Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 20/02. Odbyło się kolejne losowanie chorób. Sprawdź czy twoja postać wciąż jest zdorwa!
  • 20/02. Zapoluj na niedźwiedzia babilonskiego.
  • 13/02. Kto sieje mak, ten zbiera wiernych. Wypowiedz się na temat KNW!
  • 11/02. W profilu, w zakładce Contact, pojawiło się nowe pole dla chętnych: discord.
  • 05/02. Co z organizacją Drug-on? Zaproponuj.

Go down

Pisanie on 29.09.19 16:17  •  Siódme poty [zwiększona siła; Jarvis] Empty Siódme poty [zwiększona siła; Jarvis]
Czas: okres szkolny, podstawówka.

  Nie pamiętał, co stanowiło przedmiot ich sporu, ale czy do bójki z bratem konieczny był pretekst?
  Chociaż dzieliło ich niemal kilkanaście centymetrów różnicy, na korzyść Ryuutarou, nie czuł się pewnie z tego względu. Nie przepadał za przemocą, to konieczność zmuszała go do chwilowego uśpienia poczucia moralności. Nawet wtedy czuł się tak, jakby ograniczał swoje możliwości. Bał się, że wysunie zbyt silny cios, że zaraz usłyszy płacz.
  Sęk w tym, że to on najczęściej kończył jako ten pokonany.
  — No chodź tu! — Usłyszał warknięcie. — Ty cykorze!
  Okularnik wydał z siebie niezadowolony odgłos, zaciskając palce w pięści.
  — To bezcelowe, proszę, wróćmy do swoich–…
  — Po prostu boisz się sytuacji, w których wychodzi, że jesteś słabeuszem, Ryuu!
  Posiadał w sobie spore pokłady cierpliwości, ale kiedyś ktoś już uderzał w czuły punkt, nie chciał się hamować. Wcale nie był słaby. Czy mądrość nie stanowiła jakiegoś rodzaju siły? Dlaczego ta fizyczna cechowała się większą wartością? Mógłby wyśmiać brata, jak słaby jest w szachach, ale oboje dobrze wiedzieli, co przekłada się na większą korzyść.
  — Przestań! — Twarz nastolatka wykrzywiła się w złości zmieszanej ze spłoszeniem, ale odważył się chwycić niższego za ubrania i nim szarpnąć. — Wcale nie jestem słaby!
  — Udowodnij to, czterooki! — Wyzwanie zabrzmiało w głosie rudego, który, nie czekając na odpowiedź, wymierzył pięść w stronę drugiego Moriyamy.
  Zdążył się uchylić na tyle, że to bark, a nie klatka piersiowa, oberwał od ciosu. Ból objął najbliższe mięśnie, ale dzięki niskiemu natężeniu prędko zniknął. Ryuutarou skopiował ten ruch, dzięki czemu udało mu się odepchnąć chłopca, niestety dłuższa szarpanina wyczerpywała jego siły i już po dłuższej chwili nie był w stanie dorównać przeciwnikowi.
  — Wystarczy! — sapnął, skręcając się ulegle, gdy ręce zostały unieruchomione za plecami. Starał się wyrwać chociaż jedną z silnego uścisku, ale bezskutecznie. Miotał się i wierzgał, nie wierząc, że w żaden sposób nie jest w stanie wykorzystać swojej przewagi we wzroście. Ten mały knypek tak łatwo go podporządkował...
  — Wystarczy... — powtórzył już słabo, uspokajając się. Stracił całą swoją energię, oddychając ciężko i czując pot zalegający na skórze.
  Parsknięcie.
  — Mówiłem, Ryuu. — Głos zza pleców brzmiał współczująco. — Może jesteś starszy i wyższy, ale brakuje Ci siły. Kiedyś przyjdzie dzień, w którym tego pożałujesz. — Puścił go i odsunął się o krok.
  Okularnik skrzywił się i potarł obolałe nadgarstki, zerkając na chłopca kątem oka. Ten wzruszył tylko ramionami i, zapominając najwyraźniej o przyczynie ich wcześniejszej złości, odszedł w swoją stronę.
  — Nie jestem... — Cichy głos uciekł spomiędzy rozchylonych warg. — Nie jestem... — Wciągnął głębiej powietrze do płuc. — Cholera. Jestem słaby.


Walking this road with the world on my back
Cause we all have prices to pay
The people I knew and the person I was
Now it's all been taken away
                                         
Jarvis
Wtajemniczony
Jarvis
Wtajemniczony
 
 
 


Powrót do góry Go down

Czas: okres szkolny, gimnazjum.

  — Ja to zrobię.
  Głowa starszego mężczyzny odwróciła się z wyrazem zdziwienia w stronę nastolatka.
  — Ryuu, to miłe, ale te kartony ważą tyle, co Twoja mama w ciąży. — Ojciec uśmiechnął się rozbawiony, acz ton głosu wyraźnie wskazywał, że to jedynie uprzejmy żart z jego strony. — Uwierz mi, kiedy próbowałem wziąć ją na ręce...
  — Ale ja chcę to zrobić. — Uparł się.
  Zalęgła się między nimi cisza, którą po kilku długich sekundach postanowił przerwać starszy. Westchnął cicho, puszczając pudła i prostując się.
  — W porządku. Nie wiem, skąd ta nagła chęć pomocy przy sprzątaniu, ale... dobrze. — W rzeczywistości Moriyama chciał jedynie, by młody na własnych barkach poczuł ciężar spakowanych gratów i uświadomił sobie, że przeniesienie ich na strych jest niemożliwe dla wątłych rąk. — Może poprosisz brata o pomo-
  — Nie. Zrobię to sam. — Determinacja malowała się na twarzy niższego. Za zmarszczonymi brwiami i zaciśniętymi ustami kryła się potrzeba ochrony swojej dumy.
  Schylił się, chwycił stabilnie za spód od kartonu, starając się oszacować, ile siły musi w to włożyć, i dźwignął się na wyprostowane nogi. Ojciec nie kłamał, to pudło naprawdę ważyło z tonę... Ale kiedy stał tak, nie ruszając się i skupiając na tym, by palce zaciskały się na płaskiej powierzchni, miał wrażenie, że da sobie radę. To tylko wejście po jednych schodach i odstawienie do odpowiedniego pokoju.
  Starszy Moriyama przypatrywał się z boku bez słowa, zaplótłszy luźno ręce na piersi. Okularnik ruszył do przodu, wolnymi krokami, ostrożnie pokonując kolejne metry.
  Oby w środku nie było nic delikatnego, proszę.
  Postawił stopę na pierwszym stopniu i uniósł drugą, by dołączyła do sąsiadki. Sęk w tym, że w trakcie tej jednej, dwóch sekund, kiedy musiał utrzymywać równowagę na jednej nodze, ta prawie ugięła mu się w kolanie. Zachwiał się niebezpiecznie, a wszystkie mięśnie spięły się, ale jakimś cudem odzyskał stabilność. Poczuł pierwsze kropelki potu na czole.
  Rudy na pewno dotarłby już na samą górę..., pomyślał ponuro, a myśli tej towarzyszył delikatna złość.
  Postanowił, że nie może się tak guzdrać, więc ignorując pulsujące dłonie i obolałe mięśnie w ramionach, przyśpieszył, skupiając się wyłącznie na tym, by odpowiednio stawiać stopy na kolejnych stopniach. I to był jego błąd.
  W krótkiej chwili ciężar kartonu podwoił się, a może i potroił, więc nie zdążył nawet zareagować, kiedy górne kończyny odmówiły mu posłuszeństwa. Pudło wypadło z jego rąk, a nastolatek kucnął w próbie ratowania zawartości. Ta na szczęście nie wysypała się ani nie stłukła (usłyszałby charakterystyczny trzask). Wziął kilka szybszych oddechów. Miał flaki zamiast rąk.
  Cholera!
  — Ryu? — Nie zareagował na głos ojca, dlatego ten zaraz pojawił się tuż obok. Schylił się do pudła i wyciągnął z niego kilka grubych tomiszczy. — Spróbuj teraz.
  Nie chciał. Ale wiedział, że musi. Nie mógł się rozżalać nad sobą, bo coś mu nie wychodzi.
  Ponownie chwycił za karton i podniósł się — tak, teraz miał realną szansę na dokończenie zadania.
  — Zacznij od czegoś prostego, okej? — Ciepły uśmiech ojca pokrzepił go. — Nie ma co od razu rzucać się na głęboką wodę. Pomogę Ci, Ryu.


Walking this road with the world on my back
Cause we all have prices to pay
The people I knew and the person I was
Now it's all been taken away
                                         
Jarvis
Wtajemniczony
Jarvis
Wtajemniczony
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach