Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pisanie on 25.08.19 21:00  •  Piwnice Empty Piwnice
piwnice
Wykopane przed laty tunele ze ścianami ze wzmacnianej gliny, miejscami murowane, ale zawsze niepokojąco nietrwałe. Od czasu do czasu na głowie spadnie trochę ziemi, lecz wytrzymały już tyle czasu, że nikt nie wierzy, iż pewnego dnia rzeczywiście mogą się osypać. Używane w większości do przetrzymywania zapasów pożywienia i gromadzenia czystej wody. Ostatni z korytarzy przekształcono na tymczasowe więzienia. Składa się ono z kilku ciasnych klatek z żelaznymi kratami i niczym więcej. Czasami używa się ich do karania nieposłusznych. Kilka godzin spędzonych w niemal całkowitej ciemności, wilgoci, a do tego bez jedzenia i wody pozwala przemyśleć swoje winy.
Od czasu wprowadzenia się łowców do Schronu piwnice nieznacznie umocniono i wyposażono w trochę użytecznego sprzętu sprowadzonego z miasta. Nadal jednak brakuje tu prądu, jedyne światło pochodzi z lamp olejnych, albo pochodni.



  Kropelki wody skapywały rytmiczne na kamienną posadzkę. Kamienie lśniły od jej cienkiej warstwy, miejscami porosły niskim meszkiem, zgniłozielonym i wiecznie wilgotnym. W piwnicach pachniało zgromadzonym jedzeniem, albo porastającym nieczyszczone tunele grzybem. W każdym razie ani jeden zapach nie był przyjemny, gdy nie jadło się od dłuższego czasu.
  Minęło kilka dni, zanim Saiyuri dostarczona została na tereny Desperacji. Przerzucenie kogoś przez mur wbrew pozorom nie było wcale proste, szczególnie, gdy chciało się to zrobić dyskretnie. Zniknięcie kobiety stało się już zapewne oczywistością, ale nawet jeżeli S.SPEC postanowi poszukać jej tropu w mieście, zgubi go. Hycel nie miała przez te kilka dób wiele swobody. Na kilka godzin odwiązywano jej usta, żeby mogła się czegoś napić - zazwyczaj wylewano jej wodę na twarz, niekiedy bez ostrzeżenia. Dwa razy dostała jakieś marne jedzenie, ale nawet gdy odwiązano jej ręce, by mogła samodzielnie znieść, nad głową stało jej dwóch, trzech rosłych mężczyzn z bronią. Poza tym nigdy nie odwiązywano przepaski z oczu.
  Jednego dnia dotarli w końcu na miejsce.
  Kobietę zawleczono natychmiast do jednej z piwnic i zamknięto. Porzucona na ziemi nadal nie mogła się ruszyć do momentu, aż godzinę, prawie dwie później ktoś ponownie się nią zainteresował. Zaszurał metal, jakaś osoba wyjęła jej z ust szmatę, a potem dłonie, jedną za drugą przywiązała nad głową do haka wiszącego pod sufitem. Saiyuri mogła siadać, ale nie położyć się. Przed samym wyjściem odwiązano jej w końcu oczu.
  Panował chłód i półmrok. Zabrano jej ubrania, a pozostawiono w czymś co wyglądało jak długa poszewka z dziurami na ręce i głowę. Powitał ją odgłos spadających na kamienie kropli i złociste, kocie oczy.
  Reoone kucał przed wejściem do celi, za jego plecami wił się swobodnie pręgowany, koci ogon. Uszy na czubku głosy poruszały się nerwowo.
  — Jak się masz? — zapytał tak, jakby oślepł nagle na niedolę pojmanej kobiety. Trzymał w ręku blaszaną tackę z jakąś niewielką miską i plastikowym kubkiem z wodą. — Jesteś głodna?
  Zapytał, ale nie czekając na odpowiedź wślizgnął się do środka przed uchylone wejście. Z boku pomieszczenia stał mężczyzna z pistoletem. Grzebał paznokciem miedzy zębami i od czasu do czasu zerkał w ich stronę.
  — Teraz powinno być lepiej. — oznajmił przepraszającym tonem, a potem zanurzył łyżeczkę w brei, która znajdowała się w misce i wyciągnął dłoń w stronę kobiety. — Jesteśmy za murami.
  Desperacja. Tutaj rebeliancki ucisk mógł nieco zelżeń. Schron dzielony z mieszkańcami tych ziem sprawiał, że obyczaje łowców uległy niewielkim zmianom. Chociaż Saiyuri nie była trzymana we wcale lepszych warunkach, wymordowany czuł, że tutaj bardziej jej się spodoba, niż w ciemnym transporterze, którym wieziono ją ostatnie kilka nocy.
  Poza tym szefowa tego miejsca, wymordowana kozica pozwoliła mu skorzystać z zapasów i ugotować coś, czym chciał teraz z dumą nakarmić kobietę. Papka miała konsystencje budyniu i pachniała rybami. Poza tym pływały w niej elementy jakiejś zielonej rośliny - pietruszki i koperku, które z dumą szefa kuchni dodał do nich kot. Sam jeszcze nie próbował, ale sądził, że głodnej to posmakuje. W końcu wybrał dla niej swoje ulubione sardynki.
  — Są czyste. Tutejsi ludzie hodują zdrowe zwierzęta. Kiedyś ukradli je z miasta.


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.09.19 15:13  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
Jeśli miała jakieś zalążki wiary w kompetencje SPEC, że jednak ją odnajdą w przeciągu 48h, to z chwilą gdy została wrzucona do transportera wszystko poszło się jebać. Całą podróż przebyła w milczeniu, nie odzywając się do nikogo. Nie odpowiadała już na żadne pytania, nawet jeśli konsekwencją tego buntu miało być użycie brutalnej siły.
Może trochę się szarpała gdy zabierali jej ubrania, każdy by się szarpał przecież. Teraz siedząc na zimnej, wilgotnej, kamiennej posadzce oparta o ścianę z rękami nad głową wpatrywała się gdzieś w bok. Krople spadające na kamień były bardzo pochłaniającym zajęciem, zupełnie jak obserwacja rosnącej trawy - fascynujące wręcz. Co jakiś czas spinała mięśnie rąk i podnosiła tyłek na kilka centymetrów z zimnego, mokrego podłoża. Kajdany obcierały nadgarstki, spuściła w końcu głowę. Gdyby tylko mogła wyrwać łańcuch ze ściany, przeklinała chwilę gdy tego jednego dnia zostawiła artefakty w domu. Była za to na siebie wręcz wściekła.
Ale godziny się wlekły i gniew ustąpił obojętności.
Z początku nie zareagowała na miłe słowa zaczepki kociarza. Myślała że może były skierowane do strażnika pilnującego jej. Dopiero kolejne słowa sprawiły że uniosła lekko głowę w górę. Fioletowe ślepia wbiły się w twarz wymordowanego. Skinęła lekko głową w odpowiedzi na jego pytanie. Patrzyła jak się zbliżał, zapach ryb robił się nieco intensywniejszy z każdym krokiem.
Jego pocieszające słowa sprawiły że parsknęła jedynie cicho pod nosem uśmiechając się z lekkim rozbawieniem. - Ta.. dla kogo będzie lepiej dla tego będzie.. - skomentowała cichym szeptem wprawiając łańcuch w cichy brzdęk sugerując że wcale nie jest lepiej niż było, przynajmniej dla niej. Palce zacisnęły się na łańcuchu kajdan do stopnia gdzie kostki jej pobladły.
Na kogo miała być zła? Na tego dzieciaka przez którego tu trafiła? Na siebie za ignorancję na łowców którzy pewnie tylko czekali aż białowłosa zgnije w tym zapyziałym grajdołku?! Uścisk na metalu nieco zelżał. Spojrzenie przeniosło się na zawartość miski którą młodzik trzymał przed nią. Uniosła lekko kącik ust w odpowiedzi na jego gest dobroci. Wcale przecież tego nie musiał robić. Spojrzenie wróciło do twarzy chłopaka i rozchyliła powoli usta dając mu przyzwolenie żeby ją nakarmił. Sama nie miała zbytnio możliwości przecież.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.09.19 11:29  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
  Gotowanie nie było jego mocną stroną, ale chciał móc zrobić cokolwiek. Strażnicy nie chcieli pozwolić mu krzątać się w okolicy cel... bez celu, dlatego znalazł sobie jeden. Wyręczył w ten sposób kucharza, który niezbyt wdzięcznie serwował im codziennie sycące porcje. Miał nakaz gotowania także dla pojmanych, ale to robił z jeszcze bardziej wykrzywioną buzią. Nie skomentował pomocy wymordowanego, ale nie skarcił go też, gdy bawiąc się w nożem masakrował małe sardynki zamieniając je w kremową zupę rybną. Może sądził, że Louma sam planuje je zjeść i postanowił pozwolić mu się nimi udławić.
  Kilka razy pociął sobie palce i miał na nich teraz plastry, ale czynności związane z przygotowywaniem posiłku bardzo mu się spodobały. Przez moment sądził nawet, że być może praca w kuchni jest tą, do której się nadawał. Otoczony zapachami składników nadal był w stanie wyczuć te najświeższe, najwyższej jakości i chociaż w tym wypadku połączenie było dość niefortunne, był z siebie dumny. Dla jego kocich zmysłów pachniało obłędnie.
  Pozwolił kobiecie zgarnąć z łyżki pierwszą porcję i natychmiast sięgnął po kolejną, obserwując kątem oka jej reakcję na stworzone przez niego kulinarne dzieło. Przecież nie mogło być takie złe, racja? Upominał się w duchu bawiąc się gęstą konsystencją zawartości naczynia. Zupa każdym razem mlaskała wdzięcznie.
  — Nie chcemy cię zarazić. Na powierzchni żyje dużo normalnych ludzi. Stężenie wirusa w powietrzu nie jest zbyt wysokie, bo tutejsi mieszkańcy dbają o te ziemie od wielu pokoleń. Nie otacza ich mur. Żyją w zgodzie z wymordowanymi, łowcami... nawet z aniołami! — ostatnie dodał z nieukrywanym podnieceniem. Usiadł po turecku na przeciw kobiety podwijając ogon na kolana. — Widziałem jednego! Miał takie wielkie, białe skrzydła. Czytał książki dzieciom, bo zazwyczaj pozostają na cały dzień bez opieki, gdy ich rodzice pracują dla dobra społeczności.
  Wymordowany mówił wyraźnie, używając miejskiego akcentu. Większość swojego życia spędził jako zwykły człowiek, uczeń, jeden z wielu tysięcy, których skrywały mury, a teraz kontynuował swoje młodzieżowe życie jako koci mieszaniec. Nie był jednak z tego powodu niezadowolony.
  — Tutejsi nie lubią trzymać ludzi w zamknięciu na dość długo. Słyszałem, że chcą cię przenieść do takiego budynku, gdzie żyje dużo więcej ludzi. Nadal nie będziesz mogła opuścić terenu tego obozu, ale to chyba lepsze niż ta cela, co? — pytał ją szczerze sądząc, że w ten sposób poprawi kobiecie humor.
  Trudno byłoby sobie wyobrazić jak może czuć się kobieta. Porwana ze swojego miejsca zamieszkania, wywieziona poza mury na Desperację, której obawiał się chyba każdy zwyczajny mieszkaniec miasta. Udało im się ustalić już, że Saiyuri zwyczajna nie była, ale pozbawiona broni, towarzyszy i autorytetu nie różniła się wcale od tych dzieci, których rodzice znikają na całe dnie.
  — Jesteś lekarzem, prawda? Co zazwyczaj robisz w swojej pracy? — Sięgnął jeszcze raz ku misce i napełnił łyżkę dużą porcją gęstej zupy, która jeszcze raz skierowała się w zasięg ust kobiety.


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.09.19 19:51  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
Oczywiście doceniała gest wymordowanego. Była głodna i od dawna nie dostała niczego treściwego. Teraz nie wiedziała czy ma płakać z radości czy z żalu odnośnie zupy sardynkowej. Miks smaków zalał jej wszystkie kubki smakowe już pierwszą zaserwowaną łyżką. Przełknęła ją bardzo szybko. Nie było takie złe, prawie jak gęsty, budyniowaty ramen na rybnym bulionie. Dostrzegła oblepione plastrami palce młodzika, na których skupiła swoje ślepia przez dłuższą chwilę. Nie miał wcześniej tych plastrów. "Czy on.." przemknęło jej przez myśl ale nie chciała kończyć. Kącik ust lekko drgnął - Sam to przygotowałeś dla mnie? - spytała cicho pod nosem. Nie potrzebowała odpowiedzi z jego strony, zdawało się że ją znała. - Nie jest złe, może trochę innych przypraw by się przydało.. - dodała po chwili. Nie chciała go obrażać, miała dobre intencje. Z resztą widziała jak się w nią wpatrywał gdy ją karmił. Rozchyliła usta do kolejnej porcji papki słuchając tego co miał jej do powiedzenia.
Wieść o tym ze jej nie będą łowczyć była bardzo pocieszająca, jak jej się teraz zdawało. Pozytywnie zaskoczona opisem tego miejsca. To wszystko brzmiało jak jej wcześniejsze wyobrażenia o łowcach. Że żyli sobie z dala, gdzieś w zaciszu w symbiozie z wszystkimi za murami M3. Czemu nie mogło być takiej symbiozy też z ludźmi? Może dlatego że bali się silniejszych od siebie, że to co jest inne musi być złe. Czy brali pod uwagę to że mogłaby chcieć stąd uciec? Zastanawiała się nad tym jakich ludzi spotka? Czy Desperatów czy może miastowych porwanych w jakimś szczególnym celu przez rebeliantów.
- Robię wszystko.. Mogę opatrzyć lekkie skaleczenia.. - tu skinęła na jego polepione plastrami łapki. - Mogę zająć się ciężko rannymi, wytwarzać lekarstwa z różnych składników. Leczyć chorych. - wyjaśniła w spokoju. Czy faktycznie chcieli jej użyć do tego? Czy słowa tamtego łowcy były zapowiedzią jej nowego życia? Zabiłaby teraz za gorący prysznic i jakieś normalne ciuchy. - Czy.. długo tu będę jeszcze trzymana? - spytała nagle z czystej ciekawości.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.09.19 14:42  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
  Louma skinął nieznacznie głową.
  — Nie potrafię jeszcze gotować, ale tutejszy kucharz pokazał mi to i owo... z powodu bliskości do wody maja tutaj dużo ryb. Mieszkańcom Schronu już nieco obrzydły, dlatego pozwolił mi je wykorzystać. Sam bardzo je lubię, dlatego pomyślałem... że może ty też... — Z każdym kolejnym słowem był co raz mniej pewny smaku przygotowanej przez siebie potrawy. Był kotem, więc to oczywiste, że na widok świeżych rybek ciekła mu ślina, ale niewiele zwykłych ludzi lubiło ich specyficzny posmak. Biorąc jeszcze pod uwagę, że te hodowane w małych zbiornikach na desperacji były jeszcze gorsze od oceanicznych. zamiast porządnego posiłku mógł stworzyć toksyczną bombę. A kobieta, głodna i zapewne przerażona z powodu obecności wymordowanego nie mogła wyznać szczerej prawdy. Jego uszy oklapły nieznacznie. — Właściwie nie używałem zbyt wielu przypraw... Poza solą właściwie wszystkiego brakuje. W mieście pewnie macie wszystkiego pod dostatkiem?
  Chciał zmienić temat. Pomyślał, że Saiyuri ożywi się, gdy będzie mogła pochwalić się dobrobytem i swoim miejskim życiem. Louma niewiele już pamiętał ze swoich szkolnych lat. Wtedy nigdy nie zwracał uwagi na posiłki. Jadł to, co serwowała mu pracująca z domu matka. Czasami narzekał, albo nie dojadał. Zapominał wtedy, by doceniać fakt, że może w każdej chwili napełnić brzuch do syta.
  Napełnił kolejną łyżkę, kierując ją do ust kobiety. Dno naczynia prześwitywało już przez resztki, które przy kolejnym ruchu musiał już zeskrobywać. Porcja nie byłą ogromna, ale po tak długim czasie bez regularnych posiłków nagłe przejedzenie mogłoby skutkować natychmiastowym zwrotem.
  — Nie jestem nikim ważnym, więc nikt mi za wiele nie mówi... — Odłożył w końcu miskę, gdy została w całości opóźniona. Usiadł, podwijając ogon na kolana. — Nawet jeżeli pozwolą Ci chodzić wolno, na pewno będziesz musiała znieść towarzystwo jakiegoś strażnika. Po tym wszystkim na pewno nie wypuszczą cię wolno. Poza tym, bez jedzenia i wody, a szczególnie bez broni szybko być na pustyni umarła. — Przychylił nieco głowę analizując słowa kobiety. — Jesteśmy wiele dni drogi od miasta.
  Mężczyzna stojący przy celi odchrząknął głośno. Najwyraźniej nie chciał, by Reoone przesiadywał tak długo z pojmaną kobietą, ale kot przedłużał wszystko jak tylko mógł. Podobała mu się ta normalna konwersacja z osobą, którą sam porwał. Nawet jeżeli było w tym coś niepoprawnego. Ciekawe, czy domyśliła się, że to on sprowadził na nią to nieszczęście?
  —  Jeśli chcesz, to mogę o to zapytać! — zasugerował i nie czekając na jej odpowiedź natychmiast zerwał się do pionu. Pomachał do niej nieznacznie, a potem zniknął za kratkami celi, a w końcu także za rogiem jednego z korytarzy piwnic.

---

  Zanim wrócił, minęło kilka godzin. W międzyczasie przy więzieniu Saiyuri zdążył zmienić się już strażnik. Ktoś przyszedł do niej raz, by sprawdzić jej stan zdrowia, ale ani razu się nie odezwał. Ocenił tylko obtarcia na rękach po kajdankach, a potem natychmiast wyszedł. To był kolejny wymordowany, w większości zwierzęcy, dlatego nie dało się określić jego płci.
  Gdy Louma zjawił się przed celą, na zewnątrz było już zupełnie ciemno. Nie, żeby w piwnicach miało to jakiekolwiek znaczenie. Tutaj i tak nie docierało naturalne światło, a temperatura była wiecznie jednakowo niska. Kot przyniósł jednak za sobą jakiś zwitek materiałów, które okazały się być ubraniami. Nieco zniszczonym kompletem składającym się z jednolicie szarych spodni i koszulki, a także nawet butów, wychodzonych adidasów.
  Wymienił kilka słów ze strażnikiem, a potem mu coś pokazał. Mężczyzna kiwnął głową i wszedł do celi. Bez ostrzeżenia złapał Saiyuri za nadgarstki, a potem oswobodził jej ręce. Wycofał się bez słowa, gdy Konegi wślizgnął się do środka.
  —  Mam dla ciebie lepsze ubranie. W nocy ma zrobić się chłodno, podobno może nawet spaść śnieg, dlatego dostałaś własny przydział. Tutaj wszystko jest spisywane. — Położył przed nią ciuchy i odsunął się, by kobieta mogła się przebrać. Nie patrzył w jej kierunku. W celi i tak nie było nic, czym mogłaby go zaatakować. W taki sposób chciał jej dać to minimum prywatności potrzebne do założenia świeższych ubrań.


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.09.19 18:05  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
Uśmiechnęła się lekko na jego słowa. - Lubię ryby, choć pewnie nie w takich ilościach jak ty.. - wyjaśniła miłym tonem. Był dla niej chyba najmilszą osobą z bandy łowców z jakimi miała do czynienia. Doceniała jego towarzystwo, można było normalnie porozmawiać. Lubiła towarzystwo tak miłych osób, nie ważne czy to był człowiek czy przedstawiciel innej rasy. Będąc Hyclem nie dyskryminowała przecież nikogo. - Jak na pierwsze próby, nie idzie ci źle.. może kiedyś ja zrobię coś dla ciebie a może nawet pokażę co i jak. Nie jestem jakoś szczególnie uzdolniona w kuchni, ale parę sztuczek mam w rękawie.. Poza tym, nie trzeba dodawać jakiś specjalnie wyszukanych przypraw żeby potrawy były dobre.. - dodała po chwili. Wcale nie bała się go, był kotem a nie jakąś włochatą kulką ze szczurzym ogonem.
Słuchała uważnie tego co ją może tu czekać. Nie szarpała się od momentu porwania, wiedziała że była na przegranej pozycji a ze złamaną ręką czy nogą byłaby w naprawdę kiepskim położeniu. Wiedziała że łowcy byli szybsi i silniejsi a gdyby stawiała opór, to zrobiłaby sobie więcej krzywdy niż to było warto. Kilka dni drogi do miasta wcale nie brzmiało pocieszająco. Wszystko wskazywało na to że będzie musiała się słuchać wszystkich bez wyjątku, przynajmniej do momentu aż nie nadarzy się naprawdę korzystna okazja by zwiać. - Rozumiem.. - odpowiedziała zaraz po chrząknięciu strażnika. Louma dawał jej informacje których pewnie nie powinien, doceniała to.
Przyglądając się mu w spokoju miała ochotę o coś spytać, może bardziej poprosić i w sumie gdy już chciała to zrobić to młodzik poderwał się szybko i wybiegł z jej celi. Na tyle ile potrafiła, na tyle pomachała mu obiema dłońmi ze słabym uśmiechem na ustach. Gdy wymordowany zniknął z pola widzenia, przeniosła spojrzenie na strażnika. - I co się gapisz? - warknęła mrużąc ślepia w irytacji. Irytowało ją to jak ją traktowali, ona lepiej traktowałaby pojmanego łowcę! Ale kto by jej w to uwierzył?
***
Nieco się ożywiła gdy zobaczyła Loumę. Przechyliła głowę w bok i uważnie obserwowała gdy strażnik wszedł do jej celi. Wszystkie mięśnie się spięły w momencie gdy przestąpił próg celi ale zaraz po tym się rozluźniła. Nie mogła sobie pozwolić na walkę czy jakikolwiek opór. Syknęła złapana za poranione nadgarstki ale po chwili metalowe obręcze z dłoni zniknęły a strażnik wyszedł. Od razu przysunęła dłonie do klatki piersiowej, były obolałe nie tylko od kajdan ale i od trzymania ich w górze przez ten cały czas. Wiedziała że te rany nie zagoją się za szybko.
Spojrzała na wymordowanego i mimowolnie się uśmiechnęła do niego. Wzięła ubrania i położyła je na boku. Wstała powoli z zimnej, wilgotnej podłogi i ostrożnie się przeciągnęła. Była obolała i cieszyło ja że mogła swobodnie się poruszać. Złapała za spodnie i opierając się plecami o ścianę ostrożnie naciągnęła najpierw jedną nogawkę a potem druga. Wsunęła spodnie na tyłek i sznurkiem ściągnęła je mocniej żeby jej nie spadły. Od razu ubrała o rozmiar za duże buty. Po czym zdjęła mokrą, uwaloną poszewkę rzucając ją w kąt. Aż lepiej się poczuła zrzucając tą szmatę z siebie. Założyła szarą koszulkę na siebie i patrząc na kociarza powoli do niego podeszła i złapała go nagle od tyłu. Przytulając się do wymordowanego, oparła podbródek na jego barku. - Dziękuję.. - wyszeptała mrużąc lekko fioletowe ślepia. Obejmowała go przez krótką chwilę i zaraz po tym puściła go i zrobiła krok w tył. Wolała nie drażnić strażnika i nie dawać mu powodu żeby znowu ją przykuł do ściany. - Więc co teraz? - spytała po chwili czekając na dalsze instrukcje.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.09.19 11:31  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
  Wymordowany spojrzał na kobietę w nowej odsłonie. Jej waga za sprawą uwięzienia na pewno już spadła, a przecież w schronie nikt nie zamierzał jej odkarmiać. Wszyscy tutaj nauczyli się żyć na niewielkich racjach, które miały przede wszystkim uzupełniać podstawowe potrzeby, a nie służyć rozkoszowaniu się posiłkiem. Nawet w podziemnej kryjówce jadało się lepiej, ale miasto nie było już na tyle bezpieczne, by trzymać tam pojmanych.
  Łowca zerknął kątem oka za siebie, by sprawdzić, czy kobieta się już ubrała, ale dostrzegł nagle, że ona znajduje się bezpośrednio za nim. Poczuł jak jej ręce oplatają się wokół niego, a podbródek opiera na jego ramieniu. Podskoczył spanikowany, gotowy do natychmiastowego ataku.
  Tyle, że Saiyuri wcale go nie zaatakowała, a przytuliła. To było jeszcze bardziej przerażające.
  —  Ja... nie wiem. — Ogon Loumy zawinął się wokół jego uda. — Kazano mi wyłącznie zanieść dla ciebie te ubrania, a potem odeskortować do jednego z rannych wymordowanych. Tam będzie już ktoś, kto sprawdzi twoje umiejętności... Uznali, że jeżeli się wykażesz, nie będą cię codziennie tu zamykać. Chwilowo więc to ja jestem twoim strażnikiem.
  Jego zwierzęce uszy uniosły się nieznacznie w dumie. Od razu dało się zauważyć, że dla niego to również była możliwość, aby coś udowodnić. Ostatnie miesiące były dla niego bardzo trudne, cały czas starał się pokazywać z najlepszej strony, aby móc wreszcie awansować. A teraz powierzona została mu pod opieką kobieta, którą sam... uprowadził.
  Prowadzenie z nią tak swobodnej rozmowy było dość dziwaczne, gdy dłużej się o tym pomyśli.
  Tyle że dla wymordowana to była część pracy, tak jak dla kobiety leczenie. Nie zamierzał się z nią przyjaźnić. Był miły, bo posiadał bardzo łagodny, ugodowy charakter i nie pragnął czynić nikomu krzywdy, ale w dalszym ciągu musiał wykonywać swoje obowiązki. Zależało mu przede wszystkim na urośnięciu w oczach pozostałych łowców, a nie przed kobietą.
  —  Dostaniesz wszystkie narzędzia i leki, jakie akurat posiadamy w Schronie... — Louma wskazał kobiecie wyjście z celi. Stał blisko niej, gdyby potrzebowała pomocy w marszu. Zmęczone mięśnie mogły odmówić posłuszeństwa, dlatego w razie czego musiał podać jej ramię. Dziwiło go trochę, że kobieta nie próbuje go unikać. Na dobrą sprawę mogła zarazić się wirusem przez jeden, przypadkowy kontakt. W końcu palce Loumy były pełne małych skaleczeń. To było ogromne ryzyko, a ona i tak postanowiła go wcześniej przytulić. Nie mógł się po tym pozbierać. — To niedaleko, więc jeżeli byś chciała... — Wysunął przedramię w jej kierunku. — Przy okazji... nazywam się Konegi. Wszyscy tutaj i tak nazywają mnie Kotem... ale moje imię to Konegi.

  Niezależnie od tego, czy Saiyuri wsparła się o niego, czy szła o własnych siłach, wymordowany poprowadził ją do budynku obok. Na zewnątrz było już ciemno, więc nagłe wyjście z piwnicy nie zaszkodziło oczom. Kobieta mogła zobaczyć, ze pomimo później pory i niskiej temperatury obóz żyje pełnią życia. Było tu nawet tłoczniej niż w niektórych częściach miasta. Wszyscy skupiali się na niewielkim terenie, chociaż granice samego Schronu pozostały dla niej niewidoczne.
  Wprowadził ją przez wąskie drzwi i kotarę. Niewielka lecznica pachniała chemią, ale bez wątpienia była czystsza niż większość Desperacji. W pomieszczeniu stało kilka łóżek. Przy jednym z nich, oparta o metalową ramę stała wysoka i przysadzista kobieta w białym fartuchu. Pod ścianą siedziało jeszcze dwoje mężczyzn.
  —  Ile mam jeszcze na was czekać? — zapytała twardym głosem lekarka oceniając krytycznie zarówno Saiyuri jak i Reoone. Kiwnęła głową na materac, gdzie znajdowała się ofiara... wcześniej trudno było ją zauważyć, gdyż była bardzo malutka.
  Dziecko, w najlepszym wypadku sześciolatka z krótkimi blond włosami i przeszywającym spojrzeniem błękitnych oczu. Miała zaczerwienione od płaczu policzki i wielki kawał szkła wbity dość głęboko przy uchu. Rana zabezpieczona już, zapewne przez lekarkę, nie wyglądała teraz groźnie, ale bez wątpienia dziecko cierpiało.
  —  Pokaż mi, co uczą was w tym M-3, dziewczyno. — Ponagliła.
  Louma przepuścił pojmaną do wnętrza, a sam zajął miejsce blisko drzwi. Z ciekawości zerkał na to, co zrobi jasnowłosa. Miał nadzieję, że Saiyuri okaże się użyteczna, a on z tego powodu otrzyma w końcu swój upragniony awans.


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.09.19 16:12  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
Poczuła drobną ulgę słysząc że to właśnie wymordowany będzie jej strażnikiem, czuła że nie będzie tak twardo traktowana, popychana siłą czy taszczona gdy tych jej zabraknie z wycieńczenia. Oczywiście puściła go zaraz po tym. Czemu go objęła? Z wdzięczności, żeby pokazać że wcale nie jest złą osobą? Żeby uśpić jego czujność? Powód znała tylko ona. Nie zamierzała zamykać lekko uchylonej furtki jaka przed nią stała. Miała więc leczyć rannych wymordowanych z dostępem do wszystkiego co schron miał do zaoferowania. Brzmiało jak okazja którą tylko głupiec by odrzucił. - Postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy żeby się przydać. - zapewniła, wcale nie kłamała w tej chwili. Przysłuży się najlepiej jak potrafi.
Ruszyła za nim starając się dotrzymać mu kroku, czasami podparła się o ścianę i zrobiła sobie krótki postój. Nie chciała wykorzystywać go do wszystkiego, z łagodnym uśmiechem dziękując za chęć pomocy ale była też dumna. Po kilku głębszych wdechach ruszyła dalej prowadzona przez wymordowanego. - Konegi.. pasuje do ciebie.. ja jestem Saiyuri, ale możesz mi mówić Sai. - odpowiedziała z lekkim uśmiechem wychodząc z pomieszczenia. Zaczerpnęła nieco świeższego powietrza, takiego w którym nie było zapachu wilgoci. Od razu lepiej się poczuła.
Wchodząc do lecznicy poczuła się jak w domu. Zamknęła oczy napawając się zapachem chemii panującej w pomieszczeniu. Dopiero twardy głos lekarki wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła powieki wpatrując się w nią tymi swoimi fioletowymi ślepiami. Rygorystyczna baba, Kurayami mogła nawet ją polubić, przypominała jej jej wykładowczynię z M5. Niemka zawsze była cholernie wymagająca i bezlitosna dla swoich studentów. Była niczym selekcja naturalna, kosząc słabszych psychicznie na swoich wykładach. Zniżyła nieco głowę okazując szacunek. - To moja wina że tyle nam to zajęło. - od razu wzięła całą winę za spóźnienie na siebie. Po czym podeszła bliżej łóżka na którym leżał jej pacjent.
Szczęki jej się zacisnęły widząc przed sobą dziecko, może nie powinna spekulować w drodze do lecznicy z czym będzie miała do czynienia. Myślała że trafi jej się jakiś ledwo żywy wymordowany, taki nie do odratowania tylko po to żeby ją bezpowrotnie wcisnąć do tej cholernej piwnicy na dobre. Na ustach pojawił się wątły uśmiech, po czym podeszła do leżącej dziewczynki. - Nie bój się, jestem tutaj żeby ci pomóc.. - powiedziała bardzo ciepłym tonem głosu, patrząc jej w oczka przy tym. Przyłożyła delikatnie zimną dłoń do rozgrzanego policzka. - Jesteś bardzo dzielna wiesz? - to mówiąc przesunęła się spojrzeniem na kawałek szkła wbity przy uchu. - Ja mam na imię Saiyuri.. a ty? - spytała nadal tym swoim łagodnym tonem egzaminując ranę. - Wiem że cię bardzo boli, ale musisz jeszcze trochę wytrzymać, obiecuję że zaraz będzie po wszystkim. - dodała z łagodnym uśmiechem i zerknęła w stronę lekarki. - Macie jakieś środki znieczulające? I miło by było gdyby znalazły się jakieś rękawiczki dla mnie i może coś czym mogłabym związać włosy żeby mi nie przeszkadzały? - spytała grzecznie. Wolała nie mieć tak sporego kontaktu z krwią wymordowanej. Spojrzeniem przegrzebała za wszystkimi przydatnymi rzeczami potrzebnymi do zszycia rany.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.09.19 14:23  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
  Na tajemnych technikach lekarskich chłopak się nie znał. Czuł się więc obco w gronie medycznych talentów, którzy na widok dziecka znali już sześć sposobów na to, aby mu pomóc. On wiedział jedynie, że rannych należy dostarczyć wyszkolonym w pomaganiu towarzyszom, nic więcej. Zerkał więc na każdego z pozostałych zastanawiając się, czy powinien tutaj w ogóle być.
  Muszę pilnować Saiyuri, tłumaczył sobie, a mimo to owinął ogon wokół nóg nerwowo.
  Starsza lekarka, twarda kobieta nie zajęła żadnego z pozostałych, wolnych miejsc. Cały czas stała, oceniała postępowanie pojmanej i w razie czego gotowa była zareagować, gdyby coś poszło nie tak. Kobieta-hycel była sama przeciw kilkorgu łowców i miejscowych desperatów, ale prawdopodobnie w razie walki wystarczyłaby przysadzista właścicielka medycznego skrzydła.
  Nie mówiła nic, co mogłoby pomóc, albo zaszkodzić jasnowłosej, po prostu czuwała.
  Zupełnie inaczej było z dzieckiem, które dotychczas dość spokojne, na widok obcej pokazało pazury, dosłownie. Nie wybuchło płaczem, zwróciło się twarzą do Saiyuri i wyszczerzyło małe, ostre ząbki. Wcześniej trudno było to dostrzec, ale skórę dziecka miejscami pokrywały bladoróżowe łuski, praktycznie w kolorze skóry. Dziewczyna syczała jak wściekły gad i zamiast odpowiedzieć na zadane pytania, złapała kobietę za rękę, kując ją palcami, które kończyły się małymi i ostrymi jak szpilki pazurkami.
  — Śmierdzisz miastem — oświadczyło, podciągając się na tyle, by ich oczy na moment się spotkały. Po bólu i dyskomforcie nie było śladu, dziecko było w końcu jednym z wymordowanych, których wiek wizualny wcale nie musiał odpowiadać realnemu. Następnie puściło Kurayami i sięgnęło drobnymi dłońmi ku jej lejącym się kosmykom. — Masz ładne włosy. Dasz mi je?
  Sposób mowy zdradzał, że bez wątpienia mieli do czynienia z jakimś gadzim mutantem. Pozostałych tu zebranych to nie ruszało i nawet Konegi wydawał się względnie spokojny, lecz zastanawiał się po cichu, czy lekarka nie próbuje przypadkiem przestraszyć kobiety.
  Być może nie mieli teraz zbyt wielu rannych, którymi mogła zająć się Saiyuri, nie sądził jednak, że wciskanie jej dziecka, które było równie niebezpieczne co urocze, było najlepszym posunięciem. Tyle, że jego opinii nikt nie słuchał, nie był ważnym członkiem tej społeczności, a jedynie obserwatorem, który miał się dopiero uczyć.
  Rozmyślania przerwał mu tubalny głos lekarki.
  — Możesz korzystać z wszystkiego, co tu znajdziesz — odparła na prośbę jasnowłosej i pokazała jej gestem ręki rząd półek i regałów, na którym ułożone były wszystkie sprzęty, trochę leków i akcesoriów. Mogła znaleźć tam wszystko, co potrzebne było do tego typu zabiegu.

/Przepraszam za krótki post, ale nie chce ci blokować zadanka eventowego na ostatniej prostej~


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.09.19 16:03  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
Zapomniała się? Zapomniała gdzie była i z kim miała do czynienia? A może po prostu grała kochaną panią doktor. Może gdyby powiedziała łowcy że w jej opisie pracy jest wzmianka o łapaniu wymordowanych i łowców do celów badań to nie postawiliby jej tutaj przed tym małym gadem. A może chciała grać tą niewinną, bojącą się o swój los kobietę z miasta. Syknięcie i wyszczerzenie ostrych ząbków sprawiło że zmrużyła jedynie ślepia, nie spuszczając młodej z oczu ani na chwilę. Zacisnęła szczękę czując jak wymordowana wbija ostre pazurki w jej skórę. 'Śmierdzisz miastem'.. te słowa sprawiły że jeden z kącików ust lekko się uniósł. - Ty zaraz będziesz śmierdzieć trupem jak się nie przestaniesz ruszać.. - w głosie nie było jadu, ton był miły dla ucha. Zupełnie jakby opowiadała własnej córce bajeczkę na dobranoc. Nie widziała żadnego problemu żeby otwartą dłonią cisnąć w kant szkła i dobić leżącą przed nią pacjentkę.
Złapała po chwili jej nadgarstek i zacisnęła na nim lekko dłoń. - Może najpierw wyciągnę ten kawałek szkła z twojej twarzy, dobrze? - odpowiedziała na jej irytujące pytanie. Zwinnie naciskając na wewnętrzną stronę przedramienia, tuż przy nadgarstku żeby spowodować na tyle nieprzyjemne uczucie w dłoni żeby młoda puściła jej włosy. Podniosła się z krzesła i obleciała blaty i szafki w poszukiwaniu wszystkiego co było jej potrzebne. Znalazła jakieś rękawiczki, lepsze było to od zabawy gołymi rękami przy ranie wymordowanej. Jakaś leżąca recepturka posłużyła za gumkę do włosów, nie chciała żeby te przeszkadzały podczas zabiegu. Podsunęła sobie tackę zerkając na pozostałe zgromadzone osoby i jedyna osoba jaka jej przyszła na myśl to kot. Spojrzała na niego z łagodnym uśmiechem. - hej, Konegi. Pomógłbyś mi z czymś? Musiałbyś mi ją przytrzymać żeby się nie szarpała jak będę ją szyła. Rana jest dość głęboka, a nie widziałam nigdzie nic co mogłoby ją uśpić. - wyjaśniła wskazując mu miejsce po drugiej stronie łóżka. Najchętniej by ją znieczuliła fizycznie, ale podejrzewała że taka procedura wzbudziłaby jedynie alarm wśród pozostałych. Jeśli wymordowany podszedł to Sai złapała dziewczynkę za podbródek tak żeby ta jej nie upierdoliła czasem przy okazji. - Nie ruszaj się.. bo sama sobie zaszkodzisz.. - ton był zimny i stanowczy. Przechyliła jej głowę w bok tak że zdrowy polik został dociśnięty prawie do poduszki. Po czym pokazała Konegiemu gdzie ma ją trzymać i jak. - Trzymaj jedną rękę na jej głowie w ten sposób.. - wyjaśniła stabilizując sobie powierzchnię ciała na której będzie pracować. Po czym dobrze przyjrzała się ranie. Wszystko miała naszykowane. Złapała za gazę żeby pozbyć się nadmiaru krwi po tym jak wyjmie odłamek. Złapała pewnie za wbity w skórę przedmiot ostrożnie sprawdzając to jak mocno jest wbity. - To może boleć.. - powiedziała bardziej do Loumy żeby się przygotował na gwałtowniejsze ruchy głową dziewczynki i wzięła się za wyciąganie odłamka z rany. Nadmiar wyciekającej krwi przecierała gazą, którą znalazła. Po upewnieniu się że cały fragment został usunięty, złapała za igłę i ściągając płaty skóry zaczęła zakładać szwy. Robiła to dość szybko i wprawnie, to nie była pierwsza taka rana. Gdy skończyła, odrzuciła zakrwawioną igłę na metalową tackę i przetarła świeżo zszytą ranę. - Twoja regeneracja zrobi resztę.. - mruknęła z obojętnością i zabrała się za zakładanie opatrunku na to miejsce. Jak skończyła, zdjęła rękawiczki odkładając je na bok.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.09.19 11:07  •  Piwnice Empty Re: Piwnice
  Louma obserwował. Z wiedzą dużo mniejszą niż u pozostałych mógł się jedynie domyślać, jakiego sposobu użyje kobieta, by pomóc dziewczynce z jej ohydną raną. Nie mówił tego na głos, ale duża ilość krwi trochę go przerażała. Zdążył się do niej przyzwyczaić, ale nie zobojętniał całkowicie.
  Kiwnął głową, gdy Saiyuri poprosiła go o pomoc. Spojrzał ku doktorce pytając bezgłośnie, czy nie ma nic przeciw jego ingerencji, ale kobieta w bieli pozostała niewzruszona. Najwyraźniej jej "możesz korzystać ze wszystkiego" tyczyło się również dostępnych w pomieszczeniu zasobów ludzkich. Wymordowany zaszedł więc łóżko od drugiej strony i przykucnął tak, by móc oprzeć skrzyżowane ramiona na krawędzi łóżka.
  — To nie będzie potrzebne — odpowiedział kobiecie i zamiast postępować zgodnie z jej poleceniami machnął ogonem, by przykuć uwagę dziewczynki, a gdy mała złapała z nim kontakt wzrokowy, było po sprawie. — Wykonuj polecenia tej pani. Zachowuj się dobrze. Nic cię nie boli.
  Jego rozszerzone źrenice wpatrywały się hipnotycznie w dziecko. Mrugał bardzo oszczędnie, bo chociaż hipnoza nie przerywała się, gdy na ułamek sekundy zamykał oczy, wolał obserwować ranną, by w razie czego interweniować w tradycyjny sposób.
  Gadzie dziecko było jednak najwyraźniej wystarczająco zmęczone i obolałe, aby natychmiast poddać się jego sugestii. Siedziało wyprostowane nie zwracając już uwagi na panią hycel ani na to, co robiła ze szkłem i raną, która pozostała po jego ostrożnym wyjęciu. Mocne kociego wymordowanego były użyteczne na wiele sposobów. Nie tylko podczas porywania ludzi, ale także teraz, gdy zależało mu na uspokojeniu małej gadziny.
  Uśmiechnął się delikatnie do Saiyuri, chociaż nie spuszczał wzroku z poszkodowanej.
I jak? Jestem użyteczny? Zapytał w myślach, chcąc te słowa skierować do jasnowłosej, ale z obawy, że przeszkodzi jej w pracy nie wypowiedział ich na głos. Wiedział doskonale, że te pytania miały tylko potwierdzić jego próżność. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż jego koci pomruk jest szczególną umiejętnością. Być może nie posiadał zdolności związanych z używaniem broni czy walką wręcz, ale kiedy opanował już używanie swojej mocy również okazał się całkiem przydatnym członkiem organizacji.
  — Może być — skomentowała lekarka, która przez cały zabieg milczała. Obserwowała ich oboje z góry, chociaż bez wątpienia najwięcej uwagi przykładała do medyczki. Kiwnęła lekko głową i zebrani zaczęli powoli wracać do swoich obowiązków. W przeciągu minuty w pomieszczeniu zostały tylko dwie kobiety, no i Konegi. Starsza doktorka przysunęła sobie krzesło obok łóżka i zaczęła oglądać szycie. — Bardzo gęste szycie. Zazwyczaj nie dajemy tak silnego szwu, bo rany wymordowanych goją się znacznie szybciej. Nić może wrosnąć, jeżeli nie będziemy tego odpowiednio dobrze pilnować. Poza tym nie szastamy tu tak zapasami, jak w waszym mieście. Mimo wszystko zgłoszę cię do pomocy w naszej lecznicy.
  Kobieta mówiła spokojnym, fachowym tonem. Nie była łowcą, po jej wyglądzie nie dało się też stwierdzić, czy jest wymordowaną. Mogła być człowiekiem, tak samo jak Saiyuri.
  W międzyczasie Louma odsunął się i zamrugał kilka razy, by oswobodzić dziecko z pod wpływu hipnozy. Mała otrząsnęła się nagle, otworzyła szerzej oczy i spojrzała na hycel.
  — Ugh. Teraz śmierdzisz miastem i krwią. — skomentowała, sięgając natychmiast do rany przy uchu, by dotknąć jej lekko. — Ale już mnie tak nie boli.

Koci pomruk 1/3 - zakończony


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Piwnice Empty Re: Piwnice
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach