Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.
  • 02/11. Pojawiło się nowe ogłoszenie. Dotyczy zmian w regulaminie bilokacji oraz poszukiwań moderatorów. Zerknij.
  • 31/10. Zarzucono propozycją w dziale DOGS. Jak jesteś dobrym psiątkiem to wypowiedz się w temacie.
  • 31/10. Rozpoczęto dyskusję na temat eventów. Wrzuć swoje przemyślenia.

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Nie ukrywała rozczarowania odmową Taiyo. Przygarnęli rozemocjonowanego smoka i jego lisiego towarzysza, więc co im szkodziło wziąć jeszcze jednego słodziaka? Niech Tai sam go broni tym swoim mieczykiem! Już miała tak o to właśnie zaprotestować, ale nie była w stanie, jako iż jej szczęka opadła i utknęła tak na dobrych kilka chwil. Powodem tej reakcji był najniższy rejestr głosu, jaki kiedykolwiek słyszała. To nie mógł być prawdziwy głos fenka, prawda? Rozglądała się dookoła, przekonana, że to jakiś cień musi się odzywać, a urocze zwierzątko jedynie rusza niemo ustami. Ale sposób w jaki wszyscy złodziejaszkowie zachowywali się, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, sugerował, że mimo wszystko, Przeuroczy-Fenek był Królem-Basem. Nawet nie bardzo słuchała sensu słów, tak bardzo oszołomiona barwą głosu. Jej sny o zbudowaniu uroczej armii prysły gwałtownie i potrzebowała momentu, by się pogodzić z rzeczywistością.
Na pytanie Taiyo jedynie skinęła głową, wciąż niczym zaczarowana, wpatrzona w króla złodziei. Ten jednak chyba zaczął tracić cierpliwość, bo wyciągnął swoją szpadę w jej stronę (aaaww, wyglądał z nią tak słodko! Jak mały kociak, który stroszy futerko na widok dorosłego kota) i zawarczał gardłowo. Tak bardzo, że Bat mogła przysiąc, iż podłoga się zatrzęsła. Pisnęła cichutko i pognała za Taiem i ich nowym przewodnikiem.
Dopiero gdy już oddalili się kawałek i nikt z kryjówki złodziei ich nie słyszał, odważyła się odezwać.
- Myślicie, że on śpiewa w operze? Jeśli nie możemy go przygarnąć, to chcę go zobaczyć w operze! - zażądała, jak na rozpieszczoną dziewczynkę przystało.
Lisiątko posłało jej trochę rozczarowane spojrzenie, ale mrugnęła do niego psotnie i to zdawało się go ugłaskać. Poza tym, że dosłownie go głaskała na swoich ramionach.
Zabawne, jak rozległe były katakumby i jaki szeroki zasięg miały. Wyglądało to tak, jakby podziemia rozchodziły się na cały Paryż i można było z nich dojść dosłownie do każdego zakątka miasta. Nawet lochów! Kto by pomyślał, że miejsce, które powinno oddzielać wyrzutków społeczeństwa miało tak łatwy dostęp dla zwykłych obywateli… ze złodziejskimi koneksjami.


Paryskie wojny, czyli Smok, Lis, Wąż, Anioł i Garbus obalają Imperium - Page 2 AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Taiyo dopadł do krat, za którymi jak sądził siedział Jean Soli. Ubrany w długi, ciemny płaszcz, wilgotny u dołu od rozlanej miski, którą przewrócił nogą, bądź została przewrócona przez jakieś zwierzę.
- Jean! Jean! Potrzebujemy Cię, musisz nam pomóc znaleźć Księżniczkę Annę! - Potrząsnął żelaznymi kratami, zdając sobie sprawę, że nie otrzymali klucza. Spojrzał z wyrzutem na Guntera, zastanawiając się dlaczego ich przewodnik siedzi bez ruchu z kapeluszem opuszczonym w sposób, który zasłaniał twarz.
- Jeżeli szukacie Anny to pan Valjaen wam nie pomoże. Zresztą nikomu nie pomoże, bo już zmarł. Całe szczęście macie mnie.
Bełt kuszy poszybował z ciemności i trafił Guntera prosto w czoło, a gdy watażka padł na ziemię z cienia wyszedł mężczyzna z szelmowskim uśmiechem i ukłonił się im.
- Jestem Jean Solo, najlepszy przemytnik Paryża i nie ukrywam, że mam pewne powody by samemu odszukać Annę. Musicie mi tylko pomóc uratować mojego przyjaciela Bannera. Ale nie ma czasu. To człowiek króla złodziei, a ja mam z nim pewne zatargi.
Taiyo podrapał się po nosie patrząc na martwego Guntera i z delikatnym uśmiechem na twarzy powiedział:
- To on nas tu przysłał.
- Aha... To wszystko wyjaśnia. No trudno. Chodźmy!
I ruszyli przed siebie idąc ulicami Paryża, a gdy przechodzili niedaleko Pałacu Sprawiedliwości obok którego przetrzymywany był Bruce usłyszeli muzykę i śpiew samego Frollo Vadera:
Ach, nie wiń mnie
To nie ja, nie!
Księżniczka to nieszczęście na mnie śle!
Ach, nie wiń mnie!
Jeżeli Bóg
Silniejszym od człowieka, diabła zrobić mógł!
Więc obroń mnie, Maryjo
Z tą czarownicą koniec zrób
Nie pozwól, abym w męce tej miał żyć
I zniszcz Annę!
Niech zazna ognia piekieł lub...

Dalsze słowa umknęły jednak ich uszom, bo śpieszno im było dotrzeć do niewielkiej strażnicy, w której zamknięty był ogromnych rozmiarów zielony mężczyzna pilnowany przez pięcioro strażników. Trzech stojących przy nim i patrzących na dziw natury, jeden spacerujący przy bramie prowadzącej na teren strażnicy, a kolejny czyszczący broń nieopodal na drewnianym stołku.
                                         
Taiyo
Skrzydlaty
Taiyo
Skrzydlaty
 
 
 

GODNOŚĆ :
Taiyo Reynard Lamarque


Powrót do góry Go down

Batsheba była już zmęczona całym tym bieganiem. Była też głodna i zaczęła marznąć. Bardzo nie lubiła głodu i chłodu. Robiła się wtedy marudna, zupełnie jak dziecko.
Widząc strażników, pilnujących celi, spojrzała pytająco na ich nowego przewodnika. Tamten skinął głową, że i o wszem, o tego właśnie, zielonego kolegę mu chodzi.
Bat ułożyła ostrożnie liska na ziemi i zwróciła się ich dwóch rodowych strażników:
- Jak tylko zdobędę klucz, idźcie zrobić zamieszanie!
Lis tylko skinął głową, a smoku zaczął zasypywać ją serią pytań, Bat już nic nie mówiła, a jedynie złożyła dłonie i strzeliła palcami, niczym pianista wirtuoz. Wtem, nagle, zniknęła!
Było to tylko złudzenie, albowiem tak naprawdę wciąż tam była, ale się troszkę skurczyła. Jej ubrania leżały w kupce w tym samym miejscu, gdzie stała, a ze środka wyłoniła się, jako kobra. W nowej postaci podpełzła do strażników, przyglądających się Bruce’owi. Podniosła się na tyle, by głową ściągnąć klucze zza pasa wartownika i już inny ją zauważył, ale wtedy Mushu zaczął krzyczeć z drugiej strony. Wykrzykiwał obelgi w ich stronę, aż w końcu uwiecznił swój pokaz długim językiem. Strażnicy, jak jeden mąż pognali za dwójką zwierzątek, bo do najmądrzejszych nie należeli.
Batsheba wróciła do swojej ludzkiej postaci, całkiem nagusieńka, bo jej ubrania zostały gdzieś przy Taiu. Otworzyła celę, lecz Zielony Pan wydawał się spać, przy czym wiercił się okropnie i mamrotał bardzo proste zdania. Biedaczek, musiał mieć koszmar! Chyba nie lubił małych przestrzeni. Bat pomyślała więc tylko o jednej rzeczy, która zawsze działała na każdy problem! Piosenka!


Zbudź się, duży Hulku,
Dzikie ślepka otwórz,
Mówisz, przyśnił ci się kto?
Wielki Hulk Niszczyciel!

Dobranoc złym strażnikom,
Od teraz zacznie się ciężkie bicie.

Tyś ofiara, okrucieństwa,
Precz wygnana niczym śmieć,
Klucz ci wskażę do zwycięstwa
I nauczę zemstę nieść!

Musisz silny być i zręczny,
Groźny i bezwzględny też!
Mówi mi mój ryk wewnętrzny,
Żeś ty bestia a nie człek!

Nadchodzi kres, niech Frollo drży!
Na nic błagania, na nic łzy!
O słodka zemsto w to mi graj!
Luli-luli-laj!!!

Choć wybaczać ponoć ładnie,
Nas wciąż parzy imperialny jad.
Frollo rząd niech zgnije na dnie,
Niech przepadnie po nim ślad!

Tyran paszczę ma zębatą,
W sam raz żeby ziemię gryźć!

Krew popłynie strugą wartką,
Dla mnie bomba choćby dziś!

Strach, ból i zemsta wiodą prym!
Symfonia śmierci, gniewu hymn,
To dla mych uszu istny raj,
Luli-luli-laj!

Elsa zmarła, lecz rebelia nadal trwa,
Pilnuje by ten Hulk,
Poznał jak smakuje zemsta,
Z jego własnych łup i łup!

Wiedz, że nim obejrzysz się...

Hulkiem będziesz już!

Niech zagrzmi bęben, polecą pięści!
Niech Hulk dziki wyda ryk!

Zniewagę pomścij!

Znak nam daj!

Słyszę już wiwaty

Hulk! Jesteś naj!

Przyjdzie czas zapłaty,
Gdy zew krwiożerczych zgraj,
Rozpali cały kraj,

Luli-luli-laj!!!

Hulk wybiegł wściekły. Kamienie rozwalały się pod każdym jego tupnięciem. Strażnicy, którzy gonili smoka i lisa, dostali wielkie ŁUP ŁUP i aż poleeeeecieli na gwiazdkę śmierci.


Paryskie wojny, czyli Smok, Lis, Wąż, Anioł i Garbus obalają Imperium - Page 2 AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Zamieszanie, które zostało wywołane wściekłym szałem zielonego olbrzyma ściągnęło na ich głowę cały regiment imperialnego wojska. Ci nie byli w stanie dosięgnąć ich strzałami z kuszy, który były tak celne, że musieliby chyba celować za siebie, by trafić w któregokolwiek z nich.
Gdy jednak zbliżyli się bliżej i zaczęła się walka na miecze. Taiyo ciął swą szablą wrogów bezlitośnie, a Hulk miażdżył ich. I tylko biedna Batsheba przez dłuższy czas wciąż stała bez ubrań, aż błękitne spojrzenie Lamarqua ujrzało jej nagą postać. Reynard niezwłocznie pochwycił ubrania i rzucił jej kobiecie, by ta ubrała je czym prędzej.
- Weź to - krzyknął rozcinając głowę jednego z żołnierzy. I walka mogłaby trwać długo. Choć wróg padał gęsto i już po chwili na placu było tyle trupów, że ich strażnicy zaczęli się o nie potykać i ukrywać między nimi, to przeciwników wciąż przybywało.
W czasie ich walki zaczęła grać muzyka. I choć dzielnie gromiły pięści zielonego, a miecz Taiya rzadko chybiał i nawet Batsheba dołączyła do starcia, to nasi dzielni wojownicy zaczęli tracić grunt pod nogami. Dopadało ich zmęczenie, a wrogów było coraz więcej. Pojawił się też dowódca, który gdy ściągnął hełm wprawił naszych bohaterów w szok. Przecież on wyglądał jak Taiyo! Te same oczy, włosy i twarz jakaś taka znajoma.
- Ja, Kapitan Febus aresztuję was niegodziwcy! Poddajcie się lub gińcie. - Powiedział patetycznym tonem dowódca imperialnego wojska.
Lecz wtedy zapomniany dotychczas Jean Solo, który gdzieś zniknął w trakcie walki krzyknął znad ich głów.
- Dalej, wszyscy na pokład i uciekamy! - I wtedy zobaczyli, że przybył do nich na wyjątkowo paskudnej latającej łodzi z żaglem zdobionym całkiem zgrabnie wyszytym sokołem.
Byli otoczeni, więc Taiyo nie myśląc za wiele złapał Batshebę w pasie, drugą ręką - tuż po tym jak miecz spoczął w pochwie, złapał lisa i smoka i za pomocą swoich skrzydeł wleciał na łódź Solo. Ta jednak wkrótce zatrzęsła się i już zdawało się, że spadnie gdy wskoczył na nią ich zielony towarzysz wydając niezrozumiały ryk, jakby zawiedziony, że walka już skończona.
Odlecieli zostawiając w tyle nędzne imperialny wojsko.
- Zabiorę was do starego kumpla Quasia. Jeśli ktoś wie jak sobie radzić z tymi dupkami to na pewno on. Później przyjdzie czas na księżniczkę Annę i rebeliantów, choć ponoć Ksiądz Ver zbiera ludzi w Notre Dame, będziemy musieli do nich dołączyć. - i następnie zaczął śpiewać w rytm muzyki -
- Świat jest zagadką tak jak ja
Każda chwila jest jak skarb
A marzenia to wszystko, co mam
A mów sobie Frollo przez cały czas
Ja nie słucham cię i tak
I nie będę tym kim chciałbyś ty, żebym był
Uwierz mi

I nie jestem chłopcem, mówię wam
Lecz mężczyzną, honor mam
Więc nie można tak pomiatać mną
No jak mam przemycać jeśli
Kontrole wciąż tu są
Więc w marzenia uciekam stąd

Bo ja chcę nareszcie zacząć żyć
Pełną piersią, z całych sił
Chcę być wolny i znać szczęścia smak
Co dzień każda chwila zmienia mnie
A świat za mną w tyle jest
Jestem Solo
I jestem kimś

Ja wciąż mogę zdobyć to, co chcę
Czego ty nie możesz mieć
Teraz znasz mnie, lecz nie boję się
Co ty możesz wiedzieć o mnie? Nic
Czy potrafisz pokonać mnie?
Jestem sobą tak długo jak wiem kim chcę być

No przestańcie wreszcie truć
Dosyć już pustych słów
Ludzie mówią i kłamią
A życie podobno to sen
A ja wierzę w marzenia
Że to, czego pragnę ma sens

Bo ja chcę nareszcie zacząć żyć
Pełną piersią, z całych sił
Chcę być wolny i znać szczęścia smak
I nie mówcie, że nie zmieniam się
Taki sam wasz każdy dzień
Jestem Solo i jestem kimś
Jestem tu i jestem kimś
Jestem kimś
Jestem kimś
                                         
Taiyo
Skrzydlaty
Taiyo
Skrzydlaty
 
 
 

GODNOŚĆ :
Taiyo Reynard Lamarque


Powrót do góry Go down

Lecieli! Oni lecieli! Znowu! Na statku! Dwa razy w ciągu jednego dnia!
Batsheba była wniebowzięta. Uwiesiła się ramienia Solo i zaczęła go zasypywać serią pytań w stylu, czy łatwo zdobyć sobie taki statek, gdzie załatwić sobie licencję, jak się tym steruje, i tak dalej. Mężczyzna chętny nie był do dzielenia się swoją wiedzą na ten temat, ale Bat była bardzo upierdliwa.
Dlatego też Jean z wielką radością ogłosił, iż właśnie podchodzą do lądowania, jako iż przybyli na miejsce.
A ów miejsce było całkiem urodziwe.
Znaleźli się na ogromnym cmentarzu, co wydało się naszym bohaterom trochę dziwnym miejscem, ale Jean Solo zapewniał, że są we właściwym miejscu.
Szli tak między nagrobkami i Batsheba miała wrażenie, że kątem oka dostrzega jakiś ruch w cieniach pomiędzy mogiłami, ale gdy tam patrzyła bezpośrednio, widziała tylko ciemność, jako iż zapadała już noc. Słyszała jednak męskie głosy, przepychanki i pojękiwania, jakby ktoś się tam przewracał o własne nogi. Przysunęła się więc bliżej Taiyo i tak przy okazji, przypomniała sobie o czymś.
- Ej, o co chodziło z tym ważniakiem? Wyglądał zupełnie, jak ty! To twoja rodzina?
- A-ha! To tutaj!
Wejściem do kryjówki rebeliantów była krypta, odznaczona tylko jednym imieniem i niczym więcej - Esmeralda.
Zanim w ogóle dotknęli kamiennych drzwi, wyskoczyło trzech mężczyzn, którzy przedstawili się Yao, Ling i Chien-Po, oraz oznajmili, że Quasiyodo ich oczekuje.
Ze swoimi nowymi przewodnikami (którzy ciągle się ze sobą kłócili i bili) weszli do środka, przez pusty nagrobek, który okazał się zejściem do podziemi. Tam zaś przywitał ich nie najprzystojniejszy mężczyzna, lecz o uśmiechu tak ciepłym, że nawet rozkapryszona Bat go odwzajemniła.
Dowódca rebelii i Solo wpadli w serdeczny uścisk, jak przyjaciele, którzy dawno się już nie widzieli.
- A to bohaterzy nasi muszą być. W porę przybyliście. Nadchodzi bitwy czas. Czeka ze swoją armią generał Li Shang, na nas. Taaaaaak. Do siedziby kardynała prędko nam trzeba. Czeka księżniczka Anna. Dzieci bohaterskie, chodźcie.
I mały, brzydki człowieczek poprowadził ich kolejnymi podziemnymi korytarzami. Biła z niego tego rodzaju powaga i potrzeba szacunku, że nawet trzej wojaczkowie kłócili się tylko szeptem. Przy okazji wychwalali pod niebiosa taktyczne umiejętności ich generała, zapewniając, że bitwa jest gwarantowanym zwycięstwem.


Paryskie wojny, czyli Smok, Lis, Wąż, Anioł i Garbus obalają Imperium - Page 2 AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

W jednej chwili Taiyo z nieukrywanym oburzeniem przyglądał się Batshebie, która choć była z nim na randce, to więcej uwagi poświęcała Jeanowi Solo niż jemu, a już w drugiej jego zazdrość musiała ustąpić całkowicie bowiem już biegli przy dźwiękach muzyki w stronę Pałacu Sprawiedliwości, w którym z jakiegoś powodu swą siedzibę miał Kardynał Frollo Vader.
Już nawet nie pamiętał słów, które wypowiedział do Batsheby, a które brzmiały dokładnie tak:
- - Nie mam pojęcia, chyba nie mam brata bliźniaka... - gdy został zapytany, czy Febus to jego krewniak. I może wszystko by się wyjaśniło, gdyby tylko Taiyo przypomniał sobie słowa wypowiadane przez poetę do cyganki w pewnym przedstawieniu, które mężczyzna oglądał kilka razy w teatrze. Wtedy zrozumiałby, że mają tu do czynienia ze starciem iście kosmicznym, gdy zamiast jednej gwiazdy mają dwie - dobrą i złą.
Słyszeli komunikaty wypowiadane głośno przez dowódców rebelianckich oddziałów.
- Przygotować się!
Musimy być o krok przed całym imperium
O włos przed mieczem, co tnie
A walczyć musimy, kiedy słowa nie starczą
A więc cały czas
O sus przed tymi, co gonią
Mój los od wielu lat
Gotowi zginąć za wolności brak!
Szumowiny! Męty! Brać ich! E tam!
Mała niespodzianka
W lochu skończy nędzny łajdak
Życie takie jest, ale kto to wie?
Ten, kto się wychowywał sam!
Rebelia żyje by walczyć ze złem
Podążać za nadzieją, co za kram
Znam ja to uliczne wychowanie
Wolność, żeby żyć, Rebelia, żeby walczyć
W wolnej chwili kiedyś o tym powiem wam
O skok przed ciągłą pogonią
O myk wyprzedzam swój dzień
Na czas warto też podwózkę mieć
O cal przed całą tą ciżbą
No wiesz, do przodu i wio
Czasami jeszcze sobie skoczę w bok
Szumowina! Buntownik! Abu! Skandal!
Coś wam nie do śmiechu
Przyznam się, że wart jest grzechu
Wolność, żeby żyć, Rebelia, żeby walczyć
Taki mój niepewny los Stop!
O skok, bo wciąż mylę tropy
O krok i o mały włos
Raz dwa, już mnie nie zobaczą
Ty tam, a ja tu skaczę
Abu! Będzie dobrze, wiem to
Lądujemy miękko
Biorę rozbieg no i hop!

Podczas gdy rebeliancka armia tańczyła rozśpiewana Taiyo spostrzegł, że ich kusze są przedziwne, gdyż poza kuszą miała jeszcze dwa dodatkowe elementy układające się w znak X. Może to daje im lepszych właściwości? Zbliżył się do Batsheby i szepnął do niej na ucho.
- - Jesteś gotowa? Kto wie ilu z nas... czy my przeżyjemy. - Mówiąc do delikatnie ją objął, martwiąc się, czy czasem nie przyprowadził kobiety do Paryża na śmierć. Nie darowałby sobie, gdyby tu umarła, po tym jak obiecał jej najlepszą randkę świata! To byłoby jak złamanie danego słowa, a tego Taiyo by nie przeżył.
W tym czasie rebelianccy dowódcy zaczęli śpiewać kolejną piosenkęp:
- Brać się do roboty, wroga bić już czas
Reynard nie zwracał teraz jednak uwagi na szykujących się do bitwy rebeliantów, którzy biegali pośpiesznie po bazie szykując się do bitwy. Nawet na Quasiyodę, który całkiem blisko nich dawał chyba mądre rady:
- O celu nie zapomnijcie! Dzielni bądźcie i imperium wam się nie można zlęknąć. To dzień ten, gdy znów Paryż wolnym będzie!
                                         
Taiyo
Skrzydlaty
Taiyo
Skrzydlaty
 
 
 

GODNOŚĆ :
Taiyo Reynard Lamarque


Powrót do góry Go down

Batsheba spojrzała krzywo na Taia, nie dowierzając, że TERAZ wzięło go na romantyczne troski.
- Cały ten czas moje życie wisi na włosku, a ty właśnie teraz, kiedy wkraczamy na pole bitwy, zaczynasz się martwić?
Odsunęła go od siebie i żeby pokazać mu, jak to ona wcale słaba nie jest, pochwyciła biednego Ling i wystosowała na nim jeden z ciosów judo, rzucając go na ziemię. Po czym wskoczyła na latarnię, zakręciła się wokół niej i zaczęła śpiewać, rzucając buntownicze spojrzenie ku Taiowi.

Słowo okrutne i zimne jak nóż
Co stoi na straży pogardy
Prawa pisane na zwojach ze skór
Niech przejdą już do historii
Gdy świat ma za nic moje słowa
Jak mogłabym ja przekonać do nich świat
Nie będę milczeć nie mogę i nie będę niech mnie usłyszą wreszcie
To mój głos ja nie będę milczeć
Koniec
Niech się stanie o nic was nie proszę
Bo wolność w sercu noszę
Nie chcę już i nie będę milczeć
Siejesz wiatr po burzy zbierz nie rzucaj kłamstwa prosto w twarz
Połamałeś moje skrzydła
Lecz nie złamiesz mnie to ja dziś przed Tobą stoję patrz
Nie chcę milczeć
Nie będę się kłaniać prawom i
zwyczajom, których moc rodzi się z pogardy
Koniec
Nie będę nie będę się dłużej prosić o to co mi się należy
To mój głos ja nie mogę milczeć
Ja już nigdy nie będę milczeć

Co za zbieg okoliczności, że zakończyła śpiewanie akurat, jak armia z nimi na czele dotarła pod Pałac Sprawiedliwości.
- Frollo! Walczyć z tobą przybyliśmy! - zakrzyknął dzielnie Quasiyoda, a generał Li Shang wydał rozkaz szturmu.


Paryskie wojny, czyli Smok, Lis, Wąż, Anioł i Garbus obalają Imperium - Page 2 AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Taiyowi zrobiło się głupio, gdy usłyszał słowa Batsheby. Nie mógł odmówić jej racji - naprawdę powinien się o nią przejmować znacznie wcześniej, choć doceniał zaprezentowane przez nią umiejętności. Dlatego też złapał swoje lewe ramię prawą ręką i odwracając wzrok w innym kierunku powiedział na tyle wyraźnie, by mogła go usłyszeć:
- Wybacz, ale byłem za bardzo zaabsorbowany śpiewaniem, żeby rzetelnie ocenić sytuację! - I to przecież wszystko załatwia. W końcu gdyby nie ich rozśpiewana kompania, to na pewno nie dotarliby tutaj, gdzie są teraz.
Dość jednak było tych zmartwień, przyszedł czas na bitwę!
Przynajmniej tuż po tym jak Batsheba skończyła śpiewać, na pewno rozumiejąc jego uzasadnione powody, dla których dopiero teraz zaczął się martwić o jej życie.
Mężczyzna dobył swojej szabli i wzleciał ponad biegnących w stronę Pałacu rebeliantów, którym naprzeciw wyszedł już ten przeklęty klon Taiya - Febus oraz jego wierni papiescy żołnierze w białych pancerzach i płaszczach.
W tle zaczęła grać im muzyka choć tym razem nikt nie śpiewał. Kolumny żołnierzy starły się ze sobą pod bramami siedziby Imperium złą, na której ścianach wisiały czerwone sztandary z czarnymi krzyżami umieszczonymi w białym oku spoglądającym na nich złowieszczo.
Generałowie rebelii różnili się od tych, którzy stali po stronie Imperium. Walczyli nie tylko wraz ze swoimi żołnierzami, lecz w pierwszym szeregu nadrabiając fakt, że ich wojska były zdecydowanie gorzej uzbrojone.
Reynard postanowił nie być gorszy i postanowił wyeliminować samego dowódcę imperialnej armii. Zapomniał też o swojej trosce i wiedząc, że to oni są tu głównymi postaciami i wybrańcami złapał Batshebę za ramiona i razem ruszyli w stronę Febusa stojącego na szczycie schodów i stamtąd wydającego rozkazy swoim ludziom.
Miał silną ochronę - czerwonych gwardzistów kardynalskich, którzy byli o wiele lepszymi wojownikami niż mięso armatnie walczące u dołu.
Nie przeszkodziło to jednak Lamarquowi wskoczyć pomiędzy nich z Batshebą i rozpocząć walki, którą poprzedziła jeszcze tylko krótka wymiana zdań, w której nasze dobre słońce się przywitało, a to złe niegrzecznie spytało:
-Ktoś Ty?!
Tchórzliwy imperialny pies nie chciał jednak mierzyć się z nimi w uczciwym pojedynku, lecz wysłał na nich swych gwardzistów. Ci jednak nie sprawili naszym bohaterom większego problemu. Przy dźwiękach nowej muzyki położyli na ziemię wszystkie czerwone płaszcze i został tylko on - Febus.
Nadbiegli jednak nowi, motłoch pragnący bronić swojego przywódcy. Krótkie spojrzenie i już było jasne, że to Bat się nimi zajmie, podczas gdy Taiyo upewni się, że nikt wyglądający jak on nie będzie służył imperialnemu reżimowi.
Ciął z góry, lecz jego ostrze zostało odbite przez katanę Febusa o delikatnym czerwonym blasku. Taiyow był zdziwiony zarówno doborem broni, która kojarzyła się raczej z Japonią, jak również faktem, że nigdzie wcześniej nie dostrzegł ostrza.
Miał jednak przewagę - broń przeciwnika była krótsza i pozwalała na mniej swobodne ruchy niż jego szabla. W związku z tym nie tylko się nie zawahał, a wciąż szedł do przodu wykonując atak za atakiem, tak że jego oponent nie miał szans wyprowadzić kontrataku.
W końcu dotarł do ściany i gdy jego plecy dotknęły twardych murów imperialnej fortecy popełnił błąd, a ostrze Taiya przeszyło jego ciało. Katana opadła na ziemię, a sam Febus na kolana. Na jego twarzy był jednak uśmiech. Taiyo popełnił błąd spoglądając na Batshebę czy nic się jej nie stało i omal nie przypłacił tego życiem, gdyż klon już próbował podnieść swe ostrze. Zostało jednak kopnięte, a nędznik ugodzony po raz kolejny.
Febus jęknął z bólu i powiedział tylko:
-Przegrałem, ale Wy głupcy jesteście martwi.
W tle pojawiła się inna muzyka a ziemia zatrzęsła się od kroków wielkiego monstrum, które wyglądało jakby zbudowano je z ognia. Szło powoli w ich stronę, a walczący rebelianci byli zagrożeni. Taiyo podbiegł do Batsheby i krzyknął do niej, pomagając przy okazji zabić jeszcze pięciu żołnierzy w tym czasie.
- Musimy ostrzec rebelię.
I wtedy wyskoczył nieobecny dotąd smok, który krzyknął z przerażeniem:
- To pułapka!


#4169E1
                                         
Taiyo
Skrzydlaty
Taiyo
Skrzydlaty
 
 
 

GODNOŚĆ :
Taiyo Reynard Lamarque


Powrót do góry Go down

Adrenalina była cudownym uczuciem i Batsheba faktycznei była na najlepszej randce na świecie, tak jak obiecał Taiyo. Biła się z żołnierzami, wkładając w to wszystko, czego o walce się nauczyła i czuła się wspaniale! Niezwyciężona!
Tak dobrze jej było, że aż zaczęła śpiewać na swoją własną cześć.

Mówię wszem wkoło to, co wiem,
Spoza kulis, że Batsheba ma w kieszeni szlem.
Bij i siecz - ani kroku wstecz,
Dzięki tej zasadzie Batsy wygra każdy mecz.
Dawniej była nikim - zerem, zerem,
Dzisiaj jest gościem - bohaterem!
Fach od kołyski wyćwiczyła swój,
A dziś contra plures wyrusza w bój,
Nie jest jej obcy żaden znój.
Budzi szał dziewczęcych ciał piękna twarz,
Batsy nie ma skaz, to idolka nasza. To idolka NASZA!
Ta herosów wzór z Krezusem mogłaby tu w zawody iść,
Na ustach tych, co sławią ją niech dzwonią dzwony złote dziś!
Całe zło umie zwalczyć, bo
Taka chłopka ze stali stale trafia sto na sto.
Zerem była, dziś u stóp ma świat,
Bogini bohaterka biegła w bojach, bogom prawie siostra.
Przyzła, zobaczyła i zwyciężyła,
Widział kto mężniejszej walki,
Klasę i siłę, tęgi sierp?
Nie zero, a heros, nie byle trep,
Co by siekierą... chciała kroić chleb!
Kto tu jest gładki jak gladiator - Batsheba!
W teatrach powoduje zator - Batsheba!
Mięśnie ma - wężowate,
Oko rwie - urody misterka!
Batsheba!
Mówię wszem wkoło to, co wiem,
- pełna kiesa!
Świat u stóp silna niby słup
Batsheba.
Dawniej była niczym - zerem, zerem,
Dzisiaj jest gościem - bohaterem!
Dawno już kości iacta est!
Lotem od zera do bohatera,
Kto nie umiera żywy jest!

Wszystko jednak, co dobre, kiedyś musi się kończyć i wtem przybył wróg, tak wielki, że bezsprzecznie odebrał bohaterom jakąkolwiek przewagę.
Lęk był nietęgi, ale nie na długo, jako iż z chmur wyłonił się widok wielce upragniony przez Batshebę. Wiedziała, że na latających statkach zawsze można polegać!
Bohaterowie zgarnęli się prędko na pokład, gdzie czekał na nich Jean Solo. Bat nie omieszkała okazać mu swojej wdzięczności i zaczęła wychwalać jego… statek. W jej oczach pojawiły się serduszka i nie znikały przez całą podróż.
Dotarłszy tam, gdzie kierują wszystkie paryskie drogi - do Notre Dame, nie zamierzała opuszczać statku, aż Taiyo musiał ją sam stamtąd wyciągnąć.


Paryskie wojny, czyli Smok, Lis, Wąż, Anioł i Garbus obalają Imperium - Page 2 AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Taiyo niezwykle dzielnie maskował swoją zazdrość, gdy uciekali nad imperialnymi oddziałami. Przynajmniej do czasu, gdy przyszło im wysiadać, a nasz rycerzyk nadął policzki i pociągnął Batshebę za kołnierz, gdyż jego zdaniem zdecydowanie za długo zostawali na pokładzie tego złomu - przynajmniej tak próbował sobie wmówić, bo wiemy dobrze jaka była prawda.
Byli na placu przed katedrą Notre Dame, gdzie zebrał się już niezwykły sojusz. Centrum zajęły siły korony, gwardziści w granatowych płaszczach i hełmach z okazałym grzebieniem uzbrojeni w ogromne tarcze i włócznie oraz krótkie miecze. Ich prawą flankę osłaniali ludzie Króla Złodziei, który TYM głosem wydawał im rozkazy. Przypadkowy motłoch, zbieranina najróżniejszych męt uzbrojonych jak każdemu się podobało lub co akurat miał pod ręką. Nie byli armią, lecz wyglądali groźnie i to musiało im wystarczyć. Po drugiej stronie ustawili się żebracy, cyganie i wszyscy Ci, którzy zostali wypędzeni z miejsc, gdzie zwykle przebywali - cuchnących targów rybnych, rynsztoków i szemranych oberż. To była ich pięta achillesowa. Ci ludzie nie potrafili walczyć i niejako dla wyrównanie to właśnie tam znalazł się zielony przyjaciel Jeana Solo.
Ksiądz Ver kończył wygłaszać przemowę, gdy przylecieli błogosławiąc ręką siły Sojuszu, podczas gdy na placu z uliczek zaczęły pojawiać się imperialne oddziały.
Zatrzymały się jednak i zamiast atakować rozstąpiły się pozwalając przejść swojemu przywódcy. Przerażającemu, wysokiemu na niemal dwa metry Frollo Vaderowi.
- Łudzi się, że skapitulujemy. - mruknął pod nosem Taiyo tuż przed tym jak jego szczęka zaryła o bruk przed katedrą, gdy usłyszał słowa wypowiedziane przez imperialnego wodza. Słowa piosenki.
O, o, o, o, oł! /4x
Niech robią co chcą
Ja jestem wiernym snom
I sam dobrze wiem gdzie jak i co
Nauczył mnie czas
Upada się żeby wstać
Bo ważne tylko są przyszłe dni
przybywam tu
W anarchii bagnie nie chcę żyć
Czy do stracenia coś mam?
Chyba nic!
Nie poddam się
Mnie nie złamie nic
Każda z trudnych chwil tylko doda sił
Marzenia są w nas
Nie trzeba nic tylko chcieć
Kto się nie boi
Ten już góra jest
Nie poddam się
Mnie nie złamie nic
Chcę przed siebie biec
Właśnie tak ma być
Marzenia są w nas
Nie trzeba nic tylko chcieć
Kto się nie boi
Ten już górą jest
O, o, o, o, oł!
Nie bój się chcieć
Choć nie ma lekko
Nie przejmuj się
Raz zrobisz błąd
Drugi raz już nie
Więc nie bój się
O, o, o, o, oł!
Nie bój się chcieć
Nie bój się chcieć!

Podczas występu zaczął tańczyć dziwny taniec, zataczając kręgi na placu katedralnym i podskakując - co wyglądało nawet widowiskowo zważywszy na jego pokaźny wzrost i sprawność, jakby ćwiczył te ruchy długimi godzinami. Gdy skończył jak prawdziwy aktor ukłonił się rebelianckiej publice i dodał:
To jest wasz koniec, dziś ta nędzna rebelia zostanie zniszczona! - I wtedy zza budynków wyszedł potwór, który przegonił ich spod Pałacu Sprawiedliwości.
I tak rozpoczęła się bitwa. Obie strony natarły na siebie, a w tym czasie potworna ognista bestia zbliżała się ku nim. Taiyo już chciał dołączyć do walczących, gdy Quasiyoda złapał jego ramię.
- Ty zadanie specjalne masz. Użyj kocy Tai, użyj kocy! - Powiedział poważnym głosem sędziwego mędrca, który daje ostatnią radę swojemu młodszemu uczniowi.
Taiyo dumny tego, że dosięgnął go tak wielki zaszczyt zdołał jedynie wydukać niepewnie:
- Kocy?
- Tak, koców gaśniczych. Mamy ich sporo w katedrze i jak je zrzucisz na grubaska, to pewnie nieco przygaśnie, a wtedy zrealizujemy mój plan.
Dopiero teraz Reynard zrozumiał zamysł genialnego pomysłu wodza rebelii i pobiegł czym prędzej po koce, żeby nie mieć czasu zdać sobie sprawy, że ten pomysł brzmi tragicznie. O dziwo jednak działał, a koce zrzucone na potwora rzeczywiście sprawiały, że ten słabł. To jednak wielki dzwon zrzucony ze dzwonnicy Notre Dame stał się jego zagładą, spadając na niego i zamykając w swym wnętrzu, gdzie wychłodził się i zamienił w maleńki pomnik.
Widząc porażkę swojej super broni imperialne wojsko zaczęło uciekać. Tak! Bitwa wygrana!


#4169E1
                                         
Taiyo
Skrzydlaty
Taiyo
Skrzydlaty
 
 
 

GODNOŚĆ :
Taiyo Reynard Lamarque


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

 
Nie możesz odpowiadać w tematach