Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie on 07.09.19 5:43  •  Lada przy barze Empty Lada przy barze
Jest to centrum tej miejscówki. Lada przy barze z krzesłami oraz przestrzenią między resztą stolików. Mnóstwo tu wysokich siedzeń oraz widoku na cały bar z pułkami wyłożonymi towarem alkoholowym, menu, neonami, zastawą. Obsługujący tutaj barman to dżentelmen, w średnim wieku, elegancko ubrany jak kelner-barman, prawie w ciuszki jak garnitur. Do pomocy na drugiego barmana, która jest płci żeńskiej, ubrana bardziej seksownie ale też elegancko, podobnie i kolorystycznie do niego. Ma dość spory dekolt i wielkich rozmiarów piersi, na które łatwo łapie napiwki trafiające do charakterystycznego szklanego słoika lub między nie, jeżeli pozwala na takie, ekscesy. On ma na imię Dwayne a ona Kate, która jest w wieku studenckim. Seth jest tutaj barmanem, ale też kierownikiem zmiany. Przy barze zwykle siedzą stali klienci albo samotnicy, którzy chcą się napić i najlepiej poznać kogoś w tym słynnym pubie Zone. Muzyka tutaj jest nowoczesna, ale nie puszczona głośno i nie pójdą tutaj kawałki jak metal, tylko bardziej pop, klubowe nutki.  


Lada przy barze X4
                                         
Morgana Arclight
Morgana Arclight
 
 
 

GODNOŚĆ :
Morgana Victoria Veronica Arclight


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.09.19 6:58  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
Klimatycznie do cichego słuchania podczas czytania posta ;*  
Youtube, Iggy Azalea - Fancy oraz Charlie XCX <333


Morgana jechała taryfą Wiktora, osiwiałego staruszka który był jej kierowcą bardzo często, nawet miała go w telefonie zapisanym prywatnym i służbowym. Siedziała seksownie ubrana z przodu, nie z tyłu, obok niego i oboje się śmiali głośno, gdy w tle leciała muzyka, którą puściła sobie z swojego telefonu, playlista gwiazdek które słuchała w mieszkaniu. Staruszek żartował coś o tym, że z chęcią złapałby ją za te nóżki, gdy tak nimi wierci w rytm piosenki, a ona na to że jak chce może chwycić, ale potem raczej będą musieli zmienić trasę do hotelu, bo jak poczujesz, to już nie puścisz. Oboje się głośno roześmiali patrząc na siebie ciepło, jakby byli przyjaciółmi dla których takie słowa to codzienność. Dojechali dość szybko do pubu Zone, o którym słyszała dużo dobrego od swoich koleżanek, gdy chciały coś szybko wyrwać nowego i jednocześnie się rozerwać, napić przy muzyce. Wiktor zatrzymał się na postoju dla taksówek przed lokalem, który prezentował się cudownie, gdy wyjrzała przez szybę na podświetlony szyld, szerokie drzwi z porządnie ubranymi ochroniarzami, w garniturach, bez koszuli i krawatów lub lakierek, z zwykłym tshirtem, ale chociaż oboje jednego fasonu i barwy, czarnej. Rzuciła słowa do staruszka, że już się jej podoba gdy widzi facetów szerszych niż drzwi wejściowe i nie wyglądają jakby wyszli z siłowni lub boiska. On zaśmiał się i życzył jej udanej zabawy, mówiąc żeby dzwoniła gdy będzie chciała wrócić, to przyjdzie w kilka minut, nawet jak będzie miał inny kurs, to wyrzuci na ulicy i pogna jak błyskawica. Popatrzyła na niego  zadowolonym wyrazem, cmoknęła wielokrotnie ustami, wychodząc z pojazdu, nogi trzymała razem, żeby nie dało się zobaczyć bielizny z widoku przechodnia, którzy kroczyli przy postoju. Zamknęła drzwi stojąc, przez odsuniętą szybę zapłaciła swoim telefonem, specjalnie nachyliła się żeby widział staruszek jej dekolt. Miał parę sekund na co popatrzeć. Wypięta tyłeczkiem w kierunku ochroniarzy, którzy spostrzegli ją i wymienili komentarze w obcym języku. Rosyjskim którego akurat dziewczyna nie znała, ale parę słówek pamiętała, plus był podobny do polskiego. Powiedzieli coś chyba na temat, że oboje z chęcią by uderzyli, klapnęli czy kopnęli parę razy. Taksówkarz pojechał a ona obróciła się, ruszyła przed siebie, patrząc na jednego i drugiego, mrugając sobie do nich i uśmiechając się. Wpatrzeni w nią oboje, otworzyli obaj swoimi masywnymi palcami jej drzwi, przez które weszła do środka lokalu, dziękując im po rosyjsku, na co zareagowali radosnym chichotem i życzyli oboje dobrej nocy, zabawy czy rozrywki. Nie zatrzymując się zlokalizowała bar w centrum lokalu. Ustępowali jej z drogi faceci, kobiety tylko wpatrywały gały zaciekawione, bez wyrazu  a czasami z zazdrosnym wyrazem. Barmanka także oglądała ją, gdy szła do lady, ale jako jedyna, oblizała usta na jej widok, gdy Morgana siadła przed nią, na wysokim siedzeniu i zamówiła kilka kolorowe-smakowe shotów z wódką oraz wodę miętową z cytryną i lodem. Uśmiechała się do niej a przy okazji przeczytała na głos jej plakietkę z imieniem, na co obie zareagowały cichym śmieszkiem do siebie. Wyciągnęła z torebeczki nowoczesnego vape koloru czerwonego, pociągnęła i wydmuchała chmurę dymu o zapachu truskawek, barwy szaro-różowej, rozglądała się na boki i reszcie pijących, którzy także nadal na nią patrzyli, z niektórymi wymieniła spojrzenia i uśmiechy, kobiet które nadal ją oblepiały lodowatym spojrzeniem, plotkując do ucha koleżance lub facetowi, omijała. Jej koleżanka mówiła, że wpadnie gdy pożegna się z swoim klientem w hotelu niedaleko tej ulicy, więc niech poczeka na nią, bo może się jej przedłużyć, ale obiecywała jej że postawi szampana. Chciała się rozerwać dzisiaj i poznać bardziej swoje miasto, ludzi i lokale, więc na pewno nie zakończy się tylko na Zonie. Klub a może i dwa, zależy czy jej się spodoba.


Lada przy barze X4
                                         
Morgana Arclight
Morgana Arclight
 
 
 

GODNOŚĆ :
Morgana Victoria Veronica Arclight


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.09.19 17:49  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
W M-3 mało było miejsc, które przypominałoby mu jego własne, stare śmieci. Pub "Zone" zaliczał się jednak do tej garstki. Anthonemu nie chodziło o prestiż czy plotki krążące na temat tego miejsca. Jemu chodziło po prostu o klimat, który panował na samym dole lokalu. Nie dla niego było pierwsze piętro wypełnione stolikami, obrusami i daniami. On przychodził do pubu, a nie do restauracji. Chciał spędzić wieczór na piciu alkoholu i wpatrywaniu się w dębową ladę, niekoniecznie zamieniając przy tym z kimkolwiek choćby słowo. W końcu nie to było najważniejsze w takich wieczornych wypadach. Mężczyzna robił to, by odpocząć od swojej służby i rozładować napięcie nagromadzone w jego ciele za dnia. Oczywiście na miejsce przybył piechotą, czyli tak jak lubił najbardziej. Wszelkie środki motoryzacji prowadzone własnoręcznie odpadały, bo procenty. Komunikacja miejsca wiązała się z koniecznością obcowania z niekoniecznie przyjemnymi ludźmi, a taryfa skutkowała dawaniem pieniędzy jakiemuś prywaciarzowi, który pewnie ogoliłby go na kursie. Nie ufaj nikomu, nawet sobie. Tak właśnie został wychowany Anthony i dlatego też z uwagą patrzył podczas spaceru na swoje stopy, coby go żadna nie chciała oszukać! A nuż jakaś franca się podwinie czego efektem będzie wyrżnięcie orła. Nic z tego! Mężczyzna miał je na oku.
W każdym razie do środka przybytku wszedł normalny, mierzący sobie około metra dziewięćdziesięciu wzrostu o czarnych włosach i niebieskich oczach. Furory na pewno nie wzbudzał, strażnicy nie puszczali do niego oczka, ale też tego nie oczekiwał. Cieszył się, że jest tutaj niezbyt rozpoznawalny, bo oznaczało to jedynie jedno - spokój. Tylko tego oczekiwał Anthony i to samo dawał zgromadzonym w przybytku. Na nikogo nie spoglądał, nikogo nie zaczepiał, a przede wszystkim do nikogo nie zagadywał. Zachowywał się po prostu tak, jakby przebywał tutaj zupełnie sam. Zasiadł więc przy ladzie i kiwnął ręką na osobę obsługującą dzisiaj bar.
- Whisky on the rocks. No i kufel jakiegoś dobrego barley wine. Macie, nie? Ostatnio mieliście. - dwie sprawy. Pierwsza to taka, że angielskie nazwy wymawiał z charakterystycznym akcentem, którego u rodzimych Japończyków szukać na próżno. Sposób w jaki składał się jego język przy wymowie angielskich słów mógł oznaczać tylko jedno - pierdzielony Brytol. Druga sprawa jest taka, że ten akcent nie znikał również przy japońskich wypowiedziach, co sprawiało, że mężczyzna mógł czasem brzmieć trochę komicznie. Tym się jednak nie przejmował, bo lepiej mówić z akcentem, ale za to w kilku językach, niż nie mówić wcale. W każdym razie whisky przyszło pierwsze. Anthony wziął szklankę w dłoń, zawirował boskim napojem, a później jak gdyby nigdy nic wypił wszystko jednym duszkiem, zostawiając na dnie szklanki lód. Musiał przepłukać gardło przed tym, co przyszło następne, a mianowicie barley wine. Jego smak nie byłby jednak pełny, gdyby nie zrobił jeszcze jednej rzeczy. Jak wcześniej było pisane, dzisiejszy wieczór był jego chwilą relaksu, więc miał zamiar odprawić każdy rytuał, których tak pieczołowicie pilnował w Anglii. Palcami prawej dłoni chwycił za wystające z kieszonki białej koszuli cygaro i położył je na blacie. Chwilę później do zawiniętego tytoniu dołączyła mała gilotynka. Mężczyzna chwycił następnie za popielniczkę i odciął jeden brzeg cygara specjalnie przygotowanym wcześniej narzędziem. W międzyczasie postawiono przed nim kufel na wysokiej nóżce, wypełniony po brzegi ciemnym, niemalże bordowym piwem. Zanim jednak upił z niego chociaż łyczka, należało odpalić cygaro. Przeniósł je więc nad gazową zapalniczkę i powoli opalał z każdej strony. To był najważniejszy moment całej układanki, bo cygaro nie mogło się zapalić, a jednocześnie powinno być na tyle rozżarzone, żeby dało się je palić. Trudność połączona była jednak z satysfakcją, więc Anthony żmudną czynność robił z uśmiechem na ustach.
                                         
Anadriel
Strażnik więzienny
Anadriel
Strażnik więzienny
 
 
 

GODNOŚĆ :
Anthony David Muriel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.09.19 19:02  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
Kate szybko przyniosła dziewczynie zamówienie, kładąc wszystko przed nią na plastikowej czarnej tacy z nazwą lokalu, wpatrywała się w nią kilka sekund. Morgana w końcu zauważyła, że wpatruje się w nią barmanka i uśmiechnęła się do niej, na co zareagowała szatynka także uśmiechem, mówiąc że otworzy jej rachunek jeżeli poda jej imię swoje albo chociaż nazwę jak ma ją nazywać. Złapała za jeden shot w przerwie na jej odpowiedź, szybko pochłonęła kolorowy kieliszek o smaku jagodowym, popiła to wodą a potem zapaliła vape, dmuchnęła gdzieś do góry. Rzekła, żeby otworzyła go na nazwę "Pink Queen Morgana" i wystawiła język, przymykając jedno oczko, robiąc wredny-słodki-uroczy-dziecinny wyraz. Ona na to zaśmiała się pytając czy potem na jej przerwie nie pozwoli sobie żeby jej postawić kolejkę czegokolwiek chce w jej towarzystwie, na co przestała robić grymas i kiwnęła kilka razy energicznie z zamkniętymi powiekami. Morgana widocznie trafiła na barmankę biseksualistkę, lesbijkę lub żądną przygód kobitkę która miała dziś ochotę na nią? Z chęcią pozna kogoś nowego, zwłaszcza pracującą tutaj osobę, wymieni się numerami. Dodatkowe zniżki, rabaty albo darmowe drinki gdyby się zaprzyjaźniła z nią. Fajnie się ułożyło. Paliła vape rozglądając się po ludziach, myśląc co by tutaj porobić lub z kim tutaj się napić, ewentualnie potańczyć kilka piosenek i wrócić do picia. Wzrok spoczął na nowo przybyłym, który był niesamowicie przystojny, co zauważyła w pierwszej sekundzie, wyglądał na dojrzałego ale nie za starego, w sam raz dla niej, może lekko starszy od niej choć akurat wyglądała ona bardzo młodo-kobieco. Wysoki byczek bez problemu siadł na taborecie, więc nie miał problemu z konkordancją ruchową, a gdy przysłuchała się jak lisiczka, co brunet o błękitnych oczach zamawia u Dwayna, aż lekko pisnęła-jęknęła, zakrywając szybko dłonią usta. Głos, w sensie akcent, miał taki który rozkładał jej uda, gdy miała styczność z potomkami wyspiarzy brytyjskich. Miała też akcent gdy mówiła po angielsku, ale charakterystyczny dla niej, inny od dźwięku głosu gdy śpiewała po japońsku. Brunet miał też znajomość co do nazewnictwa alkoholów, spodziewać się po nim jeżeli przyszedł samotnie do pubu, ona też znała sporo nazw których niektórym damą umykało. Zawołała Kate, powiedziała, żeby podstawiła pod jego nos pustą szklankę z kilkoma kostkami lodu, bez płynu, na serwetce, a do jej miejsca podała całą butelkę tego whisky które wypił przed chwilą, zapraszając go do mnie, bliżej mojego miejsca, bo postawię mu kilkanaście drinków jeżeli dotrzyma mi towarzystwa i dopowiedz, że może przy mnie palić cygaro. Uśmiechnęła się na końcu i cmoknęła w jej kierunku, a ona z zadowoleniem, nie okazując pewnie zaskoczenia albo zazdrości, ruszyła jako messenger, wysłannik. Patrzyła się w jego kierunku, a nawet obróciła ciało na siedzeniu, piersiami do niego. Gdy spojrzy na nią, machnie mu dłonią na wysokości twarzy, otwartą, merdając jak kotek jej długimi paluszkami z tipsami barwy różowej. Ryknęła do niego odrobinę głośniej, ale nadal jej głos brzmiał kobieco, a nie piskliwie w języku angielskim " Przysiądź się do mnie przystojniaku, twój akcent jest taki przyjemny! Umili mi czas a w zamian kupiłam całą butelkę whisky dla Ciebie !". Uśmiechała się szeroko do niego, odkrywając dwie szyny bialutkich perełek-ząbków, szeroko otworzyła oczy i wlepiła te namiętne ślepia, w jego twarz. Założyła lewą na prawą, a stopa tej pierwszej bujała się jak krzesło bujane, czubkiem co jakiś czas ruszając w lewo i prawo. Kilka sekund tak robiła, w sumie pół-minuty, aż zmieniła nogi, lekko rozszerzyła uda przy tym, odkrywając ciemną szczelinę, w której bystry sokoli wzrok mógłby dostrzec przez kilka sekund jej bieliznę. Prawa na lewą, stopa się bujała, a jej szpilki i smukła sylwetka na pewno z jego perspektywy, nawet w pozycji siedzącej, łatwa była do zauważenia, że należy do seksownych i markowo ubranych. Zapaliła między czasie vape, nie przerywając szczerzenia się do bruneta, a gdy Kate przyniosła butelkę to złapała za szyjkę, podniosła w jego kierunku, machając delikatnie tak jak stopą. Brytyjczyków znała parę wśród klientów i znajomych, jej koleżanka, a nawet chyba dwie albo trzy były w połowie albo całkowicie. Nie pamiętała teraz, nawet nie wysilała się w myślach żeby przypomnieć sobie, bo myślała tylko o jego głosie, który wywoła trzęsienie ziemi w jej ciele, aż spadnie z poduszki i taboretu, utopi się w nurcie wylewającego się z niej gdy będzie go słuchała.


Lada przy barze X4
                                         
Morgana Arclight
Morgana Arclight
 
 
 

GODNOŚĆ :
Morgana Victoria Veronica Arclight


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.09.19 0:25  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
Głos jak głos. Anthony nigdy nie uważał, że ma jakąś wyjątkowo dobrą barwę, a z pewnością już nie postrzegał swego akcentu jako coś na plus. Po prostu był taki, jak wszystkich w dawniejszej Anglii, choć może dla Japończyków mógł wydawać się czymś egzotycznym. Tego niestety już nie wiedział, bo w takim mieście nie było zbyt wielu okazji do użycia rodzimego języka. Inna sprawa, że nie chciał nim kłapać na lewo i prawo, więc to był drugi powód. Niekłapanie potrafił natomiast załatwić na kilka sposób. Jednym z nich był właśnie z jego ręce i zaczynał przypominać swoją najdoskonalszą formę. Tytoń zaczynał się powoli rozpalać, a odcień szarości był przerywany sporadycznym pojawianiem się żaru. Ogień, który do tej pory wydobywał się z zapalniczki, został gwałtownie przygaszony, a Anthony przyłożył do ust cygaro i zaciągnął się głęboko. Dym zaczął powoli wypełniać jego płuca, a sam mężczyzna zamknął oczy rozkoszując się zarówno smakiem, jak i zapachem powolnej trucizny. Chwilę to trwało, ale w końcu z jego ust oraz nosa wydobył się dym, a to oznaczało tylko jedno - cygaro gotowe! I właśnie kiedy miał już zaciągać się po raz drugi, to ktoś mu przeszkodził. Tym nieproszonym gościem była kelnerka, która najwyraźniej nie słyszała jego zamówienia, bo po raz kolejny postawiła przed nim szklankę z lodem. Nie chciał więcej whisky. Nie przyszedł się tu najebać, a po prostu napić. Okazało się jednak, że był to prezent, a święty mikołaj nawet pozwolił mu palić przy sobie cygaro. Dzięki bogu, że są tacy dobroczyńcy! A gówno prawda. Anthony paliłby je nawet gdyby dziewczynie to przeszkadzało. Zupełnie go nie obchodziło, że dym tytoniu być może drażni jej delikatny nosek. Niech się przesiądzie. Z zaproszenia jednak skorzystał i już po chwili ruszył w stronę dziewczyny w lewej ręce trzymając kufel piwa, w prawej szklankę z lodem. W ustach natomiast trzymał cygaro.
Usiadł koło piękności, która najwyraźniej starała się jeszcze bardziej zwrócić na siebie jego uwagę, co niestety nie spotkało się ze zbyt dobrym odbiorem. Anthony zwyczajnie spoglądał jej w oczy. Tak, jakby była każdym innym zwykłym rozmówcą. W końcu było w tym ziarenko prawdy. Jeśli odrzucić jej powłokę, to pozostawała zwykła dziewczyna, której nie trzeba było się nawet obawiać. Ot prosty człowiek. I tak, jak każdego prostego człowieka, tak również i Morganę należało wysłuchać. A było czego słuchać. Na początek komplement, później nawet i drugi, a na dokładkę jeszcze obietnica darmowego alkoholu. To wszystko brzmiało zbyt pięknie, żeby było prawdziwe. Jeśli dodałoby się jeszcze do tego celowe pokazywanie bielizny to wieczór byłby idealny. Byłby... bo nie był. Po pierwsze, Anthony nie spojrzał się tam, gdzie mógł. Cały czas wpatrywał się w oczy rozmówczyni tak, jak nauczyła go mama. Po drugie, w momencie gdy dziewczyna podniosła do góry butelkę, on sam zasłonił ręką szklankę. Czuł się jakby właśnie miał deja vu.
- Dobra, słuchaj złotko. Znam te Twoje numery. Ty mi nalejesz whisky, ja się napiję, zaczniemy rozmawiać, znowu się napiję, będzie miło i przyjemnie, aż wreszcie wyskoczysz do mnie z propozycją dołączenia do piramidy finansowej. Nie urodziłem się wczoraj, a dzisiaj zbytnio czasu marnować nie chcę. - tak jest! Takie rzeczy już mu się zdarzały. Najpierw odzywa się koleżanka sprzed lat, niby chce się spotkać i porozmawiać o starych dobrych czasach, a tymczasem na spotkaniu zaczyna mu tłumaczyć jak dzięki zainwestowaniu stu dolarów może zarobić tysiąc! I to jeszcze jak... Nie wychodząc z domu. Słyszał o takich naciągaczach, ale nigdy nie spodziewał się, że znajdzie ich w jego ulubionym pubie. Wieczór od razu mu się zepsuł, więc postanowił go ratować kolejnym zaciągnięciem się cygarem.
- Więc? Co tym razem mam zainwestować? Dziesięć dolarów, żeby zyskać sto? Sprzedać matkę, żeby kupić dom? Musisz się streszczać dziecino, bo mi się piwo grzeje. - rzucił nadal po angielsku i nadal tym samym, grubym i niewzruszonym głosem. Chciał postawić kawę na ławę, żeby nie było pomiędzy nimi porozumień. Im szybciej sobie wyjaśnią zaistniałą sytuację tym lepiej.
                                         
Anadriel
Strażnik więzienny
Anadriel
Strażnik więzienny
 
 
 

GODNOŚĆ :
Anthony David Muriel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.09.19 1:33  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
Gdy ruszył ten przystojniak, w jej kierunku wzdłuż pustych taboretów, czystego blatu lady, paląc dymiące cygaro, tym swoim męskim krokiem ciała, które teraz widoczne z bliska określiła jako kąsek, którego chciałaby zobaczyć w slipach na plaży, gdy siłuje się w meczu siatkówki (prawie nagi, spocony, ruchliwy). Siadł przed nią, choć planowo chciała dać mi widoczek paro sekundowy z daleka, to z bliska była zaskoczona, że nie popatrzył, a miała naprawdę tak zgrabne, długie, szczupłe, wyrzeźbione, wyeksponowane nogi że sam ruch udami powinien dać znać jemu instynktowi, że ma zerknąć... ale nie, nie spojrzał. Rozczarowana łyknęła shota truskawkowego, popiła wodą, a butelkę postawiła między nimi, na ladzie. Ukryła niezadowolenie, że rybka nie złapała się na haczyk. Może był imbecylem i nie-zauważył okazji, albo tak jak aura jego osoby - był bardziej dżentelmenem, szarmanckim i nie miał zamiaru  niechcący urazić, damy, czyli Morgany łapczywym wzrokiem - chcący, niechcący lub z premedytacją. Poprawiła włosy z boku długimi tipsami, patrząc mu się tak jak on, w jej czerwone oczyska, usta lekko miała rozchylone z widokiem na jeden rządek bialutkiej porcelany. Zapaliła sobie swojego papierosa, dmuchając między nimi różowiutkim dymem o zapachu truskawek, który mieszał się z fetorem jego cygara. Jego dłoń zakryła szklankę, którą mu podarowała, zerknęła na jego dłoń, był lekko opalony, nie to co ona, wyglądała przy nim jak śnieg. Raz albo dwa razy opaliła się do brązowego koloru i nigdy już więcej. Kocha wyglądać jak barwa śniegu, chmur, mleka, jak azjatycka geisha. Zaczął mówić stanowczym. wyjaśniając jej sytuację którą zaobserwował w swojej łepetynie, kilka sekund, w sumie to około minuta, może dwie odkąd go zauważyła, a on ją może jakieś czterdzieści sekund i od razu skatalogował nie do szafki, nie do sejfu, czy to szuflady w komodzie, ale do kartonu czy śmietniczka. Nie wiedziała jak zareagować, gdy jego słowa wypływały jak woda z kranu, bez korka żeby zakręcić strumień. Złapała jedynie pod koniec pierwszego zdania shota i wlała go pośpiesznie do ust, a potem drugiego gdy miał przerwę na cygaro. Czuła się jak na ringu bokserskim, choć była tam jedynie workiem treningowym, gdy on zawodowcem. Jego proste na jej twarz za bycie piękną, brzuch za drogie markowe ciuchy, pod żebra za zaoferowaniem mu towarzystwa z darmową butelką whisky. C było dla niego oczywistością, że jest czarną wdową, a on muchą którą chce złapać na ten trick... który raczej pierwszy raz w życiu mu się przytrafił, więc nie był oczywistością, trickiem, zagrywką profesjonalistki. Gdyby wiedziała że ten nieznajomy, przystojny, dobrze, zbudowany który nie okazał się być szarmanckim brytyjskim dżentelmenem, którego dobre maniery i wychowanie, nie pozwoliłyby nawet na poniżenie albo okazanie tego, że jest różnica między nią a inną laską w tym lokalu. Akurat reszta tutaj kobiet była ubrana dla niej niesmacznie, bez poczucia mody, seksapilu i kobiecości a ciuchy kupione na przecenach, na targach, gdy akurat każdy jej asortyment ubrania miał markę np. gucciego. Ostatni cios był nokautujący, który pewnie wydawał mu się że jest puentą przez którą co chciał osiągnąć? Podrapała się tipsem po czole, jej spojrzenie nie było już zaciekawione, dalej leżało na nim, ale z widocznym grymasem niezadowolenia, lekkim zdenerwowaniem, pomieszanym z szokiem przez skonfrontowanie ją z tym, co chciał wyznać jak kapłanowi grzechy. Rzuciła spojrzenie barmance, która oglądała ją co jakiś czas, zwłaszcza teraz gdy zauważyła że jej radosna persona, straciła humor a raczej, została trafiona lodowym zaklęciem, który sparaliżował ją na długie sekundy w jej myślach, które znały takie sytuację. Gdy któryś rozgryzł, że jest dziwką to po paru drinkach albo gdy go sama uświadomiła, gdy cała noc zleciała na zabawie, piciu i tańcach, ale nie spotkała się z facetem błyskawicą. Pół minuty i już wiedział. Wpatrzyła się w jego ślepia, podniosła brew jedną wysoko do góry, westchnęła głośno, odgarniała dym który jej w tej chwili, przeszkadzał i wkurwiał bardziej niż kleszcz w skórze. Po prawie dwóch minutach ciszy spokojnym tonem rzekła nadal wpatrując się z wyrazem, który gardził nim, choć nie powinien się urazić, gdy pogardził ją jak wilk wegetariańskim posiłkiem "Masz szczęście, że twój akcent nawet jak wulgarnie ubliżasz kobiecie od dziwek pół minuty po zauważeniu jej, nadal jest tak zabójczo seksowny, że pomogło mi to z wstrzymaniem wycofania mojego zaproszenia. Brytyjczyk, który ciska grom z nieba. Jeżeli twój zmysł podpowiedział Ci, że jestem damą do towarzystwa to po co w ogóle podchodziłeś? nie wychowali Cię, że nie ubliża się bez powodu publicznie innym? Ja bym uważała z obrażaniem kogokolwiek, gdy z chęcią któryś tutaj na moje skinienie, widziałby królewnę śnieżkę, a nie ladacznicę. Plus, za przeproszeniem, przystojniaczku - popatrz na mnie do cholery, na moje ciuchy!" Ostatnie zdanie warknęła głośniej, odgarnęła włosy z twarzy paznokciami, a jej brwi były na równi. Wpatrywała się szpiczastym spojrzeniem kogoś kto obwinia kogoś za głupotę, pryskała zerkając za ramię przez pół minuty, szukając wzrokiem po ludziach, kogoś kto z chęcią pomógł jej odzyskać godność, z której jej rozebrał "Moje łachy! Ubieram się w markowych sklepach, gdzie butelki na wystawie, razem wszystkie, nieotwarte, to cena moich szpilek, choć pewnie jeszcze trzeba było by coś dopłacić... sukienka akurat może lateksowa, bardzo skąpa, ale za nią kupiłabym sobie jakiś beznadziejny samochód, w dobrym stanie! Na pewno nie wyglądam jak szmata spod latarni, tylko jak już coś to szmata z panatenajskiego olimpu, wyłącznie i ekskluzywnie, dla Bogów, nie dla ludzi" Pryskała głośno jak kobyła dumą, machnęła na niego dłonią, którą sięgnęła po shota o smaku czarnej porzeczki. Popiła wodą, patrząc na barmankę która uśmiechała się do niej, na co uśmiechnęła się do niej, a nawet cmoknęła ustami. Obróciła głowę znowu do niego nie dając mu szansy na kolejne bestialskie komentarze, póki nie wysłucha jej do końca "I po co do cholery ci stawiam butelkę lepszej whisky, od tak, bo przystojniacha z anielskim akcentem, gdzie cena trunku to połowa noclegu, w dobrym hotelu z dojazdem taryfą? Nie kalkulujesz gotówki? Wydaje, to nie chce zysku... Cholera, chciałam tylko napić się z tobą, pogadać póki co, bo dawno nie byłam się rozluźnić na mieście... Ustalmy to, że pozwalam Ci napić się ze mną i udawać że nie było tego zgrzytu, poprawić mi humor i sprawić, że oboje się uśmiechniemy i nie wyciągać mojej profesji na wierzch po raz drugi, bo sprawię że to nie ja wyjdę z lokalu, ale Ty. Ok? Dżentelmenem to na pewno nie jesteś, otworzysz butelkę i poprosisz barmankę o szklankę dla mnie z lodem? Myślę, że odstawię słabe shoty i whisky to dobry pomysł" Uśmiechnęła się sztucznie, bez ząbków z zmrużonymi złośliwie powiekami, lekko krzywiąc głowę w bok, do niego a potem wracając do szperania w swoim ekranie holograficznym telefonu czekając aż drinki będą gotowe do wypicia. Odczytywała wiadomości od koleżanki, która napisała że będzie na sto procent wolna za godzinę, więc licząc dojazd, to jakieś półtora godzinki i ktoś zabawny, radosny przyjdzie żeby ożywić tą ponurą burzę spięcia przez niewyjaśnioną potrzebą powiedzenia dziwce, że jest dziwką, bo inaczej ja to nie ja.


Lada przy barze X4
                                         
Morgana Arclight
Morgana Arclight
 
 
 

GODNOŚĆ :
Morgana Victoria Veronica Arclight


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.09.19 21:34  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
// nie wiem czy ta fabuła ma przyszłość, więc uznaję, że wbijam tu w zupełnie innym dniu

 W całym Mieście-3 nie było chyba bardziej łowca-friendly miejsca od Zone. Boris podejrzewał, że pub przebijał pod tym względem nawet podziemną kryjówkę rebeliantów. Po otrzymaniu niewiele wyjaśniającej wiadomości od swojego wspólnika musiał przekonać się na własnej skórze, co tutaj się odkurwiało. Ryzyko było wpisane w powodzenie całej tej misji, ale łowca należał do stworzeń zbyt ciekawskich, by to mogło go powstrzymać.
Jest Marcus? – zaczepił barmana, świdrując go zniecierpliwionym spojrzeniem czerwonych ślepiów, ukrytych za przyciemnionymi szkłami okularów.
 Trudno powiedzieć jakiej odpowiedzi oczekiwał, bo każda niosła ze sobą tyle samo nadziei jak i niepotrzebnie piętrzących się problemów. Trudno też było pozbyć się wspomnienia ostatniego spotkania z Zastępcą, a raczej spotkania lazarusowego łba z kolbą jego karabinu.
– Nie ma.
A kiedy będzie? – nie odpuszczał, jak namolny dzieciak.
– Nie mam pojęcia. Zamawiasz coś?
Marcusa.
 Granica została nadszarpnięta i wyczuli to oboje, a Boris nawet nie musiał obserwować jak barmanowi nerwowo drgnęła brew mimo prób zachowania stoickiego spokoju, bo doskonale wiedział, że chciał tego czy nie - ale mimowolnie potrafił działać na innych na płachta na byka.
To ja poczekam na niego...
 Gówno prawda, wcale nie miał zamiaru czekać na tego dziada. Po prostu nie byłby sobą, gdyby nie próbował upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu. Czekało go tu coś znacznie lepszego. Spotkanie tak długo wyczekiwane, że mimowolnie co chwilę kierował spojrzenie w kierunku drzwi lokalu. Zauważenie kogokolwiek wchodzącego do środka nie byłoby trudne skoro panowały tu całkowite pustki.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.09.19 0:02  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
Przeciągnęła się leniwie, w kręgosłupie z pstryknięciem przeskoczyła jakaś chrząstka. Lubiła tu siedzieć, mogła być sobą, nie nosić nudnie brązowych soczewek, nie zakrywać okropnej blizny na twarzy pod materiałową maską. Siorbnęła kolejny łyk drinka przez słomkę, przyglądając się ścianie za barem. Nigdy nie była w angielskim M, a jednak potrafiła tu wyczuć ten klimat dawnych pubów, spodziewała się w każdej chwili jakiegoś gentlemana dosiadającego się obok i zamawiającą szkocką, czy co tam pili w Anglii poza herbatą. Zamiast brytyjskiego akcentu usłyszała jednak coś zupełnie innego i na dodatek znajomego, choć nie słyszanego już... hoho i jeszcze trochę. Odwróciła łeb w stronę Borisa wprawiając w ruch fioletowe, luźne kosmyki dyndające po obu stronach twarzy.
Uou! – wykrzyknęła z nieukrywaną radością. – Co tam u babushki, Azarow? – zaśmiała się zaczepiając go i próbując skupić jego atencję na sobie. W sumie może lepiej byłoby, jakby się nie wychylała, bo wyglądała jakby rozebrała starszego brata z ciuchów. Znaczy, pod spodem była ubrana normalnie, ale na zewnątrz opancerzało ją Spectre. Nieco za duże Spectre. Pewnie jakby wstała, to musiałaby trzymać spodnie, żeby nie zjechały jej z pośladów. Dość irytująca niedogodność, bo ciężko biegać przytrzymując część garderoby. Na dodatek mało wygodnie komponowało się to z jej rękawicą ze złodziejem pamięci, bo w tym wypadku dłonie mieściły się nawet nieźle, ale utrudniało użytkowanie artefaktu. Naprawdę upierdliwe, jeśli akurat się do kogoś zakradając próbowała zmodyfikować mu pamięć, ale nie mogła odpowiednio poruszyć palcami, a jeszcze musiała trzymać galoty, żeby się kamuflaż nagle nie wykrzaczył odsłaniając jej bioderko.
Nie znasz jakiegoś krawca? Dali mi model na twój rozmiar, laanat hai – zaklęła drobno na sam koniec wypowiedzi, ale wciąż pozostawała w wesołym nastroju. Siorbnęła kolejny łyk pomarańczowego płynu z wysokiej szklanki i poklepała wolną ręką stołek obok siebie. Fajnie było spotkać kogoś czystej krwi, ostatnio jakoś niezwykle popularni stali się wymordowani i Specowi dezerterzy. Co kolejne, plaga amnezji? I to jeszcze niewywołanej przez nią? A akurat jak lubiła Borisa tak ostatnio przecież gdzieś go totalnie wcięło. No przecież by nie zdezerterował. Bo by nie przyszedł do Zone obstawionego Łowcami z góry na dół i nie szukałby Marcusa. Może przeniósł się na indywidualistę? Tacy zwykle siedzieli gdzieś na Despie i udawali, że nie istnieją. Musiała go wypytać. Koniecznie.


                                         
Nightingale
Technik
Nightingale
Technik
 
 
 

GODNOŚĆ :
Asami Devarajah


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.09.19 17:27  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
 Jeżeli spodziewał się jakiejś obławy to mógł odetchnąć z ulgą, bo wyglądało na to, że życie w pubie toczyło się leniwie jak zawsze, a jego pojawienie się nie wzbudziło żadnych większych emocji u nikogo. Drgnął jednak nerwowo, gdy usłyszał swoje nazwisko. Miał wrażenie, że zabrzmiało zbyt głośno i niepokojąco zbyt radośnie.
 Mógł być za to pewien jednego - ich plan z wmówieniem łowcom, że rozszarpało go stado sarghali nie udał się całkowicie. Nie tak się przecież reaguje na chodzącego trupa.
No nie wiem, co tam u ciebie, babushko? – spytał, zajmując miejsce tuż obok Asami z prędkością pojawienia się psa w kuchni gdy ktoś tylko otworzy lodówkę – Dawno cię nie widziałem. Nawet nie wiesz jak się stęskniłem.
 Miłe słowa tym razem przyszły mu łatwo, najpewniej dlatego, że wcale nie mówił do Nightingale a do Spectre, które miała na sobie. Trudno mu też było pozbyć się uśmiechu błąkającego się po jego ustach. Znowu siedział tak blisko swojego ukochanego stroju. Miał go na wyciągnięcie ręki i tylko obecność techniczki powstrzymała go przed wyciągnięciem dłoni do kamuflażu.
To je amelinowe, tego nie ukrawcujesz – stwierdził z udawanym westchnięciem, doskonale pamiętając jak jego gruby zad nie chciał pewnego dnia się zmieścić w łowcze wdzianko i cały oddział ludzi musiał stawać na głowie, by te portki choć trochę poszerzyć – Na twoim miejscu bym nie chodził w za dużym. Kiedyś wojsko ogarnie technologię, która na kamerach będzie je zauważać i później ci wpiszą do listu gończego, że masz kanciastą dupę jak w jakichś łachmanach.
 Właśnie nazwał swoją ukochaną łachmanami. Powinien za karę przytrzasnąć sobie coś drzwiczkami od piekarnika, ale miał nadzieję, że kiedyś Spectre mu to wybaczy. Działał przecież w dobrej wierze, próbując naprawić to, że śmiał zostawić strój w ściekach. Sarghale mu świadkiem, że próbował je odzyskać! Tylko Skombinuj nie chciał się tak łatwo dać wciągnąć w pułapkę.
Ale mam pomysł. Możemy się wymienić. Ja wezmę te łachmany, a tobie dam... – przerwał na chwilę, by jak rasowy kanciarz odszukać w wewnętrznej kieszeni kurtki czegoś wartościowego i po chwili położył przed Asami artefakt – To Kocia Korona Gównoburz. Dostałem ją od leśnych kitku z wioski dla leśnych kitku.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.09.19 18:36  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
Jakby była psem, to pewnie by zamerdała. Naprawdę dawno go nie widziała i nie miała pojęcia co się tam z nim zadziało, ale brakowało jej w życiu tych żarcików, tej zakazanej mordy i szerokiego zadka. Był niezłą odskocznią od rzeczywistości i jedną z niewielu nie drętwych osób zamieszkujących ścieki. No i nie zarywał do niej jak ćwierć męskiej populacji Łowców, a przynajmniej nie zauważyła tego. Nie, żeby zauważała podrywy, bo zwykle były dla niej żartem i zabawą...
*gasp* Mam już zmarszczki? Aż tak widać moją setę? – zaniepokoiła się, kiedy została nazwana babushką. Przejechała palcami po kącikach oczu, ale nie uświadczyła tam żadnych kurzych łapek czy rosnących farfocli przypominających nachlane kleszcze w cielistym kolorze. – Och Boris... – wymruczała i zawachlowała rzęsami, w ogóle nieświadoma, że mówi do jej ubrania, a nie do niej. Zresztą, sama też się za nim stęskniła. Zaśmiała się i przekręciła na stołku tak, żeby łatwiej prowadzić z nim rozmowę.
Cholera – burknęła zrezygnowanym tonem. Będzie musiała się zakręcić w pobliżu składzika i czatować na kogoś z drobniejszym modelem. No i po cholerę ona w ogóle wyciągała po to ręce? Bo było fajne? Bo ładnie wyglądało i miało historię? Ona umiała zmieniać historię na pstryknięcie palcami. – O co to to nie. Moje krągłości są zbyt śliczne na bycie kanciastymi przez jakichś Specowych półgłówków – jak na potwierdzenie słów przesunęła dłonią po swoim biodrze. Dość mocno musiała przycisnąć materiał, żeby poczuć własne ciało. Głupie, że nikt nie zrobił ich więcej i praktycznie wszystkie modele były na facetów. A jeden był na jakiegoś totalnego kurdupla, że nawet jakby przecisnęła przez nie zadek, to spodnie sięgałyby połowy łydki. A cycki na pewno by miała spłaszczone od górnej części pancerza.
To nie łachmany, to nasze dziedzictwo narodowe. Szaty wpierdolu rebel +5 – obruszyła się. Odgarnęła jeden luźny kosmyk za ucho, ale zmrużyła oczy z zaciekawieniem, wysłuchując jego słów. Zapiszczała jak rozentuzjazmowana nastolatka na widok owej korony, bo to wcale nie było to, co przedstawiał łowca. Złapała w ręce diadem i przysunęła do twarzy, przyglądając się podejrzliwie. No takie cacucho to by jej się przydało, zwłaszcza do wyciągania informacji z tych zakutych wojskowych łbów.
Chwila chwila – rzuciła ostro. Już można by było się spodziewać, że zrzuci armagedon o tym czy Lazarus nie powinien być martwy lub czy nie jest zdezerterowany, że jakoś za bardzo interesuje się Spectre i że coś za łatwo przychodzi ta wymiana, zwłaszcza po nazwie przedmiotu i sposobie jego pozyskania. – A skąd mogę wiedzieć czy diadem działa? Może jest bezużyteczny albo podróba?
Osadziła oprawę na głowie. Klejnot był pusty, tego była pewna. Głośne „hmmm” przecięło powietrze przeciskając się pomiędzy muzyką i krzątaniem się barmana. Szybkim ruchem przeniosła diadem ze swojej głowy na jego.
Przelej mi wspomnienie sprzed pubu. Co widziałeś jak tu wchodziłeś. Wtedy się upewnię, że jest prawdziwy.


                                         
Nightingale
Technik
Nightingale
Technik
 
 
 

GODNOŚĆ :
Asami Devarajah


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.09.19 20:02  •  Lada przy barze Empty Re: Lada przy barze
 Przygotowany był na każdy, nawet najgorszy scenariusz. Nawet na to, że Nightingale naprawdę będzie miała zmarszczki, ale nigdy nie podejrzewał, że jeszcze nie będzie ich miała kiedykolwiek zostanie tak pozytywnie przyjęty przez innego łowcę. Zupełnie nie tak jak pamiętał za czasów należenia do organizacji. Zupełnie jakby od tego czasu miały minąć lata.
Nie będziesz już piła? – spytał, odwrócenie się w jego stronę dziwnym trafem biorąc za pogardzenie drinkiem, którego od razu przysunął do siebie.
 Widać techniczka jest wybredna, a alkoholu nie należy marnować, mimo że jego samego nigdy nie rajcowały żadne kolorowe drinki, bo zupełnie nie zauważał ich kolorów. Szara breja jak wszystko inne.
Na listach gończych trzeba się prezentować jak najlepiej – oznajmił tonem znawcy, wyciągając słomkę z dinka i celując jej końcem prosto w łowczynię – Ja to się zawsze boję, że jak mi kamery fotę cykną z zaskoczenia to te ich programy mi wyfotoszopują mordę, wywalą blizny i później w wiadomościach pokażą takiego ziemniaka, a nie złodupca.
 Dziedzictwo dziedzictwem, ale Lazarusa zawsze interesowało czemu łowców było tysiące, a strojów tak mało. Przecież mogliby ich drobić dla każdego. W ściekach było wystarczająco dużo miejsca, by rozpocząć taśmową produkcję.
Niech żyje zbrodniczy reżim, bez niego szaty wpierdolu by nie powstały.
 Wyzerował pozostałą ilość alkoholu zupełnie jakby to był zwykły shot i prawie się skrzywił z przyzwyczajenia. Dobre to świństwo. Posłał Asami pytające spojrzenie. Nie musiał się nawet odzywać ani ściągać okularów, by zobaczyła wpatrujące się w nią ślepia niedożywionego szczeniaczka. Sęp właśnie sępił.
 Pisk radości jasno dał mu do zrozumienia, że z tym dziwnym prezentem trafił. Widać leśne kitku z leśnej wioski dla leśnych kitku miały dobry gust w przynoszeniu mu takich cacuszek za karmy whiskasa sprowadzane z M-3.
Ale...
 No właśnie - ale. Ale Lazarus nie wiedział jak działa diadem, jak przelać na niego wspomnienia i wolałby żeby to nie były wspomnienia sprzed baru. Wolałby również nie spotkać wzroku barmana, gdy trzymał w dłoni drinka, w drugiej wywijał słomką i miał w tym momencie na głowie kocią koronę. Niestety, biednemu zawsze wiatr w oczy.
No dobra, spróbuje.
 Przymknął ślepia, czego pod okularami nie było widać i wrócił do drogi, którą podążał tu przed wejściem do Zone. Serwowane dla Asami wspomnienia zdawały się nie zawierać nic ciekawego. Wyprowadzanego na spacer kota, któremu Boris oczywiście poświęcił dużo uwagi, pochłoniętą rozmową przez telefon kobietę na przystanku, której zdołał wyciągnąć papierosa trzymanego w dłoni i nieprzyjemny ból w karku, który prawie sobie skręcił oglądając się za laską z piersiami wielkości małej galaktyki. To ostatnie próbował wymazać z pamięci dzięki czemu na przekór wszystkiemu diadem złapał dwukrotny zoom w HD powiększający planety.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach