Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

Go down





Re: BAR  Pisanie by Faith on 23.04.17 17:53
    
A czemu nie? Teraz całe podejście aniołów jest nieco inne niż kiedyś. Wtedy to rzeczywiście balowanie nie pasowało, trzeba było być tym świętym, nieskalanym i w ogóle do rany przyłóż. A teraz? No... O aniołach teraz wiele można było mówić. Z pewnością nieco się różniły. Faith też była nieco inna przed tym całym końcem świata, ale na dalszą metę niewiele było różnic. Ale czasy się zmieniają, trzeba się do nich przyzwyczaić. Kiedyś było normalnym myśleć, że żaden anioł nikogo nie skrzywdzi, a już na pewno nie samych siebie. A co się dzieje? No, sporo nieprzyjemnych sytuacji można by było wyłowić. Sekty, morderstwa, bliżej niezrozumiałe akcje góry anielskiej - i weź komuś zaufaj.
To dobrze, że nie przywiązywał wagi. Dzięki temu mieli wygodnie, mówili co chcieli, jak chcieli i nie musieli na nic narzekać. Serio, japoński potrafi być nudny. Albo zbyt pokręcony. Dla Faith czarną magią były nawet te wszystkie znaki, którymi się posługiwali - do tego stopnia, że nigdy się ich nie nauczyła na porządnie. Mowę rozumie, sama też wie, co i jak, ale z czytaniem jest słabo. Nawet pisząc, posługuje się wyłącznie hiraganą, zaznaczając tylko wyrazy jakimiś nawiasami. Większość i dziwo łapała, co się dzieje, a i w razie czego sama mogła jakoś się wyrazić. Ale kulturę mieli interesującą, podobnie jak tradycyjne stroje. To im musiała przyznać. Sama by chętnie zobaczyła coś związanego ze starymi obyczajami mieszkańców M-3.
Ale była praca do wykonania. Może kiedyś, jak będzie trzeba się udać do M-3, pozwoli sobie na mały kurs w bok.
- Biedna mama Nadzieja... Zawsze musi oglądać cierpienia całego świata i przyjmować na siebie winę innych~ - mimo smutnej wypowiedzi, Faith nadal się uśmiechała jak gdyby nigdy nic - Ilekroć coś dzieje się złego, mówi się "a miałem nadzieję"? Nie tak przypadkiem? A Nadzieja płacze, bo nie dość, że ją winią, to sama nic zrobić nie może. "Smutny" los ją czeka~
Tak samo smutny los jak tej pustej butelki, która właśnie leciała w jej stronę. Impreza w barze musiała się nieco ożywić, ponieważ nagle jeden z bywalców zdecydowanie się zdenerwował wynikiem gry i wstał energicznie, a następnie cisnął butelką w losowym kierunku.
- Osobiście uważam to za dobry ruch, Hex~ - mówiła dalej, prawdopodobnie nie zauważając lecącej butelki - Aczkolwiek mam wrażenie, że zaczyna się tutaj robić nieco "głośno"...?
Idealnie w chwili, kiedy wypowiedziała wyraz "głośno", wychyliła się mocniej w bok, unikając nieszczęsnego wypadku w postaci uderzenia, jednak nieświadomie pozwoliła, aby ta poleciała teraz w stronę Hexa.


włoski/łacina (#23395c) | japoński (#395038)
UWAGA: wybór między włoskim a łaciną w pierwszym poście każdego wątku. Jeżeli nie mówi po japońsku, stara się to nadrobić gestykulacją, mimiką bądź prostymi rysunkami.
avatar
Faith

Kontraktor   Anioł służebny






GODNOŚĆ :
Beatrice; przedstawia się jako Faith.

Liczba postów :
269


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Hex on 23.04.17 19:29
    
Nieco.
NIeco.
NIEco.
NIECo.
NIECO?!
NANIIIIIII?!
Nie no, bez przesady i wydłużania na siłę posta za pomocą dodatkowych enterów. Faktycznie teraz anioły musiały się "dostosować", ale wciąż podobno raczej stronią od walki na ile się da. Niemniej, są wyjątki od reguły. Jednym z nich jest Hex (choć jak było mówione, nie jest faktycznym aniołem, ale wciąż). On nie stroni od walki. Czasem nawet ją prowokuje, acz nie zawsze ma na to ochotę, choćby teraz. Teraz chciał mieć w miarę miłą gatkę-szmatkę z osobniczką na przeciwko. Kto wie, może to będzie znajomość na dłużej?
Nie nie nie, Echo wciąż jest w jego priorytetach sercowych. O ile umysł i dusza należą do prorokini, tak ciało ma swoje... Zapotrzebowania na towarzystwo. Nawet bez żadnych głębokich szczegółów, wystarczy tul.
Co, myśleliście że rzuci się na każdą dziewczynę z zamiarem zaspokojenia libido?
Hmm, czasem przechodzi mu to przez myśl, ale trzyma je na wodzy.
Każdy język świata ma swoje dziwactwa i niuanse, pod względem mowy i zapisu. Acz trzeba przyznać, wschodnie języki nie podzielały alfabetu języków zachodnich pod względem pisma. Co język, był pisany w zupełnie inny sposób, mówiony też.
Tradycyjne stroje, hmmm. Może kiedyś warto by było się w coś takiego odziać? Jedynie nosi jakieś znormalizowane stroje, bardziej efektywne niż efektowne. Może kiedyś, może kiedyś.
- Brzmisz jakbyś lubiła cierpienie innych. Czy coś w tym jest? - Spytał, wysuwając się nieco bardziej do przodu i przyglądając się jej ciekawsko. Czy wyglądała jak sadysta? Wątpliwe, ale takowi nie mają na sobie znamienia w kształcie kłębu kresek czy łez ich ofiar wskazujące, że lubią zadawać ból. Czy smakuje jak takowy?
Był trochę za daleko by sprawdzić. Podobnie zresztą innymi zmysłami nie było mu dane tego sprawdzić, ze względu na odległość. Głównie.
- Dobry ruch? To dobrze. Pospałbym. - Obsunął się bardziej na stole, kryjąc twarz w ramionach jakie na takowy wyłożył, również pozwalając sobie na "nieświadomy" unik nadlatującej butelki. Fakt snu nie jest taki przypadkowy - ciągle męczą go koszmary gdy chce pospać, więc próba uśnięcia nawet w połowie opartym o blat stołu to wciąż dobra próba. Nie miała szans powodzenia bo nie był na tyle niemiły by usnąć w trakcie rozmowy z kimś, ale wciąż, chciał mieć okazje do miłego, niczym nie zmąconego snu.
- Aj tam, za głośno. Masz pomysł na inne miejsce gdzie można by spokojnie porozmawiać? - Spytał, acz miał wrażenie że coś tyrpnęło tył jego kapelusza gdzieś tak w połowie wypowiedzi, więc podniósł się nagle z tego leżenia, oglądając wokół.
- Chciałaś wziąć mój kapelusz? - Spytał, spoglądając na Faith w ostateczności, nie mogąc znaleźć potencjalnego winnego.



O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~
avatar
Hex

Wierny     Nawrócony






GODNOŚĆ :
Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Liczba postów :
852


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Faith on 25.04.17 20:32
    
Wciąż były dobre i kochane, prawda. Jednak duża część aniołów, szczególnie ta, która pojawiła się po całej katastrofie, miała zadatki na nieco, hmm... Mniej anielskich. Hex też, ale wiadomo, ktoś sam wspomniał, że taki nie do końca anioł z tego anioła, więc średnio się liczy. Ale to było dosyć smutne, bo odsetek prawdziwie dobrych na świecie był coraz mniejszy, a przyznanie się do dobrego serduszka było jak propozycją masochisty, czy nie chcą go udupić. Smutne, acz prawdziwe. Pewnie dlatego tylu aniołom odwalało - bo wolą być uznani za popapranych, bo może ich unikną, bo może niegrzeczne dzieci dadzą sobie spokój.
Były też anielskie dzieci pełne wiary i pluszaków, które lubiły denerwować. Nawet nie wiadomo, czy robią to specjalnie, czy nieświadomie, ale to ich sprawa.
- Jakbym to lubiła, mówisz? - spojrzała na chwilę na Ziemniaka - Hmm... Nie wiem? Wiem tylko tyle, że wiem, co mówię?
Nawet nie przejęła się tym specjalnie, tak samo jak faktem, że odpowiedziała właściwie pytaniem na pytanie, bo sama brzmiała tak, jakby nie miała pewności, o co chodzi. A może dosłownie nie wiedziała, o czym mówi? Zadawanie cierpienia innym było dla niej tak zrozumiałe, jak bycie w pełni normalnym - wydawało się odległe i niemożliwe. Ale nie musiała tego przyznawać. Hex miał prawo widzieć ją tak, jak chciał.
Uśmiechnęła się, słysząc kolejną wypowiedź zielonowłosego.
- Sen to dobra rzecz! - przyznała nieco żywiej, unosząc rękę - Ale nie możesz tutaj usnąć, wiesz? To niebezpieczne. Nie wszyscy są na tyle mili i mogą ci zrobić krzywdę.
Brzmiała nawet tak, jakby rzeczywiście ją to zmartwiło, ale kto ją tam wiedział... Chwilę temu zastanawiali się, czy ma zadatki na sadystkę z powodu jednej wypowiedzi. Takim ja bym nie ufała.
Dopiero gdy ten się ułożył, zauważyła, jak butelka, która leciała w ich stronę, poszybowała hen dalej, za niego, aż w końcu wylądowała na ścianie, rozbijając się. Prawdopodobnie jeden z odłamków szkła i tak trafił w jakiegoś wymordowanego, bo nagle jeden z mężczyzn, siedzących dalej za Hexem, wstał i odwrócił się, szukając wzrokiem winnego.
Ojej, ma tylko delikatne zadrapanie... Bardzo szczęśliwy pan~
- Inne miejsce, hmm? - anielica przyłożyła dłoń do ust w geście zastanowienia - Nie mam pewności... Trzeba by było pewnie opuścić Apogeum, tak sądzę? A twój kapelusz wciąż jest na miejscu, nikt go nie ruszał~ Ziemniak tak mówi, że jest niewinny. Prawda?
Idealnie w tej chwili do stolika podszedł wcześniej wspomniany pan, który dalej dzielnie szukał winnego małego rozcięcia na tyle głowy. co zabawne - nic nie mówił. Patrzył się tylko groźnie.
Faith spojrzała pytająco na Hexa.
- Dziecię wygląda na zdenerwowane... Znacie się?


włoski/łacina (#23395c) | japoński (#395038)
UWAGA: wybór między włoskim a łaciną w pierwszym poście każdego wątku. Jeżeli nie mówi po japońsku, stara się to nadrobić gestykulacją, mimiką bądź prostymi rysunkami.
avatar
Faith

Kontraktor   Anioł służebny






GODNOŚĆ :
Beatrice; przedstawia się jako Faith.

Liczba postów :
269


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Hex on 25.04.17 20:58
    
Szczerze mówiąc - to nie zawsze był ich wybór. To nie był wybór Hexa, by stać się takim jakim jest. To... Tak wyszło. Serio, tylko tak można to określić. To zwyczajnie tak wyszło. Był dręczony, męczony, i powoli się to w nim kumulowało. Dzień po dniu. Tydzień po tygodniu. Miesiąc po - wiecie o co chodzi. Zwyczajnie "zepsuto" go, i nikt nie chciał poświęcić czasu by spróbować go naprawić. Może teraz, teraz jest trochę lepiej, dzięki Echo, ale to wciąż nie to samo. Wciąż nikt go nie chce naprawić, tak naprawdę. Tak dobrze. Stan w jakim się znajduje odpowiada innym, będąc zawieszony między stanem bycia psycholem, a miłym facetem, bo każda z tych stron może się przydać.
Uniósł dłoń do góry z palcem wskazującym jako jedynym wystającym z pomiędzy pięści i rozchylił usta, chcąc jakoś odpowiedzieć na jej pytanio-pytanie, ale po chwili zawieszenia w takim "ujęciu" opuścił rękę, spoglądając w dół z cichym "nuuu", lekko kręcąc głową na boki. Nie mógł się sprzeczać z tą logiką, choć nawet nie miała sensu. Nawet próbował przez chwilę.
Ale Hex.exe stopped working, i trzeba było się zresetować. Więc, wracając!
- Ale dlaaaczeeego. Sen w dobrym towarzystwie to jedyny jaki daję radę mieć. Samemu nie mogę spać, koszmary mnie męczą. I to... Naprawdę męczą. - Stwierdził, unosząc lekko twarz ponad ramiona i pociągając palcami wskazującymi za sine wory pod oczyma. Może i był aniołem, ale nie miał niestety ich nieskazitelnej cery i bycia super-ładnym. Blizny też pozostają, jego ciało nie jest nieskazitelną, niezmazaną niczym świątynią. Niemniej, po tym krótkim pokazie znów wcisną twarz w ramiona, ale nie na długo. Nie chciał być niekulturalny no! Jakkolwiek cała ta sytuacja była czy nie była kulturalna, chciał zachować pozory bycia wychowanym.
W jakimś stopniu.
Zerkną podejrzliwie na ziemniaka, słysząc wyjaśnienia co do kapelusza.
- Zieeeemniaaaak! - Przeciągnął z lekka, wpatrując się w niego jakby ten miał mu zaraz pęknąć i wygadać że to on tykał. Jednakowoż, od tego oderwały go słowa Faith co do tego, że zna się z kimś...? Wydał ciche "hę" i obrócił się, by spojrzeć na osobę jaka nad nim stała i wpatrywała się w niego. Zmarszczył brwi, przyglądając się mu, jakby doszukiwał się czegoś, po czym jednak zwrócił wzrok ku niebieskowłosej, bezwiednie wzruszając barkami. - Pierwszy raz go widzę w życiu. - Stwierdził całkowicie szczerze. W ogóle go nie kojarzył, i nawet nie miał pomysłu dlaczego miał tu podejść. Chciał założyć fundusz emerytalny? A może o Ao posłuchać? Jak o Ao to nie do niego, jeszcze nie miał kwalifikacji do nauczania o nie istniejącym bożku, ale shhhh. Stara trzymać się w tajemnicy przed innymi fakt, że tak naprawdę Ao nie ma i nigdy nie było, a to co widzą prorokowie to ostre halucynacje po prochach.
- Hmmm, chcesz się przenieść więc gdzie indziej? - Spytał, kompletnie ignorując osobę dyszącą nad nim, ponownie opierając twarz o podłożoną pod nią dłoń i przyglądając się osobniczce na przeciw jemu.



O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~
avatar
Hex

Wierny     Nawrócony






GODNOŚĆ :
Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Liczba postów :
852


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Faith on 02.05.17 14:41
    
W tych czasach tak naprawdę nikt nie ma za wielkiego wyboru. Działo się co działo, przez co było się zmuszonym do tego, czego zazwyczaj się nie chciało robić. Typowa zasada "Albo się przyzwyczajasz, albo umierasz". To, czy przy tym ci odbije, to inna sprawa. No i dopóki nie znajdzie się naprawdę kogoś, kto zechce pomóc... Jest ciężko. Bo niby masz znajomości, ale tak naprawdę jesteś samotny - to już w ogóle potrafi dobić i ułatwić proces tracenia jakiekolwiek zmysłu, ułatwiającego życie w społeczeństwie. I tak, mam na myśli nawet takie oryginalne i nienormalne "społeczeństwa", jakie można ujrzeć na Desperacji. Wciąż są to zgromadzenia ludzi.
Tak jak się spodziewała, Hex próbował coś powiedzieć - ale tego nie zrobił. W głębi duszy nieco ją to rozczarowało. Wierzyła, że to dzielna jednostka i spróbuje poprowadzić z nią jakiś ciekawy, nietuzinkowy dialog na temat pluszaków i dziwnych pomysłów, a skończyło się to szybciej, niż w ogóle zaczęło.
- Ale Hex... Trzeba też pamiętać, aby spać w dobrym towarzystwie. - powiedziała zadziwiająco poważnie, łapiąc Ziemniaka tak, jakby zaraz miała zacząć bawić się w pokaz dla dzieci z pluszakiem w roli głównej - Ziemniak też tak sądzi~ Mówi, że chętnie ci pomoże. Czyż nie jest to miłe z jego strony? Opowiedz mu o swoim bólu, a on go przegoni, przegoni~
Wcale nie była to sugestia, żeby jej się zwierzył chociażby z części problemów, wcale. Ale Faith prawie nigdy nie proponowała tego nieznajomym mówiąc wprost. Nawet też nie wierzyła, że to zrobi, choć z pewnością wcale by się nie obraziła. Nie jest złośliwa, lubi pomagać. Tylko mało kto tak naprawdę chce przyjąć jej dobroć - szczególnie gdy wiedzą, z kim się zadaje.
Uniosła się delikatnie, kiedy ten wykrzyczał imię Ziemniak, jakby była zdumiona i za niego, jednak szybko to zamieniło się na małe zmieszanie, bo nie wiedziała, o co chodzi zielonowłosemu. Minęła dłuższa chwilą, która anielica sobie dała na to, aby spróbować odgadnąć cel swojego towarzysza. Może chciał oskarżyć go o smyranie kapelusza? A może po prostu zrozumiał jego potrzeby i chciał zostać przyjacielem? Ach, to by było urocze.
A wspomniany niezadowolony pan dalej, zadziwiająco spokojnie, stał przy nich, jakby czekał, aż wreszcie przyznają się do swoich błędów. Jego brew nieznacznie drgnęła, kiedy usłyszał wypowiedź Hexa, ale i tak dzielnie się trzymał.
- Hmm... Może zawstydził się i chciałby, żebyśmy zaczęli rozmowę? - rzuciła, spoglądając na nieznajomego - Czy możemy w czymś pomóc~?
- Nie żartuj sobie ze mnie. Słuchaj, mam dzisiaj dobry humor, więc nie potrzebuję wiele, jasne? To od was poszła ta butelka. Nie potraficie nawet przeprosić, tylko gracie skończonych idiotów?
- Hex... Ten pan jest na nas obrażony. A uczyli mnie, że to nieładnie wychodzić, kiedy ktoś się na ciebie gniewa. Załatwmy ten mały problem i możemy się przejść gdzieś indziej, tak myślę...?

Potem, rzecz jasna, oddała karty i zmyła się chwilę po Hexie, żeby nie mieć problemów na głowie.
[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Faith dnia 07.06.17 20:10, w całości zmieniany 1 raz


włoski/łacina (#23395c) | japoński (#395038)
UWAGA: wybór między włoskim a łaciną w pierwszym poście każdego wątku. Jeżeli nie mówi po japońsku, stara się to nadrobić gestykulacją, mimiką bądź prostymi rysunkami.
avatar
Faith

Kontraktor   Anioł służebny






GODNOŚĆ :
Beatrice; przedstawia się jako Faith.

Liczba postów :
269


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Hex on 02.05.17 20:46
    
Może nie chce gadać o takich rzeczach w barach pełnych ludzi? Może wolałby rozmawiać o takich rzeczach prywatnie, aniżeli otoczony? Nah, nie przeszkadzałoby mu to. Może akurat teraz nie miał pomysłu, a będzie miał później? Kto wie. Nie wszystko zostaje rozwiązane w pierwszej i jedynej chwili. Są też inne. Jest jutro. Jest za pięć minut. Jest za godzinę. Jest wszystko i więcej, o ile ma się cierpliwość. A czy Faith ją ma? Skoro jest wiarą, to powinna mieć nieco cierpliwości, bo inaczej rzuci urok.
Albo rzuci się na urok.
Heh.
- Nie wiem czy ty ani Ziemniak chcielibyście słyszeć moje problemy. Są... Złe. Bardzo. - Nie bardzo wiedział jak zarysować fakt że nie są to rzeczy o których niebieskowłosa chciałaby słuchać, ani jej pluszak. Chciał być w miarę delikatny, bo po co mówić takiej miłej osobie o byciu mordercą i kanibalem, który nie jest w stanie powstrzymać swojej "natury" przez to, jak go wyniszczono psychicznie? Nie ma potrzeby, i tak jest pewnie dla niej kolejnym "przechodniem", więc nie sądził by dzieleni się tą wiedzą miało coś zmienić.
Ale kto wie, może go przekona? Niech spróbuje, to nie może być tak trudne, prawda?
- Przyznaj się! - Zawołał, uderzając dłońmi o krawędzie stołu i wychylając się ku obojgu. - Tykałeś kapelusz, prawda? - Spytał, uśmiechając się jednak ostatecznie, co mogło spowodować tylko większe zmieszanie, bo ostatecznie nie wiadomo czy żartuje czy jest poważny, czy mu odbija. Albo wszystko na raz. Kij go tam wie. Niemniej, po chwili wrócił na miejsce, i osobnik który nad nimi wisiał wciąż to robił. Ściągnął brwi, zerkając to na kobietę, to na faceta obok. Rzucił tak wzrokiem kilka razy, po czym wskazał na niego kciukiem, unosząc lekko brew do góry. - On? Wygląda na porządnego osobnika jaki potrafi o siebie zadbać. - Niemniej, nie posłuchała go i spytała pierwsza, a to jest przecież złe. Powinno się chyba poczekać aż ktoś kto jest chętny rozmowy zagada pierwszy, prawda?
Prawda?
No nic, osobnik wykazał swoje niezadowolenie faktem że został olany z początku i że to niby od nich poleciała butelka... Wait, jaka butelka? Nie kojarzył żadnej butelki, hummm. Spojrzał po stole, też nie było żadnej. Nie kojarzył by jakakolwiek zresztą była. Dziwne.
- Wiesz, na tym stole nie było butelki od dłuższego czasu, więc czuję się nieprzyjemnie przepraszając za coś czego nie zrobiłem. Co ty na to bym najpierw dał powód do przeprosin? - To mówiąc, wymierzył jeden, krótki acz silny cios prosto w krocze mężczyzny, korzystając z faktu że siedząc jego ramiona sa mniej więcej na poziomie takowego. Poziom natężenia siły tego ciosu powinien wystarczyć by faceta zmiotło z nóg na moment czy dwa. - Przepraszam. - Kiwną głową z pogodnym uśmiechem ku mężczyźnie. -  Jak myślisz, możemy teraz się zwijać? - Spytał, wracając wzrokiem do anielicy i podnosząc się z krzesełka jakie zajmował. Nie miał ochoty robić burd w barze, a prędzej czy później facetowi przejdzie po tym ciosie, i będzie potrzebował więcej niż tylko przeprosin.
I chyba zrobiła to szybciej niż podejrzewał, bo już krótki moment i zaczął się podnosić, międląc jakieś przekleństwa w stronę zielonowłosego.
- Ojoj. Chyba musimy się tu rozstać, Cher. - Podniósł się z krzesła i przysuną do Faith, ujmując jej dłoń i składając na niej delikatny pocałunek, uśmiechając się zawadiacko. - Do następnego razu, Faith. - Nim jeszcze koleś się podniósł z klęczek, wyprowadził mu porządnie kolano prosto w nos i wybył z baru, chcąc tym zachęcić gostka by za nim podążył a anielicy dał spokój.
Plan wykonany.

[z/t]



O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~
avatar
Hex

Wierny     Nawrócony






GODNOŚĆ :
Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Liczba postów :
852


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Pride on 04.02.18 12:34
    
 Dwa tygodnie minęły jak mrugnięcie oka. Niklas zapomniał o ostatnim epizodzie traktując go, jak każdy powszedni dzień, w którym ktoś pragnął skrócić go o głowę. Nie wracał wspomnieniami do niekomfortowych wydarzeń, a osoby, która dała mu piękny prezent. Czerwony, płynny narkotyk, dzięki któremu zniknął z radaru na dwa tygodnie, kompletnie zatracając się w badaniach. Krew okazała się niewystarczająca. Dowiedział się jedynie kilku mniej ciekawych rzeczy, a prawdziwy sekret tkwił głębiej. Wewnątrz organizmu.
 Utknął z badaniami, przez co stał się jeszcze bardziej sfrustrowany. Zdemolował mieszkanie, pokłócił się piąty raz w ciągu tygodnia z Lorenzo i został sam jak palec z własnym szaleństwem i wygórowanymi ambicjami. Nie liczył na łud szczęścia w postaci najemnika, który najpewniej widząc go, zabiłby go bez mrugnięcia okiem bez zbędnych negocjacji. Pride nie podejrzewał, że facet może okazać się aż tak interesującym obiektem, którego pragnął zobaczyć na horyzoncie.
 Niklas miał parszywy humor. Spoglądał na faceta siedzącego naprzeciw niego, który mu tłumaczył dlaczego nie dostarczył zamówionego towaru.
Naprawdę się starałem, panie Pride!
Mówił z przejęciem. Blondyn cieszył się, że siedzą gdzieś na uboczu z dala od natrętnych gapiów, a pomiędzy gwarą i hałasem ich głosy rozpływały się. Naciągnął mocniej na czoło obszerny kaptur i westchnął ciężko.
Kiedy możesz mi to dostarczyć? Stawka z każdym dniem będzie spadać, rozumiesz?
Oczywiście, że rozumiał. Rozumiał doskonale.
 Odczuwał coraz to większą niechęć względem swojego przemytnika. Przeczuwał nadchodzące zmiany dostawcy. Nie chciał polegać na bezużytecznych gnidach, które mając jedno, proste zadanie potrafiły je spartaczyć po całej linii. Bez zbędnych komentarzy, machnął na niego ręką dając znak, że audiencja u władcy została zakończona.
 Znowu został sam.
 Czarny płaszcz całkowicie okrywał wątłe ciało lekarza, dzięki czemu mógł ukryć się przed zagrożeniem. Klatką piersiową położył się na stole i krzyżując przedramiona pod głową, spoglądał znudzony spod kaptura na plebs. Przesuwał wzrokiem po zgromadzonych, starając się wyszukać ciekawych obiektów badań. Nijak mu szło. Każdy wydał się nudny, przeciętny, mało interesujący. W końcu trafił na wysoką postać, która zmierzała w stronę baru. Mechaniczna noga, dodawała jego krokom jeszcze więcej ciężkości.
 Niklas dostrzegając znajomy zarys, uśmiechnął się pod nosem podnosząc głowę ku górze i prostując plecy. Nie wierzył we własny fart. Czyżby faktycznie urodził się pod szczęśliwą gwiazdą? Cholera! Oczywiście, że tak!
Pozwolił usiąść Yury'emu przy barze, złudnie odprężyć się i zamówić jakieś pomyje. Wówczas wstał i zbliżył się do mężczyzny. Czuł zapach tytoniu, który już zdążył dobrze zakodować od ich ostatniego spotkania. Zrobił krok w przód, nie mając już odwrotu. Stał za jego plecami. Nie myślał o konsekwencji swoich czynów, pragnął powitać go z hukiem. Pochylił się do przodu, obejmując szyję najemnika rękoma. Przysunął wargi do usta biomecha i mruknął:
Mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałeś, Blacho.
Zaśmiał się perliście, dźwięcznie.


avatar
Pride

Opętany     Lekarz






GODNOŚĆ :
Pride & fałszywe nazwiska.

Liczba postów :
341


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Yury on 04.02.18 12:36
    
Wszedł do przybytku desperackiej rozpusty, pokonując odległość, która dzieliła go od baru. Czuł wyraźny niedowład w nodze, która reagowała z opóźnieniem. Ten zabieg spowodował, że niemal cały ciężar ciała był zmuszony przenieść na jej mechaniczną, ciężką odpowiedniczkę. Jego krok był ciężki i stosunkowo powolny. Szedł na przód, nie zaprzątając sobie głowy stojącymi mu na drodze osobnikami – w większości przypadków były to zapijaczone mordy, które z niebywałą łatwością rozstawiał po kątach. Wreszcie z ulgą usiadł na wysłużonym krześle i zamówił pierwszy lepszy trunek, choć wątpił, że ten był w stanie polepszyć jego samopoczucie. Przegrywał z Putinką na żadnej płaszczyźnie. Był jednym z najgorszych świństw serwowanych na Desperacji. Mętna zawartość postawionego przed nim naczynia przekonanie na ten temat.
Wyrzucił niedopałek do postawionej na blacie, przeznaczonej do tego puszki, pełniącej tym samym rolę popielniczki i w tym samym momencie narząd słuchowy zarejestrował znajomą barwę głosu. Yury poznał ją od strzału i aż krew w jego żyłach się zagotowała, czego widocznym efektem było zmarszczenie czoła. Odchylił się na barowym krześle, by się trochę rozluźnić i obnażył zęby w okropnym uśmiechu, ale nie od razu odpowiedział na tę zaczepkę. Potrzasnął lodem w poszczerbionej i zakurzonej szklance, w której znajdowała się namiastką Cutty Sark, choć jej smak nawet w minimalnym stopniu nie przypominał należącego do pierwowzoru trunku. Był ohydny i gorzki, jak życie narkomana, który uwięził mu się na szyj, wyraźnie pragnąc operacji plastycznej i trwałego uszczerbku na zmarniałym zdrowiu. Znów kusił los.
Niby z jakiej racji? Dziwka z ciebie była kiepska — zadrwił w ramach odpowiedzi i odłożył naczynie ostrożnie na blat stołu. Pamiętał. Oczywiście, że tak. Jak mógł zapomnieć o tchórzliwym gadzie, który nadepnął mu na odcisk. Strachajło. — Chcesz się zrekompensować, ćpunie? — zainteresował się z niebezpiecznym błyskiem w szaroniebieskim ślepiu. Złapał w zdrowe palce jego gardło i pociągnął za nie z całej siły, czując pod palcami drżącą grdykę. Może powinien ją zmiażdżyć, wiążąc na zawsze słowa tej chodzącej kupy nieszczęść w przełyku?
Uduś się nimi, chuju — mruknął w myślach, ale jego czyny od dawna nie były z nimi skonfigurowane. Pocałował go krótko i szorstko, na koniec łapiąc w zęby dolną wargę. Zagryzły je na niej, czując po językiem krew.
Wpierdolę ci jak wstanę — odparł zaczepnie, bo teraz nie miał na to najmniejszej ochoty. Morda Wymordowanego straci wiele na atrakcyjności, jeśli skonsultuje się z pieśnią Wiecznego. Pierwsze przyjemności, potem robota do wykonania - dokładnie w tej kolejności. Złość sukcesywnie się z niego ulotniła na przestrzeni minionych tygodni i najemnik był w stanie ją trzymać w ryzach. Poza tym wystarczyło jedno uderzenie, by zmiażdżyć tej kurwie szczękę.
Podrapał się po swojej własnej, na której figurował kilkudniowy, twardy i szorstki jak papier ścierny zarost. Sięgnął odruchowo do kieszeni. Zaczepił palcami najpierw o prostokątną, pomiętą paczkę swojego nałogu, by w ostateczności zacisnąć rękę na czymś, co zaszeleściło pod ich wpływem. Wyjął z niej niewielki rozmiarowo woreczek, w którym znajdował się biały proszek. Znalazł się w jego posiadaniu przez czysty przypadek, kiedy splądrował - w poszukiwaniu fajek - fizycznie i psychicznedziewictwo jednego z pomniejszych dilerów, na którego spadł prawomocny wyrok śmierci za przeszkadzanie w interesach trochę większej siatki przestępczej.
Jesteś głodny? — rzucił, przesuwając worek po konturach ust Wymordowanego, po czym zamknął go w swojej pięści i sugestywnie wyprostował się, złączając ze sobą wcześniej rozkroczone nogi. Yury, zgodnie z treścią nadal aktualnego zlecenia, miał urwać lekarzowi łeb u samej szyi i dostarczyć ją swojemu zleceniodawcy, który z pewnością nie odpuści. Pole manewru gada było ograniczone. — Pomówmy o dalszej współpracy, dziwko — zarzucił, sugerując, by ten usiadł mu na kolanach. Zresztą żadnego wolnego krzesła nie było w pobliżu.
Tymczasowo zainteresowanie znów przeniósł na kieliszek. Podniósł go i duszkiem pozbył się całej jego zwartości. Wzdrygnął się. Okropieństwo. Zamówił kolejny.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar
Yury

Wieczny    Biomech






GODNOŚĆ :
Kido Arata

Liczba postów :
3120


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Pride on 04.02.18 12:51
    
 Wielu ludzi ostrzegało Pride przed własną pychą, starając się apelować do jego zdrowego rozsądku. Na nic się zdały prośby, groźby i błagania przed destrukcyjną rządzą lekarza. Mężczyzna ten nie posiadał skrupułów przed wykorzystywaniem czy manipulowaniem osób trzecich do własnych celów. W tym przypadku nie było inaczej. Yury poza upośledzeniem nerwowym organizmu nie posiadał niczego specjalnego. Był zwykłym palantem, których nie brakowało na Desperacji. Pride postawił na nim wyrok śmierci, gdyż ten skurwiel charakteryzował się zamiłowaniem do kłopotów, a sympatyków miał zapewne niewielu. Świat po nim nie płakałby, gdyby zniknął z powierzchni ziemi.
Nadal masz żal o tamto?
Zaśmiał się radośnie, wręcz dziecięco. Ten śmiech nie pasował do jego podłej natury. Drwiący wyraz twarzy nijak współgrał z udawana życzliwością, ale Yury doskonale o tym wiedział. Nie dał się nabrać po raz drugi. Będzie bardziej czujny i ostrożny niż za pierwszym razem. Niklas miał tego świadomość, lecz wizja wykonania sekcji, była nad wyraz kusząca i całkiem realna do spełnienia. Otóż siedział przed nim obiekt dwutygodniowej bezsenności. Lekarz zdążył pogodzić się z własną klęska, kiedy okazja pojawiła się sama. Nie mógł jej przepuścić.
 Zmysły wymordowanych jednostek były niesamowicie czułe i wyostrzone. Wszystko podpowiadało mu o zbliżającym się ataku, jednak on wydawał się nieporuszony. Najemnik wykorzystał sytuacje i chwycił w stalowym uścisku szczupłą szyję lekarza. Przez chwilę zabrakło mu tchu i łapczywie przełykając ślinę, rozchylił nieco wargi. Te natychmiast zostały storpedowane krótkim pocałunkiem, którego się nie spodziewał. Nie zareagował na niego. Pozwolił mu się pocałować, gdyż w tej kwestii nie miał za wielkiego pola do popisu. Ręką najemnika skutecznie powstrzymywała go przed odsunięciem.
Czyżbyś się stęsknił, Blaszaku?
Parsknął złośliwie. Wyprostował się mogąc w końcu zyskać nieco na swobodzie. Przesunął koniuszkiem języka po swoich ustach, czując smak warg Yury'ego, który idealnie zmieszał się z jego własną krwią. Smak agresji, smak niebezpieczeństwa, smak ryzyka, smak przygody.
 Niklas obserwował swój obiekt badań, do momentu kiedy ten nie wyciągnął pomiętego woreczka z białym proszkiem. Spokojnym wzrokiem błądził po zawartości, czując skręt żołądka. W ustach miał pustynię, a w oczach ból. Ciało domagało się prochów. Potrzebowało ich, ale Niklas wiedział, że ta menda mu ich nie da. Jawnie z niego kpił. Droczył się sadząc, że za sprawą tego cokolwiek wytarguje. Zabawne.
Nie. Pić mi się tylko chce.
Rzucił lekko i zabrał z dłoni Yury'ego szklankę z ohydnym trunkiem, i upił porządny łyk pomyj. Na chwile starł wspomnie o głodzie. Oddał mu praktycznie puste szkło i roześmiał się rozbawiony jego pomysłem. Zerknął na kolana Wiecznego. Zbliżył się do niego, palcami dotykając ramienia mężczyzny, a potem subtelnie karku.  Pamiętał, że ostatnim razem podobało mu się to.
Kiedy najemnik myślał, że zatriumfuje, Pride wskoczył sprężystym ruchem na blat baru, siadając tuż przed Yurym w lekkim rozkroku. Pochylił się do przodu i usadowił but na oparciu krzesła, na którym siedział najemnik. Łydka znalazła się tuż przy uchu Wiecznego.
Współpracy?
Parsknął. Żarty. Niezłe żarty. Ich współpraca mogła opierać się jedynie na poddaniu się Yury'ego i oddaniu nauce. Rozbawionym wzrokiem obserwował ponurego najemnika.
Tak jak ostatnio?
Zapytał sugestywnie, wracając do momentu, kiedy Yury'emu puściły wszelkie hamulce, a podniecenie ograniczyło zdolność do trzeźwego myślenia. Złapał go mocno palcami jednej reki za szczękę, nie bardzo przejmując zainteresowaniem jakie sobą wywoływali. Pochylił się bardziej do przodu parząc oddechem rozchylone wargi biomecha i hipnotyzował go stalowymi tęczówkami. Wyglądał jakby chciał go pocałować, drugą ręką przesunął po jego karku i wsuwając palce za kołnierz ubrania dotykając kręgu z odcinku szyjnego.
Nie lubię współpracować z takimi chujami, jak ty. Chyba, że chętnie oddasz mi się do badań. Wtedy możemy razem zrobić użytek z woreczka w twojej ręce i trochę się poznać.
Mruknął leniwie, a w gadzich oczach tlił się podstęp. Nigdy nie miał czystych zamiarów. One zdecydowanie były nudne. Wargami już muskał usta Wiecznego, tym samym przypieczętowując pakt z diabłem, kiedy donośny głos przerwał im. Czar prysnął, a ulotna chwila znikła, jak bańka mydlana.
 Podniósł wzrok w kierunku źródła hałasu i widok wkurwionego kolesia nie spodobał mu się. Jakiś czas temu zabawił się jego kosztem, testując na nim nowe specyfiki. Facet dostał ataku anafilaktycznego i prawie przeszedł na drugi świat. Niklas nie czuł względem tego wyrzutów sumienia, ani tym bardziej kiedy ten się dusił na podłodze, a on mu nie pomógł. Obserwował tylko jak odbierany jest mu oddech i jak rzuca się po ziemi, niczym ryba bez wody. Szybko się znudził i go zostawił na pewną śmierć. Jak widać nie zdechł.
Zajebie cie skurwysynie. Wypatroszę jak psa! Nawet nie waż się robić tych twoich sztuczek!
Chirurg spojrzał jedynie na Yury'ego i westchnął teatralne.
Widzisz. Nie ty jeden, chcesz mnie zabić. Trochę was jest
Wyjaśnił, a widząc jak tamten się zbliża, poderwał się stając na barze i kopnął w szklaną misę wypełnioną jakąś strawą, która poleciała prosto w twarz tamtego. Rozbiła się na jego głowie i milion srebrzących kawałeczków szkła, rozbłysnęło się w powietrzu, a potem na podłodze.
Ups.
Odparł bez przekonania Niklas. Zerwał się do biegu po barze, omijając stojące na nim kufle. Chciał zniknąć w tłumie, a to oznaczałoby, że Yury może go już nie spotkać. Gad wpełznie pod jakiś kamień i znowu się zaszyje na nie wiadomo jak długo, gdyż jak widać, nie tylko najemnik na niego polował. Oferta zleceniodawcy mogła przejść mu nagle koło nosa.
avatar
Pride

Opętany     Lekarz






GODNOŚĆ :
Pride & fałszywe nazwiska.

Liczba postów :
341


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Yury on 04.02.18 13:16
    
Umysłem Wiecznego trudno było zawładnąć, czy też manipulować - miał prostą, wręcz banalną konstrukcje, a w życiu kierował się naturalnym, fizjologicznymi pobudkami w charakterze zaspokajania swoich potrzeb, czy to tych naturalnych, mniej złożonej, czy bardziej rozbudowanych, i nawet nie ukrywał się ze swoimi hedonistycznymi skłonnościami. Najwyraźniej szarlatan szybko to zrozumiał, bo skutecznie potrafił to wykorzystać, a może nawet w minimalny sposób przychylić szalę zwycięstwa na swoją korzyć. Yury się przed tym nie bronił. Nie miał nic do stracenia, a gdyby nawet miał, ryzyko utraty tego pobudziłoby do życia adrenalinę.
Nasza znajomość ma za mały staż na tęsknotę — parsknął w ramach odpowiedzi, zdając sobie jednocześnie sprawę, że pytanie miało raczej wydźwięk retoryczny i nie wymagało głębszej analizy. — Ale możemy to naprawić. Wystarczy tylko odrobinę twoich dobrych chęci — dorzucił, nie broniąc się przed kontaktem wzrokowym. Ta mała dziwka skutecznie go prowokowała, umiejętnie ciągnąc za sznurki stanowiące granice jego cierpliwości, ale przede wszystkim nowo rozpalała żar pożądania, który nadal się w nim tlił od ich ostatniego, burzliwego spotkania.
Warknął cicho przez zaciśnięte zęby, kiedy ciepłe palce Wymordowanego znów skonfrontowała się z jego karkiem i poszedł o krok dalej, badając nimi strukturę pierwszych dwóch kręgów szyjnych. Ulokował swoje dłonie na biodrach lekarza, w jednej nadal trzymając woreczek.
To, aż dziwne, że nadal masz komplet zębów — sarknął, zanim ta mała gnida otarła swoje usta o szorstkie wargi biomecha, który od razu przejął inicjatywę, muśnięcie przeobrażając w pełen agresji i dominacji pocałunek. Pozostał po nim niedosyt, nagrodzony przez byłego wojskowego głębokim westchnieniem, kiedy ich usta oderwały się od siebie.
Masz powodzenie — stwierdził, zerkając to na Pride, to na mężczyznę, z którego usta padła ciężka jak konstrukcja Smoczej Wieży deklaracja zabicia gady. Z pewnych względów nie spodobała się ona Yury'emu. Lekarz był w tym momencie jego pełnoprawną własnością i tylko on mógł rościć sobie prawo do zlikwidowania go, kiedy pojawi się w nim takowa ochota.
Nienawidzę jak ktoś przerywa mi transakcje biznesową — rzucił ponoru i, aby to zademonstrować w możliwie jak najbardziej widowiskowy sposób, w ręce najemnika automatycznie pojawiła się spluwa. Nacisnął za spust, w chwili rozbicia się szklanki na głowie mężczyzny. Nabój przeszył powietrze i ulokował się ostatecznie w nodze, parę centymetrów poniżej kolana, zakłócającego jego spokój desperata.
Wieczny powiódł zdezelowanym spojrzeniem po barze, by wyłapać nim znajomą, tchórzliwą sylwetkę jaszczurki. Wykrzywił usta w niezbyt przyjemnym uśmiechu.
No i gdzie spierdalasz, boidupo?! — krzyknął za nim, choć podnoszenie głosu nie było w tym wypadku konieczne. Wszystkie pary oczu, znajdujące się w tym pomieszczeniu, były skierowane w ich stronę, a postrzelony mężczyzna był jednym źródłem dźwięku — jak rasowy wąż wił się z bólu na podłodze w akompaniamencie jęków, syków i przekleństw, trzymając się zabolały skrawek nogi. Wykrwawiał się, a podłoga zaczęła powoli nasiąkać jego posoką. Bez interwencji medycznej będzie z nim krucho.
Na razie musisz zadowolić się tą gnidą do swoich badań. — Wskazał podbródkiem na nieszczęśnika, któremu jakoś nikt nie kwapił się pomóc, czy też ulżyć w cierpieniu. Dopiero teraz schował spluwę na swoje bezpieczne, stałe miejsce pobytu, dźwigając tyłek z niezbyt wygodnego, barowego krzesła. Sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, wyciągnął jednego i włożył sobie go do ust. — Hmm... ale powiedzmy, że wstępnie zgadzam się na twoje warunki, tchórzofretko, ale mam też własne — rzucił. Podszedł do Pride powolnym, leniwym krokiem i pomachał mu przed nosem woreczkiem z białym proszkiem. — To jak będzie, cnotko niewydymko?


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar
Yury

Wieczny    Biomech






GODNOŚĆ :
Kido Arata

Liczba postów :
3120


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Pride on 04.02.18 13:53
    
 — Ale możemy to naprawić...
Możemy to naprawić. Pobrzmiewało w jego uszach.
Mogli, oczywiście. Gdyby, Niklas miał na to jakąkolwiek ochotę. Wpatrywał się w przegniłe oczy Wiecznego, dostrzegając chorą adrenalinę. Z nikłym uśmiechem przyjął komplement, będący swoistym potwierdzeniem, że stanowi dla tego Żelazka wyzwanie. Szybko wychwycił jakimi prawami rządzi się prosty umysł biomecha. Nie było w tym nic dziwnego, wręcz byłby zaskoczony, gdyby ten okazał się wyższych lotów inteligentem, a dobijanie z nim targów odbywało się na płaszczyźnie majątkowej, a nie seksualnej.
Za mały, a jednak pragniesz więcej
Mruknął w usta Yury'ego. Lekarz nie był głupim, pierwszym lepszym desperatem. Doskonale wiedział z czym ma zjeść i czym popić osobistość, jaką był pan Yury.
Ich mały handel przerwał typ, o którym dawno zdążył zapomnieć. Sytuacja nabrała jeszcze większego tempa kiedy ten nie zamierzał mu po prostu odpuścić. Miał nadzieję, że chwilowe ogłuszenie rozproszy go, a dzięki temu on zniknie za drzwiami karczmy. Jednak Żelazko miało całkiem innym plan. Wyciągnął swoją broń machając nią niczym zabawką. Strzał ogłuszył wszystkich zebranych, w tym Pride. Mężczyzna zatrzymał się w połowie kroku, mając narzucony kaptur na głowie i odwrócił ją przez ramię. Wpatrywał się w najemnika nieco zdezorientowanym wzrokiem. Nie było to spowodowane strachem, a świadomością tego jaki biomech zamierza mu wystawić rachunek za tę usługę. W świecie parszywych kanalii nic nie odbywało się za darmo. No chyba, że brałeś to bez pytania i wiedzy właściciela, to wówczas miałeś prawo do wszystkiego.
 Czar osłupienia minął, a on dumnie wyprostował plecy, ściągając łopatki ze sobą. Podniósł nieco podbródek do góry i prychnął rozbawiony ironicznie. Zaklaskał w dłonie, a wszystkie pary oczu wcześniej skupione na Yury'm, teraz przeniosły się na szalonego gada.
Niczym biały rycerz! Tylko trochę gęba parszywa.
Zaśmiał się perliście, kłamliwe. Śmiech ten towarzyszył mu na każdym kroku. Okrywał się niczym kocem przed zimnem.
Minął stojących niczym słupki ludzi i spojrzał na plamę krwi, powiększającą się na podłodze. Wpatrywał się w czarne morze jego chorych zapędów. To one doprowadzały do śmierci. To one pociągnęły za sobą wiele żyć, którym Pride zabronił egzystować. Ciągnął się za nim odór martwych ciał. Wylewały się pod jego nogami, a on stąpał po nich niczym król po czerwonym dywanie.
Uszkodziłeś mózg.
Kucnął i dotknął palcami podbródka denata, obracając jego głową jak piłeczką. Oglądnął go z każdej strony, jakby czegoś szukając.
Wisisz mi go, zapiszę do listy długów. No i ten spalony dom, oczywiście.
Zakomunikował mu, kiedy podniósł się z kucek. Chwilowa powaga zniknęła wraz z kolejnym rozbawieniem Niklasa.
Powiedzmy, że zgadzam się na twoje warunki.
Wyczekane słowa. Oparł podbródek na ramieniu biomecha i uśmiechnął się paskudnie, upiornie. Spojrzał na woreczek tuż przed swoim nosem. Zmrużył leniwie powieki i westchnął ciężko.
Masz mieć umazany ryj prochami, jak cukrem pudrem, jasne?
Podniósł brew, poważniejąc i prostując się. Odsunął się od najemnika i minął go.
I radzę myć się, śmierdzielu. Nie będę cię badał, jak będziesz jebać, niczym podrzędny menel.
Syknął sucho w jego stronę, mlaszcząc z niesmakiem. Najwidoczniej obaj zaprzedali duszę.


avatar
Pride

Opętany     Lekarz






GODNOŚĆ :
Pride & fałszywe nazwiska.

Liczba postów :
341


Powrót do góry Go down





Re: BAR  Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

Powrót do góry


Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach