do góry Go down

Pisanie on 12.02.20 10:40  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
Gdyby ktoś jej płacił za taką genialną pracę detektywistyczną, polegającą na dedukowaniu czemu krew znajdywała się na kafelkach, zamiast plynąć tam, gdzie powinna, to zarobiłaby całkiem pokaźną sumkę i spokojnie mogła sobie odpuścić pracę na rzecz Władz. Wizja super, bo nie musiałaby siedzieć z tą całą bandą geniuszy, aroganckich dupków, kolegów Coral spod czwórki, japońskim odpowiednikiem Helenki z biurka obok, przedstawiająca tak typowy stereotyp urzędniczki malującej sobie paznokcie, wojakami z drutem w ustach... Chociaż, z drugiej strony, narzekałaby znowu na taki poziom nudy, że pewnie sama by w końcu wzięła karabin w dłoń i powitała kogoś, kogo trzeba, miłosnym listem w postaci całego magazynku. W grze, bo jest ciotą życiową, ale zawsze coś.
No ale właśnie. Wojaki z drutem w twarzy. Właśnie obok niej obecny był taki smutny przypadek, a ona właśnie leciała w prawie że spowolnionym tempie, czekając, aż a). uderzy głową i odpłynie bądź b). o dziwo przeżyje, ale zwróci swój obiad, ku chwale S.SPEC. Ku jej zdziwieniu, żadna z opcji się nie sprawdziła, bo zwinna przyjaciółka okazała się być szybsza od niej.
Jednak uwagę (mocno nadszarpniętą, acz wciąż obecną w jakimś stopniu) Polki przykuł teraz głos, który dobiegał chyba za plecami Letycji, a na dźwięk którego Berenice zrobiło się jeszcze słabiej. Z wrażenia. No bo niby tam zawołała, by ktoś wezwał lekarza, ale ostatnią osobą, której się teraz spodziewała,  to sam Arata-sensei. Wyczuł to. Albo sam to zaplanował jakimś cudem, przecież Luiza wiedziała już, że jego metody leczenia Polki z jej nieszczęsnej fobii były na granicy etyki badacza. Choć pewnie sam wspomniany i tak miał je głęboko w nosie, bo wiedział lepiej. Co jak co, był tak skromny, że i dyktatorowi potrafiłby zrobić godzinny wywód, gdyby zaszła taka potrzeba.
- J-jeszcze kontaktuję w jakimś stopniu... - odparła stłumionym głosem, nawet nie będąc świadomej faktu, że nie potrafiła sama przenieść się na język japoński, żeby ktoś rzeczywiście mógł ją zrozumieć. - Po której stronie byłaś...? Muszę sobie zasłonić pole widzenia. Tak, tak. O Boże, zaraz naprawdę będę potrzebować misek. Albo toreb. M-macie coś takiego?
Zaraz potem do jej mózgu ponownie trafił fakt, że gdzieś tam w tle kręcił się jej wspaniały doktor.
- Dzień dobry, sensei… - dobra robota, Bere, przeniosłaś się na japoński, tak trzymaj. - M-mamy problem. Tutaj. Drut? Drut. Nie, nie mogę o tym za wiele myśleć. Coś TY, do jasnej cholery, zrobiła, że jesteś w tym stanie?
To ona w końcu była poza tymi murami, czy inni wojacy mieli dziwne hobby w czterech ścianach koszar? Co za głupie treningi sobie przeprowadzali z generałami, oficerami, czy kim tam znowu jeszcze, że potem chodzili z... Drutem w ustach?


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
                                         
Berenika
Ochotnik
Berenika
Ochotnik
 
 
 

GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska, dalej znana jako Berenika


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.02.20 0:55  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
Kawa na ziemię wylana, więc trzeba chwalić Pana. Kawa, herbata, grzaniec - wszystko, co było ciepłe było jednocześnie paskudne. Arata nigdy nie pojmował jak ludzie mogli rozpływać się nad napojami serwowanymi w temperaturze przekraczającej temperaturę pokojową. Paliły w wargi, paliły w język, piekły w gardło. Nic w tym przyjemnego, a dodatkowo, jeśli chodzi typowo o kawę, to niemiłosiernie śmierdziała. No i właśnie dlatego Arata docenił w tym momencie fobię Bereniki. Przynajmniej raz posłużyła ona do dobrych celów! Musi sobie zanotować, że za każdym razem jak będzie chciał się pozbyć kawy, musi mieć pod ręką krew i swoją stażystkę.
Choć to rozwiązanie pozornie wydawało się idealne, to miało jednak jedną, malutką lukę. Stażystkę po wykonaniu zadania trzeba było zabezpieczyć, bo inaczej jej przydatność operacyjna skończyłaby się po kilku misjach. Na całe szczęście w chwili obecnej na korytarzu znajdowała się osoba, dzięki której Arata nawet nie musiał sobie brudzić swoich białych rękawiczek. Żołnierz, czyli powinien unieść filigranową stażystkę, a na dodatek nie powinno być to dla niego problemem. Dzięki takiemu zbiegowi okoliczności Yakuya upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Pozbył się znienawidzonej kawy i uratował stażystkę. Bohater dnia! Teraz wystarczyło tylko odciąć kupony od wygranej, więc lekarz zbliżył się do parki, która okazała się nie tak różnorodna jak zakładał. To, co wydawało mu się idealnym scenariuszem miłosnym dla nieznajomego żołnierza, przerodziło się w lekką klapę, bowiem żołnierz okazał się kobietą.
- O. - skwitował krótko, po czym zaciągnął się papierosem. No tak. Przecież wojsko przyjmuje w swoje szeregi kobiety. Kilkadziesiąt już nawet miał okazję przebadać, ale jeszcze nie natrafił na taką, którą pomyliłby na pierwszy rzut oka z mężczyzną. Był nawet pod lekkim wrażeniem, dopóki kobieta się nie odezwała - Dzwonili z rządu. Mówili, że szukają osoby, która nie przykłada uwagi do publicznych pieniędzy. Myślę, że powinnaś im wysłać CV, bo w wojsku się marnujesz. - rzucił, po raz kolejny kradnąc bucha z papierosa. No tak, stereotypowa kobieta w wojsku musi być uszczypliwa. Przecież jest w środowisku, w którym mężczyźni to wrogowie, trzeba im zawsze wszystko udowadniać i bla bla bla. Arata aż wywrócił oczami, ale kiedy przeniósł wzrok na stażystkę, na jego usta wkradł się delikatny uśmiech. Był lekko przyćmiony przez to, że Berenika znowu posługiwała się językiem, którego nie rozumiał, ale w tej chwili mógł jej to wybaczyć. Wbrew pozorom nie był taki zły i rozumiał, że rudzielec może teraz nie do końca ogarniać co się dookoła niej dzieje.
- Witaj, Bere-chan. Śpiąca? - w jego głosie dało wyczuć się rozbawienie spowodowane całym zajściem. Dla niego, jako lekarza, komiczne było kiedy ludzie niemalże mdleli na widok krwi albo strzykawki. Niby nie mieli na to wpływu, bo psychika często leży poza rozumem, ale mimo wszystko Arata jakoś nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. W końcu musiał jednak podejść do całej sprawy trochę poważniej, bo był medykiem, nie? No nie do końca. Po krótkim zerknięciu na rozgrywającą się scenkę od razu pojął, że żadnego zagrożenia życia tutaj nie było. Co prawda, krew lała się dość odważnie, ale to tyle. Na upartego, ten drut kolczasty mógłby nawet tam zostać.
- To tylko kawałek drutu. Nie zginie od tego, ale muszę przyznać, że nie jestem wielkim fanem tego typu kolczyków. - uspokoił Bere, po czym spojrzał na Letycję - Czemu nie poszłaś do medyka? Nienawidzisz naszych śnieżnobiałych kafelków czy sprzątaczki, która będzie musiała zmywać zaschniętą krew? - z dwojga złego wolał pierwszą opcję. Rozjuszona sprzątaczka to straszny widok, którego pewnie niewielu doświadczyło, ale Arata był jednym z tych, który doświadczył i przeżył. W jego obowiązku było informowanie o tym strasznym wydarzeniu innych.
                                         
Yakuya Arata
Medyk polowy
Yakuya Arata
Medyk polowy
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arata Yakuya


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.02.20 22:21  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
Szczerze powiedziawszy jakoś nieszczególnie miała ochotę podziwiać śniadanie przyjaciółki na zewnątrz jej żołądka. Jedyne jakie akceptowała, to takie pachnące, jeszcze cieplutkie na czyściutkim, umytym talerzu czy tam misce, kto co woli, prawda? Ale taki widok, częściowo już strawionego, nie był dobry dla apetytu ludzi wokół. W szczególności tych aktualnie jedzących coś w pobliżu. Nie ukrywając, samej pani żołnierz niespecjalnie widziała się wizja resztek tego, co Berenika zjadła, na mundurze. Jakby plamy krwi nie wystarczyły. A to już ją ciężej uprać! Skoro dla niektórych ostatecznym bosem była starsza pani sprzątaczka z mopem w ręku chce bym się bała lecz ja nie czuję lęku, to dla Letycji takim śmiertelnym przeciwnikiem była pani obsługująca wojskową pralnię. Tylko wyobraźnie to sobie! Ta groźna mina, najnowszy Vizir w dłoni, którym jak pierdolnie w oczy, to ino roz.
   Całym szczęściem nie musieli wołać żadnej woźnej do uprzątnięcia syfu, jak na razie, dlatego w pełni skupiła się na słowach kobiety, próbując cokolwiek z nich zrozumieć. Cóż, nie brzmiało to jak żadne z znanych jej polskich przekleństw, ale hej! Wcale nie musiała wiedzieć o czym mówi, domyślała się. Przynajmniej po części. Mając odwróconą głowę nie dostrzegała co prawda mimiki jej twarzy, ale absolutnie jej to nie przeszkadzało. Zakładała, że zwyczajnie była bada jak trup (ewentualnie ściany korytarza) i niespecjalnie skoro do uśmiechów. O NIE. Co jeśli towarzyszka poczuje się gorzej i zechce jednak...Nie, doba. Nie przedstawiajmy sobie najgorszych scenariuszy. Ufała Ber na tyle, by nie patrzeć na nią w tych chwilach grozy. Za to spojrzała pytająco na doktora, delikatnie unosząc brew.
   Wychodziło na to, że ta dwójka znała się i to nie od dziś...A więc to o tym mężczyźnie opowiadała. Tak wskazywały wszystkie znane Letycji fakty. Oj, zdecydowanie będzie musiała porozmawiać na ten temat z Polką, by dowidzieć się o wiele więcej. Owszem, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, tylko nie zapominajmy, że kobiety to na ogół istoty piekielne i mało kiedy interesowało je, gdzie trafią po śmierci. W każdym razie, nie odpowiedziała na zaczepkę o CV. Już dawno je złożyła, tylko czekała na odpowiedź. To chyba oczywiste.
Chciałam opowiedzieć, tylko...jakby to ująć, przerwałaś mdlejąc, moja droga. — Wzruszyła delikatnie ramionami, jedną ręką wciąż przytrzymując Ber na wszelki wypadek. Drugą podkładała pod brodę, by krew w razie "w" ściekała na otwartą dłoń, zamiast tak obficie na - i tak już brudną - podłogę.
Przydałaby się mała zmiana. Jakiś...ciekawy wzór — mruknęła nieskora do żartów. Dla niektórych wyglądała jak sztywniara, ale ta mniej poszkodowana osóbka doskonale znała jej naturę w pracy, a po niej. — Gdyby była takowa możliwość, nie pchałabym się tutaj — odparła krótko, ostatecznie pomagając Luizie wstać. Sama z kolei odwróciła się, by nie musiała podziwiać takich widoczków. I tak miała wystarczająco śladów na kafelkach. Mimo to wciąż asekurowała ją, ba, przytrzymywała, żeby nie zaliczyła gleby.
Nie ukrywam, nie przepadam za kolczykami. Szczególnie tego typu, w takich miejscach. Zechce pan pomóc, czy mam liczyć na uzdrowicielskie moce kawy?
                                         
Letycja
Wojskowy
Letycja
Wojskowy
 
 
 

GODNOŚĆ :
Letycja "Letycha" Argus


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.02.20 21:57  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
Świat dalej wesoło kręcił się w oczach biednej Polki, stąd dla niej problemy pokroju zaschniętej krwi czy rozwalonej filiżanki kawy na podłodze były praktycznie nieistniejące... Przynajmniej na razie, bo jako stażystka, sekretarka i smutna urzędniczka w jednym, miała (nie)przyjemność spotkać legendarne sprzątaczki w tymże miejscu. Kobiety z piekła rodem i androidy z takim spojrzeniem, jakby ktoś je przeprogramował z terminatorów na pomoc - nie chciało się poznawać ich gniewu, oj nie. Ani usypiać i być wykopywanym do domu w środku nocy tylko dlatego, że się nie zrobiło im miejsca na sprzątanie, a samemu się nabijało z precyzją te kolejne nadgodziny.
Ale nie było czasu opowiadać o sprzątaczkach, bo sytuacja dla Kamińskiej wciąż prezentowała się, cóż... Tak sobie.
Dziewczyna czuła, jak jej nieszczęsny żołądek zaczął się powoli przyzwyczajać i słuchać, dzięki czemu być może zdołają uniknąć mieszania brudów na podłodze, ku chwale wszystkiego... Dopóki nie patrzyła na twarz Letycji, było dobrze. Pojedyncze krople, które mogły się prześlizgnąć przez jej palce nie działały aż tak mocno - wszak jednak trochę i tak radziła sobie lepiej, niż kiedyś. Gdyby nie rana i drut wystający z ust wojskowej damy, prawdopodobnie w ogóle nie doszłoby do takich cyrków na środku korytarzu S.SPEC, bo poza niewielkim niepokojem nie dałaby po sobie za bardzo poznać, że serce zdołało jej skoczyć o wiele mocniej niż powinno.
Pominęła komentarze Araty dotyczące jakiś CV, chcąc w pełni stanąć na nogi, choć wciąż miała nogi jak z waty - co jak co, chwila dłuższa się zejdzie zanim wróci do pełni sił. Najlepiej by było, gdyby ktoś z łaski swojej opatrzył Letycję, wyciągnął jej ten kawałek niemodnego metalu z ust, a potem wszyscy byliby szczęśliwi. Luiza nawet mogłaby się wreszcie dowiedzieć, co ona zrobiła, że w ogóle z nim chodziła. Gdy Letycja sama wspomniała, ze chciała jej opowiedzieć tę historię, Polka wymusiła uśmiech, choć widać jak na dłoni było, że był tak krzywy, że aż strach.
- Zawsze pana to bawi, co? - rzuciła ponuro w stronę Araty, przymykając jedno oko. - Nie wojuj z doktorem, Leti. Yakuya, cóż... To specyficznie ironiczny człowiek. Twój typowy medyk z wojska, powiedziałabym nawet. Nie masz się co za długo kłócić, bo albo wyciągnie skalpel, albo i tak cię zignoruje.
Lekkie pioruny czuć było nawet, jeżeli było się na granicy mdlenia, serio. A i sama Bere czuła, że jeżeli nie pomoże swojej przyjaciółce nieco ochłonąć, to może się zrobić z lekka nie za wesoło na korytarzu, czego wolałaby jednak uniknąć. Nie był to poziom Spadzińskiego, ale wciąż.
Słowa Araty nie dodały jej aż takiej otuchy jakiej ten mógł się spodziewać, ale mijający czas robił swoje, a bibliotekarka powoli wracała do żywych, dając sobie na tyle radę, aby stanąć w miarę prosto z niewielką pomocą Letycji. Kiwnęła głową w jej stronę z przymkniętymi oczami z wiadomych powodów, po czym przeniosła swój wzrok na medyka.
- Tak, doktor z pewnością byłby w stanie podać pomocną dłoń... Czyż nie mam racji?
Chociaż nie. Czekaj. Oby nie obmyślił jakiegoś złego planu wykorzystania jej jako stażystki, tak przypadkiem, ku chwale walki przeciwko fobii...
Na samą myśl Luizie znowu zrobiło się słabo.

/Wybaczcie za czas i jakość posta, sesja przeżarła mój mózg. ;w;


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
                                         
Berenika
Ochotnik
Berenika
Ochotnik
 
 
 

GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska, dalej znana jako Berenika


Powrót do góry Go down

Pisanie Today at 0:51  •  Korytarze Empty Re: Korytarze
No pewnie, że tak. Arata niczemu nie zawinił, a już wychodził na tego złego. Czy to naprawdę jego wina, że cała sytuacja wyglądała niezwykle komicznie? Mdlejąca kobieta, rozlana kawa, kobieta, która wyglądała trochę jak mężczyzna, a na dodatek miała wargę przebitą cudzym drutem... No kto by się niby nie zaśmiał?! Na pewno nie Yakuya, co też zdradzał szeroki uśmiech na jego twarzy. Wydawał się być w siódmym niebie pomimo tego, że na korytarzu rozgrywały się małe tragedie. Przed ciągłym wyszczerzem powstrzymywał go jednak papieros, którym zaciągał się od czasu do czasu, spoglądając z góry na dwie dziewoje. Jedna krwawiła, druga mdlała. Idealne towarzystwo.
- Bawi? Źle to rozumiesz, Bere-chan. Z każdym kolejnym omdleniem możesz być coraz bliżej ozdrowienia. Fobie nie znikają dlatego, że ich unikasz. Poza tym robisz ze mnie jakiegoś potwora przed swoją znajomą. Czy ja kiedykolwiek odmówiłem komuś pomocy? Komuś kto naprawdę jej potrzebował? - zadał pytanie, celowo kładąc nacisk na jeden wyraz. Zdawało mu się odmawiać, ale tylko dlatego, że czyjaś przypadłość nie wymagała natychmiastowej interwencji jego uzdrowicielskich dłoni. Mogło im się wydawać, że ich potrzebują, ale tak naprawdę nie było. Mogli się obejść bez pomocy medycznej albo po prostu zasięgnąć jej od kogoś mniej wykwalifikowanego. Koniec końców to Arata miał rację.
- Dobry pomysł, żołnierzyku, ale niestety kawa nie jest tak dobra jak wszyscy myślą. Nie dość, że uzależnia, to jeszcze w ogólnym rozrachunku powoduje huśtawki nastrojów i zwyczajnie śmierdzi. - wiedział oczywiście, że Letycja nie mówiła tego na poważnie, ale przecież nie mógł przepuścić okazji do oświadczenia całemu światu jak bardzo nienawidzi tego napoju. Jak dla niego to śmierdzielstwo mogło po prostu zniknąć i nikt, poza uzależnionymi, by za nim nie płakał, ale uzależnionym zawsze można zaserwować odwyk. I już miał kontynuować, kiedy to do akcji wkroczyła Berenika ze swoim urokiem osobistym. Po jej pytaniu Arata spojrzał na rudowłosą z lekkim politowaniem i wzruszył ramionami, zaciągając się po raz kolejny papierosem.
- Znasz mnie Bere-chan i wiesz, że nigdy nie potrafię Ci odmówić. - rzucił, przez moment uśmiechając się krzywo pod nosem. Mogło to zabrzmieć trochę sarkastycznie, ale niejednokrotnie Yakuya łapał się na tym, że gdy został o coś poproszony właśnie przez Berenikę, to był skłonniejszy do działania. Pewnie dorzucała mu coś do wody, żeby później mieć nad nim kontrole. Jak tylko wróci do swojego gabinetu, to będzie musiał wysłać próbkę do badań. Odkryje wszystko, co mu tam wrzuciła - Dobra. Ludzkie mięso armatnie... Zabierz moją asystentkę do gabinetu doktora Seo. Nie ma mowy, żebym wpuścił Cię do mojego patrząc na to jak przeciekasz. Zatamuj to sobie chusteczką czy kawałkiem bluzki. Niedługo do Was dołączę. Muszę tylko zabrać jakieś nici. Podejrzewam, że ten konował nadal używa starego modelu. - znowu zaczął marudzić, ale koniec końców dwie dziewczyny osiągnęły cel. Co prawda nie mogły być jeszcze pewne ostatecznego efektu, ale na ten moment odniosły małe zwycięstwo. Lekarz tymczasem udał się w sobie znanym kierunku za potrzebnymi medykamentami. Czuł się o wiele lepiej pracując z narzędziami, które nosiły na sobie ślady użytkowania wyryte jego własnymi palcami. No i nie ufał innym lekarzom. Jego zdaniem z uniwersytetów wychodzili ludzie, którzy nie powinni przekraczać nawet progów gimnazjum.

z/t

///Zapraszam T U T A J. Rycerz na białym koniu Arata dołączy po Waszych postach <3
                                         
Yakuya Arata
Medyk polowy
Yakuya Arata
Medyk polowy
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arata Yakuya


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Korytarze Empty Re: Korytarze
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach