Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 05/12. Do 14 grudnia do godziny 20:00 jest czas na wznowienie wątków z przeszłości oraz alternatywnych. W razie pytań należy napisać pw do Rhetta.
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.

Go down

Pisanie on 24.11.19 14:46  •  "It's a great plan!" - nobody to me, ever Empty "It's a great plan!" - nobody to me, ever
Nakano Araya
中野 新陽 | 172cm/61kg | 19 lat
Wygląd:
 Włosy intensywnie czarne, proste, nierówno przycięte gdzieś do połowy długości pleców.
 Ubiera się w krzykliwe kolory, nie przykłada większej wagi do mody czy poczucia stylu. Za duże bluzy, ogrodniczki i tenisówki to najliczniejszy asortyment jej garderoby.
 Ma bardzo rozbudowaną mimikę, a jej nastrój bezbłędnie da się odczytać z wyrazu twarzy.
Charakter:
 Uwielbia robić na przekór, prześlizgiwać się między sztywnymi ramami zasad i za nic sobie mieć, co kto sobie pomyśli.
 Dba o opinię wyłącznie tych osób, z którymi jest bliżej związana; uznaje nawet kilka autorytetów, za którymi zresztą poszłaby w ogień.
 Żaden pomysł nie wydaje się jej być zbyt zwariowany; uwielbia też różnego rodzaju dowcipy, które czasem — ale tylko czasem, przysięgam — wymykają się spod kontroli.
 Podczas rozmowy automatycznie przechodzi w tryb odbioru. Uwielbia słuchać innych osób i nieszczególnie przeszkadza jej, gdy sama nie ma okazji powiedzieć zbyt wiele.
 Raczej nie zdarza jej się zbyt długo chować urazy, uwielbia za to wbijać mniej lub bardziej bolesne szpile — szczególnie tym, których zna blisko i wie, że może sobie na to pozwolić... albo tym, których dobro ma głęboko gdzieś.
 Wszystko co mówi zazwyczaj podaje wprost i najlepiej czuje się, gdy jest traktowana w ten sam sposób.
Inne:
 Jej największą życiową pasją jest gra na perkusji. Nawet kiedy nie ma pod ręką instrumentu, wystukuje rytm na czymkolwiek, często zupełnie nieświadomie.
 Kompletnie za to nie potrafi śpiewać. Granicą jej możliwości okazało się powstrzymanie się od śmiercionośnego wycia i trzymanie się melodii na tyle, by słuchaczom nie krwawiły uszy. I tak raczej się do tej czynności nie rwie.
 Z zacięciem hoduje kaktusy oraz lithopsy.

No tak, panna Nakano, czemu mnie to nie dziwi.
 Zdania o podobnej treści padały z ust niejednego nauczyciela, a jeszcze podczas pierwszego roku nauki łatka najbardziej kłopotliwego dzieciaka została Arayi nie tyle przyklejona, co chyba wszczepiona chirurgicznie. Ona sama uznawała to zresztą za niebywały sukces, pusząc się jak paw nawet przyłapana na gorącym uczynku. Nikt w końcu nie miał tyle odwagi, by podjąć się tego rodzaju zadań, z którymi ona radziła sobie na co dzień. Większość uczniów tylko przyklaskiwała jej cicho, czasami kilkoro przyjaciół pomagało w wykręceniu numeru szczególnie tym mniej lubianym belfrom, ale chyba wyłącznie Nakano mogła pochwalić się taką wytrwałością. Na rozmowach u dyrekcji lądowała kilka razy w miesiącu, jeśli nie z powodu swoich żartów, to ze względu na pogorszenie ocen czy spadającą frekwencję. Zawsze ostatecznie udawało jej się jakoś nadrobić i wymigać od poważniejszych konsekwencji, więc nie przejmowała się zanadto swoją sytuacją. Gdzieś w głębi odczuwała wręcz niezdrową ciekawość, w którym momencie pęknie żyłka na skroni grona pedagogicznego i zagrożą jej wydaleniem ze szkoły. Chociaż tej edukacji i tak nie zostało jej zbyt wiele...
 W jakieś dziesięć minut po dzwonku na lekcję nie spodziewała się kolejki do gabinetu dyrektora. W końcu jeszcze nawet nie minęło południe, tymczasem już z końca korytarza dostrzegła samotną postać zajmującą ławeczkę naprzeciwko drzwi. Dopiero po pokonaniu kilku metrów, gdy trybiki zaskoczyły i udało jej się rozpoznać znajomą twarz, o mało nie zakrztusiła się powietrzem przy wdechu. Całe szczęście skończyło się tylko na dziwnym, niezidentyfikowanym dźwięku, nim wreszcie w trzech ostatnich krokach dotarła na miejsce swego przeznaczenia i jak gdyby nigdy nic klapnęła na wolnym kawałku ławki.
 — A ty co przeskrobałeś? — zagaiła, cały swój wysiłek wkładając w zachowanie spokoju. Nie miała pojęcia, dlaczego obiekt jej bezkresnej adoracji, życiowy idol i najbardziej nieosiągalne marzenie siedział sam, bez swojej zwyczajowej obstawy przed gabinetem dyrektora i wręcz nie uwierzyłaby, że też czekał na opiernicz, jednak słowa uleciały z jej ust szybciej niż mózg przetworzył algorytm najlepszego sposobu zaczęcia rozmowy. Może to i lepiej; gdyby chciała faktycznie przyjąć jakąś rozgarniętą strategię, nie przemieliłaby wszystkich swoich myśli przez najbliższe dwa dni. Tymczasem co się stało, już się nie odstanie — pozostawało przyjąć na klatę dalsze zdarzenia, jakiekolwiek by one nie były.


"It's a great plan!" - nobody to me, ever 8jMWZcu
                                         
Verity
Studentka
Verity
Studentka
 
 
 

GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down

Shintarou Oyukari
185cm/73kg | 19 lat
Wygląd:
 W rzeczywistości jest blondynem, aczkolwiek zobaczyć go można zawsze w ciemno brązowych włosach. Najdłuższe z nich zakrywają jego kark, natomiast krótsze sięgają nieco poniżej linii uszu, lekko unosząc się ku górze. Postrzępiona grzywka zakrywa częściowo czoło, niekiedy również jedno oko.
 Jest posiadaczem chłodnego, niebieskiego spojrzenia, ukrytego zza szkłami grubo oprawionych, czarnych okularów. Jak na chłopaka ma całkiem długie rzęsy, na szczęście wychodzi mu to na plus.
 Pod dolną wargą można dostrzec drobny pieprzyk.
 Przyodziewa ogółem modne stroje podkreślające jego atuty. Nigdy nie pozwoliłby sobie na plamę czy wgniecenie - musi mieć rzeczy z najwyższej półki, najlepszych marek oraz na czasie. Lubi podkreślać tym swój majątek, a także dobrze czuje się w otoczeniu elegancji.
 Właściciel dźwięcznego i donośnego głosu.
Charakter:
 Przez lata praktyki doskonale odczuł piętno krytyki, także aktualnie nie bierze sobie niczyich słów do serca. Co wcale nie przekreśla posiadania przez niego dumy czy godności. Będzie bronił swoich racji, stawiając się w jak najlepszym świetle - nie pozwoli sobie na zbyt ubogie dowartościowanie, jeśli jest całkowicie świadom swoich możliwości i umiejętności.
 Praca wyciska z niego niekiedy ostatnie poty, więc te cenne chwile pod tytułem "czas wolny" stara się zawsze wykorzystywać w jak najlepszy sposób. Nie na spanie, nie na lenienie się przed telewizorem, ale właśnie na innych ludzi.
 To dość wyluzowany gość, który lubi sypać żartami oraz wychodzi zazwyczaj z inicjatywą zrobienia czegoś intrygującego. Nie przepada wszakże za nudnym łażeniem czy siedzeniem w miejscu - o wiele bardziej ceni sobie dynamiczne zajęcia. Wypad do klubu? Pójście na gokarty? A może kręgle? Jak najbardziej.
 Jest świetnym kłamcą oraz manipulatorem. Zdaje się, że nie posiada skrupułów. Lis świetnie oddaje tu jego sprytny charakter - stara się zmaksymalizować swoje korzyści, nawet kosztem innych. Nie brakuje mu egoizmu.
Inne:
 Znany przede wszystkim jako piosenkarz prezentujący się pod pseudonimem artystycznym "Mr. Wolf".
 Wada wzroku wynosi minus 2. Nosi okulary przede wszystkim dlatego, by przypadkiem nie spaść ze sceny podczas występu.
 Posiada kota imieniem "Nyks" o rudym ubarwieniu. Cechuje go czarna plamka wokół jednego oka.


  — [...] sam porozmawiasz z dyrektorem.
  Piosenkarz uniósł powoli brew, popijając łyk gorącej czekolady, którą dostał właśnie od asystenta.
  — Dlaczego nie Ty? — zapytał, jakby został postawiony przed zadaniem definitywnie przekraczającym jego możliwości. — Przecież załatwianie formalności przy-...
  — Wyobraź sobie, że z całego naszego zespołu to TY dysponujesz największym zasobem wolnego czasu. — Chłodny wzrok jego menadżerki przewiercał na wskroś, z tego powodu udał zainteresowanie pogodą za oknem. — Nie muszę Ci przypominać, ile pracy wkładam w to, żebyś mógł świecić swoją buźką na scenie, prawda? Z chęcią zamieniłabym się z Tobą na jeden dzień stanowiskami, ale wtedy musielibyśmy się pożegnać z Twoją karierą.
  Wolf odchrząknął i posłał promienny uśmiech drugiemu mężczyźnie w biurze.
  — Clayton...
  — Z całym szacunkiem, paniczu Shintarou, przyznaję rację Masami-san. — Nie wspominał już o tym, że czekały go egzaminy na uczelni, o czym pracodawca chyba zapomniał.
  — Przed każdą trasą koncertową to samo... — wymamrotał wyraźnie niezadowolony, mimo że zazwyczaj to nie on musiał wyjaśniać swoją nieobecność i załatwiać tymczasowe nauczanie indywidualne w związku z czasochłonnymi obowiązkami w pracy. Ponownie zamoczył usta w płynnej czekoladzie. — Anyway, trochę tak olśniewającej osobistości w jego gabinecie nie zaszkodzi.

* * *
  Chwila spokoju.
  Krótki moment przerwy od ciągłego paplania Fumi, rozdmuchanego ego Shiro czy sprośnych żartów Eijiego. Sam sobie był winien takiego towarzystwa - co powstrzymywało go od powiedzenia, by się wreszcie zamknęli? Reputacja, ot co. I mimo że to on świecił tu jako dosłowna gwiazda, robienie sobie wrogów z wpływowych dzieciaków nigdy nie kończyło się dobrze. Masami nauczyła go, że dla własnej wygody i bezpieczeństwa trzeba trochę pocierpieć i poudawać.
  Słuchał muzyki, o czym świadczyły wepchnięte do uszu słuchawki, ale kiedy kątem oka dostrzegł zbliżające się kontury nieznajomej, pociągnął za kabelek, odtykając jedno ucho.
  — Mam romans do dyrektora — sprostował i błysnął zębami w lisim uśmieszku. — O wiele bardziej wolę siedzieć w miękkim fotelu niż na dywanie. — I faktycznie, nie był typem ucznia, który spotykał się z dyrektorem wyłącznie z winy swojego nagannego zachowania. Wręcz przeciwnie, Shintarou był... wzorowy. Oceny dostawał raz lepsze, raz gorsze, ale uchodził za autorytet i niczego poza zbytnią pewnością siebie nie można było mu zarzucić. — Ale rozumiem, że Ciebie czeka to drugie? — Pociągnął temat, gotowy i chętny na pogawędkę. Rzadko miewał okazje na konwersacje inne niż zahaczające o najnowsze trendy mody, gorące plotki dotyczące zdrad celebrytów czy kręcące się wokół pieniędzy. Wina środowiska, w którym się kręcił.


Walking this road with the world on my back
Cause we all have prices to pay
The people I knew and the person I was
Now it's all been taken away
                                         
Jarvis
Wtajemniczony
Jarvis
Wtajemniczony
 
 
 


Powrót do góry Go down

 Nadal jeszcze nie do końca mogła uwierzyć własnym oczom, na szczęście ogarnięty zwarciami umysł zdołał odpalić jakieś zasilanie awaryjne. Miliony myśli przecinały jej głowę na raz i z każdej strony, a równocześnie kiedy zastanawiała się nad swoim dalszym wkładem w rozmowę, lista opcji świeciła pustkami. Dobrze więc chociaż, że zdążyła usiąść i nie musiała brać pod uwagę dodatkowych objawów w postaci całkowitego postradania stabilności kolan.
 — A kto by nie wolał — wtrąciła na wpół gorzko, uśmiechając się jednak jednym kącikiem ust. Teoretycznie też mogła sobie oszczędzić szorowania kolanami po wykładzinie, ale jakim kosztem? Za cenę codziennych, małych radości budujących szczęście w życiu uzyskałaby spokój od ciągłych przesłuchań, pogadanek o dobrym wychowaniu i wszelkich innych uroków bycia problematycznym uczniem.
 — Wszystko zależy od interpretacji. — W iście filozoficznym stylu rozpoczęła swoją odpowiedź na pytanie chłopaka, mimochodem wystukując prosty rytm na siedzeniu ławki. Może chociaż w ten sposób dałoby się zagłuszyć nerwowe dudnienie serca tuż pod pomiętą koszulą szkolnego mundurka. — W gruncie rzeczy planujemy z panem dyrektorem odbyć żywą dyskusję o sztuce — podjęła znów, nabierając spokojniejszego wyrazu w miarę jak kolejne słowa opuszczały jej usta. — Niestety, nasze zdanie na ten temat bardzo się różni.
 Teraz już uniosła oba kąciki ust w przekornym uśmieszku, wymownie zerkając w kierunku drzwi do gabinetu. Dokładnie tę samą śpiewkę prawdopodobnie powtórzy pedagogowi już za kilka minut, otrzymując w odpowiedzi najpierw zbolałe westchnięcie, a następnie przydługawy wykład o szacunku do nauczycieli, celach edukacji i innych sprawach, które bynajmniej jej nie interesowały. W końcu przerabiała to nie pierwszy raz.
 — Tak czy inaczej, — dodała po krótkiej pauzie, — gdybyś kiedykolwiek planował przyklejenie małych główek Shreka zamiast każdej twarzy na gazetkach w sali od angielskiego i pełnowymiarowej podobizny na ekranie od rzutnika... to po pierwsze nauczycieli to niestety nie bawi, a po drugie: byłby to parszywy plagiat.


"It's a great plan!" - nobody to me, ever 8jMWZcu
                                         
Verity
Studentka
Verity
Studentka
 
 
 

GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down

Dawniej na każdą osobę próbującą nawiązać z nim kontakt patrzył jak na potencjalnego fana. W końcu kiedy zdobył pierwsze miejsce w prestiżowym konkursie talentów jego nazwisko zyskało trochę na popularności. Później, kiedy łowca talentów postanowił wydobyć z niego głęboko skrywany potencjał, sława rozrosła się i prawie każdy wśród jego znajomych słyszał o talencie wokalnym Shintarou.
  Jak głupi szczyl odnosił wrażenie, że świat zaczął kręcić się wokół niego. Krótko mówiąc - woda sodowa uderzyła mu do głowy. I chociaż wrażenie to utrzymywało się lata temu, nadal coś z tego pozostało. Tylko może zdążył nieco dojrzeć? Spojrzeć inaczej na pewne sprawy? Przecież zostanie gwiazdą uważał za obietnicę szczęścia, pieniędzy i mocy, natomiast kiedy dostał to, czego tak bardzo pragnął... czasami bywał naprawdę zmęczony. Zrozumiał, jak ciężkim brzemieniem jest sława.
  Wolf stłumił parsknięcie i ograniczył je do uniesienia jednego kącika ust.
  — Obawiam się, że dyrektor posiada nikłe pojęcie o sztuce. Inaczej nie robiłby takich problemów z powodu moich nieobecności na rzecz tworzenia jednej z najpiękniejszych rzeczy, jakie odkryła ludzkość.Mała rada: wyczuj moment, w którym dobrze odpuścić. Nie na stałe. Ludzi cechuje... podatność na emocje innych. Empatia, jak wolisz. W takiej chwili są jak otwarta rana, którą chcą szybko opatrzyć. — Przesunął okulary wyżej na nosie i odpiął słuchawki od telefonu. Usłyszał poruszenie w gabinecie, zatem zaraz pewnie wejdzie.
  Uśmiechnął się szerzej na jej następne słowa, pozwalając uciec rozbawieniu.  
  — Całe szczęście, że od takich rzeczy mam ludzi. — Puścił jej oko i wstał, gdy drzwi gabinetu otworzyły się, wypuszczając na zewnątrz ponurą uczennicę, wgapiającą się pod nogi. Nie zwróciła na nich uwagi, tylko pognała przed siebie, zbyt głęboko zamknięta we własnym świecie myśli.
  Wolf nie spędził u dyrektora za wiele czasu. Po pierwsze nie owijał w bawełnę, a po drugie był wprawiony w rozmowy dotyczące jego interesu.
  Kiedy wyszedł, w przeciwieństwie do poprzedniczki promieniał. Rzucił dziewczynie ostatnie spojrzenie znad oprawek, co można było skwitować jako niewerbalne pożegnanie i zniknął za rogiem.
  Nazajutrz na tablicy ogłoszeń pojawiła się niebywała szansa dla każdego uzdolnionego perkusisty - sławny Mister Wolf poszukiwał tymczasowego zastępstwa.


Możesz w następnym poście wspomnieć, że Nakano wysłała swoje cv na podany w ogłoszeniu adres i dostała zaproszenie na rozmowę.


Walking this road with the world on my back
Cause we all have prices to pay
The people I knew and the person I was
Now it's all been taken away
                                         
Jarvis
Wtajemniczony
Jarvis
Wtajemniczony
 
 
 


Powrót do góry Go down

 — Mała rada...
 Brwi dziewczyny podskoczyły nieznacznie, z miejsca zdradzając nie tyle oburzenie, co zaskoczenie na granicy z poczuciem urazy. To była dość odruchowa reakcja Arayi na jakiekolwiek próby udzielania jej porad, nawet kiedy padały z ust kogoś tak przez nią podziwianego. Właśnie zresztą ze względu na ten ostatni fakt nie wydała z siebie poirytowanego prychnięcia ani nie próbowała z miejsca udowadniać, że nie potrzebuje niczyjej pomocy. Zamiast tego machnęła tylko niedbale dłonią, wypierając poprzednią minę bardziej wyluzowaną ekspresją.
 — Dam sobie radę, to nie pierwszy raz — zapewniła, delikatnym kiwnięciem głowy w stronę gabinetu uściślając swoją wypowiedź. Z dyrektorem widywali się pewnie częściej niż niektórzy ze swoją drugą połówką, a jako że ani jednemu ani drugiemu nie brakowało pomyślunku, mieli już na siebie nawzajem wypracowane pewne metody. Araya zresztą zdolna byłaby przysiąc, że nauczyciel złości się na jej wybryki tylko w połowie tak bardzo, jak to okazuje. Kto wie, jakie wybryki ze szczenięcych lat sam miał na koncie? Ludzie nieraz wyprawiali w dzieciństwie niestworzone rzeczy, a potem wraz z dorastaniem uspokajali się i nawet zajmowali szacowne stanowiska... co prawda panna Nakano raczej nie widziała takiej przyszłości dla siebie, ale potrafiła uwierzyć, że nie każdy sztywniak w garniturze od niemowlęctwa chodził jak w zegarku.
 Nie odpowiedziała już nic więcej, gdyż drzwi otworzyły się i jej rozmówca zniknął, pozostawiając po sobie jakże żywe spojrzenie ostatniego uśmiechu. O mało nie wtopiła się w ławkę, wciąż nie do końca dowierzając, co tak właściwie przed chwilą przeżyła. Nic, co przyszłoby potem, nawet najgorsza kara za głupi żart nie mogła zepsuć jej tego dnia. Późniejsze minięcie się w drzwiach gabinetu przeżyła jak w transie, podobnie zresztą całą rozmowę z dyrektorem. Skończyło się na przyspieszonym pouczeniu, jako że właśnie dzwoniono z jakiejś ważnej instytucji i Arayę puszczono z powrotem na lekcje.
 Ona jednak pojawiła się w szkole dopiero następnego dnia i pierwszym, co rzuciło jej się w oczy po przekroczeniu drzwi wejściowych było najnowsze ogłoszenie na tablicy. Normalnie wahałaby się przez dwa tygodnie, nim w ogóle pomyślałaby o wysłanie swojej aplikacji; teraz jednak wszystko wskazywało na to, że cały kosmos sprzysięgał się na rzecz spełnienia marzeń młodej Nakano. Nie mogło być inaczej, skoro jej muzyczne CV, złożone głównie ze szkolnych występów i nagranie kilku kawałków zagranych w garażu na bardzo sfatygowanym instrumencie zapewniło jej zaproszenie na rozmowę. Poziom fuksa w ciągu tych kilku dni był niewyobrażalny, wywołując w Arayi absolutną euforię. Chodząc niemalże unosiła się nad ziemią, przynajmniej dopóki nie nadszedł czas samego wywiadu. Dopiero wtedy stres przypomniał o sobie ze zdwojoną siłą, nie pozwalając ani na chwilę uspokoić ruchliwych dłoni.
 — Ale będzie dobrze — zapewniła szeptem sama siebie, oczekując na rozprawę rozmowę. W końcu to, że tu jesteś, to i tak spory sukces.
 Tylko że Araya Nakano nie znosiła odpuszczać sobie w trakcie. Idź na całość albo zostań w domu... i po raz pierwszy w życiu wahała się, czy jednak nie było lepiej zostać w domu.


"It's a great plan!" - nobody to me, ever 8jMWZcu
                                         
Verity
Studentka
Verity
Studentka
 
 
 

GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down

Clayton Nishimura-Lloyd pół-Japończyk, pół-Anglik 24 lata asystent piosenkarza "Jastrzębie Oko"
"It's a great plan!" - nobody to me, ever Lg1zlVn
theme: "After Dark"

Clayton to asystent wschodzącej, nastoletniej gwiazdy - Shintarou Oyukariego, znanego również jako "Mister Wolf". Ukryty w cieniu swego pracodawcy budzi spore zainteresowanie wśród biznesmenów. Z nieznanego publicznie powodu pozostaje przy boku nastolatka niezależnie od proponowanej mu kwoty pieniężnej. Na pierwszy rzut oka to powściągliwy profesjonalista, oddany swym obowiązkom i pracy. Obecnie także student prawa.


  Poza Nakano w poczekalni przed "rozmową kwalifikacyjną" czekało wiele osób. Każdy dopatrywał się w ogłoszeniu szansy dla siebie - nie tylko pod względem rozwinięcia umiejętności czy poznania swojego idola, ale także rozsławienia się i zaistnienie w świecie mediów. Wystarczyło spojrzeć na te wszystkie programy telewizyjne "Mam talent" czy "Eurowizja". Jeśli dobrze wykorzystało się okazję, rzutowało to później na przyszłą karierę. Co prawda zespół Mistera Wolfa nie szukał nikogo na stałe, mus zastępstwa wynikał z wypadku, jaki dotknął Wataru. Był to człowiek uśmiechnięty i gadatliwy, taki "wujek dobra rada". Zdecydowanie potrzebowali kogoś takiego podczas koncertów, ale nie było to absolutnie wymogiem. Właściwie cała ekipa starała się nie robić sobie zbytnich nadziei. Byle potencjalny kandydat potrafił nieźle dać czadu i nie złamać się pod wpływem presji.
  A kto był najlepszy w rozszyfrowywaniu ludzi jak nie Clayton?
  Drzwi do sali otworzyły się: jedna osoba wyszła i skierowała się dalej wzdłuż korytarza, zapewne do wyjścia, a druga ledwie wychyliła się z pomieszczenia.
  — Arayę Nakano, proszę. — Wywołał dziewczynę i zaprosił ją do środka.
  Pokój prezentował się na typową salę konferencyjną - długi stół, wiele krzeseł oraz tablica na drugim końcu. Parę przedmiotów wyróżniały jednak tę przestrzeń, a były to instrumenty muzyczne stojące pod ścianą. Wszystkie poza rozłożoną perkusją schowane w pokrowcach.
  — Clayton Nishimura-Iloyd. — Przedstawił się wraz z właściwym ukłonem w stronę uczennicy. — Pełnię dzisiaj rolę rekrutera, jednak oficjalnie jestem asystentem pana Wolfa. — Dodał krótko i wskazał krzesło naprzeciwko, by oboje mogli zaraz spocząć. Sterta cv leżała obok, ale mężczyzna nie potrzebował do niej zaglądać. — Jeśli się nie mylę, jesteś jego rówieśniczką, prawda? — Utrzymywał na ustach subtelny uśmiech, a w brązowych oczach widniało grzeczne zainteresowanie. Trudno było ocenić jego wiek, wyglądał bowiem równocześnie bardzo młodo, ale i dojrzale. Może dwudziestka na karku? — Powiedz mi... czy nauka obecnie przysparza Ci problemy? Poszukujemy osoby, która poradzi sobie z odpowiedzialnością, jaką jest stanowisko członka zespołu. Niebawem rozpoczynamy trasę koncertową, nie planujemy wyjeżdżać poza granice Japonii, ale przygotowania i występy zabiorą dużo czasu. Równocześnie nie chcemy być powodem zaniedbań ze strony potencjalnego zastępcy perkusisty.


Walking this road with the world on my back
Cause we all have prices to pay
The people I knew and the person I was
Now it's all been taken away
                                         
Jarvis
Wtajemniczony
Jarvis
Wtajemniczony
 
 
 


Powrót do góry Go down

 Oczekując na swoją kolej, rozglądała się niepewnie po pozostałych kandydatach. Niektórzy wyglądali młodziej, inni nieco dojrzalej; jedni wyraźnie się denerwowali, podobnie jak Araya, a od części osób pewność siebie biła na kilometr, zapewne nie pomagając się uspokoić tym co bardziej zestresowanym. Każdy z tutaj obecnych dostał swego rodzaju szansę i z pewnością nie było żadnej osoby, która nie chciałaby jej wykorzystać — inaczej jaki byłby sens w ogóle przychodzić? Nakano nie mogła pozbyć się wrażenia, że prawdopodobnie każdy z jej towarzyszy niedoli mógł się pochwalić pełniejszym CV, większym talentem, powalającą osobowością czy czymkolwiek innym, co z miejsca przyćmi pozostałych kandydatów. A czym mogła pochwalić się ona?
 Nie zdążyła odpowiedzieć sobie na to pytanie — może to i lepiej, bo do głowy przychodziły jej tylko bardzo dołujące frazy — gdyż właśnie w tym momencie została wywołana na swoją rozmowę. Oczywiście już wcześniej rozpoznała charakterystyczną postać asystenta, jednak na żywo wydał jej się jeszcze bardziej sztywny i wręcz odrobinę przerażający... chyba że to nerwy płatały jej figla. Aczkolwiek nie byłaby wcale taka pewna.
 Wstając wzięła głęboki wdech, gromadząc wewnętrznie wszystkie siły i umiejętności aktorskie. Podobno pierwsze wrażenie liczy się najbardziej tak? A braki w pewności siebie zawsze da się zatuszować odrobiną odwagi i wyuczonych zachowań, które przecież tak często ratowały jej skórę przed odsiadką po lekcjach czy innymi konsekwencjami szkolnych wybryków. Teraz wystarczyło sobie wyobrazić, że nadchodząca rozmowa nie jest niczym trudniejszym od przeciętnego tłumaczenia się dyrektorowi z najnowszego żartu, a nawet jeśli nie wyjdzie z tego starcia zwycięsko, to przynajmniej nie będzie katastrofalnie stratna.
 — Zgadza się — odpowiedziała uprzejmie na pierwsze z zadanych jej pytań, które padło po wstępnych formalnościach i zajęciu miejsc. Araya nijak nie wpasowywała się w ten rodzaj sztywnych konwenansów, co dało się wyczytać z nerwowego przebierania palcami i odrobinę rozbieganego wzroku. Zaraz jednak nadrobiła to uchybienie przepraszającym uśmiechem; jeśli spodziewaliby się, że nikt nie będzie się stresował, chyba musieliby być głupi.
 — Bez problemu utrzymuję oceny na zadowalającym mnie poziomie — zapewniła, rozluźniając nieco przyszykowane do ucieczki mięśnie. Co z tego, że satysfakcjonowały ją stopnie bardziej średnie niż wysokie? Nawet jej rodzice nie mieli nic przeciwko, bardziej zajęci znajdowaniem sobie coraz to dziwniejszych, hipisowskich hobby i wypiekiem organicznych ciasteczek. Dopóki latorośl nie zawalała całkiem żadnego przedmiotu, za to miała swoje pasje i czuła się szczęśliwa, opiekunowie też nie zgłaszali sprzeciwu. — Myślę, że nawet przy takim ogromie przygotowań i pracy nie będę w żaden sposób stratna.


"It's a great plan!" - nobody to me, ever 8jMWZcu
                                         
Verity
Studentka
Verity
Studentka
 
 
 

GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach