Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

Piwnice Empty PiwnicePisanie on 25.08.19 21:00
piwnice
Wykopane przed laty tunele ze ścianami ze wzmacnianej gliny, miejscami murowane, ale zawsze niepokojąco nietrwałe. Od czasu do czasu na głowie spadnie trochę ziemi, lecz wytrzymały już tyle czasu, że nikt nie wierzy, iż pewnego dnia rzeczywiście mogą się osypać. Używane w większości do przetrzymywania zapasów pożywienia i gromadzenia czystej wody. Ostatni z korytarzy przekształcono na tymczasowe więzienia. Składa się ono z kilku ciasnych klatek z żelaznymi kratami i niczym więcej. Czasami używa się ich do karania nieposłusznych. Kilka godzin spędzonych w niemal całkowitej ciemności, wilgoci, a do tego bez jedzenia i wody pozwala przemyśleć swoje winy.
Od czasu wprowadzenia się łowców do Schronu piwnice nieznacznie umocniono i wyposażono w trochę użytecznego sprzętu sprowadzonego z miasta. Nadal jednak brakuje tu prądu, jedyne światło pochodzi z lamp olejnych, albo pochodni.



  Kropelki wody skapywały rytmiczne na kamienną posadzkę. Kamienie lśniły od jej cienkiej warstwy, miejscami porosły niskim meszkiem, zgniłozielonym i wiecznie wilgotnym. W piwnicach pachniało zgromadzonym jedzeniem, albo porastającym nieczyszczone tunele grzybem. W każdym razie ani jeden zapach nie był przyjemny, gdy nie jadło się od dłuższego czasu.
  Minęło kilka dni, zanim Saiyuri dostarczona została na tereny Desperacji. Przerzucenie kogoś przez mur wbrew pozorom nie było wcale proste, szczególnie, gdy chciało się to zrobić dyskretnie. Zniknięcie kobiety stało się już zapewne oczywistością, ale nawet jeżeli S.SPEC postanowi poszukać jej tropu w mieście, zgubi go. Hycel nie miała przez te kilka dób wiele swobody. Na kilka godzin odwiązywano jej usta, żeby mogła się czegoś napić - zazwyczaj wylewano jej wodę na twarz, niekiedy bez ostrzeżenia. Dwa razy dostała jakieś marne jedzenie, ale nawet gdy odwiązano jej ręce, by mogła samodzielnie znieść, nad głową stało jej dwóch, trzech rosłych mężczyzn z bronią. Poza tym nigdy nie odwiązywano przepaski z oczu.
  Jednego dnia dotarli w końcu na miejsce.
  Kobietę zawleczono natychmiast do jednej z piwnic i zamknięto. Porzucona na ziemi nadal nie mogła się ruszyć do momentu, aż godzinę, prawie dwie później ktoś ponownie się nią zainteresował. Zaszurał metal, jakaś osoba wyjęła jej z ust szmatę, a potem dłonie, jedną za drugą przywiązała nad głową do haka wiszącego pod sufitem. Saiyuri mogła siadać, ale nie położyć się. Przed samym wyjściem odwiązano jej w końcu oczu.
  Panował chłód i półmrok. Zabrano jej ubrania, a pozostawiono w czymś co wyglądało jak długa poszewka z dziurami na ręce i głowę. Powitał ją odgłos spadających na kamienie kropli i złociste, kocie oczy.
  Reoone kucał przed wejściem do celi, za jego plecami wił się swobodnie pręgowany, koci ogon. Uszy na czubku głosy poruszały się nerwowo.
  — Jak się masz? — zapytał tak, jakby oślepł nagle na niedolę pojmanej kobiety. Trzymał w ręku blaszaną tackę z jakąś niewielką miską i plastikowym kubkiem z wodą. — Jesteś głodna?
  Zapytał, ale nie czekając na odpowiedź wślizgnął się do środka przed uchylone wejście. Z boku pomieszczenia stał mężczyzna z pistoletem. Grzebał paznokciem miedzy zębami i od czasu do czasu zerkał w ich stronę.
  — Teraz powinno być lepiej. — oznajmił przepraszającym tonem, a potem zanurzył łyżeczkę w brei, która znajdowała się w misce i wyciągnął dłoń w stronę kobiety. — Jesteśmy za murami.
  Desperacja. Tutaj rebeliancki ucisk mógł nieco zelżeń. Schron dzielony z mieszkańcami tych ziem sprawiał, że obyczaje łowców uległy niewielkim zmianom. Chociaż Saiyuri nie była trzymana we wcale lepszych warunkach, wymordowany czuł, że tutaj bardziej jej się spodoba, niż w ciemnym transporterze, którym wieziono ją ostatnie kilka nocy.
  Poza tym szefowa tego miejsca, wymordowana kozica pozwoliła mu skorzystać z zapasów i ugotować coś, czym chciał teraz z dumą nakarmić kobietę. Papka miała konsystencje budyniu i pachniała rybami. Poza tym pływały w niej elementy jakiejś zielonej rośliny - pietruszki i koperku, które z dumą szefa kuchni dodał do nich kot. Sam jeszcze nie próbował, ale sądził, że głodnej to posmakuje. W końcu wybrał dla niej swoje ulubione sardynki.
  — Są czyste. Tutejsi ludzie hodują zdrowe zwierzęta. Kiedyś ukradli je z miasta.


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Piwnice Empty Re: PiwnicePisanie on 07.09.19 15:13
Jeśli miała jakieś zalążki wiary w kompetencje SPEC, że jednak ją odnajdą w przeciągu 48h, to z chwilą gdy została wrzucona do transportera wszystko poszło się jebać. Całą podróż przebyła w milczeniu, nie odzywając się do nikogo. Nie odpowiadała już na żadne pytania, nawet jeśli konsekwencją tego buntu miało być użycie brutalnej siły.
Może trochę się szarpała gdy zabierali jej ubrania, każdy by się szarpał przecież. Teraz siedząc na zimnej, wilgotnej, kamiennej posadzce oparta o ścianę z rękami nad głową wpatrywała się gdzieś w bok. Krople spadające na kamień były bardzo pochłaniającym zajęciem, zupełnie jak obserwacja rosnącej trawy - fascynujące wręcz. Co jakiś czas spinała mięśnie rąk i podnosiła tyłek na kilka centymetrów z zimnego, mokrego podłoża. Kajdany obcierały nadgarstki, spuściła w końcu głowę. Gdyby tylko mogła wyrwać łańcuch ze ściany, przeklinała chwilę gdy tego jednego dnia zostawiła artefakty w domu. Była za to na siebie wręcz wściekła.
Ale godziny się wlekły i gniew ustąpił obojętności.
Z początku nie zareagowała na miłe słowa zaczepki kociarza. Myślała że może były skierowane do strażnika pilnującego jej. Dopiero kolejne słowa sprawiły że uniosła lekko głowę w górę. Fioletowe ślepia wbiły się w twarz wymordowanego. Skinęła lekko głową w odpowiedzi na jego pytanie. Patrzyła jak się zbliżał, zapach ryb robił się nieco intensywniejszy z każdym krokiem.
Jego pocieszające słowa sprawiły że parsknęła jedynie cicho pod nosem uśmiechając się z lekkim rozbawieniem. - Ta.. dla kogo będzie lepiej dla tego będzie.. - skomentowała cichym szeptem wprawiając łańcuch w cichy brzdęk sugerując że wcale nie jest lepiej niż było, przynajmniej dla niej. Palce zacisnęły się na łańcuchu kajdan do stopnia gdzie kostki jej pobladły.
Na kogo miała być zła? Na tego dzieciaka przez którego tu trafiła? Na siebie za ignorancję na łowców którzy pewnie tylko czekali aż białowłosa zgnije w tym zapyziałym grajdołku?! Uścisk na metalu nieco zelżał. Spojrzenie przeniosło się na zawartość miski którą młodzik trzymał przed nią. Uniosła lekko kącik ust w odpowiedzi na jego gest dobroci. Wcale przecież tego nie musiał robić. Spojrzenie wróciło do twarzy chłopaka i rozchyliła powoli usta dając mu przyzwolenie żeby ją nakarmił. Sama nie miała zbytnio możliwości przecież.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Piwnice Empty Re: PiwnicePisanie on 10.09.19 11:29
  Gotowanie nie było jego mocną stroną, ale chciał móc zrobić cokolwiek. Strażnicy nie chcieli pozwolić mu krzątać się w okolicy cel... bez celu, dlatego znalazł sobie jeden. Wyręczył w ten sposób kucharza, który niezbyt wdzięcznie serwował im codziennie sycące porcje. Miał nakaz gotowania także dla pojmanych, ale to robił z jeszcze bardziej wykrzywioną buzią. Nie skomentował pomocy wymordowanego, ale nie skarcił go też, gdy bawiąc się w nożem masakrował małe sardynki zamieniając je w kremową zupę rybną. Może sądził, że Louma sam planuje je zjeść i postanowił pozwolić mu się nimi udławić.
  Kilka razy pociął sobie palce i miał na nich teraz plastry, ale czynności związane z przygotowywaniem posiłku bardzo mu się spodobały. Przez moment sądził nawet, że być może praca w kuchni jest tą, do której się nadawał. Otoczony zapachami składników nadal był w stanie wyczuć te najświeższe, najwyższej jakości i chociaż w tym wypadku połączenie było dość niefortunne, był z siebie dumny. Dla jego kocich zmysłów pachniało obłędnie.
  Pozwolił kobiecie zgarnąć z łyżki pierwszą porcję i natychmiast sięgnął po kolejną, obserwując kątem oka jej reakcję na stworzone przez niego kulinarne dzieło. Przecież nie mogło być takie złe, racja? Upominał się w duchu bawiąc się gęstą konsystencją zawartości naczynia. Zupa każdym razem mlaskała wdzięcznie.
  — Nie chcemy cię zarazić. Na powierzchni żyje dużo normalnych ludzi. Stężenie wirusa w powietrzu nie jest zbyt wysokie, bo tutejsi mieszkańcy dbają o te ziemie od wielu pokoleń. Nie otacza ich mur. Żyją w zgodzie z wymordowanymi, łowcami... nawet z aniołami! — ostatnie dodał z nieukrywanym podnieceniem. Usiadł po turecku na przeciw kobiety podwijając ogon na kolana. — Widziałem jednego! Miał takie wielkie, białe skrzydła. Czytał książki dzieciom, bo zazwyczaj pozostają na cały dzień bez opieki, gdy ich rodzice pracują dla dobra społeczności.
  Wymordowany mówił wyraźnie, używając miejskiego akcentu. Większość swojego życia spędził jako zwykły człowiek, uczeń, jeden z wielu tysięcy, których skrywały mury, a teraz kontynuował swoje młodzieżowe życie jako koci mieszaniec. Nie był jednak z tego powodu niezadowolony.
  — Tutejsi nie lubią trzymać ludzi w zamknięciu na dość długo. Słyszałem, że chcą cię przenieść do takiego budynku, gdzie żyje dużo więcej ludzi. Nadal nie będziesz mogła opuścić terenu tego obozu, ale to chyba lepsze niż ta cela, co? — pytał ją szczerze sądząc, że w ten sposób poprawi kobiecie humor.
  Trudno byłoby sobie wyobrazić jak może czuć się kobieta. Porwana ze swojego miejsca zamieszkania, wywieziona poza mury na Desperację, której obawiał się chyba każdy zwyczajny mieszkaniec miasta. Udało im się ustalić już, że Saiyuri zwyczajna nie była, ale pozbawiona broni, towarzyszy i autorytetu nie różniła się wcale od tych dzieci, których rodzice znikają na całe dnie.
  — Jesteś lekarzem, prawda? Co zazwyczaj robisz w swojej pracy? — Sięgnął jeszcze raz ku misce i napełnił łyżkę dużą porcją gęstej zupy, która jeszcze raz skierowała się w zasięg ust kobiety.


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

Piwnice Empty Re: PiwnicePisanie on 15.09.19 19:51
Oczywiście doceniała gest wymordowanego. Była głodna i od dawna nie dostała niczego treściwego. Teraz nie wiedziała czy ma płakać z radości czy z żalu odnośnie zupy sardynkowej. Miks smaków zalał jej wszystkie kubki smakowe już pierwszą zaserwowaną łyżką. Przełknęła ją bardzo szybko. Nie było takie złe, prawie jak gęsty, budyniowaty ramen na rybnym bulionie. Dostrzegła oblepione plastrami palce młodzika, na których skupiła swoje ślepia przez dłuższą chwilę. Nie miał wcześniej tych plastrów. "Czy on.." przemknęło jej przez myśl ale nie chciała kończyć. Kącik ust lekko drgnął - Sam to przygotowałeś dla mnie? - spytała cicho pod nosem. Nie potrzebowała odpowiedzi z jego strony, zdawało się że ją znała. - Nie jest złe, może trochę innych przypraw by się przydało.. - dodała po chwili. Nie chciała go obrażać, miała dobre intencje. Z resztą widziała jak się w nią wpatrywał gdy ją karmił. Rozchyliła usta do kolejnej porcji papki słuchając tego co miał jej do powiedzenia.
Wieść o tym ze jej nie będą łowczyć była bardzo pocieszająca, jak jej się teraz zdawało. Pozytywnie zaskoczona opisem tego miejsca. To wszystko brzmiało jak jej wcześniejsze wyobrażenia o łowcach. Że żyli sobie z dala, gdzieś w zaciszu w symbiozie z wszystkimi za murami M3. Czemu nie mogło być takiej symbiozy też z ludźmi? Może dlatego że bali się silniejszych od siebie, że to co jest inne musi być złe. Czy brali pod uwagę to że mogłaby chcieć stąd uciec? Zastanawiała się nad tym jakich ludzi spotka? Czy Desperatów czy może miastowych porwanych w jakimś szczególnym celu przez rebeliantów.
- Robię wszystko.. Mogę opatrzyć lekkie skaleczenia.. - tu skinęła na jego polepione plastrami łapki. - Mogę zająć się ciężko rannymi, wytwarzać lekarstwa z różnych składników. Leczyć chorych. - wyjaśniła w spokoju. Czy faktycznie chcieli jej użyć do tego? Czy słowa tamtego łowcy były zapowiedzią jej nowego życia? Zabiłaby teraz za gorący prysznic i jakieś normalne ciuchy. - Czy.. długo tu będę jeszcze trzymana? - spytała nagle z czystej ciekawości.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Hycel
Saiyuri
Hycel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Piwnice Empty Re: PiwnicePisanie Today at 14:42
  Louma skinął nieznacznie głową.
  — Nie potrafię jeszcze gotować, ale tutejszy kucharz pokazał mi to i owo... z powodu bliskości do wody maja tutaj dużo ryb. Mieszkańcom Schronu już nieco obrzydły, dlatego pozwolił mi je wykorzystać. Sam bardzo je lubię, dlatego pomyślałem... że może ty też... — Z każdym kolejnym słowem był co raz mniej pewny smaku przygotowanej przez siebie potrawy. Był kotem, więc to oczywiste, że na widok świeżych rybek ciekła mu ślina, ale niewiele zwykłych ludzi lubiło ich specyficzny posmak. Biorąc jeszcze pod uwagę, że te hodowane w małych zbiornikach na desperacji były jeszcze gorsze od oceanicznych. zamiast porządnego posiłku mógł stworzyć toksyczną bombę. A kobieta, głodna i zapewne przerażona z powodu obecności wymordowanego nie mogła wyznać szczerej prawdy. Jego uszy oklapły nieznacznie. — Właściwie nie używałem zbyt wielu przypraw... Poza solą właściwie wszystkiego brakuje. W mieście pewnie macie wszystkiego pod dostatkiem?
  Chciał zmienić temat. Pomyślał, że Saiyuri ożywi się, gdy będzie mogła pochwalić się dobrobytem i swoim miejskim życiem. Louma niewiele już pamiętał ze swoich szkolnych lat. Wtedy nigdy nie zwracał uwagi na posiłki. Jadł to, co serwowała mu pracująca z domu matka. Czasami narzekał, albo nie dojadał. Zapominał wtedy, by doceniać fakt, że może w każdej chwili napełnić brzuch do syta.
  Napełnił kolejną łyżkę, kierując ją do ust kobiety. Dno naczynia prześwitywało już przez resztki, które przy kolejnym ruchu musiał już zeskrobywać. Porcja nie byłą ogromna, ale po tak długim czasie bez regularnych posiłków nagłe przejedzenie mogłoby skutkować natychmiastowym zwrotem.
  — Nie jestem nikim ważnym, więc nikt mi za wiele nie mówi... — Odłożył w końcu miskę, gdy została w całości opóźniona. Usiadł, podwijając ogon na kolana. — Nawet jeżeli pozwolą Ci chodzić wolno, na pewno będziesz musiała znieść towarzystwo jakiegoś strażnika. Po tym wszystkim na pewno nie wypuszczą cię wolno. Poza tym, bez jedzenia i wody, a szczególnie bez broni szybko być na pustyni umarła. — Przychylił nieco głowę analizując słowa kobiety. — Jesteśmy wiele dni drogi od miasta.
  Mężczyzna stojący przy celi odchrząknął głośno. Najwyraźniej nie chciał, by Reoone przesiadywał tak długo z pojmaną kobietą, ale kot przedłużał wszystko jak tylko mógł. Podobała mu się ta normalna konwersacja z osobą, którą sam porwał. Nawet jeżeli było w tym coś niepoprawnego. Ciekawe, czy domyśliła się, że to on sprowadził na nią to nieszczęście?
  —  Jeśli chcesz, to mogę o to zapytać! — zasugerował i nie czekając na jej odpowiedź natychmiast zerwał się do pionu. Pomachał do niej nieznacznie, a potem zniknął za kratkami celi, a w końcu także za rogiem jednego z korytarzy piwnic.

---

  Zanim wrócił, minęło kilka godzin. W międzyczasie przy więzieniu Saiyuri zdążył zmienić się już strażnik. Ktoś przyszedł do niej raz, by sprawdzić jej stan zdrowia, ale ani razu się nie odezwał. Ocenił tylko obtarcia na rękach po kajdankach, a potem natychmiast wyszedł. To był kolejny wymordowany, w większości zwierzęcy, dlatego nie dało się określić jego płci.
  Gdy Louma zjawił się przed celą, na zewnątrz było już zupełnie ciemno. Nie, żeby w piwnicach miało to jakiekolwiek znaczenie. Tutaj i tak nie docierało naturalne światło, a temperatura była wiecznie jednakowo niska. Kot przyniósł jednak za sobą jakiś zwitek materiałów, które okazały się być ubraniami. Nieco zniszczonym kompletem składającym się z jednolicie szarych spodni i koszulki, a także nawet butów, wychodzonych adidasów.
  Wymienił kilka słów ze strażnikiem, a potem mu coś pokazał. Mężczyzna kiwnął głową i wszedł do celi. Bez ostrzeżenia złapał Saiyuri za nadgarstki, a potem oswobodził jej ręce. Wycofał się bez słowa, gdy Konegi wślizgnął się do środka.
  —  Mam dla ciebie lepsze ubranie. W nocy ma zrobić się chłodno, podobno może nawet spaść śnieg, dlatego dostałaś własny przydział. Tutaj wszystko jest spisywane. — Położył przed nią ciuchy i odsunął się, by kobieta mogła się przebrać. Nie patrzył w jej kierunku. W celi i tak nie było nic, czym mogłaby go zaatakować. W taki sposób chciał jej dać to minimum prywatności potrzebne do założenia świeższych ubrań.


Piwnice H7WZagK

A lie is like a cat: You need to stop it
before it gets out the door
or it’s really hard to catch.

                                         
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
Reoone
Wtajemniczony     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Konegi Louma, Lwiątko


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach