Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

Postacie dramatu: Saiyuri, Major i rzecz jasna gość specjalny, Kropek.
Rzecz dzieje się w dzień porwania Saiyuri, czyli w zasadzie jest alternatywną z wieczoru jej pochwycenia przez szpony jastrzębi.

Aurich rzadko kiedy spędzał czas w kuchni. Zwykle żywił się na mieście, wydając ciężko zarobione pieniądze albo w lepszych restauracjach, albo na fastfoody. Nie miał ani czasu, ani chęci, by stacjonować przy garach. Dzisiejszy dzień był pod tym względem wyjątkowy. Co prawda w skład jego obietnicy wchodziła głównie kawa, nic ponadto, ale był zbyt honorowy, by zbyć Saiyuri czarnym napojem bez duszy, poza tym uwierał go brak towarzystwa. Chciał z kimś pobyć, porozmawiać, nawet jeżeli – jak mniemał - konwersacja miała się kręcić głównie wokół pracy, przynajmniej jej początkowej fazie. Po tym, gdy w ruch pójdzie alkohol, może różnie się skończyć.
  Mieszał drewnianą łyżką mięso na patelni, gdy rozległ się dźwięk dzwonka. Zerknął na wyświetlacz przepustki. Kobieta była dziesięć minut przed czasem. Może w obawie, że zabłądzi, postanowiła wyruszyć trochę wcześniej? Bądź co bądź rodzinny dom majora leżała na prawie zupełnym odludzi, w niewielkim oddaleniu od skażonego jeziora i wzbudzającego strach u zwykłych obywateli muru.
  Pod drzwiami niemalże natychmiast zameldował się szczekający Kropek. Obwąchał je, lecz po chwili przystanął, merdając entuzjastycznie ogonem. Jego właściciel zjawił się w przedpokoju chwilę później. Spojrzał przez wizjer, choć wiedział kogo tam ujrzy; dalmatyńczyk musiał rozpoznać ją po zapachu. Na ustach pojawił się lekki, kącikowy uśmiech, gdy prawe oko zetknęło się z zniekształconą twarzą medyczki. Otworzył drzwi.
  — Byłem ciekaw, czy trafisz — odezwał się do kobiety na dobry wieczór, wpuszczając do środka nie tylko ją, ale też przeszywający na wskroś chłód. Miał na sobie tylko koszulkę i luźne spodnie od dresu, więc tym bardziej odczuł temperaturę na zewnątrz. Termometr umiejscowiony za kuchennym oknem wskazywał poniżej zera i najwyraźniej nie pomylił się w swoim osądzie.  — Wchodź. Pewnie przemarzłaś — dodał, zamykając za nią drzwi. — Czuj się jak u siebie.
  Odebrał od niej kurtkę i zawiesił ją na wieszaku, po czym udał się do kuchni, by dokończyć swoje dzieło w postaci skonstruowanego na szybko spaghetti z przepisu zaczerpniętego z Internetu. Kropek, pan domu – a jakże inaczej – dotrzymał kobiecie towarzystwa.


_________
* cytat z Dziadów Mickiewicza.


Ostatnio zmieniony przez Major. dnia 12/9/2019, 14:06, w całości zmieniany 1 raz



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to...?* A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Major.
Oficer
Major.
Oficer
 
 
 

GODNOŚĆ :
mjr Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

Obiecał kawę a ostatecznie podczas ostatniej rozmowy dostała oficjalne zaproszenie na kolację. Trochę ją zaskoczył ale bardzo pozytywnie. Spędziła przed szafą z dobrną godzinę nie wiedząc w co się ubrać. Nie sprecyzował nic konkretnego, nie powiedział jej jak ma się ubrać. Czy w sukienkę, czy w spodnie, a może elegancki kombinezon? Na łóżku lądowały kolejne rzeczy i już dostawała do głowy. Skrzyżowała ręce pod piersiami utrzymując przy tym biały, puchaty ręcznik w miejscu. Spojrzała na różne wariacje ciuchów leżących na pościeli. - Pal licho.. to tylko kolacja a nie rozmowa kwalifikacyjna.. - warknęła łapiąc za dwa wieszaki i chowając całą resztę.
- Nawigacja mi wariuje.. jest pani pewna że to gdzieś tutaj? Widziałem kiedyś reportaż że w takich miejscach z dala od cywilizacji to gwałciciele z internetów koczują.. - taksówkarz zajrzał do lusterka wpatrując się w białowłosą, brzmiał nawet na zatroskanego. - Tu może być.. dalej już pójdę pieszo.. - odpowiedziała miłym tonem płacąc, nawet nie myśląc o tym żeby wdawać się z nim w jakieś dziwne dyskusje. - To jak będzie pani wracać to proszę zadzwonić to tutaj podjadę.. i proszę na siebie uważać. - dodał po chwili mężczyzna podając wizytówkę z prywatnym numerem. Kurayami skinęła głową chowając papierek do torebki i wytaszczyła się z pojazdu. - No dobra.. to czas pobawić się w leśniczego.. - zaśmiała się wyciągając przepustkę i wklepując w nią dokładny adres. Trochę jej zajęło znalezienie jego domu, całe szczęście że jeszcze było dość widno choć zmarznąć zdążyła. Przeklinała się w duchu że nie założyła płaszcza z futerkiem.
Dumna z siebie wcisnęła przycisk dzwonka i po chwili usłyszała szczekanie psa. Odetchnęła z ulgą że trafiła do dobrego miejsca, a przynajmniej miała taką nadzieję do momentu kiedy w drzwiach nie ujrzała mężczyzny. Uśmiechnęła się do niego z lekkim rozbawieniem. - Nie dziwię ci się.. to miejsce jest tak dobrze ukryte przed resztą świata że nie jeden twój gość się musiał zgubić. Okazuje się że jestem całkiem dobrym tropicielem..- roześmiała się przekraczając próg i od razu wygłaskała dalmatyńczyka po głowie. - Może troszkę.. - przyznała zdejmując kurtkę i podając ją mężczyźnie. Od razu zdjęła buty i wygrzebała z czarnej skórzanej torby butelkę wina wręczając ją mężczyźnie. - Nie wiedziałam czy lubisz wytrawne czy słodkie więc wzięłam pół wytrawne.. ale jest bardzo dobre. - dodała idąc za nim do kuchni. Może trochę jednak przesadziła z ubiorem tym razem. Miała na sobie kremową spódniczkę kończącą się tuż przed kolanem i czarną jedwabną koszulę zapinaną na guziki, pomijając te dwa pod samą szyję.
Rozejrzała się po kuchni, była ładnie urządzona a po pomieszczeniu roznosił się zapach jedzenia. - Może ci jakoś pomóc? - spytała opierając się o blat i przyglądając się z zaciekawieniem temu co robił.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Nie spodziewał się, że Saiyuri przyjdzie tak wystrojona. Poczuł się dość niekomfortowo, mając na sobie pospolity komplet ubrań, zwykle przezeń zakładany, gdy przebywał w czterech ścianach. Choć wcześniej nie zwrócił uwagi na jej kobiece krągłości - może głównie przez kitel zwykle przylegający do jej ciała - musiał przyznać z lekkim zawstydzeniem, że w takim wydaniu jej uroda zapierała dech w piersi.
   Nie przepadam z winem, chciał powiedzieć, ale ugryzł się w język. Wino, przeciwieństwie do zakupionego w całodobowym czteropaku piwa z niżej półki, zdecydowanie lepiej komponowała się z kolacją.
  — Wszystko mi jedno, byle nie było  zbyt słodkie. — Zabrał od niej butelkę, nawet nie konsultując spojrzenia z zamieszczonej na niej etykietką. Nie znał się na winach, ale ufał kubkom smakowym Saiyuri.
  Po powrocie do kuchni przemieszał jeszcze raz zawartość patelni. Uzyskując pewność, że mięso przybrało odpowiedni kolor i zapach, wyłączył palnik.  
  — Nie, kolacja prawie gotowa — odrzekł w odpowiedzi na jej pytanie, odwracając się   ku niej z tym samym lekkim uśmiechem na wargach. Prościej było zaprosić ją do restauracji, a jednak takowe wymagały odpowiedniej oprawy, a Aurich nie czuł się dobrze w bardziej formalnych strojach, ani przytłaczającej atmosferze przepychu. W domu czuł się zdecydowanie swobodniej.  — Ale możesz przejść do salonu i wybrać płytę — zaproponował, wskazując na trzymaną w dłoni łyżką bezpośrednio przylegające do kuchni pomieszczenie spełniającego dwie funkcje - salonu i jadalni. Nakrył do stołu już wcześniej, ale nie przejrzał pokaźnej kolekcji płyt w poszukiwaniu właściwej ścieżki dźwiękowej, gdyż zabrakło mu czasu, ponadto nie chciał narzucać swojego gustu kobiecie. I tak była skazana na jego umiejętności kulinarne utrzymane w wątłych ramach przeciętności, za które nie mógł poręczyć.
  Kropek, przysłuchując się rozmowie, otarł korpus o biodro kobiety, po czym podreptał we wskazanym kierunku. Paznokcie stukały o panele za każdym kolejnym postawionym przezeń krokiem.
  — Dobra oprawa dźwiękowa nadaje smaku każdej potrawie — dorzucił, nakładając wcześniej odcedzony makaron na dwa uszykowane talerze, potem nałożył farsz i kilka dodatków w postaci parmezanu i liści bazylii, chociaż wcześniej zdecydowanie powinien wybadać grunt i zainteresować się jej kulinarnym preferencjami. Nie zrobił tego głównie dlatego, że zaproszenie ją na kolacje było spontaniczną decyzją.
  Dołączył do Saiyuri i Kropka kilka minut później. Odłożył talerze z potrawą na blat stołu. Przyniósł jeszcze dwa kieliszki, korkociąg znaleziony w szufladzie i przyniesioną przez kobietą butelkę. Nie musiał ją schładzać; butelka była zimna od panującego na zewnątrz mrozu.
   — Któraś z płyt przykuła twoją uwagę? — zapytał, podchodząc do regału z muzyczną kolekcją. Miał nadzieje, że tak. Spożywanie posiłku w ciszy nie leżało w jego naturze.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to...?* A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Major.
Oficer
Major.
Oficer
 
 
 

GODNOŚĆ :
mjr Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

Jak tak się zastanowiła po jego słowach odnośnie trunku, który przyniosła to chyba jeszcze nie spotkała faceta który lubił słodkie alkohole. Wzięłaby ze sobą jakieś dobre whisky, ale do kolacji wino po prostu pasowało. Następnym razem sama będzie musiała coś dla niego upichcić. Kawa nie zobowiązywała do niczego, ale kolacja to już inny poziom gościny i w dodatku przyrządzona osobiście przez niego. Nie zamówił żarcia na wynos z wygody, sam wszystko przygotował. Aż cieplej na sercu się robiło jak ktoś tak się starał gdy nie było takiej potrzeby.
Na ustach zagościł delikatny uśmiech. - Widzę że mamy podobne gusta kulinarne.. prawdę powiedziawszy, pewnie gdybym to ja miała coś dla nas przygotować na spontanie to pewnie byłaby to ta sama potrawa.. - stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie. Przechylając się nieco w kierunku w którym wskazał salon, po czym zerknęła na niego nie kryjąc zaskoczenia. - Muzyka w tle to nawet świetny pomysł, ale wierzę że potrawa którą nam przygotowałeś nie potrzebuje żadnych wspomagaczy żeby dobrze smakować.. - odpowiedziała rzucając kątem oka to na makaron, to na zawartość patelni a na samym końcu na gospodarza.
- I tak szczerze to nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do wyboru utworów.. - dodała po chwili, kierując się w stronę, którą wskazał wcześniej. Przechodząc obok dźgnęła go lekko palcem między żebrami w formie małej zaczepki i może tego żeby się rozluźnił. Zdawał się być nieco spięty w porównaniu do niej.
Podziwiając przy okazji wystrój pozostałej części jego mieszkania dotarła do szafki z ogromną kolekcją płyt. - Whoa.. tu jest chyba prawie wszystko.. - powiedziała na tyle głośno że bez problemu mógł ją usłyszeć podczas nakładania jedzenia na talerze. Zbliżyła paluszek lecąc po kolei po tytułach wykonawców od góry do dołu. Było tego tak dużo że nie wiedziała za co się złapać. Jak już myślała ze znalazła jakąś odpowiednią płytę, to nieco niżej była kolejna i następna. Nie mogła się wręcz zdecydować. "Jak by mi kazał wybrać jedną z trzech to może by to tyle nie trwało.." przemknęło jej przez myśl. Pokiwała głową słysząc jego słowa gdy stanął obok. - Tak.. wszystko.. - skomentowała prostując się po tym jak dotarła do ostatniej pozycji. - Ty możesz być w tym lepszy ode mnie.. wybierz coś luźnego, lekkiego.. - puściła mu nawet oczko na zachętę. Skoro ona miała problem z podjęciem decyzji bo było zbyt wiele utworów które jej się podobały to równie dobrze on mógł coś wybrać. Złapała w palce za skrawek koszulki którą miał na sobie. - Chyba pierwszy raz cię widzę bez munduru.. to miła odmiana. - dodała obdarowując go łagodnym uśmiechem i puszczając skrawek materiału. Teraz wyglądał na typowego cywila, choć biorąc pod uwagę to jak zapracowany był zastanawiała się jeden z jego mundurów nie służy jako piżama. Ta myśl powiększyła jedynie uśmiech na jej ustach. Może i ona powinna sobie sprawić takie wygodniejsze łaszki.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Słysząc wzmiankę o ich pokrywających się gustach dotyczących wyboru potrawy, mimowolnie odczuł ulgę, wszakże nie chciał przymuszać Saiyuri do konsumpcji posiłku, który nie wpisywał się w jej preferencje. Dobrze wiedział, co to za uczucie. W dzieciństwie miał z nim do czynienia z każdym razem, gdy odwiedzał rodzinę od strony matki. Jego podniebienie było bardziej tolerancyjne dla kuchni europejskiej, niżeli azjatyckiej, przez co nie przepadał z tutejszymi daniami. Sushi ledwo przechodziło mu przez przełyk, a ramen wywoływał u niego przysłowiowego skrętu kiszek.
  — Przeceniasz moje możliwości kulinarne. Rzadko mam okazję sterczeć przed tyloma garami — rzucił, ale nie oczekiwał odpowiedzi, bowiem plecy kobiety w tym momencie zniknęły w drzwiach salonu.
  Po poczynieniu ostatnich przygotowań, podszedł do ku niej, bliżej witryny, uprzednio lokalizując spojrzeniem Kropka, który rozsiadł się wygodnie na kanapie.
  — Prawie to dość trafny termin —skwitował po chwili. Kolekcjonował je niemalże przez całe życie, a kilka egzemplarzy znalazł na strychu. Taktował je jako spadek po dziadku. — Od kilku lat poluję na kilka klasyków, których brakuję mi do skompletowania całej kolekcji — podjął po chwili, przejeżdżając palcem po brzegu plastikowych opakowań znajdujących się w zasięgu jego dłoni —  ale trudno je dostać z legalnych źródeł, a wersje pirackie nie satysfakcjonują mojej kolekcjonerskiej duszy nawet w najmniejszym stopniu.
  Zgodnie z zaleceniem swojej towarzyszki, wyjął jedną z płyt. Kobiecie mogło wydawać się, że sięgnął po nią na chybił-trafił, aczkolwiek Major znał na pamięć rozmieszczenie każdej z nich. Ułożył je niegdyś według ustalonego porządku, zgodnie z datą wydania i trzymał się tego porządku, odkąd ten dom stał się jego własnością, czyli mniej więcej rok po jego powrocie z dziewiczej misji.
  — I nawzajem. — Zerknął ku niej, podchodząc do urządzenia stereo - jeden z nielicznych, droższych inwestycji znajdującej się w tym domu. — Nasze spotkania odbywają się głównie na szczeblu zawodowym. Byłem szczerze zdziwiony, że przystałaś na moje zaproszenie. Rzadko ktokolwiek chce tutaj przychodzi. Okolica nie zachęca — przyznał. Ponadto obawiał się, że Saiyuri źle zrozumie jego zamiary. Kolacja w domowym zaciszu. Alkohol. To nie przepis na towarzyskie spotkanie, a raczej nie do końca tylko towarzyskie. Major jednak nie miał wobec niej dwuznacznych zamiarów. Chciał jej się odwdzięczyć za współpracę, mimo iż nadal nie był nawet bliski ujęciu sprawcy dwóch zabójstw ze szczególnym okrucieństwem, ale nie chciał poruszać tego tematu, zamiast tego skupił się na celu jej wizyty. — Zapraszam do stołu. Jestem głodny, ty pewnie też, a nasza kolacja zaraz będzie zimna, a co to za tym idzie, niesmaczna — odezwał po tym, jak z głośników popłynęła cicha, kojąca muzyka, na razie bez udziału wokalu. Zajął jedno z miejsc  przy stole. — Rzadko gotuję, więc nie ręczę za jakość tego dania.
  Posłał jej pełniejszy uśmiech, który biorąc pod uwagę zastaną i przede wszystkim mało ekspresyjną mimikę, przybrał formę karykaturalnego grymasu, tylko trochę przypominającego oznakę radości.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to...?* A5lvvRv
Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
                                         
Major.
Oficer
Major.
Oficer
 
 
 

GODNOŚĆ :
mjr Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down

Słuchała go z uwagą, była ciekawa czy miał jakiekolwiek hobby zwłaszcza że był tak strasznie zapracowany. Uśmiechnęła się lekko wpatrując się w jego dłoń, jak powoli sunęła po tytułach przeróżnych opakowań z płytami. Może i ona powinna znaleźć sobie coś poza siedzeniem w laboratorium czy w sali treningowej. Robienie na drutach, pieczenie ciasteczek? Kąciki ust się uniosły w lekkim rozbawieniu. To raczej nie w jej stylu, może weźmie się za jakiś sport dla rozrywki? To była opcja warta przemyślenia.
Uniosła jedną brew zerkając na jego twarz lekko zaskoczona jego słowami. - Serio aż tak cię zaskoczyłam? Oboje pracujemy w tej samej organizacji.. dobrze jest poznać kogoś nie tylko od tej technicznej strony.. choć specyfika mojej pracy nie za bardzo daje mi możliwości na towarzyskie spotkania po godzinach pracy.. co nie zmienia faktu że za takimi przepadam.. - odpowiedziała z uśmiechem. - Fajnie byłoby się kiedyś spotkać w większym gronie.. może jakiś grill dla członków SPEC.. żeby się trochę zintegrować? - roześmiała się wyobrażając sobie jak kartkę na drzwiach głównego budynku z napisem: 'Nie czynne..' i wszystkich eliminatorów, skrzydlatych, naukowców, generałów, oficerów, rekutów, ochotników w jednym miejscu. Najlepiej w ogródku Hadriana, z gospodarzem ubranym w jasno różowy fartuszek, obracającego kiełbaski na grilu. "Nie.. to za dużo szczegółów.." od razu zepchnęła tą wizję gdzieś w głąb umysłu.
- Ach tak.. jedzonko.. - powtórzyła zaraz po nim, kierując się do stołu. Usiadła grzecznie po przeciwnej stronie majora i życząc mu smacznego nabrała za pomocą łyżki i widelca pierwszą porcję jedzenia. Dmuchnęła ostrożnie, bo przecież jedzenie było świeżo podane, aż parowało. Wolała sobie języka nie poparzyć. Pierwszy kęs i wyraz jej twarzy zdradzał wszystko! Zamruczała aż z zachwytu. - Pyszne! - potwierdziła jak tylko przełknęła zawartość ust, od razu nabierając kolejną porcję. - To skoro tak dobrze smakuje posiłek tylko dlatego że nie gotujesz za często, to nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak zajebisty by był jak byś częściej coś pichcił.. - stwierdziła ze spokojem okręcając makaron na widelcu. - A może masz coś z kubkami smakowymi.. chcesz wpaść na badania w przyszłym tygodniu? Znajdę dla ciebie czas.. - brzmiała śmiertelnie poważnie ale po chwili kącik ust lekko drgnął zdradzając wszystko. Wzięła kolejną porcję jedzonka do ust delektując się potrawą. Upiła przy tym nieco wina i wróciła do cieszenia się pysznym jedzeniem. Jak kiedyś się wypali zawodowo w wojsku to może tworzyć swoją własną małą jadłodajnię, Sai nie musiałaby wtedy już w ogóle sterczeć nad garami.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach